Potencjalny zwycięzca, grupa faworytów i absolutny brak słabeuszy – tak pokrótce wygląda układ najlepszej szesnastki męskiej Euroligi w sezonie 2011-12. Dzisiaj startuje faza Top 16 tych rozgrywek i warto przyjrzeć się temu, co nas czeka w najbliższych tygodniach.
Już bez mistrza Polski, ale za to z nadziejami na wielkie widowiska wystartuje niezwykle intensywna część sezonu Euroligi. Dla wielu drużyn końcówka roku oznaczała pożegnanie ze swoimi dopalaczami, w postaci lokautowego draftu z NBA. Po zakończeniu lokautu duża część gwiazd wróciła za ocean i niektóre europejskie zespoły mają z tym pewien problem. Te zespoły, którym udało się jednakże zatrzymać swoich asów do końca sezonu, mogą się czuć jak zwycięzcy na loterii.
Z kolei zespoły, jak Real Madryt czy Maccabi Tel Awiw mogą się czuć pokrzywdzone. Zaryzykowały, sprowadziły świetnych graczy, pod których warto było przeformatować nieco system gry i dziś zostały z niczym. Machabeusze po stracie Jordana Farmara sprowadzili na jego miejsce weterana Demonda Malleta. Amerykański playmaker ma na swoim koncie zdobycie Pucharu ULEB w barwach Joventutu Badalona, czyli teoretycznie wie, jak się wygrywa trofea, jednakże zaplecze Euroligi to zupełnie inna bajka, niż EL. Do tego Macca, klub słynący z propagowania dynamicznej koszykówki wylądował z dwoma leciwymi graczami na pozycji rozgrywającego (Mallet, Theo Papaloukas) i w trakcie sezonu musi dokonać korekt w stylu. Z kolei „Królewscy” mimo straty Rudy'ego Fernandeza i Serge'a Ibaki pokonali ostatnio Barcelonę w Gran Derbi, o czym ich piłkarscy koledzy mogą póki co, pomarzyć. Do tego słynny hiszpański klub ogrywa w Europie Kyle'a Singlera, kreowanego na przyszłą gwiazdę NBA, a nakłonienie go do pozostania po naszej stronie Atlantyku może być powodem do dumy szefów Los Blancos.
Zadowoleni mimo końca lokautu mogą się czuć szefowie CSKA Moskwa. Andriej Kirilenko, który wylatywał za ocean właśnie z Moskwy, postanowił na nieco dłużej zagrzać miejsce w stolicy Rosji i pomóc „Armii Czerwonej” w powrocie na europejski szczyt. Bez AK47 „Armiejcy” byli silni, z nim w składzie mają czynnik ekstra, niczym mutanci ze słynnej serii komiksowo-filmowej. Nie będę się bawił we wróżkę i przyznawał Rosjanom zwycięstwa już w styczniu, bo różne rzeczy mogą się jeszcze wydarzyć. Jeśli jednak ktoś widział jak gra CSKA z Kirilenką na pokładzie, ten wie że ten zespół wyróżnia się na tle rywali atletyzmem, energią i fantazją w swoich poczynaniach. Kirilenko odniósł, co prawda dość bolesną kontuzję, ale dziś wydaje się być znów w dobrej formie, o czym ostatnio przekonali się gracze Spartaka Sankt Petersburg.
Niepewnym elementem w CSKA jest w tym sezonie Milos Teodosić. Serbski rozgrywający nieco na siłę stara się pokazać, ze wciąż jest główną postacią i autorem najważniejszych rzutów. Forsuje swoje akcje niekiedy wbrew logice, by kolejnej spudłowanej próbie sfaulować rywala i zaprezentować minę na focha. Lubię i cenię tego gracza za talent i decyzyjność, dlatego czekam na naprawdę ważne mecze, które z pewnością zmobilizują go do maksymalnej koncentracji. Jeszcze do niedawna mówiło się, że to Ricky Rubio jest tym przereklamowanym „złotym dzieckiem”, które przestało się rozwijać, prawdziwym talentem zaś jest Teodosić. Role się ostatnio odwróciły, gdyż dziś koszykarska Ameryka już wie, że Rubio grać potrafi, zaś sława Milosa nieco przyblakła. Kiedy będzie najlepszy moment na to, by o sobie przypomnieć, jeśli nie w decydującej części sezonu?
Trochę już napisałem, a jak dotąd ani słowa nie było o Panathinaikosie i Barcelonie. Obrońcy tytułu z obniżonym budżetem, składem pozbawionym kilku słynnych nazwisk wciąż liczą się w walce o trofeum. Bez posiłków z NBA słynne "Koniczynki" przegrały dwukrotnie z moskwianami, a raz potknęły się nawet na ekipie z Bambergu. Nadal jednak na czele tej paczki weteranów stoi mistrz sztuki trenerskiej Żeljko Obradović, napędzający swoich wiernych żołnierzy dawkami ogromnej wiedzy i szaleńczej pasji wygrywania. Nie wolno lekceważyć wielkiego mistrza, nawet jeśli nie dysponuje on już takim potencjałem zawodniczym, jak choćby rok temu. Warto też śledzić losy jego drużyny, gdyż gra w niej i to całkiem nieźle, David Logan. Kto by przypuszczał, że ten wciąż spontanicznie grający koszykarz po nieudanym epizodzie w Vitorii otrzyma szansę na życiowy sukces? Z jego warunkami fizycznymi o NBA może zapomnieć, tak więc walka o triumf w Eurolidze jest maksimum, na jakie może liczyć. Grając średnio prawie 20 minut w meczu ma swój wkład w grę Pao i kto wie, może w maju zostanie pierwszym reprezentantem Polski (byłym?obecnym?), który wzniesie do góry tak cenny puchar? Przy takim trenerze,jak Obradović i partnerach, jak Diamantidis, Jasikevicius, Batiste i Tsartsaris wszystko jest możliwe. Zwłaszcza, jeśli zdrowie dopisze członkom tego Klubu (bynajmniej kabaretu) Starszych Panów..
Inny faworyt, Barcelona pierwszą część sezonu zagrała poprawnie i bez szaleństw. Końcówka sezonu zasadniczego i przełom roku przekonał trenera Xaviego Pascuala, ile znaczy dla niego obecność Juana Carlosa Navarro. Jego kontuzja odebrała dużą część magii, jaką potrafiła do niedawna zaczarować rywali Barca. Ostatnio zdarzyła się jej nawet porażka w prestiżowym Gran Derbi z Realem. Od tamtej pory Katalończycy wrócili wszakże na zwycięski szlak, ale widać, że mimo obecności w składzie takich graczy jak Chuck Eidson, Marcelo Huertas, Pete Mickeal, czy Erazem Lorbek drużyna potrzebuje wsparcia swojej ikony. Czy po spodziewanym powrocie do gry JCN Barcelona pokaże dawny pazur w Top 16?
Obok głównych faworytów mamy w Top 16 całą grupę niezłych zespołów, które będą chciały sporo namieszać w walce o udział w play off. Stąd też obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach całą serię ciekawych transakcji właśnie w wykonaniu ekip z wyższej klasy średniej Euroligi. I tak debiutujący w rozgrywkach UNICS Kazań wzbogacił swoją pierwszą linię o wszechstronnego snajpera Bostjana Nachbara, zaś mający wciąż dość wysokie aspiracje Olympiacos Pireus wyjął ze składu Partizana Belgrad rozgrywającego Acie Law'a dodając wreszcie jakąś bardziej klasyczną „jedynkę” do swojego arsenału. Zawsze groźna Siena powróciła do współpracy z Bootsy'm Thorntonem, który po raz kolejny wraca pod dobrze znany sobie adres. Swoją drogą Simone Pianigiani ma zestaw ludzi, z którymi lubi pracować i klub chętnie przywraca mu do składu takich starych znajomych. Skoro system działa, to czemu nie?
Z ciekawostek warto wspomnieć, że w tegorocznym Top 16 liga turecka jest reprezentowana przez trzy zespoły, dzięki obecności w tej fazie Galatasaray Stambuł. Perspektywa udziału w rozgrywanym w Stambule turnieju Final Four sprawiła, że kibice ze stolicy Turcji mogą oglądać w tym sezonie takich graczy jak Sasza Vujacić, Darius Songaila, Jaka Laković, James Gist, Dusko Savanović, czy Bojan Bogdanović. Na nieszczęście dla sporej części fanów znad Bosforu, Efes i Galata spotkają się w grupie E, a że ich rywalami będą CSKA oraz Olympiacos, słowo rzeź ciśnie się samo na usta. Śmiem twierdzić, że do play off z tureckiej trójki może awansować najwyżej Fenerbahce Stambuł, choć grupa G (Panathinaikos, Milano, UNICS, Fener) także wygląda ekstremalnie.
Najważniejszym czynnikiem, który czyni tegoroczny Top 16 wielkim jest niemal całkowity brak teoretycznych słabeuszy. We wspomnianej już grupie E mamy samych ambitnych kandydatów do walki „o coś więcej”. W grupie G za słabych ma robić Emporio Milano, który mimo zbudowania potężnego składu (Omar Cook, Antonis Fotsis, Drew Nicholas, Ioannis Bouroussis) zaliczył kilka wpadek w pierwszej części sezonu. W grupie H wobec obecności Barcelony i Maccabi mniejsze szanse można przyznać Żalgirisowi Kowno i Bennet Cantu, ale debiutujący w Eurolidze Włosi mają już na koncie wygrane nad Olympiacosem i Caja Laboral. Takich walecznych zespołów nie wolno lekceważyć. Wreszcie w grupie F słabszymi ekipami mają być reprezentanci najlepszej ligi w Europie, ACB (Unicaja, Bilbao). Nie sądzę, by którakolwiek z tych ekip łatwo sprzedała skórę faworytom.
Jeśli to Was nie przekonuje do oglądania meczów tegorocznego Top 16 Euroligi, to pewnie już nic nie zdoła. Nawet wówczas jednak warto zajrzeć na „oficjalkę” rozgrywek, by zapoznać się z nowym, moim zdaniem atrakcyjnym, układem tej strony. Przejrzysta, sympatyczna graficznie robota w prezencie dla kibiców przed kluczową fazą sezonu. Podobne zmiany nastąpiły także na stronie zaplecza EL, czyli Pucharu Europy. Pozostaje mi życzyć wielu pozytywnych wrażeń z europejską koszykówką. Pozostaje mieć nadzieję, że za rok, emocje będą jeszcze większe przy udziale zespołu z TBL, ale to już zupełnie inna historia..