No i stało się,
Uniks Kazań z Maciejem Lampem w składzie nie zdołał nie tylko odrobić straty z pierwszego meczu fazy
Last 16 Pucharu Europy z Walencją (przypomnijmy, - 4 punkty), ale nawet wygrać choćby punktem w spotkaniu z
Power Electronics. Tym sposobem sezon pucharowy dla ekipy ze wschodniej Rosji już się zakończył, a nasz reprezentant może zapomnieć o dalszej promocji w Europie, została mu tylko liga.
A jak wyglądało to ostateczne starcie w hali Pabelon Fuente de San Luis? Walencja, w porównaniu do ostatnich występów zagrała dość solidną koszykówkę, umiejętnie wykorzystując swoje mocne strony. Akcje w ataku były przemyślane, a dodatkowe, zaskakujące podania między graczami wysokimi siały spustoszenie w szeregach kazańców. Do tego bardzo solidna obrona, która wymuszała rzuty z daleka, także spełniła swoją rolę. Uniks ma w składzie kilku seryjnych killerów z dystansu (
Marko Popović,
Terrell Lyday,
Saulius Stombergas), ale wczoraj, pod presją defensywy gospodarzy królowały rzuty obok kosza. Zwłaszcza widok wspaniałego weterana Stombergasa, który u uciesze wielu fanów, także mojej, reaktywował swoją karierę po rocznej przerwie, był smutny. Wielki zwycięzca, choćby z Eurobasketu 2003, w Walencji pudłował z najprostszych sytuacji, a już rzut z czystej pozycji lądujący na bocznej krawędzie tablicy kazał się zastanowić, czy nie oglądamy tu rozmieniana legendy na drobne..
Rzadko za to mogliśmy obserwować dokładne podania w pole trzech sekund. Tam czaił się duet
Kresimir Loncar – Lampe, który miał zapewnić sukces przyjezdnym, Niestety rozgrywający Uniksu zajęci albo pojedynkami na „trójki” ze swoimi rywalami albo pod ich presją, zapominali o wieżowcach pod koszami. Nie udało się wykorzystać tego elementu w grze w sposób bardziej przydatny, a każdy punkt zdobyty przez środkowych z Kazania, był efektem indywidualnej kreatywności, a nie zespołowości i współpracy. Tak się wygrywać nie da, a przynajmniej nie z zespołami pokroju Walencji.
Nasz rodak rozegrał dobry mecz. W kluczowym spotkaniu nie pękał i trafiał nawet z trudnych pozycji. Grał ze swobodą, mijał, punktował po zwodzie przodem do kosza oraz zza łuku 6,25 cm. Przyjemnie było na to patrzeć i żywić nadzieję, że w kadrze biało – czerwonych jeszcze zobaczymy takie jego zagrania. 20 punktów (8/15 za dwa punkty, 1/1 zza łuku i z linii wolnych), 11 zbiórek, w jedna po znakomitej zbiórce w ataku, zakończona zagraniem
AND1. Jak jest zmotywowany, potrafi Lampe grać w kosza na poziomie europejskiej czołówki. Szkoda, że teraz została mu tylko liga, w której poważne mecze toczyć się będą już raczej na poziomie półfinałów i finałów, gdzie czekać będą na jego zespół Chimki i/lub CSKA Moskwa. Niestety kibice i eksperci z Polski i Europy raczej nie będą pasjonować się tymi występami..
Walencja wygrała grupę J i zagra w ćwierćfinale. Oprócz dobrej gry w obronie, pokazała też swój potencjał w ataku. Trzecia i czwarta kwarta była popisem gry Nando de Colo. Francuz notował przechwyty, trafiał ważne „trójki” i uruchamiał zabójcze kontry swojej drużyny. Pokazał starszym rywalom z Uniksu na czym polega rola lidera ataku zespołu i rozgrywającego. Jeśli częściej tak będzie prowadził grę Walencji, Hiszpanie powinni odegrać ważną rolę w walce o przepustkę do Euroligi.
Wczoraj przewidywałem kłopoty drużyn z ligi ACB. Tymczasem te niemal w komplecie przeszły fazę Last 16 i zagrają o udział w turnieju finałowym. Jedynie Joventut poległ na własnym obiekcie
Albie Berlin o zakończył udział w Eurocup. Katalończycy paradoksalnie rozegrali najlepszy mecz w fazie Last 16, a pucharowy debiut trenera Pepu Hernandeza mógł się zakończyć sukcesem. Jednakże w czwartej kwarcie doświadczeni Amerykanie,
Rashad Wright,
Julius Jenkins, czy
Immanuel McElroy dali popis swojego kunsztu strzeleckiego i mimo rozpaczliwej walki młodych Hiszpanów w końcówce przechylili szalę na korzyść
Albatrosów.
Także inna młoda ekipa,
Crvena Zvezda Belgrad nie sprostała weteranom z
Gran Canarii i po drugiej wysokiej porażce w Last 16 (a trzeciej w sumie) ustąpiła miejsce w 1/4 finału drużynie
Mulego Katzurina, (
CEZ Nymburk) oraz właśnie Gran Canarii.
W ćwierćfinałach, rozgrywanych w formule mecz i rewanż, zagrają
Alba - Hapoel Jerozolima i
Bilbao Basket - Nymburk oraz
Walencja - Aris Saloniki i
Gran Canaria - Panellinios Ateny
Zwycięzcy par, które umieściłem obok siebie, spotkają się w Final Four w Vitorii.
Tymczasem dziś i jutro zakończenie fazy
Top 16 Euroligi. Dla nas najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły –
Asseco Prokom Gdynia awansował do ćwierćfinałów, w których spotka się ze zwycięzcą grupy H,
Olympiakosem Pireus. Dziś
CSKA Moskwa spotka się w prestiżowym, choć nie rzutującym na kształt tabeli spotkaniu z
Żalgirisem, zaś jutro zobaczymy aż 7 meczów, z których kilka to gra o być albo nie być.
W grupie E
Partizan wybierze się na misję niemożliwą, by zdobyć
Barcelonę. W razie niepowodzenia będzie musiał liczyć na wygraną
Panathinaikosu nad
Maroussi w derbach Aten. A w składzie Pao coraz więcej kontuzji..
We wspomnianej grupie H Olympiacos pokonując
Chimki może zakończyć ich debiutancki sezon w Eurolidze. Liczą na to ekipy
Cibony i
Caji Laboral, gdyż wówczas zwycięzca tego meczu zajmie drugą lokatę. Cibonie wystarczy wynik +4 z Cają, by z ostatniego miejsca wskoczyć na drugie i jeśli tak się stanie, byłaby to największa niespodzianka po awansie APG.
Na koniec grupa F, w której niby wszystko jest jasne -
Maccabi Tel Awiw i
Real Madryt awansowały do Elite Eight i grają między sobą. No właśnie, ale stawką tego meczu jest pierwsze miejsce w tabeli i uniknięcie spotkania z Barceloną w ćwierćfinale. Pierwszy mecz tych ekip dał Maccabi 5 punktów zaliczki i pierwszą lokatę w tabeli. Teraz jednak nadszedł czas rewanżu w Palacio Vistalegre i jednego możemy być pewni, walka pójdzie na noże, bo nikt nie zechce na drodze do paryskiego Final 4 spotkać głównego faworyta do końcowego triumfu.
Na deser Asseco Prokom zagra z
Unicają Malaga, by z przytupem zakończyć tę fazę rozgrywek. Dobrze byłoby wygrać z Andaluzyjczykami, bo o wygrane w starciach z rozgrzanymi perspektywą pierwszego od 12 lat zwycięstwa w Eurolidze „Czerwonymi” z Pireusu, będzie szalenie ciężko.