poniedziałek, 15 marca 2010

3 sekundy po Śląsku, czyli jak to jest blogować z Wrocławia



W środku tygodnia zaskoczyła nas prośba o kontakt ze strony piątej kwarty. Okazało się, że panowie jadą przez Wrocław do Zgorzelca i chcą pogadać. Pogadaliśmy, było bardzo miło, efekty widać i słychać powyżej.

Co do mnie mogę powiedzieć tyle, że był to mój debiut przed mikrofonem i właśnie zdałem sobie sprawę, że "tak" robi u mnie furorę na końcu zdania. No cóż... Pierwsze koty za płoty.

Dziękujemy. Liczymy na powtórkę - tym razem może bez presji czasu.


Michał Rodziewicz: Niestety sobota była dla mnie dniem wyrwanym z kalendarza, a więc na spotkaniu godnie (w miarę) reprezentowali nas Łukasz i Grzegorz. Z tego miejsca pozostaje mi wyrazić nadzieję, że to nie ostatnia taka okazja i w przyszłości już mnie taka impreza nie ominie. Oraz pogratulować chłopakom bo, mówiąc kolokwialnie, dali radę.

Łukasz Michniewicz: Dzięki naszym kolegom, blogerom z Włocławka, pojawiła się szansa, by nasi wierni Czytelnicy odpoczęli na chwilę od formy pisemnej i dla odmiany posłuchali, co mamy do powiedzenia. Mój głos był gdzieś tam już rejestrowany, ale głównie w tle przy okazji przeprowadzania wywiadów z zawodnikami, trenerami, działaczami i in., więc też traktuję swój udział w tych opowieściach przy kominku jako debiut. W porównaniu z tamtymi nagraniami udało mi się chyba wyeliminować efekt „dudni woda dudni..” albo, co bardziej prawdopodobne-załoga Piątej kwarty używa lepszego sprzętu, niż ja wówczas. Najważniejsze jednak są Wasze oceny występu 3 sekund w Piątej kwarcie, na które czekam z zaciekawieniem.


Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja, by podziałać wspólnie na rzecz promowania naszej ukochanej dyscypliny. Panowie – raz jeszcze wielkie dzięki za spotkanie!

niedziela, 14 marca 2010

Polska Ewuś? Przybylska kibicem Prokomu



Polska Eva Longoria, a może przede wszystkim nasza Ania. Anna Przybylska okazała się wielką kibicką Asseco Prokomu i koszykówki w ogóle. Nie ma swojego Tony'ego, ale na szczęście swoje dzieci indoktrynuje w kierunku właściwej dyscypliny sportu.

Od razu ładniej nam się zrobiło w męskim baskecie. Teraz tylko czekać aż jakiś obrotny specjalista od marketingu czy to z Gdyni czy całego kraju, poczyni kroki do wykorzystania Ani jako twarzy polskiej koszykówki.

piątek, 12 marca 2010

Top 16 Euroligi - po końcowej syrenie

Po zakończeniu wczorajszej, szóstej i ostatniej kolejki fazy Top 16 Euroligi znamy już trasę „drogi do Paryża”, którą podążać będą zespoły walczące o udział w turnieju Final Four, który odbędzie się w stolicy Francji od 7 do 9 maja.

Mistrzowie Polski nie sprostali Unicai Malaga i dość wysoko przegrali na zakończenie tej najbardziej udanej dla nich przygody z Najlepszą Szesnastką w Europie. Szkoda, że tak to się zakończyło, ale najważniejsza część zadania została wykonana i polski zespół wystąpi w tej prawdziwie elitarnej fazie rozgrywek. Pozostaje mieć nadzieję, że kibice w Polsce będą mieli okazję zobaczyć jeszcze niejeden dobry występ naszych reprezentantów w tym sezonie,a okazja jest ku temu znakomita.

Po raz drugi w historii ćwierćfinały Euroligi odbędą się w formule best of five, czyli krótko mówiąc, do trzech wygranych. W najgorszym razie gdyńscy kibice obejrzą jeden, w najlepszym razie dwa starcia swoich pupili ze zwycięzcą grupy H, Olympiakosem Pireus. To Grecy mają przewagę swojej hali i w niej zostaną rozegrane dwa pierwsze i ewentualny, decydujący mecz tej serii.

Nie wszystkie spośród rozegranych siedmiu spotkań kończących fazę Top 16 miała charakter wyłącznie prestiżowy, niektórzy walczyli o pozostanie w grze. Szczęście miał Partizan Belgrad, który mimo porażki z Barceloną gra dalej, dzięki wygranej Panathinaikosu w derbach Aten. Zastanawiałem się, czy zdetronizowani mistrzowie Euroligi zechcą pogrążyć swoich rywali zza między, Maroussi Ateny dając awans zaprzyjaźnionemu Partizanowi, wszak „Koniczynki” myślą już głównie o tym, by oszczędzać siły swoich zaawansowanych wiekowo liderów przed obroną tytułu mistrzów Grecji. Osłabieni brakiem Spanoulisa, Diamantidisa, Tsartsarisa, czy Pekovicia podopieczni Żeljko Obradovicia wyglądali momentami, jakby zastanawiali się, czy włączyć ten piąty bieg, czy nie. Gracze Maroussi stawiali im zacięty opór, a akcje Billy'ego Keysa, Jareda Homana, czy Mihailisa Pelekanosa mogły przyprawić fanów Pao i Partizana o palpitację serca. Ostatecznie w końcówce górę wzięła duma mistrzów i pewna ręka Antonisa Fotsisa na linii wolnych. Nieźle spisywał się także Nick Calathes, który dzięki kontuzjom gwiazd mógł pokazać kilka zagrań z repertuaru niedawnej gwiazdki ligi NCAA. W końcówce jednak, to weterani, jak Saras Jasikievicius, czy Drew Nicholas kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku.

W grupie H długo nie poddawał się Cibona Zagrzeb, potrzebująca do sukcesu nie tylko wygranej z Cają Laboral, ale także porażki Chimek w starciu z Olympiakosem. Ze swej strony Chorwaci robili wszystko, by misja się powiodła i jeszcze w czwartej kwarcie prowadzili w hali przeciwnika. Tymczasem Chimki dość pewnie ograły „Czerwonych” i wyeliminowały podopiecznych Velimira Perasovicia z gry. Do akcji wkroczyli Baskowie, którzy najpierw doprowadzili do dogrywki, a w niej pokazali mistrzom Chorwacji miejsce w szeregu. Wysoka wygrana dała im drugie miejsce i udział w play off. Zespół z Zagrzebia przegrywał zacięte spotkania i nie zdołał dobrą grą w końcówce rozgrywek zapewnić sobie gry w ćwierćfinale, zaś Chimki zapłaciły debiutanckie frycowe. Grająca nierówno Caja Laboral pokazała, ze nawet bez swego lidera, Tiago Splittera, może wygrywać w Europie, ale udział w „Ósemce” może być szczytem ich osiągnięć.

W grupie F zaciekły bój, ilustrowany niskim, „playoffowym” wynikiem (66:64) stoczyły ekipy Realu Madryt i Maccabi tel Awiw. Obydwu zespołom zależało na pierwszej lokacie w tabeli i uniknięciu Barcelony w fazie ćwierćfinałowej, stąd piękno gry zeszło na dalszy plan. Z tych zapasów, ku rozpaczy fanów „Królewskich” zwycięsko wyszli przyjezdni z Izraela. Świetna ostatnia kwarta, zwłaszcza w wykonaniu Chucka Eidsona, Alana Andersona i pakującego wszystkie piłki z góry do kosza Stephane'a Lasme przechyliła losy spotkania. Nie pomogła Realowi dobra gra Sergio Llulla, ani „trójki” weteranów, Jorge Garbajosy i Travisa Hansena. Za niespełna dwa tygodnie znów stanie naprzeciw swego głównego rywala – Barcelony.

Wyrównany, choć zupełnie inny w odbiorze był mecz zespołów, dla których sezon już się skończył Montepaschi Siena i Efes Pilsen Stambuł walczyły o wygraną, ale spotkanie było ofensywne i miłe dla oka. Nie zmienia to faktu, że magia Sieny i trenera Simone Pianigianiego przestaje już gwarantować udział w tych etapach europejskich rozgrywek, w których rozdawane są czołowe lokaty. Z kolei Efes ostatni swój udział w Final Four zaliczył na początku minionej dekady,a od tego czasu nie nawiązał do momentów chwały.

Skład tegorocznych play off przedstawia się zatem następująco:

Barcelona – Real Madryt
CSKA Moskwa- Caja Laboral

Maccabi tel Awiw – Partizan Belgrad
Olympiacos Pireus – Asseco Prokom

Zwycięzca Gran Derbi zagra z lepszym w pojedynku rosyjsko-hiszpańskim, zaś Maccabi lub Partizan spotka się z Olympiakosem lub mistrzami Polski. Pierwsze mecze w hali zespołu rozstawionego, odbędą się 23 i 25 marca, trzeci mecz 30 w obiekcie „słabszego” zespołu. Hala tej ekipy będzie też miejscem ewentualnego czwartego spotkania (1 kwietnia), zaś mecz z cyklu do or die – w hali rozstawionego - 7 kwietnia.

Bitwa o ćwierćfinał

Niedawno pisałem, co sądzę na temat meczu Turów – Kotwica i jego obecności w telewizji tydzień temu. W cieniu niezliczonych zwrotów akcji w Zgorzelcu i upadającej atmosfery zbliża się spotkanie – klucz. Bo de facto nie wszystko jeszcze stracone, a czwarte miejsce w tabeli nadal jest w zasięgu ręki. Kluczem może być ta sobota.

Do końca sezonu zasadniczego pozostały nam cztery kolejki. O ostatnie premiowane brakiem pre-playoffów miejsce walczą obecnie trzy drużyny (Polonia raczej nie da już rady, ma aż trzy punkty straty) – Trefl, Turów i AZS. Mała tabela wygląda następująco:

4. Trefl 36p.
5. Turów 35p.
6. AZS 34p.

A teraz kolejne spotkania czekające te trzy drużyny:

Trefl: Polonia (d), AZS (w), Polpharma (w), Kotwica (d).

Trudno będzie sopocianom wyrwać coś na wyjeździe. Grają na gorących terenach, z zespołami świetnie sobie radzącymi w tym sezonie. W dodatku koszalinianie naciskani przez kolejnych rywali nie mogą sobie pozwolić na wpadki. Poza tym nieobliczalna Polonia i słaba Kotwica. Ci pierwsi w drugiej rundzie odżyli, a ostatnio wygrali pierwsze spotkanie wyjazdowe od października. Ale dotychczas w Sopocie wygrywała tylko pierwsza trójka.

Dwa zwycięstwa są jak najbardziej w zasięgu podopiecznych Karlisa Muiznieksa, jednak na więcej nie ma co liczyć. Typ na końcówkę? 2-2.

Turów: Anwil (d), Czarni (w), Znicz (d), Prokom (w).

I tu zagadka jest największa. Wszyscy wiemy, jak zgorzelczanie grają na wyjazdach. Coraz bardziej przekonujemy się też, że jedynym trenerem, zdolnym poradzić sobie nad granicą był Filipovski. Andrej Urlep obecnie bardziej wyciszony, może w końcówce eksplodować. Bo seria jest ciężka i na chwilę obecną każde zwycięstwo będzie cenne. De facto Wright i spółka wydają się być faworytami tylko w meczu ze Zniczem u siebie.

Dlatego też napisałem, że kluczowe może być starcie z Anwilem. Jeśli gospodarze zwyciężą, mogą nabrać pewności siebie. A to niezwykle ważne przed starciem w hali Gryfia, gdzie Czarni będą próbowali odrabiać straty, bądź też ratować ósme miejsce w tabeli. Potem dziesięć dni przerwy i kolejna drużyna ze skraju „ósemki”, czyli Znicz i nieobliczalny Chappell. A na koniec wyjazd do jaskini lwa, czyli Prokomu w euforii/przygnębieniu po starciach w Eurolidze. Reasumując, to właśnie Turów ma najtrudniejszy terminarz, a dokłada do niego kiepską i niezwykle chimeryczną dyspozycję, brak prawdziwego lidera na obwodzie i problemy z zastąpieniem Wrighta. Oraz, miejmy nadzieję, coraz lepiej grającego Adama Wójcika, który klasę pokazywał zawsze w meczach najważniejszych, najcięższych.

Ten sezon nad granicą jest trudny. Więcej w nim upadków niż wzlotów, a w zasadzie jedynym doskonałym posunięciem było ściągnięcie Michaela Wrighta. Który jednak, „dzięki” postawie całej drużyny, szans na MVP sezonu regularnego za wielkich nie ma. Czy Andrej Urlep jeszcze raz pokaże, że jest wielkim (jak na polskie warunki i realia) trenerem? Czy może Igor Griszczuk już na dzień dobry udowodni, że wybranie go na nowego selekcjonera kadry było trafnym rozwiązaniem i pogrąży ekipę PGE? Z pewnością sobotni mecz może rozwiać część wątpliwości dotyczących tego sezonu w Zgorzelcu.

Typ na końcówkę? 1-3. Może brutalnie, ale po prostu nie wierzę, że tam się jeszcze coś pozytywnego może urodzić…

AZS: Poznań (w), Trefl (d), Sportino (d), Znicz (w).

I trzeci z zespołów. Koszalinianie ten sezon mają fantastyczny. Rozkręcają się praktycznie z każdym meczem i wyglądają na świetnie przygotowanych do walki o najwyższe trofea. Wprawdzie w finał kompletnie nie wierzę, ale półfinał jest w zasięgu akademików. Kluczem jednak jest awans do pierwszej czwórki, bo jak większość drużyn, również oni o wiele lepiej grają u siebie.

Teoretycznie zadanie mają najtrudniejsze, bo do Trefla tracą dwa punkty. Jednak patrząc na terminarz, końcówka rundy wygląda obiecująco. Mecze u siebie jak najbardziej do wygrania, a wyjazdy do zespołów, które stać na wszystko. Z naciskiem na jarosławian, bo oni jeszcze walczą o jak najlepsze miejsce w fazie pre-playoff. Własna hala powinna akademikom zapewnić dodatkowo triumf nad najgroźniejszym rywalem, czyli Treflem.

Typ na końcówkę? Jednak 3-1. Gdzieś na wyjeździe się AZS potknie, nigdy nie jest idealnie… I tego właśnie zabraknie do spełnienia marzeń o pierwszej czwórce.


Gdyby zdarzyło się tak, jak wyżej jest opisane, to tabela na koniec wyglądałaby następująco:

4. Trefl 42p.
5. AZS 41p.
6. Turów 40p.

Możliwa jest też oczywiście sytuacja, w której zespoły zrównają się punktami. A oto poszczególne starcia pomiędzy nimi:

Trefl – Turów 73:61 i 67:83 (+4 dla Turowa)
Trefl – AZS 68:65 (drugi mecz dopiero przed nami, ale tutaj również sopocianom ciężko będzie utrzymać przewagę w małych punktach)
Turów – AZS 88:69 i 75:90 (+4 dla Turowa).

Jakby nie patrzeć – sopocianie tylko zwyciężając w Koszalinie dają sobie szanse w małej tabeli. Ale przy takim rezultacie raczej nie będzie ona potrzebna.


A co niżej? Za tą grupą mamy kolejną trójkę, tym razem walczącą o siódme miejsce – Polonię, Czarnych i Znicz. Mam wrażenie, że pięć minut jarosławian się skończyło i za wiele to oni nie zawojują. Zawodzą słupszczanie, który znani są z rewelacyjnych rund rewanżowych. Tym razem zaledwie ósme miejsce, bez szans na pierwszą szóstkę, a i przeskoczenie Polonii nie będzie takie proste. Jedno jest prawie pewne – Czarni mogą wbić ostatni z gwoździ do trumny P2011, bo grają z nią w dwudziestej szóstej kolejce. A dla młodych zawodników poziom PLK okazał się chyba odrobinę za mocny i nawet pomoc nestorów, takich jak Karwowski, czy Bigus niewiele pomogła. Fajnie, że byli i jeśli spadną (bo walka przecież wciąż trwa!), to oby jak najszybciej powrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej. W końcu to jedyna chyba drużyna, której kibicowała znaczna część kraju…

Spotkanie Turów – Anwil ma być pokazane na antenie TVP Sport, jutro od godziny 18. Zatem tych, którzy nie mogą się pojawić w hali serdecznie zapraszam przed odbiorniki. Powinno być ciekawiej i na wyższym poziomie, niż tydzień temu…

środa, 10 marca 2010

Koniec pucharów dla Lampego

No i stało się, Uniks Kazań z Maciejem Lampem w składzie nie zdołał nie tylko odrobić straty z pierwszego meczu fazy Last 16 Pucharu Europy z Walencją (przypomnijmy, - 4 punkty), ale nawet wygrać choćby punktem w spotkaniu z Power Electronics. Tym sposobem sezon pucharowy dla ekipy ze wschodniej Rosji już się zakończył, a nasz reprezentant może zapomnieć o dalszej promocji w Europie, została mu tylko liga.

A jak wyglądało to ostateczne starcie w hali Pabelon Fuente de San Luis? Walencja, w porównaniu do ostatnich występów zagrała dość solidną koszykówkę, umiejętnie wykorzystując swoje mocne strony. Akcje w ataku były przemyślane, a dodatkowe, zaskakujące podania między graczami wysokimi siały spustoszenie w szeregach kazańców. Do tego bardzo solidna obrona, która wymuszała rzuty z daleka, także spełniła swoją rolę. Uniks ma w składzie kilku seryjnych killerów z dystansu (Marko Popović, Terrell Lyday, Saulius Stombergas), ale wczoraj, pod presją defensywy gospodarzy królowały rzuty obok kosza. Zwłaszcza widok wspaniałego weterana Stombergasa, który u uciesze wielu fanów, także mojej, reaktywował swoją karierę po rocznej przerwie, był smutny. Wielki zwycięzca, choćby z Eurobasketu 2003, w Walencji pudłował z najprostszych sytuacji, a już rzut z czystej pozycji lądujący na bocznej krawędzie tablicy kazał się zastanowić, czy nie oglądamy tu rozmieniana legendy na drobne..

Rzadko za to mogliśmy obserwować dokładne podania w pole trzech sekund. Tam czaił się duet Kresimir Loncar – Lampe, który miał zapewnić sukces przyjezdnym, Niestety rozgrywający Uniksu zajęci albo pojedynkami na „trójki” ze swoimi rywalami albo pod ich presją, zapominali o wieżowcach pod koszami. Nie udało się wykorzystać tego elementu w grze w sposób bardziej przydatny, a każdy punkt zdobyty przez środkowych z Kazania, był efektem indywidualnej kreatywności, a nie zespołowości i współpracy. Tak się wygrywać nie da, a przynajmniej nie z zespołami pokroju Walencji.

Nasz rodak rozegrał dobry mecz. W kluczowym spotkaniu nie pękał i trafiał nawet z trudnych pozycji. Grał ze swobodą, mijał, punktował po zwodzie przodem do kosza oraz zza łuku 6,25 cm. Przyjemnie było na to patrzeć i żywić nadzieję, że w kadrze biało – czerwonych jeszcze zobaczymy takie jego zagrania. 20 punktów (8/15 za dwa punkty, 1/1 zza łuku i z linii wolnych), 11 zbiórek, w jedna po znakomitej zbiórce w ataku, zakończona zagraniem AND1. Jak jest zmotywowany, potrafi Lampe grać w kosza na poziomie europejskiej czołówki. Szkoda, że teraz została mu tylko liga, w której poważne mecze toczyć się będą już raczej na poziomie półfinałów i finałów, gdzie czekać będą na jego zespół Chimki i/lub CSKA Moskwa. Niestety kibice i eksperci z Polski i Europy raczej nie będą pasjonować się tymi występami..

Walencja wygrała grupę J i zagra w ćwierćfinale. Oprócz dobrej gry w obronie, pokazała też swój potencjał w ataku. Trzecia i czwarta kwarta była popisem gry Nando de Colo. Francuz notował przechwyty, trafiał ważne „trójki” i uruchamiał zabójcze kontry swojej drużyny. Pokazał starszym rywalom z Uniksu na czym polega rola lidera ataku zespołu i rozgrywającego. Jeśli częściej tak będzie prowadził grę Walencji, Hiszpanie powinni odegrać ważną rolę w walce o przepustkę do Euroligi.

Wczoraj przewidywałem kłopoty drużyn z ligi ACB. Tymczasem te niemal w komplecie przeszły fazę Last 16 i zagrają o udział w turnieju finałowym. Jedynie Joventut poległ na własnym obiekcie Albie Berlin o zakończył udział w Eurocup. Katalończycy paradoksalnie rozegrali najlepszy mecz w fazie Last 16, a pucharowy debiut trenera Pepu Hernandeza mógł się zakończyć sukcesem. Jednakże w czwartej kwarcie doświadczeni Amerykanie, Rashad Wright, Julius Jenkins, czy Immanuel McElroy dali popis swojego kunsztu strzeleckiego i mimo rozpaczliwej walki młodych Hiszpanów w końcówce przechylili szalę na korzyść Albatrosów.

Także inna młoda ekipa, Crvena Zvezda Belgrad nie sprostała weteranom z Gran Canarii i po drugiej wysokiej porażce w Last 16 (a trzeciej w sumie) ustąpiła miejsce w 1/4 finału drużynie Mulego Katzurina, (CEZ Nymburk) oraz właśnie Gran Canarii.

W ćwierćfinałach, rozgrywanych w formule mecz i rewanż, zagrają

Alba - Hapoel Jerozolima i Bilbao Basket - Nymburk oraz
Walencja - Aris Saloniki i Gran Canaria - Panellinios Ateny

Zwycięzcy par, które umieściłem obok siebie, spotkają się w Final Four w Vitorii.

Tymczasem dziś i jutro zakończenie fazy Top 16 Euroligi. Dla nas najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły – Asseco Prokom Gdynia awansował do ćwierćfinałów, w których spotka się ze zwycięzcą grupy H, Olympiakosem Pireus. Dziś CSKA Moskwa spotka się w prestiżowym, choć nie rzutującym na kształt tabeli spotkaniu z Żalgirisem, zaś jutro zobaczymy aż 7 meczów, z których kilka to gra o być albo nie być.

W grupie E Partizan wybierze się na misję niemożliwą, by zdobyć Barcelonę. W razie niepowodzenia będzie musiał liczyć na wygraną Panathinaikosu nad Maroussi w derbach Aten. A w składzie Pao coraz więcej kontuzji..

We wspomnianej grupie H Olympiacos pokonując Chimki może zakończyć ich debiutancki sezon w Eurolidze. Liczą na to ekipy Cibony i Caji Laboral, gdyż wówczas zwycięzca tego meczu zajmie drugą lokatę. Cibonie wystarczy wynik +4 z Cają, by z ostatniego miejsca wskoczyć na drugie i jeśli tak się stanie, byłaby to największa niespodzianka po awansie APG.

Na koniec grupa F, w której niby wszystko jest jasne -Maccabi Tel Awiw i Real Madryt awansowały do Elite Eight i grają między sobą. No właśnie, ale stawką tego meczu jest pierwsze miejsce w tabeli i uniknięcie spotkania z Barceloną w ćwierćfinale. Pierwszy mecz tych ekip dał Maccabi 5 punktów zaliczki i pierwszą lokatę w tabeli. Teraz jednak nadszedł czas rewanżu w Palacio Vistalegre i jednego możemy być pewni, walka pójdzie na noże, bo nikt nie zechce na drodze do paryskiego Final 4 spotkać głównego faworyta do końcowego triumfu.

Na deser Asseco Prokom zagra z Unicają Malaga, by z przytupem zakończyć tę fazę rozgrywek. Dobrze byłoby wygrać z Andaluzyjczykami, bo o wygrane w starciach z rozgrzanymi perspektywą pierwszego od 12 lat zwycięstwa w Eurolidze „Czerwonymi” z Pireusu, będzie szalenie ciężko.