Rozpoczęła się faza play-off w europejskich pucharach. Dzisiaj do akcji wkraczają najlepsze zespoły Euroligi, zaś od wczoraj o triumf w Eurocup walczy czołowa ósemka zaplecza najlepszych pucharowych rozgrywek na Starym Kontynencie.
W tegorocznym play-off zabraknie najbardziej utytułowanego klubu w historii Euroligi, Realu Madryt, który mimo zwycięstwa w ostatniej kolejce fazy Top 16 nie zdołał wyprzedzić debiutantów z Gescrap Bilbao Basket. Nie zobaczymy tam też żadnego klubu z byłej Jugosławii,, gdyż wszystkie ekipy z tamtego regionu poległy w rundzie zasadniczej. Za to po rocznej przerwie do ścisłej elity powróciła CSKA Moskwa, a obok niej debiutuje absolutny Kopciuszek tych rozgrywek, Unics Kazań. Czy Rosjanie zdominują decydującą fazę EL?
Z pewnością „Armia Czerwona” należy do faworytów całego sezonu. Transfery Milosa Teodosicia i Nenada Krsticia i przede wszystkim – powrót Andrieja Kirilenki – już procentują. Mistrzowie Rosji jedyną porażkę ponieśli dopiero w fazie Top 16 i mają taki sam bilans jak Barcelona (15-1). Obie ekipy łączy też fakt, że ich rywalem w walce o udział w Final Four będzie euroligowy debiutant (moskwianie staną naprzeciw wspomnianego już Bilbao Basket). Czy to ułatwi im drogę do końcowego triumfu?
Za plecami faworytów czają się zespoły Panathinaikosu, Maccabi Tel Awiw, czy Montepaschi Siena. Obrońcy trofeum, gracze z Aten, przełamali fatalną passę, w której rokrocznie odpadali w fazie Top 16 w kolejnym sezonie po zwycięstwie w finale. Tym razem, mimo kolejnych ubytków kadrowych (Antonis Fotsis, Drew Nicholas), nie bez problemów przebili się do „Ósemki” i powalczą o utrzymanie tytułu najlepszej ekipy w Europie. Na ich drodze stoi jednakże odwieczny rywal, Maccabi Tel Awiw. Dekadę temu między tymi zespołami rozstrzygała się kwestia prymatu na Starym Kontynencie. Rok temu, po kilkuletniej przerwie znów te tradycyjne potęgi stawały do walki o tron. Tym razem pojedynek ten odbędzie się u progu turnieju F4 i dla jednej z tych drużyn sezon zakończy się wielkim rozczarowaniem.
Lepszą sytuację wyjściową mają wtej rywalizacji „Koniczynki”. Obie drużyny nie bez problemów przeszły rundę Top 16, ale to Grecy wydają się być zespołem stabilniejszym. Mistrzowie Izraela po odejściu Jordana Farmara (powrót do NJ Nets po zakończeniu lokautu w NBA) musieli szybko uzupełnić ubytek i sprawdzili aż dwóch graczy (Keith Langford, Demond Mallet). Czy ilośc przeszła w jakość? Nie sądzę, Farmar dawał drużynie Davida Blatta niespotykaną w Europie dynamikę i łatwość gry w ataku. Teraz Maccabi znów jest pod tym względem całkiem konwencjonalną ekipą. Z kolei ateńczycy, poza kilkoma kontuzjami, nie przeprowadzali w trakcie sezonu żadnych większych zmian. Dodatkowo osoba Żeljko Obradovicia na ławce trenerskiej gwarantuje, że nawet z nieco słabszego potencjału personalnego zostanie wydobyte sto procent możliwości. Ponadto największy obecnie atut Maccabi, czy podkoszowy dominator Sofo Schortsanitis spotka się z całą koalicją wysokich speców od walki podkoszowej (Tsartsaris, Marić,Vougioukas) i tym razem nie będzie mu łatwo zając dla siebie pola trzech sekund. W tej rywalizacji stawiałbym raczej na Greków, choć oczywiście w starciach gigantów nic do końca nie jest pewne.
Spore emocje szykują się także w parze Montepaschi Siena-Olympiacos Pireus. Niezwykle ograny skład, jakim dysponuje trener Simone Pianigiani, rozgrywa najlepszy sezon od trzech lat. Po powrocie Davida Andersena udało się niemal całkowicie odtworzyć trzon zespołu, który regularnie grywał w Final Four, stad różnicą, że Terrella McIntyre'a zastępuje dynamiczniejszy i bardziej wszechstronny Bo McCalebb, zaś miejsce Romain'a Sato zajął były gracz Polpaku Świecie David Moss. Siena przegrała tylko cztery mecze, z czego dwa w rozstrzygniętej już dla siebie końcówce Top 16. z kolei Olympiacos po gruntownej przebudowie ma całkiem młody zespół, w którym radzą sobie takie gołowąsy, jak Kostas Sloukas, czy Kostas Papanikolau. Atutem „Czerwonych” będzie w tych pojedynkach atletyzm i siła zawodników podkoszowych (Kyle Hines, Richard Dorsey, Giorgios Printezis) oraz oczywiście fantastyczny egzekutor Vassilis Spanoulis. Czy to, plus wiedza trenera Dusana Ivkovicia przeważy? Po drugiej stronie stanie także szczwany lis, Pianigiani, który może znaleźć sposób na powstrzymanie asów serbskiego weterana. W tej parze ciekawy będzie też pojedynek snajperów - z jednej strony Spanoulis, z drugiej Igor Rakocević, który szuka sukcesów po niezbyt udanych występach w Efesie Stambuł. Ciekawe, jak wpłynie to na wynik konfrontacji włosko-greckiej?
Nie twierdzę, że pozostałe pary będą o wiele mniej atrakcyjne. Bywa i tak, że właśnie w tych teoretycznie słabszych zestawach dzieje się nadspodziewanie dużo, a ambicja debiutantów zaskakuje faworyta. Zarówno Barcelona, jak i CSKA trafiły na rywali, którzy sprawili już kilka niespodzianek. Poza tym, są to drużyn tak naprawdę doświadczone, dzięki potencjałowi zebranych weteranów. Bilbao wyśle przeciw moskwianom byłych graczy Realu (Hervelle, Raul Lopez, Mumbru) i Barcelony (Roger Grimau), zaś w Unicsie prym wiodą amerykańscy wyjadacze, jak Kelly McCarty, Terrell Lyday, czy Henry Domercant. Jednakże formuła play-off (best of five) powoduje, że heroiczna postawa w pojedynczych meczach może nie wystarczyć do sprawienia sensacji. Poza tym, choćby na niekorzyść Unicsu przemawia fakt, ze już dwukrotnie wysoko przegrał z Barceloną w bieżących rozgrywkach. Może do trzech razy sztuka?
Na koniec słów kilka o Pucharze Europy. Wczoraj w pierwszym meczu ćwierćfinałów Spartak Sankt Petersburg pokonał na wyjeździe CEZ Nymburk 68:64. Notujący wahania formy gracze z dawnej stolicy Rosji mogą mieć jeszcze problemy w rewanżu z zaskakująco dobrymi Czechami. Dziś z kolei obejrzymy starcia Chimek z Lokomotiwem Kubań, Lietuvos rytas Wilno z Donieckiem oraz Walencji z Buducnostią Pogdorica. Kilka dni temu, w ramach swoistego trade'u do zespołu z Kubania dołączył Michał Ignerski (w odwrotną stronę, do Niżnego Nowogrodu poszedł Primoż Brezec). Dla notującego dobre statystyki Ignerskiego jest to awans sportowy, ale prawdopodobnie nie będzie mu dane powalczyć o Eurocup, gdyż Rosjanie do dziś nie zgłosili go do tych rozgrywek. W związku z udziałem zespołów w kilku rozgrywkach (EC, VTB, liga krajowa) kluby z byłego ZSRR zatrudniają wielu zawodników, którzy grają na jednym bądź dwóch frontach (choćby Matt Nielsen w Chimkach). Nasz skrzydłowy gra jak dotąd w lidze rosyjskiej, tak więc prawdopodobnie nie wystąpi dziś w pojedynku z Chimkami w Eurocup.
Polskich akcentów nie powinno dziś jednak zabraknąć, gdyż w Eurolidze ważne role do odegrania dostaną byłe gwiazdy PLK. Lynn Greer i Terrell Lyday spróbują powalczyć z Barceloną, zaś David Logan w barwach Panathinaikosu ma szanse na końcowy triumf. Podobnie zresztą jak inny reprezentant biało-czerwonych Thomas Kelati, który zagra dziś o Final Four Pucharu Europy w barwach Chimek. Jego występ będzie dziś można zobaczyć na drugim kanale Eurosportu i tym bardziej szkoda, że po drugiej stronie parkietu nie pojawi się Michał Ignerski..
