wtorek, 9 lutego 2010

Video: Zastal - MKS

Do marca nie ujrzymy PLK w telewizji. Dlatego chciałbym zaproponować obejrzenie spotkania na szczycie 1. ligi pomiędzy Zastalem Zielona Góra a MKS-em Dąbrowa Górnicza. Spotkanie dostępne jest w bardzo dobrej jakości, z dobrym komentarzem na stronie telewizji internetowej esporttv.pl

Mecz odbył się w sobotę w Zielonej Górze. Zastal podejmował MKS - lidera 1. ligi, do którego miał 2 punkty straty w tabeli i 26 punktów różnicy do odrobienia w spotkaniach bezpośrednich. Liderzy przyjechali do Zielonej Góry bez swoich dwóch podstawowych zawodników na pozycji "1" i "2" - Szczypki (31 min, 11.2 pkt) i Basińskiego (33 min, 8.6 pkt) - przez co nie mieli większych szans w starciu ze wzmocnionym w stosunku do pierwszego pojedynku Zastalem.

Marek Piechowicz dwoił się i troił, ale bez większego wsparcia w ataku od swoich kolegów niewiele mógł zdziałać. Od samego początku spotkania zielonogórzanie kontrolowali wynik meczu, głównie za sprawą świetnie spisującego się Grzegorza Kukiełki (24 pkt, 8/11 za 2, 1/4 za 3). Otrzymał niezłe wsparcie od pozostałych kolegów z doświadczeniami z ekstraklasy (Fliegera, Raczyńskiego, Jarmakowicza) i to w zupełności wystarczyło na zwycięstwo. Nie udało się jednak pomimo 21 punktów przewagi w pewnym momencie odrobić strat z Dąbrowy Górniczej.

Było to piąte zwycięstwo z rzędu Zastalu grającego w tym składzie i wydaje się, że w końcu nic nie stanie im drodze do awansu do PLK. MKS ciężko oceniać po spotkaniu w osłabieniu. Zapraszam do obejrzenia.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Co tam, Panie, w telewizji?


Łukasz Michniewicz:

Pod koniec stycznia dowiedzieliśmy się o nominacji nowego prezesa Polskiej Ligi Koszykówki. Z enuncjacji medialnych prezesa Jacka Jakubowskiego, wiemy, że efekty swoich działań chciałby widzieć za dwa lata. Pewne sprawy trzeba jednak rozpocząć od razu i lepiej, by wyniki również nadeszły szybko. Do nich należy kwestia umowy na transmisje telewizyjne.

Liga musi być widoczna w telewizji i coś musi się w tej sprawie zmienić, Tymczasem teraz nadchodzi czas Igrzysk Olimpijskich w Vancouver i pokazująca ligowe mecze telewizja publiczna wszelkie siły przerzuca do Kanady. W ostatni weekend do przygotowań olimpijskich doszedł tenisowy mecz Pucharu Federacji z udziałem sióstr Radwańskich. W efekcie nie obejrzeliśmy żadnego meczu 19 kolejki PLK, a było co oglądać, zwłaszcza na Pomorzu. Ciekawy pojedynek w Starogardzie Gdańskim, zacięte starcie w Kołobrzegu, niespodzianka w Koszalinie - nie tylko po fakcie można się mądrzyć pisząc, że któreś z tych spotkań warto było pokazać telewidzom. Niestety nie pokazano żadnego z nich i to jest problem. Warto też dodać, jeśli ktoś nie zauważył, że na TVP Sport emitowano do niedawna magazyn koszykarski „Za trzy” Od dwóch tygodni już go nie ma. Powodem „zawieszenia” audycji jest oczywiście olimpiada, ale ci, którzy interesowali się tematem dłużej pamiętają, że cztery lata temu po igrzyskach w Salt Lake City „Za trzy” już na antenę nie wróciło..

Możliwość przeprowadzenia relacji z meczu tenisa z udziałem najlepszych polskich tenisistek, w tym 9 rakiety na świecie, to rarytas, ale takie wydarzenie i tak nie umywa się do Igrzysk Olimpijskich, nawet tych zimowych, w których nie odnosimy taki imponujących ilościowo sukcesów, jak latem. Swoją drogą, wszystko zmierza do wyrównania tych proporcji. Nie to jest jednak kluczowe. Każda stacja ma prawo do kształtowania własnej hierarchii transmisji telewizyjnych, kierując się oglądalnością, gdyż z tego żyje. PLK ma wszakże własny interes, który musi zabezpieczyć bez względu na wszystko. Umowa ze stacją telewizyjną powinna gwarantować określoną ilość i jakość transmisji z każdej kolejki niezależnie od sytuacji. W taki weekend jak ostatnio, kontrakt powinien gwarantować możliwość przesunięcia spotkania „telewizyjnego” na inny dzień. O czym my tu jednak mówimy, skoro obecnie żadnej umowy nie ma.

Nie jest to, póki co, zarzut pod adresem nowych władz ligi. One są ciągle na etapie pierwszych prac i zapoznawania się z rzeczywistością, którą muszą zacząć zmieniać na lepszą. Warto jednak zaznaczyć, że współpraca z telewizją (zwłaszcza publiczną) była koszmarem poprzedniego szefostwa ekstraklasy. Odwoływane transmisje, zastępowane obradami komisji śledczych, spychanie na coraz trudniej dostępne kanały i dziwne pory nadawania - te atrakcje towarzyszyły prezesowi Januszowi Wierzbowskiemu i jak widać towarzyszyć będą także i nowej miotle w PLK.
Dzisiaj podkreśla się, że dla PLK nie ma lepszego partnera, niż TVP, bo inne stacje nie mają miejsca i czasu antenowego na ligę koszykarską. Najlepszy naturalny kontrkandydat, Polsat ma mocno przeładowane portfolio, w którym o łaskę telewidza walczy mocno promowana siatkówka, boks zawodowy, Formuła 1 oraz piłka nożna, dla której trzeba było zorganizować oddzielny kanał tematyczny. Wejście na tak trudny teren byłoby niczym przeniesienie psa domowego na terytorium afrykańskich drapieżników. Wszakże moim zdaniem, jeśli byłby jakikolwiek pozytywny odzew ze strony stacji Zygmunta Solorza na ofertę ekstraligi, warto o tego partnera zabiegać. Marka najlepszego sportowego kanału w Polsce (Polsat Sport) robi wrażenie. Pozostaje jeszcze tylko TVN ze swoją „Enką”, ale w tym wypadku powstaje pytanie o dostępność zasięg NSportu, który stałby się platformą polskiej koszykówki.

Nie przesądzam, która z tych opcji byłaby najlepsza dla naszej ligi. Myślę, jednak że jak mawia klasyk „warto rozmawiać” z jak najszerszym gronem potencjalnych partnerów, by nie dać sobie znowu wcisnąć bubla i zostać z nim na kolejne lata. Polska liga i cała nasza koszykówka potrzebuje profesjonalnej oprawy telewizyjnej i ta kwestia musi być rozwiązana równolegle z pozyskaniem sponsora tytularnego. Marzeniem byłoby uzyskanie dostępu do którejś ze stacji otwartych i zagwarantowanie sobie transmisji z meczu kolejki za pośrednictwem takiego medium (TVP Info, Tv4). Podobne udogodnienia dla magazynu ligowego wydają się być niezbędne. Niestety konkurencja rośnie w siłę, a czas ucieka. Do dyscyplin wymienionych w akapicie powyżej, dochodzi rosnąca w siłę piłka ręczna. W tej sytuacji pierwsza liga zawodowa w Polsce walczy o telewizyjny, ale i fizyczny byt. Jako telewidzowie możemy ją wesprzeć, ale kluczowe decyzje muszą zapaść w siedzibie PLK. Trzymajmy kciuki, by tym razem była optymalna, bo kolejny błąd może ją drogo kosztować..


Grzegorz Magiera:

Dodam trochę od siebie.

Po pierwsze. Powrót do Polsatu ma sens tylko w jednym wypadku - gwarancji transmisji w TV4. Można co dwa lata skakać z Polsatu do TVP i z powrotem - w ten kompletnie nic z tego nie wyniknie. Polsat już raz udowodnił, że nie chce promować koszykówki - kiedy szef Polsatu Sport wyrzucał PLK z TV4 mówił, że może jak kiedyś popularność wróci, to porozmawiamy o powrocie do anteny ogólnopolskiej. Ta popularność miała sama wrócić? Może przez reprezentację, którą Polsat Sport zakonspirował Polsacie Sport? Z takim podejściem basket nie osiągnie niczego w Polsacie.

Nawet jeśli TVP jest obecnie niewiele lepsza, to na niej trzeba oprzeć strategię transmisji w telewizji konwencjonalnej. Konsekwentnie współpracować z jednym partnerem.

Po drugie. Ze skupienia całych praw do transmisji w rękach PLK i dania wyłączności TVP powinny wynikać jakieś zalety. Nie wynikają żadne. Jeśli nie uda się w krótkim czasie poprawić sytuacji z telewizją publiczną, PLK powinna rozdysponowywać tylko prawo pierwszeństwa do transmisji. Jeśli TVP chce pokazać wszystkie 7 spotkań kolejki, to proszę bardzo. Jeśli nie chce, transmisjami, którymi wzgardziła, kluby powinny dysponować swobodnie - poprzez telewizje otwarte, zamknięte, ogólnokrajowe, regionalne, własne platformy do transmisji internetowych czy rozwijający się rynek telewizji internetowych (w tym sportowych).

Powinno się stworzyć jakieś rozsądne pakiety praw - tak jak ma to miejsce w przypadku ekstraklasy piłkarskiej. Zdawanie się na łaskę i niełaskę jednej telewizji w obecnym stanie popularności basketu nie przynosi niczego dobrego. W skrajnym przypadku można by postawić na zupełną samodzielność klubów. W czasach słabych transmisji w TVP Śląsk Wrocław był pokazywany w TV4 a Anwil Włocławek w Polsacie Sport. Dziś siłę przebicia na anteny ogólnopolskie miałby Asseco Prokom, zapewne nadal Anwil Włocławek, pozostałe kluby miałyby wciąż możliwość dostępu do ośrodków regionalnych TVP, warszawskie Polonie choćby do TVN Warszawa a już zupełnie wszyscy do wszelkich możliwości transmisji w sieci. I szczerze mówiąc nie jestem przekonany czy sumaryczny efekt nie byłby o wiele lepszy od obecnego.

I nawet jeśli miałby rozpocząć się płacz, że niektóre kluby nie mogłyby sobie na to pozwolić, to przecież pojawiałyby się w transmisjach pozostałych klubów. Ile klubów TVP pokazała tylko raz? PBG Basket nie pojawił się w tym sezonie na krajowej antenie ani razu. A przecież przy możliwościach finansowych tego klubu organizowanie regularnych transmisji internetowych przy pomocy redboxtv.pl czy jakąkolwiek inną drogą w internecie nie sprawiłoby żadnego problemu. Dzięki domniemanej sile skupienia praw do transmisji w jednych rękach, jeden z bardziej hojnych sponsorów koszykówki w Polsce nie został ani minuty wypromowany w tv. Jak w takich warunkach wchodzić w sponsoring klubu PLK?

Po trzecie. Mam ogromną nadzieję, że w planie podnoszenia standardów Jacka Jakubowskiego znajduje się projekt czegoś co dziś moglibyśmy nazwać plk.tv. Oczywiście nie od razu Kraków zbudowano. Nie oczekuję od początku czegoś na poziomie euroleague.tv czy acb.tv. Warto by było jednak taki projekt rozpocząć - zacząć od rzeczy małych i wraz z upływem czasu, rozpoznaniem zainteresowania go rozszerzać. W plk.tv można by zacząć od udostępniania meczów transmitowanych przez TVP. Na kluby narzucić obowiązek przygotowywania kilkuminutowych skrótów ze spotkań we własnej hali. Część klubów robi to niezależnie, ale spójna promocja tych materiałów wśród kibiców zupełnie nie istnieje. Później można pomyśleć o prostych streamach nawet z jednej kamery, z czasem dodać komentarz, w dalszej perspektywie zbudować nawet osobną redakcję. Za produkt na dobrym poziomie pobierać opłaty.

Oczywiście nie jest to sposób na przyciągnięcie rzeczy fanów do PLK. Ale zacznijmy od dbania o obecnych fanów, a nowi się pojawią...

niedziela, 7 lutego 2010

Polska tenisowa, czyli porozmawiajmy o promocji

W komentarzach pod poprzednią notką wywiązała się ciekawa dyskusja na temat wyrzucenia PLK z ramówki przez spotkanie naszych tenisistek. Dzięki za fajne i trafne uwagi, oraz przepraszam, że nie odpisałem w tamtym miejscu, ale postaram się to zrobić notką – żeby nie rozwalić się z komentarzem na pół strony i przy okazji poruszyć kilka tematów dokładniej. I być może sprowokować dalsze rozważania z udziałem większej ilości osób.

Początek wszystkiemu dał Łukasz, który deprecjonując wszystko wokół stwierdził, że kosz pada na pysk. Po pierwsze już padł. I to dawno. Ale nieważne. Przede wszystkim cudów po naszej rodzimej Telewizji nie należało się spodziewać. Ona zawsze wszystko olewała, jak nadchodziła jakaś duża impreza, typu właśnie olimpiady. Dlatego to, że i tym razem tak jest nie powinno dziwić. A co do tenisa, to bym polemizował. Jasne – kiedyś ten sport był bardziej elitarny, ale mieliśmy Wojciecha Fibaka, potem Magdalenę Grzybowską, którzy chyba odbili się w pamięci kibiców. A teraz mamy Radwańską, która dość szybko się wspięła na wyżyny oraz deblistów, którzy grają chimerycznie, ale w miarę skutecznie. I przed letnimi Igrzyskami zostali uznani za nadzieje medalowe – dlatego byli promowani. Jak wiadomo, rodzima telewizja nie ma praw do transmisji Wielkiego Szlema, więc wykorzystała jedną z niewielu okazji do pokazania również tej dyscypliny. Która de facto jest teraz chyba bardziej oglądaną aniżeli koszykówka. Więc poszedł prosty bilans pod tytułem „Tenis ściągnie więcej widzów? No to dawajcie Agnieszkę!”.

Czy Puchar Davisa czy Konfederacji jest popularniejszy, nie będę dyskutował. 80% ludzi bardziej interesuje się szybszym i mocniejszym tenisem męskim. Jednak w naszym kraju jest tak, że obywateli ciekawią rzeczy, w których można zobaczyć triumfujących rodaków. I to nie w deblu (świetna para Kubot – Marach, czy wspomnieni Frytka i Matka), który powoli zaczyna interesować tylko samych graczy i ich rodziny. Ale w singlu, który jest tysiąc razy bardziej prestiżowy, lepiej opłacany i lepiej pokazywany. A tutaj niestety na żadnym męskim przedstawicielu nie możemy położyć nadziei na efektowne występy w wielkich turniejach. Nie oszukujmy się – ludzie czytają, słuchają, oglądają, mimo że średnio się znają. Większość nawet nie zna specjalnie realiów, ale jak im się powie, że „nasz” walczy o półfinał Wimbledonu, to się tym zainteresują. A jak się powie, że Kubot odpadł w 1/8 AO, co jest wielkim sukcesem, to na nikim nie zrobi się wrażenia.

A argument, że gramy z Belgią, która jest mniejszym krajem kompletnie do mnie nie trafia. W ręczną walczyliśmy z Islandią, a w kosza największy ostatnio sukces to triumf nad Litwą. Małe kraje potrafią się wyspecjalizować w jakiejś dziedzinie i być naprawdę mocne. A co do składu – przypadkowych odbiorców to mało obchodzi. Oni włączają telewizor, żeby zobaczyć nasze zawodniczki, niekoniecznie w rywalizacji z Henin, czy Clijsters…


A teraz o koszykówce. Temat tłuczemy na tym blogu prawie że cyklicznie, co jakiś czas. Ale może warto powtarzać, bo to sprawa ważna. Żeby w dyscyplinie zespołowej ludzie zainteresowali się rodzimymi rozgrywkami, sukcesy musi odnosić reprezentacja. Teraz każdy Polak wie, że piłka ręczna to szczypiorniak albo czym jest przekroczenie linii trzeciego metra. I to nie dlatego, że chodzili od wieków na spotkania AZS-u Częstochowa, czy Vive Kielce. Po prostu reprezentacje, mające świetnych i dobrze „sprzedających się” trenerów odniosły sukces. Dały poczucie narodowej dumy, przywiozły medale, pokazały walkę i mobilizację niezależnie od sytuacji kadrowej, czy wyniku. I po obejrzeniu takich zawodów w telewizji można stwierdzić „kurcze, a może warto się przejść na ligę?”. W siatkówkę zostały wpompowane gigantyczne pieniądze jeśli chodzi o promocję i reklamę. Ręczna pozostaje na razie daleko w tyle, ale rzesze fanów ma.

Natomiast basket to dwa ważne zwycięstwa i potem degrengolada z meczu na mecz. Pisałem już o tym kiedyś – wcale nie chodziło tylko o wynik. Ale o pokazanie walki przez pełne 40min, przez każdego zawodnika. O zaangażowanie, a nie sensacyjne newsy o nocnych wypadach do klubów czy Fast food-ów. Niestety, ale EuroBasket przegraliśmy jeśli chodzi o promocję. I to wysoko. A sukces z Litwinami był szeroko opisywany, komentowany, fetowany. Pamiętam jak w pracy trudno było mi się ogarnąć, bo każdy pytał o mecz, o bilety na Turcję, itp. itd. A kilka dni później co się stało? „Szkoda, bo fajnie pograli z tymi Litwinami…”. Było pięć minut, które w sposób dość spektakularny zaprzepaszczono.

Kwestia ciekawa – poruszony został temat Polaków. A obecny Prokom to drużyna, w której ważną rolę odgrywa choćby Hrycaniuk. Walczą jeszcze Zamojski czy Szczotka. Ale problem leży gdzieś indziej. W latach ’90-tych i na przełomie tysiącleci, gdy koszykówka świętowała swój najlepszy czas, większość najlepszych grała w naszym kraju. I rzadko zmieniała kluby. Powiedzmy sobie wprost – trio Zieliński – Tomczyk – Wójcik nadal wielu ludziom będzie się kojarzył ze spektakularną drużyną Śląska. I to nawet bez wielkich sukcesów na arenie europejskiej (w porównaniu chociażby z obecną sytuacją Prokomu). To oni byli przez wiele lat idolami wrocławskiej młodzieży, która chciała iść ich śladem. Oraz kibiców doceniających przywiązanie do barw, oddanie drużynie oraz wyniki i masowo przychodzących do Hali Ludowej. Teraz tego nie ma i nie będzie – zdecydowana większość obecnie patrzy na kasę, a nie na barwy. A tak nie zbudujemy lokalnie potężnych ośrodków koszykarskich, które będą mogły się rozprzestrzeniać na cały kraj.

Wydaje mi się, że problemem też jest skład PLK. I naprawdę nie mam wiele do zarzucenia drużynom, które się do niej prawnie dostały, należy im się to miejsce i grają. Ale mam wrażenie, że Legia, Śląsk, ŁKS, jakaś drużyna z Górnego Śląska, Zastal, czy Spójnia mogły by dać lidze potrzebnego kopa. Tylko, że na razie jest to nierealne, zwłaszcza w przypadku tych dwóch pierwszych drużyn. Liga potrzebuje uznanych marek i decentralizacji z Pomorza na cały kraj. Może jednego, a nie dwóch ośrodków na wschodzie, większych i przyjaźniejszych hal, czy jednej, a nie dwóch Polonii. Podoba mi się propozycja darmowych dzikich kart dla większych ośrodków i mam nadzieję, że będzie to robione z głową. Żeby nagle tabela nam się nie rozrosła do np. osiemnastu zespołów. A co z tego wyjdzie – zaczniemy ostatecznie oceniać za dwa lata, bo prośbę o taki czas na działanie wysforował nowy prezes ligi…

piątek, 5 lutego 2010

Będzie dobrze

Wszyscy obserwujemy dość nieciekawy sezon w PLK. Świetnie spisujący się i robiący historyczne wyniki w Eurolidze Asseco Prokom, w ekstraklasie nie pozostawia złudzeń swoim przeciwnikom. Bardzo dobrą pracę wykonuje Igor Griszczuk w Anwilu, dobrą Bogicević w Polpharmie. O reszcie poza posiadającą swoją specyfikę Polonią 2011 ciężko coś pozytywnego powiedzieć. Kluby mają kłopoty finansowe, a te bogatsze z niezłymi pieniędzmi mają kłopoty z efektywnym ich wydawaniem. Liga od półtora roku nie ma sponsora, od wielu lat nie miała zarządzania z jakąkolwiek wizją poza próbą dotrwania do kolejnego sezonu. Ogólny poziom sportowy słaby - przeciętni obcokrajowcy, przeciętni Polacy. Pozytywem jest jedynie przebijające się młode pokolenie. Nie tylko to z Polonii 2011.

Przez otaczającą nas szarą ligową rzeczywistość dominują negatywne prognozy na przyszłość. Przekonanie, że lepsze czasy w ligowej koszykówce odeszły na dobre i że właściwie obecny poziom ekstraklasy jest takim, od którego nie damy rady znacząco się odbić. Uważam, że będzie zupełnie inaczej. Moim zdaniem sezon 2010/2011 będzie wyraźnie lepszy od obecnego. Dlaczego? O tym poniżej w sześciu głównych punktach:


1. Wzrost PKB

EBOR - Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju szacuje wzrost przyrostu PKB w Polsce z 1,4% w 2009 roku do 2,3% w 2010 oraz 3% w 2011. Są to świeże liczby sprzed trochę ponad tygodnia. Innych danych nie będę przytaczał, bo to nie o dziesiąte części procenta chodzi. Kluczem jest fakt, iż w 2010 i kolejnych roku stan polskiej gospodarki się polepszy. Powinno się to przełożyć pozytywnie na PLK. Oczywiście nie w każdym klubie budżety urosną - chodzi o ogólną tendencję.

Nie można także twierdzić, że 2,3% to genialne tempo czy, że zmiana z 1,4 na 2,3 jest niesamowicie wielka. Nie o to jest tutaj sednem. Kluczowe dla PLK jest to, że przed ubiegłym sezonem przedsiębiorstwa były na etapie szalonego cięcia kosztów, niepewności w kwestii własnej przyszłości i obawy (dość nielogicznej) przed kolejnym wielkim załamaniem gospodarki. Przed kolejnym sezonem będziemy w zupełnie innej sytuacji i to powinno sprawić, że pieniądze będą przekazywane do sportu o wiele chętniej.


2. Spadek kursu euro i dolara

Tutaj ciężko mówić o jakiejś pewności. Ten punkt umieściłem jako drugi tylko dlatego, żeby dokończyć wątek gospodarczo-finansowy. Faktem jest, że większość prognoz mówi o umacnianiu się złotówki w ciągu 2010 roku szczególnie w stosunku do euro. Kluby PLK interesuje wciąż jednak bardziej dolar, ale tutaj też powinna wystąpić tendencja spadkowa. Bardzo prawdopodobne jest, że przyszły sezon zaczniemy z wyraźnie niższym niż dziś kursem obu najważniejszych walut na świecie, a ich średnie dla sezonu 10/11 będę niższe niż dla 09/10. Taki rozwój wypadków będzie oznaczał tylko jedno - tańszych obcokrajowców dla polskich klubów. A poziom graczy zagranicznych jest jednym z kluczy dla poziomu całej ligi.


3. "Gorzej być nie może"

Oczywiście zawsze może być gorzej - każdy z nas jest w stanie to sobie wyobrazić. Poziom PLK spada już drugi rok, ale poziom żadnej ligi nie może spadać w nieskończoność. I choć jakość naszych rozgrywek charakteryzuje od jakiegoś czasu bardzo duża zmienność (z różnych przyczyn), istnieją dla PLK pewne widełki, z których ma bardzo nikłe szanse wypaść. Podobnie sprawy mają się w przypadku każdej innej ligi. Liga włoska na przestrzeni XXI wieku notowała właściwie ciągły spadek - z najlepszej w Europie stała się zaledwie czwartą - ale nie sprawiło to, że stała się słabsza niż choćby nasza rodzima. Ciężko jest sobie wyobrazić, żeby np. liga czeska miała kiedykolwiek prześcignąć Polską, albo prześcignąć na stałe.

Moim zdaniem jesteśmy blisko dolnych widełek tak jak byliśmy w sezonie 2005/2006 i przychodzi pora na odbicie. Spoglądając na historię ostatnich 20 lat ligi można założyć, że do sezonu 2003/2004 włącznie poziom rósł. Kraj się transformował i sport także się transformował. Liga stopniowo otwierała się na obcokrajowców, kluby zmieniały sposób funkcjonowania z amatorskiego na półprofesjonalny (niestety do dziś ciężko mówić o pełnym profesjonalizmie w klubowej koszykówce). Później między sezonami 03/04 a 04/05 oraz 04/05 a 05/06 notowaliśmy spadek. Kolejne dwa lata aż do najlepszego w historii sezonu 2007/2008 poziom się podnosił. I od tamtej pory mamy kolejne dwa lata spadku. Od sześciu lat poziomem ligi rządzą dwuletnie cykle spadków i wzrostów - kolej na wzrost.


4. Nowy zarząd, nowy duch

Zupełnie niezależnie od oceny fachowości Jacka Jakubowskiego i Grzegorza Bachańskiego oraz długoterminowych terminowych efektów ich pracy - takie zmiany zawsze wywołują w pierwszym okresie pozytywne efekty. Już za kilka tygodni mamy zobaczyć nową stronę oficjalną ligi, ale jakiś większych widocznych zmian można się spodziewać właśnie dopiero w przyszłym sezonie. Jeśli uda się sprowadzić sponsora do ligi to przyniesie to oczywiste korzyści - zwolnienie klubów z pewnych obciążeń finansowych, być może dodatkowe pieniądze, a przede wszystkim środki na promocję ligowego basketu. Jeśli się nie uda - jak to słusznie zauważył prezes Ludwiczuk: PLK jest w o tyle dobrej sytuacji, że nie ma sponsora tytularnego, którego mogłaby stracić... Również bez sponsora ciężko będzie zrobić coś gorzej nowemu prezesowi od jego poprzednika.


5. Regulacje, wymogi licencyjne

Jedną z kluczowych spraw jest oczywiście polski limit. I wszystko wskazuje na to, że szalony pomysł Romana Ludwiczuka o trzech polskich zawodnikach wciąż na parkiecie nie ma szans realizacji. Prezes Jakubowski opowiada się za stabilizacją i pozostanie obecnego limitu dwóch Polaków jest najbardziej prawdopodobne.

Jeśli mówimy o ruchu rodzimych graczy z ligi i do ligi nie ma tutaj zbyt wielkiego pola do zmian. Przepis o dwóch Polakach ściągnął do PLK praktycznie wszystkich, których powrotu lub przybycia od lat oczekiwaliśmy (Chyliński, Wysocki, Kęsicki, Storożyński, Tomaszek, Hlebowicki). Także nie bardzo jest komu do ligi wracać. Liczę głównie na Kikowskiego i być może "Czechów" - Hyżego i Skibniewskiego. "Włosi", "Hiszpan" i "Rosjanin" chyba do Polski wracać nie zamierzają - choć różne sytuacje mogą jeszcze się wydarzyć. W drugą stronę też nie bardzo widać, kto miałby się z Polaków obecnych dziś w lidze niesamowicie wypromować zagranicą (odpaść może przede wszystkim David Logan).

Także w kwestii limitu zapowiada się raczej stabilizacja i brak zmian z małym krokiem naprzód w postaci rozwoju czołowych bohaterów młodego pokolenia.

Co do pozostałych regulacji - podniesione wymogi licencyjne, szczególnie w zakresie budżetu minimalnego, to też kolejna sprawa, która powinna przyczynić się do rozwoju. Choćby miało to tylko wyrzucić z ligi najsłabsze finansowo kluby - i tak poziom ligi się podniesie.


6. Ciekawe kluby w przedsionku ekstraklasy

Chodzi tu w pierwszej kolejności o głównych kandydatów do sportowego awansu z 1. ligi - Zastal Zielona Góra i MKS Dąbrowa Górnicza. Pierwszy klub od lat puka do ekstraklasy, ale wciąż nie może przebić się przez fazę play-off. O sile zespołu stanowią znani z parkietów PLK Marcin Flieger, Grzegorz Kukiełka, Jarosław Kalinowski, od lat związany z klubem Marcin Chodkiewicz oraz ściągnięci w trakcie sezonu Mateusz Jarmakowicz, Maciej Raczyński i Tomasz Wojdyła. Awans? Jeśli nie teraz to kiedy? Poza aspektem sportowym - w Zielonej Górze powstaje właśnie hala na 5000 widzów.

W Dąbrowie Górniczej pierwsze miejsce w tabeli ze znanym z Anwilu liderem - Markiem Piechowiczem. Po awansie Górny Śląsk w końcu miałby klub, gdzie można by wprowadzać zdolnych graczy z regionu, który ma spory potencjał w tym zakresie. Do tego MKS ma do dyspozycji nową halę z 2004 roku o pojemności 3000 widzów.

Kolejny ciekawy klub to ŁKS Sphinx Petrolinvest Łódź. Pełną nazwę podałem nieprzypadkowo, aby wskazać na potencjał sponsorów. Jest też potencjał wielkości miasta, liczby kibiców, których można przyciągnąć do wielkich hal MOSiR-u (7000) czy Atlas Areny (12000). Jeśli nie uda się awansować może ŁKS w końcu zdecyduje się na dziką kartę, która dla dużych ośrodków być może będzie darmowa.

Z takiej karty mógłby skorzystać Śląska Wrocław - gdyby powrócił. Choć zdaje się, rozsądniej jest w tej chwili założyć, że nie stanie się to w tym roku... Powrót Spójni Stargard Szczeciński także mógłby być pozytywnym wydarzeniem.



Podsumowując w skrócie - będzie dobrze.

czwartek, 4 lutego 2010

Bloger 2009 roku

Od dziś do 24 lutego nasz blog bierze udział w głosowaniu konkursu Bloger 2009 roku organizowanego przez portal wiadomosci24.pl.

Zagłosuj na mnie - Bloger 2009 roku - Wiadomosci24

Zgłoszenie nie było naszą inicjatywą. Zrobił to ktoś za nas, za co bardzo temu anonimowemu promotorowi naszego bloga dziękujemy. Choć nie jesteśmy przekonani czy nasz blog do końca przystaje do kategorii Życie.

Mimo to będziemy wdzięczni za każdy głos. To tylko jedno kliknięcie i potwierdzenie głosu poprzez e-mail. Na stronę głosowania można dostać się poprzez powyższy zielony baner.