Chodzi oczywiście o polskich podkoszowych z rocznika '86 i młodszych. Od przyszłego sezonu wchodzi nieszczęsny o przebywaniu na parkiecie przez cały czas Polaka z właśnie takiej grupy. I choć cała grupa zawodników kwalifikujących się do statusu "młodzieżowca" będzie o rok starsza i o rok doświadczeń bogatsza, nie zrekompensuje to zamiany jednej kwarty na cztery. Ogólnie rzecz ujmując tragedii być nie powinno, bo utalentowanych graczy urodzonych po 1985 roku jest wystarczająco sporo, żeby w miarę zadowalająco obdzielić większość ligi.
Problem jest w innym miejscu. Większość rozsądnie budujących skład zespołów będzie miała przynajmniej trzech młodzieżowców w drużynie. Dosyć oczywista wydaje się chęć posiadania w tej grupie chociaż jednego wysokiego zawodnika. Przyczyna jest dość prosta - brak umiejętności i doświadczenia zawsze łatwiej jest ukryć na pozycjach pod koszem. Zespół, który zdecyduje się na posiadanie młodzieżowca cały czas na obwodzie, będzie musiał się liczyć z efektem kuli u nogi jak to miało miejsce w przypadku Turowa Zgorzelec i Bartka Bochno. A przypomnę tylko, że tam chodziło o jedyne 10 minut w meczu.
Biorąc pod uwagę, że nieliczni "juniorzy" to rozgrywający, ogromna liczba młodych zawodników od limitów skupi się na pozycjach SG i SF. Pozostawiając zagranicznym i polskim seniorom tylko 40 minut gry do podziału. Biorąc pod uwagę fakt i że te pozycje są kluczowe pod względem zdobywania punktów w klubach PLK, może być to nie lada problem. Oczywiście można powiedzieć - skoro większość będzie miała ten sam problem, to gdzie leży problem? Cała kwestia sprowadza się do tego, że kluby, którym uda się pozyskać nielicznych uzdolnionych podkoszowych, mogą w ten sposób uzyskać bardzo dużą przewagę z tytułu limitu dla młodych Polaków. Wystarczy sobie wyobrazić sytuację, w której Prokom może grać po 30 minut Adamem Łapetą, tylko po to, żeby David Logan i (załóżmy) Qyntel Woods przez cały mecz mieli na przeciw siebie przynajmniej jednego młodzieżowca. Jak może się coś takiego skończyć?
W tytule notki pojawia się teza, że z wyborem młodych polskich podkoszowych jest tragicznie. Zobaczmy jak to wyglądało w ubiegłym sezonie. Z pozycji PF/C mieliśmy tylko dwóch głównych młodzieżowców: Pawła Leończyka i Łukasza Diduszko. Czyli dokładnie jednego wartego uwagi... W sumie z tych pozycji młodych graczy z przynajmniej marginalnie zauważalną rolą było tylko sześciu. Poza wymienioną dwójką byli to jeszcze: Adam Łapeta, Michał Gabiński, Marcin Kowalewski i Łukasz Ratajczak. Czyli poza potężnym środkowym Prokomu, co najwyżej kompletni przeciętniacy.
Gdybym miał na dziś stworzyć stworzyć ranking młodych wysokich, którzy mogliby rywalizować na niezłym poziomie w PLK, to wyglądałby on tak:
1. Tomasz Kęsicki
2. Damian Kulig
3. Paweł Leończyk
4. Adam Łapeta
Honorable mention: Kamil Pietras, Mateusz Jarmakowicz.
Z czego dwaj mają już ważne kontrakty na przyszły sezon (Kulig, Łapeta), o trzecim myśli cała liga (Leończyk), czwarty niekoniecznie musi chcieć przybyć z ziemi włoskiej do Polski, a piąty i szósty pomimo, że wysoce utalentowani są po rocznej (Pietras nawet dłużej) przerwie od koszykówki spowodowanej kontuzjami i nie bardzo wiadomo, co będą w stanie pokazać w przyszłym roku.
Co poza tym? Słabi gracze, którzy grali w PLK już w ubiegłym sezonie. Nadzieje z 1. ligi: Mateusz Bartosz, Jakub Dłuski. I co dalej?
Pod tym względem Polpharma może być wielkim zwycięzcą tego sezonu transferowego. Mają już kontrakt z Damianem Kuligiem na dwa lata i jeśli uda im się przekonać Pawła Leończyka osiągną potężną przewagę nad resztą. Będą mieli bardzo mocnych młodzieżowców, którzy będą mogli być traktowani na równi z resztą, a na obwodzie nie będą mieli żadnych wymuszonych ograniczeń. Prokom ma już Adama Łapetę i jeśli nikt nie ściągnie Tomka Kęsickiego, a Pietras z Jarmakowiczem nie będą gotowi do gry, pozostałym zespołom wybór pozostanie praktycznie żaden.
Tu chciałbym się zatrzymać przy Kęsickim. Tomek to wyraźnie najlepszy zawodnik klasy '86 PF/C jakiego można znaleźć. Duże znaczenie ma trafiona data urodzenia (07.01.1986), ale także ogromny talent, który średnio mogliśmy obserwować w Polsce. Kęsicki trochę za bardzo utknął w mocnych klubach (Pamesa, Reggio Emilia, Fortitudo), grać miał okazję głównie niższych ligach, ale także długo leczył kontuzje. Ostatni sezon w końcu rozegrał w normalnym wymiarze na niezłym poziomie w LegaDue w dryżynie Crabs Rimini. Był piątym punktującym zespołu w drużynie dość mocno zdominowanej przez Gossa (ex AZS), McCraya, Scarone i Rinaldiego. Pięć najlepszych akcji sezonu zespołu z Rimini poniżej - w tym dwa bloki Tomka i jeden piękny alley-oop:
0 komentarze:
Prześlij komentarz