Kompletnie przypadkowo trafiłem na transmisję z Mielca, gdzie najlepsi polscy piłkarze ręczni uczestniczyli w Meczu Gwiazd. Wprawdzie oglądałem raptem od 15 minuty (cały mecz trwa 2x 30min), to jednak kilka faktów rzuciło mi się w oczy. I wiecie co? Koszykarskie imprezy przy tym wyglądają jak mecz o mistrzostwo Euroligi z finałem PLK. Naprawdę.
Fakt – nie widziałem początku, więc nie mam pojęcia jak z tak zwanymi wydarzeniami około meczowymi. Jednak z tego co czytałem, jedyną atrakcją miał być konkurs dla kibiców pod wiele mówiącą nazwą „rzut Siódmiaka”, czyli zapewne próby trafienia przez całe boisko do bramki. Pomysł generalnie fajny, gratuluję ewentualnym zwycięzcom. Ale czy to nie za mało jak na takie wydarzenie? Czy tak trudno było zrobić np. konkurs rzutów karnych dla widzów, czy choćby jakieś pokazowe turnieje zawodników? Coś konkurencyjnego dla koszykarskich rzutów za trzy i wsadów – w końcu tu też teoretycznie mieli się stawić najlepsi koszykarze minionego sezonu w Ekstraklasie…
Obiekt w Mielcu posiada niewiele ponad dwa tysiące miejsc. Generalnie mało – w końcu we wrocławskiej Hali Ludowej Stulecia spokojnie zmieści się trzy razy więcej osób. A w dodatku, mimo wielkiej popularności piłki ręcznej, wielkich sukcesów reprezentacji oraz tego, że trenerem jednej z drużyn był Bogdan Wenta – widziałem dzisiaj sporo wolnych miejsc. Albo telewizja niefortunnie transmitowała, albo faktycznie do kompletu było daleko – w każdym razie jak na takie wydarzenie, wynik jest wysoce rozczarowujący.
Dalej sam mecz. Od razu powiem – bardzo rzadko oglądam piłkę ręczną. Kiedyś chodziłem czasem na Śląsk, bywa że zahaczę w telewizji o jakiś mecz ekstraklasy czy pucharów, no i zgodnie z trzema czwartymi narodu, nastawionymi na wielkie patriotyczne sukcesy, zdarza mi się śledzić reprezentację w najważniejszych turniejach. Jednak to, co zobaczyłem dzisiaj w większości trudno nazwać popisem na najwyższym poziomie. Pomijam fakt, że zawodnikom z pamięci totalnie uleciało hasło „obrona”. To się zdarza w naszym kraju, gdzie większość nie do końca rozumie, że wielki show to nie tylko spektakularne akcje, które w końcu szczelna defensywa uniemożliwia. To również bloki, rzuty z biodra, czy z drugiej linii. A dzisiaj widziałem w komplecie zniechęconych zawodników, którzy jakby przyjechali za karę odbębnić mecz i wybyć na wakacje. Zero obrony, niewiele inwencji w ataku, kompletny (przez 57 minut) brak zainteresowania wynikiem. Dopiero w samej końcówce kilku graczom zachciało się odrabiać straty i poważnie podeszli do akcji w ataku – chociaż tyle. Fakt, że ciekawym zdarzeniem było jednocześnie w ataku dwóch bramkarzy, ale odniosłem wrażenie, iż było to robienie show na siłę. Gorzej niż w gierce na treningu. Inna sprawa, że kto jak kto, ale bramkarze mogli się w tym spotkaniu popisać – chyba nigdy w życiu nie mieli takiej skuteczności, bo tak wielkiej ilości niewykorzystanych sam na sam, czy rzutów obok bramki nigdy nie widziałem. Jeżeli to wina tego, że po prostu mało oglądam, to zarzut o niechlujność w ataku cofam oczywiście.
Ostatni z głównych zarzutów – kto wymyślił jego termin? Przecież to jest o wiele bardziej absurdalne, niż organizowanie dwóch koszykarskich meczy gwiazd w jednym miesiącu. Liga się skończyła, większość zawodników myślała już tylko o wakacjach, kilku pewnie już wyjechało – czemu to miało służyć? Może za rok takie spotkanie zorganizować w ogóle w lipcu? Marudziłem, że koszykarskie wydarzenie jest za późno, że powinno być w styczniu/lutym, a co dopiero mówić o tym. Termin moim zdaniem kompletnie nietrafiony.
Podsumowując – hala była średnio pełna, doping jakiś tam słyszałem, ale bez szaleństw. Konkursów i pokazowych turniejów mało, zawodnicy średnio mieli ochotę biegać i rzucać, a o bronieniu zapomnieli kompletnie. Atuty to chyba Bogdan Wenta na ławce i transmisja w ogólnopolskim TV4. Czy jednak nie macie wrażenia, że trochę potencjał szczypiorniaka jest marnowany przez tak nieudane akcje promocyjne? Bo ja tak, a casus koszykówki pokazuje, że przejedzenie boomu na dany sport bardzo trudno w przyszłości odrobić.
Byłem na obu wrocławskich spotkaniach gwiazd oraz starciu „gigantów” i jakby nie patrzeć, mimo masy niedociągnięć oraz rzeczy, które można było zrobić lepiej – wszystkie te trzy imprezy wypadły lepiej, niż spotkanie, które dzisiaj widziałem w telewizji, a odbyło się w Mielcu. Organizator tego Meczu Gwiazd z czystym sumieniem mógłby wyjść i, parafrazując pewnego artystę, powiedzieć: „Drodzy kibice. Jeżeli uważacie, że w koszykówce wszystko jest źle, to ja wam pokażę, ile jeszcze, choćby w innym sporcie, można spieprzyć.”
niedziela, 31 maja 2009
W szczypiorniaka jeszcze gorzej
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz