wtorek, 30 czerwca 2009

Karty na stół

Niemrawy sezon ogórkowy w Polskiej Lidze Koszykówki trwa. Dzisiaj serca kibiców i działaczy na chwilę zabiją szybciej – o północy z wtorku na środę mija bowiem termin zgłaszania drużyn do rozgrywek ekstraklasy w sezonie 2009–10.

Mało prawdopodobne, by ktoś wysłał dramatyczny faks anonsujący chęć gry w ekstraklasie „za pięć dwunasta”. Jeszcze mniej realne jest, by ktokolwiek odebrał takie zgłoszenie na czas. Wszystko rozegra się raczej w południe, ewentualnie w godzinach popołudniowych, jeśli jakieś kluby wyślą sygnały, by władze ligi dały im jeszcze chwilę czasu do namysłu.

Powyższe dywagacje są pokłosiem doświadczeń z roku ubiegłego, gdy szefowie PLK z niecierpliwością czekali na jakikolwiek pozytywny gest ze strony władz (głównie właściciela) Śląska Wrocław. Garstka kibiców i grono wrocławskich dziennikarzy w napięciu wyczekiwało dobrych wieści z ulicy Ciołka w Warszawie (siedziba PLK i PZKosz) i Mieszczańskiej w stolicy Dolnego Śląska (a to siedziba Śląska), zaś reszta ligi ze zniecierpliwieniem przypatrywała temu żenującemu spektaklowi. Tym razem takich emocji raczej zabraknie.

Nie oznacza to, że będzie nudno. Stuprocentowo pewni swego mogą fani zaledwie kilku ekip.
Jedynie kataklizm mógłby spowodować wycofanie z ligi zespołu Asseco Prokomu. Jedyną, ale za to sporą, nowością jest zmiana siedziby klubu – z Sopotu na Gdynię. Kto wie jednak, czy w nadmorskim kurorcie także nie zobaczymy ekstraligowej koszykówki..

Podobny spokój może panować w Zgorzelcu, gdzie państwowy gigant PGE deklaruje kontynuację współpracy z wicemistrzami Polski, a jedynym problemem mogą być ewentualne cięcia budżetowe. Nic złego nie powinno się wydarzyć w Starogardzie Gdańskim i Poznaniu, gdzie metodycznie buduje się składy na kolejny sezon. Stabilny sponsor stoi także za zespołem Czarnych Słupsk, stąd sensacji w mieście nad Słupią raczej nie będzie.

Teoretycznie podobnie dzieje się we Włocławku. Tam jednak alarm ogłaszano jeszcze w trakcie poprzedniego sezonu. Pojawienie się nowego inwestora w firmie Anwil wznieciło spekulacje na temat zakręcenia kurka z pieniędzmi dla mistrza Polski sprzed sześciu lat. Od tamtej pory pojawiły się jedynie dość mocne pogłoski na temat nie zgłoszenia drużyny do rozgrywek europejskich, ale jak pokazał przykład wrocławski w PLK niczego nie można być pewnym.

Na drugim biegunie znajdują się zespoły Kotwicy Kołobrzeg, Stali Ostrów, czy Znicza Jarosław. Zdobywca Pucharu Polski po tym sukcesie musiał przełknąć żabę po odejściu trzech Amerykanów tuż przed startem fazy play off. Teraz szefowie klubu zapewniają, że przy wsparciu władz miasta drużynie nie grozi wycofanie z ligi. Podobnie zresztą rzecz ma się z AZS –em Koszalin. Nie zmienia to jednak faktu, że za zapewnieniami muszą pójść konkrety, a tych na razie brakuje. W Ostrowie z kolei zapomniano już chyba o snach o potędze i wsparciu ze strony Atlasa. Człowiek Orkiestra Andrzej Kowalczyk znów musi roztoczyć swoją magiczną aurę, tym razem by zespół wystartował do kolejnej batalii. Do kwestii finansowych dochodzi coraz bardziej restrykcyjne podejście szefów PLK do kwestii jakości hali, w której mecze ma rozgrywać zgłaszany klub. Tutaj gorączkowe starania o dopuszczenie obecnego obiektu, tudzież poszukiwanie alternatywy będą testem nie tylko dla „Stalówki” lecz także dla stojącej na straży swoich zasad ligi.

Najsmutniej wygląda sytuacja Znicza. Jedyny klub ze ściany wschodniej liczy głównie na kibiców piszących listy z prośbą o ratunek dla swej drużyny. Niestety, znowu przykład z Wrocławia pokazuje, że petycje wiele nie zmienią, jeśli zabraknie woli biznesowej lub co gorsza politycznej, by wspierać nawet zasłużone kluby. Ponoć nadzieja umiera ostatnia..

Tym razem dla odmiany nie ma negatywnych sygnałów z Inowrocławia. Rok temu szkieletowy zespół zgłoszony tylko dzięki wybitnie liberalnemu podejściu PLK, był jednym z „kandydatów” do odpadnięcia z ligi z przyczyn organizacyjnych. Nic takiego nie miało jednakże miejsca, a pierwsze ruchy transferowe sugerują, że kryzys nie zjada spadkobierców Noteci i drużyna z Kujaw ma wszelkie dane, by wystąpić w ekstraklasie. Bez szaleństw, ale i bez zbędnych nerwów powinno się także obejść w Kwidzynie. Z kolei w Stalowej Woli prezydent-narodowiec (tak się ów dżentelmen określa) zlitował się nad swoją drużyną i łaskawie dopuścił możliwość zatrudnienia w klubie dwóch obcokrajowców, ratując go dotacją na przetrwanie. Pozostaje mieć nadzieję, że pojawienie się w barwach Stali zawodników o ciemniejszej karnacji nie spowoduje zmiany tej decyzji..

Nadchodzący sezon miał być w zamierzeniu prezesa PLK kolejnym etapem wdrażania słusznej strategii przyciągania klubów z dużych miast do ekstraklasy. Na razie można powiedzieć, że marzenie to przybiera w rzeczywistości zaskakujący obrót. Może się bowiem zdarzyć, że do ligi zgłoszą się po dwa kluby z Trójmiasta i stolicy. Mało tego, w tym drugim przypadku będą to dwie Polonie Warszawa, zaś w tym pierwszym niejako dwa „Trefle”. Skąd taka osobliwość?

W Warszawie względy ambicjonalne spowodowały powstanie konkurencji dla Polonii. Biznesmen Jarosław Popiołek, początkujący menedżer Walter Jeklin oraz trener Mladen Starcević stworzyli projekt szkolenia (złośliwi mówią nabywania i promocji) młodych talentów. Rozmach i zaangażowanie uczestników tego przedsięwzięcia w krótkim czasie doprowadził do skutecznego szturmu na ekstraklasę. Teraz zaczęły się schody. W stolicy basket zawodowy ma się tak sobie. Polonia prezesa Wojciecha Kozaka ma niszową, choć elitarną widownię i od kilku lat kłopoty ze znalezieniem stabilnego sponsora. Tego kłopotu nie ma Polonia 2011, ale sama nie może znaleźć dla siebie obiektu do gry, godnego ekstraklasy. Połączenie potencjału obu firm jest logiczne, ale wspomniane ambicje mogą pogrzebać ten pomysł. Dzielenie nielicznych kibiców i sponsorów na dwie ekipy może być poważnym problemem na przyszłość.

Nieco inaczej wygląda to w Trójmieście, gdzie dominujący w kraju Asseco Prokom przenosi siedzibę do Gdyni, a według deklaracji ważnych osobistości z Sopotu na jego miejsce ma zostać zgłoszony klub kontynuujący tradycję Trefla Sopot. Krótko mówiąc na mapie pojawią się dwa podmioty wywodzące się z tej samej tradycji. W końcu mistrzowie Polski są faktycznym kontynuatorem owego Trefla. Tam jednakże nie ma obawy o kwestie finansowe, gdyż za zespołem z Gdyni stoją dwie duże firmy (Asseco i Prokom), zaś nowy – stary projekt miałby polegać na życzliwym wsparciu władz Sopotu, Kazimierza Wierzbickiego (promotora zawodowego basketu w Sopocie) i jednego z najbogatszych Polaków, Ryszarda Krauzego.

Pytanie tylko, czy o takie działania chodziło Januszowi Wierzbowskiemu (prezesowi PLK), gdy zapraszał „duże miasta” do udziału w zarządzanej przez siebie lidze. Z zaproszonych miast już tylko ostatni optymiści wierzą w reaktywację Śląska, czy zgłoszenie ŁKS- u. Co prawda została nam jeszcze 11 godzin, ale cuda na zawołanie potrafił czynić tylko jeden człowiek na tym świecie..

Na koniec warto wspomnieć, że dziś (a w zasadzie jutro rano..) nie poznamy ostatecznego składu ligi w sezonie 09/10. Kluczowa dla losów wszystkich zgłoszonych ma być weryfikacja klubowych finansów, która w założeniu ma się zakończyć w połowie lipca. Jeszcze nie zdarzyło się, by ten termin został zachowany, więc emocje potrwają pewnie nieco dłużej, W końcu ta liga musi się składać z większej liczby uczestników, niż czterech czy pięciu.

Po co więc cały ten zgiełk? Otóż 1 lipca dowiemy się kto (prawie) na pewno nie będzie brany pod uwagę w procedurze weryfikacyjnej. Po prostu, jeśli się nie zgłosisz, to znaczy, ze pasujesz. Cała reszta bawi się dalej. Chyba, że zgłosi się kompromitująco mała liczba uczestników. Wtedy też zacznie się niemały cyrk pod hasłem „bierzemy kogo się da”, W swej naiwności chcę wierzyć, że do tego nie dojdzie.

0 komentarze: