W ostatnich dniach pojawiło się w mediach kilka ciekawych opinii na temat promocji koszykówki w Polsce oraz promocji największego wydarzenia dekady w naszym kraju, czyli Eurobasketu. Co z nich wynika?
Poniżej Greg wziął na tapetę sondę na temat PLK, teraz czas na materiał z „Pulsu Biznesu”. Fachowy periodyk gospodarczy wziął na ząb sytuację organizacyjną „naszych" mistrzostw. Kluczowe fakty są już powszechnie znane – budżet imprezy w większości stanowią wpłaty ze strony miast – gospodarzy, resztę zaś wpływy z biletów oraz pomocy sponsorów technicznych. Sponsorem turnieju jest portal WP.pl, zaś odpowiednio transport i wodę dostarczą firmy Renault i Staropolanka. Polski Związek Koszykówki wspiera od niedawna firma Prokom, ale jedynie w sferze organizacji spotkań naszej kadry narodowej. Wedle „PB” do sprzedania pozostają jeszcze pakiety reklamowe, warte od 7 do 10 mln złotych dla 10 potencjalnych reklamodawców.
Cytowany w artykule Piotr Pietrzak, prezes firmy Havas Sports Entertainment, sprzedającej reklamy na Eurobaskecie, winą za brak sukcesów na wspomnianym polu należy obarcza kryzys gospodarczy, jakość działań promocyjnych oraz brak długofalowej strategii.
Nie siląc się na jakieś mądrości można powiedzieć, że organizatorzy turnieju mają trochę pecha. Właśnie teraz, gdy potrzebne jest wsparcie sponsorów, Polska zaczyna mocno odczuwać skutki ogólnoświatowego spowolnienia gospodarczego. Z drugiej strony decyzja o przyznaniu nam Eurobasketu zapadła w roku 2005 i od tamtego czasu notowaliśmy także okres całkiem dobrej koniunktury. Niestety wówczas PzKosz borykał się z własnymi problemami, pozostawionymi przez poprzednie władze i zamiast o strategii i promocji, bardziej myślał o przetrwaniu. Efektem było przespanie dobrego momentu na to, by przedstawić polskiej publiczności ten sukces i zbudować wokół niego podobne zainteresowanie, jak wokół piłkarskiego Euro. Wiadomo, że basket nie był już wówczas dla Polaków dyscypliną porównywalną w swej masowości popularności do piłki nożnej, ale impreza niewiele ustępująca futbolowym mistrzostwom wydaje się być promocyjnym samograjem. Świadczy o tym szacowana liczba telewidzów, mogących obejrzeć Eurobasket, a więc 170 milionów.
Minęło kilka lat i wydaje się, że zamiast ruszyć naprzód nasz basket stoi w miejscu. Czyli na tle innych dyscyplin (siatkówka, piłka ręczna) się cofa. Mistrzostwa Europy mogą dziś być co najwyżej początkiem żmudnej pracy u podstaw, mającej na celu odbudowanie pozycji i wizerunku kosza w naszym kraju. By tak się stało, sama impreza musi być dobrze wypromowanym towarem dla polskich odbiorców. O długofalowej strategii rozwoju naszej ukochanej dyscypliny na razie nie słychać i w tej mierze trzeba się zgodzić z prezesem Havas Sports. Pytanie, co dalej?
Dzisiaj kluczowe jest wyciśnięcie z Eurobasketu maksimum. Jak to osiągnąć? Na razie jedynym promykiem nadziei jest nasz jedynak w NBA. Marcin Gortat spadł organizatorom turnieju niczym gwiazdka z nieba. Jego obecność na mistrzostwach wydaje się być ostatnio pewna, choć z klubami NBA nigdy nie można być spokojnym do samego końca. Zakładając, że Gorti jednak zagra na EB09’, trzeba sprawić, by jego fani postrzegali zbliżającą się imprezę przez pryzmat jego występu. Wbrew pozorom nie jest to tak naciągane i naiwne, jak się wydaje.
Od kilku miesięcy z przerażeniem patrzę na wydłużającą się listę nieobecnych gwiazd Eurobasketu 2009. Obecnie na L4 i innych formach zwolnienia znajdują się: Sarunas Jasikevicius, Dirk Nowitzki, Memo Okur, Chris Kaman, Jose Calderon, Andrej Kirilenko, Jr Holden, Ben Gordon, Igor Rakocević, Theo Papaloukas, Dmitris Diamantidis czy Peja Stojaković. Ostatnio do tego grona dołączył kontuzjowany gwiazdor reprezentacji Wielkiej Brytanii Luol Deng. Po okresie swoistego ping ponga między federacją hiszpańską i agentem zawodnika, wydaje się, że na udział w turnieju zdecydował się Pau Gasol. Wygląda jednak na to, że słynny filmik promujący polski turniej, zaprezentowany po raz pierwszy podczas ceremonii losowania grup, będzie musiał ulec spory modyfikacjom..
Europejska koszykówka jest bogata w talenty i wymienieni wyżej gracze zostaną z powodzeniem zastąpieni przez zawodników pokroju Rudy’ego Fernandeza, Gorana Dragicia, Ricky’ego Rubio, czy Sergio Llulla. Nie da się w krótkim czasie zapoznać kibica ze wszystkimi meandrami basketu w Europie, ale wydaje się, że to raczej wokół tych świeżych nazwisk lepiej byłoby budować wizerunek nadchodzących mistrzostw.
Może więc magnesem na widza okaże się sukces polskiej drużyny? Pytanie, co można za takowy uznać. Za wcześnie, moim zdaniem, na prognozowanie naszych szans. Polski zespół w najsilniejszym zestawieniu z Gortatem, Adamem Wójcikiem, Maciejem Lampe, Michałem Ignerskim, Szymonem Szewczykiem, Davidem Loganem i Filipem Dylewiczem nie grał jeszcze ani jednego meczu. Postawa, spójność i atmosfera, wewnątrz tej grupy jest na razie niewiadomą. Poza tym, nasz zespół dwa lata temu powrócił z dziesięcioletniego niebytu na europejską arenę. Bez obejrzenia choćby jednego oficjalnego występu tej ekipy nie sposób wiarygodnie przewidzieć jak się spisze. Poza tym liczba graczy gotowych do starć z gwiazdami Europy i świata jest mocno ograniczona i każda kontuzja czy uraz może skazać trenera Katzurina na nerwowe przeczesywanie zaplecza kadry.
Przeciw nam już w fazie grupowej staną doświadczone na arenie międzynarodowej i zgrane ekipy Litwy i Turcji oraz równie nieobliczalna jak my, Bułgaria. Ewentualny awans do drugiej fazy turnieju skazuje nas na potencjalnie wykańczający zestaw rywali, z Hiszpanią, Słowenią oraz Serbią. Tutaj każde zwycięstwo byłoby sukcesem..
Czy przejście pierwszej fazy grupowej można uznać za sukces? Na tle medali szczypiornistów, czy wicemistrzostwa świata siatkarzy, to raczej mizeria, zwłaszcza dla kibica, który nie śledzi konkretnej dyscypliny, tylko przerzuca pilotem kanały sportowe. No i wreszcie – wadą każdego niespodziewanego wyniku, jest to.. , że nikt się go nie spodziewał, a co za tym idzie – nie zauważył w porę. Dobry, wyrazisty występ na Eurobaskecie dałby koszykówce w Polsce oddech, ale jego efekty byłyby odczuwalne dopiero w przyszłości.
Co wiec robić teraz? Po pierwsze, drugie i trzecie – wałkować osobę Marcina Gortata w kontekście mistrzostw. Po czwarte – przedstawiać potencjalne gwiazdy mistrzostw. Po piąte zaś – warto byłoby przypomnieć (a w zasadzie przedstawić) szerszej publiczności historię rywalizacji o prymat na Starym Kontynencie ze szczególnym uwzględnieniem występów „biało- czerwonych”. Kilka niezłych zaliczyliśmy w przeszłości i takie postaci jak Mieczysław Łopatka, Eugeniusz Kijewski, Edward Jurkiewicz czy Bohdan Likszo zasługują na przypomnienie w okolicznościowych. wydawnictwach czy programach telewizyjnych. Po takim wprowadzeniu nadszedłby czas na przedstawienie naszej drużyny, jako spadkobierców dawnych legend. Naciągane? Trochę na pewno, ale gdy alternatywą jest klapa organizacyjna warto popuścić wodze fantazji.
1 komentarze:
Myślę, że nie wykorzystamy dobrze Eurobasketu i jeśli ludzie związani z koszykówką nie wezmę się do porządnej pracy, to będzie ona tym niezmiennym, bardzo przeciętnym poziomie...
Zapraszam do mnie :)http://naszbasket.bloog.pl/
Prześlij komentarz