piątek, 25 września 2009

Czy FIBA także będzie sprzedawać dzikie karty?

Tematyka dzikich kart na koszykarskie Mistrzostwa Świata 2010 jak i w ogóle systemów kwalifikacji do MŚ czy IO była już tutaj na blogu podejmowana. Dla przypomnienia znamy już 20 z 24 uczestników:



Pozostały do przydzielenia 4 dzikie karty, z czego maksimum 3 mogą przypaść dla jednego kontynentu. Praktycznie pewne wydawało się, że wicemistrzowie olimpijscy z Aten - Włosi - mają wielką koszykarską imprezę z głowy także latem 2010. Wszak pierwszy punkt z listy wymogów dla uzyskania dzikiej karty mówi jasno, że trzeba brać w mistrzostwach danego kontynentu. Ale jak donoszą włoskie media krajowa federacja rozważy zapłacenie do kasy FIBA 600 000 € w zamian za rozważenie kandydatury na trzecią dziką kartę. Artykuł dość słusznie uznaje za pewniaków Litwę oraz Rosję, a za rywali Włochów - Niemców i Brytyjczyków.

Sportowo Włosi w żaden sposób nie zasługują na uczestnictwo w MŚ. Swojej słabości dwukrotnie udowodnili najpierw nie awansując na EuroBasket latem 2008, gdzie byli słabsi od Bułgarii, a później w dodatkowych kwalifikacjach będąc słabszym wyraźnie od Francji, a nawet Finlandii.

Teraz okazuje się, że za pieniądze można nagiąć gruntowne zasady kwalifikacji. Zupełnie inaczej sytuacja by wyglądała, gdyby ktokolwiek wcześniej przewidział taką możliwość. Teraz specjalnie dla Włochów zmienia się zasady w trakcie gry. Dzikie karty to świetne narzędzie, ale pod warunkiem, że spoczywa w rękach mądrych ludzi...

Zresztą bardzo trafnym spostrzeżeniem jest fakt, że koszykarski mundial jako jedyny ze wszystkich co bardziej znanych posiada instytucję dzikiej karty. I to od razu w dość sporej ilości. Dla wszystkich kibiców na świecie o wiele czytelniejszy byłby zwykły dodatkowy turniej kwalifikacyjny - podobny do tego, który odbywa się przed Igrzyskami Olimpijskimi (MKOl zapewne nie pozwala na dzikie karty...). Choćby nawet ten turniej miał mieć charakterystyczny dla FIBA dziwaczny - bez odbicia w realnej sile drużyn - podział miejsc między kontynenty.

W każdym razie 3 dzikie karty dla drużyn europejskich (poza Wielką Brytanią) to dla Polski dobra wiadomość, bo powinna dać naszej reprezentacji rozstawienie w pierwszym koszyku kwalifikacji EuroBasket 2011. Co było lepiej wyjaśnione tutaj.

I tutaj "ciekawostka". FIBA od kilku dni podaje na swojej stronie błędny ranking po EuroBasket 2009, w którym nie policzono po 10 punktów dla Polski (powinniśmy być na 39. miejscu) i Macedonii, po 6 punktów dla Bułgarii i Wielkiej Brytanii. Nie wiem czy błędów nie ma więcej. W każdym razie mój mejl w tej sprawie trafił w próżnię. Jak rozumiem PZKoszowi taki stan rzeczy także w ogóle nie przeszkadza?

Pozostając przy FIBA. Tym razem FIBA Europe. Okazuje się, że wspominany przeze mnie wcześniej problem napiętego do granic możliwości terminarza EuroBasketu, wywołał duże niezadowolenie trenerów. Prostym rozwiązaniem jest dodanie trzech dni do turnieju na absolutnie minimalne, jednodniowe przerwy przed ćwierćfinałami, półfinałami i finałami. Warunek dla 13. i 14. gracza w składzie: Izraelczyk przyznał, że dołoży wszelkich starań by jak najszybciej rozszerzyć kadry zespołów do 14 zawodników, ale podkreślił, że dwóch dodatkowych musi mieć mniej niż 23 lata brzmi jak primaaprilisowy żart o PLK. Do kwietnia jednak daleko i PLK to nie jest. Co to ma dawać na poziomie reprezentacji na absolutnym końcu ławki? I co ma do tego FIBA Europe? Kompletnie nie mam pojęcia.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

nie bardzo rozumiem co jest dobrego dla naszej koszykówki w tym, że europejskie drużyny dostaną dzikie karty? Przecież przez to wolnych miejsc na litewski Eurobasket będzie coraz mniej...