Mistrzostwa Europy w koszykówce przeszły do historii. Z serwisów sportowych mainstreamowych mediów znikła zakładka „Eurobasket” a wraz z nią wszelkie ślady po wiadomościach koszykarskich. Wracamy do polskiej rzeczywistości, szarej i smutnej. Popijając piwo w knajpce na obrzeżach rynku, ostatni Mohikanie piszący o polskim baskecie pytają się nawzajem, co nam zostanie po tych mistrzostwach?
Na to pytanie można odpowiedzieć tak samo, jak przed turniejem. Został nam Marcin Gortat w NBA i reprezentacja, która jako jedyna drużyna w Polsce przyciągnęła przeciętnie zainteresowanych koszykówką Polaków do hali i przed telewizor. Co więc trzeba zrobić, by podtrzymać gasnący płomień Eurobasketu? Należy wykorzystać te nośniki reklamowe, które uchroniły nas przed blamażem, jakim byłyby puste hale podczas najważniejszej sportowej imprezy w Europie po piłkarskim Euro. Niestety występy Gortiego w Orlando obejrzą nieliczni, zaś kadra narodowa wróci do nas najwcześniej latem przyszłego roku, zaś jej skład i jakość są wbrew pozorom sporą niewiadomą. Czegoś trzeba się jednak uczepić, by nie pójść na dno.
Przede wszystkim reprezentacja musi mieć jakiś cel na najbliższe lata. Nawet niech będzie nieco na wyrost, ale publika nie kupi przecież hasła „zróbmy maleńki kroczek naprzód”. Wystarczy popatrzeć na siatkarzy, którzy musieli zdobyć mistrzostwo Europy, by się dopchać przed oblicze premiera RP. Jaki cel można wyznaczyć koszykarzom? Ano niech będzie Londyn. Skoro piłkarze będą przez trzy lata grać o pietruszkę szykując się na Euro 2012, to niech Gortat i spółka powalczą o awans na Igrzyska. Przynajmniej ambitnie.
Mówiąc zupełnie poważnie – chodzi o to, by sami zawodnicy wiedzieli, że gramy o coś ważnego. Skończyły się „polskie mistrzostwa” i trzeba szukać nowych wyzwań. Jeśli taki David Logan czy Maciej Lampe zobaczą, że naszym celem nie jest „jakiś tam awans” na litewski Eurobasket, tylko coś więcej, może nie zabraknie ich za rok „na kadrze”?
Taki cel można opakować reklamowo. Skoro Hiszpania wpadła na pomysł Ń –emanii (a u nich basket odgrywa większą rolę niż w Polsce), to my tym bardziej musimy pomyśleć o promocji. Jak by to miało wyglądać? Dzielimy najbliższe trzy lata na części i szykujemy kampanie, np. Droga na Litwę (2010), Przystanek Eurobasket (2011), Operacja – Londyn (2012). Do każdej przygotowujemy filmy reklamowe, materiały dla mediów i kibiców, konkursy, gadżety. Pokażmy, że czegoś chcemy, a nie tylko wystawiamy kadrę i niech chłopaki grają. Byle jak, byle gdzie oraz o co. Taki plan działania pomoże też zachęcić do współpracy sponsorów reprezentacji i może ich zachęcić do związania się z PzKoszem na dłużej. Czego jak czego, ale gwarancji stabilizacji finansowej nigdy dość.
Dla polskiej publiczności trzeba zapewnić stały kontakt z dobrą koszykówką. Jest to też niezbędne dla rozwoju naszej drużyny narodowej. Łącząc te kwestie - Polski Związek Koszykówki musi nadal stawać na głowie, by zapewniać mecze sparingowe z klasowymi rywalami. W przyszłym roku przydałby się jakiś turniej z udziałem zespołów uczestniczących w mundialu. Przyjazd do Polski graczy z NBA byłby fajnym przypomnieniem atmosfery Eurobasketu. Areną takiego wydarzenia mogłaby być ..Arena łódzka, bądź ten mityczny obiekt w Trójmieście, gdy wreszcie zacznie funkcjonować. Trzeba też zapewnić oprawę medialną (transmisja w tv), o co nie powinno być trudno. TVP ma transmitować przyszłoroczne mistrzostwa świata, więc powinno tej stacji zależeć na promocji „swojej” imprezy. Przyjazd Argentyny czy Brazylii byłby chyba niezłym chwytem..
Oczywiście cała akcja weźmie w łeb jeśli nie awansujemy na Eurobasket, ale wówczas też rewiduje się cele. Takie jest życie, ale nie wolno zostawiać biegu wydarzeń samy sobie, jak to miało miejsce przed wrześniowy turniejem.
Drugim nośnikiem jest oczywiście Gortat. Jego legenda, nadmuchana medialnie przed turniejem straciła trochę na mocy w wyniku zderzenia z najlepszymi centrami Europy. Mimo tego Marcin nadal jest najbardziej rozpoznawalną wizytówką naszego basketu. Wokół niego cały czas coś powinno się dziać.
Prawa do jego wizerunku mają pracodawcy z Orlando. Oni też mogą robić nam wszelkie możliwe problemy z wypuszczeniem naszego rodzynka na mecze reprezentacji w roku przyszłym i kolejnych. Jak więc ich podejść, by wilk był syty i owca cała? Mam tylko jeden pomysł. Amerykanie lubią rozmawiać z ludźmi, którzy nawet na pogrzebie zrobią interes. Zaproponujmy im umowę na „podnajem” wizerunku Marcina. Pokażmy, co już zrealizowaliśmy (występy „u Szymona”, campy koszykarskie, współpraca ze Sport.pl. Wiadomo, że trochę to niepoukładane i niespójne, ale niech ludzie z Magic wiedzą, że zapotrzebowanie na Gortata jest u nas spore. Nie mamy do zaoferowania takiego rynku, jak Chińczycy z Yao Mingiem, ale dajmy do zrozumienia, że z nami też można zarobić. Zaproponujmy wspólne eventy, wydanie jakiś linii gadżetów z Marcinem w barwach Magic oraz kadry – niech ten biznes kręci się przez cały rok -w obu krajach równocześnie.
Jeśli zachęcimy Amerykanów do wspólnych działań, trudniej im będzie odmówić Marcinowi zgody na występy z orzełkiem na piersi.
Spełnienie warunków wspomnianych na wstępie (plan dla kadry, sponsorzy) pomoże w podjęciu decyzji o grze w kadrze nie tylko Gortatowi, ale także innym koszykarzom z lig zagranicznych. Wsparcie biznesu ułatwi zabezpieczenie środków na pokrycie ubezpieczenia koszykarzy, czego nie odpuszczą nam szanujący się właściciele mocnych klubów.
Powyższe pomysły są tylko luźnym strumieniem świadomości i początkiem dyskusji. Czekam na Wasze opinie (zwłaszcza krytyczne) oraz konkurencyjne idee. Może uda się stworzyć coś w rodzaju strategii marketingowej dla PzKosza i zasypać prezesa Ludwiczuka najlepszymi propozycjami?
4 komentarze:
dobrze powiedziane! niestety dla twardogłowych prezesów wszystko gra, szkoda jednak że tylko dla nich.
Trzeba przyznać ze pomysły bardzo ciekawe.
Jednak wywnioskowałem,że występ Gortata u szymona odebrałeś jaka pozytywny? Ok.samo w sobie wystąpienie w tym programie nie było złe i może faktycznie w jakimś stopniu przyczyniło się do promowania basketu(gortata),ale sam fakt ze Gortat się zgodził na nagrywanie tego programu podczas mistrzostw wg. mnie jest karygodny.Marcin który kolegom z kadry zarzuca brak zaangażowania,profesjonalizmu robi takie rzeczy?
Anonimowy 2
Wszelkie działania wokół Gortata były robione na chybcika, póki gwiazda siedzi w Polsce. Nie pochwalam wyprawy do Szymona na dzień przed meczem z Serbią, ale sam udział był jakimś tam elementem promocyjnym.
Amerykanów z Orlando nie będzie obchodzić, czy to było dobre dla kadry, tylko czy pomogło MG zaistnieć w polskich mediach i i w tym kontekście jest ok.
a może niech PZKosz zawiesi rozgrywki reprezentacyjne? To też w sumie będzie rozwiązanie:
- rewolucyjne
- dające duży rozgłos w Polsce, Europie, na świecie
- pokazujące, jak nasi działacze dbają o zdrowie graczy, nie targając ich po całym świecie
- dające duże oszczędności, akurat na większe premie dla bossów
Tak, wiem że to, co napisałem jest głupie. Ale obawiam się, że prędzej to nastąpi, niż ktoś w związku na poważnie zajmie się promocją kadry narodowej i jej występów, choćby w sposób opisany przez Ciebie...
Prześlij komentarz