czwartek, 22 października 2009

Dobrze, że nie mieli Jaabera..

Podczas Eurobasketu cały czas ubolewałem z powodu braku tej czy innej gwiazdy, która swoją obecnością mogła jeszcze wyżej podnieść prestiż imprezy. Zasadniczo też nie powinno się cieszyć z cudzego nieszczęścia, że oto ten czy inny gracz nie zagra przeciwko naszej drużyny z powodu kontuzji. Nie mogę się jednak po raz kolejny oprzeć wrażeniu, że mieliśmy szczęście, iż w zespole Bułgarii zabrakło we wrześniu Ibrahima Jaabera.

Naturalizowany Bułgar ze Stanów Zjednoczonych jest graczem nietuzinkowym, co pokazał choćby w sparingach przeciw naszej kadrze, rozgrywanych w ubiegłym roku. Dzisiaj tylko potwierdził swoją klasę, tyle że rywali miał już znacznie lepszych.

Caja Laboral (jak wiecie, tak teraz zwie się TAU Ceramica Vitoria) straciła przed sezonem swoich najlepszych graczy obwodowych. W starciu z Jaaberem i jego Lottomatiką Rzym w grupie C Euroligi było to boleśnie widoczne. Trener Dusko Ivanović nie znalazł dzisiaj nikogo, kto mógłby zatrzymać Ibby'ego. Facet kręcił niesamowite młynki przed nosem obrońców z Vitorii, a oni byli tylko tłem jego popisów. Co ważne, reprezentant Bułgarii nie zapominał o swoich kolegach, którzy otrzymywali kapitalne podania pod sam kosz. W ten sposób wykreował się Andre Hutson, gość mniejszy o głowę od gwiazdy Caji, Tiago Splittera. Amerykanin dzięki współpracy z Jaaberem robił z Brazylijczyka wiatrak nie dając mu szans na skuteczną obronę. Trzecim bohaterem Romy był Kennedy Winston. Kompletnie niewykorzystany w Panathinaikosie odzyskał pewność siebie w stolicy Włoch. Tego wieczora trafiał jak natchniony, prowadząc swój team do kapitalnego odjazdu w 3 kwarcie.

Caja wróciła do gry w części ostatniej. Wreszcie było więcej zespołowości, którą pamiętamy z czasów, gdy na obwodzie królowali tam Pablo Prigioni i Igor Rakocević. Jednakże w krytycznym momencie trafił Winston, a Jaaber w następnej akcji przycisnął Huertasa, zabrał mu piłkę i wykończył kontrę wsadem. Lubię rozgrywających, którzy bez wysiłku kończą akcję dunkiem, a Ibby dał mi dziś taką radochę kilkakrotnie.

Bohater tej notki nie ustrzegł się dziś błędów. Rozluźnienie w czwartej kwarcie mogło drogo kosztować gospodarzy meczu. Bułgar jest jednak dobrym liderem swej ekipy. Jego zagrania przesądziły o wyniku, a podania z jego rąk dały poszaleć takim wirtuozom parkietu, jak Iacopo Giacchetti, Herve Toure, czy Angelo Gigli. Zwłaszcza podanie przez ¾ boiska do Giacchetiego dało mi poczucie, jakbym oglądał mecz z półki wyżej, czyli NBA. Rarytas, Moi Państwo.

Emocji w tym meczu nie zabrakło i dobrze, bo w trzeciej kwarcie publika zaczynała przysypiać. Tak łatwo się przyzwyczaić do prowadzenia z jakąś tam Cają Laboral?

A jak jesteśmy przy Eurolidze – świetny mecz obejrzeli kibice pod Moskwą. Debiutujące w tych rozgrywkach Chimki stoczyły pasjonujący bój z Realem Madryt (gdyńska grupa D). Pierwsza połowa dla gospodarzy – Real gra jakieś niedoróbki w ataku pozycyjny, pudłuje z czystych pozycji. Po drugiej stronie szaleją hiszpańscy rozgrywający, Carlos Cabezas i Raul Lopez. Pod koszami dzielnie walczy duet Robertas Javtokas – Timofiej Mozgow. Keith Langford, gracz z epizodami w NBA tłamsi atletyzmem Louisa Bullocka. Aż do przesady, bo w pewnym momencie sprzedaje mu solidnego łokcia, którego sędziowie nie widzą(?). Druga połowa, to powrót Realu. Świetny Darek Lavrinovic, coraz lepszy Jorge Garbajosa. Wyrównana końcówka, zablokowany Novica Velicković, pudłujący w odpowiedzi Langford – dogrywka. A w niej bohaterem zostaje Cabezas. Jego show zaczyna się jeszcze w drugiej połowie, gdy swoim sprytem utrzymuje Chimki w grze. Extr time, to jego nerwy na wodzy i trafione kluczowe rzuty z linii. Zdecydowanie ten gracz nie pojechał do Rosji na emeryturę. Kolejna dziś „jedynka”, która umiała być liderem.

I na koniec pytanie, jakbyśmy wyglądali we wrześniu, gdyby taki Ibby zaczął kręcić naszymi „jedynkami” młynki?Strach pomyśleć. Earl Rowland przy nim wyglądał jak drewienko..

PS Usłyszeć komentatora włoskiej stacji krzyczącego, że na trybunach panuje „delirio” - bezcenne

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jaaberowi baaardzo posłużył Ramadan. Luknij (nomen omen) na cyferki jakie wykręca w lidze.