wtorek, 20 października 2009

Euroliga jakiej nie było

Przed nami najlepszy w historii sezon Euroligowy. Sezon Euroligowy z najmocniejszym w historii reprezentantem Polski. Co prawda z małą liczbą Polaków, ale to już temat na inną rozmowę.

Powszechnie rozmawiamy o kryzysie. Dotknął on koszykówkę dość mocno, gdzie najbardziej to także omawiane było na tym blogu. Po Eurolidze kryzysu w ogóle nie widać. Euroliga jest mocniejsza niż przed rokiem. Są jakieś tam osłabienia, ale polegają one na tym, że CSKA z kandydata na mistrza zamieniła się w kandydata do Final4, a TAU Ceramica z pewniaka do Final4 w kandydata do Elite8. Poza tym kluczową zmianą jakościową jest nowy system kwalifikacji, który bardziej optymalnie dobiera uczestników. Mamy nowy galaktyczny Real Ettore Messiny, nowe o wiele mocniejsze Maccabi, jeszcze silniejszą Barcelonę i Olympiacos, wzmocnione Montepaschi, Panathinaikos, który utrzymał mistrzowski poziom, silne jak nigdy dwa kluby tureckie czy wciąż silne CSKA. W końcu doczekaliśmy Khimek w Eurolidze, mamy bardzo ambitne Armani Jeans Milano, podobnie możemy chyba mówić o Asseco Prokomie. Dwa ostatnie zespoły Euroligi zostały wybrane w kwalifikacjach na podstawie aktualnej formy, a nie miejsca z przydziału i to też jest bardzo ważne.

Mieliśmy już w czwartek inaugurację, ale dla mnie Euroliga tak naprawdę zacznie się dopiero w najbliższą środę. Pomysł z meczem inauguracyjnym odseparowanym od pierwszej kolejki nie jest moim zdaniem udany. Idea, żeby zaczynać sezon w hali w Tel-Avivie świetna, ale przez to obejrzeliśmy spotkanie najlepszego w grupie zespołu z najsłabszym. Zajmijmy się po kolei grupami.


GRUPA A

FC Barcelona
Montepaschi Siena
Cibona Zagrzeb
Fenerbahce Ulker Stambuł
Żalgiris Kowno
Asvel Villeurbanne


W tej grupie występuje bardzo jasny podział na pierwszą trójkę (Barca, Montepaschi, Fener-Ulker) i drugą (Cibona, Żalgiris, Asvel). Mistrz Hiszpanii i uczestnik poprzedniego Final4 jest jeszcze mocniejszy niż przed rokiem. Zatrzymanie Ricky'ego Rubio w Europie to wielkie transferowe zwycięstwo Barcelony. Pod koszem za Ersana Ilyasovę, Davida Andersena i Daniela Santiago przyszli Erazem Lorbek, Boniface N'Dong oraz Terence Morris, co mimo wszystko uznaję za plus, w szczególności jeśli ten ostatni będzie grał tak jak w Maccabi, a nie CSKA. Poza tym jeszcze solidne wzmocnienie w postaci Pete'a Mickeala z TAU. W składzie pozostali Juan Carlos Navarro, Jaka Laković, Fran Vazquez, Lubos Barton czy Gianluca Basile. Jednym słowem genialny skład z ciągłością myśli szkoleniowej Xaviego Pascuala. Z całą pewnością wielki faworyt do wygrania tytułu.

Montepaschi kontynuuje politykę stabilnego składu, który gwarantuje im dominację na krajowym podwórku i bardzo dobre występy w Eurolidze. W kwestii utrzymania składu imponuje zatrzymanie na kolejny Terrella McIntyre'a jednego z najlepszych PG w Eurolidze. A jeśli mówimy o typie rozgrywających, którzy dużo punktują, to z całą pewnością najlepszego. Zespół z Sieny stracił Rimasa Kaukenasa oraz Morrisa Finleya a zastąpił ich Davidem Hawkinsem i Nikosem Zisisem. Zmiany na plus. Nowi są renomowani, sprawdzeni we Włoszech, już doświadczeni, ale z całą pewnością wciąż głodni sukcesów. Poza tym pozostałe doskonale nam znane nazwiska: Ksistof Lavrinović, Henry Domercant, Romain Sato, Shaun Stonerook czy Benjamin Eze.

Do Fenerbahce z NBA powrócił Willie Solomon, który wraz z naszym znajomym Lynnem Greerem stworzy niesamowicie groźny duet combo-guardów. Z NBA powrócił także Tarence Kinsey, Gordan Giricek będzie mógł w końcu pokazać pełnię swoich możliwości, po tym jak przed rokiem przeszkadzały mu kontuzje. Emir Preldzić to rozwojowy zawodnik. Na obwodzie będą im pomagać jeszcze świetny defensor Omer Onan oraz niezwykle doświadczony 39-letni Damir Mrsić. Pod koszem bardzo wyrównana obsada: pół reprezentacji Turcji (Asik, Savas, Erden) oraz wciąż doskonały Mirsad Turckan.

W pozostałej trójce walka o ostatnie miejsce w TOP16 będzie bardzo zażarta. Stawiam na Cibonę Zagrzeb z trenerem Velimirem Perasoviciem. Z Marko Tomasem, Jamontem Gordonem, Antonio Gravesem, Daliborem Bagariciem, Marko Roziciem czy Luksą Andriciem. Oczywiście Cibona nie będzie tak mocna jak rok temu, ale rywale nie powalają na kolana. Żalgiris ma niezłą pierwszą piątkę: Mantas Kalnietis, Marcus Brown wracający z wypożyczenia do Maccabi, Dainius Selenga, Travis Watson, Mirza Begić, ale poza tym jest już słabiej. Brown jest co raz starszy, ani Selenga, Watson i Begić to nie wielcy gracze, a Kalnietis jeśli chodzi o rozegranie to na Euroligę trochę mało. Przechodząc do Asvelu. Curtis Borchardt i Mindaugas Lukauskis to ciekawe transfery, ale Kristjan Kangur czy Bobby Dixon to zupełnie zieloni na tym poziomie gracze. Wszystko to wsparte solidnymi Francuzami. Największa bolączka to Bobby Dixon, który rzadko podaje, dużo rzuca, raczej nieskutecznie i po prostu do Euroligi nie dorósł.


GRUPA B

Olympiacos Pireus
Partizan Belgrad
Unicaja Malaga
Efes Pilsen Stambuł
Lietuvos Rytas Wilno
Entente Orleanaise


W tej grupie jedno jest jasne. Jest wielki faworyt Olympiacos, a później to nic nie wiadomo. Co do zespołu z Pireusu. W najbogatszym klubie Europy pozostali Josh Childress oraz Theo Papaloukas, czyli dwie największe gwiazdy zespołu. Na tego pierwszego przed rokiem patrzyła cała Europa - czy bardzo solidny gracz z NBA stanie się w Europie gwiazdą. Childress odniósł jednak kontuzję i na oceny trzeba poczekać do tego sezonu. Z zespołu odszedł Lynn Greer, którego kontrakt był pozostałością po Pinim Gershonie, który bardzo cenił tego gracza. Taką samą pozostałością jest Milos Teodosić. Wielki serbski talent na PG, gwiazda ostatniego EuroBasketu miała w Grecji bardzo obiecujące początki właśnie u Gershona z Greerem, Marciem Jacksonem i Qyntelem Woodsem w składzie. Później było gorzej, przyszedł Giannakis i Milos zaczął wypadać po prostu blado. Właśnie dlatego na mistrzostwach w Polsce był jakimś tam zaskoczeniem i jego talent został odkryty na nowo. Co prawda pojawiał się w pierwszej piątce, ale jak wiadomo u Giannakisa pierwsza piątka bywa jak głęboka ławka... Była mowa o wypożyczeniu Serba. Nie doszło to do skutku i moim zdaniem ze szkodą dla niego. W zespole pozostał także Yotam Halperin, który ostatni sezon w Grecji przeszedł sobie niezauważony.

Olympiacos zrobił kilka większych transferów. Udało się ściągnąć Linasa Kleizę, który najprawdopodobniej będzie większość czasu spędzał na PF, co potwierdzałoby dość łatwe oddanie Printezisa do Malagi (a jako Grek w kontekście limitów był dla Oly ważny). Z NBA przywędrował Von Wafer oraz dość niespodziewanie ze średniego klubu ligi ukraińskiej Patrick Beverly. 21-letni amerykański gracz w NCAA spędził tylko dwa lata, aby trafić do Dnipro i zostać wybranym w tegorocznym drafcie przez LA Lakers. To najprawdopodobniej perspektywa ściągnięcia tego dobrze zapowiadającego się zawodnika skłoniła Olympiacos do nerwowych ruchów w sprawie zakontraktowanego wcześniej Thomasa Kelatiego. Od najbliższego sezonu w lidze greckiej będzie mogło występować trzech, a nie jak wcześniej dwóch graczy spoza Europy. Kelati byłby czwartym i zaczęto mu udowadniać, że jego zdrowie nie pozwala mu na profesjonalne uprawianie sportu. Lakersi mają chyba inne zdanie na ten temat...

Pod koszem poza ogromną jakościową zmianą Kleizy na Printezisa wszystko pozostaje po staremu. Świetny Ioannis Bourousis, wciąż liczący się, ale jednak wrak dawnego mistrza Euroligi z Maccabi, zdobywcy jednych dwóch triple-double w historii Euroligi - Nikoli Vujcicia, no i Sofoklis Schortsianitis. Jeśli chodzi o Big Sofo, to jednak nie wszystko po staremu. Przed EuroBasketem wyraźnie schudł i zaczął w końcu grać dużo w reprezentacji. To może być od lat wyczekiwany sezon Sofoklesa.

Drugim teoretycznie najmocniejszym zespołem w grupie jest Efes Pilsen. Do bardzo solidnej już przed rokiem ekipy dodano dwie wielkie gwiazdy: Igora Rakocevicia oraz Bostjana Nachbara. Doszedł także Daniel Santiago z Barcelony. W składzie pozostali sami uznani i doświadczeni w Europie zawodnicy tacy jak: Mario Kasun, Kerem Tunceri, Charles Smith, Bootsy Thornton, Preston Shumpert, Kaya Peker czy Ender Arslan. Kerem Gonlum jest zawieszony po teście antydopingowym, więc klub postanowił ściągnął Ermala Kuqo, który spędził wiele lat w tym tureckim klubie.

Dalej jest przeciętniejąca Unicaja Malaga. Sporo bardzo solidnych na poziom Euroligowy nazwisk: Omar Cook, Pooh Jeter, Taquan Dean, Berni Rodriguez, Jiri Welsch, Carlos Jimenez, Georgios Printezis, Joel Freeland, Robert Archibald. Gwiazd brakuje. Straty Marcusa Haislipa, Thomasa Kelatiego, Boniface'a N'Donga czy Carlosa Cabezasa nie zostały pokryte. Nie wspominając o nawiązywaniu do Unicajy Malaga Sergio Scariolo, Jorge Garbajosy, Waltera Hermanna, Pepe Sancheza, Daniela Santiago czy Frana Vazqueza, która była czołowym klubem Euroligi.

Partizan Belgrad - znana wszystkim wylęgarnia talentów (Peković, Perović, Velicković, Tepić, Tripković) doznała tego lata ogromnych osłabień. Odeszli Velicković, Tepić, Tripković i Lasme. Nie udał się powrót Milta Palacio, który miał już podpisany kontrakt, ale ostatecznie w Belgradzie nie został. Wyrokować o sile Partizana jest niezwykle ciężko. Rok temu serbski zespół stracił cały swój trzon: Pekovicia, Palacio i Kecmana. Wydawało się, że nie będzie się liczył. Tymczasem młodzi gracze głównie serbscy i czarnogórscy rozegrali doskonały sezon i zatrzymali się na CSKA dopiero w ćwierćfinale Euroligi. Co tym razem wyczaruje trener Dusko Vujosević? Predrag Danilović zapewnia że zespół mają wzmocnić jeszcze dwaj gracze. W miejsce Palacio przyszedł Lester "Bo" McCalebb z tureckiego Mersin. Na ten moment na liderów zespołu zapowiadają powracający z Panathinaikosu Dusan Kecman, Aleksandar Rasić, Aleks Marić, czeski talent Jan Vesely oraz wspomniany Amerykanin.

Lietuvos Rytas Wilno to bardzo podobny do Partizana zespół. Co roku doznają sporych osłabień, ale co roku odnoszą świetne wyniki. Nie bez znaczenia jest tutaj kryzys, który Litwę dotknął szczególnie dotkliwie. Lietuvos Rytas był ofiarą starego systemu kwalifikacji do Euroligi, w którym Litwie przysługiwało jedno miejsce, ale jednocześnie Żalgiris Kowno miał kontrakt, który mu to miejsce gwarantował. Efekt jest tego taki, że obecny sezon będzie szóstym z rzędu, w którym Lietuvos Rytas gra w Eurolidze, albo uzyskuje do niej awans poprzez ULEB Cup/EuroCup, które to rozgrywki w ostatnich latach dwukrotnie wygrał, a raz był finalistą. Dwa lata temu Rytas był rewelacją Euroligi z Eidsonem, Petravicusem, Pricem, Nielsenem, Bajramoviciem czy Lukauskisem w składzie. W ostatnim sezonie jeszcze z Lukauskisem i dwoma filarami w osobach Chucka Eidsona i Marijonasa Petravicusa pod wodzą Rimasa Kurtinaitisa zdobyli wszystko co tylko mogli zdobyć. Mistrzostwo Litwy, Puchar Litwy, Mistrzostwo Ligi Bałtyckiej oraz EuroCup. Latem stracili trzech najlepszych graczy. Kurtinaitis zbudował zespół, w którym najstarszy zawodnik ma 27 lat. Skład oparty jest na Litwinach (Jomantas, Babrauskas, Gecevicius, Zavackas, Sinica) oraz solidnych i utalentowanych obcokrajowcach (Milko Bjelica, Bojan Popović, Dejan Borovnjak czy Aron Baynes). Na co stać Litwinów? Podobnie jak w przypadku Partizana ciężko wyrokować.

Orleans to niespodziewany pogromca Bennetonu Treviso z kwalifikacji. I choć sława nazwy włoskiego klubu trochę przerasta jego obecne możliwości, pokonanie Włochów powinno budzić podziw. Benneton przegrał głównie przez próby przywrócenia Davora Kusa na pozycję rozgrywającego. Postawienie na Daniela Hacketa okazało się spóźnione. Dla Francuzów sam awans to z całą pewnością wielki sukces. A poza tym, że ich liderami są: 36-letni Laurent Sciarra, Cedrick Banks oraz Austin Nichols niewiele da się powiedzieć.


GRUPA C

Maccabi Tel-Aviv
CSKA Moskwa
Caja Laboral Vitoria
Lottomatica Roma
Maroussi Ateny
Olimpija Ljubljana


W tej grupie możemy wydzielić czołową dwójkę (Maccabi, CSKA), trójkę walczącą o pozostałe dwa miejsca walczące o awans do TOP16 oraz Olimpiję Ljbubljana raczej skazaną na ostatnie miejsce w grupie. Maccabi zbudowało skład na powrót do Final4 i z całą pewnością myśli o tytule. Piniemu Gershonowi udało się ściągnąć graczy, których chciał mieć w swoim zespole od dłuższego czasu. Mowa tutaj o Chucku Eidsonie, Andrew Wiśniewskim czy Maćku Lampe. Udało się ściągnąć Alana Andersona, który na początku sezonu jest w wybuchowej formie. Podobnie zresztą jak Wiśniewski. Pod kosz przyszedł Lasme z rewelacyjnego Partizana, Doron Perkins z rodzimej ligi na PG. W składzie pozostał także D'or Fischer - center, który był odkryciem poprzedniego sezonu. I w tej wymienionej przez mnie siódemce graczy zamyka się główna rotacja Maccabi, co może być później problemem, biorąc pod uwagę mocarstwowe plany tego klubu. Poza tym w składzie pozostają David Blutenthal, solidny Yaniv Green, młodzi Guy Pnini, Gal Mekel oraz człowiek, który jest, bo być musi - Derick Sharp. Zespół jak to zwykle u Piniego Gershona jest zorientowany bardzo ofensywnie i większość gry jesy skupiona w rękach trzech świetnych zawodników obwodowych (Wiśniewski, Anderson, Eidson). Nie jest to świetna wiadomość dla Maćka, czy Fischera, który nie ma szans na powtórzenie statystyk sprzed roku. Natomiast D'or wraz z Lasme będą wykonywali doskonałą robotę w defensywie i na zbiórkach. Maccabi osiągnie w tym roku naprawdę wiele choć konkurencja potężna - Barca, Real, PAO, Oly, CSKA, Turcy, Montepaschi...

CSKA. Najstarsi górale nie pamiętają, żeby Armiejcy nie mieli mistrzostwa Rosji i nie uczestniczyli w Final4. Ostatnie cztery lata w finale pod wodzą Ettore Messiny. Dwa triumfy nad Maccabi, dwie bolesne porażki z Panathinaikosem Zeljko Obradovicia. Po tłustych latach nastąpił mały kryzys - jeśli kryzysem można nazwać posiadanie budżetu na kilkadziesiąt milionów €... Trochę wypalony Messina poszedł po nowe wyzwania do Realu. Odeszli Lorbek, Zisis i Morris. Przyszli niepowalający z nóg Rosjanie oraz Ivan Radenović, który także graczem pokroju Euroligi nie był. Na domiar złego kontuzji pleców doznał Matjaz Smodis i wykluczy go ona z gry na 4 miesiące. Pomijając, że kontuzje z poprzedniego sezonu i tak już zniszczyły starego, genialnego Smodisa. Z czym zostało CSKA? Na obwodzie choć starzejące się, to wciąż wielkie gwiazdy: Ramunas Siskauskas, Trajan Langdon, JR Holden i Zoran Planinić (ten akurat jeszcze się nie starzeje). Do wsparcia Anton Ponkrashov i Victor Keiru, który swoimi tragicznymi zagraniami Messinę doprowadzał do szewskiej pasji... Pod koszem jak na CSKA mizeria: Khryapa, Radenović, kompletny przęciętniak Sokolov oraz młodzi Kaun, Voroncevich i Kurbanov. Prowadzenie CSKA powierzono wieloletniemu asystentowi Messiny, który w ostatnim sezonie samodzielnie prowadził Spartak St. Petersburg - Evegnijowi Pashutinowi. Przed sezonem ciekawe było jedno pytanie czy będzie eksploatował do maksimum gwiazdy grając wąskim składem, czy może będzie stawiał bardziej na Rosjan? Sparingi dość jasno pokazały, że zwycięża ta pierwsza opcja: Holden, Langdon, Siskauskas grają po 30-35 minut. Sam Pashutin w wywiadzie podkreślał, że trenowanie CSKA niezależnie od możliwości wiąże się z presją na bycie tylko najlepszym zarówno w lidze jak i Eurolidze.

Caja Laboral - czyli dawne TAU - jak to już nakazuje tradycja zostało poważnie osłabione tego lata. Ze składu ubyły wieloletnie podpory takie jak Pablo Prigoni, Igor Rakocević czy Sergi Vidal. Odeszli również Will McDonald i Pete Mickeal. Sukcesy tego lata to zatrzymanie Tiago Splittera, ściągnięcie Liora Elyahu oraz Waltera Hermanna, który pierwsze dwa miesiące sezonu straci przez kontuzję. Poza tym na obwód ściągnięto sprawdzonych w niższych klubach ACB Marcelinho Huertasa, Carla Englisha oraz Brada Olesona. Jest także utalentowany PAU Ribas. Dwumiesięczny kontrakt podpisał Chris Lofton. W każdym razie jeśli pod koszem Splitter, Barac i Teletović to europejska czołówka, na obwodzie jest już wyraźnie słabiej. Caja powinna grać o trzecie miejsce w grupie.

Co do pozostałych trzech zespołów w grupie. Lottomatica straciła GM-a Dejana Bodirogę i cały zeszłoroczny zaciąg w osobach: Primoza Brezca, Saniego Becirovicia i Brandona Jenningsa. Z kluczowych graczy zostali Jaaber i Hutson. Doszli Kennedy Winston, który po dobrej grze w Panioniosie zaliczył kilka liczących się klubów, ale niczego tam nie pokazywał. Do tego jeszcze Ricky Minnard oraz młody włoski strzelec Luca Vitali. Solidnie - nic poza tym. Podobnie można mówić o drugim zespole z kwalifikacji - Maroussi z Pelekanosem, Keysem, starszym z braci Calathesów, Homanem, Kendallem czy Arigbabu. Olimpija Ljubljana już tradycyjnie ma słaby skład, w którym próbuje promować talenty. Szkoda, że w takiej sytuacji nie ma tam zbyt wiele miejsca dla Pawła Kikowskiego. Najwięcej napsuł tutaj dość niespodziewany transfer Saniego Becirovicia. Ekipa z Sanim, Ilievskim, Walshem, Slokarem, Vidmarem, Baviciciem, Ozboltem czy Klobucarem niczego wielkiego nie pokaże.


GRUPA D

Panathinaikos Ateny
Real Madrid
Armani Jeans Milano
Asseco Prokom Gdynia
Khimki Moskwa
EWE Baskets Oldenburg


To oczywiście najsilniejsza grupa w całej Eurolidze. Obrońca tytułu oraz nowy Real Madryt będą nadawały ton w tej grupie. Pozostałe 4 zespoły stoczą wyrównany bój o awans. Panathinaikosu nie trzeba nikomu przedstawiać. Zmian latem było bardzo mało. Odeszli Kecman, Hatzivrettas i Sakota, czyli mało liczący się zawodnicy. Karierę skończył słynny Fragiskos Alvertis, ale on w sensie sportowym poza zespołem był już wcześniej. Zespół wzmocnili młodzi: Milenko Tepić oraz Nick Calathes - obaj świetnie nam znani z ostatniego EuroBasketu. Zespół zmaga się z kontuzjami. Na dwa miesiące wyeliminowany jest Kostas Tsartsaris, kontuzjowany jest Mike Batiste, Sarunas Jasikevicius dochodzi do siebie po artroskopii. Z tego względu na swoje minuty będą liczyć Shermadini, Bogris czy Verginis. Oczywisty kandydat do tytułu, na którym ciążyć będzie ogromna presja kibiców oraz rywali.

Nowy Real Madryt Ettore Messiny. W końcu coś się nam ruszyło w skostniałym trochę układzie sił w europejskim klubowym baskecie. Po wielu latach przeciętnych jak na tak słynny klub próbuje powrócić do czasów triumfów Drazena Petrovicia czy Arvydasa Sabonisa. A wszystko za sprawą powracającego do sterów klubu Florentino Pereza, który stwierdził, że w koszykówce także można sypnąć groszem. Wydawanie takich pieniędzy wcale nie było łatwe. Liczba zawodników wartych kontraktów, na które może sobie pozwolić Real, jest ograniczona i w większości są oni dobrze opłacani w innych zespołach, które na szczycie są od dawna, a Real przecież dopiero próbuje się tam wspiąć. Nie udało się ściągnąć między innymi Sarunasa Jasikeviciusa, Ricky'ego Rubio czy Wally'ego Szczerbiaka. Początek Messiny w Madrycie jest zupełnie inny niż w Moskwie. Tam zrezygnował z pięciu graczy (Browna, Grangera, Dikoudisa, Muurseppa, Khryapy), ściągnął trzech (Smodisa, Langdona, Vanterpoola) i dość wąską głównie ośmioosobową rotacją już w pierwszym sezonie osiągnął wielki sukces. Real natomiast przeszedł potężne przemeblowanie. Zostali w zasadzie Reyes, Bullock, Llull i Van Den Spiegel. Axela Hervella Real próbuje się pozbyć (być może do CSKA). Podobna sytuacja ma się z Jeremiah Masseyem, który nawet nie trenuje z pierwszym zespołem tylko z rezerwami. Tutaj możliwym rozwiązaniem jest powrót do Arisu. Lista przybyłych zawodników jest naprawdę imponująca: Rimas Kaukenas, Travis Hansen, Pablo Prigioni, Jorge Garbajosa, Darjus Lavrinović, Novica Velicković, Sergi Vidal, Vladimir Dasić. Bardzo szeroki skład, bez jednej wybijającej się gwiazdy, z doświadczonymi klasowymi graczami i jugosławiańskimi talentami. Mankamenty widać po nieudanych próbach transferów na PG. Prigoni to liczący się gracz, ale nie taki jakiego można było się spodziewać w klubie z takimi ambicjami. Klarownego dobrego rezerwowego na tej pozycji także nie widać. Jorge Garbajosa po kontuzji w Toronto Raptors, to ułamek dawnego gracza. Czołowi trenerzy w Europie wciąż jednak coś w nim widzą. Ja nie wiem za bardzo co. Realu nie omijają również kontuzje (Reyes, Van Den Spiegel). Największym wyzwaniem pozostaje poskładanie do kupy zespołu, który ma aż ośmiu nowych zawodników, a wyniki musi mieć już na dziś.

Pora przejść do Asseco Prokomu. Po losowaniu awans wydawał się czymś bardzo ciężkim do osiągnięcia. I nadal takim będzie tylko, że na poczynania polskiego jedynaka w Eurolidze po zakończeniu sezonu transferowego można patrzeć z o wiele większym optymizmem. Przede wszystkim po losowaniu pozostanie Qyntela Woodsa w ogóle nie było oczywiste. Stała się rzecz niesamowita - Qyntel został. Pytanie co on tutaj jeszcze robi jest wciąż aktualne, ale to nie nasz problem. Cała siła Prokomu wynika ze stabilnego składu, który gra ze sobą już od roku i wiosną zdobył mistrzostwo Polski. W stosunku do sezonu zasadniczego ostatniego sezonu mamy zmiany: Koko Archibong -> Qyntel Woods, Pat Burke -> Pape Sow, Filip Dylewicz -> Jan Jagla, Aleksej Nesović -> Tyrone Brazelton, które w sposób oczywisty działają na plus Asseco. Moim zdaniem to najlepszy polski zespół jaki grał w Eurolidze. Kluczowe spotkanie z Oldenburgiem już w pierwszej kolejce.

Khimki Moskwa przed rokiem robiło szalone zakupy chwilę przed kryzysem. Słono opłacało Carlosa Delfino, Jorge Garbajosę, Maćka Lampe, Milta Palacio czy Jerome'a Moiso. Teraz klub musiał trochę spuścić z tonu, co nie znaczy, że nie ma renomowanych w Europie graczy. Nie mniej jednak rotacja drużyny Sergio Scariolo nie będzie zbyt szeroka i poza ósemkę graczy - Lopez, Cabezas, Langford, Fridzon, McCarty, Jankunas, Javtokas, Mozgov - raczej nie będzie wychodzić. Z czwórki walczącej o awans Khimki to najgroźniejszy rywal Asseco Prokomu.

Dalej jest klub z Milanu z trenerem Pierro Bucchim i pieniędzmi od Armaniego. Po TOP16 przed rokiem apetyty są dużo większe. Nazwiska takie jak Acker, Petravicius, Maciulis, Finley, Bulleri, Mordente czy Hall czynią ten zespół bardzo silnym, ale nie jest to rywal nie do przeskoczenia dla gdynian.

Pozostaje jeszcze teoretycznie najsłabszy mistrz Niemiec - EWE Baskets Oldenburg. Jason Gardner, Ruben Boumtje-Boumtje, Je'Kel Foster i inni solidni. Kogo jak kogo ale takich rywali Prokom musi ogrywać - inaczej ciężko będzie mówić o awansie.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mickael to rzeźnik a nie jakieś tam "solidne wzmocnienie".