piątek, 30 października 2009

Euroliga: Nowe CSKA i stary Prokom

Nie jest łatwo spowodować, by coś co jest dobre trwało jak najdłużej i jeszcze się rozwijało. W Moskwie udawało się to całkiem nieźle. Władze CSKA zbudowały zespół, który od 7 lat nieprzerwanie gościł w turnieju Final Four Euroligi i dwukrotnie go wygrał. O dominacji w lidze krajowej nie trzeba nawet przypominać. Od roku jednak coś się zaczęło psuć i pytanie, czy to już początek końca wielkiej drużyny, czy etap budowy nowej jakości?

Po drugim w ostatnich latach triumfie w Europie (2008) widać już było lekkie zmęczenie materiału. Negocjacje nad przedłużeniem umów z najważniejszymi postaciami ekipy Armii Czerwonej były na tyle trudne, że jakieś pogłoski przedostawały się do mediów. I tak David Andersen chciał zmienić klimat na cieplejszy, trenera Ettore Messinę kusił dążący do galaktyczności także w koszykówce Real Madryt. Tenże klub pracował równolegle nad wyłuskaniem jak największej liczby Armiejców, tak by Messina miał kilku sprawdzonych ludzi wokół siebie. Wtedy sztuka jeszcze się nie udała – stolicę Rosji opuścił jedynie Andersen (i to nie do Madrytu skierował swoje kroki lecz do Barcelony), zaś na Messinę władze Królewskich musiały poczekać jeszcze rok. Inni gracze, których wówczas podchodzono – JR Holden czy Matjaz Smodis zostali na Wschodzie po dziś dzień. Nie zmienia to faktu, że monolit został dość mocno nadkruszony. Mało tego następca Andersena – Erazem Lorbek latem tego roku zamienił Moskwę na Barcelonę, a więc poszedł śladami Australijczyka. Czyli za rok - kierunek Houston, jak sądzę?

Wracając do Rosjan. CSKA to pod wodzą Messiny było takie europejskie San Antonio Spurs. Weterani ustawieni w nieubłaganym i niezmiennym schemacie. Do tego żelazna zasada równowagi między atakiem i obroną oraz formacjami podkoszowymi i obwodowymi – wzorcowe cechy zwycięskich drużyn. Młodzi gracze mieli tam pod górkę, bo nie było czasu na wprowadzanie ich do bardzo dojrzałego taktycznie systemu. W budowie drużyny ważna była ciągłość, a więc minimum zmian, jedynie uzupełnienia ubytków i wymiana jednego – dwóch słabszych ogniw. Teraz ten porządek już nie istnieje. Zmniejszony budżet, odejście Messiny i Lorbeka oraz postawienie na młodszych Rosjan oraz na obwód, to główne cechy „nowej Armii”. Jak się prezentują w praniu?

Początek bieżących rozgrywek łatwy nie jest. Najpierw ciężki bój z Maroussi Ateny, zakończony celną „trójką” Wiktora Hriapy. Wtedy jeszcze się udało uciec spod noża. Przedwczoraj już nie – we własnej hali wicemistrzowie Euroligi polegli z rąk Lottomatiki Rzym.

Włosi mają całkiem ciekawą ekipę, a o jej liderze, Ibrahimie Jaaberze pisałem tydzień temu. Moskwianie zdołali zatrzymać Amerykanina z bułgarskim paszportem na ledwie 11 punktach, ale nie uchronili się przed porażką. Tym razem to goście byli bardziej zbilansowani. Pod koszami radzili sobie Andre Hutson i Andrea Crossariol, zaś z dystansu atakował Kennedy Winston wraz z Jaaberem, Zespół Jewgienija Paszutina odpowiadał grą „niskich”, spośród których na lidera wysforował się Zoran Planinić, słynący raczej z podań, niż zdobywania punktów. Zabrakło kontuzjowanego Trajana Langdona i miało to swoje znaczenie dla wyniku meczu. Sporo jednak szkodzi w Moskwie zmiana stylu, wymuszona finansami i odejściem wspomnianych już koszykarzy. Lorbek, czy Andersen potrafili punktować z niemal każdej pozycji, świetnie grali jeden na jeden, a dzięki dobremu przeglądowi pola gry, umieli wyszukać wolnych kolegów na obwodzie. Ich następcy bardzo się starają, ale mogą najwyżej wykończyć dobre podania w pole trzech sekund. Aż tyle i tylko tyle. To zubaża grę zespołu i przerzuca ciężar zdobywania punktów na weteranów z pozycji 1 -3. Jak mają dzień, będą wygrywać mecze, ale jeśli nie – pojawią się problemy. A nawet już są..

Co będzie dalej w Moskwie? To zależy od cen surowców naturalnych i kondycji ich rosyjskich dostawców, bo takich sponsorów ma CSKA. Warsztatu nowego trenera na razie nie oceniam, ale w porównaniu z Messiną na pewno zmiana jest spora. Zwłaszcza w podejściu do graczy, bo inaczej rozmawia z nimi europejski człowiek sukcesu, a inaczej debiutant na międzynarodowej arenie. Nowi gracze pod koszem bardzo by się przydali, bo wobec kontuzji Smodisa pole manewru jest ograniczone. Bardziej realna opcja to praca nad tymi, którzy już są w zespole i próba wykorzystania słabości konkurentów. W końcu nie tylko w Rosji budżety maleją w dobie kryzysu finansowego..

Chcielibyśmy jednak mieć takie problemy w Polsce. Nasz dominator dostaje baty w Europie i nie widać szans na pozytywne zmiany. Potencjał obwodu marnuje się przez brak klasowej „jedynki” i solidnego centra. Dość powiedzieć, że już w drugim ważnym meczu rozgrywającym Asseco Prokomu musiał być Qyntel Woods, facet od punktowania i wygrywania meczów. I to nie przez chwilkę, tylko sporą część meczu. Z Realem Ettorego Messiny taka improwizacja nie mogła przejść. Nie chodzi nawet o samą porażkę, ale o styl. A właściwie o jego brak. Pomysłów w obronie (podwojenia i pułapki na środku boiska) starczyło na kilka pierwszych minut. Nie może być tak, że zespół poddaje się w momencie, gdy mecz dopiero się rozkręca. W rezultacie za tydzień, staropolskim zwyczajem przychodzi dla mistrzów Polski mecz o wszystko z zaskakująco mocnym Armani Jeans Mediolan. A potem mecze o honor?

0 komentarze: