sobota, 21 listopada 2009

MVP - recenzja

Kilkanaście dni temu miał miejsce debiut miesięcznika MVP. Wydarzenie z całą pewnością bardzo interesujące. Mnie w każdym razie nie zainteresowało na tyle, żeby robić specjalnie dodatkowe setki metrów po mieście w poszukiwaniu tegoż magazynu. Po kioskach nabiegałem się za młodu, a teraz jestem zdecydowanie leniwym człowiekiem internetu. We wtorek jednak na placu Kościuszki mój wzrok padł na salon Ruchu, no i od razu mi się MVP przypomniało. Dla tych których to interesuje (bo czytałem trochę relacji z bezskutecznych polowań na MVP) były jeszcze dwa egzemplarze. I tak numer wszedł w moje posiadanie. Ale do rzeczy. Co najważniejsze - uważam, że wszelkie kluczowe założenia co do formuły magazynu są jak najbardziej słuszne.

Po pierwsze. Magazyn nie ma parcia na wszechstronną tematykę ogólnokoszykarską i zadowolenie dokładnie każdego fana basketu. Jest o NBA i tyle. Nie ma Polski, Europy, streetballa, drugiej ligi rumuńskiej i czego by tam jeszcze nie dało się wymyślić. Target jest konkretny. Ma konkretną zawartość na temat, który go interesuje. Redakcja nie ma problemu, jak znaleźć ludzi znających się na każdym sektorze koszykówki. Nie ma problemu, czy ci ludzie dadzą radę pisać regularnie i na poziomie na dany temat.

Nie ma sensu zalewać tak ładnego magazynu bagnem z rodzimego podwórka. I to zarówno w sensie metaforycznym jak i dosłownym - chodzi o zupełnie inną dostępność zdjęć dobrej jakości. Dwie strony o EuroBaskecie dość krótkie i rozczarowujące. Lepiej więcej albo wcale. Choć tematy euroligowe można by przemycać pod pretekstem śledzenia postępów NBA prospectów.

Po drugie. Miesięcznik i odpuszczenie sobie bieżących informacji to jedyny słuszny w tym przypadku kierunek. Tygodnik zawsze przegra z informacjami w sieci, miesięcznik może oferować po prostu coś innego niż internet. W tym drugim przypadku, a w szczególności mówiąc konkretnie o pierwszym numerze, nie ma to większego znaczenia, czy teksty czyta się w dniu wydania, tydzień czy dwa później - duża zaleta.

Po trzecie. Bardzo dobry papier, zdjęcia wysokiej jakości, ładny zapach, niewysoki nakład. Całkiem elitarny wizerunek trafiający do dość wąskiej grupy odbiorców. Pozostaje pytanie czy ci odbiorcy i ta cena udźwigną magazyn. Biorąc pod uwagę, że to miesięcznik wydaje mi się, że w kwestii ceny jest tu jeszcze pole do pójścia w górę. Problemem może być tylko psychologiczna bariera 10 PLN. Ale na 9,90 czy 9,99 można spokojnie iść już od grudnia.

Wracając jeszcze do kwestii graficznych. Całe MVP nie zawiera ani jednej przenikającej się ze zdjęciami czcionki, co uznaję za ogromny plus. Mając w pamięci parmanentne problemy z tym (nie wiem czy wciąż aktualne) tygodnika Basket. Oczywiście jest to okupione czasami "kwadratowością" np. tła dla tytułu zachodzącego na zdjęcie. Ale w żaden sposób to nie przeszkadza. I ja osobiście cieszę się, że okres w projektowaniu stron internetowych i składaniu magazynów, w którym autorzy przede wszystkim chwalili się ogromem możliwości technicznych, zamiast stawiać na przejrzystość - jest już za nami.

W pozytywnym graficznym odbiorze, a także ogólnym duży udział w przypadku pierwszego numeru ma kompletny brak reklam. Co oczywiście powinno się zmienić i zobaczymy jak to będzie wyglądało w przyszłości. Kończąc ten wątek - mała uwaga. Gdyby to ode mnie zależało, w ogóle nie byłoby tekstów białą czcionką na czarnym tle. Czarne na białym zawsze lepiej się czyta.

To by było na tyle w temacie głównych założeń. Przechodząc już do samej zawartości. Co do poziomu merytorycznego nie mam żadnych zastrzeżeń. Bo właściwie nie mogę mieć dość luźno NBA się interesując. Przede wszystkim dobrze się to czyta, a to po przecież klucz do sukcesu słowa pisanego. Nadmiaru fajerwerków nie ma, ale wynika to w dużej mierze z tematyki podsumowująco-zapowiadającej pierwszego numeru. Zdaje sobie sprawę, że miejsca na wplecenie dogłębnych i błyskotliwych analiz przy opisywaniu sytuacji 30 zespołów, transferów 30 zespołów i draftu 30 zespołów - może po prostu nie być. Liczę na to, że będę w kolejnych numerach pozytywnie zaskakiwany.

W zakresie tekstów na celownik idzie tylko pan Hirek Wrona. Tekst 1. Ja myślę, że wszyscy się cieszymy, że Hirek kiedyś grał w basket, miał trenerów, lubi NBA, tylko tak przechodząc do rzeczy - co z tego? Tekst 2. Nie do końca wiem o czym to jest, co autor chciał powiedzieć i czy przypadkiem nie sprzedał nam wszystkim dokładnie znanych banałów. I co ma tytuł do tekstu? Nie rozumiem pomysłu na Hirka w MVP. Może później zrozumiem.

Tematyka. Oldschool to będzie chyba moja ulubiona rubryka. Czasy kolesi biegających w krótkich gadkach to dobra odskocznia dla czasów napakowanych pozerów i koszykarzy, którzy dzięki postępowi w medycynie i innych dziedzinach, są co raz odleglejsi od zwykłych ludzi. I bardzo dobrze się stało, że jedyne zdjęcie, które zajęło całą stronę to właśnie klimatyczna fota Magika i Larry'ego. Szkoda tylko, że autor zamachnął się od razu na całą dekadę - w tym tempie oldschool może się szybko wyczerpać.

Pozostałe teksty, które przypadły mi do gustu to Kwiatkowski o Rondo, Michałowicz o Jazz i Cegliński o Wolves. Godne polecenia i o czymś. Bo tak jak już wcześniej wspominałem te podsumowująco-zapowiadające muszą być o wszystkim, czyli jednak o niczym. Co nie zmienia faktu, że w tej formule solidne. I poniekąd nieodzowne.

Zmierzając do końca czepię się dwóch szczegółów, o których wiem, że dostrzegli je także inni. Wiem co to jest magazyn koszykarski, wiem co to basketball magazine, ale co to basketball magazyn, to nie bardzo wiem nawet w jakim to języku napisane. No i 18 listopada - na litość.

Po pierwszym numerze pozostaje trochę znaków zapytania. Samo przetrwanie pisma, cena, objętość, nakład, liczba reklam, kierunek w którym magazyn podąży. Taki szczegół choćby czy MVP będzie wydawany w sierpniu, wrześniu, październiku? A jeśli tak, to o czym będzie traktował?

W każdym razie początek moim zdaniem bardzo udany i każący oczekiwać więcej. Trzymam kciuki.

0 komentarze: