czwartek, 26 listopada 2009

Niezorganizowane grupy zawodnicze

Za nami debiut drugiego reprezentanta Polski w europejskich pucharach. Turów zaczął tak, jak Asseco Prokom - od porażki na własnym terenie z teoretycznie najsłabszym rywalem w swojej grupie. Czy są jeszcze jakieś podobieństwa między tymi dwoma występami?

We wtorek gościła we Wrocławiu ekipa Nancy. Liga francuska, którą ten zespół reprezentuje ma u fachowców opinię kwintesencji grania na luzie, które na naszym blogu kwitujemy mianem streetballa. Na marginesie - lubię pooglądać ten rodzaj koszykówki, który jest najbardziej pierwotną i nieokrzesaną jej formą. Kojarzy mi się z czasami szkolnymi, gdy każdy chciał grać w basket, a boiska z koszami gęstniały od "zawodników" i gapiów. Tak sobie myślę, że każdy kto chce poważnie grać w kosza, powinien przejść "szkołę ulicy", by nie bać się gry 1 na 1 "wiedzieć, co zrobić z piłką", Kreatywności i decyzyjności wyniesionej z pojedynków bez zegara 24 sekund i innych dodatków, moim zdaniem brakuje wielu naszym zawodnikom. Jednakże profesjonalna gra pięciu na pięciu wymaga czegoś więcej.

Tym bardziej szkoda, że wicemistrzowie Polski mający ambicje grania poważnej koszykówki dali się ograć drużynie typu "mam piłkę - odpalam". Czego zabrakło do wygranej? Zgadzam się ze Szczepanem Radzkim, który widzi problem na pozycji rozgrywającego. Willie Deane jest dobrym strzelcem, co udowodnił także we wtorek, ale nie panuje nad grą drużyny. Zespołowi z zachodniej Polski potrzebny jest kreator, który wie kiedy i jak podawać, kiedy przyspieszyć, a kiedy zwalniać grę. takie abecadło playmakera, ale w dzisiejszych czasach drożej opłacane.

Podobną sytuację jak Turów, miał przed laty Śląsk usiłujący zmienić urodzonego strzelca, jakim jest Dante Swanson w rozgywającego. Po miesiacach wzajemnej męki działacze zwolnili Dantego pod pretekstem palenia trawki. Mam nadzieję, że szefowie klubu ze Zgorzelca znajdą lepszy sposób, by tę kwestię rozwiązać. Dobra "jedynka" pomoże wykorzystywać przewagi zespołu, takie jak siła pod tablicami, choć warto też pomyśleć o sprowadzeniu jeszcze jednego gracza pod kosz. Wysocy, ale słabi fizycznie skrzydłowi plus Michael Wright wystarczą na ligę, ale w Europie mogą mieć kłopoty.

Z kolei mistrzowie Polski stoczyli wczoraj bój z Chimkami. Tu różnica w grze i wynikająca z tego porażka była wyraźniejsza. Na Asseco Prokom sypią sie teraz gromy z forów internetowych. Nie mam zamiaru być adwokatem diabła, ale warto zwrócić uwagę na klasę rywala. Opinie o drużynie spod Moskwy może kreować świadomość, że to ona debiutuje w Eurolidze, zaś Prokom to wyjadacz z pięcioletnim stażem. Paradoksalnie to bez znaczenia. To Rosjanie mają zespół kompletny na każdej pozycji od klasowych "jedynek" po szeroki wybór opcji pod koszem. Do tego prowadzi ich do boju trener mistrzów Europy, Sergio Scariolo, który lepszym coachom niż Tomas Pacesas pokazywał miejsce w szeregu.

Niemniej jednak, podobnie jak w wypadku zgorzelczan, organizacja gry zespołu z Trojmiasta zasługuje na burę. Większosć udanych akcji podopiecznych Pacesasa, to zagrania indywidualne, które stają się czytelne dla rywala najpóźniej po dwóch kwartach. Tym razem można było momentami pochwalić gdynian za obronę, która pozwoliła wyjść z szybkimi kontrami. Odpowiedzią na to były jednak cierpliwe rozrzucenia piłki po obwodzie z wykorzystaniem całego zespołu. Co ważne, nie było w tym przypadku, tylko wdrożona na treningach koncepcja. Na tym tle raziła dowolnyść gry ekipy z Polski. Widać było, że nie takie były założenia. Pacesas miotał się jak zwierz w klatce, ale ilustracją jego bezradnosci była po amatorsku spartaczona akcja pod koniec drugiej kwarty. Specjalnie na tę akcję wzięty był zresztą timeout.

Szefowie klubu niby coś tam robią. Sprowadzili Lorinzę Harringtona, ale ten póki co, różnicy nie robi. Na usprawiedliwienie gdynian dodajmy, że w Rosji nie zagrał Dan Ewing, ale czy z nim gra wyglądała lepiej?

Powiedzcie, ze jestem złośliwy, ale wydaje mi się, że od dominatora PLK można wymagać więcej. Nie po to utrzymano trzon składu i trenera, by zespół grał coraz mniej skoordynowany basket. Wydaje mi się po opisywanych meczach, że Prokom ewoluuje w stronę ligi francuskiej. To, co go odróżnia od takiego Nancy to potencjał indywidualności.A te grają, dopóki są w klubie duże pieniądze. Pytanie jak długo sponsorzy będą wspierać taki szalony biznes.

Na koniec uwaga osobista. Wiele się mówiło na temat głodu koszykówki we Wrocławiu. Na meczu Turowa kompletu na trybunach nie było (w Orbicie, nie w "Ludowej"). Weźmy poprawkę na to, ze to nie Śląsk walczył z Francuzami. Co ciekawe, mam wrażenie że frekwencja była lepsza, niż podczas ostatnich pucharowych potyczek WKS -u. Jest cień nadziei, że ewentualny powrót 17 -krotnych mistrzów Polski na areny PLK spotka się z pozytywnym odzewem..

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

ktorys z autorow tego blogu twierdzil ze 2,5tys ludzi w starogardzkiej hali nie wchodzi, czy aby na pewno http://www.youtube.com/watch?v=MeI_iFMPA0Y ?

Anonimowy pisze...

"Jest cień nadziei, że ewentualny powrót 17 -krotnych mistrzów Polski na areny PLK spotka się z pozytywnym odzewem.."

Czy coś wskazuje na ewentualny powrót?

Łukasz Michniewicz pisze...

Właśnie ze względu na brak wiarygodnych danych, piszę o "ewentualnym" powrocie. Są deklaracje, są ponoć jakieś drobne środki na reaktywację, ale bez wsparcia biznesu nic z tego nie będzie.

Anonimowy pisze...

Zobacz jak Dante niesamowicie kreuje grę w AZS Koszalin, do tego świetnie rzuca ...
Ma chłop talent