niedziela, 29 listopada 2009

POLONIA 2011 WARSZAWA

Pierwsze prawdziwe emocje dla kibica koszykówki bez klubu w PLK, nastąpiły dopiero w 10. kolejce tejże ligi. Wcześniej terminarz nie dostarczał szlagierów, telewizja nie trafiała w nazbyt ciekawe mecze, a poziom jak wszyscy wiemy - znów spadł. Co prawda Polonii 2011 kibicuję co kolejkę, ale polega to tylko na oglądaniu relacji live ze statystykami. W poprzednim meczu telewizyjnym młodej Polonii przeciwko Turowowi Zgorzelec emocji było wyraźnie mniej.

Na derby obu Polonii czekałem już od dłuższego czasu. Po bardzo dobrych spotkaniach P2011 (przepraszam za skrót, ale powtarzanie nazw dwóch klubów o tej samej nazwie bywa męczące) i pierwszym triumfie w Koszalinie, apetyt wzrósł jeszcze bardziej. W kontekście całego sezonu bardzo szkoda kontuzji Dardana Berishy, który opuścił pierwsze spotkania, a kolejnych kilku potrzebował na wejście w rytm. Z nim w normalnej dyspozycji od początku sezonu bilans młodej drużyny ze stolicy mógł wyglądać o wiele lepiej. Dziś Berisha był już w pełni dysponowany, za to choroby zmogły Pamułę i Mokrosa - dwóch bardzo regularnie występujących w ekstraklasie młodych graczy.

Pierwsza kwarta to wymiana kosz za kosz, gdzie pod koniec pierwszych dziesięciu minut za sprawą Hardinga Nany Polonia uzyskała czteropunktową przewagę. Od stanu 17:14 dla P2011 nastąpił zastój gospodarzy. Rywale zdołali zbudować już nawet dziesięciopunktową przewagę. Ale wtedy do roboty zabrali się gracze Polonii 2011 (głównie za sprawą rzutów za 3) i przed połową zdołali wyjść na prowadzenie. Cała druga połowa to cała seria budowania przewagi przez młodzież oraz odrobienia strat przez Polonię z Konwiktorskiej. Do przełamania wyniku jednak nie doszło i spotkanie zakończyło się dość pewnym zwycięstwem ekipy Mladena Starcevicia.

Najwięcej punktów dla młodej Polonii zdobył Marcin Dutkiewicz, który bardzo często potrafił znaleźć się na właściwych pozycjach i był bardzo dobrze obsługiwany przez kolegów. Na mnie większe wrażenie zrobił jednak Dardan Berisha, który ma doskonałe możliwości indywidualne. Świetne penetracje podkoszowe, bardzo dobry rzut i to często pod presją czy doskonały automatyzm na linii rzutów osobistych. Do tego był w stanie poprawnie odciążać Śniega na rozegraniu. Pozostając przy Tomku Śniegu on też był autorem tej wygranej, choć mniej rzucającym się w oczy. Wszedł w czwartej kwarcie z ławki nie mając ani jednego celnego rzutu z gry na koncie. Polonia Azbud naciskała w tym fragmencie najmocniej, była bliska wyrównania. I właśnie wtedy Śnieg pewnie trafił z półdystansu, zaliczył trójkę z faulem oraz zanotował świetną asystę do Leszka Karwowskiego. Do tego trzeba dodać 6 asyst, 4 przechwyty i aż 10 wymuszonych fauli w całym spotkaniu. Pokazał się w pełni jako lider i prowadzący grę tego zespołu, choć punktów zdobył tylko 7.

Do tego wszystkiego swoje zrobili Leszek Karwowski (to cieszy, że "Inżynier" nie musi robić na boisku wszystkiego), Lewandowski, Jankowski czy Kolowca. Braki pod koszem są wciąż jednak zauważalne i każde polskie wzmocnienie na deskach będzie bardzo mile widziane. Ogromnie cieszą zapewnienia Waltera Jeklina, że Polonia 2011 nie pęknie, że zagranicznych wzmocnień nie będzie. Tak trzymać.

Co zaprezentował rywal młodych polskich koszykarzy? Najsmutniejszy widok stanowili ich rówieśnicy - niemniej utalentowani Łączyński i Nowakowski. Na boisku apatyczni, mało widoczni i w ogóle niespoglądający w stronę kosza. Wszak w Polonii Azbud od rzucania są Josh Alexander, Eddie Miller i Brundun Hughes. Ta trójka raz po raz próbowała rzutów z ciężkich pozycji pod presją obrońcy, z odchylenia czy różnych akrobacji pod koszem. Czasami wychodziło, czasami nie. Tu muszę postawić retoryczne pytanie - dlaczego niedoświadczeni na profesjonalnych parkietach rywale nie musieli rzucać tak często pod presją, tylko potrafili wypracować sobie pozycje?

I dlatego moim zdaniem bardzo dobrze się stało, że do połączenia obu Polonii nie doszło. Kto wie dla jakich wirtuozów koszykówki zza oceanu dodatkiem staliby się Śnieg, Berisha, Dutkiewicz czy Pamuła. Tymczasem oni w ogóle nie są dodatkiem, tylko są lepszymi koszykarzami od gwiazdek z Ameryki.

Polonia 2011 to taki odcisk na stopie wszystkich klubów, działaczy i trenerów, którzy twierdzili, że się nie da, że nie ma talentów, że są tylko niedouczeni niby-koszykarze, że potrzeba na to lat, że potrzeba na to ogromnych pieniędzy. Tymczasem talenty są i DAŁO SIĘ - w trzy lata, bez wielkich pieniędzy. Za drobny ułamek wartości kontraktów wszystkich przeciętnych obcokrajowców, którzy przewinęli się przez ostatnie trzy sezony w PLK...

Potrzeba było do tego chęci, profesjonalizmu i zapewne innej mentalności. Bo niestety Polonia 2011 to dzieło niepolskiego trenera i niepolskiego dyrektora sportowego. Zadziwili wszystkich - nawet siebie - rok przed planem awansując do ekstraklasy. A chłopaki pod ich wodzą nie przypominają tych, których znamy z polskiego basketu. Nie myślą, że mają jeszcze czas, że nic się nie stanie, jak przegrają. Chcą wygrywać, wchodzą na parkiet i wygrywają. Kogo jak nie tak niedoświadczonych graczy zdołować miało osiem przegranych z rzędu? Ich to tylko wzmocniło i ja z zapartym tchem będę śledził ich walkę o pozostanie w ekstraklasie.

Jeszcze jedno zwycięstwo w tej rundzie (najlepsza okazja zapewne z Kotwicą u siebie) powinno dać niezłą pozycję wyjściową przed drugą rundą. Wykraczając już zupełnie daleko w przyszłość - jeden plus z naszego nieszczęsnego pre-play-off jest taki, że jeśli chłopaki już się utrzymają, to od razu sprawdzą się w warunkach play-off. A tam na początek sprzyjająca niespodziankom seria do dwóch zwycięstw, więc kto wie? Ale nie zapeszajmy...

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

Polonie 2011 wzmocni podobno Bigus

Grzegorz Magiera pisze...

Już wzmocnił :)

enbijejowo.blox.pl pisze...

a ja czekam aż wróci jeszcze Kamil Pietras.masz może jakieś wiadomości na jego temat?

jakub pisze...

Greg, duzy szacun za ten wpis!

Anonimowy pisze...

Miał kolejną operację tym razem drugiego kolana i w tym sezonie nawet jeśli wróci do treningów, to nie będzie w stanie grać na poziomie ekstra. I to się nazywa prawdziwy pech, Panowie.

Anonimowy pisze...

no niestety jeżeli chodzi o Pietrasa to moim zdaniem raczej będzie mu ciężko wrócić na taki poziom grania jak kiedyś po dwóch operacjach może się zblokować psychicznie ( oby NIE ) trzymam kciuki za niego bo to naprawdę wartościowy chłopak.