Sezon koszykarski trwa w najlepsze, ale pozostał nam do otwarcia jeszcze jeden rozdział tej historii, tym bardziej pasjonujący, że z udziałem polskiej drużyny. Już jutro startuje sezon zasadniczy Pucharu Europy.
Osiem grup po cztery zespoły, a w grupie G wicemistrz Polski, PGE Turów Zgorzelec. Najlepsza drużyna w przyszłym sezonie zamelduje się w Eurolidze, ale jak pokazuje choćby historia z poprzednich rozgrywek drugi finalista także może znaleźć się w elicie, tak więc gra jest warta świeczki.
Sezon 2009 -10 może jednak nie przewyższyć poziomem poprzedniego. Kryzys finansowy, bolesny zwłaszcza na Wschodzie Europy zmusił kluby do ograniczenia wydatków, a co za tym idzie - zmniejszenia liczby gwiazd na boisku. Słabsi niż w ostatnich latach są reprezentanci Rosji, spośród których najwięcej do powiedzenia powinien mieć Unics Kazań (grupa D) z Marko Popoviciem, Terellem Lyday'em, czy reaktywowanym z emerytury Sauliusem Stombergasem. Dla przeciwwagi ubogo prezentuje się Dynamo Moskwa. „Milicyjni”, którzy szaleli do niedawna z wielkimi nazwiskami na placu gry i ławce trenerskiej teraz nie mają żadnego obcokrajowca w zespole i raczej nie staną do walki o końcowy triumf. Z kolei Chimki, które grały w majowym finale dołączyły do CSKA Moskwa w Eurolidze. Z innych zespołu z Europy wschodniej zabraknie też triumfatora rozgrywek Lietuvos rytas Wilno. Zespoły z Ukrainy oraz Łotwy (tym razem tylko jeden) podobnie jak Rosjanie wyraźnie spuściły z tonu w rywalizacji na rynku transferowym. Kto zatem będzie się liczył w walce o trofeum?
Na starcie sezonu dobrze wyglądają drużyny, uczestniczące w eliminacjach do Euroligi. Szykowały składy na wyższy poziom rozgrywek i teraz mogą odnieść wymierne korzyści. Mam tu na myśli zwłaszcza Aris Saloniki (grupa C), w którego składzie zobaczymy byłych reprezentantów Grecji (Kakiouzis, Dikoudis, Hatzivrettas) czy niedawnych graczy NBA (Juan Dixon, Jeremy Richardson) oraz .. byłą gwiazdkę PLK Qintona Day'a, swego czasu lidera Znicza Jarosław. Twardym orzechem do zgryzienia będzie też dla rywali Benetton Treviso z byłymi euroligowcami – Davorem Kusem, Sandro Niceviciem czy Garym Nealem.
Tradycyjnie mocni będą Hiszpanie, choć w tegorocznym Eurocup nie ma zespołu klasy Realu Madryt. Gran Canaria, Bilbao, Joventud, czy Valencia z pewnością należą do grona faworytów sezonu. Ta ostatnia drużyna zwolniła wybuchowego Rawle Marshalla (zmienił go Thomas Kelati) oraz Shammonda Williamsa, ale i tak powinna powalczyć o najwyższą stawkę. Wizytówka najmocniejszej ligi w Europie robi swoje. Inna tradycyjna wylęgarnia potęg – liga turecka tym razem nie powala na kolana, ale warto się przyglądać zwłaszcza Turk Telekomowi Ankara z Demondem Malletem, Huseinem Besokiem, Andre Owensem czy Serhanem Erdoganem. Po cichu liczę też na zespoły z Bałkanów, jak Hemofarm Vrsac, Crvena Zvezda Belgrad (na ławce Oliver Stević) czy Zadar. A jak na tym tle wygląda wicemistrz PLK?
Zgorzelczanie wystąpią na zapleczu Euroligi po raz trzeci. Pierwszy sezon, to sen Kopciuszka, zakończony dopiero w ćwierćfinale turnieju Final Eight. Drugi start sprowadził Polaków na ziemię. Gładkie porażki w rundzie zasadniczej, kontuzja lidera zespołu i (co prawda niezwiązany z pucharami) koniec ery trenerskiej Saso Filipovskiego. Jaki będzie sezon trzeci?.
Rywale
Grupa G wydaje się być dość trudna. Faworytem jest wspomniana Gran Canaria. W porównaniu z ostatnim sezonem Hiszpanie stracili zdolnego podkoszowca Joela Freelanda, ale to właśnie pod tablicami Turów może mieć spory problem. Ograny w Eurolidze Will McDonald, były zawodnik Orlando Magic James Augustine oraz niewysoki, ale silny jak niedźwiedź Sitapha Savane mogą napsuć krwi zgorzeleckim „wysokim”. Do tego obwód z niezwykle kreatywnym Jaycee Carollem, Melvinem Sandersem, czy Joshem Fisherem – tak wygląda najsilniejsza ekipa „polskiej” grupy.
Szanse Turowa? Nacisk na rozgrywającego – na tej pozycji gra młody Tomas Bellas albo nastawiony na rzucanie weteran Marcus Norris.
SLUC Nancy. Zespół do niedawna w Eurolidze. W zeszłym sezonie bracia Greer (z Dominikany – niespokrewnieni z Lynnem), Steed Tchicamboud i spółka zdołali pokonać we własnej hali Asseco Prokom. Teraz do wspomnianych gwiazd obwodu doszedł silny i doświadczony Marcus Slaughter oraz Akin Akinbala. Ten drugi jest mniej mobilną wersją Boniface'a N'Donga z Barcelony – łatwiej go minąć niż przerzucić gdy zdoła wyciągnąć swoje długie do sufitu ręce. Nie wolno lekceważyć tej drużyny, która zajmuje trzecią lokatę w swojej lidze, a w weekend rozprawiła się z euroligowym Asvelem Vileurbanne.
Szanse Turowa? wysocy skrzydłowi – Adam Wójcik i Robert Witka wyciągający Akinbalę spod kosza na obwód. Pytanie, czy fizycznie dadzą rad w walce z francuskimi atletami..
Panellinios Ateny. Nie tak sławny, jak Panathinaikos, czy AEK, ale też groźny. Wizytówką solidnej ekipy trenera Iliosa Zourosa jest rozegranie z Rodem Blakney'em, Manolisem Papamakariosem, czy Georgiosem Kalaitzisem, rzetelni podkoszowi (Duro Ostojić, Josh Davis) i wszechstronni skrzydłowi (Britton Johnsen, Devin Smith). Całość podporządkowana taktyce, twardo broniąca i trudna do ogrania na własnym terenie.
Szanse Turowa? Przyspieszanie gry w wykonaniu Williego Deane'a i Justina Gray'a, Grecy lubią sobie „poklepać” piłkę zanim wezmą się do rzucania.
Zespół znad zachodniej granicy Polski może walczyć o awans (co najmniej drugie miejsce, ale nie wyżej), ale może być też ostatni. Skąd taka rozbieżność? Skład drużyny jest niezły (choć brakuje mi jeszcze podkoszowego z gatunku „Wzrost i Siła), ale słabością jest postawa w meczach wyjazdowych. Niby bilans 2 -2 w lidze nie jest zły, ale zauważmy że rywale nie byli z najwyższej półki. Turów w pucharach za swoją halę obrał wrocławską Orbitę, ale nie oszukujmy się – oznacza to kolejny sezon w Europie z kompletem spotkań na wyjeździe. Jeśli podopieczni Sasy Obradovicia przełamią swoją słabość w meczach poza domem – może być ciekawie. W przeciwnym razie o sukcesy będzie trudno. W dodatku przy ledwie sześciu meczach każdy punkt jest na wagę złota. Klucze do awansu – spotkania z Nancy, oraz „domowe” starcie z Paneliniosem. Bez tych wygranych raczej nie ma o czym marzyć. Czyli jutrzejsze otwarcie z Nancy jest zarazem meczem arcyważnym. Oby wicemistrzom Polski poszło lepiej niż mistrzom na starcie Euroligi.
2 komentarze:
Witam. W pełni się zgadzam z autorem, chociaż dla mnie każda wygrana Turowa będzie ogromną radością i miłą niespodzianką. Nie ma co się oszukiwać - Turów w tym sezonie nie jest już takim 100% pewniakiem do medalu w PLK a co dopiero mówić o sukcesach w EuroCup. Ciężko to pisać wieloletniej fance Czarno-Zielonych. Mamy klasowych graczy ale zespół jest niekompletny, dwie najważniejsze pozycje są słabo obsadzone. Cała nadzieja w tym, że podopiecznie OBradovicia tak będą się wstydzić porażki na arenie międzynarodowej że zepną poślady i wygrają. Już dziś mają świetną po temu okazję. I ja tam z nimi będę, bo - co by nie pisać - wierzę. Pozdrawiam. Elwyss.
Również witam
Grupa nie jest łatwa do awansu, bo w zasadzie ciężko wskazać chłopca do bicia. Poza tym, jak wspomniałem, obawiam się meczów wyjazdowych w wykonaniu Turowa.
Jak jednak mawiają mistrzowie ze Wschodu -"Największa walka jaką toczysz, to ta z samym sobą" - czy jakoś tak. No to życzę im, by się przełamali, bo są wizytówką naszej ligi w EC. A z kim wygrać, jeśli nie z Nancy "w domu"?
Prześlij komentarz