niedziela, 22 listopada 2009

Stal - Śląsk, czyli drugoligowe wrażenia

Drugi raz w życiu byłem na meczu w Ostrowie. Warto dodać, że oba wyjazdy kończyły się zwycięstwami Śląska, więc powroty raczej były radosne. Dzisiaj znowu obawy były spore – nawet nie o to, czy wygramy, ale o to, jak całość będzie wyglądać. I przyznam, że było różnie.

Fajnie, że ochrona nawet nam pomogła zdobyć szybko bilety i wejść na halę. Moim zdaniem lekkim bezsensem jest kasa biletowa wewnątrz wejścia na trybunę A, gdzie sprzedawane są bilety również na tę część po drugiej stronie parkietu. W ogóle kolejka średnio się posuwała do przodu i gdyby nie udane negocjacje pewnie weszlibyśmy (skromna 14-osobowa grupka z Wrocławia) jeszcze później.

Sam mecz był dziwny. Śląsk zaczął bardzo przeciętnie, jednak wysoka i agresywna obrona pozwoliły dojść Stal. Pewnie spora w tym zasługa notorycznych fauli gospodarzy, co dało czterdzieści jeden (!) rzutów wolnych w całym meczu. Wpadło dwadzieścia sześć. Ale przy statystyce ostrowian (5/15) i tak wygląda to monstrualnie. A co najciekawsze raczej nie było wypaczane przez arbitrów.

A propos. Niech mnie ktoś oświeci, czy weszły jakieś nowe przepisy na temat odgwizdywania błędu trzech sekund poniżej poziomu PLK. A w zasadzie braku gwizdania. Bywam w Kosynierce, na tym co pozostało z zespołu 17-krotnego Mistrza Polski, teraz obserwowałem również potyczkę wyjazdową i niechęć do wygwizdywania tego błędu jest momentami aż nadto widoczna. Pal sześć już ofensy dyskusyjne, ale dzisiaj w trumnie można było sobie spokojnie usiąść, zjeść kanapkę, napić się kawki, wstać, dostać piłkę i trafić. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie.

Spotkanie obfitowało w trzy rzeczy: walkę, błędy i momentami dobrą obronę. Ta ostatnia pozwoliła Śląskowi wygrać. Mimo popełniania katastrofalnych pomyłek w ataku (jeden punkt przez pięć minut drugiej połowy) umożliwiła odrobienie prawie 10pkt. straty i wyjście na prowadzenie. A potem dzięki szczęściu i Kubie Parzeńskiemu – wydatnie pomogła utrzymać przewagę i wygrać mecz. Niezwykle ważny dodajmy, bo dający odbicie się w tabeli.

Nie wiem, co robił trener Stali w wolnych chwilach. Ale faktem jest, że obaj rozgrywający wrocławian już pod koniec trzeciej kwarty mieli po cztery faule. A jednak dotrwali do końca spotkania i znacznie pomogli utrzymać wynik. Fajnie grał zwłaszcza Norbert Kulon. Chociaż miał ledwie 9+3as., to jednak uspokajał grę i sprawiał, że atak wyglądał jako-tako.

Ostatnia kwarta. Jedni powiedzą – mnóstwo walki, super. Drudzy – wynik 8:8 mówi wszystko, było do bani. Racja jest zapewne gdzieś pośrodku, chociaż ja bym się skłaniał bardziej przy tej drugiej wersji. Wiadomo – wynik trzymał wszystkich w napięciu i niepewności a każde punkty były sporą zmianą. Ale jednocześnie było mnóstwo błędów, pudeł z dość dobrych pozycji i niedokładności. Przykro mi to mówić, bo widziałem wielkie zaangażowanie jednych i drugich, ale rzucało się w oczy, że to jednak drużyny drugiej połówki tabeli…

Jednakże nie pamiętam już, żebym widział TAKI Śląsk. Walczący, nakręcający swoich kibiców. Ławka, która fetuje punkty. Niesamowita determinacja w obronie, plus walka o każdą piłkę w ataku (sam Piotrek Warawko 5zb. na atakowanej desce, a łącznie 14). Super. Przy tym można zapomnieć i odrzucić wszelakie mankamenty, bo po prostu widać, że każdy daje z siebie wszystko. Niestety nie zawsze tak to wyglądało.

Na koniec hala. Nigdy nie wydawała się duża. Powiem więcej – złośliwe stwierdzenia, że to sala gimnazjalna nie wzięły się z niczego. Dzisiaj wydała się dotkliwie mała i ciasna. Gdy nie była wypełniona po brzegi, widoczna była jej kameralność. I przez to mam strasznie mieszane uczucia. Bo z jednej strony miejsce Stali powinno być w PLK. Za kibiców, za porywające mecze, za ciekawe składy. Ale jednak takie obiekty to max pierwszoligowe parkiety. Bo po prostu nie przystoją rozgrywkom, które chcą być traktowane poważnie.

I tak już podsumowując – miłośnicy pięknej gry zapewne padliby na zawał. Osoba, która przyjechała po dwóch latach do Polski też – chyba nigdy nie było tak pustego obiektu na meczu między tymi klubami. Jako wrocławianina z krwi i kości oczywiście raduje wynik końcowy. Oraz postawa i zawziętość graczy. Ale jednocześnie żal, że w mieście nie potrafiono złożyć choć trochę silniejszej ekipy. Takiej, walczącej o czwórkę w tej drugiej (de facto trzeciej) lidze. Prócz gry, którą da się oglądać dałoby to coś, co we Wrocławiu jest niezbędne do zainteresowania ludzi – prognostyk na awans. Choćby i z drugiej ligi, ale więcej osób na pewno przyjdzie na zespół walczący o czołowe w niej lokaty, niż walczący o utrzymanie.

A Stal? Skład ma porównywalny, dlatego np. w rewanżu spokojnie może pokusić się o zwycięstwo. Na razie powinna szukać sukcesu w najbliższych meczach, bo w tabeli wygląda to niepokojąco słabo. A największą dziurą jest chyba brak solidnego centra i trenera z wizją. Ale tutaj bazuję na zaledwie jednym spotkaniu, więc trudno oceniać.

No i szkoda, że spotkania pomiędzy tymi dwoma ekipami z rangi hitu kolejki w PLK spadły do miana pojedynku o 10 miejsce w drugiej lidze. Oby nie na długo…

0 komentarze: