To stwierdzenie wydaje się banalne. Jednak czy jest prawdziwe? Czy zespoły wygrywające ostatnią odsłonę rzeczywiście wygrywają całe spotkania? Postanowiłem to sprawdzić. Pod przysłowiowy nóż poszło dwanaście minionych kolejek rodzimej Ekstraklasy.
Prawdziwym pretekstem było sprawdzenie, czy pierwsza kwarta, czyli tak zwane dobre wejście w mecz, dużo daje. Czyli czy warto w ciemno stawiać u bukmacherów w typowaniach „live” po zakończonych pierwszych kwartach finałowy wynik spotkania. Bądź założyć, że w zasadzie zwycięzca jest już znany. Po zrobieniu zestawienia postanowiłem podobne stworzyć dla wszystkich kwart. Jako triumfatora całego meczu posiadającego dogrywkę postanowiłem założyć zespół, któremu dopisane będą dwa punkty w tabeli – niezależnie od ilości dodatkowych części gry (vide PBG – Anwil).
A więc czy wyniki są szokujące? Zapewne zgodnie z przewidywaniem – nie. Wprawdzie w poszczególnych spotkaniach triumfatorzy znacznie się różnili, to po podsumowaniu całości procenty różnią się od siebie zaledwie nieznacznie. Łącznie mieliśmy osiemdziesiąt cztery spotkania. Osiemdziesiąt cztery porównania na linii zwycięzca kwarty – zwycięzca meczu. Wydaje mi się, że to dość reprezentatywna liczba, żeby wyniki uznać za prawidłowe.
Przejdźmy do meritum, czyli zestawień. Oto jak prezentowały się „skuteczności” poszczególnych kwart:
1 kwarta – 53/84, 63% wyników powtórzyło się na tablicy po ostatniej syrenie
2 kwarta – 51/84, 61%
3 kwarta – 50/84, 60%
4 kwarta – 56/84, 67%.
Według tego zestawienia, pytanie zawarte w tytule się sprawdza. Jednak gdy nieco sytuację skomplikujemy, wyniki nieco się zmienią.
W drugim zestawieniu odrzucamy 21 kwart, które zakończyły się remisami. A co za tym idzie wypaczyły wyniki relacji między sukcesem w ćwiartce, a całym meczu. Jeśli wykreślimy te mecze ze remisowymi kwartami, to sukcesorzy będą następujący:
1 kwarta – 53/74, 72% „profetycznych” rezultatów
2 kwarta – 51/79, 64%
3 kwarta -50/79, 63%
4 kwarta -56/83, 67%.
Jak widać, po odjęciu kwart remisowych, o wiele skuteczniejsze okazują się drużyny, które osiągają sukces w otwierającej odsłonie. Jasne – średnią podbijają zapewne spotkania faworytów z potencjalnymi czerwonymi latarniami, ale chociażby Prokom w Poznaniu przegrał pierwszą kwartę.
Tyle statystyka ogólna. A jak to wygląda przy podziale na poszczególne drużyny? W meczach AZS-u tylko raz wynik 1 kwarty był inny niż końcowy. I to na korzyść koszalinian (ostatnia kolejka i spotkanie ze Sportino). Najczęściej zmieniała się sytuacja w spotkaniach Polpharmy, bo aż siedmiokrotnie. Cztery razy z korzyścią dla Weedena i spółki. A kto jest anty-liderem? PBG Poznań (sześć zmian, z czego pięć w plecy), oraz Polonia 2011 pięć zmian, cztery niekorzystne).
Ogólnie niespodziewanie, w ponad siedmiu na dziesięć meczy można po pierwszej kwarcie spokojnie typować zwycięzcę całego spotkania. Czyli powiedzenie wyjęte rodem z transmisji w TVP o dobrym wejściu w spotkanie coś w sobie ma. A przynajmniej statystycznie.
1 komentarze:
Ciekawe zestawienie, fajnie byloby zrobic tez podobne obliczenia dla Euroligi, co daloby jakies porownanie.
Prześlij komentarz