piątek, 25 grudnia 2009

Dlaczego Chappell nie został MVP

Niezwykle dużo wrażeń i emocji dostarczyło nasze podsumowanie pierwszej rundy PLK. Nie wnikając w to, kto miał rację czas odpowiedzieć na kilka pytań. W tym to, które przewijało się najczęściej. Ale po kolei.

Przede wszystkim chciałem zauważyć, że to była suwerenna opinia każdego z nas. Po kolei przedstawiliśmy trzy własne wybory najlepszych naszym zdaniem zawodników w kilku kategoriach. I to nie jest matematyka, gdzie można powiedzieć, że decyzje były słuszne, bądź nie. Po prostu – mi się bardziej podobała gra Okafora, to zamieściłem jego osobę w pierwszej piątce. Grzesiek, który ma hopla na punkcie centrów był usatysfakcjonowany grą Kuzminskasa, więc jego bardziej docenił w swoim zestawieniu. Fajnie, że wywiązała się na dyskusja na temat sensowności takich a nie innych wyborów – na to zawsze liczymy i czekamy. Szkoda, że niektóre argumenty były w stylu „nie ma Chappella, jesteście pały, nie znacie się, blog jest prowincjonalny”. Ale cóż – jak wiadomo wolność słowa szanujemy, szanowaliśmy i szanować będziemy.

Zanim przejdę do tematu tytułowego fragment o trenerach. Dość niespodziewanie jednogłośnie wybraliśmy Pacesasa. I jak już pisałem – nie bez bólu (przynajmniej ja). Świetne wrażenie zostawili choćby Bogicević, Muiznieks, Griszczuk, czy Szczubiał. Ale to trener lidera PLK ma stuprocentową skuteczność. Osiągnął to, co wielu nie udawało się niezależnie od sytuacji w lidze, tabeli, budżetów. Jasne – miał dużo kasy, najlepszych zawodników (chociaż nie miał Chappella)… Zespół momentami był swoistym samograjem, w Zgorzelcu został uratowany przez Burrella i Łapetę. Ale prócz tego spotkania oraz derbów, ani razu wynik końcowy nie oscylował poniżej dziesięciu punktów różnicy. Pacesas, walcząc po drodze w Eurolidze, wygrał m.in. w Starogardzie, Koszalinie, Słupsku, wspomnianym Zgorzelcu – na ciężkich terenach. Gra Polakami – Kostrzewski (średnio 14min), Łapeta (13), Hrycaniuk (19), Seweryn (13), Szczotka (7) mając w obwodzie Logana z obywatelstwem. I ani razu się nie potknął – właśnie dlatego został wybrany trenerem rundy. Bo chociażby jedna porażka prawdopodobnie usunęłaby go z tego piedestału. Przynajmniej w moim prywatnym rankingu oraz zestawieniu.

A teraz to, na co wszyscy czekali. Klucz programu, czyli odpowiedź na pytanie: „Dlaczego Jeremy Chappell nie został MVP?” Odpowiem w trzech najważniejszych punktach, które mam nadzieję pomogą w zrozumieniu mojej decyzji.

Po pierwsze – uważam, że MVP musi być w pierwszej piątce rundy. Dlatego w ogóle nie brałem pod uwagę wyboru zawodnika Znicza w ostatecznym rozstrzygnięciu. Dla mnie, na jego pozycji, lepszy był Qyntel Woods, który jest graczem z nieco innej ligi. I wbrew temu, co uważają niektórzy – daje drużynie jakościowo przynajmniej tyle, co Chappell.

Po drugie – to jest wybór najlepszego gracza rozgrywek, a nie gracza mającego największy wpływ na drużynę. Nie przeczę, że ma największy Eval, rzuca ogrom punktów, jest liderem, itp. itd. Ale jednocześnie, przy pomocy Maysa i Williamsona praktycznie sami ciągną ten wózek. Z czego Jeremy osiąga ponad 1/3 Evala całego teamu. I gdyby nie on, to Znicz zapewne balansowałby gdzieś w okolicach Sportino. Natomiast śmiem twierdzić, że brak Woodsa nie wyrzuciłby Prokomu do dolnej części tabeli.

Nieco inaczej ma się sprawa z Michaelem Wrightem. On był motorem napędowym Turowa, który jednak nie błyszczał mówiąc oględnie. Ale gracze mogący go zastąpić (choćby Wójcik) są na tyle solidni, że brak Mike’a również raczej nie równałby się dramatycznej degrengoladzie zespołu. Jasne – pewnie bilans byłby skromniejszy o 1-2 porażki, ale to chyba maksimum. Poza tym Wright prawie zatrzymał Prokom. Natomiast Chappell, mimo 21pkt. i 9zb. zakończył spotkanie z naszym Euroligowcem raczej bez radości – ostateczny wynik to 65:98 na swoim parkiecie. Woods rzucił 20pkt. w 17min. Więcej grać nie musiał. Wright w Jarosławiu zanotował 26+11zb. (Jeremy 4pkt. w 37min.).

Tu płynne przejście do trzeciego tematu – gra z najlepszymi. Znicz wygrywał regularnie z zespołami przeciętnymi i słabymi. Natomiast jeśli chodzi o walkę z potentatami ligowymi, poszczycić się mogą jarosławianie tylko pokonaniem Polpharmy u siebie (68-65, Chappell akurat bez szału, 10pkt. i 4zb.).

Zresztą zestawmy tutaj poszczególne osiągnięcia w spotkaniach między pierwszą szóstką trzech graczy – Chappella, Woodsa (ta sama pozycja) i Wrighta (wybrany przeze mnie MVP).

Jeremy Chappell:
Turów – 37min, 4pkt, 7zb, skuteczność z gry 1/5.
Anwil – 37min, 15pkt, 7zb, 4/7.
Trefl – 37min, 20pkt, 8zb, 6/12.
Polpharma – 40min, 10pkt, 4zb, 3/8.
Prokom – 32min, 21pkt, 9zb, 5/13.

Łącznie – 183min, 70pkt, 35zb, 19/45.

Qyntel Woods:
Turów – 33min, 21pkt, 6zb, 8/15.
Anwil – 27min, 16pkt, 6zb, 6/12.
Polpharma – 36min, 18pkt, 11zb, 8/20.
Trefl – 39min, 32pkt, 9zb, 10/18.
Znicz – 18min, 20pkt, 3zb, 7/10.

Łącznie – 153min, 107pkt, 35zb, 39/75.

Michael Wright:
Prokom – 35min, 27pkt, 10zb, 7/12.
Znicz – 28min, 26pkt, 11zb, 9/16.
Anwil – 28min, 23pkt, 5zb, 8/12.
Polpharma – 33min, 19pkt, 4zb, 7/11.
Trefl – 33min, 20pkt, 8zb, 6/10.

Łącznie - 157min, 115pkt, 38zb, 37/61.

Jak widać, nasz bohater z Jarosławia wypada najsłabiej. Grał zdecydowanie najwięcej (w końcu lider), a rzucił najmniej punktów na najniższej skuteczności. Można powiedzieć, że grał przeciwko lepszym obrońcom, ale tak naprawdę prócz spotkań bezpośrednich każdy grał przeciwko takim samym.

A MVP zostaje zawodnik, który nie tylko tłucze słabych (Woods nie dostawał nawet takich szans). To wyróżnienie bardziej należy się temu, kto w spotkaniach z potentatami i czołówką ligi się wyróżnia. Innymi słowy – daje radę. Chappell miał dwa dobre mecze – z Treflem (porażka) i z Prokomem (klęska). Woods, gdy trzeba było w derbach zagrać na maxa, zdobył ponad trzydzieści punktów. I gdynianie wygrali. Natomiast Wright właśnie pod koniec rundy pokazał całą swoją moc – 23,26,27 punktów odpowiednio we Włocławku (porażka trzema oczkami), Jarosławiu (pewne zwycięstwo) i z Prokomem (sławetna dogrywka). I to jest dla mnie wyznacznik w temacie MVP.

To chyba najważniejsze, co chciałem napisać w temacie pod tytułem „Jeremy na MVP”. Oczywiście rozumiem kibiców Znicza, którzy mają swoją gwiazdę. Zawodnika, dzięki któremu cały team gra chyba ponad stan i zajmuje obecnie wyśmienite piąte miejsce w tabeli – przed sezonem nie do przewidzenia. Jednak ta nagroda należy się nie graczowi, który totalnie zdominuje zespół i poprowadzi go w meczach z najsłabszymi. Ona powinna trafić do gracza, który właśnie w trudnych momentach praktycznie zawsze pokaże, że jest najmocniejszym punktem zespołu i na niego można liczyć. To właśnie tacy gracze jak Woods, czy Wright będą bohaterami tych najważniejszych spotkań, najbardziej zaciętych końcówek, wreszcie – fazy play-off. I z całym szacunkiem dla Chappella – obecnie Qyntel jest o klasę lepszy – dlatego znalazł się w piątce rundy na pozycji SF. A MVP został Michael, bo pokazał, że jest wielki. Może indywidualnymi umiejętnościami jest słabszy od gwiazdy Prokomu, ale w całej rundzie spisał się chyba minimalnie lepiej. I daje nadzieję, że będzie tym elementem pchającym całość ku górze tabeli. Tak jak kiedyś w Śląsku Lynn Greer – wprawdzie miał wokół siebie wybitne postacie (Zieliński, Tein, Tomczyk, Wójcik, Randle w genialnej formie, Ignerski…), a jednak to on został liderem zespołu i zwykle nie zawodził – zwłaszcza w trudnych i ważnych meczach (same finały to odrobinkę inna bajka). Jak na prawdziwego MVP przystało.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dla mnie kolejność MVP powinna wyglądać tak :
1.Wright
2.Chappell
3.Woods

Zgadzam się w większości z opinią Pana redaktora , ale jak dla mnie Chappell powinien znaleźdz się przed Woodsem ... Dlaczego ? Ponieważ dla mnie Woods jest tylko gwiazdą której zależy na $$$, dobro klubu ma niestety daleko , jak pan wspomniał w lidze jest wykorzystywany bardzo rzadko , w Eurolidze zaś bardzo często . To pokazuje jak mu zależy na zespole , lider charakteryzuje się nie tylko tym że wygrywa ważne mecze , ale też tym jakim jest człwoiekiem na boisku i poza nim :)Czy mu się chce czy nie!
Miałem nie raz z Jeremym Chappellem i mówił mi że gra dla zespołu , że chce się wypromować , że pieniądze są ważne ale schodzą na dalszy plan ( w Jarosławiu "kokosów" nie dostaje) i tego nie trudno się domysleć . Dlatego zaangażowanie w to co robi jest większe niż u Woodsa , dlatego powinien się znaleźdz na 2 miejscu.

pozdrawiam z Jarosławia ;)

Michał Rodziewicz pisze...

Dziękuję za pozdrowienia:] fajna opinia, bo po poprzednich się trochę bałem, że jesteście skrajnie w Chappella zapatrzeni.

Co do opinii, to powiem tak - żeby się nie okazało, że te słowa są powiedziane pod hasłem "dali mi szansę, to nie będę narzekał, a po sezonie się zwinę". Bo wiem, że niektórzy zawodnicy nie mają przed oczyma tylko dolarów. Ale niebezpieczna większość Amerykanów trafiających tutaj tak jakby chciała tylko zarobić i zmienić klub na mocniejszy.

A co do Woodsa... na pewno ta pozycja, po raz pierwszy od dawna jest najmocniej obsadzona jeśli chodzi o obie piątki. Ciekawi mnie, jakby sobie Jeremy poradził w zespole pokroju Prokomu, ale o tym zapewne przekonamy się już za rok, bo po świetnym sezonie szansę zapewne otrzyma. A co do Qyntela - może w lidze gra mniej, ale jest niesamowicie efektywny. Potrafi wejść na 17min i rzucić 20pkt niespecjalnie się przy tym pocąc - dlatego uznałem go za gracza bardziej wartościowego. A że gra mało, to już raczej kwestia zmian i trenera o nazwisku na P. :)

Niemniej bardzo cieszy, że są konkurenci nawet dla niego w tej kategorii.

Również pozdrawiam