W lipcu tego kończącego się roku, Rafał Bigus skończył trzydzieści trzy lata. Ten doskonale znany center ma w karierze kilka osiągnięć, grał również w reprezentacji naszego pięknego kraju. Jednak analizując jego niedawne dokonania, mam wrażenie, że przynosi swoim drużynom swoistego pecha. Co średnio wróży Polonii 2011, walczącej o utrzymanie. Ale dlaczego takie śmiałe stwierdzenie? O tym poniżej.
Ten mierzący 215cm zawodnik grał w swojej karierze w wielu już klubach. Jednak ja ograniczyłem się do analizy ostatnich pięciu sezonów (w tym obecnie trwającego), w których głównie przebywał na rodzimych parkietach. Kolejno grał w tym czasie w Turowie, Śląsku, Kotwicy, PBG Poznań, Sportino i Polonii 2011. Z krótką przerwą na czeski Nymburk. A zatem zaczynamy.
Sezon 2005/06:
Pan Rafał rozpoczyna w nadgranicznym Zgorzelcu. W klubie, gdzie są wielkie pieniądze, wielkie ambicje i niezłe nazwiska – rozpoczęli m.in. Greene, Pluta, Szawarski, Hyży, Ansley… Dlatego też początek i bilans 5:6 (w tym zwycięstwo w Sopocie z Prokomem!) nie były oszałamiające. Po jedenastej kolejce klub rozstał się z zawodnikiem, a doszli po drodze Pinkney, Mollinari i Brown.
Zanim jednak trafił do Czech, nasz bohater odwiedził doskonale znany sobie Wrocław. I tutaj udało mu się zakotwiczyć, jednak zaledwie na pięć meczy. Również w Śląsku bilans nie jest porażający – wrocławianie wygrali dwa z tych spotkań i okazało się, że jest równie źle, co bez Bigusa. Więc po co go trzymać.
Sumując – dwa kluby, łącznie szesnaście spotkań. Siedem zwycięstw, co jak na obecną sytuację byłoby ok. Jednak wtedy grał w zespołach, które mierzą wyżej, niż w utrzymanie, dlatego było to zdecydowanie poniżej założeń. Turów ten sezon zakończył na siódmej pozycji i porażce 0:3 z Anwilem w ćwierćfinale. Natomiast wrocławianie, za sprawą słynnego rzutu Rona Johnsona w Koszalinie awansowali ostatecznie na piąte miejsce, żeby przegrać 1:3 z Czarnymi i odpaść w tej samej fazie.
Sezon 2006/07:
Po czeskiej przygodzie, Bigus wraca do naszego kraju – podpisuje kontrakt z Kotwicą. Co tu dużo mówić – tylko debiutancki sezon w Ekstraklasie drużyna z Kołobrzegu miała słabszy. Na koniec tego legitymuje się dwunastą pozycją i bilansem 8:18. Średnie uzyskiwane przez centra to trzynaście punktów i osiem zbiórek w trzydzieści trzy minuty. Wtedy grano jeszcze mecze o utrzymanie, w formie małej tabeli. Tam od kołobrzeżan lepsi okazali się tylko zawodnicy Vikinga Gdynia, więc ostatecznie można uznać, że rozgrywki zostały zakończone na dziesiątej pozycji.
Sezon 2007/08:
W kolejnym sezonie nic się nie zmieniło. Nadal Kołobrzeg, nadal środek tabeli i tylko jedno zwycięstwo więcej niż przedostatni w tabeli Górnik. Snow, Daniels, Barrett – między innymi na nich był budowany zespół. Na papierze całkiem sensowny, miejsce w tabeli w sumie mniej więcej przewidywane, ale bez tak zwanego błysku. Co z tego, że Bigus miał wysokie średnie, skoro niezbyt się to przekładało na awanse w tabeli?
Kotwica z bilansem 10:14 zajmuje dziewiątą pozycję w tabeli (głównie dzięki zwycięstwu z Turowem w ostatniej kolejce) i w pre play-off wpada na Basket Kwidzyn. Dramatyczne zwycięstwo po dogrywce na wyjeździe, a potem doskonała ostatnia kwarta u siebie dają wymierny efekt – 2:0 w serii i awans do ćwierćfinałów. Jednak tutaj czekał już zgorzelecki Turów, który mierzył w finał MP. Niby zacięta seria, jednak skończona dość pewnym 3:0 i nad morzem można było ogłosić fajrant oraz wakacje.
Średnie statystyki: 30min., 11pkt., 9zb. na mecz.
Sezon 2008/09:
Bigus odchodzi z Kołobrzegu i razem z trenerem Kijewskim wpada w pułapkę zwaną PBG Poznań. Co ciekawe – to najlepszy rok w historii zespołu znad morza – Kotwica kończy rozgrywki na trzeciej pozycji w tabeli, wyprzedzając m.in. Anwil. Natomiast poznaniacy, chcący powrócić do chlubnych tradycji Lecha mieli wybitnie pod górkę. Trener, którego bronią wyniki osiągnął magiczny bilans 9:17, co dało trzecie miejsce w tabeli. Od końca niestety. I nawet nie osiągnął nagrody na rozczarowanie sezonu, bo ta była zarezerwowana dla Śląska Wrocław, który został wycofany z rozgrywek.
A jak indywidualnie wypadł Bigus? Średnio dwadzieścia jeden minut na parkiecie, a w tym czasie siedem oczek i sześć zbiórek. Czyli ogólnie rzecz ujmując słabo, w porywach do blado.
Sezon 2009/10:
Początek obecnych rozgrywek to Sportino Inowrocław, do którego sprowadził go trener Karol. I podobnie jak szkoleniowiec, tak i zawodnik raczej miło tego okresu wspominał nie będzie. Oszałamiająca liczba dwóch zwycięstw w dziewięciu spotkaniach chluby nie przynosi. Zwłaszcza, że przed sezonem liczono na miejsce w ósemce. Poza tym oba triumfy były szczęśliwie wyrwane, oba jednopunktowe. W obu szalał na deskach (łącznie 24 zbiórki!), ale też nie chciał nikogo skrzywdzić (razem ledwo 10 punktów).
Po meczu z Treflem odszedł z zespołu. Przygarnęła go, inwestująca w rodzimych zawodników warszawska P2011. I debiut miał świetny – 10pkt, 8zb. przeciwko Polpharmie na wyjeździe. Stuprocentowa skuteczność, eval 21. Wprawdzie porażka, ale ze zdecydowanym faworytem i to ledwie trzema punktami. Obok szalał Leszek Karwowski (19pkt, 9zb). Jednak potem było już tylko gorzej. Trzy kolejne przegrane, łącznie zaledwie dwa celne rzuty, średnio sześć zbiórek. Coraz mniej meczy do końca, a miejsce w tabeli nadal na dnie.
Uważam, że Bigus jest niezłym graczem. Jednak chyba za bardzo absorbującym własny zespół, przez co od dawna nie może się wybić ponad stan. Nawet jak indywidualnie ma świetne statystyki, to nie zyskuje na tym drużyna i w ostatecznym rozrachunku nie ma się z czego cieszyć. A teraz dołączył do młodej Polonii, aby pomóc jej doświadczeniem i wielkością pod koszem w dramatycznym boju o utrzymanie. Pisząc niedawne przewidywania drugiej rundy, skazałem Polonistów na degradację (mimo, że bardzo bym tego nie chciał). Wtedy właśnie, analizując kto z trójki P2011 – Sportino – Kotwica ma największe szanse na utrzymanie przypomniałem sobie o Bigusie. Zawodniku, który z roku na rok nie może udowodnić, że potrafi wnieść nową jakość. I obawiam się, że tutaj będzie tak samo.
Czy słowo klątwa nie jest na wyrost? Zapewne jest, ale jedno trzeba przyznać – gdzie się nie pojawi, tam wyniku nie ma. Jak ma dobry sezon, to drużyna zajmuje średnie miejsce, lekko poniżej połowy stawki, odrobinę poniżej oczekiwań. Teraz jednak dobrego sezonu nie ma, a oczekiwania to każde miejsce powyżej trzynastego. Czy się uda? Zobaczymy najpóźniej siódmego kwietnia. I mam szczerą nadzieję, że wtedy będę mógł przepraszać za moje czarne wizje.
5 komentarze:
Bigusa, z jego parametrami fizycznymi, przy obecnym poziomie centrów w plk (grają głównie "4") można znakomicie wykorzystać. Trzeba do tego - chęci trenera i przyzwoitego rozgrywającego. Pech Rafała polega na tym, że ostatnio trafia do teamów preferujących szybką koszykówkę bez ułożonych pod centra akcji.
A taka właśnie gra jest w Sopocie. I przydałby się tutaj zmiennik dla Kuzminskasa, a że jeszcze Polak, to w ogóle szaleństwo by było nad morzem ;P
Rafał, wracaj do Stargardu! :)
no i Chappel okazuje się jednak cieniutki...
szkoda, bo fenomenalnie grają Zabłocki i Williamson ale bez wsparcia są bez szans :(
W przyszłym sezonie AZS będzie celował w TOP3 :) Do zobaczenia na meczach.
Prześlij komentarz