niedziela, 20 grudnia 2009

Mam nadzieję że Państwo żescie to widzieli

Dla takich meczów warto poświęcać sobotnie wieczory. Mistrz z wicemistrzem Polski stworzyli bardzo dobre widowisko. Szkoda, że rzadko obserwujemy taki poziom i takie emocje na naszych parkietach. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że oglądalność spotkania była godna tego meczu.

Wreszcie ktoś nie tylko zmusił gwiazdy Prokomu do walki na sto procent możliwości, ale także zagroził ich zwycięstwu. Kto pamięta, kiedy w polskiej lidze zespół z Trójmiasta musiał w czwartej kwarcie gonić wynik, by nie stracić wygranej? Na pewno było to w którymś momencie play offów, ale w tym sezonie raczej się na taką sytuację nie nastawiałem.

To był zupełnie inny mecz, niż ubiegłotygodniowe starcie w Gdyni. Niczego nie ujmując ambitnym graczom Anwilu, dopiero wczoraj doczekaliśmy się momentu, w którym mistrzowie zostali mocno naruszeni twardą grą rywali, a ci drudzy wytrzymali cały mecz plus dogrywkę, dotrzymując im kroku. Oby to była zapowiedź dobrej kampanii w play off.

Spotkanie miało wszelkie cechy dobrego, koszykarskiego thrillera. Walka do ostatnich sekund, twarda obrona, gwiazdy i trenerzy zmuszeni do wysiłku, bohaterowie decydujących momentów. Akcje.. Było kilka takich, o których warto pamiętać. Gasząca czapa Adama Łapety na Michaelu Wrightcie, blok Wrighta na prawie 20 centymetrów wyższym Łapecie. Trafienia Burella, po obowiązkowym wkręceniu w ziemię Roberta Witki i „trójka” tego drugiego po obrocie równo z syreną. Wsad w kontrze Qyntela Woodsa i odpowiedź tym samym Brandona Wallace' a. Kontry Turowa kończone przez Adama Wójcika z takim przyspieszeniem, jak przed laty. Wreszcie rzuty Justina Gray' a, przejmującego odpowiedzialność za losy Turowa w końcówce meczu i dogrywce. A na deser zespołowa cyrkulacja piłką po obwodzie w wykonaniu gdynian, przypomniana notkę wcześniej przez Grega. Z jednego meczu można zebrać cały Top 10 – It' s Showtime!

Asseco pokazuje klasę. Mimo zadyszki po Realu i Anwilu porażki w Mediolanie i straty Pape Sowa, zespół wygrywa trudny mecz i potwierdza dominację w lidze. Radzi sobie niezbyt lubiany przez ekspertów Tomas Pacesas. Litewski coach ma problem ze środkowymi, ale go rozwiązuje rotując składem. Przy słabszej postawie Adama Hrycaniuka (jemu chyba najbardziej przegrzały się silniki po meczu z „Królewskimi”) sięga po Łapetę, który mimo kłopotów z faulami, jest jednym z bohaterów wieczoru. Prawdziwie gigantyczna odpowiedź na Wrighta. To, jak dotąd najlepszy moment w jego karierze od czasu słynnego bloku na Luisie Scoli. Tak trzymać! Do tego dodajmy dobrą reakcję zespołową na zgorzeleckiego środkowego. Najpierw gdynianie podejmowali z nim walkę jeden na jednego (jednak błąd), ale później zadziałał zagęszczacz podkoszowy i z przewagi Turowa nic nie zostało. Brawo za umiejętność uczenia się w trakcie gry. No i te strzeleckie rezerwy drużyny.. Słabsze momenty Woodsa, gorszy mecz Logana? Jaki problem – na posterunku czuwa Burell lub Ewing. Przyjemnie się to oglądało.Na polskie warunki potrzebny jest oczywiście następca Sowa, ale na Euroligę nadal klasowa „jedynka”. Ewing to strzelec wyborowy tylko i aż tyle, zaś Junior Harrington nie ma jakiegoś istotnego wpływu na działania kolegów na parkiecie. Pytanie, czy klub jeszcze walczy o to Top 16, czy już tylko myśli o obronie tytułu?..

Turów pod wodzą Andreja Urlepa robi wyraźne postępy. Coraz lepsza obrona (tym razem kapitalne przekazania po minięciu) zmuszała gdyńskich liderów do gry na maksa. Czego zabrakło do wygranej? Moim zdaniem są dwie opcje. Albo dochodzi jeszcze jeden strzelec, który wspomoże Gray' a w końcówkach albo drugi typowy podkoszowiec, odciążający Wrighta. Wallace takim koszykarzem nie jest. To skrzydłowy, radzący sobie kozłując przodem do kosza lub kończący szybki atak. Skacze, biega, zbiera, blokuje. Drugiego centra w zespole nadal brak. Co ważne, dyrektor sportowy Turowa, znany z Wrocławia Waldemar Łuczak, w wywiadzie w przerwie dla TVP wspominał o możliwości dodania zespołowi nowej „piątki”. Z kolei nowy rozgrywający, TJ Thompson na pewno potrzebuje czasu spędzonego z drużyną i trenerem. W krótkim czasie chciał pokazać co potrafi, stąd niekiedy szalone decyzje. Miał świetne momenty w końcówkach czasu na atak, potrafił przytomnie podać pod kosz, ale statystyki na razie mocno na bakier z efektywnością. Jedno jest pewne – Gray musi mieć alternatywę, a w zasadzie kogoś, kto pozwoli mu wrócić na pozycję strzelca. Czy ten komfort da mu nowy nabytek Turowa, to pokażą pierwsze mecze po Świętach. Ważne dla Turowa, ze Justin pokazuje ten leadership, z jakiego słynął w Nymburku, bo jego punktów ostatnio brakowało. Ostatecznie, mimo przebudowy składu, zespół stanął na wysokości zadania i mocno postawił się najsilniejszym w kraju. Takiego widowiska nie było w PLK co najmniej od ostatnich finałów. Oby częściej była okazja, by je oglądać, bo liga i basket w Polsce ich potrzebują.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

według mnie Logan i Woods nie grali w tym meczu na maximum swoich umiejętności, ale nie ważne :)