piątek, 27 lutego 2009
Klasyki PLK (12): Śląsk - Telekom 2004/2005
Doskonała atmosfera w Orbicie. Kiedy się to ogląda to aż ciężko uwierzyć, że chwilę później tego zespołu już nie było. Mahoricia zastąpił Jankowski, za Watsona przyszedł Autry.
Plik jest dość duży, dlatego daję go już dziś, żeby można było go sobie systematycznie ściągać. Upload potrwa najpewniej do jutrzejszego wieczora. A żeby nie był jeszcze większy wyciąłem całe studio przed, między i pomeczowe, które akurat w tamtym sezonie w Polsacie Sport było bardzo rozbudowane.
W końcu udało się dotrzeć do końca tego uploadu. Gdyby nie problemy z serwerem byłby zakończony kilka dni temu. Sorry za problemy.
CZĘŚĆ I (912 MB)
PART1 102 MB
PART2 102 MB
PART3 102 MB
PART4 102 MB
PART5 102 MB
PART6 102 MB
PART7 102 MB
PART8 102 MB
PART9 95,97 MB
CZĘŚĆ II (1,10 MB)
PART1 104 MB
PART2 104 MB
PART3 104 MB
PART4 104 MB
PART5 104 MB
PART6 104 MB
PART7 104 MB
PART8 104 MB
PART9 104 MB
PART10 104 MB
PART11 93,61 MB
czwartek, 26 lutego 2009
eurobasket09.pl

Autorzy jak na ten moment pozostają nieznani. Nie wiem czy to ma coś wspólnego z PZKosz. Użyte logo mistrzostw, na dole strony copyright, ktoś musiał się szarpnąć na nabycie domeny.
Jeżeli sprawa jest społeczna, to pogratulować pomysłu i zaangażowania. Coś w podobnej formie prawdę mówiąc chodziło mi jakoś czas temu po głowie.
Na stronce jest licznik. Zostało 6 miesięcy i 8 dni. A oficjalnej strony Mistrzostw jak nie było, tak nie ma...
wtorek, 24 lutego 2009
Puchar Europy - czas rewanżu
W poniedziałek o godzinie 18.00 zapadła transferowa klamka. Drużyny dokonały ostatnich roszad kadrowych przed decydującymi meczami w Eurocup. Czy te „transfery last minute” zmienia coś w układzie sił? Raczej nie, gdyż wzmacniały się w większości kluby bogate i silne, co powinno zakonserwować ich przewagę nad resztą stawki. Wyjątkiem jest KK Zadar, który sięgnął po nieco szalonego Desmona Farmera, znanego polskim kibicom z występów w Prokomie Treflu Sopot cztery lata temu. Amerykanin ma zastąpić swego rodaka, Malika Dixona w zdobywaniu punktów, co niewątpliwie potrafi. Nad jego temperamentem postara się zapanować słynny trener Zmago Sagadin, który udanie rozpoczął przygodę w roli strażaka w chorwackim klubie. Dwa tygodnie temu pokonał UNICS Kazań, Aleksandara Petrovicia, a teraz będzie musiał powalczyć w drugim starciu z Rosjanami – tym razem na ich terenie. Za gośćmi przemawia fakt nieobecności kluczowego gracza „Zielonych” Tariqa Kirksaya.
Trzecia porażka w wyrównanej grupie może mocno skomplikować sytuację UNICS –u, zwłaszcza, że grający coraz lepiej Benetton Treviso nie zamierza oddawać pierwszej lokaty w tabeli. W poprzedniej kolejce zespół Oktaya Mahmutiego zdobył niegościnną Ankarę i teraz na własnym terenie zechce powtórzyć ten wynik. W składzie włoskiej ekipy znów pojawił się wracający do Treviso Massimo Bulleri, który zastępuje znanego z boisk PLK Bobby'ego Dixona oraz Stevena Markovicia, który wraca do Belgradu. Na szczęście nadal jest nadzieja na polski akcent w tym meczu, gdyż coraz częściej w epizodach w barwach Benettonu pojawia młody center z Łodzi, Jakub Wojciechowski. Trzymajmy kciuki za kolejne występy naszego olbrzyma.
..by grać w Crvenej Zvezdzie, która z nożem na gardle podejmie Hemofarm Vrsac. Zespół Olivera Stevicia musi wygrać to spotkanie, gdyż kolejni rywale są bardziej markowi od lokalnego przeciwnika. Starcie Pamesy z Azovmaszem będzie próbą rewanżu za niespodziewaną porażkę w 3 kolejce. Ukraińcy nadal liczą na powrót Marka Salyersa, ale skoro nie zechciał się pojawić od Bożego Narodzenia.. Z kolei Hiszpanie zadbali o wzmocnienie składu. Trener Neven Spahija skończył już chyba czyszczenie atmosfery zwalniając Rubena Douglasa. Teraz na jego miejsce ma amerykańskiego snajpera, Kennyego Gregory, wcale niegorszego specjalistę od dziurawienia kosza z dystansu i po wejściach pod kosz. Pamesa i tak wyglądała na jedną z najmocniejszych drużyn tegorocznego Eurocup, a teraz jej pozycja jeszcze się umocni.
W grupach I oraz L nie dał się zanotować większych ruchów kadrowych. W pierwszej z nich trwa właśnie pojedynek między Chimkami, a Panelliniosem. Dwa tygodnie temu Rosjanie w Atenach wyraźnie górą byli Rosjanie, a w chwili gdy piszę te słowa w trzeciej kwarcie rewanżu prowadzą w rewanżu 76:60. Nieobecność Macieja Lampego znakomicie wykorzystuje młody gigant Timofiej Mozgov (215 cm. wzrostu) i to on jest jednym z liderów gospodarzy. Czyżby dla Polaka powrót po kontuzji okazał się trudniejszy, niż się wydawało?
Faworyt do wygrania grupy – moskiewskie Dynamo wreszcie zaprezentuje zakontraktowanego wcześniej Briana Chase'a. W poprzedniej kolejce „Milicjonarzy” zagrali świetną zespołową koszykówkę, mimo braku choćby jednego klasycznego rozgrywającego. Czy lepsze okaże się wrogiem dobrego, czy też nowy nabytek szybko wkomponuje się w jeden z najlepszych składów Eurocup – oto jest pytanie.
Z kolei wieczorem swoje spotkania rozegrają ekipy z grupy L. Z trójki zespołów z bilansem 2 –1 największe szanse na wysokie miejsce po dzisiejszych meczach ma Lietuvos rytas Wilno, który na wyjeździe zagra z Artland Dragons. W zespole Rimasa Kurtinaitisa brak wiadomości, to dobra wiadomość – nikt nie odszedł – tak więc Litwini mogą podjać walkę o pierwsze miejsce w tabeli z iurbentią Bilbao. Pierwsze starcie obu drużyn minimalnie wygrali wilnianie, ale mecz w Hiszpanii powinien być ozdobą rundy rewanżowej. Najpierw jednak trzeba zwyciężyć nieobliczalne Spirou Charleroi. Po obu stronach wystąpią znani z polskiej ligi Jerry Johnson (Spirou) oraz Janis Blums (Bilbao),ale najciekawiej będzie pod koszami, gdzie twardy wojownik Marko Banić spotka się z niedoszłym graczem Śląska Wrocław, Lenem Matelą. Różnica wzrostu między nimi jest minimalna, a obaj nie unikają twardej gry. To może być najbardziej emocjonujący mecz wieczoru. Czy tak będzie – przekonamy się już za dwie godziny.
poniedziałek, 23 lutego 2009
Mecz Gwiazd - typujmy!
Przede wszystkim kryterium dla mnie nie była faktyczna wartość, jakość, osiągi w lidze, ale osobista chęć, aby danego zawodnika zobaczyć. Dlatego między innymi Mateo Kedzo, którego Czarni znajdują się gdzieś w środku stawki. Dalej Damir Milijkovic, który w tym sezonie jest znany z chimeryczności, ale gdy zaczyna trafiać, to potrafi to robić fantastycznie. No i na deser niesamowity i wiecznie żywy Michael Ansley – showman, który jest takiemu spotkaniu potrzebny. Można by rzec – taki lokalny Shaq. A oto i całe składy:
michcio:
Północ:
Kevin Hamilton, Courtney Eldridge
Mateo Kedzo, Qyntel Woods
Adam Wójcik
Południe:
Damir Milijkovic, Łukasz Koszarek
Marko Brkić, Chris Daniels
Michael Ansley
Konkurs wsadów:
Przemysław Zamojski, Alex McLean, Sefton Barrett, Grady Reynolds.
greg:
Północ:
Kevin Hamilton, David Logan
Qyntel Woods, Fili Dylewicz
Adam Wójcik
Południe:
Tyus Edney, Łukasz Koszarek
Stipe Modrić, Marko Brkić
Michael Ansley
Konkurs wsadów:
Sefton Barrett, Koko Archibong, Przemysław Zamojski, Qyntel Woods.
kolczasty:
Północ:
David Logan, Paweł Kikowski
Qyntel Woods, Fili Dylewicz
Adam Wójcik
Południe:
Tyus Edney, Łukasz Koszarek
Stipe Modrić, Chris Danielns
Michael Ansley
Konkurs wsadów:
Sefton Barrett, Chad Timberlake, Przemysław Zamojski, Qyntel Woods.
Jednocześnie zapraszam do głosowania na oficjalnej stronie spotkania i dyskusji nad sensownością typowania właśnie tych graczy.
sobota, 21 lutego 2009
Śląsk w finałach
Dzisiejszy mecz do złudzenia przypominał mecz WKS-u sprzed tygodnia przeciwko FRE Trefl Sopot. Wrocławianie zdominowali rywali w pierwszej kwarcie wygrywając ją 26:11. W tym okresie nie do zatrzymania był Mateusz Bieg (ostatecznie 23 punkty). Największym problemem była ogromna liczba fauli Śląska. Konieczność wprowadzenia rezerw pozwoliła na złapanie oddechu poznaniakom, którzy konsekwentnie odrabiali straty. Najgoręcej zrobiło się na 4 minuty przed końcem meczy, kiedy Pyra zdobyła 8 punktów z rzędu i zmniejszyła przewagę do tylko 5 oczek. Na szczęście goście bardzo słabo wykonywali rzuty osobiste (tylko 15/30) i dali Śląskowi szanse spokojne odskoczenie.
WKS ostatecznie wygrał pewnie 71:60 nie prezentując nadzwyczajnie dobrej gry poza pierwszą kwartą. Rywale mieli jednak jeszcze mniej do zaproponowania. Zdecydowanie zawiódł ich największy lider Paweł Mowlik (tylko 5/13 z gry). Ale to typ gracza, któremu trzeba kreować pozycje, a w Pyrze nie bardzo miał w tej kwestii wsparcie i z szarpania niewiele mu wyszło. Faworytem w walce o drugie premiowane awansem miejsce powinna być moim zdaniem Stal Stalowa Wola, która dysponuje ciekawszym i bardziej wyrównanym zespołem. Posiada także lepszych podkoszowych.
Śląsk po roku przerwy wraca do turnieju finałowego. Z całą pewnością nie są pewniakiem do medalu. Powinni jednak zawalczyć o wejście do czwórki. Obecny wynik i tak jest już sukcesem zważywszy na to, że osiągnęli bez teoretycznie najlepszego zawodnika, który na dodatek jest pierwszym i najbardziej doświadczonym rozgrywającym - Dawida Mieczkowskiego. Mieczkowski był w składzie meczowym zarówno na turnieju ćwierćfinałowym, jak i półfinałowym. Rozgrzewał się przed meczami zupełnie normalnie bez żadnych oznak kontuzji. Nie wiem dlaczego nie grał. Być może nie chciano ryzykować. Myślę, że są szanse na to, że w finałach już zagra.
piątek, 20 lutego 2009
W weekend półfinały
20.02.2009 r. (piątek)
16.00 MSZS Kutno - MKS PYRA Poznań
18.00 WKS ŚLĄSK Wrocław - ZKS STAL Stalowa Wola
21.02.2009 r. (sobota)
15.00 ZKS STAL Stalowa Wola - MSZS Kutno
17.00 WKS ŚLĄSK Wrocław - MKS PYRA Poznań
22.02.2009 r. (niedziela)
10.00 MKS PYRA Poznań - ZKS STAL Stalowa Wola
12.00 WKS ŚLĄSK Wrocław - MSZS Kutno
Turnieje półfinałowe zostaną rozegrane także w Warszawie, Ostrowie Wielkopolskim i Jaworznie. Wyniki na żywo można będzie śledzić tutaj.
czwartek, 19 lutego 2009
Półmetek Euroligi - "Real niespodzianka"
W fazie Top 16 Euroligi zostały już tylko dwie niepokonane drużyny – Panathinaikos Ateny i Real Madryt. O ile w wypadku mistrzów Grecji nie ma w tym fakcie nic dziwnego, wszak w grupie G teoretycznie jedyną drużyną zdolną równać się z nimi potencjałem jest Unicaja Malaga, o tyle dominacja „Królewskich” w „grupie śmierci”, jest niejakim zaskoczeniem.
Nie chodzi tu rzecz jasna o klasę madrytczyków, która jest niezaprzeczalna, ale bardziej o zestaw rywali (głównie Barcelonę i Maccabi), z którymi muszą się mierzyć. Przed rozpoczęciem gry w „Szesnastce”, wydawało się, że żaden z zespołów nie zdoła wyraźnie zdystansować pozostałych uczestników rywalizacji w grupie.
Katalończycy od początku sezonu prezentują świetną dyspozycję, a już latem, dzięki transferom Joana Carlosa Navarro, Davida Andersena, czy Daniela Santiago widziano ich w gronie faworytów, zarówno w walce o mistrzostwo ligi ACB, jak i Euroligi. Z kolei Maccabi, po przeciętnym początku i sporych zmianach w składzie, dopiero od niedawna zaczynało przypominać wielki zespół. Wydawało się jednak, że po dojściu Charlesa Gainesa i Dee Browna Macca stawi skuteczny opór hiszpańskim potęgom.
Jednakże na półmetku Top 16 wicemistrzowie Izraela zdołali pokonać jedynie Albę Berlin. Albatrosy to także klub z tradycjami, ale w porównaniu z resztą stawki i tak są Kopciuszkiem. Nie inaczej wygląda też ich potencjał kadrowy, który ustawia ich w pozycji „czerwonej latarni”. Dość powiedzieć, że gdy jeden z nielicznych ogranych w Eurolidze berlińczyków, Patrick Femmerling doznał poważnej kontuzji, na jego miejsce jak dotąd nie udało się władzom Alby sprowadzić wartościowego następcy. Nic dziwnego, że zespół z Niemiec dostarcza przeciwnikom punkty.
Przeciwieństwem Alby jest niepokonany Real. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zespół Joana Plazy zaczął ten sezon dość niemrawo. W lidze przez 6 pierwszych kolejek drużyna grała w kratkę, notując porażki z ekipami pokroju Cajasolu Sewilla. Także w Eurolidze po pierwszych sześciu meczach „Królewscy” nie wyglądali zbyt dostojnie z bilansem 3 –3. Jednakże ostatnie tygodnie stoją pod znakiem prawdziwego renesansu drużyny z Kastylii. Sobotnie zwycięstwo ligowe nad przewodzącą w tabeli TAU Ceramiką Vitoria zwieńczyło serii ośmiu kolejnych wiktorii w rozgrywkach ACB. Gościom z Baskonii nie pomógł powrót po kontuzji Tiago Splittera, ani kolejny superwystęp Igora Rakocevicia. Serb w pierwszej połowie był nie do zatrzymania, podobnie jak cały zespół z Alavy i wydawało się, że lider ACB znów pokaże przeciwnikom miejsce w szeregu. Warto przypomnieć, że do tego momentu TAU poniosła na krajowy podwórku tylko jedną porażkę. Tym razem jednak, to „Królewscy” byli górą, a druga połowa stała pod znakiem niesamowitej pogoni gospodarzy, dowodzonych przez Louisa Bullocka, grającego równie fenomenalnie, jak lider Vitorii.
Dlaczego piszę o „renesansie” Realu? Poprzedni sezon nie był dla tej ekipy udany, tak w lidze, jak i pucharach europejskich. Zespół ze stolicy Hiszpanii zakwalifikował się do kolejnych rozgrywek Euroligi jedynie dzięki zniesieniu przepisu ograniczającego liczbę reprezentantów jednej ligi do 4. Stąd też, mimo porażki w ćwierćfinale play – off ACB biało – niebiescy nadal występują w euroelicie. Dwa lata temu było zupełnie inaczej. Nowy trener, Joan Plaza dostał zadanie odbudowy potęgi królewskiego klubu. Stosunkowo niewielkie doświadczenie (w porównaniu z takimi rywalami, jak Dusko Ivanović, Aito Garcia Reneses czy Svetislav Pesić) rekompensował świeżymi pomysłami. Jego drużyna grała szybko i skutecznie, także dzięki nieobecności klasycznego centra. Nad wynikami spotkań czuwał duet obwodowy Bullock – Charles Smith wspierany przez atletycznego króla atakowanej tablicy Felipe Reyesa, zaś tempo dyktował Raul Lopez. Tuż za nimi podążali ludzie drugiego planu, jak Alex Mumbru, Blagota Sekulić czy Kerem Tunceri. Grając dynamicznie i szybko Real po siedmiu latach odzyskał tron w kraju i „przy okazji” zdominował rozgrywki Pucharu ULEB.
W kolejnym sezonie okazało się, że lepsze jest wrogiem dobrego. Oczywiście poprzeczka poszła w górę, gdy trzeba było znów stanąć do walki w Eurolidze i ACB. Faktem jednak jest, że na zdrowie nie wyszła „Królewskim” próba zaadoptowania do swego stylu powolnego centra. Cóż z tego, że był to uznawany za najlepszą klasyczną „piątkę” Lazaros Papadopoulos. Cały zespół nadal miał ochotę szybko biegać i grać nowoczesny atak, podczas gdy Grek tracił energię czekając na rzadkie podania pod kosz i usiłując nadążyć za tempem gry. Męczył się także jego koledzy grając z niewykorzystanym teoretycznie wielkim atutem podkoszowym.
W bieżących rozgrywkach władze Realu stosunkowo szybko umieściły Papadopoulosa na wypożyczeniu w Bolonii. Jest to ruch dość zaskakujący, gdyż zwykło się traktować w ten sposób raczej zdolnych młokosów, którzy z różnych względów nie mogli rozwinąć skrzydeł w druzynie. Okazało się to jednak korzystne. Drużyna wróciła do korzeni i znów zaskakuje rywali wykorzystaniem świetnego obwodu. Sprowadzony na miejsce Greka Tomas van den Spiegel - ruchliwy specjalista od gry przodem do kosza lepiej pasuje do układanki trenera Plazy. Efektem jest imponująca seria ośmiu już (licząc mecz z TAU) zwycięstw ligowych oraz znakomita pierwsza połówka Top 16. Hossy nie zatrzymała nawet kontuzja Lopeza, którego w roli nakręcającego tempo zastępuje młody Sergio Llull. Ten drugi wart jest obejrzenia na żywo, co zapewne czynią już skauci z klubów NBA. Jeżeli Hiszpania i koszykarska Europa zachwyca się (słusznie) dojrzałością Ricky'ego Rubio, to co można powiedzieć o Llullu, przy którego dynamice gracz Badalony zdaje się być przyklejony do parkietu. Wychowanek klubu La Salle Mao jako drugoroczniak potroił swoje osiągnięcia statystyczne w Eurolidze (z 2,3 do 8,2 punktu na mecz), a w takich meczach jak z Barceloną w ubiegłym tygodniu, udowadnia, że może być liderem silnego zespołu. To zapewne ucieszy wysłanników z NBA, poszukujących nowych gwiazdek i wyrazistych postaci.
Wartością obecnego Realu jest jego ciągłość. W przeciwieństwie choćby do Olympiakosu Pireus zmiany przed bieżącym sezonem nie były drastyczne. Siła „Królewskich” wciąż tkwi w potencjale czyniącego ciągłe postępy Reyesa, który w wieku prawie 30 lat wciąż dodaje nowe ładunki do swego arsenału (jak choćby rzut z półdystansu) Lopeza, Mumbru oraz już zadomowionego w Madrycie Bullocka. Nowe nabytki, jak Jerry Massey czy Qinton Hosley dobrze wprowadzili się do zespołu. Pierwszy z nich wnosi energię w walce na tablicach, grając głównie przodem do kosza. Drugi zaś z nie jest może tak pewną opcją w końcówkach meczów, jak Charlie Smith, ale jego wszechstronność w ataku zaczyna procentować zarówno w ACB, jak i w Eurolidze. Do tego Plaza, specjalista od szkolenia i promowania talentów, nie zaniedbuje skautingu nowych twarzy z drużyn młodzieżowych, tak Realu, jak i konkurencji (dowodem na jego skuteczność jest wspomniany Llull). Wspomaga to stabilny rozwój zespołu, czego brakuje różnym „nowobogackim” potęgom, bazującym na czasowej zwyżce kursu euro i innych ulotnych czynnikach.
Czy „Królewscy” są w stanie zdobyć podwójną koronę (Euroliga i ACB)? Będzie o to znacznie trudniej, niż dwa lata temu, a takie same ambicje przejawia wiele słynnych marek europejskiej koszykówki. Póki co, zespół stawiany w drugim szeregu za Barcą, CSKA, Panathinaikosem, TAU Ceramiką, czy Olympiakosem coraz śmielej włącza się do wielkiej gry na obydwu frontach. Jeżeli mu się powiedzie, po raz kolejny okaże się, że oprócz grubości portfela liczy się także konsekwentnie realizowany pomysł na zespół.
Koszykówka vs. siatkówka – starcie drugie
Przypomnijmy – w lidze siatkarskiej mamy do czynienia z Bydgoszczą, Rzeszowem, Kędzierzynem, Częstochową, Bełchatowem, Warszawą, Olsztynem, Gdańskiem, Radomiem i Jastrzębiem.
Natomiast w koszykarskiej obecnie mecze na żywo oglądniemy w Sopocie, Zgorzelcu, Włocławku, Ostrowie Wlkp., Koszalinie, Starogardzie Gd., Poznaniu, Warszawie, Kołobrzegu, Kwidzynie, Jarosławiu, Świebodzicach, Inowrocławiu i Słupsku.
A oto, jak rozkłada się to województwami:
Dolnośląskie – Zgorzelec, Świebodzice
Kujawsko – Pomorskie – Bydgoszcz, Włocławek, Inowrocław
Łódzkie – Bełchatów
Mazowieckie – Warszawa x2, Radom
Opolskie - Kędzierzyn
Podkarpackie – Rzeszów, Jarosław
Pomorskie – Gdańsk, Sopot, Starogard, Kwidzyn, Słupsk
Śląskie – Jastrzębie, Częstochowa
Warmińsko – Mazurskie – Olsztyn
Wielkopolskie – Poznań, Ostrów
Zachodniopomorskie – Koszalin, Kołobrzeg
Świętokrzyskie, Podlaskie, Małopolskie, Lubuskie, Lubelskie – brak.
Wnioski oczywiście każdy może wyciągać własne. A oto, jakie są moje przemyślenia. Przypominam, że drużyn siatkarskich jest dziesięć, a koszykarskich czternaście.
Przede wszystkim, koszykarzy można zobaczyć w zaledwie siedmiu województwach, a siatkarzy w ośmiu. Najbardziej jest to widoczne oczywiście na zdominowanym Pomorzu, gdzie są aż cztery drużyny walczące w PLK. Czy siedem to mało? Zdecydowanie tak! Jeżeli liga nie dociera na żywo nawet do połowy województw w kraju, to jak sport ma być promowany? W drugiej lidze?
Dalej mamy aspekt terytorialny – koszykówka dominuje w Polsce Zachodniej, natomiast siatkówka jest rozłożona bardziej równomiernie. I występuje w większych miastach na wschodzie kraju, takich jak Rzeszów czy Olsztyn. A jest jeszcze Radom. Tymczasem, nie licząc Jarosławia, nad Białoruską czy Ukraińską granicą mamy dramatyczną posuchę w temacie rzucania pomarańczową piłką. A jak dodatkowo wiadomo, Znicz nie jest potentatem, więc za rok może się okazać, że prócz Polonii najbardziej na wschód będzie Włocławek. Siatkówka za to potencjał zbija na Warmii, jak i na biednym Podkarpaciu, zdobywając spore ilości kibiców, dla których jest to kluczowa rozrywka.
Również największe skupiska ludnościowe posiadają swoje teamy walczące w PLS – przede wszystkim olbrzymia aglomeracja śląska, ale dalej też Warszawa, Gdańsk, czy wspomniany już Rzeszów. W baskecie mamy za to cieszące się nikłym zainteresowaniem Polonię Warszawa i Politechnikę Poznań, które są w wyraźnym cieniu odpowiednio Legii i Lecha, co w zasadzie uniemożliwia zgromadzenie wielkiej widowni na hali.
Zanikają wielkie miasta. Jasne – w stolicy mamy drużyny występujące zarówno w ekstraklasie koszykarzy jak i siatkarzy, ale dalej już tak różowo nie jest. Obecnie bez klubu w najwyższych klasach rozgrywkowych pozostają Wrocław, Kraków, Białystok, Łódź, Szczecin, Katowice. W Poznaniu jest mało kogo interesująca Politechnika (która w dodatku jest wzorowym przykładem na marnowanie pieniędzy i rozczarowanie w stosunku do potencjału). Czy to efekt dominacji piłki nożnej? Chyba jednak nie, bo w końcu Wisła w koszykówce kobiet ma oddanych fanów.
W tym momencie prym wiodą odpowiednio Sopot, Zgorzelec, Włocławek oraz Bełchatów, Jastrzębie czy Kędzierzyn. Jakby nie patrzeć, nie licząc tego pierwszego (bo to w zasadzie aglomeracja trójmiejska) – są to ligi małych miasteczek. Jednak tutaj niewielką przewagę znowu uzyskuje piłka uderzana, a nie kozłowana, bo pomiędzy nimi znajdują się miasta wojewódzkie. Bo liga jest mniejsza, a dzięki temu naprawdę duże miasta stanowią 40% całości (Warszawa, Bydgoszcz, Rzeszów, Gdańsk), podczas gdy w koszykówce jest to 21% (Sopot, Poznań i Warszawa).
Gdzie terytorium pomaga koszykówce? Na pewno w dojazdach. Nie licząc Jarosławia, wszystkie inne kluby są w miarę niedaleko siebie położone, czego przykładem niech będzie fakt sześciu meczy derbowych na Pomorzu (w jednej rundzie!). Czy to dobrze? Z pewnością jest ułatwieniem dla kibiców tych klubów, bo mają spore szanse na oglądanie swoich ulubieńców w halach rywali.
A gdzie głównie ono przeszkadza? Otóż w bliskich odległościach. Powiedzmy sobie szczerze – co przeciętnego mieszkańca Białegostoku, czy Olsztyna będzie interesował mecz Turowa ze Stalą? Kompletnie nic, bo ten wynik nie zaważy na wyższej/niższej pozycji klubu z jego miasta/województwa. A w siatkówce patriotyzm lokalny może się zdecydowanie łatwiej rozszerzać.
Podsumowując, koszykówka staje się lokalnym wydarzeniem dla niewielkich grup mieszkańców w zachodniej Polsce. Jest miejscem do rywalizacji derbowych i kłótni w wąskim gronie. Ten skład ligi kompletnie nie daje szans na wzmocnienie zainteresowania sportem na wschodzie kraju, a sytuacja Polonii, jako klubu prawie bez fanów to tylko pogłębia. Brakuje wielkich miast, brakuje jednego z bastionów dyscypliny – Wrocławia. Wydaje się, że najbardziej niewykorzystany jest Kraków, który ma silną drużynę kobiecą oraz dość znikome zainteresowanie siatkówką.
A siatkówka… cóż… zdobyła ważne twierdze na wschodzie (Rzeszów, Olsztyn), skąd rozpoczęła ekspansję. W tym sezonie zdobyła Gdańsk, gdzie występuje m.in. Łukasz Kadziewicz. Wielkie pieniądze w Bełchatowie okazały się motorem napędowym całej ligi, która w myśl zasady ‘bij mistrza’ również znalazła kasę na spektakularne wzmocnienia. Nie ma regionu, w którym byłoby skupisko klubów, jest bardziej równomierne położenie i to daje kolejny argument przeciętnym kibicom – bo jak jest jedna drużyna w województwie, to nie ma problemu, komu kibicować. A że ludzie ostatnimi czasy pokochali Wlazłego i spółkę, to sami nakręcają koniunkturę.
Wiadomo – to, jak się układa liga pod kątem geografii nie zależy od jej władz, tylko od sportowych wyników. Jednak w tym roku boleśnie możemy się przekonać, że o ile siatkówka idzie naprzód w podbijaniu ‘nowych rynków’ – choćby wspomniany Gdańsk, to koszykówka coraz bardziej zamyka się we własnym gronie. Dodatkowo tracąc co jakiś czas kolejne utytułowane drużyny z przeróżnych części kraju…
wtorek, 17 lutego 2009
Klasyki PLK (11): Śląsk - Prokom 2006/2007
sample.avi
Tytuł utrzymany w konwencji, ale tak naprawdę powinno być napisane 10x3 i wszystko byłoby jasne. Slanina trafiał, a kibice WKS mogli tylko załamywać ręce. Śląsk również grał bardzo dobre spotkanie, ale wrocławian dobił Rashid Atkins, który w ostatnich sekundach urządził sobie slalom pomiędzy graczami Śląska. Była to jedyna porażka Śląska we własnej hali w sezonie zasadniczym w tamtych rozgrywkach. Ostatni mecz z tak wypełnioną Orbitą, szczyt pozytywnej atmosfery jaką zbudował tamten zespół, a którą później w fatalnym stylu zmarnowano... Ale tę historię zna każdy.
Dzień Slaniny wrzucił Łucio.
Komentują: Adam Romański i Mirosław Noculak
Rozmiar: 1,07 GB
Jakość: bardzo dobra
CZĘŚĆ I
PART1 95,78 MB
PART2 95,78 MB
PART3 95,78 MB
PART4 95,78 MB
PART5 95,78 MB
PART6 95,78 MB
PART7 95,78 MB
PART8 1,13 MB
CZĘŚĆ II (z poprawionym PART5)
PART1 95,78 MB
PART2 95,78 MB
PART3 95,78 MB
PART4 95,78 MB
PART5 42,61 MB
Uwaga. Kolejne party są tak samo nazwane w obu częściach. Polecamy ściągać obie części do osobnych folderów, aby pliki się nie myliły.
sobota, 14 lutego 2009
Już (prawie) wszystko jasne
W piątkowym meczu Śląsk kontrolował wydarzenia na parkiecie od samego początku spotkania, wygrywając pierwszą kwartę 26:13. Jedynym problemem w tym fragmencie gry były szybkie 3 faule rzucającego obrońcy Śląska - Dawida Jacaszka. Na szczęście w świetnej formie rzutowej był Michał Latoś, a zmiennik Jacaszka - Michał Rutkowski (błędnie ujęty w oficjalnych statystykach jako Łukasz Malinowski) im dłużej przebywał na parkiecie tym lepiej się prezentował. Do przerwy Śląsk prowadził 44:34. Jednak po powrocie z szatni nastąpił chwilowy kryzys, w którym rywale zbliżyli się do wrocławian na 4 punkty. W tym okresie grę Śląsk prowadził drugi rozgrywający Śląsk, najmłodszy w zespole - Norbert Kulon. Trener Tomasz Jankowski jednak pozostawił go na boisku i młody rozgrywający odpłacił się kilkoma bardzo udanymi akcjami. Kilka ważnych rzutów trafił wspominany wcześniej Rutkowski i w pozostałej części gry WKS już tylko powiększał i kontrolował przewagę. Ostatecznie wygrywając spotkanie 75:60.
W całym meczu kluczem do zwycięstwa była dobra skuteczność wrocławian za 3 (10/21), a przede wszystkim zdemolowanie rywali na deskach (51:24), gdzie doskonałą robotę wykonali Michał Latoś (15 zb) i Paweł Bochenkiewicz (10 zb), który co chwilę popisywał się efektownymi zbiórkami w ataku. Śląsk w tym meczu miał przewagę talentu, przewagę fizyczną i to dużą, lepszą organizacją gry, a także przewagę na ławce na ławce trenerskiej.
Dzisiejsze spotkanie MCKiS z Treflem miało bardzo podobny przebieg. Zespół z Jaworzna zbudował dużą przewagę już w pierwszej kwarcie (27:10) i później już tylko utrzymywał przewagę. Kluczowe postaci w zespole w Jaworzna to podkoszowi Daniel Goldammer (9 pkt, 8zb), Przemysław Gworek (15 pkt, 17 zb) oraz będący w dobrej dyspozycji rzutowej Wacław Adamczyk (16 pkt). Jutrzejsze spotkanie Śląska z MCKiS zapowiada się na bardzo ciekawy i wyrównany mecz.
Pozostając jeszcze przy przegranym turnieju - FRE Trefl Sopot. Ten zespół to przede wszystkim trzech graczy: rozgrywający Tomasz Maryniewski oraz skrzydłowi Bartosz Zając i Bartosz Królikowski. Poza tym bywa dość przeciętnie. Co się przede wszystkim rzuca od razu w oczy to braki fizyczne sopockich graczy. Gracze powinni się skupić trochę bardziej na bogatej w białka diecie oraz wizytach na siłowni, bo z takimi warunkami fizycznymi nie ma o czym mówić jeśli chodzi o poważniejsze etapy rywalizacji wśród juniorów starszych, że o jakimkolwiek poważnym baskecie nie wspomnę. Jeżeli przyszłoroczna pierwsza ekipa juniorów starszych Asseco Prokomu będzie składała się z tych graczy (plus Piotr Wojdyr) i nie zostaną dokonane żadne wzmocnienia, to nie wróżę Prokomowi większych sukcesów.
piątek, 13 lutego 2009
Reklama meczami, czyli o wielkich widowiskach marcowych słów kilka...
W tym sezonie mają się odbyć w naszym kraju dwie imprezy tego typu. Obie jak dla mnie organizowane bez głowy – może i są chęci, ale szkoda, że jest to robione niezwykle chaotycznie i momentami jakby niezbyt logicznie.
Pierwszego marca będziemy świadkami meczu reprezentacji Polski z obcokrajowcami. Jak się okazało kilka dni temu, świadkiem tego wydarzenia będzie Wrocław. Oraz widzowie TVP Sport i TVP Info. Wszystko zacznie się już dzień wcześniej, gdy to rynek ma być świadkiem promocji Eurobasketu. I tu zaczynają się problemy.
Otóż jak wiadomo koszykówka w naszym kraju nie jest zbytnio popularna. Dlatego jak organizatorzy chcą sprawić, żeby sobotnie spotkanie na rynku nie było jakimś kameralnym zlotem koszykarzy i przypadkowych widzów? Nie mam pojęcia. Zwłaszcza, że w temacie jakichś plakatów, reklam aktualnie jest cicho. Niewiele lepiej jest patrząc na niedzielne meritum, czyli samo spotkanie. Rozpocznie się prawdopodobniej o 19-tej, ale na razie o sprzedaży biletów, ich cenach – nikt nic nie wie. Czy w tydzień ludzie wykupią komplet wejściówek? Biorąc pod uwagę samo miasto – szansa na 3-4 tysiące ludzi są. Ale chyba nie więcej. Nawet gdy Śląsk był brązowym medalistą, to na Meczach Gwiazd nie było kompletów. Bo nie ma ciśnienia na koszykówkę – temat odbudowy drużyny nie jest zbyt często poruszany, na manifestacjach było dramatycznie mało osób, na trzeciej lidze w „Kosynierce” również nie ma tłumów – a to w końcu jedyna szansa na oglądanie na żywo Śląska.
Dlaczego więc uważam, że przyjdą cztery tysiące ludzi, co jakby nie patrzeć w naszym kraju na meczu koszykówki jest niezwykle rzadkim widokiem? Bo Wrocław nadal kocha ten sport i jest tutaj masa fanów, którzy chcą oglądać najlepszych, a nie trzecią ligę. A prócz sportu kocha Halę Ludową (tfu – Stulecia). Żyje wspomnieniami największych triumfów i meczy z udziałem Śląska i jednoznacznie kojarzy ją ze wspaniałymi chwilami. Dlatego chętnie przyjdzie zobaczyć koszykówkę w tym obiekcie.
Swoją drogą ciekawe jakim cudem udało się przenieść całą imprezę ledwo dwa tygodnie wcześniej. W końcu gdy we wrześniu robiłem wywiad na temat Hali, jej przebudowy, przyszłości to dowiedziałem się (z grafików, a nie tylko słów), że generalnie obiekt jest w 80-90% zajęty na 2009 rok, a rezerwacje obejmują nawet kolejne dwa lata. No ale jak widać, dla chcącego nic trudnego.
Niecały miesiąc później, czyli dwudziestego dziewiątego, w stolicy naszego kraju odbędzie się już spotkanie Północy z Południem, czyli typowy Mecz Gwiazd. Tutaj także niespecjalnie słyszałem o reklamie tegoż wydarzenia, ale uczciwie przyznam, że się nie interesowałem. Za to umiejscowienie to jak dla mnie wiara w cuda. Dlaczego? Bo Warszawa zdecydowanie nie jest koszykarskim miastem. Obawiam się, iż w niej może być najwięcej wolnych miejsc podczas trwania Eurobasketu. Przykład? Mecze towarzyskie Polska – Bułgaria i pustki na trybunach. Jeżeli organizatorzy chcą przyciągnąć ludzi na Eurobasket, czy Mecz Gwiazd – kampania reklamowa musi być zdecydowana, wręcz nachalna. Bo inaczej ludzie, którzy nigdy się koszykówką nie interesowali, nagle na Torwar nie zaczną walić drzwiami i oknami.
Nie ma sensu porównywać tych dwóch wydarzeń z tymi zza oceanu. Zwłaszcza, że na popisy LeBrona i spółki ludzie przyjdą bez zachęty. A u nas powinno być zupełnie inaczej – ale nad marketingiem narzekałem już wiele razy, więc powtarzanie się jest bez sensu.
Pozytywem jest sam pomysł organizacji takich imprez. Mam nadzieję, że tym razem wszyscy zagrają na maxa i pokażą fajną oraz efektowną koszykówkę – bo inaczej już ostatecznie mogą niektórych zniechęcić do tej dyscypliny sportu. A nas nie stać na utratę kolejnych fanów, kibiców czy choćby zwykłych „oglądaczy”.
Czy dwa wydarzenia w tak krótkim czasie są dobrym pomysłem? Gdyby było wszystko jasne od dawna – to czemu nie. Na razie jednak znane są tylko daty i miejsca rozegrania spotkań. Reszta jest wielką niewiadomą. A czasu coraz mniej…
czwartek, 12 lutego 2009
Pora na młodych
Jeden z turniejów rozegrany zostanie we Wrocławiu w Kosynierce:
13.02.2009 r. (piątek)
godz. 18.00
WKS ŚLĄSK Wrocław - FRE TREFL Sopot
14.02.2009 r. (sobota)
godz. 12.00
FRE TREFL Sopot - MCKiS JBL Jaworzno
15.02.2009 r. (niedziela)
godz. 12.00
WKS ŚLĄSK Wrocław - MCKiS JBL Jaworzno
Informację zamieszczam, bo zdaje sobie sprawę, że impreza może nie być specjalnie nagłośniona... Szczególnie jeżeli w tym sezonie występy Śląska w drugiej lidze oraz juniorów Śląska śledzą nieliczni.
Początkowo na turnieju miała grać także Spójnia Stargard Szczeciński. Ostatecznie tego zespołu brak, więc zapewne się wycofał. Do turniejów półfinałowych awansują dwa najlepsze zespoły, więc zadanie nie wydaje się specjalnie trudne. Jedna wygrana powinna wystarczyć. Śląsk jest w uprzywilejowanej sytuacji, gdyż przed niedzielnym meczem powinien dokładnie wiedzieć jakiego wyniku potrzebuje, nawet jeśli chodzi o małe punkty.
Przynajmniej teoretycznie skład pierwszej drużyny juniorów starszych przedstawia się następująco:
1. Bieg Mateusz
2. Bochenkiewicz Paweł
3. Jacaszek Dawid
4. Kuśmierz Michał
5. Langowski Tomasz
6. Latoś Michał
7. Magdziarz Piotr
8. Malinowski Łukasz
9. Mieczkowski Dawid
10. Parzeński Jakub
11. Rutkowski Michał
12. Zwierz Adrian
Dawid Mieczkowski jest już bardzo długo kontuzjowany. Nie wiem także czy istnieje możliwość przesunięcia najlepszych graczy z drugiego zespołu juniorów starszych jak np. Kacper Sęk.
Co do rywali Śląska - warto podkreślić, że Trefl Sopot to druga ekipa juniorów w Sopocie po Asseco Prokomie i nie ma tam najbardziej znanych nazwisk trójmiejskich młodzieżowców, nie ma nikogo z rocznika '89. Najgroźniejszym zawodnikiem drużyny z Jaworzna powinien być Daniel Goldammer.
Dla Śląska ten sezon może być okazją do powrotu do finałowej ósemki mistrzostw Polski. Przed rokiem mieli sporego pecha trafiając do piekielnie mocnej grupy półfinałowej z późniejszym mistrzem i wicemistrzem Polski: Polonią 2011 Warszawa i Prokomem Trefl Sopot.
środa, 11 lutego 2009
Euroliga: "Czerwoni" znów na Wybrzeżu
Dziś wieczorem nad polskie morze zawita Olympiacos Pireus. Koszykarze Asseco Prokomu po porażce z AJ Mediolan mają już mizerne szanse na play off, ale jak już pisałem przed tygodniem, warto bić się o każdy mecz na poziomie „Szesnastki”. W dotychczasowych dwóch występach sopocian na tym szczeblu Euroligi (w sezonach 2004/05 i 2006/07) wygrali tylko raz. Było to, co prawda, prestiżowe zwycięstwo nad „prześladującym” Prokom Efesem Pilsen Stambuł (5 wygranych z rzędu nad mistrzami Polski), ale trochę to jednak zbyt skromnie. Pierwszy pobyt w T16 miał miejsce w sezonie debiutanckim, więc samo uczestnictwo było powodem do satysfakcji. Rok temu skład i cele były większe, ale nie udało się przekuć potencjału w choćby kwalifikację do szesnastki. Teraz zestaw graczy nie jest najlepszy w historii, ale może wola walki stanie się wartością dodaną. Jednakże starciu z potęgami grupy E każda wygrana byłaby sensacją.
Goście zagrają bez pupilka fanów, Josha Childressa, ale jego brak nie przeszkodził „Czerwonym” w odniesieniu zwycięstwa nad TAU Ceramiką Vitoria. Kluczowymi graczami teamu Panayotisa Giannakisa są, Duży i Mały, a więc Ioannis Bouroussis (215 cm wzrostu) oraz świetnie znany nam Lynn Greer (180). Pierwszy z nich zaskakuje przygotowaniem motorycznym, dynamiką oraz rzutem. Nie trzeba dodawać, że potrafi wykorzystywać swoje auty fizyczne. Dzięki temu połączeniu notuje średnio 11,3 punktu (drugi strzelec Oly) oraz 7,4 zbiórki (lider zespołu) w meczu Euroligi Z kolei Greer rozgrywa chyba najlepszy sezon w Europie, zestawiając wpływ na grę z klasą zespołu (12,6 pkt – lider „Czerwonych”), w którym występuje. Nadal czaruje dynamiką i nienagannym rzutem, choć w otoczeniu takich graczy, jak Teo Papaloukas, Yotam Halperin, czy Nikola Vujcić ma komu oddawać pole do popisu. Obaj wyróżnieni koszykarze stanowią grają w Pireusie od co najmniej roku i stanowią ostoję zespołu w momentach wahań formy nowych nabytków.
Nie oznacza to, że pozostałych zawodników należy „odpuścić” w obronie. Do Polski zawita jeden z najsilniejszych składów na Starym Kontynencie, istna Chelsea koszykówki. Jej właściciele, bracia Angelopoulos zdają się nie oglądać na ograniczenia budżetowe i kryzys gospodarczy. W planach mieli/mają pozyskanie kogoś z nadludzi jak Kobe Bryant, czy Lebron James. Obecny kurs euro do dolara może skutecznie pokrzyżować te zamierzenia, ale są ludzie, po których można „oczekiwać niemożliwego” i wspomniani panowie do tego grona z dumą przynależą. Mogę się z tych pomysłów śmiać, ale jako fan europejskiego basketu, mam cichą nadzieję, że uda się Grekom zagrać va banque i kogoś z czołówki NBA do Europy kiedyś sprowadzić.
Na razie jednak trzymam kciuki za polski zespół i mam nadzieję, że „Szeryf” Pacesas groźną miną zdyscyplinuje swych podopiecznych. Na „dzień dobry” do wyeliminowania są inklinacje do strat, których Polacy uzbierali tydzień temu aż 24. Wiem, że presja gwiazd z Grecji nie sprzyja rozsądnemu rozgrywaniu piłki, ale może zmobilizuje do pełnej koncentracji. Smaczku dodaje występ Qyntela Woodsa, który po niezłej grze we Włocławku stanie twarzą w twarz z byłymi kolegami, z którymi rok temu napędził stracha CSKA Moskwa. Może jego gra natchnie graczy z Sopotu do wejścia na najwyższy poziom umiejętności. W takim spotkaniu liczy się dodanie do gry czynnika ekstra, który pobudzi zespół do walki i zaskoczy rywali. Poza tym, będę to powtarzał do znudzenia, dla takich spotkań sopocianie przechodzą coroczny rytuał play off w PLK. Nie wyszło z Milanem, to może uda się coś ugrać z Olympiakosem. Bardziej to życzenia, niż pewność, ale czy ktoś stawiał na kadrę Leo przed meczem z Portugalią? Poza tym, bilans spotkań z Grekami wynosi 4 – 4 (konfrontacje z Pireusem, to swoista świecka tradycja Sopotu), więc gdzież tu porównanie z marnym 1 –5 z Efesem..
Pierwsza piłka pójdzie w górę o 19.45.
Dziś TAU Ceramica (dalej bez Tiago Splittera) zmierzy się z liderem grupy – AJ Milano. Za Baskami przemawia atut własnej hali oraz fenomenalna forma Igora Rakocevicia. Czy ktoś go dziś zatrzyma?
W grupie H CSKA zagra o pierwsze miejsce na półmetku z Montepaschi i zważywszy choćby na bilans 5 –3 historii kontaktów dwustronnych – powinno być ciekawie. Z kolei w Belgradzie Partizan (gr. G) staje przed szansą wdarcia się na miejsce premiowane awansem do play off. Warunkiem jest jednak pokonanie Malagi, która w weekend uporała się z Badaloną w lidze ACB. Jednakże widownia hali Pionir była już (bynajmniej niemym) świadkiem niejednej niespodzianki..
Jutro hitem dnia będzie starcie w „grupie śmierci” (F) pomiędzy liderującym Realem, a łapiącym wiatr w żagle Maccabi Tel Awiw. Na porażkę „Królewskich” czyha Barcelona, która oczekuje na dwa punkty w spotkaniu z Albą Berlin.
Tymczasem niewesoło przedstawia się sytuacja Lottomatiki, która po świetnej pierwszej rundzie nie może zwyciężyć w Top 16. W takim momencie przyjdzie Beciroviciowi i spółce zmierzyć się z Panathinaikosem, który obok CSKA jest najlepszym zespołem jeśli chodzi o metodyczne rozbijanie obrony akcjami obwodowymi. Na deser mamy też jak zawsze gorące starcie Cibony z Fenerbahce. Euroligowy bilans wynosi tu idealne 5 –5, a stawką jest wypchnięcie z „dwójki” Sieny bądź CSKA.
Eurocup: Dwóch bez porażki
Niepokonanymi pozostają drużyny Benettonu Treviso i Dynama Moskwa. Włosi stosunkowo łatwo uporali się na wyjeździe z Turk Telekomem Ankara. W ekipie gości znakomicie radzą sobie młodzi Amerykanie – Gary Neal i Judson Wallace, którzy, podobnie jak w meczu z UNICS –em byli głównymi strzelbami Benettonu. Niezłą zmianę dał niedawny gwiazdor PLK, Bobby Dixon, którego obecność na ławce może się wydawać z polskiej perspektywy czymś szalonym. Gospodarzom nie pomógł solidny występ Michaela Wrighta, który z dorobkiem 15 punktów był najlepszym strzelcem Telekomu. Z polskich akcentów warto odnotować pucharowy debiut Jakuba Wojciechowskiego. Wychowankowi ŁKS –u nim pójdzie w ślady Marcina Gortata (oby), przychodzi się zmierzyć z dorobkiem innych Polaków, usiłujących zaistnieć w klubie z Treviso. Niestety ani Mateusz Jarmakowicz, Paweł Mróz, ani Wojciech Barycz nie zdołali na dłużej zaistnieć w Benettonie. Czy wielkoludowi z Łodzi uda się przełamać tę niemoc? Póki co, zaczął od nieco ponad minuty gry bez zysków, czy też strat.
Drudzy niezwyciężeni, Dynamo, poza fragmentami pierwszej połowy radzili sobie z Maroussi Ateny, wręcz koncertowo. Brak dominującej „jedynki” zrekompensowała zespołowa gra pozostałych zawodników, na czele z fenomenalnym Travisem Hansenem (20 punktów i 7 asyst) oraz Dariusem Lavrinoviczem. Ten drugi świetnie uzupełniał się z Robertasem Javtokasem, któremu posłał kilka fenomenalnych podań pod samą obręcz. Litewski duet w najważniejszych momentach stanowił zaporę nie przejścia, co skutecznie zniechęciło przyjezdnych do wjazdów pod kosz. Momenty beztroskiej gry Bostjana Nachbara starał się wykorzystywać skuteczny do przerwy Jarrod Stevenson, ale w drugiej odsłonie, poza Billem Keys'em, Grecy nie stanowili zagrożenia dla moskiewskiej machiny. Ciekawe, jak wpłynie na nią transfer Briana Chase'a, który ma by nowym generałem armii trenera, Davida Blatta?
Huśtawkę nastrojów muszą przeżywać kibice w Mariupolu. Ich zespół miał być już czarnym koniem, bankrutem i autsajderem tej edycji Pucharu. Na razie, wykorzystując zamieszanie w Pamesie Walencja Ukraińcy pokonali Hiszpanów po dogrywce. Mimo popisów Shammonda Williamsa, Rafy Martineza oraz najlepszego meczu Kosty Perovicia od powrotu do Europy, to Azovmasz okazał się lepszy (przy udziale znanych nam Litwinów – Serapinasa i Jarutisa) i znów liczy się w walce o awans do Final 8. Podobnych ambicji nie mieli chyba ostatnio w Zadarze, ale po zaciętym i ofensywnym meczu z UNICS –em Chorwaci mogą złapać wiatr w żagle. Gracze znad Adriatyku narzucili swoje tempo gry i prowadzili aż do końcówki pierwszej połowy. „Kazańcy”, dzięki duetowi Chorwatów – Marko Popović – Kreso Loncar wyrównali wynik. W szalonej czwartej kwarcie sprawy w swoje ręce wzięła młodsza wersja Popovicia, Rok Stipcević. Wychowanek Zadaru trafił dwie „trójki” (w tym jedną z dystansu NBA), popisał się asystą do centra Gecevskiego, przechwycił podanie „Popo” i dorzucił dwa wolne. Mimo trafienia z daleka Terrela Lyday'a, Chorwaci dowieźli wygraną, przypieczętowaną wsadem Juby'ego Johnsona.
Większe nadzieje wiązali z bieżącym sezonem włodarze Lietuvos rytas Wilno. Teraz w wyniku kłopotów finansowych muszą lakować skład w trakcie rozgrywek. Jednakże zespół Rimasa Kurtinaitisa znów wygrywa, tym razem z Artland Dragons i dzięki porażce Spirou Charleroi z Bilbao, został liderem grupy L. Ich „wódz”, Chuck Eidson z rankingiem 37 (w tym 18 punktów, 8 asyst, 7 zbiórek i 3 przechwyty) został MVP 3 kolejki. Wygląda na to, że nie tylko mecze Litwinów, ale także grupy, w których występują muszą przypominać jazdę bez trzymanki. O wiele bardziej niespodziewanym liderem, tyle że grupy K, został Hemofarm Vrsac, który w bratobójczym boju pokonał Crveną Zvezdę Belgrad (2 punkty Olivera Stevicia w CZ). Wobec powrotu do gry Ukraińców z Mariupola walka powinna być tutaj ciekawa do ostatnich sekund kolejki szóstej.
Przed nami tygodniowa przerwa, a po niej zabawa jeszcze bardziej się rozkręci. Stawką tej batalii jest miejsce w Eurolidze w sezonie 2009/10.
wtorek, 10 lutego 2009
Eurocup: Chimki i Azovmasz - ostatni dzwonek
Najciekawsze zespoły spośród „zagrożonych”, to Chimki, Azovmasz. Kiepsko stoją też akcje Zadaru, Panelliniosu i Artland Dragons. Wydaje się, że półmetek drugiej fazy sezonu jest ostatnim dzwonkiem dla tych ekip.
Chimki spotkają się w bezpośrednim starciu z drugą drużyną „spod kreski” w grupie I, czyli Panelliniosem w Atenach. Oprócz trudnej sytuacji w tabeli, trener Rosjan, Sergio Scariolo martwi się pewnie stanem swojej kadry, w której tradycyjnie zabraknie Macieja Lampego oraz kolejnego podkoszowego, Timofieja Mozgowa. Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje też, że drużynę spod Moskwy opuści także Carlos Delfino, sprawiający spore kłopoty „wychowawcze”. Grecy, wzmocnieni Mustafą Shakurem nie oddadzą łatwo pola. Siłą gości dzisiejszego meczu jest teraz obwód, ale daleko od kosza ekipa Iliosa Zourosa ma do dyspozycji Tony'ego Grundyego, Vlado Petrovicia, czy Juricę Golemaca. Jeszcze miesiąc temu „podmoskiewscy” nie musieliby się obawiać takiego potencjału, ale teraz wszystko się zmieniło. Kibice w stolicy Hellady powinni zobaczyć zacięty mecz. W tej samej grupie dojdzie też do spotkania na szczycie. Druga ekipa z Rosji – Dynamo, po pewnym zwycięstwie w lidze podejmie Maroussi Ateny. W ostatnich dniach szefowie dawnego milicyjnego klubu postarali się załatać jedyną, ale za to ważną lukę w składzie. Stąd transfer Briana Chase'a, który ma uporządkować grę na pozycji rozgrywającego. Ze względu na przepisy ULEB –u jego debiut nastąpi jednak dopiero za tydzień i w tym swojej szansy powinni upatrywać podopieczni Anastasiosa Markopoulosa.
O poprawę doli swej drużyny zadbali też działacze Zadaru (grupa J), sprowadzając na ławkę trenerską Zmago Sagadina. Nie napisałem o poprawie atmosfery, gdyż ostatni klub pana Sagadina, czyli Anwil, pożegnał się z nim właśnie w trosce o nadszarpnięte morale zespołu. Teraz zarówno włocławski klub, jak i słoweńska legenda mogą kroczyć nowymi ścieżkami. Ciekawe, kto lepiej wyjdzie na te roszadzie? Sagadin „na dzień dobry” będzie musiał stawić czoła całkiem mocnemu UNICS –owi Kazań, dowodzonemu przez innego weterana trenerki, Aleksandara Petrovicia. Porażka Chorwatów we własnej hali, zakonczyłaby marzenia o pucharowych sukcesach. Niemniej ciekawie zapowiada się pojedynek w Ankarze, gdzie grający w kratkę Turk Telekom (z Michaelem Wrightem i Krisem Langiem w składzie) zmierzy się z Benettonem. Włosi wykorzystują ostatnio swoje szanse w stu procentach, ale w hali Ataturka pucharowi goście nie zaznali jeszcze smaku zwycięstwa..
Jeśli chodzi o zmiany w składzie, to nie w Walencji obowiązuje zasada ”nie ma przebacz”. Nowa miotła, Neven Spahija, wymiata wszelkich zwolenników trenera Fotisa Katsikarisa. Najpierw położył na pniu głowę Dimosa Dikoudisa, a ostatnio pożegnał bez żalu samolubnego snajpera Rubena Douglasa. Niewątpliwie Chorwat pokazuje, kto rządzi w Pamesie, ale akurat Panamczyk wydawał się w tym zespole „niezatapialnym”. Wyrzuconego z TAU Ceramiki (mimo zdobytego mistrzostwa Hiszpanii), Spahiję bronią jednak coraz lepsze wyniki, a dziś jego team może pogrążyć Azovmasza Mariupol.
W tej samej grupie (K) dojdzie do bratobójczej walki ekip z Serbii. W nieco gorszej sytuacji jest Crvena Zvezda Belgrad, ale w „derbowych” bitwach nieraz dochodziło do zwrotów akcji. Swoją rolę do odegrania dostanie Oliver Stević, który aktualnie „korzysta” na kontuzji Lawrencea Robertsa. Z kolei pod koszem Hemofarmu Vrsac zabraknie Vlado Vukosavljevicia, stanowiącego podporę drużyny. Pod jego nieobecność rozwija jednak skrzydła zwalisty Milan Macvan i to na nim powinna się skupić obrona podkoszowa „Czerwonej Gwiazdy”.
Kibice w Wilnie znów obejrzą na żywo swych pupili z Lietvos rytas. Pytanie, czy mają jeszcze jakieś tabletki z melatoniną, bo podopieczni Rimasa Kurtinaitisa chcą chyba pobić rekordy w liczbie nerwowych końcówek i dramatycznych spotkań. Tym razem podejmą u siebie przeciętny Artland, ale bez wiodącej „jedynki” znów mogą się męczyć z teoretycznie słabszym rywalem. Jedno jest pewne – jak na papierowego faworyta (bądź tygrysa) wilnianie grają tak, że nudzić się przy nich nie sposób.
Emocje będą tym większe, że dwa najwyżej notowane teamy grupy L – Spirou Charleroi i Bilbao spotkają się w Belgii, by rozstrzygnąć sprawę pierwszeństwa na półmetku. Czy ten trzeci skorzysta? Przekonamy się wieczorem.
Eurosport 2 ma transmitować spotkanie Dynama z Maroussi (17.30) oraz Zadaru z UNICS –em (ok. 21.45). To drugie spotkanie może kolidować z turniejem tenisowym, więc „poślizgu” w relacji nie da się wykluczyć.
poniedziałek, 9 lutego 2009
Campeones, campeones, oe, oe, oe!!!
I zapewne jak każdy kto właśnie miałby oglądać mecze genialnego hiszpańskiego rocznika '80 w skład którego wchodzą Pau Gasol, Juan Carlos Navarro, Raul Lopez, Felipe Reyes, Berni Rodriguez, Carlos Cabezas czy German Gabriel, chciałem zobaczyć jak tam Pau wymiatał za młodu. I tu niespodzianka. Otóż Pau w ogóle nie wymiatał. Nie grał w pierwszej piątce, bo tam bardzo mocną pozycję miał Gabriel i Reyes. A na rezerwie nawet Antonio Bueno (w karierze Real, Joventut, obecnie Feunlabrada) potrafił być produktywniejszy. Gasol nie grał wcale tak przeraźliwie mało, a na przestrzeni tych dwóch meczów (półfinał i finał) zdobył tylko dwa punkty z gry - wsad z wyczyszczonej pozycji pod koszem. Poza tym bez sensu odpalane trójki, brak gry tyłem do kosza i jedyne pozytywy do zanotowania to niezłe podania oraz kilka trafionych wolnych. Warto też wspomnieć, że w tamtym okresie Pau to ogólnie ponad dwa metry skóry i kości. Biorąc to wszystko pod uwagę ciężko jest mi sobie wyobrazić jak trochę ponad rok później ten człowiek był liderem FC Barcelony, a nieco ponad dwa lata później robił w NBA 18/9.
Hiszpania na tamtym turnieju to przede wszystkim prawdziwe przywództwo - po pierwsze - Juana Carlosa Navarro i po drugie - Raula Lopeza. Jak już wcześniej wspominałem także dobra gra podkoszowych: Gabriela i Reyesa. Poza tym dobre wsparcie z ławki Bueno, Rodrigueza (ciężko sobie wyobrazić, ale łysego Berniego Rodrigueza) czy Cabezasa. No i Gasola. Poza tym w składzie byli mało znaczący i nie robiący później większej kariery Alesandro Cabeza, Julio Gonzalez oraz Felix Herraiz. Pominąłem jednak jednego gracza. A mianowicie czarnoskórego Hiszpana z Nigerii Souleymane'a Drame. Człowiek grał na SF, był szybki, skoczny, z dobrym kozłem, może niekoniecznie z dobrym rzutem, ale bardzo dobrze rokował. Nie wiedzieć czemu kariery wielkiej nie zrobił. Wiele lat grał skrawki minut w Joventucie, obecnie występuje gdzieś w niższych ligach na Półwyspie Iberyjskim.
Wracając jeszcze raz do Gasola. Facet wyglądał w tej ekipie jak zagubione w wielkim świecie kurczątko. Zero twardości, chęci wzięcia spraw w swoje ręce, a przede wszystkim zero ujawnienia wielkiego potencjału. Taki ktoś kto wchodzi na boisko i chce przetrwać swoje minuty bez większej kompromitacji. Wielokrotnie zarzuca się Gasolowi, że jest miękki i dla mnie to co zobaczyłem, to tylko potwierdzenie. On ma po prostu taki charakter. Próba nadrabiania "groźnym" wizerunkiem zdaje się to jeszcze bardziej dowodzić. Choć pewnie wciąż jest pewna grupa, której będzie bardzo ciężko to zaakceptować - kibice Lakers.
Teraz może trochę o drużynie, która z tymi Hiszpanami mistrzostwo przegrała. Szczerze mówiąc spotkałem tam więcej znanych nazwisk niż się spodziewałem. A tak właściwie to prawie same znane z różnych miejsc. Znani z NBA Bobby Simmons, Keyon Dooling, Nick Collison, Matt Carroll (w finale nie grał). Starzy znajomi z naszej ligi: MVP Finałów 2002 - Michael Wright, marnowany przez Filipovskiego w Zgorzelcu Lance Williams oraz znany z epizodu w Zniczu Jarosław Steve Logan. Poza tym ludzie, którzy zaznaczyli swoją obecność w dość znanych miejscach w Europie tacy jak Casey Jacobsen, Chris Williams, Adam Hall czy Jason Parker. Amerykanie grali wyjściową piątką w składzie: Dooling, LePore, Williams, Collison, Wright. No właśnie. Nie wymieniony wcześniej Steve LePore to jedyny gracz tamtej ekipy, który przepadł dla poważniejszego basketu w późniejszym czasie. A był drugim strzelcem reprezentacji USA na MŚ. Jednak kontuzje kolan pod koniec kariery uniwersyteckiej sprawiły, że nie wychylił nosa poza niższe ligi w USA czy mało prestiżową ligę angielską.
Co ciekawe więcej problemów niż wygranie finału z USA Hiszpanom sprawiło ogranie Argentyńczyków w półfinale. A było to różnicą jednego punktu, dzięki dwóm celnym rzutom osobistym Raula Lopeza w ostatnich sekundach po (wątpliwym) faulu Argentyny. Argentyna miały mocny i wyrównany skład, siła była w kolektywie i chętnie bym tu poopowiadał jakieś barwne historie o samych koszykarzach, gdyby nie to, że z jakiś przyczyn ci gracze dla późniejszej seniorskiej reprezentacji Argentyny nie istnieli. Luisa Scoli brak chociaż to ten rocznik (przypomnę 1980). Zapewne dlatego, że tego samego lata grał już w pierwszej reprezentacji. A jedyny przewijający się później w kadrze gracz z ekipy juniorskiej to Frederico Kemmerichs, to przecież niezbyt kluczowa postać w Argentynie. Zapewne jak to zwykle bywa w takich przypadkach zdolne pokolenie zginęło w cieniu trochę starszego, również utalentowanego pokolenia zawodników...
czwartek, 5 lutego 2009
Poznaj lepiej blogera: greg
Ulubiony klub: Śląsk Wrocław
Ulubiony gracz: Maciej Zieliński
Ulubiony trener: Velimir Perasović
Ulubiony klub (Euroliga, Europa): TAU Baskonia
Ulubiony gracz (Euroliga, Europa): Zoran Planinić
Ulubiony trener (Euroliga, Europa): Velimir Perasović
Ulubiony klub (NBA): obecnie brak
Ulubiony gracz (NBA): Rudy Fernandez
Ulubiony trener (NBA): brak
Ulubiona reprezentacja (obecnie): Chorwacja
Ulubiona reprezentacja (retro): Jugosławia '90, '91
Najlepszy gracz w historii koszykówki: Oscar Robertson
Najlepsza ekipa w historii koszykówki: Dream Team '92
Najlepszy trener w historii koszykówki: Red Auerbach
Najlepszy gracz w historii polskiej koszykówki: Adam Wójcik
Najlepsza ekipa w historii polskiej koszykówki: Śląsk Wrocław 2000/2001
Najlepszy trener w historii polskiej koszykówki: Andrej Urlep
Największy mecz w historii koszykówki: USA-Hiszpania, finał IO 2008
Największy mecz w historii polskiej koszykówki: Śląsk-Nobiles, siódmy mecz finałów 1999
Najbardziej pamiętna akcja w historii koszykówki: Jordan kładzie Russella
Najbardziej pamiętna akcja w historii polskiej koszykówki: Rzut Krzykały
Wsad czy łatwy dwutakt? łatwy dwutakt
Rzut czy minięcie? minięcie
Atak czy obrona? atak
Szybki czy silny? silny
Indywidualność czy zespół? zespół
Efektywność czy efektowność? efektywność
Trener czy zawodnicy? trener
Przechwyt czy obrona na nogach? obrona na nogach
Obwód czy podkoszowi? podkoszowi
Twarda obrona czy wymuszony ofens? wymuszony ofens
Młodość czy doświadczenie? doświadczenie
Pełna uczciwość czy cwaniactwo? cwaniactwo
-2 pkt, 15 sekund: gra na dogrywkę czy na zwycięstwo? gra na dogrywkę
Wilt czy Bill? Wilt
Celtics czy Lakers? Celtics
NBA czy Euroliga? Euroliga
Drazen czy Arvydas? Arvydas
Career high: nie pamiętam, bo nie było takiej liczby godnej zapamiętania
Akcja życia: ekhm... jak wyżej
Motto: Świat to za mało.
Cytat: "Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją." - George Patton
Największa pasja poza basketem: kino wojenne, historia II wojny światowej
Ulubiony sport poza basketem: siatkówka
Ulubiony klub poza basketem: brak
Ulubiony zawodnik poza basketem: Colin McRea
Ulubiony film: Najdłuższy dzień
Ulubiony zespół muzyczny: Metallica
Ulubiony utwór muzyczny: Hunter - Kiedy Umieram
Ulubiona książka: Polska koszykówka męska 1928-2004
Ulubiony program w tv: Sensacje XX wieku
Ulubione miejsce w sieci: forum e-basket
Ulubiona gra komputerowa: Mafia
Ulubiona gra o baskecie: NBA Live 2005
Ulubiony samochód: Poldek
Ulubione jedzenie: kurcze pieczone
Ulubiony napój: sok pomarańczowy
Tak, wiem. Ulubiony utwór nie jest ulubionego zespołu. Zdarza się.
A jeśli komuś z czytających nas blogerów taka forma zabawy się podoba, to nie bronimy, a wręcz zachęcamy do korzystania z tej formy z zmienionej czy niezmienionej postaci.
środa, 4 lutego 2009
Euroliga: Hitowy tydzień
Środa upływa pod znakiem rywalizacji w grupach G i H. W Moskwie CSKA prowadzi z rewelacyjną Ciboną Zagrzeb, ale Chorwaci nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. W poprzedniej kolejce po niesamowitej walce pokonali Montepaschi Siena, zaś wcześniejsze wygrane z Olympiakosem Pireus i Maccabi Tel Awiw dają sporo do myślenia. Rosjanie z kolei mają pewnie w pamięci ostatni mecz we własnej hali, w którym musieli uznać wyższość innej bałkańskiej niespodzianki – Partizana Belgrad. Teraz jednak walka zaczyna się od nowa i mistrzowie Euroligi nie mogą pozwolić sobie na oddawanie komukolwiek punktów.
W tej samej grupie dojdzie dziś jeszcze do pojedynku nieobliczalnego Fenerbahce Stambuł z twardą, ale nie niezniszczalną Sieną. Za Włochami przemawia doświadczenie i plaga kontuzji wysokich graczy rywali. Z kolei Turcy liczyć mogą na wracającego do gry Gordana Giricka oraz na swój młodzieńczy zapał.
Jak już mówimy o młodości, to w Belgradzie spotkają się ekipy, które wnoszą sporo ożywienia w pełnej „starych wyjadaczy” euroligowej czołówce. Co ciekawe w hali Pionir dojdzie do pojedynku dwóch filozofii rekrutowania składu. Z jednej strony niemal homogeniczny zestaw serbskiej młodzieży (wsparty Stephanem Lasme i Janem Veselym) z drugiej istna międzynarodówka dowodzona przez odrodzonego po serii kontuzji Saniego Becirovicia. Obie ekipy liczą na wyprzedzenie faworytów w walce play off, więc dzisiaj po zeszłotygodniowych porażkach nie ma innego wyjścia – liczy się tylko zwycięzca.
Prawdziwy hit dnia szykuje nam się w Maladze, gdzie Unicaja spróbuje zatrzymać Panathinaikos Ateny. Mistrzowie Grecji górują nad gospodarzami doświadczeniem, w końcu spora część ich składu zaznała smaku wiktorii w Final Four. Hiszpanie z wciąż pnącymi się w górę Thomasem Kelatim i Omarem Cookiem zdają się liczyć na swoją „energetyczność” w grze. Fruwający nad koszami Marcus Haislip i Boniface Ndong mogą być receptą na ścianę stawianą pod tablicą Pao. Grecy z kolei mogą w odpowiedzi uruchomić swoją nową bestię – Nikolę Pekovicia. Pojedynek Czarnogórca z Haislipem i Senegalczykiem może dostarczyć sporej liczby bloków power dunków, ozdabiających kolekcję akcji tygodnia.
Jutro także nie zabraknie emocji. Dla nas najciekawsze rzeczy wydarzą się w Sopocie, gdzie Prokom rozegra kluczowy mecz z Armani Jeans Mediolan. Możecie się z tym nie zgodzić, gdyż wydaje się, iż szanse sopocian na awans są mizerne, ale przecież teraz ważą się losy tego, jak będzie postrzegany obecny sezon dla zespołu z Trójmiasta. „Obowiązkowy” tytuł jest kwestią kampanii majowej, zaś obecna seria gier pucharowych stanowi nagrodę za spełnienie tegoż zadania. Warto ciułać każde zwycięstwo w elicie, a lepszej okazji, niż jutrzejsza już w tym sezonie nie będzie. Włosi po świetnym finiszu dostali się do T16, a w pierwszym meczu niespodziewanie pokonali u siebie Olympiacos. Zespół Piero Bucchiego wzmocnili doświadczeni Hollis Price i Maurice Taylor, ale forma zwłaszcza byłego gracza Houston Rockets jest sporą niewiadomą. Podobne słowa można napisać o grze Qyntela Woodsa, który po bezbarwnym debiucie w PLK ma błysnąć na europejskiej scenie. Dla mnie smaczkiem tego meczu będzie natomiast pojedynek Luki Vittalego i Przemysława Zamojskiego. Obaj gracze z rocznika 86’ aktualnie liderują klasyfikacji w rzutach za dwa punkty. Na razie następca Danilo Gallinariego świeci pełnym blaskiem, zaś my czekamy na spektakularny występ „Zamoja” w Europie, gdyż jego wartość w PLK jest już całkiem nieźle potwierdzona. Może jutro nadejdzie ten moment?
Ukoronowaniem czwartkowych batalii będą mecze w Pireusie i Barcelonie. Olympiacos spotka się w pierwszej rundzie walki o pierwszeństwo w „polskiej” grupie (E) z TAU Ceramiką Vitoria. W obu ekipach zabraknie kilku ważnych aktorów widowiska. Większe straty notują gospodarze, którzy nie mogą już liczyć na Josha Childressa, a występ Ioannisa Bouroussisa nie jest przesądzony. Baskowie z kolei będą musieli przesunąć ciężar gry na obwód pod nieobecność Tiago Splittera. Mając jednak fenomenalnie dysponowanego Igora Rakocevicia i wracającego do formy Pete'a Mickeala będą trudnym orzechem do zgryzienia.
Niesamowicie zapowiada się bój w stolicy Katalonii. Grająca w grupie śmierci (F) Barcelona musi odrobić stratę poniesioną tydzień temu z Realem Madryt. Zadanie nie będzie łatwe, bo naprzeciw niej stanie niemniej słynna ekipa z Tel Awiwu. Do historii dawnych starć tych klubów życie dopisało nowy rozdział na wiosnę 2008’, gdy to Izraelczycy zablokowali Hiszpanom drogę do Final 4. Teraz jeszcze bardziej gwiazdorska Barca nie może pozwolić sobie na porażkę, ale Macca z każdym miesiącem rośnie w siłę dzięki przybyciu dwóch Brownów – Marcusa i Dee oraz maszyny do wsadów Charlesa Gainesa. Niepostrzeżenie legendarny klub z Izraela znów może stanąć w kolejce po najwyższe trofeum. Jutro nadejdzie czas pierwszej weryfikacji „nowego Maccabi”. Jak wypadnie – przekonamy się późnym wieczorem.
W cieniu tej bitwy Real zechce włożyć koszulkę lidera po meczu z Albą Berlin. Niemcy bez Pata Femmerlinga i po niedoszłym transferze Kenny'ego Adeleke nie wydają się być gotowi, by pokrzyżować plany „Królewskich”.
Eurocup - na Wschodzie walka o przetrwanie
Po pierwszej kolejce Eurocup w trudnej sytuacji znalazły się zespoły z Europy Wschodniej, a zwłaszcza UNICS Kazań, który po znakomitej pierwszej części sezonu drugą zaczął od domowej porażki z Benettonem Treviso. W niewiele lepszej pozycji znalazły się ekipy Chimek, Lietuvos rytas Wilno i Azovmasza Mariupol, które straciły punkty w starciach z teoretycznie niżej notowanymi drużynami. Wyniki te wiążą się z problemami finansowymi trapiącymi drużyny z Rosji (z wyjątkiem CSKA Moskwa), Litwy i Ukrainy. W rezultacie tuż przed startem Last16 Dynamo Moskwa i Lietuvos, a więc zespoły należące do grona faworytów sezonu, straciły głównych rozgrywających – odpowiednio Jannero Pargo i Hollisa Price'a oraz Branko Milisavljevicia (Wilno). Jest to dalszy etap exodusu najlepszych graczy, zniechęconych kryzysem gospodarczym, który szczególnie zespołom obszaru dawnego ZSRR dał się mocno we znaki.
Z grona opuszczanych przez gwiazdy najlepiej wygląda (i gra) Dynamo Moskwa. Co prawda dziura na pozycji „jedynki” jest w zespole Davida Blatta lakowana typowymi strzelcami, jak Travis Hansen, czy Sergiej Bykow, ale gdzie indziej, a zwłaszcza pod koszami siła „Milicyjnych” jest nadal imponująca. Przekonały się o tym Chimki, które bez kontuzjowanego Macieja Lampego nie zdołały zatrzymać armady ze stolicy Rosji. Na nic zdała się przewaga chimczan na rozegraniu, skoro obsługiwani podaniami koledzy nie zdołali trafić choćby 50 procent swoich rzutów spod kosza. Nie najlepiej było też w obronie, gdzie poza Jorge Garbajosą nie było nikogo, kto zdołałby przeciwstawić się wysokim Dynamowcom. Gospodarze meczu po wyrównanej pierwszej części i przegranej trzeciej kwarcie ratowali się rzutami z daleka, w czym brylował Kelly McCarty. Amerykanin pod nieobecność (być może już na stałe) kolejnego niezadowolonego – Carlosa Delfino znów był liderem Chimek. Trafiał z każdej pozycji i uzbierał imponujące 27 „oczek”, przy skuteczności 10/14 z gry. Po stronie przeciwnej równoważył jego popisy Hansen, a różnicę robiło grono dobrze dysponowanych Robertasa Javtokasa, Sergieja Moni, czy w końcówce Bostjana Nachbara, podczas gdy McCarty'ego w ataku wspierał głównie Garbajosa. Nowy nabytek, Ratko Varda nigdy nie był demonem szybkości, a teraz po kontuzjach i przy braku zrozumienia z kolegami nie był w stanie nadążyć za tempem gry. Lampe może być spokojny o swoją pozycję w drużynie, ale ta może znaleźć się za burtą Eurocup i to szybciej, niż można się było spodziewać.
W podobnym położeniu znalazł się Azowmasz, który również poległ u siebie, tyle że ze słabszą od Dynama Crveną Zvezdą Belgrad. Ciężar gry ekipy z Ukrainy biorą na siebie Khalid el Amin i Simonas Serapinas, ale jeśli pod koszami zamiast Tomasa van den Spiegla i Marka Salyersa muszą sobie radzić o klasę słabsi Richard Guinn i Goran Cakić, to o kłopoty nietrudno. Nas może cieszyć, że obok utalentowanej serbskiej młodzieży coraz dłużej grywa Oliver Stević, który zaliczył 8 punktów i 2 zbiórki. Tymczasem oprócz Mariupola i Chimek bez zwycięstwa w Last 16 są obecnie Zadar i Artland Dragons, ale zwłaszcza ta ostatnia drużyna jest niejako „na swoim miejscu” w szeregu. Odpadnięcie któregoś z opisywanych na początku zespołów byłoby mimo wszystko, niespodzianką. Z kolei na przeciwnym biegunie są zespoły Benettonu, Pamesy Walencja, Maroussi oraz Spirou Charleroi. Przynajmniej dwie pierwsze ekipy można zaliczać do faworytów w walce o Puchar, zaś Spirou nie przestaje zadziwiać od inauguracji sezonu. Tym razem nie kojarzony z popisami strzeleckimi Justin Hamilton był głównym snajperem Belgów w starciu z Artland. W dziele zniszczenia sekundował mu z kolei inny stary znajomy z PLK Jerry Johnson.
Ze stryczka zerwały się ekipy UNICS –u i Lietuvos rytas. O ile Rosjanie dość pewnie pokonali Turk Telekom Ankara, o tyle kibice w Wilnie przeżyli prawdziwy horror. Ich ulubieńcy stoczyli zacięty bój z iurbentią Bilbao, która postawiła im niezwykle twarde warunki. Dość powiedzieć, że dotychczasowy as atutowy, Marionas Petravicius przez długi czas pod ścisłym kryciem pudłował spod samej obręczy. Niewątpliwie brakuje mu też błyskotliwych i dokładnych podań Milisavljevicia, z którym rozumiał się bez słów. Następca „Zająca”, Evaldas Dainys jest walecznym i szybkim podającym, ale brakuje mu tej iskry, którą Banko potrafił wzniecić podkoszowe eksplozje Milko Bjelicy i Petraviciusa. Podopieczni Rimasa Kurtinaitisa potrafili jednak odpowiedzieć presją w obronie, a waleczny Chuck Eidson pociągnął atak gospodarzy. W dramatycznej końcówce pomylili się świetnie grający Javi Salgado i Marko Banić, a za to grający przeciętnie Mindaugas Lukauskis trafił z dystansu (z wykorzystaniem tablicy) z faulem i przechylił losy meczu, zaś w zmagający się z rywalami i własnym celownikiem Petravicius wykonał kluczową akcję pod koszem Bilbao Nie zmienia to faktu, że wobec dobrej postawy Charleroi Litwini, tak jak w pierwszej fazie, będą walczyć o awans do ostatniej kolejki Last 16.
wtorek, 3 lutego 2009
Klasyki PLK (10): Śląsk - Prokom, finał PLK 2002
Komentują: Adam Romański i Dariusz Zelig
Niestety nie zdążymy państwu pokazać dekoracji - symptomatyczne...
Rozmiar: 932 MB
CZEŚĆ I (792 MB)
PART1 100 MB
PART2 100 MB
PART3 100 MB
PART4 100 MB
PART5 100 MB
PART6 100 MB
PART7 100 MB
PART8 87,83 MB
CZĘŚĆ II (139 MB)
PART1 70 MB
PART2 68,24 MB
Uwaga. W nazwach plików jest błędnie wpisany rok 2001, ale proszę się nie obawiać - odnoszą się do właściwego meczu.
Zapraszam do ściągania, oglądania i komentowania.