piątek, 31 lipca 2009

Polscy "wolni agenci", a lista Baryskiego

Ostatnio tak się złożyło, że analizujemy na naszym blogu ciekawe artykuły na temat polskiej koszykówki. Wczoraj wpadł mi w ręce materiał Macieja Baryskiego z najnowszego „Basketu” (nr28 z 30 lipca), pod wymownym tytułem „Mało nas”.

Red. Baryski napisał to, o czym rzadko mówi się na głos. Otóż po tym, jak za chlebem wyruszyli za granicę Filip Dylewicz i Łukasz Koszarek, kluby Polskiej Ligi Koszykówki mają problem – skąd wziąć tych Polaków?

Dla przypomnienia dodajmy, że od nowego sezonu w ekstraklasie obowiązywać będzie przepis o obowiązkowych dwóch graczach z polskim paszportem, występujących przez cały mecz. No i mamy klops.

Autor wspomnianego artykułu optymistycznie (czy też pesymistycznie – zależy od punktu widzenia) założył, że w sezonie 2009/10 obejrzymy w akcji od 10 do 12 zespołów. Przyjął do tego, że „bezpieczna” liczba Polaków w drużynie (podstawowi i rezerwowi) wynosi 5 do 6 koszykarzy. Stąd też wynika, że do wyboru potrzebnych jest 50 lub nawet 70 zawodników. Co ciekawe, jeśli uwzględnimy, że kluby z Jarosławia, Stalowej Woli i Kwidzyna nadal walczą o miejsce w PLK, liczba jej uczestników wzrośnie nam do 15, a to daje już zapotrzebowanie na graczy w liczbie od 75 do 90.

Rzecz w tym, że w owym artykule Baryski pokusił się o stworzenie listy wartościowych koszykarzy z polskim paszportem, dostępnych dla klubów PLK. Jego zdaniem jest ich ..40. Nie miejsce tu na przytaczanie całego zestawu, zwłaszcza, że są to nazwiska znane i kojarzone. Tak sobie jednak pomyślałem, że mając już jakaś wiedzę na temat pierwszych kontraktów podpisanych w naszych klubach sprawdzę, ilu właścicieli paszportów z białym orzełkiem jest jeszcze do wzięcia przez polskich pracodawców. Przy okazji zobaczycie kogo na swej liście umieścił redaktor „Basketu” (oznaczenie LB, jak „lista Baryskiego), a kogo pominął (a ta lista nie jest niestety zbyt długa).

Przypomnijmy kogo zaklepały sobie zespoły naszej ekstraklasy.

Asseco ProkomDavid Logan (LB), Adam Hrycaniuk, Adam Łapeta, Przemysław Zamojski (LB), Mateusz Kostrzewski, Piotr Szczotka (LB), Sławomir Sikora, Jakub Załucki

PGE TurówAdam Wójcik (LB), Kamil Chanas (LB), Robert Witka (LB), Krzysztof Roszyk (LB), Paweł Kikowski (LB), Paweł Leończyk (LB), Bartosz Bochno, Sebastian Szymański, Mateusz Jarmakowicz

Anwil Andrzej Pluta (LB), Krzysztof Szubarga (LB), Bartłomiej Wołoszyn (LB), Wojciech Glabas, Dawid Adamczewski

CzarniMarcin Sroka (LB), Dawid Przybyszewski (LB), Wojciech Żurawski LB), Jacek Sulowski (LB), Patryk Przyborowski

KotwicaHarris Danesi (LB), Bartosz Diduszko (LB),Szymon Rduch, Dawid Bręk

PolpharmaŁukasz Majewski (LB), Damian Kulig, Zbigniew Marculewicz, Łukasz Żytko (LB), Jacek Jarecki, Tomasz Ochońko

PBG PoznańAdam Waczyński (LB), Wojciech Szawarski (LB), Hubert Radke (LB), Zbigniew Białek (LB), Tomasz Smorawiński, Paweł Mowlik

AZS KoszalinIgor Milicić (LB), Michał Strach, Paweł Bogdan

Trefl Sopot – Jeff Nordgaard, Przemysław Frasunkiewicz (LB)

SportinoGrzegorz Arabas (LB), Przemysław Łuszczewski, Artur Robak, Maciej Raczyński (LB), Hubert Wierzbicki, Kamil Stężewski

Polonia WarszawaKamil Łączyński (LB), Michał Przybylski, Marcin Nowakowski

Polonia 2011 – Leszek Karwowski, Przemysław Lewandowski, Piotr Pamuła, Dardan Berisha, Mateusz Bartosz, Jarosław Mokros, Tomasz Śnieg, Marcin Kołowca, Michał Nowakowski

Wytłuściłem nazwiska graczy już potwierdzonych w danym klubie lub blisko potwierdzenia. W innych wypadkach odnotowałem zainteresowanie zawodnikiem. W wypadku kilku zawodników są więc jeszcze wątpliwości, które z biegiem czasu powinny się rozwiewać.

Kto zatem pozostał do dyspozycji? Rzućmy okiem na polską listę wolnych agentów. Nie uwzględnia ona na razie zawodników Stali Stalowa Wola, Basketu Kwidzyn, gdyż nadal ważą się losy tych klubów.
Iwo Kitzinger (LB), Radosław Hyży (LB), Marcin Stefański (LB), Mariusz Bacik (LB),Rafał Bigus (LB), Paweł Mróz (LB),Tomasz Zabłocki (LB), Marek Miszczuk (LB), Łukasz Obrzut (LB), Paweł Wiekiera,

Poza ową listą znajdują się tacy gracze, jak Szymon Szewczyk, Kordian Korytek, Robert Skibniewski, Robert Tomaszek, Michał Hlebowicki, Mirosław Łopatka, Artur Mielczarek, którzy, choć są wolnymi graczami, nie kwapią się do powrotu na polskie parkiety. Dodajmy tu jeszcze Michała Chylińskiego, który nie po raz pierwszy wspomina o zamiarze gry w polskim klubie. W grę wchodziłoby pewnie wypożyczenie, ale kogo poza Prokomem i przesyconym Polakami Turowem może sobie na taki wydatek pozwolić?

Kto jeszcze Waszym zdaniem, powinien jeszcze znaleźć się w zestawieniu potencjalnie wartościowych talentów, ligowców, a może gwiazd naszej ekstraklasy?

czwartek, 30 lipca 2009

Promocja Eurobasketu - misja niemozliwa?

W ostatnich dniach pojawiło się w mediach kilka ciekawych opinii na temat promocji koszykówki w Polsce oraz promocji największego wydarzenia dekady w naszym kraju, czyli Eurobasketu. Co z nich wynika?

Poniżej Greg wziął na tapetę sondę na temat PLK, teraz czas na materiał z „Pulsu Biznesu”. Fachowy periodyk gospodarczy wziął na ząb sytuację organizacyjną „naszych" mistrzostw. Kluczowe fakty są już powszechnie znane – budżet imprezy w większości stanowią wpłaty ze strony miast – gospodarzy, resztę zaś wpływy z biletów oraz pomocy sponsorów technicznych. Sponsorem turnieju jest portal WP.pl, zaś odpowiednio transport i wodę dostarczą firmy Renault i Staropolanka. Polski Związek Koszykówki wspiera od niedawna firma Prokom, ale jedynie w sferze organizacji spotkań naszej kadry narodowej. Wedle „PB” do sprzedania pozostają jeszcze pakiety reklamowe, warte od 7 do 10 mln złotych dla 10 potencjalnych reklamodawców.

Cytowany w artykule Piotr Pietrzak, prezes firmy Havas Sports Entertainment, sprzedającej reklamy na Eurobaskecie, winą za brak sukcesów na wspomnianym polu należy obarcza kryzys gospodarczy, jakość działań promocyjnych oraz brak długofalowej strategii.

Nie siląc się na jakieś mądrości można powiedzieć, że organizatorzy turnieju mają trochę pecha. Właśnie teraz, gdy potrzebne jest wsparcie sponsorów, Polska zaczyna mocno odczuwać skutki ogólnoświatowego spowolnienia gospodarczego. Z drugiej strony decyzja o przyznaniu nam Eurobasketu zapadła w roku 2005 i od tamtego czasu notowaliśmy także okres całkiem dobrej koniunktury. Niestety wówczas PzKosz borykał się z własnymi problemami, pozostawionymi przez poprzednie władze i zamiast o strategii i promocji, bardziej myślał o przetrwaniu. Efektem było przespanie dobrego momentu na to, by przedstawić polskiej publiczności ten sukces i zbudować wokół niego podobne zainteresowanie, jak wokół piłkarskiego Euro. Wiadomo, że basket nie był już wówczas dla Polaków dyscypliną porównywalną w swej masowości popularności do piłki nożnej, ale impreza niewiele ustępująca futbolowym mistrzostwom wydaje się być promocyjnym samograjem. Świadczy o tym szacowana liczba telewidzów, mogących obejrzeć Eurobasket, a więc 170 milionów.

Minęło kilka lat i wydaje się, że zamiast ruszyć naprzód nasz basket stoi w miejscu. Czyli na tle innych dyscyplin (siatkówka, piłka ręczna) się cofa. Mistrzostwa Europy mogą dziś być co najwyżej początkiem żmudnej pracy u podstaw, mającej na celu odbudowanie pozycji i wizerunku kosza w naszym kraju. By tak się stało, sama impreza musi być dobrze wypromowanym towarem dla polskich odbiorców. O długofalowej strategii rozwoju naszej ukochanej dyscypliny na razie nie słychać i w tej mierze trzeba się zgodzić z prezesem Havas Sports. Pytanie, co dalej?

Dzisiaj kluczowe jest wyciśnięcie z Eurobasketu maksimum. Jak to osiągnąć? Na razie jedynym promykiem nadziei jest nasz jedynak w NBA. Marcin Gortat spadł organizatorom turnieju niczym gwiazdka z nieba. Jego obecność na mistrzostwach wydaje się być ostatnio pewna, choć z klubami NBA nigdy nie można być spokojnym do samego końca. Zakładając, że Gorti jednak zagra na EB09’, trzeba sprawić, by jego fani postrzegali zbliżającą się imprezę przez pryzmat jego występu. Wbrew pozorom nie jest to tak naciągane i naiwne, jak się wydaje.

Od kilku miesięcy z przerażeniem patrzę na wydłużającą się listę nieobecnych gwiazd Eurobasketu 2009. Obecnie na L4 i innych formach zwolnienia znajdują się: Sarunas Jasikevicius, Dirk Nowitzki, Memo Okur, Chris Kaman, Jose Calderon, Andrej Kirilenko, Jr Holden, Ben Gordon, Igor Rakocević, Theo Papaloukas, Dmitris Diamantidis czy Peja Stojaković. Ostatnio do tego grona dołączył kontuzjowany gwiazdor reprezentacji Wielkiej Brytanii Luol Deng. Po okresie swoistego ping ponga między federacją hiszpańską i agentem zawodnika, wydaje się, że na udział w turnieju zdecydował się Pau Gasol. Wygląda jednak na to, że słynny filmik promujący polski turniej, zaprezentowany po raz pierwszy podczas ceremonii losowania grup, będzie musiał ulec spory modyfikacjom..

Europejska koszykówka jest bogata w talenty i wymienieni wyżej gracze zostaną z powodzeniem zastąpieni przez zawodników pokroju Rudy’ego Fernandeza, Gorana Dragicia, Ricky’ego Rubio, czy Sergio Llulla. Nie da się w krótkim czasie zapoznać kibica ze wszystkimi meandrami basketu w Europie, ale wydaje się, że to raczej wokół tych świeżych nazwisk lepiej byłoby budować wizerunek nadchodzących mistrzostw.

Może więc magnesem na widza okaże się sukces polskiej drużyny? Pytanie, co można za takowy uznać. Za wcześnie, moim zdaniem, na prognozowanie naszych szans. Polski zespół w najsilniejszym zestawieniu z Gortatem, Adamem Wójcikiem, Maciejem Lampe, Michałem Ignerskim, Szymonem Szewczykiem, Davidem Loganem i Filipem Dylewiczem nie grał jeszcze ani jednego meczu. Postawa, spójność i atmosfera, wewnątrz tej grupy jest na razie niewiadomą. Poza tym, nasz zespół dwa lata temu powrócił z dziesięcioletniego niebytu na europejską arenę. Bez obejrzenia choćby jednego oficjalnego występu tej ekipy nie sposób wiarygodnie przewidzieć jak się spisze. Poza tym liczba graczy gotowych do starć z gwiazdami Europy i świata jest mocno ograniczona i każda kontuzja czy uraz może skazać trenera Katzurina na nerwowe przeczesywanie zaplecza kadry.

Przeciw nam już w fazie grupowej staną doświadczone na arenie międzynarodowej i zgrane ekipy Litwy i Turcji oraz równie nieobliczalna jak my, Bułgaria. Ewentualny awans do drugiej fazy turnieju skazuje nas na potencjalnie wykańczający zestaw rywali, z Hiszpanią, Słowenią oraz Serbią. Tutaj każde zwycięstwo byłoby sukcesem..

Czy przejście pierwszej fazy grupowej można uznać za sukces? Na tle medali szczypiornistów, czy wicemistrzostwa świata siatkarzy, to raczej mizeria, zwłaszcza dla kibica, który nie śledzi konkretnej dyscypliny, tylko przerzuca pilotem kanały sportowe. No i wreszcie – wadą każdego niespodziewanego wyniku, jest to.. , że nikt się go nie spodziewał, a co za tym idzie – nie zauważył w porę. Dobry, wyrazisty występ na Eurobaskecie dałby koszykówce w Polsce oddech, ale jego efekty byłyby odczuwalne dopiero w przyszłości.

Co wiec robić teraz? Po pierwsze, drugie i trzecie – wałkować osobę Marcina Gortata w kontekście mistrzostw. Po czwarte – przedstawiać potencjalne gwiazdy mistrzostw. Po piąte zaś – warto byłoby przypomnieć (a w zasadzie przedstawić) szerszej publiczności historię rywalizacji o prymat na Starym Kontynencie ze szczególnym uwzględnieniem występów „biało- czerwonych”. Kilka niezłych zaliczyliśmy w przeszłości i takie postaci jak Mieczysław Łopatka, Eugeniusz Kijewski, Edward Jurkiewicz czy Bohdan Likszo zasługują na przypomnienie w okolicznościowych. wydawnictwach czy programach telewizyjnych. Po takim wprowadzeniu nadszedłby czas na przedstawienie naszej drużyny, jako spadkobierców dawnych legend. Naciągane? Trochę na pewno, ale gdy alternatywą jest klapa organizacyjna warto popuścić wodze fantazji.

Sondy o PLK

Skorzystałem z zachęty do komentarza i skomentowałem wyniki sondy przeprowadzonej na stronie probasket.pl. Oczywiście nie wszystkie - tylko wybrane.


Czy PLK powinna być ligą zamkniętą?
54% Tak. W ekstraklasie powinny grać tylko te kluby, które na to stać.
46% Nie. Brak możliwości spadku obniży poziom ligi.


Przez lata ten pomysł był odrzucający dla mnie. Mecze o nic w dolnej części tabeli pod koniec sezonu, a w szczególności brak sportowych awansów do ligi, kłóci się z ideą sportu. Niestety ostatnie lata pokazują, że to nie funkcjonuje. W pierwszej lidze jest mało zespołów z naprawdę solidnymi podstawami do tego, aby być dobrym zespołem na poziomie ekstraklasy. Ciągła rotacja zespołów awansujących, walczących o przetrwanie pod każdym względem (sportowym i organizacyjnym) i spadających, niczego dobrego lidze nie przynosi.

Co więcej zespoły przygotowane do gry w ekstraklasie mogą mieć problemy (nawet przez wiele lat) ze sportowym awansem. A to dlatego, że czasami ciężej jest w tej lidze robić różnicę organizacyjnie. Dlaczego? Jeśli chce się wygrać w pierwszej lidze trzeba uzbierać coś ciekawego z dostępnych przeciętnych polskich graczy i polskich trenerów. Zmiany zespołów są mniej płynne. Niektórzy zawodnicy przywiązani do swoich zespołów, pozostają w nich pomimo lepszych sportowo i finansowo ofert. Efekt jest taki, że zespół budujący swoją siłę na wieloletnim zgraniu przeciętnych graczy, przez lata współpracujących z jednym trenerem, z dobrym duchem może być najlepszy w pierwszej lidze. Tylko co ma ekstraklasa z takiego zespołu? Zawodników dla których przeskok poziomu okazuje się nagle potężny i klub, który nie ma żadnych szans na finansowo funkcjonowanie na rozsądnym poziomie w PLK.

Czy jest ktoś kto powie, że lepiej dla PLK by było, żeby nie było w nim PBG? Które jest pierwszym kandydatem do tego, aby być nową twarzą w czołówce, dzięki bardzo solidnej firmie za plecami. Czy jest ktoś, kto powie, że lepiej dla PLK by było, żeby Polpharma spadła z ligi w 2008 roku? Przecież to był tylko efekt tego, że mieli pecha trafić na najmocniejszą w historii ligę w połączeniu z trenerem Chudeuszem na ławce... Na potwierdzenie mogę tylko spytać - jaki zespół środka tabeli narzekałby dziś na pierwszą piątkę: Copeland, Witos, Majewski, Leończyk, Hall?


Czy w PLK powinien być limit obcokrajowców?
49% Tak, ale w składzie. Bez nakazu gry Polaków na parkiecie.
26% Nie. Liga powinna być otwarta.
25% Tak. Dwóch Polaków powinno być cały czas na boisku.


Pytanie dość nieprecyzyjne, bo w ogóle nie mówi o liczbach. Jeśli chodzi o wszystkich, którzy udzielili pierwszej odpowiedzi, to chciałbym zauważyć, że dla zdecydowanej większości klubów, limit dwóch Polaków na boisku, będzie z automatu oznaczał limit 5 obcokrajowców.

A jak działają same dość wysokie limity Polaków w składzie, to widzieliśmy na przykładzie sezonu 2005/2006. Grający w 6-7 zawodników (jeden Polak) zespół został brązowym medalistą mistrzostw Polski. Chyba nie do końca o to nam się w tych limitach rozchodzi.


Czy PLK powinna grać dwa razy w tygodniu?
72% Tak, a pod drużyny grające w Eurolidze i Pucharach powinien być specjalnie dopasowany terminarz.
28% Nie. Jeden mecz w tygodniu wystarczy.


Liczbę spotkań na pewno powinno się powiększać. Metody mogą być jednak różne. Można zrobić w typie gry w szóstkach sprzed kilku lat. Można stworzyć rozbudowany Puchar Polski, który do pewnego etapu odbywałby się bez zespołów grających w europejskich pucharach.

Jeśli zaś chodzi o dokładnie dwa mecze na tydzień. Wcale nie trzeba tutaj odkrywać Ameryki i kombinować z terminarzem. W troszkę dawniejszych czasach w polskiej lidze wielokrotnie stosowano system, w którym co weekend rozgrywano dwumecze - jedno spotkanie sobotnie, drugie niedzielne.


Czy PLK powinna grać w różne święta i np. w sylwestra?
67% Nie. Koszykarze to także ludzie. Powinni mieć wolne tak jak inni.
33% Tak. Koszykówka to widowisko, które ma kibicom zapewnić rozrywkę.


Wszystkim chyba znana jest irytacja związana jest z tym, że kiedy człowiek ma mało czasu na cokolwiek, to jest dużo basketu do obejrzenia. A kiedy nagle jest wolne i chętnie by się coś obejrzało, to nagle nie ma niczego.

Znane są protesty obcokrajowców, że nie mają kiedy wyjechać na Święta do domu. Ale wtedy gra NBA czy Premiership. Dlaczego PLK ma nie grać. W szczególności biorąc pod uwagę fakt, że grudzień i styczeń to najlepszy okres na ligowe szlagiery, kiedy piłkarska ekstraklasa jest w śnie zimowym. A jeżeli granie w święta nie jest w zwyczaju polskich lig, to tym bardziej jest to argument za tym. Łatwiej robić wtedy różnicę.


Skoro niemożliwe jest, aby PLK transmitowana była regularnie w TVP1, TVP2 i TVP Info oraz Polsat i TV4, to która telewizja nadaje się najlepiej do transmitowania meczów PLK w sezonie 2009/10?
55% Polsat Sport
28% TVP Sport
17% Canal Plus


Po pierwsze nie rozumiem pominięcia nSport. Po drugie wytworzona w środowisku popularność Polsatu Sport jest dla mnie niepojęta. Wszystkie argumenty przeciw TVP zostały już wytrącone, ale Polsat trzyma się nadal... TVP Sport jest dostępna na wszelkich platformach. A przez internet praktycznie dla każdego. TVP nie ma jednego wozu transmisyjnego i nie musi się zastanawiać czy przypadkiem Zgorzelec dla tego wozu nie jest za daleko. TVP pokazuje PLK w Sporcie po Wiadomościach, a także o wiele szerzej w TVP Info. TVP prowadzi regularnie magazyn poświęcony koszykówce.

Czym pary komentatorskie Łabędź/Sobczyński-Noculak odbiegają od Romański-Noculak/Jankowski? Czym reporterzy Jabłoński i El Gendy odbiegają od Masłowskiego i Murasa? Zaprawdę powiadam wam - nie mam pojęcia.

Ach - zapomniałbym. W TVP czasem powtórka jest za długa. Cała argumentacja... TVP osiągnęła w środowisku status naszych ulubionych prezesów ligi i związku - co by nie zrobiła to i tak będzie źle. W połowie sierpnia reprezentacja Polski powraca do otwartej telewizji (TVP2). I to nie w meczu o punkty w sparingu. Ale niektórym już nie pasuje godzina transmisji...

sobota, 25 lipca 2009

Polska '97 a '09 - dlaczego powinno być lepiej

Na wstępie kilka statystyk. Wiek zawodników z ME '97 w kolejności wg ważności i oraz wiek zawodników z przewidywanego składu na EuroBasket 2009 mniej więcej wg ważności.

EuroBasket 1997

Eugeniusz Kijewski

Maciej Zieliński 27
Adam Wójcik 28
Dominik Tomczyk 23
Piotr Szybilski 24
Mariusz Bacik 25
Tomasz Jankowski 24
Robert Kościuk 28
Andrzej Pluta 23
Krzysztof Dryja 23
Jarosław Darnikowski 26
Rafał Bigus 20
Krzysztof Mila 27

średnia wieku: 24.83


EuroBasket 2009

Muli Katzurin

Marcin Gortat 25
Maciej Lampe 24
Michał Ignerski 29
Łukasz Koszarek 25
David Logan 26
Adam Wójcik 39
Szymon Szewczyk 26
Krzysztof Szubarga 25
Filip Dylewicz 29
Paweł Kikowski 23
Krzysztof Roszyk 31
Iwo Kitzinger 24

średnia wieku: 27.17 (26.09 bez Wójcika)


Pierwszy wniosek jaki się nasuwa to fakt, iż obecna kadra jest wciąż młoda, ale i bardzo doświadczona. Gdyby udało się ustalić coś takiego jak wiek koszykarski myślę, że bez Adama Wójcika (który będzie przecież jednym z wielu) średnia wyszłaby porównywalna. Chyba każdy zgodzi się, że Maciek Lampe jest koszykarsko starszy od Marcina Gortata. A w latach dziewięćdziesiątych były trochę inne realia. Gracze tacy jak Wójcik, Zieliński, Tomczyk, Bacik, Kościuk, Mila mieli za sobą 7 lub więcej lat poważnego seniorskiego grania w ważnych dla zespołu rolach.

Sam staż to jednak nie wszystko. Liczy się także doświadczenie na odpowiednim międzynarodowym poziomie. A tutaj obecna kadra przeważa moim zdaniem zdecydowanie. Mamy liczącego się koszykarza w NBA, nasi zawodnicy w ostatnich latach odwiedzają bardzo dobre miejsca w Europie (Hiszpania, Rosja, Włochy, Maccabi - do pełni szczęścia brakuje Grecji. Ale to akurat niedługo może załatwić Thomas Kelati...), mistrz Polski regularnie gra w Eurolidze, a zawodnicy reprezentacyjni z PLK regularnie rywalizują z obcokrajowcami w lidze (na parkiecie - mniej o miejsca w składzie). Doświadczenie w grze na mistrzostwach Europy ma 5 z 12 zawodników. Choć tutaj argument działa raczej w drugą stronę - wzmocnienia w stosunku do solidnej ekipy z EuroBasket 2007 są potężne: Gortat, Lampe, Ignerski, Logan, Szubarga, Kikowski i Roszyk zamiast Pluty, Wołoszyna, Witki, Hyżego, Frasunkiewicza, Skibniewskiego czy Pietrasa. Jak na dłoni widać, że udało się uzbierać skład najlepiej, jak się dało.

Ale wracając do ekipy '97. Jak to wszystko wyglądało. O NBA nie ma co mówić. Zagranica? Adam Wójcik dwa lata w Belgii i Maciej Zieliński po NCAA - to wszystko. Mistrz w Eurolidze nie grał. Liga z nielicznymi obcokrajowcami, którzy w łatwy sposób potrafili indywidualnie ją zdominować. Doświadczenie na ME sprzed sześciu lat mieli Zieliński, Wójcik i Bacik - i to na tyle.

Teraz troszkę o uwarunkowaniach zewnętrznych. Przez ostatnie 12 lat zalew obcokrajowców - a w szczególności Amerykanów - na Europę oraz graczy z Bałkanów na pozostałe kraje Starego Kontynentu wzrósł wielokrotnie. Niektóre kraje takie jak Hiszpania, Grecja, Francja czy właśnie kraje bałkańskie doskonale sobie z tym radzą. Poważne problemy z powodu zbyt liberalnych przepisów mają Włosi czy Niemcy. Rosja pomimo restrykcyjnych regulacji w lidze i tak przez ostatnią dekadę zanotowała ogromny regres i niewiele wskazuje na to, żeby miał się to zmienić. Inny problem ma kolebka koszykówki, czyli Litwa. Wydaje się, że przy rosnącym profesjonalizmie światowej koszykówki ilościowy potencjał ludzki zaczyna być za mały. Zmiana pokoleniowa, którą właśnie przechodzą lub odraczając przejdą za kilka lat, może być bardzo bolesna.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że w grupie krajów z problemami wymieniłem mistrza, wicemistrza i brązowego medalistę mistrzostw Europy oraz wicemistrza olimpijskiego z ostatnich pięciu lat. Ale po kolei. U Litwinów widać stały choć na razie powolny spadek mocy, u Włochów po Atenach nastąpiło poważne tąpnięcie, a Niemcy i Rosjanie to przykłady na to, że do pojedynczego sukcesu wystarcza przeciętna podstawa i jeden decydujący czynnik (Niemcy - Dirk Nowitzki, Rosja - kolektyw + szczęście). Poza tym wystarczy także spojrzeć na wyniki tych krajów na imprezach światowych. Tak więc medale ME Rosjan i Niemców średnio pokazują kondycję ich koszykówki.

Na marginesie siła polskiej reprezentacji jest także wyraźnie większa niż wskazywałaby na to ogólna sytuacja naszego basketu. Mamy to szczęście do 11-12 zawodników na bardzo dobrym poziomie. Potem jest przerwa, później grupka średniaków ligowych, która na poziom międzynarodowy nie ma nic do zaoferowania, a potem to już nie ma niczego. Struktura talentu rozłożona jest bardzo korzystnie.

Podsumowując - dwa czynniki których brakowało polskiej kadrze w ostatnich latach, to doświadczenie utalentowanych graczy i uzbieranie wszystkich tych talentów do jednego zespołu. Oba zostały spełnione. Tak naprawdę już w 2005 roku można było przewidzieć 2/3 składu na EuroBasket w Polsce (z przyczyn oczywistych ciężko by było trafić Logana, Kitzingera i Kikowskiego oraz wtedy wyżej ceniło się Skibniewskiego od Szubargi). W tym okropnym roku dla polskiej koszykówki, kiedy spadaliśmy do dywizji B nasze talenty były niedoświadczone, kontuzjowane, albo odmawiały gry w reprezentacji. Teraz zmieniło się wszystko.

Na koniec zostały jeszcze dwa banały. Kijewski '97 a Katzurin '09 to niebo a ziemia. To banał pierwszy. A banał drugi - gramy u siebie, więc chyba nie trzeba tutaj niczego komentować.

Wszystko wskazuje na to, że powinny być to dla nas dobre mistrzostwa. Dlatego nie rozumiem wymagania od naszych przejścia tylko pierwszej fazy grupowej. Nie rozumiem tego też z innych względów, ale to przy innym eurobasketowym tekście. Nie rozpędzałbym się także z medalami, ale minimalizm trzeba zwalczać. Pozostając przy dywagacjach związanych z wiekiem i doświadczeniem graczy wychodzi na to, że optymalnym okresem dla tego układu personalnego powinny być ME na Litwie oraz Igrzyska w Londynie. Zatem przed nami dobry okres dla polskiej reprezentacji. Warunkiem koniecznym jest tylko brak kontuzji i rezygnacji z występów.

Dziwnie mało mówi się o tym, czy to ostatnie mecze Adama Wójcika w kadrze. I choć wydaje się to nierealne - kilka lat jeszcze mógłby pograć. Sam niedawno znalazłem własną wypowiedź z 2005 roku, że powrót Oławy do kadry nie ma sensu, bo i tak nie zagra na EuroBaskecie w Polsce. Jak widać można się mili zaskoczyć. Także panie Adamie - jeszcze do Londynu trzeba pojechać.

środa, 22 lipca 2009

Kadra: seniorzy wyciskają, młodzi grają

Dziś mija termin jaki kluby Polskiej Ligi Koszykówki dostały od władz ligi na odwołanie od decyzji o nieprzyznaniu im licencji na grę w sezonie 2009-10. Już od wczoraj wiadomo, że pas powiedzą szefowie Stali Ostrów. W najbliższym czasie warto będzie zatrzymać się nad tym wydarzeniem. Tymczasem niejako w cieniu PLK dzieje się sporo w naszym baskecie reprezentacyjnym.

Kadra seniorów zebrała się na pierwszym poważnym zgrupowaniu, rozpoczynając operację ”Eurobasket”. Po rutynowych badaniach medycznych w warszawskim Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej, ekipa pod wodzą trenera Mulego Katzurina wyruszyła do Spały, by „załadować akumulatory”. Co wiąże się rzecz jasna z przerzucaniem dziesiątek kilogramów żelastwa i biegania do oporu i znudzenia. Jak to zwykle na starcie przygotowań.

Na razie trener kadry ma do dyspozycji głównie graczy niskich, dzięki czemu można odnieść wrażenie, że to obwód stanowić będzie o naszej sile. Nic bardziej mylnego. Po prostu na pierwsze zgrupowanie dojechało dotąd jedynie trzech zawodników podkoszowych (Robert Witka, Filip Dylewicz, nominalny niski skrzydłowy Michał Ignerski oraz niezniszczalny i niezastąpiony Adam Wójcik). Mam nadzieję, że nie jest to najsilniejsze zestawienie do walki pod tablicami, jakie wrześniu zobaczymy w starciu z Litwą, Turcją i Bułgarią. Mając w pamięci rozpaczliwą łapankę w wykonaniu poprzedniego szkoleniowca kadr, Andreja Urlepa przed mistrzostwami w Hiszpanii, spluwam przez ramię i pukam w niemalowane.

Powodów do zmartwień ostatnio przybywa. Niby sytuacja wśród naszych kadrowiczów jest jasna i pod kontrolą. Marcin Gortat przebywa w Polsce i czeka jedynie na podpisanie umowy z Orlando Magic. W niej zaś powinna znaleźć się klauzula zezwalająca na udział naszego jedynaka w meczach reprezentacji. Do tego trzeba jeszcze tylko wykupić mu ubezpieczenie i Gorti może grać. Szkoda jedynie, że nikt w PzKosz nie pomyślał o tym wcześniej, przez co Marcina może zabraknąć w gronie kadrowiczów do końca lipca. Oby tylko wówczas..

Najbardziej klarowna jest sytuacja Szymona Szewczyka. Nasz obieżyświat (zwiedził już za chlebem Niemcy, Słowenię, Włochy, Rosję) dostał ofertę gry w lidze letniej NBA i lipiec jest dla niego miesiącem nadziei na zdobycie stałej pracy za oceanem. Nawet jeśli szanse ma niewielkie, gdzieś po mistrzostwach zagrać musi. Oby udało mu się podpisać umowę nim przygotowania kadry do turnieju wejdą w kluczową fazę.

Tradycyjnie największą zagadkę stanowi Maciej Lampe. On ma już bowiem w garści umowę ze słynnym Maccabi Tel Awiw, więc teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by stawił się na zgrupowaniu. Póki co, w domu zatrzymały go sprawy osobiste. Prezes Pzkosza, Roman Ludwiczuk pośpieszył zaraz z wyjaśnieniami, że kontroluje sytuację i nieobecność jest usprawiedliwiona. Niestety w przypadku byłego zawodnika Realu takie zapewnienia słyszymy od lat pięciu. Zawsze kończy się tak samo –absencją Lampego. Rok temu ówczesny gracz Chimek faktycznie leczył uraz oka, ale już choćby dwa lata temu utalentowany, ale i nieobliczalny koszykarz sparingi w barwach Chimek przedłożył nad występ na hiszpańskim Eurobaskecie. I wtedy tez wymawiał się kontuzją..

Chcę wierzyć, że wyżej wymienieni zagrają z orzełkiem na piersi podczas wrześniowego turnieju. Nie stać nas na wypuszczenie z rak choćby jednego dobrego zawodnika. W tym kontekście cieszy, że niezawodny w tych sprawach prezydent, poratował nasz obwód, zatwierdzając polski paszport Davida Logana (który jeszcze z oczywistych względów na zgrupowaniu się nie pojawił). Dla mnie z kolei miłym zaskoczeniem jest powołanie do kadry Michała Chylińskiego. W czasach juniorskich Chyliński uważany był za jeden z największych talentów w swoim roczniku. Świetne recenzje pozwoliły mu podpisać kontrakt z Unicają Malaga, w lidze ACB, słynącej z wyławiania największych perełek na Starym Kontynencie. Niestety później jego losy w klubie układały się bardzo róznie. Najczęściej był wysyłany do zespołu rezerw, bądź innych ekip na zapleczu ekstraklasy. W reprezentacji zaliczył obiecujący debiut w fatalnym dla drużyny narodowej roku 2005. Potem nieźle prezentował się w eliminacjach do Eurobasketu 2007, by rok później stracić szansę występu na tym turnieju z powodu kontuzji. Rok temu trener Katzurin powołał go na jedno ze zgrupowań, ale po krótkim epizodzie w jednym meczu zapomniał o Michale na prawie rok. Szkoda, bo wysoki, dobrze rzucający combo guard z instynktem do dobrych podań może wnieść trochę ożywienia do rywalizacji na pozycjach obrońców. „Transfer” Logana zawęża możliwości i czas gry na „dwójce”, ale na pozycji rozgrywającego ożywczy powiew z zaplecza ACB może się przydać.

Dla formalności przypomnijmy, z kim pracuje Katzurin na wspomnianym zgrupowaniu: obrońcyŁukasz Koszarek, Krzysztof Szubarga, Robert Skibniewski, Michał Chyliński, Paweł Kikowski, Wojciech Szawarski, skrzydłowi –Krzysztof Roszyk, Michał Ignerski, Robert Witka, Filip Dylewicz, środkowi/skrzydłowi – Adam Wójcik

Dzisiaj w Macedonii nasza kadra młodzieżowa (U-20) meczem ze Szwecją (g. 16.30) inauguruje drugą fazę mistrzostw Europy Dywizji B. Przekładając na polski, jest to turniej, którego finaliści za rok zagrają w mistrzostwach Dywizji A, czyli właściwym Eurobaskecie do lat 20. Większość naszych reprezentantów będzie już wówczas seniorami, gdyż trzon tej drużyny stanowią gracze z rocznika 89’, ale awans do grona najlepszych byłby niezłym (z polskiego punktu widzenia) zakończeniem ich przygody z basketem młodzieżowym. Pierwszą fazę grupową nasi zakończyli bez porażki, bijąc po drodze Finów (67:65), Norwegów (81:52) oraz Brytyjczyków (84:67). Teraz oprócz starcia z ekipą Trzech Koron czeka ich jeszcze pojedynek z groźną Gruzją. Dwie najlepsze ekipy z grupy E (jest tam jeszcze Finlandia, z którą już się spotkaliśmy) awansują do półfinału. I tutaj nastąpi chwila prawdy, gdyż zwycięzcy tych pojedynków zakwalifikują się do przyszłorocznego Eurobasketu. Najbliżej sukcesu byliśmy w roku 2005, kiedy noga powinęła nam się właśnie w półfinale. O zeszłorocznym, trzynastym miejscu, podopieczni Tomasza Jankowskiego chcieliby jak najszybciej zapomnieć.

W tym roku podstawę zespołu stanowią zawodnicy Polonii 2011Tomasz Śnieg (lider w asystach i przechwytach –odpowiednio 5,3 i 2 na mecz), Jarosław Mokros (najlepiej zbierający –7,3 zb.) oraz Piotr Pamuła, ale największe nadzieje wiązane są z Aleksandrem (Olkiem) Czyżem z uczelni Duke, Adamem Waczyńskim (jeszcze wszechstronniejsza wersja Chylińskiego) oraz Jakubem Wojciechowskim – młodzieżowym mistrzem Włoch w barwach Benettonu Treviso. Ten ostatni jest najlepszym strzelcem kadry ze średnią 16,7 punktu, zaś torunianin najlepszy mecz rozegrał przeciwko Wielkiej Brytanii, której zaaplikował 21 punktów. Od dziś poprzeczka idzie w górę i Polaków czekają mecze decydujące o grze w półfinale. Trzymajmy kciuki, by na najbardziej prestiżowych mistrzostwach juniorskiego basketu za rok nie zabrakło naszej drużyny. Na razie jedynie kadeci (zespół do lat 16) mają szansę gry wśród najlepszych.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Weryfikacja - reaktywacja - enuncjacja

Życie daje bolesną nauczkę. Człowiek zaszywa się na kilka dni w głuszy bez kontaktu z siecią i okazuje się, że akurat w tym czasie działo się sporo. Nie brać urlopów, ot co. A teraz już na poważnie – czas na mały przegląd tego, co mnie ostatnio zaciekawiło w światku koszykówki.

W zeszłym tygodniu środowisko basketu w Polsce zmroziły wieści o tym, że tego lata weryfikacja finansowa klubów uczestniczących w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki odbywa się „na poważnie”. Prezes ligi, Janusz Wierzbowski wsparty autorytetem Rady Nadzorczej (czyli głównie Romana Ludwiczuka, prezesa PzKosz) uderzył w stół i nie zatwierdził aż sześciu z szesnastu wniosków o udział w PLK w sezonie 2009-10. I bardzo dobrze, gdyż liga zawodowa musi wymagać od swoich uczestników profesjonalizmu w podejściu do spraw finansowych i organizacyjnych. Współczuję kibicom klubów, których przyszłość wisi na włosku. Wiem, jak to boli, gdy drużyna na której wychowała się czyjaś pasja zostaje usunięty z ligi. Jednocześnie mam w pamięci sytuacje, gdy to uczestnicy play off naszej ekstraklasy musieli zwalniać czołowych graczy z powodu niedoszacowania budżetu na dany sezon. Czas chyba zacząć poważnie traktować kwestie finansowe i skończyć z półamatorskim przymykaniem oka na kluby budujące swoje finanse na łapu capu. Mam przy okazji nadzieję, że słowa prezesa Basketu Kwidzyn, sugerujące, iż przesłał dokładnie takie same dokumenty koszykarskiej centrali, jak rok temu, są żartem. W przeciwnym razie okaże się, ze ktoś niestety pracuje po łebkach. Albo władze ligi nie potrafią stworzyć i zakomunikować otoczeniu jasnych zasad, jakie muszą przestrzegać kluby albo te drugie uprawiają totalną improwizację licząc na dozgonną przychylność władz PLK..

W tym etapie rekrutacji do ligi nie uczestniczy już klub z Wrocławia. A w zasadzie coś co miało powstać jako nowy Śląsk. Niestety z zapowiedzi reaktywowania najbardziej utytułowanego zespołu w Polsce nic nie wyszło. W reakcji na to, kibice i przychylne media zwołali pospolite ruszenie, mające na celu wywołanie pozytywnej energii niezbędnej do wskrzeszenia WKS –u. Próbą sił tego projektu miała być manifestacja i happening multimedialny w Rynku. Jak już relacjonował Michcio, na przeszkodzie pełnego rozwinięcia skrzydeł tej machiny stanęła kapryśna aura. Mam nadzieję, że nie zniechęci to organizatorów do kolejnych akcji, gdyż najwyraźniej dotychczasowe, standardowe działania urzędników, polityków i przedsiębiorców nie dają rezultatu.

W tym kontekście zmartwił mnie tekst red. Artura Brzozowskiego z „Gazety Wyborczej”, zatytułowany – „Wrocławskiego sportu pożegnanie z socjalizmem” (znam tylko wersję internetową z 17 lipca). Nie chodzi tu nawet o samą treść, co zestawienie bohaterów tego felietonu. Kibice koszykarscy, siatkarscy, czy piłkarscy (piłki ręcznej, rzecz jasna), pragnący dowiedzieć się od władz miasta, jak kształtują się plany dotyczące rozwoju sportu w mieście, zostali umieszczeni w szeregu z ideowymi sierotami po PRL –u i oskarżeni o szerzenie postawy roszczeniowej. Że oto nadstawiają czapkę po publiczny grosz, by znów jak dawniej władze dotowały ich ukochane kluby. Piłkarze ręczni i siatkarze nie zasługują według tego punktu widzenia na pomoc miasta, bo są za słabi, a ich występy odstraszają potencjalnych sponsorów. Kibice koszykówki z kolei muszą zrozumieć, że komuna padła i nikt nie będzie przekazywał na ich klub publicznych pieniędzy. Brzmi jasno, ale rzeczywistość jest nieco bardziej kolorowa, niż czerń i biel.

Z artykułu red. Brzozowskiego wynika, że jedynym klubem uprawnionym do pobierania środków publicznych jest piłkarski Śląsk. To, że „plan był jasny i prosty”, a działania wobec Śląska wychodziły naprzeciw oczekiwaniom elektoratu nie zmienia faktu, że do ratowania prywatnego klubu sportowego użyto pieniędzy z kasy miejskich spółek i budżetu miasta. Drużyna w momencie wejścia do gry magistratu błąkała się po boiskach drugiej ligi i w tym kontekście ciężko nawet o porównanie z wrocławską siatkówką, radzącą sobie kiepsko, zwłaszcza na tle ogólnopolskiej siatkomanii.

Trzeba przyznać, że działania prezydenta miasta wobec jednego klubu wywołały lawinę próśb o podobną interwencję z ust szefów innych podmiotów, że wspomnę tylko o właścicielu ASCO Śląska, Waldemarze Siemińskim, czy władzach żużlowego Atlasa. Czy jest to dziwne? Nie, raczej naturalne. Każdy przecież mógł spytać – „a w czym ja jestem gorszy?” i faktycznie wystawić czapkę po kasę. Kto jednak stworzył precedens, musi się liczyć z konsekwencją.

Naczelny sportu we wrocławskiej „GW” pisze, że „to futbol jest dyscypliną numer jeden w Polsce, Europie i na świecie”. Podkreśla, ze strategia budowy wielkiej piłki w dużych miastach jest słuszna. Tymczasem taka sama idea w odniesieniu, do choćby basketu nie jest już godna wsparcia z miejskiej kasy. Poza tym, był taki czas, że we Wrocławiu „numerem jeden” była koszykówka, ale nikt nie wpadł na pomysł, by prezydent Zdrojewski czy Huskowski wszedł w ten interes w roli udziałowca. Były za to obecne inne formy wsparcia, którym upadek komunizmu i zasady rynkowe nie przeszkadzały w realizacji.

Zostawiając już ideologię na boku warto przypomnieć, że to władze miasta, ustami szefa departamentu spraw społecznych, pana Mariusza Janickiego, deklarowały dołożenie wszelkich starań w drodze do reaktywowania koszykarskiego Śląska. Miało to miejsce choćby przy okazji słynnego Meczu Gigantów w Hali Ludowej. Pytania kibiców o powody niepowodzenia oraz ewentualne dalsze plany w tej mierze, są więc zasadne. Oficjalną przyczyną zakończenia tegorocznych starań reaktywacyjnych był czas, a w zasadzie jego brak. Tymczasem zespoły z PLK z wyjątkiem Asseco Prokomu, w lipcu wykonują zaledwie przymiarki do budowy drużyn. Na tym bezrybiu Śląsk z poparciem kilku tysięcy kibiców mógłby być prawdziwym szczupakiem. Wszak zebrane ponad cztery tysiące podpisów poparcia pod listem „reaktywacyjnym” to więcej niż wynosi średnia frekwencja na meczu ekstraklasy. Dlaczego nic z tego nie wyszło i czy miasto podejmie kolejną próbę restaurowania dawnej dumy Wrocławia? To właśnie warto byłoby ostatecznie wyjaśnić.

Osobiście wolałbym, by do powołania nowej spółki koszykarskiej wystarczyła aktywność przedsiębiorców i kibiców. Zaangażowanie polityków w sport niesie ze sobą pokusy różnych ekstrawagancji, jakimi były choćby „narodowe” pomysły prezydenta Stalowej Woli czy koncepcje jednego z wrocławskich radnych, planującego zaangażować w piłkarskim Śląsku szkoleniowca Chelsea Londyn. Niestety we Wrocławiu, po erze przywoływanego pana Siemińskiego to miasto wydawało się naturalnym sojusznikiem w dziele ożywiania upadłego klubu. Teraz nie chodzi o nic więcej, jak tylko o deklarację w sprawie Śląska. Sytuacja finansowa miasta nie jest tajemnicą i nikt przytomny nie wymaga, by prezydent Dutkiewicz wykładał na stół równowartość tego, co proponował Deutsche Bahn. Kibic mają jednak prawo wiedzieć, czy dalej mogą liczyć na pomoc prezydenta, cieszącego się opinią łowcy inwestorów.

Na koniec dodam, że kibicowałem „Wyborczej” w czasie konfliktu z nieprzejednanym ekswłaścicielem Śląska i szanuję, to co gazeta robi, także poprzez różne akcje społeczne. Mam nadzieję, że red. Brzozowski rozjaśni marsowe oblicze i spojrzy na działania kibiców właśnie jak na oddolną, spontaniczną inicjatywę społeczeństwa obywatelskiego. I że za rok będzie mógł stworzyć tekst powitalny na cześć reaktywowanego Śląska, równie dobry jak ten, którym go żegnał po wycofaniu z ligi.

niedziela, 19 lipca 2009

Destination Turkey 2010 - video promo

FIBA World udostępniła na swoim kanale youtube krótkie klipy promujące MŚ 2010 w Turcji. Twarzami promocji są Chris Paul, Pau Gasol, Andrei Kirilenko, Andres Nocioni i Andrew Bogut:







Andres Nocioni
Andrew Bogut

Genialne swojej prostocie. Fajny pomysł z czarno-białym filmem, gdzie rzucający gracz i piłka jest kolorowa. Podstawa promocji - czyli znane gwiazdy. Zazwyczaj w takich wypadkach wszystkim kazano mówić po angielsku. A tutaj angielski, hiszpański i rosyjski pokrywają bardzo duży procent światowej populacji. Brakuje tylko jakiegoś Chińczyka - niekoniecznie Yao, który chyba już zakończył karierę reprezentacyjną.

I teraz wejdźmy w porównanie z doskonale nam znanymi filmami promującymi nasz polski eurobasket. Są zrobione bardzo dobrze. Ale są strasznie długie, z patetycznym głosem lektora w stylu kinowych trailerów i w ogóle nie korzystają z siły przyciągania gwiazd. Przerost formy nad treścią?

Oczywiście pamiętam o wersji skróconej:



Ale co jest lepsze?

Nie wiem tylko czy mam gratulować Turkom klipów promocyjnych, czy po prostu zazdrościć, że mają do czynienia z poważniejszą od FIBA Europe - FIBA World. Jeśli za tę część promocji odpowiedzialna jest właśnie światowa organizacja.

I wtedy padał deszcz…

Odbyła się manifestacja. A w zasadzie wiec poparcia. Teoretycznie w sprawie całego wrocławskiego sportu wystawionego na próbę nerwów przez Urząd Miasta (prócz lansowanej obecnie piłki nożnej), jednak tak naprawdę głównie w sprawie koszykarskiego Śląska. Od tygodnia były zbierane podpisy i głosy poparcia, a kulminacyjnym momentem całej akcji miał być wspomniany wiec. Czy wyszedł? Powiedzmy, że połowicznie.

Przede wszystkim około 18-tej mieliśmy do czynienia z lekkim oberwaniem chmury, co zapewne zniechęciło całkiem spore rzesze sympatyków do przybycia pod fontannę. Szkoda, bo podest, telebim – wszystko wyglądało całkiem fajnie, profesjonalnie. Gdyby nie pogoda, cała impreza mogłaby wyglądać znacznie okazalej. A tak zmieściła się w pół godzinki.

Były filmy autorstwa Grega – jednak chyba lepiej byłoby puścić je w tle, a jednocześnie mówić, niż przerywać tekst na oglądanie klipów. Było też skandowanie najbardziej znanych w całej Polsce „WKS”, czy „Hej Śląsk”. No i przede wszystkim – było mnóstwo byłych koszykarzy Śląska, na czele z Adamem Wójcikiem, czy Maciejem Zielińskim. Tutaj tym bardziej szkoda, że pogoda przeszkodziła – w końcu po wszystkim rodzice z dziećmi spokojnie mogliby podejść do koszykarzy, a tak wszyscy szybko rozeszli się po kątach. Poparcia akcji udzielił zresztą sam Grzegorz Schetyna – czyżby Warszawa czuwała przed przyszłymi wyborami?

A teraz meritum. Niestety przywoływana liczba pięciuset osób jest moim zdaniem zawyżona. Może z podestu było widać lepiej, ale szacunkowo ja bym ją zmniejszył o połowę. Hasłem przewodnim był powrót teraz z pomocą miasta, albo za rok bez niej. Nikt z rajców miejskich się nie wypowiadał – w sumie nic ciekawego by pewnie nie powiedział, więc żadna to strata. Podoba mi się zapał, chociaż momentami czułem jakby żal w głosie prowadzącego, że jednak nie za wiele tych osób przyszło. I faktycznie – jak na tyle podpisów, komentarzy na forach i świadomości, że to jedna z ostatnich szans na sensowny powrót „na właściwe tory”, zdeterminowanych za dużo nie było. Pojawiło się za to sporo osób z klubu kibica, który mimo niechęci do dzikich kart, czy sponsorów w nazwie stara się wspierać wszelkie ruchy ku odbudowie koszykówki we Wrocławiu.



Było krótko. Chyba jednak zbyt krótko, bo ci, którzy przyszli spokojnie przetrwaliby kolejne minuty oparte na rozmowach o powrocie do walki o najwyższe cele. Ale treściwie. Odniosłem wrażenie, że jest to swoista konferencja prasowa, na której w skrócie organizatorzy tego „zamieszania” chcieli przedstawić co jest, co chcą osiągnąć i jak im można w tym pomóc. Za to wszystko chwała i podziękowania, bo wykonują niesamowitą ilość pracy za darmo, mając przecież normalne obowiązki na głowie.

Podsumowując – ogólnie projekt jest ciekawy, widać, że zabrały się za niego „kumate” osoby, którym zależy (greg: i tutaj tylko chciałbym wymienić byłych graczy i trenerów Śląska, którzy się pojawili: Mieczysław Łopatka, Ryszard Prostak, Jerzy Kołodziejczak, Radosław Czerniak, Maciej Zieliński, Adam Wójcik, Andrzej Adamek, Mirosław Łopatka, Marcin Stefański, Radosław Hyży, Bartosz Diduszko, Artur Mielczarek. Za co wszystkim dziękujemy.) Czy miasto pomoże? Nie widzę większych szans, w końcu do wyborów daleko, a dziura budżetowa się sama nie zmniejszy. Widziałem entuzjazm z projektu, lekki smutek z pogody i ilości osób, radość z przywołania wspomnień i jednak zobaczenia znajomych twarzy. No i wielką determinację wśród organizatorów oraz chęć pomocy wśród byłych (przyszłych?) koszykarzy, którzy zjechali do Wrocławia zmieniając swoje osobiste plany.

Głęboko wierzę, że ten plan wypali. Bo polska koszykówka potrzebuje Śląska, bo Wrocław go potrzebuje. Jednak potrzeba dużo dobrej woli (zatem red. Brzozowski może jednak niech zostanie przy pisaniu o piłce nożnej, na której się zna. Albo chociaż niech lepiej zanalizuje materiał, a dopiero potem krytykuje) oraz wsparcia (za-)możnych. Dzisiaj został uczyniony mały krok do przodu. Wielu liczyło, że będzie on większy, ale jak mawia Leo Beenhakker – „step by step”.

piątek, 17 lipca 2009

McNaull - Szubarga Pyra Camp

Dziś notka praktycznie ściśle filmowa. Żeby pokazać, że nie tylko Gortat ma swoje campy. Tutaj sytuacja jest trochę inna, bo chodzi o trenujących już zawodników młodzieżowych Pyry. Rok temu był tylko McNaull z graczami wysokimi. W tym dołączył jeszcze Krzysiek Szubarga. Oby jak najwięcej takich imprez.







więcej filmów z campu

czwartek, 16 lipca 2009

Marcin Gortat Camp - Wrocław



Powyżej 10 minutowa relacja video z campu Marcina Gortata zorganizowanego wczoraj we Wrocławiu w Hali Orbita. Myślę, że dość dobrze jest wyważona między samymi treningami, a tym co Marcin mówił. Wszelkie motywy inicjatywy reaktywacyjnej (www.slask-reaktywacja.pl) także są zawarte. Nie chcę też tutaj opisywać słownie samego campu, bo był świetny i jest video. Nie chcę opisywać także charakteru Marcina, bo jest znany i powszechnie opisywany.

Wątpliwości może budzić tylko fakt czy wysyłanie czołowego gracza reprezentacji Polski na przejechanie siedmiu miast w siedem dni, wśród wielu innych zajęć i przed rozpoczęciem przygotowań do historycznego EuroBasket 2009 nie jest przesadą z tego punktu widzenia. Gortat to skarb polskiej koszykówki, ale nie wolno go przeeksploatowywać.

Poniżej umieszczam też relacje z lokalnych telewizji. Gdzie poza campem są także wypowiedzi z konferencji prasowej.

Temat Dnia telewizji TeDe:



Fakty TVP Wrocław (załapał się tutaj na wywiad nasz blogowy kolega):

środa, 15 lipca 2009

I ty pomóż Śląskowi!

Wszyscy wiemy, że liga bez wrocławian straciła sporo na jakości. Niezależnie od finansów i zawodników, zawsze Dolnoślązacy starali się walczyć o najwyższe cele, a na spotkania z nimi przeciwnicy dodatkowo się mobilizowali. Dlatego warto wspierać każdą akcję, mającą na celu przywrócenie polskiej koszykówce tego utytułowanego klubu. I teraz jest chyba jedna z ostatnich szans na taki ruch.

Po kilku, delikatnie rzecz ujmując, średnio udanych manifestacjach, obecny tydzień jest znaczący. Grupa kibiców, która to przez wiele miesięcy namawiała potencjalnych sponsorów w zainwestowanie w klub, chce go odbudować. Szkoda, że miasto tak radykalnie zmieniło swoje nastawienie, a prezydent nagle wycofał się z obiecanych dwóch milionów złotych. No ale wiadomo - PR przede wszystkim, a na razie wyborów nie ma, więc koszykówka potrzebna nie jest. Jednak pojawiła się grupa zapaleńców, którzy chcą udowodnić, że rządzenie miastem to nie tylko puste słowa i budowanie korzystnego wizerunku. To również spełnianie obietnic, a przynajmniej pomoc w realizowaniu ważkich projektów. A takim, dla kilku tysięcy ludzi z pewnością jest powrót Śląska do walki o najwyższe cele.

Wsparcie dla akcji może zostać udzielone przez wszystkich, na kilka sposobów. Po pierwsze, po Wrocławiu krażą osoby zbierające podpisy na liście z poparciem - wystarczy wpisać imię, nazwisko i numer dowodu osobistego. Dodatkowo działa strona - http://slask-reaktywacja.pl, na której to również można wyrazić aprobatę dla tego projektu. Kulminacja działań ma mieć miejsce w sobotę o godzinie 18-tej w okolicach wrocławskiej fontanny - to tam ma się odbyć wiec, na który zapraszam wszystkich zainteresowanych oglądaniem Śląska w nadchodzących latach. Warto zauważyć, że to nie jest w zasadzie manifestacja - nikt nie będzie się bił z policją, nikt nie chce robić awantur. Po prostu organizatorzy chcą zebrać jak najwięcej osób, aby uwypuklić problem, jakim jest zanikający wrocławski sport (prócz piłki nożnej) przy zerowym zainteresowaniu miasta.

Zapowiadana jest wizyta znanych graczy i trenerów, poparcie dla akcji wyrazili ponoć m.in. Greer, czy Adomaitis. Ogólnie szumu jest dużo, a to ważne. Teoretycznie jest szansa, aby klub wystartował już w nadchodzących rozgrywkach PLK, ale mówi się również o starcie od pierwszej/drugiej ligi, bądź o przystąpieniu w pełni przygotowanym w sezonie 2010/11.

Podsumowując, we wrocławskim środowisku zawrzało. Jednak ten wpis jest głównie dla osób spoza stolicy Dolnego Śląska - każdy głos się liczy, a rozpropagowanie akcji jest jednym z celów. Udzielenie poparcia zajmie wam dosłownie chwilę, dlatego zachęcam do odwiedzania strony www.slask-reaktywacja.pl i mobilizowania innych. Każdy głos się liczy, niezależnie od miejsca zamieszkania. A kto ma taką szansę - sobota, godzina 18:00, fontanna na wrocławskim rynku.

A nóż stanie się cud i za niedługo na parkietach pierwszej ligi/Ekstraklasy usłyszymy donośne Hej Śląsk!

wtorek, 14 lipca 2009

Polpak Świecie - wskaźnik?

Inwestorzy giełdowi mają do dyspozycji indeksy wyprzedzające koniunktury, które są wskaźnikami przewidującymi zmiany w gospodarce na kilka miesięcy przed ich wystąpieniem. Czy Polpak był właśnie takim wskaźnikiem dla europejskiej koszykówki? Czy to właśnie w Świecie było punktem odbicia dla wielu anonimowych czy mało znanych zawodników? Wiele na to wskazuje chociażby z tego względu, że na każdy z trzech sezonów Polpaku w ekstraklasie przypada jeden gracz który zrobił naprawdę sporą karierę w Europie. Rick Apodaca (2005/2006) po wyjeździe z Polski miał dwa bardzo udane sezony we Włoszech (Legea Scafati) i w Turcji (Besiktas Cola Turka). David Moss (2006/2007) właśnie podpisał 3-letni kontrakt z euroligowym Montepaschi Siena, a przez ostatnie dwa sezony był liderem zdobywcy pucharu LegaDue (Fileni Jesi) i rewelacyjnego zespołu z 3. miejsca sezonu zasadniczego LegaA (Banca Tercas Teramo). Bobby Dixon (2007/2008) właśnie podpisał 2-letni kontrakt z euroligowym ASVEL-em Lyon, a w ostatnim sezonie grał dla Bennetonu Treviso i Le Mans.


A przecież lista (poniżej) liderów Polpaku, którzy robili solidne kariery w Polsce i nie tylko, jest o wiele dłuższa. Jeśli chodzi o kluczowych graczy nie udało się tylko Stevenowi Thomasowi, który wylądował grał w podrzędnych ligach amerykańskich czy na dnie ligi koreańskiej. Tutaj najprawdopodobniej zaważyły problemy zdrowotne. Co ciekawe Thomas był jedynym z tych wszystkich zawodników, który w Świeciu uchował się na 2 lata... Nie chcę też twierdzić, że wszystkie kariery są usłane sukcesami i silnymi ligami. Bo nie wszystko też zależy od umiejętności... Na przykład Apodaca miał fatalny ostatni sezon, kiedy odwiedził cztery ligi: turecką, chińską, włoską i portorykańską. We Włoszech po pięciu świetnych meczach w Carife Ferrara został zwolniony po tym jak kontrola wykazała palenie marihuany, z czym zresztą miał problem także w czasach uniwersyteckich. Eric Hicks z powodów dyscyplinarnych został zwolniony z Telindusa Ostenda. Marko Brkić po świetnym sezonie w Anwilu przeszedł do przeciętnego serbskiego zespołu z przyczyn osobistych. A Hernol Hall wylądował w ciężkim do oceny Iranie, gdzie wraz z Vincentem Jonesem osiągnął półfinał tamtejszej ligi.

Poniżej lista liderów Polpaku, którzy wypromowali się w Świeciu w latach 2005-2008 (z pominięciem oczywiście Chrisa Garnera, Jerome'a Beasleya czy Vladimira Ticy, którzy mieli osiągnięcia jeszcze przed występami w PLK):

Rick Apodaca: 06/07 Legea Scafati, 07/08 Besiktas Cola Turka, 08/09 Besiktas Cola Turka, Yunnan Honghe Running Bulls, Carife Ferrara, Cangrejeros de Santruce

Zigimantas Jonusas: 06-09 Eisbaren Bremerhaven

Steve Thomas: 07/08 Polpharma Starogard Gdański, Augusta Grove, 08/09 Pusan KTF Magic Wings

David Moss: 07/08 Fileni Jesi, 08/09 Banca Tercas Teramo, 09-12 Montepaschi Siena

Kevin Hamilton: 06-08 Supercariduros de Fajardo 08/09 Kotwica Kołobrzeg 09-11 NY Phantoms Braunschweig

Harding Nana: 07/08 Turów Zgorzelec 08/09 Beirasar Rosalia

Hernol Hall: 07/08 Polpharma Starogard Gdański, 08/09 Petrochimi Imam Habour

Bobby Dixon: 08/09 Cherkassy Monkeys, Benneton Treviso, Le Mans 09-11 ASVEL Villeurbanne Lyon

Nikola Lepojević: 08/09 Universytet Surgut

Eric Hicks: 08/09 CSK Samara, Telindus Ostenda

Marko Brkić: 08/09 Anwil Włocławek, 09/10 Swisslions Vrsac


Polpak można by uznać także za odskocznię dla Krzysztofa Szubargi, gdyby nie przejście z przyczyn osobistych do Sportino Inowrocław latem 2006 roku. Od tamtej pory Szubi musiał długo pracować, żeby wrócić do czołowych klubów, tego lata podpisując kontrakt z Anwilem. Można też wspomnieć, że swego czasu jedną nogą w Polpaku był także Patrick Okafor.

Patrząc na ilość i jakość graczy, którzy wypromowali się w Świeciu i to w tak krótkim czasie myślę, że śmiało można stwierdzić, że drugiego takiego porównywalnego klubu w PLK nie ma. Polpak Świecie był takim wskaźnikiem wyprzedzającym koniunkturę na graczy w europejskim i polskim baskecie. Był. Ale już go nie ma. Przynajmniej w ekstraklasie. Szkoda z tego względu, ze względu na to co wnosił do polskiej ligi, ze względu na halę, którą dla niego postawiono.

niedziela, 12 lipca 2009

EuroBasket w każdym sklepie

Wreszcie. Długo czekałem na takie niewielkie, ale widoczne akcje promocyjne. I dzisiaj, idąc do sklepu w poszukiwaniu wody mineralnej, zobaczyłem logo mistrzostw. Dlaczego to takie ważne i co to było?

Teraz będzie reklama, trudno. Cały stos butelek Staropolanki był oznaczony żubrem Mieszkiem, firmującym konkurs. Do wygrania oczywiście bilety na mecze (ponoć aż po fazę finałową) plus piłki do koszykówki oraz breloczki z wizerunkiem maskotki. Zasady generalnie proste – trzeba zbierać ile się da opakowań. Minusem wydaje się konieczność wysłania potwierdzenia zapłaty – bo kto w końcu teraz zbiera paragony? Ale ja nie o samym konkursie.

Ważne, żeby każdy mieszkaniec miał świadomość imprezy. A najlepsza reklama, to reklama na drobnych produktach używanych codziennie. Trudno produkować chleb z logiem EB, ale woda jak najbardziej się nadaje. Wydaje mi się, że w zamian za kilka biletów, piłek i breloczków również inni producenci zainteresowaliby się promowaniem imprezy na swoich wyrobach – w końcu to praktycznie darmowa, obustronna reklama. Czy PZKosz chce pójść w tę stronę? Szczerze wątpię, ale dobrze, że chociaż na jednym takim produkcie konkurs się znalazł. I to w bardzo widoczny sposób – ludzie nawet jak się nie zainteresują i nie zaczną zbierać etykiet, to przynajmniej utrwalą sobie informacje, że taka impreza się odbywa. A o to chodzi.


PS: Krótki komentarz do losowania Euroligi. Prokom znowu może liczyć na 2-3 zwycięstwa, chyba że naprawdę się wzmocni (pozostanie Woods?). Teoretycznie najlepiej wylosowały Barcelona i Montepaschi, ale wyjazdy do Zagrzebia i Stambułu do najprzyjemniejszych nie należą. Grupa śmierci? Zdecydowanie B, ze starym znajomym, Rimasem Kurtinaitisem – jeżeli wywalczy awans ze swoim Lietuvosem, chyba już ostatecznie zamknie usta wszystkim, którzy nie wierzą w jego zdolności trenerskie.

sobota, 11 lipca 2009

David Godbold - nowa gwiazda PLK?

Z pewnością nie taka, która będzie rzucała 15 lub więcej punktów na mecz. Ale z całego zaciągu no-name'ów Basketu Kwidzyn z egzotycznych miejsc: Jason Pryor - Islandia, Jarryd Loyd, John Barber - Nowa Zelandia, David Godbold - UBL (nielicząca się liga w USA), to ten ostatni może być najciekawszym zawodnikiem. Takim który zacznie ciekawą europejską karierę właśnie w Polsce - dlaczego nie?

Godbold spędził 4 lata w NCAA w Oklahoma Sooners z konferencji Big12. Ostatni rok grał tam wraz z numerem jeden Draftu 2009 - Blakiem Griffinem. Jego średnie z czterech lat to: 6.4 pkt, 3.6 zb, 1.5 as, 1 prz, 37% z gry, 35% za 3, 70% za 1. W ostatnim roku notował natomiast: 7.7 pkt, 4 zb, 1.8 as, 1.1 prz, 36% z gry, 33% za 3, 77% za 1.

Co charakteryzuje grę tego zawodnika? Dobry rzut z dystansu - rzuty zza łuku stanowią ponad połowę jego rzutów i dlatego ogólna skuteczność z gry jest dość niska. Atletyzm, który czyni go dobrym zbierającym. Bardzo dobra obrona. W ostatnim roku gry w Sooners został uznany najlepszym obrońcą zespołu. To on był wysyłany do krycia najgroźniejszych obwodowych zawodników przeciwnika. Podejmuje dobre decyzje rzutowe, jest pewny z linii rzutów osobistych, a przede wszystkim gra dla zespołu. Nie należy do postaci, które muszą być na pierwszym planie, ale kiedy wymaga tego sytuacja, potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. W najważniejszych meczach Sooners stawał się ich czołowych strzelcem, choć na co dzień był bardzo daleko od takiej roli. W meczach NCAA Tournament miał średnie 13.4 pkt i 61% za 3. To właśnie w NCAA Tournament zanotował rekord kariery w wysokości 25 punktów.

Jego trenerzy chwalili charakter, pracę, atletyzm, grę dla zespołu. Trener Paweł Mrozik powinien mieć z niego pożytek. Być może zobaczymy jego game-winnery jak z meczu poniżej:

czwartek, 9 lipca 2009

Andrei Fetisov

Dzisiaj udało mi się dotrzeć do doskonałej strony poświęconej Andriejowi Fietisowowi. Zawiera artykuły, wywiady, zdjęcia, video, opisy kariery klubowej i reprezentacyjnej, najlepszych spotkań (słynne Śląsk-Maccabi), czy najlepszych partnerów z którymi przyszło mu grać, gdzie na pierwszym miejscu - jako idol - wśród Gintarasa Einikisa, braci Pashutinów, Arturasa Karnisovasa i Andreia Kirilenki wymieniony jest Maciej Zieliński.

Co zwróciło moją uwagę to fakt iż w opisach kariery klubowej Andrieja ten poświęcony okresowi w Śląsku jest najdłuższy, co nie ma przecież odbicia w tym ile czasu we Wrocławiu spędził. Opis ten postanowiłem więc przetłumaczyć, aby pokazać inne spojrzenie na Śląsk 2001/2002 i samego Fietisowa w nim. W niektórych momentach dość brutalnie rozprawia się z ówczesną ekipą zarządzającą Śląskiem i jego trenerami. Zapraszam do lektury.



2001-02 Śląsk Wrocław

Chociaż wrocławska drużyna grała wtedy w Eurolidze, a Fietia podpisał kontrakt za 40 tysięcy dolarów miesięcznie, ten krok w Rosji uznano za degradację i niestety okazało się to prawdą...

Na początku sezonu i Andriejowi i jego partnerom szło bardzo dobrze. Drużyna błysnęła w Eurolidze i według czytelników jej oficjalnej strony była największym pozytywnym zaskoczeniem pierwszych kolejek. Oczywiście wszędzie znajdzie się ktoś z czegoś niezadowolony i Śląsk krytykowano za to, że w lidze nie wygrywa efektownie, a nowe gwiazdy nie grają na 100%. Andriej przyznał, że ma pewne problemy z koncentracją przed meczami polskiej ligi, ale obiecał poprawić się. Nie zdążył. Naprawę rozpoczął prezydent klubu i w pierwszej kolejności zwolnił trenera Pierro Bucchiego, tego samego, z którym Andriej pracował już w Rimini, i który był nie tylko wybitnym specjalistą, być może najlepszym trenerem pracującym w Polsce, ale po prostu wspaniałym człowiekiem - tak dla koszykarzy jak i kibiców. W klubie posła Grzegorza takie cechy wystarczają na półtora miesiąca pracy.

Kolejnym trenerem został Jasmin Repesa, któremu we Wrocławiu nie podobało się wszystko z Fietią na czele, a dokładniej - nie jego gra lub coś zależnego od samego koszykarza, ale jak go postrzegają fani i dziennikarze. Chorwat postanowił za wszelką cenę zmienić to wyobrażenie, a po miesiącu był już w Cibonie. Trzecim trenerem okazał się Słoweniec Andrej Urlep, który - wydaje się - cieszyć się powodzeniem może tylko w Polsce. Kiedy na początku grudnia Andriej-gracz zachorował na grypę i już drugi miesiąc nie otrzymywał wynagrodzenia, bez entuzjazmu odnosił się do perspektywy kolejnego sezonu spędzonego w roli siostry miłosierdzia. Zdobył sobie ogromnego wroga w osobie Andreja-trenera, który z początku zrezygnował z usług świetnego skrzydłowego (co przyniosło porażkę z zespołem o budżecie niższym niż kontrakt Fieti), a potem postanowił polepszyć jego formę psychiczno-fizyczną... czterema treningami jednego dnia. To byłoby zbyt wiele dla każdego i Andriej, natrenowawszy się dwa razy więcej niż przewiduje norma, wraz z Gintarasem Einikisem przyjęli konkretną postawę w stosunku do klubu i w jej wyniku opuścili drużynę po czterech miesiącach gry - jak wcześniej trzech innych graczy.

W pół sezonu drużynę rozbiły zmiany trenerów, z których każdy wprowadzał nowy system gry i stawiali graczom, a Andriejowi szczególnie, zarzuty - jeden bardziej absurdalny od drugiego. Odchodzili także koszykarze, drużyna przegrała kilka ważnych meczów i straciła szansę awansu do TOP16 Euroligi. W klubie pierwszy raz pojawiły się problemy z pieniędzmi i od razu uderzono w największe gwiazdy.

I chociaż o grze Andrieja Fietisowa można mówić w samych superlatywach, a część kibiców przychodziła na mecz tylko dla Rosjanina, epizod w stolicy polskiej koszykówki przyniósł mu tylko dziurę na rachunku bankowym i pogorszył reputację w oczach niezaznajomionych z sytuacją i myślących, że ze słabych lig dobrych zawodników nie zwalniają.

Także nie można się dziwić, że do kolejnych możliwości wyjazdu za granicę Fietia odnosił się z dużą rezerwą.

SAULIUS ŠTOMBERGAS WRACA!!!



2 lata temu w wieku 33 lat przedwcześnie zakończył karierę jako gracz UNIKS-u Kazań. Równolegle zresztą ze swoim rówieśnikiem Dejanem Bodirogą. Dziś wraca podpisując roczny kontrakt z UNIKS-em. Liczymy na więcej niż rok.



Czekamy na wielkie mecze dwukrotnego brązowego medalisty Igrzysk Olimpijskich, wicemistrza, mistrza Europy i mistrza Euroligi z Żalgirisem Kowno. Dwa lata temu było za wcześnie na Time to say googbye.

środa, 8 lipca 2009

Losowanie Euroligi - komentarze

Na początek wyniki losowania:

Grupa A

FC Barcelona
Montepaschi Siena
Cibona Zagrzeb
Fenerbahce-Ulker Stambuł
Żalgiris Kowno
ASVEL Villeurbanne

Grupa B

Olympiacos Pireus
Partizan Belgrad
Unicaja Malaga
Efes Pilsen Stambuł
Lietuvos Rytas Wilno
qualifier 2A (Benneton Treviso?)

Grupa C

CSKA Moskwa
TAU Ceramica Vitoria
Maccabi Tel-Aviv
Lottomatica Roma
Olimpija Ljubljana
qualifier 2B (ALBA Berlin?)

Grupa D

Panathinaikos Ateny
Real Madryt
Armani Jeans Milano
Asseco Prokom Gdynia
Khimki Moskwa
EWE Baskets Oldenburg

Kwalifikacje

Orleans - Charleroi (A)
Benneton Treviso - BK Ventspils (A)
ALBA Berlin - Le Mans (B)
Maroussi Ateny - Aris Saloniki (B)


Grupa D - czyli z kim zmierzy się Prokom?

Losowanie po raz kolejny było bardzo złe dla Prokomu i moim zdaniem gorsze od zeszłorocznego. W ostatnim sezonie sopocian uratowało załamanie finansowe w Żalgirisie Kowno. Sportowo bardzo ciężko będzie z każdym rywalem oprócz mistrza Niemiec. A finansowo z każdym. Ale po kolei. Budujący swoją potęgę pod wodzę Ettore Messiny Real Madryt buduje skład z wieloma gwiazdami. Przyszli już Dariusz Ławrynowicz i Novica Velicković. Przyjść mogą: Sarunas Jasikevicius, Rimantas Kaukenas, Pablo Prigioni, Zoran Planinić, Jorge Garbajosa. Zostają: Tomas van den Spiegel, Felipe Rayes, Sergio Llull. To wszystko za łączny budżet 45 milionów €, który będzie pierwszym albo drugim w Eurolidze w nadchodzącym sezonie. Kolejny rywal to obecni mistrzowie Euroligi - Panathinaikos Ateny. Którzy być może stracą Jasikeviciusa, ale już wzmocnili się dwoma bardzo perspektywicznymi zawodnikami: Milenko Tepiciem i Nickiem Calathesem. Budżet PAO w ostatnim sezonie to 33 mln €. Prokomowi przytrafiło się oczywiście największe nieszczęście w losowaniu - które na marginesie wykrakałem - czyli trafienie na Khimki Moskwa z ostatniego koszyka. W alternatywie do Żalgirisu Kowno, Lietuvos Rytas i Olimpiji Ljubljana. Wszystko trzy zespoły mają większe lub mniejsze problemy finansowe, wszystkich siła oparta na tanich graczach krajowych. Natomiast Khimki w ostatnim sezonie miały budżet, albo przynajmniej zmontowały skład na miarę budżetu w wysokości 35 mln €. W tym sezonie będzie on oczywiście mniejszy. Rosyjskie zespoły dotknął kryzys i zakaz sponsorowania klubów z miejskich kas. W Chimkach jest duże wietrzenie składu. Odeszli: Maciej Lampe, Milt Palacio, Teemu Rannikko, Mike Wilkinson i Anton Ponkrashov. Inne kluby znajdą sobie być może Jorge Garbajosa i Carlos Delfino. Wszystko to efekt pozbycia się przesadzonych kontraktów, zainteresowania innych klubów, ale także tego, że odchodzi ekipa Kestutisa Kemzury, a nadchodzi ekipa Sergio Scariolo. Hiszpański trener dość nieoczekiwanie pozyskał dwóch rozgrywających reprezentacji Hiszpanii: Raula Lopeza i Carlosa Cabezasa, co umieszcza Khimki w czołówce Euroligowych klubów na tej newralgicznej pozycji. Nie przypuszczam, żeby miejsce pracy zmienili Kelly McCarty, Vitali Fridzon czy Timofey Mozgov. Trzeba pamiętać, że przez hiszpańskie PG Khimkom zostają już tylko trzy miejsca dla obcokrajowców w rosyjskiej Superlidze. Kolejny rywal to dobrze znany Armani Jeans Milano. Zespół słynnego projektanta mody dysponował rok temu budżetem w wysokości 14 mln €. W tym sezonie ta suma powinna być większa. Przedłużono kontrakt z trenerem Pierro Bucchim o dwa lata, zespół już wzmocnił świetny Marijonas Petravicius oraz podobno także Jonas Maciulis. Włosi będą musieli walczyć o pozostawienie Luki Vitaliego. Na koniec EWE Baskets Oldenburg z planowanym budżetem w wysokości 6,5 mln € nie będą łatwym rywalem.

Prokom zagra w z całą pewnością najbogatszej grupie Euroligi 2009/2010. Skala trudności znajduje także potwierdzenie w poziomie sportowym rywali. W każdej innej grupie z czwartego koszyka byłoby Gdynianom łatwiej o awans do TOP16. Co może być siłą Asseco? Po pierwsze zatrzymanie Qyntela Woodsa. Po drugie stabilny trzon, który rok temu walczył z potęgami, ale brakowało doświadczenia, które teraz powinno zaprocentować.

Grupa A

Zdecydowanie najsłabsza ze wszystkich. Do kompletnej słabości brakuje tak naprawdę tylko Partizana zamiast Montepaschi. Włosi i FC Barcelona to murowani kandydaci do awansu. W TOP16 powinny znaleźć się także Fener-Ulker i Cibona. Nic nadzwyczajnego się tutaj nie wydarzy. Żalgiris może być jeszcze słabszy, a w TOP16 z Bobbym Dixonem jako pierwszym rozgrywającym nie wierzę.

Grupa B

Najbardziej wyrównana grupa, szczególnie jeśli dołączy Benneton Treviso. Olympiakos - najbogatszy klub w Europie (48 mln € w ostatnim sezonie) - to główny faworyt. Poza tym może się wiele wydarzyć. Unicaja jak dotąd straciła Haisplipa i Cabezasa. Kto dojdzie nie jest do końca jasne. Partizan to niesamowity klub. Przed rokiem stracili trzy filary: Nikolę Pekovicia, Milta Palacio i Dusana Kecmana. A mimo to rozegrali doskonały sezon. Nie przez przypadek Dusko Vujosević został trenerem roku. Tego lata stracili już kolejne trzy filary: Novicę Velickovicia, Milenko Tepicia i Stephane'a Lasme. Mogą stracić także Urosa Tripkovicia. Czekamy na kolejne talenty z krajów byłej Jugosławii. Efes Pilsen w ostatnich dwóch latach trochę zniknął z czołówki europejskich klubów. Klub wciąż próbuje otrząsnąć się po rozstaniu z Okatayem Mahmutim. Jak widać przychodzi to bardzo ciężko. W Stambule są pieniądze, jest Mario Kasun, przychodzi Igor Rakocević, są solidni Euroligowi gracze. Nie można ich lekceważyć. Lietuvos Rytas wygrał ULEB Cup i stracił dwa filary: Eidsona i Petraviciusa. Wciąż to jednak bardzo solidna ekipa pod wodzą Rimasa Kurtinaitisa. Benneton Treviso (Mantas Kalnietis, Jasmin Hukić, Sandro Nicević, Daniel Hackett), na który stawiam w eliminacjach, także powinien się liczyć.

Grupa C

Wielka trójka: CSKA, TAU, Maccabi. Wymieniona w starym porządku. Oglądanie nowego trochę osłabionego CSKA pod nowym trenerem Evgenijem Pashtinem, będzie bardzo interesujące. TAU osłabione jest także. Odszedł Rakocević, odchodzi Prigioni. Dla zespołu z Baskonii co wakacyjne osłabienie to nie nowość już gdzieś od pięciu lat. Mimo to wciąż są na topie i dokonują dobrych transferów zastępujących gwiazdy. Jak na razie przyszedł Lior Elyahu. Maccabi to klub który się wzmocnił i może być kandydatem do wygrania grupy i w ogóle faworytem Euroligi. Pini Gershon składa do kupy bardzo ciekawą i bardzo ofensywną ekipę, a w niej między innymi: Chuck Eidson, Maciej Lampe, Do'r Fischer, Stephane Lasme, Andrew Wiśniewski, David Bluthenthal, być może także Alan Anderson czy PJ Tucker. Pozostałe trzy zespoły będą walczyły o czwarte miejsce premiowane awansem. Lottomatica Roma spuszcza z tonu. Nie będzie jej stać na Primoza Brezca i Saniego Becirovicia. Olimpija ma podobną siłę od lat i nie powinna awansować. Obojętnie który zespół dołączy z kwalifikacji powinien włączyć się w walkę o TOP16 (stawiam na Albę Berlin).

niedziela, 5 lipca 2009

Z NBA do Europy - krajobraz po roku

Lato 2008 na koszykarskim rynku transferowym w Europie było najbardziej szalonym w historii. W klubach szczyt hossy, na rynku walutowym wyjątkowo słaby dolar, kluby - szczególnie rosyjskie - prześcigające się we wpisywaniu absurdalnych sum w kontraktach zawodników. Efekt? Jedenastu liczących się graczy z NBA postanowiło zagrać na naszym kontynencie: Josh Childress, Jannero Pargo, Juan Carlos Navarro, Bostjan Nachbar, Carlos Delfino, Carlos Arroyo, Earl Boykins, Nenad Krstić, Jorge Garbajosa, Gordan Giricek i Primoz Brezec. Łączna wartość kontraktów tych graczy za ostatni sezon wynosi 28 milionów €, co daje średnią gażę ponad 2,5 mln € na zawodnika z tej grupy. Czy klubom się to opłaciło? Czy zawodnicy mogą nie żałować swojej decyzji sprzed roku Spróbowałem ustalić listę według tego jak bardzo udane były te transfery próbując godzić spojrzenie obu stron - z przewagą punktu widzenia klubu.

UDANE

1. Juan Carlos Navarro (2.8 mln €)

Euroliga 14.7 pkt, 3.6 as
ACB 15.8 pkt, 3.7 as

Navarro wrócił po roku gry w NBA, gdzie pobił rekord liczby trafionych rzutów za 3 w debiutanckim sezonie (poprawić go zdążył już Rudy Fernandez). Najwyraźniej źle się tam czuł. Wrócił do swojego klubu, gdzie jest prawdziwym liderem. Miał bardzo dobre statystyki, a dla Barcy ten sezon był najlepszy od 2003 roku, kiedy zdobyła zarówno mistrzostwo Euroligi jak i Hiszpanii. W 2009 roku Katalończycy zdobyli mistrzostwo Hiszpanii po pięciu latach przerwy i awansowali do Final Four Euroligi po trzech. Chyba jedyny transfer ze wszystkich omawianych jedenastu, który udał się pod każdym względem.

2. Bostjan Nachbar (3.2 mln €)
EuroCup 16.1 pkt, 4.8 zb, 2.2 as
Superliga 16.2 pkt, 4.5 zb, 2.2 as

Zdecydowanie najlepszy zawodnik jaki przyjechał latem 2008 do Europy. Ale po za tym, że Boki grał doskonale nie udało się właściwie nic. Kwota kontraktu w nawiasie to ta planowana, bo Dynamo swoim zawodnikom nie płaciło, Dynamo swoich graczy zwalniało, Dynamo nic nie osiągnęło, Dynamo ma wciąż bardzo poważne problemy i jego istnienie jest zagrożone. Słoweniec zdecydowanie może żałować wyboru miejsca do gry...

3. Carlos Arroyo (1.7 mln €)
Euroliga 14.6 pkt, 4.1 as, 2.7 zb
BSL 15.3 pkt, 5.8 as, 3.7 zb

Portorykańczyk jest tak wysoko, bo po pierwsze tańszy od niego był tylko Brezec, a po drugie Carlos zrobił swoje. Nie jest typem gracza podejmującego najlepsze decyzje na boisku jako rozgrywający. Po przyjściu do drużyny Pini Gershona było już lepiej, ale wszystkiego po fatalnej decyzji przekazania drużyny Effiemu Birenboimowi (komu) nie dało się naprawić. Dla Maccabi najważniejsze było odzyskanie tytułu po wpadce sprzed roku.

4. Carlos Delfino (2.8 mln €)
EuroCup 13 pkt, 3.6 zb, 2.6 as
Superliga 10.2 pkt, 3.2 zb, 2.3 as

Zdecydowany lider Khimek Moskwa. Główny autor tego, że w końcu Khimkom udało się dostać do Euroligi. Ponoć to on zwolnił trenera Kestutisa Kemzurę i sprowadził Sergio Scariolo. Khimki nie były idealnie skonstruowanym zespołem. Ale jako jedyny szalony kupiec z Rosji jako tako się wybronił. Mimo tego, że opóźnienia płacowe były, a i teraz sytuacja nie jest idealna. Maciek Lampe chcący wypłaty za 2 następne sezony kontraktu jest tu świetnym przykładem.

5. Earl Boykins (2.1 mln €)
EuroChallenge 14.4 pkt, 5.5 as, 2.7 zb, 1.2 prz
LegaA 14.9 pkt, 3.5 as, 2.5 zb, 2.5 prz

Szczerze mówiąc nie bardzo miałem okazję obserwować tego zawodnika, ale zbierał bardzo dobre statystyki i bardzo dobre recenzje w trakcie swoich występów w Bolonii. Poprowadził zespół do triumfu w trzecim europejskim pucharze - EuroChallenge. W lidze skończyło się na ćwierćfinale, co sprawiło, że właściciel klubu Claudio Sabatini postanowił wystawić legendarny Virtus na sprzedaż.

OBOJĘTNE

6. Josh Childress (4.5 mln €)

Euroliga 8.8 pkt, 4.6 zb
ESAKE 13.3 pkt, 3.6 zb

Najgłośniejszy transfer poprzedniego lata, który sprawił, że w NBA na poważnie zaczęto obawiać się Europy, a Europa przesadnie uwierzyła w swoje możliwości. Gdyby to nie był najbogatszy na starym kontynencie Olympiakos, sama kwota kontraktu obniżyłaby pozycję Josha do tragicznych transferów. Nie płaci się tyle za zawodnika o jednak charakterze zadaniowym. Szczególnie w Eurolidze Joshowi przeszkodziła kontuzja. Lepszy rzut z dystansu za te 4,5 miliona także by się przydał.

7. Primoz Brezec (0.9 mln €)
Euroliga 9.4 pkt, 4.4 zb
LegaA 8.2 pkt, 3.6

Tutaj też niska cena dało dużo i właściwie, że nic nie zostało w tym transferze specjalnie popsute. Słoweniec ani nie miał wielkiej pozycji w NBA, ani w Europie nie zabijano się o niego. Przylgnął jednak jakoś do tego spisu dużych transferów i tak już zostało.

8. Gordan Giricek (2 mln €)
Euroliga 11.4 pkt, 3.2 zb
TBL 10.1 pkt, 2.6 as, 2.2 zb

Ciężki do oceny, bo w Fener-Ulkerze za dużo sobie nie pograł przez kontuzje. Z tego punktu widzenia dla klubu rozczarowanie, bo przydałby się bardzo w Eurolidze i walce o mistrzostwo Turcji.

KOMPLETNE KLAPY

9. Jorge Garbajosa (3 mln €)

EuroCup 9.2 pkt, 6.1 zb, 2.2 as
Superliga 8.2 pkt, 4.6 zb, 2.2 as

Zdecydowanie najsłabszy zawodnik z całej jedenastki. Transfer od samego początku przeze mnie krytykowany. Kontuzje i półtora roku przerwy w grze zrobiły z Garbajosy zawodnika, który kompletnie nie nadaje się na liczącego się gracza na takim poziomie. Cyferki jeszcze jako tako wyglądają, ale w praktyce Hiszpan jako PF stoi głównie za linią 6,25 i rzuca za 3, kiedy piłka wpadnie mu w ręce. Jaką wartość może mieć rzucający PF, który gra na 34.8% procent z gry? I który niby miał być liderem zespołu? Dlaczego tego gracza chce Ettore Messina w Realu?

10. Jannero Pargo (2.1 mln €)
EuroCup 13.2 pkt, 3.4 as, 3.2 zb
Euroliga 3.5 pkt, 1.4 as
Superliga 13.8 pkt, 5.4 as, 2.8 zb
ESAKE 5.3 pkt, 1.8 as

Pargo mógł mieć zapewnioną spokojną karierę w NBA, ale skusiły go wirtualne pieniądze w Dynamo. W Moskwie grał dobrze jako rozgrywający, ale tam nie płacono. Wybrał się do Olympiakosu, a tam Amerykanin wyglądał jak dziecko we mgle. Obok Theo Papaloukasa czy Lynna Greera jak junior. Znów był ustawiany jako rozgrywający, ale nie zmienia to faktu, że okres w Pireusie był kompletną klapą. Zakończoną zwolnieniem, kiedy po ukończeniu rywalizacji w Eurolidze ze względu na obowiązujące w Grecji limity, nie mógł występować w tamtejszej lidze.

11. Nenad Krstić (3 mln €)
EuroChallenge 12 pkt, 6.8 zb
Superliga 10.4 pkt, 5.1 zb

Krstić w Triumphie Moskwa nie prezentował niczego nadzwyczajnego co miałoby wskazywać na status gwiazdy i wielkość kontraktu. W klubie szybo okazało się, że nie ma dla niego pieniędzy, a Serb szybko ewakuował się do Oklahomy...



I choć układ: udane - obojętne - totalne klapy wygląda w miarę korzystnie ciężko jest powiedzieć, że pozytywnych efektów tamtych transferów jest więcej niż negatywnych. Bo przede wszystkim potężne niepłacone kontrakty podpisywano nie tylko z graczami z NBA, nie tylko w klubach absolutnego finansowego topu.

Kryzys pokazał, że wciąż istnieje finansowa żelazna kurtyna w europejskiej koszykówce. Kluby biedne z tego regionu Europy się nie wzbogaciły, a do niedawna nowobogackie tygrysy się porozpadały. Najwięcej spektakularnych masowych wyjazdów z klubów zanotowano w Rosji, na Ukrainie, Litwie czy Łotwie. Wydaje się, że korzysta z tego liga włoska, dla której może to być okazja do odbicia się po latach spadania w europejskiej hierarchii. Choć liga włoska to zbyt duże uogólnienie. Lottomatika Roma i Virtus Bologna zbiednieją w przyszłym sezonie. Dobrze mają się natomiast: Montepaschi, Armani Jeans Milano i Benetton Treviso, które przeprowadzają transfery z wyżej wspomnianych lig (Zisis, Petravicius, Maciulis, Kalnietis).

W Polsce różowo sytuacja też nie wygląda. Kluby mają kłopoty z osiągnięciem ligowego minimum i większość zespołów PLK będzie grała właśnie na poziomie tylko trochę wyższym. Znów wracamy do sytuacji, kiedy w europejskich pucharach zagrają tylko kluby. W Polsce w przeciwieństwie do wielu innych krajów kryzys oszczędził najmocniejsze kluby: Prokom i Turów.

piątek, 3 lipca 2009

Turów, a sprawa Śląska

Ten tekst może wyglądać lekko z kibicowskiego, a typowo wrocławskiego, punktu widzenia. Ale nikt nie mówił, że tu będzie obiektywnie.

Dzisiaj nadszedł ten news. Podchody trwały już ponoć długo, zresztą w poprzednich latach też plotki powstawały. Oficjalnie, Turów Zgorzelec w przyszłym sezonie swoje mecze pucharowe będzie rozgrywał we wrocławskiej Orbicie. Dlaczego jest to dramat w kilku różnych aspektach? O tym poniżej.

Zacząć należy od złożonego problemu Śląska. Pojawił się sponsor, ale jak głoszą plotki i tak nic z tego nie wyjdzie, bo miasto nie da obiecanych dwóch milionów. Dlaczego? O to zapewne zapyta wkrótce Platforma Obywatelska, tocząca batalię z obecnym prezydentem. W każdym razie jest to swoisty dramat, bo najbardziej utytułowany klub w Polsce nadal będzie tylko pod postacią drugoligowych rezerw. A o ile trudniej zdobyć jakiegokolwiek sponsora dla nieistniejącego klubu, niż dla istniejącego i walczącego, o tym chyba każdy wie. Dlatego reaktywacja Śląska powinna być kluczem, choćby i z niewielkim budżetem i rozbijającego się w środku stawki.

W kwestii wyjaśnienia – ja też wolałbym odbudowanie sekcji na bazie drugiej ligi, mozolny awans do najwyższej klasy i wzbudzanie w ludziach na nowo miłości do klubu. Niestety – to nie bajka, tylko pogrążona w totalnym kryzysie i będąca na dnie popularności koszykówka, gdzie takie eksperymenty mają bardzo znikomą szansę na sukces. Niemniej jednak, przy braku gry w PLK, chociaż takie próby byłyby mile widziane – jakakolwiek aktywność w kierunku odbudowy koszykówki we Wrocławiu jest wysoce pożądana. Głównie dlatego, że to nadal jest miasto kochające tą dyscyplinę i szkoda byłoby stracić tyle lat i taką historię.

A teraz nawiązując do Turowa. Ich gra we Wrocławiu może odciągnąć kibiców od Śląska. To przykre, ale prawdziwe – tutaj jest masa tak zwanych kibiców sukcesu, którzy jak zobaczą, że zgorzelczanie grają w pucharach, że się kręcą na ich meczach ‘grube ryby’ itp. – po prostu dadzą sobie spokój ze wspominaniem meczy Śląska i zaczną ‘kibicować’ ekipie znad granicy. Jasne – teoretycznie takich kibiców nikt nie chce na trybunach, ale warto pamiętać, że to jednak oni wydają zwykle najwięcej pieniędzy, a co za tym idzie wzmacniają klub finansowo. I zdecydowanie również oni są na trybunach potrzebni.

Dalej – swoiste przejęcie Orbity jest olbrzymim uderzeniem we wrocławskich fanów. Na szczęście to nie Hala Ludowa, ale nadal ‘swoja’ arena, którą nagle opanowują obcy. Wprawdzie dolnośląskie derby nie mają (miały?) takiej atmosfery jak mecze Czarnych z AZS-em, czy Śląska z Anwilem, ale powoli swoje antagonizmy zyskiwały. Dlatego też jestem przeciwny graniu we Wrocławiu. Tak samo jak byłbym przeciwny temu, aby Śląsk swoje pucharowe mecze rozgrywał w Poznaniu, Świebodzicach, Włocławku.

Wiem, że Wisła Kraków swoje mecze planuje rozgrywać w Lubinie, ale mając w pobliżu dobre hale (Librec, czy chociażby Praga, do której jest minimalnie bliżej, niż do Wrocławia), granie na siłę w Polsce i to w mieście innego klubu jest po prostu chamstwem. Skoro mają grać tutaj, bo sponsor tak stwierdził, to może w przyszłym sezonie od razu w Warszawie? Biznesmenów dużo, hala jest…

Podsumowując, dla mnie to dość hiobowa wieść. O ile oczywiście mogłem się jej spodziewać, to ciągle miałem nadzieję, że ten scenariusz się nie sprawdzi. Ciekawe, ile osób będzie chodziło na Turów, ale podejrzewam, że wraz z wynikami wrocławian, spragnionych koszykówki może być coraz więcej. A co w tym czasie ze Śląskiem? Koszykówka nie jest ‘trendy’ w ratuszu, na mieście, nigdzie. Fakt, że ostatnio, dzięki EuroBasketowi oraz planom powrotów do PLK, jakby trochę odżyła, ale… to nadal zdecydowanie za mało. Bo, jak mawiał klasyk – potrzebne są czyny, a nie słowa. A jak na razie u nas są słowa (2 miliony obiecane na reaktywację, Deutsche Bahn, motywacja do odbudowy), a w Zgorzelcu czyny (bo z ich punktu widzenia przeniesienie się na puchary do Wrocławia może być całkiem dobrym biznesem).

No ale ponieważ nadzieja umiera ostatnia, warto poczekać na oficjalne i ostateczne newsy. Dotyczące Śląska oczywiście, bo puchary zdają się być już zaklepane.


PS: Poszła fama, że spore problemy z przejściem pierwszego etapu weryfikacji mają Znicz i Stal. O ile ten pierwszy zespół nie jest dla mnie zaskoczeniem, o tyle myślałem, że ostrowianie dopiero na poziomie hali i gwarancji budżetowych się zatną. Szkoda, bo o ekipa wnosząca dość wiele pozytywnego zamieszania do rozgrywek. Ale tam jeden z problemów jest podobny jak w Zgorzelcu – brak hali. I trudno mi mówić, żeby grali w Kaliszu (mieszkańcy obu miast z tego co wiem nie przepadają za sobą, poza tym jestem przeciwnikiem takiego wędrowania), ale w takim razie… dla nikogo nie powinno być zlitowania. Budując renomę ligi niestety nie można sobie pozwolić na granie w obiektach typu ostrowski ‘kurnik’, a zatem… do zobaczenia w pierwszej lidze? Oby nie niżej, bo na taki zjazd chyba nikt w Ostrowie nie zasługuje.

Marcin Gortat - od śmiecia do bohatera

Nie byłbym sobą, gdybym w dobie nagłego wzrostu popularności Marcina Gortata, nie przypomniał o sprawach, o których dziś już niewielu pamięta. Marcin nie przeszedł drogi od zera do bohatera - człowieka anonimowego do bardzo popularnego. Przeszedł od śmiecia do bohatera - człowieka, którym gardzono do osoby wielbionej za wiele cech.

Dziś kibice koszykarscy zaczynają narzekać, że Gortatomania tworzy fanów, którzy w przeciwieństwie do prawdziwych kibiców koszykówki nie byli z Marcinem od początku. Pozostaje pytanie, gdzie byli ci prawdziwi kibice, kiedy latem 2006 roku wylewano na Marcina wiadra pomyj w związku z jego odmową występowania w reprezentacji Polski? Gortat był załamany, kiedy po drugich letnich występach w Lidze Letniej znów nie dostał się do NBA. Nałożyły się na to jeszcze problemy zdrowotne, a Marcin w wywiadach twierdził, że wie lepiej od PZKosz i trenera kadry mówiąc: nie jestem potrzebny reprezentacji. Przed Mistrzostwami Europy w 2007 roku sytuacja się powtórzyła - Gortat odmówił gry, kibice wylewali na niego pomyje - tylko po sytuacji sprzed roku szok był trochę mniejszy. Gdzie byli wtedy prawdziwi kibice Marcina Gortata?

Ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że należałem wtedy do nielicznej opozycji broniącej Marcina przed natłokiem niemiłych słów i argumentów typu "reprezentacji się nie odmawia", "po wyborze w drafcie poprzewracało mu się w głowie i wydaje mu się, że jest nie wiadomo jaką gwiazdą" itp.

A jako że ostatnio jest modne sprawdzanie kto i kiedy wywróżył Gortatowi taką karierę, to ja może coś napiszę o moich wcześniejszych opiniach. Za czasów gry Marcina w Kolonii twierdziłem, że NBA to dla niego świetne miejsce, bo jak żaden inny europejski center pasuje do amerykańskiego stylu gry. Podobne możliwości miał Robertas Javtokas, ale Litwin miał to nieszczęście, że prawa do niego w NBA mieli i wciąż mają Spurs... Wracając do Gortata i RheinEnergie - nieustannie psioczyłem na trenera Sasę Obradovicia, który moim zdaniem zupełnie nie umiał wykorzystać możliwości Polaka. Zrobił z Gortata worek kartofli do stawiania zasłon małym Amerykanom i rozrzucania piłki po obwodzie. Najlepiej zbierający piłki w ataku zawodnik podczas rzutu znajdował się daleko od kosza. Do tego Marcin rzadko otrzymywał piłki w ataku, bo po piłka znajdowała się we władzy Amerykanów z obwodu, a nie trenera Obradovicia... Właśnie dlatego zespół z Koln był straszliwie męczący w odbiorze. Niestety niewiele zmieniło się pod tym względem w Orlando. W szczególności do czasu kontuzji Jameera Nelsona.

Kiedy uwierzyłem w Gortata na naprawdę wysokim poziomie? Latem 2008. Kiedy to w reprezentacji po roku siedzenia na ławce i trenowania w Orlando doskonale prezentował się na tle kolegów i wykazał niesamowity postęp, który bez regularnego grania w meczach o stawkę wydaje się niemożliwy.

Czy byłem w stanie kiedykolwiek przewidzieć jego niezawodność jako startera w NBA i jego pozycję na rynku FA tego lata? Nie sądzę.

Teraz pozostaje mieć nadzieję, że Orlando nie wyrówna oferty Dallas...

Marcin Gortat - fenomen