Znamy już wszystkich uczestników Eurobasketu, którzy przybędą do Polski, by od przyszłego poniedziałku rozpocząć walkę o mistrzostwo Europy w koszykówce. Wczoraj ostatnie brakujące miejsce w grupie B zajęła reprezentacja Francji.
Awans Francuzów nie jest może niespodzianką, bo teoretycznie, poza Włochami nie było w dodatkowych kwalifikacjach zespołu o podobnym potencjale. Jednakże postawa Belgów, którzy najpierw wyeliminowali Bośnię i Hercegowinę, a następnie zaskoczyli Les Bleus w pierwszym meczu o Eurobasket budzi szacunek. Francja borykała się w tych eliminacjach z różnymi problemami – głównie z kontuzjami gwiazd – Tony’ego Parkera i Nicolasa Batuma. Obydwaj byli wzywani przez pracodawców z NBA (odpowiednio San Antonio i Portland) na konsultacje zdrowotne, a stąd już blisko było do zatrzymania ich w Stanach pod pretekstem zapewnienia odpowiedniejszej opieki medycznej. Na szczęście dla trenera Vincenta Colleta i jego ekipy, obaj zawodnicy wrócili do zdrowia i byli wystarczająco zmotywowani do gry powrotu do kadry.
Rewanż z Belgami w Pau był dość jednostronnym widowiskiem, a gospodarze byli lepsi w każdym elemencie rzemiosła. Porażka gości 54:92 nie oddaje tego, co Belgowie zaprezentowali sobą w tegorocznych rozgrywkach. Niestety tym razem Axel Hervelle, Jef van der Jonckheyd czy Didier Mbenga nie zdołali poprowadzić swojej drużyny do najważniejszego zwycięstwa. Co to oznacza dla naszego Eurobasketu?
Przede wszystkim, z marketingowego punktu widzenia mamy zapewniony udział drużyny uznanych gwiazd, jak wspomniani Parker, Batum, czy Ronny Turiaf. Za nimi powinni przyjechać także basketu kibice znad Sekwany, których nad Skaldą jest chyba jednak mniej.
Z czysto sportowego punktu widzenia rozrusza nam się grupa B. Osłabione brakiem koszykarzy z NBA zespoły Rosji i Niemiec zdawały się być przeciętnym magnesem dla kibiców, zaś w zespole łotewskim nie ma już tylu byłych graczy znanych z PLK, co kiedyś. Francja mimo zmęczenia graniem o stawkę powinna być czołową siłą w tej stawce. Dwa lata temu Izrael także dostał się na Eurobasket kuchennymi drzwiami, co nie przeszkodziło mu w sprawieniu kilku niespodzianek (jak choćby pokonanie Chorwacji). Potencjał Trójkolorowych jest znacznie większy niż zespołu z Ziemi Świętej, tak więc możemy się spodziewać ciekawej walki o prymat w tej części drabinki play off turnieju.
A nawet jeśli drużyna Parkera i spółki nie zaskoczy niczym pozytywnym w grze, to może chociaż kolorowe magazyny zapełnią się zdjęciami Evy Longorii, wyłowionej na trybunach hali w Trójmieście..
Pokazywanie najnowszych 25 z 32 postów z archiwum sierpień 2009. Pokaż starsze posty
Pokazywanie najnowszych 25 z 32 postów z archiwum sierpień 2009. Pokaż starsze posty
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
niedziela, 30 sierpnia 2009
Historia Reprezentacji w statystykach
Liczba występów poszczególnych koszykarzy
Zdobycze punktowe reprezentantów
Średnie punktowe zawodników
Najlepsze indywidualnie występy
Dane na temat trenerów
Źródła:
1. Polska Koszykówka Męska 1928-2004, Krzysztof Łaszkiewicz, Inowrocław 2004
2. fibaeurope.com
No i udało się. Po kilku dniach siedzenia przed kompem zliczania punktów z tabelek, przepisywania tego wszystkiego do arkusza kalkulacyjnego, mogę zaprezentować historyczne statystyki naszej reprezentacji. Polski EuroBasket już za tydzień - okazja chyba doskonała.
Od razu muszę zaznaczyć, że są to statystyki obejmujące ME, MŚ, IO i wszelkie kwalifikacje do tych turniejów od eliminacji ME '35 po EuroBasket 2007. Czyli po prostu wszystkie mecze o punkty. Sparingów i meczów towarzyskich nie ma i sam nie wiem w jakim procencie dziś udałoby się te dane ustalić. Pewne drobne braki jeśli chodzi o występy, a w szczególności punkty dotyczą lat 30., kwalifikacji olimpijskich '76 oraz eliminacji ME '75, ME '79, ME '91 i ME '93 (wszystko to eliminacje). Poza tym dane są właściwie kompletne. Dodam jeszcze dla porządku, że pominąłem w związku z przyjętymi kryteriami mecze rozegrane w ramach "Przyjaźń-84".
Zdaję sobie sprawę, że w wielu przypadkach nazwiska koszykarzy niewiele powiedzą czytelnikom. Chciałem podać imprezy, na których dani zawodnicy występowali, ale w zakresie bloga jest to w sposób czytelny właściwie nie do wykonania (wystarczy zobaczyć jak czytelność traci przy rekordowych osiągnięciach, gdzie dodana jest impreza i wynik meczu). A reprezentacyjne biografie Witolda Zagórskiego, Mieczysława Łopatki, Dariusza Zeliga czy Jarosława Jechorka są naprawdę długie.
Uzbierałem dane na temat 215 koszykarzy, którzy reprezentowali Polskę z orzełkiem na piersi przez te wszystkie lata. Na blogu zaprezentowałem je chyba w zdrowej dawce. Występy w kadrze od 20 w górę, punkty od 100 w górę, średnie punktów od 4,5 w górę przy minimum 10 rozegranych spotkaniach, wszystkie występy trzydziestopunktowe i większe i wszystko jeśli chodzi o szkoleniowców.
W tym miejscu chciałbym zamieścić prośbę, żeby w przypadku korzystania gdzieś z tych danych powołać się na moją osobę i tego bloga. Oczywiście te kilka dni roboty, to nic w stosunku do 7 lat ogromnej pracy Krzysztofa Łaszkiewicza, autora książki Polska Koszykówka Męska 1928-2004. W każdym razie kopiuj-wklej to tylko dwie sekundy.
Na koniec podziękowania dla twórców OpenOffice, bez którego przetworzenie takiej liczby danych trwałoby chyba miesiąc.
Zdobycze punktowe reprezentantów
Średnie punktowe zawodników
Najlepsze indywidualnie występy
Dane na temat trenerów
Źródła:
1. Polska Koszykówka Męska 1928-2004, Krzysztof Łaszkiewicz, Inowrocław 2004
2. fibaeurope.com
No i udało się. Po kilku dniach siedzenia przed kompem zliczania punktów z tabelek, przepisywania tego wszystkiego do arkusza kalkulacyjnego, mogę zaprezentować historyczne statystyki naszej reprezentacji. Polski EuroBasket już za tydzień - okazja chyba doskonała.
Od razu muszę zaznaczyć, że są to statystyki obejmujące ME, MŚ, IO i wszelkie kwalifikacje do tych turniejów od eliminacji ME '35 po EuroBasket 2007. Czyli po prostu wszystkie mecze o punkty. Sparingów i meczów towarzyskich nie ma i sam nie wiem w jakim procencie dziś udałoby się te dane ustalić. Pewne drobne braki jeśli chodzi o występy, a w szczególności punkty dotyczą lat 30., kwalifikacji olimpijskich '76 oraz eliminacji ME '75, ME '79, ME '91 i ME '93 (wszystko to eliminacje). Poza tym dane są właściwie kompletne. Dodam jeszcze dla porządku, że pominąłem w związku z przyjętymi kryteriami mecze rozegrane w ramach "Przyjaźń-84".
Zdaję sobie sprawę, że w wielu przypadkach nazwiska koszykarzy niewiele powiedzą czytelnikom. Chciałem podać imprezy, na których dani zawodnicy występowali, ale w zakresie bloga jest to w sposób czytelny właściwie nie do wykonania (wystarczy zobaczyć jak czytelność traci przy rekordowych osiągnięciach, gdzie dodana jest impreza i wynik meczu). A reprezentacyjne biografie Witolda Zagórskiego, Mieczysława Łopatki, Dariusza Zeliga czy Jarosława Jechorka są naprawdę długie.
Uzbierałem dane na temat 215 koszykarzy, którzy reprezentowali Polskę z orzełkiem na piersi przez te wszystkie lata. Na blogu zaprezentowałem je chyba w zdrowej dawce. Występy w kadrze od 20 w górę, punkty od 100 w górę, średnie punktów od 4,5 w górę przy minimum 10 rozegranych spotkaniach, wszystkie występy trzydziestopunktowe i większe i wszystko jeśli chodzi o szkoleniowców.
W tym miejscu chciałbym zamieścić prośbę, żeby w przypadku korzystania gdzieś z tych danych powołać się na moją osobę i tego bloga. Oczywiście te kilka dni roboty, to nic w stosunku do 7 lat ogromnej pracy Krzysztofa Łaszkiewicza, autora książki Polska Koszykówka Męska 1928-2004. W każdym razie kopiuj-wklej to tylko dwie sekundy.
Na koniec podziękowania dla twórców OpenOffice, bez którego przetworzenie takiej liczby danych trwałoby chyba miesiąc.
Historia Reprezentacji w statystykach: liczba występów
1. Mieczysław Łopatka 100
2. Dariusz Zelig 96
3. Adam Wójcik 87
4. Jerzy Binkowski 81
5. Janusz Wichowski 78
6. Bohdan Likszo 76
7. Jarosław Jechorek 75
8. Eugeniusz Kijewski 74
9. Krzysztof Fikiel 71
9. Andrzej Seweryn 71
11. Maciej Zieliński 69
12. Kazimierz Frelkiewicz 67
13. Andrzej Pstrokoński 64
14. Dominik Tomczyk 63
15. Edward Jurkiewicz 62
16. Tomasz Jankowski 61
17. Justyn Węglorz 60
18. Andrzej Pluta 57
19. Grzegorz Korcz 56
20. Jan Dolczewski 54
20. Zdzisław Myrda 54
20. Dariusz Szczubiał 54
23. Zbigniew Dregier 53
23. Mieczysław Młynarski 53
25. Marek Sitkowski 52
26. Andrzej Nartowski 50
27. Jerzy Piskun 49
27. Włodzimierz Trams 49
29. Eugeniusz Durejko 48
29. Henryk Cegielski 48
29. Robert Kościuk 48
32. Marek Sobczyński 47
33. Mariusz Bacik 44
34. Ryszard Olszewski 41
34. Waldemar Kozak 41
34. Bolesław Kwiatkowski 41
37. Jerzy Młynarczyk 39
37. Ireneusz Mulak 39
37. Czesław Malec 39
40. Tadeusz Pacuła 38
41. Janusz Cegliński 36
41. Adam Fiedler 36
43. Ryszard Prostak 35
44. Piotr Szybilski 33
45. Paweł Stok 32
46. Marek Ładniak 31
46. Stanisław Olejniczak 31
48. Franciszek Niemiec 29
49. Kordian Korytek 29
50. Radosław Hyży 28
51. Piotr Langosz 27
52. Władysław Pawlak 26
53. Zbigniew Resich 24
53. Florian Grzechowiak 24
53. Szymon Szewczyk 24
53. Zdzisław Kasprzak 24
53. Andrzej Kasprzak 24
58. Wojciech Rosiński 23
58. Andrzej Pasiorowski 23
60. Zbigniew Bogucki 22
61. Wiesław Langiewicz 21
61. Paweł Szcześniak 21
61. Filip Dylewicz 21
61. Michał Ignerski 21
61. Bogdan Przywarski 21
66. Jerzy Kołodziejczak 20
67. Tomasz Garliński 20
67. Krzysztof Dryja 20
67. Krzysztof Roszyk 20
67. Łukasz Koszarek 20
2. Dariusz Zelig 96
3. Adam Wójcik 87
4. Jerzy Binkowski 81
5. Janusz Wichowski 78
6. Bohdan Likszo 76
7. Jarosław Jechorek 75
8. Eugeniusz Kijewski 74
9. Krzysztof Fikiel 71
9. Andrzej Seweryn 71
11. Maciej Zieliński 69
12. Kazimierz Frelkiewicz 67
13. Andrzej Pstrokoński 64
14. Dominik Tomczyk 63
15. Edward Jurkiewicz 62
16. Tomasz Jankowski 61
17. Justyn Węglorz 60
18. Andrzej Pluta 57
19. Grzegorz Korcz 56
20. Jan Dolczewski 54
20. Zdzisław Myrda 54
20. Dariusz Szczubiał 54
23. Zbigniew Dregier 53
23. Mieczysław Młynarski 53
25. Marek Sitkowski 52
26. Andrzej Nartowski 50
27. Jerzy Piskun 49
27. Włodzimierz Trams 49
29. Eugeniusz Durejko 48
29. Henryk Cegielski 48
29. Robert Kościuk 48
32. Marek Sobczyński 47
33. Mariusz Bacik 44
34. Ryszard Olszewski 41
34. Waldemar Kozak 41
34. Bolesław Kwiatkowski 41
37. Jerzy Młynarczyk 39
37. Ireneusz Mulak 39
37. Czesław Malec 39
40. Tadeusz Pacuła 38
41. Janusz Cegliński 36
41. Adam Fiedler 36
43. Ryszard Prostak 35
44. Piotr Szybilski 33
45. Paweł Stok 32
46. Marek Ładniak 31
46. Stanisław Olejniczak 31
48. Franciszek Niemiec 29
49. Kordian Korytek 29
50. Radosław Hyży 28
51. Piotr Langosz 27
52. Władysław Pawlak 26
53. Zbigniew Resich 24
53. Florian Grzechowiak 24
53. Szymon Szewczyk 24
53. Zdzisław Kasprzak 24
53. Andrzej Kasprzak 24
58. Wojciech Rosiński 23
58. Andrzej Pasiorowski 23
60. Zbigniew Bogucki 22
61. Wiesław Langiewicz 21
61. Paweł Szcześniak 21
61. Filip Dylewicz 21
61. Michał Ignerski 21
61. Bogdan Przywarski 21
66. Jerzy Kołodziejczak 20
67. Tomasz Garliński 20
67. Krzysztof Dryja 20
67. Krzysztof Roszyk 20
67. Łukasz Koszarek 20
Historia Reprezentacji w statystykach: punkty
1. Dariusz Zelig 1616
2. Mieczysław Łopatka 1455
3. Edward Jurkiewicz 1216
4. Adam Wójcik 1198
5. Eugeniusz Kijewski 1193
6. Mieczysław Młynarski 1156
7. Bohdan Likszo 1034
8. Janusz Wichowski 970
9. Maciej Zieliński 914
10. Jerzy Binkowski 904
11. Krzysztof Fikiel 814
12. Dominik Tomczyk 697
13. Andrzej Pluta 688
14. Jarosław Jechorek 606
15. Andrzej Seweryn 596
16. Tomasz Jankowski 519
17. Andrzej Pstrokoński 505
18. Grzegorz Korcz 470
19. Jan Dolczewski 468
20. Eugeniusz Durejko 457
21. Dariusz Szczubiał 451
22. Włodzimierz Trams 438
23. Andrzej Nartowski 423
24. Mariusz Bacik 387
25. Kazimierz Frelkiewicz 381
26. Zdzisław Myrda 370
27. Janusz Cegliński 336
28. Waldemar Kozak 334
29. Marek Ładniak 330
30. Czesław Malec 329
31. Marek Sobczyński 315
32. Marek Sitkowski 303
33. Ireneusz Mulak 285
34. Adam Fiedler 274
35. Zbigniew Dregier 273
36. Tadeusz Pacuła 257
37. Robert Kościuk 253
38. Ryszard Olszewski 242
39. Jerzy Piskun 232
40. Michał Ignerski 229
41. Andrzej Kasprzak 223
42. Kordian Korytek 220
43. Jerzy Młynarczyk 209
44. Bolesław Kwiatkowski 208
45. Piotr Langosz 206
46. Piotr Szybilski 198
47. Wojciech Królik 187
48. Justyn Węglorz 180
49. Filip Dylewicz 179
50. Władysław Pawlak 175
51. Henryk Cegielski 167
52. Franciszek Niemiec 164
53. Wincenty Wawro 139
54. Mieczysław Fęglerski 138
54. Szymon Szewczyk 138
56. Wiesław Langiewicz 136
57. Stanisław Olejniczak 135
58. Marcin Gortat 132
59. Jerzy Kołodziejczak 129
60. Adam Gardzina 128
61. Radosław Hyży 127
62. Łukasz Koszarek 124
63. Maciej Lampe 123
64. Ryszard Prostak 121
65. Paweł Stok 120
66. Tomasz Garliński 117
67. Wojciech Fiedorczuk 110
68. Andrzej Pasiorowski 107
69. Jerzy Sterenga 103
69. Zbigniew Bogucki 103
71. Stanisław Kiełbik 101
2. Mieczysław Łopatka 1455
3. Edward Jurkiewicz 1216
4. Adam Wójcik 1198
5. Eugeniusz Kijewski 1193
6. Mieczysław Młynarski 1156
7. Bohdan Likszo 1034
8. Janusz Wichowski 970
9. Maciej Zieliński 914
10. Jerzy Binkowski 904
11. Krzysztof Fikiel 814
12. Dominik Tomczyk 697
13. Andrzej Pluta 688
14. Jarosław Jechorek 606
15. Andrzej Seweryn 596
16. Tomasz Jankowski 519
17. Andrzej Pstrokoński 505
18. Grzegorz Korcz 470
19. Jan Dolczewski 468
20. Eugeniusz Durejko 457
21. Dariusz Szczubiał 451
22. Włodzimierz Trams 438
23. Andrzej Nartowski 423
24. Mariusz Bacik 387
25. Kazimierz Frelkiewicz 381
26. Zdzisław Myrda 370
27. Janusz Cegliński 336
28. Waldemar Kozak 334
29. Marek Ładniak 330
30. Czesław Malec 329
31. Marek Sobczyński 315
32. Marek Sitkowski 303
33. Ireneusz Mulak 285
34. Adam Fiedler 274
35. Zbigniew Dregier 273
36. Tadeusz Pacuła 257
37. Robert Kościuk 253
38. Ryszard Olszewski 242
39. Jerzy Piskun 232
40. Michał Ignerski 229
41. Andrzej Kasprzak 223
42. Kordian Korytek 220
43. Jerzy Młynarczyk 209
44. Bolesław Kwiatkowski 208
45. Piotr Langosz 206
46. Piotr Szybilski 198
47. Wojciech Królik 187
48. Justyn Węglorz 180
49. Filip Dylewicz 179
50. Władysław Pawlak 175
51. Henryk Cegielski 167
52. Franciszek Niemiec 164
53. Wincenty Wawro 139
54. Mieczysław Fęglerski 138
54. Szymon Szewczyk 138
56. Wiesław Langiewicz 136
57. Stanisław Olejniczak 135
58. Marcin Gortat 132
59. Jerzy Kołodziejczak 129
60. Adam Gardzina 128
61. Radosław Hyży 127
62. Łukasz Koszarek 124
63. Maciej Lampe 123
64. Ryszard Prostak 121
65. Paweł Stok 120
66. Tomasz Garliński 117
67. Wojciech Fiedorczuk 110
68. Andrzej Pasiorowski 107
69. Jerzy Sterenga 103
69. Zbigniew Bogucki 103
71. Stanisław Kiełbik 101
Historia Reprezentacji w statystykach: średnie
1. Mieczysław Młynarski 21,81
2. Edward Jurkiewicz 19,61
3. Dariusz Zelig 16,83
4. Eugeniusz Kijewski 16,12
5. Mieczysław Łopatka 14,55
6. Adam Wójcik 13,77
7. Bohdan Likszo 13,61
8. Maciej Zieliński 13,25
9. Janusz Wichowski 12,44
10. Andrzej Pluta 12,07
11. Krzysztof Fikiel 11,46
12. Jerzy Binkowski 11,16
13. Dominik Tomczyk 11,06
14. Wojciech Królik 11
15. Michał Ignerski 10,9
16. Marek Ładniak 10,65
17. Jerzy Sterenga 10,3
18. Maciej Lampe 10,25
19. Adam Gardzina 9,85
20. Eugeniusz Durejko 9,52
21. Marcin Gortat 9,43
22. Janusz Cegliński 9,33
23. Andrzej Kasprzak 9,29
24. Włodzimierz Trams 8,94
25. Mariusz Bacik 8,8
26. Sławomir Złotkiewicz 8,7
27. Jan Dolczewski 8,67
28. Filip Dylewicz 8,52
29. Tomasz Jankowski 8,51
30. Andrzej Nartowski 8,46
31. Czesław Malec 8,44
32. Andrzej Seweryn 8,39
32. Grzegorz Korcz 8,39
34. Dariusz Szczubiał 8,35
35. Waldemar Kozak 8,15
36. Jarosław Jechorek 8,08
37. Andrzej Pstrokoński 7,89
38. Mieczysław Fęglerski 7,67
39. Piotr Langosz 7,63
40. Adam Fiedler 7,61
41. Kordian Korytek 7,59
42. Krzysztof Wilangowski 7,4
43. Wincenty Wawro 7,32
44. Ireneusz Mulak 7,31
45. Zdzisław Raczek 7
45. Jarosław Zyskowski 7
47. Wojciech Fiedorczuk 6,88
48. Zdzisław Myrda 6,85
49. Tadeusz Pacuła 6,76
50. Władysław Pawlak 6,73
51. Marek Sobczyński 6,7
51. Rafał Bigus 6,7
53. Piotr Pawlak 6,5
54. Wiesław Langiewicz 6,48
55. Jerzy Kołodziejczak 6,45
56. Leszek Kamiński 6,4
57. Łukasz Koszarek 6,2
58. Piotr Szybilski 6
59. Ryszard Olszewski 5,9
60. Tomasz Garliński 5,85
61. Marek Sitkowski 5,83
62. Szymon Szewczyk 5,75
63. Kazimierz Frelkiewicz 5,69
64. Franciszek Niemiec 5,66
65. Jerzy Młynarczyk 5,36
66. Stanisław Kiełbik 5,32
67. Robert Kościuk 5,27
68. Zbigniew Dregier 5,15
69. Bolesław Kwiatkowski 5,07
minimum 10 rozegranych spotkań
2. Edward Jurkiewicz 19,61
3. Dariusz Zelig 16,83
4. Eugeniusz Kijewski 16,12
5. Mieczysław Łopatka 14,55
6. Adam Wójcik 13,77
7. Bohdan Likszo 13,61
8. Maciej Zieliński 13,25
9. Janusz Wichowski 12,44
10. Andrzej Pluta 12,07
11. Krzysztof Fikiel 11,46
12. Jerzy Binkowski 11,16
13. Dominik Tomczyk 11,06
14. Wojciech Królik 11
15. Michał Ignerski 10,9
16. Marek Ładniak 10,65
17. Jerzy Sterenga 10,3
18. Maciej Lampe 10,25
19. Adam Gardzina 9,85
20. Eugeniusz Durejko 9,52
21. Marcin Gortat 9,43
22. Janusz Cegliński 9,33
23. Andrzej Kasprzak 9,29
24. Włodzimierz Trams 8,94
25. Mariusz Bacik 8,8
26. Sławomir Złotkiewicz 8,7
27. Jan Dolczewski 8,67
28. Filip Dylewicz 8,52
29. Tomasz Jankowski 8,51
30. Andrzej Nartowski 8,46
31. Czesław Malec 8,44
32. Andrzej Seweryn 8,39
32. Grzegorz Korcz 8,39
34. Dariusz Szczubiał 8,35
35. Waldemar Kozak 8,15
36. Jarosław Jechorek 8,08
37. Andrzej Pstrokoński 7,89
38. Mieczysław Fęglerski 7,67
39. Piotr Langosz 7,63
40. Adam Fiedler 7,61
41. Kordian Korytek 7,59
42. Krzysztof Wilangowski 7,4
43. Wincenty Wawro 7,32
44. Ireneusz Mulak 7,31
45. Zdzisław Raczek 7
45. Jarosław Zyskowski 7
47. Wojciech Fiedorczuk 6,88
48. Zdzisław Myrda 6,85
49. Tadeusz Pacuła 6,76
50. Władysław Pawlak 6,73
51. Marek Sobczyński 6,7
51. Rafał Bigus 6,7
53. Piotr Pawlak 6,5
54. Wiesław Langiewicz 6,48
55. Jerzy Kołodziejczak 6,45
56. Leszek Kamiński 6,4
57. Łukasz Koszarek 6,2
58. Piotr Szybilski 6
59. Ryszard Olszewski 5,9
60. Tomasz Garliński 5,85
61. Marek Sitkowski 5,83
62. Szymon Szewczyk 5,75
63. Kazimierz Frelkiewicz 5,69
64. Franciszek Niemiec 5,66
65. Jerzy Młynarczyk 5,36
66. Stanisław Kiełbik 5,32
67. Robert Kościuk 5,27
68. Zbigniew Dregier 5,15
69. Bolesław Kwiatkowski 5,07
minimum 10 rozegranych spotkań
Historia Reprezentacji w statystykach: rekordy
1. Edward Jurkiewicz 52   (Q ME '75 vs Węgry 114-89)
2. Mieczysław Młynarski 40   (ME '79 vs Holandia 78-94)
3. Edward Jurkiewicz 39   (Q ME '71 vs Rumunia 83-81)
4. Edward Jurkiewicz 38   (Q ME '75 vs Francja 106-100)
4. Janusz Wichowski 38   (ME '57 vs Francja 65-65)
4. Bohdan Likszo 38   (MŚ '67 vs Paragwaj 101-60)
7. Mieczysław Młynarski 37   (ME '81 vs Grecja 89-78)
8. Edward Jurkiewicz 36   (Q ME '71 vs Dania 103-42)
8. Dariusz Zelig 36   (ME '85 vs Francja 97-94)
10. Edward Jurkiewicz 35   (ME '71 vs RFN 78-73)
10. Dariusz Zelig 35   (Q MŚ '86 vs Grecja 99-92)
10. Mieczysław Łopatka 35   (IO '68 vs Korea Południowa 77-67)
10. Mieczysław Łopatka 35   (Q IO '68 vs Wielka Brytania 95-77)
10. Dariusz Zelig 35   (Q ME '87 vs Holandia 83-74)
15. Mieczysław Młynarski 34   (IO '80 vs Indie 113-67)
15. Mieczysław Młynarski 34   (IO '80 vs Australia 101-74)
15. Eugeniusz Kijewski 34   (Q IO '80 vs Izrael 89-74)
15. Edward Jurkiewicz 34   (ME '69 vs Izrael 92-78)
15. Mieczysław Łopatka 34   (MŚ '67 vs Urugwaj 72-62)
15. Dariusz Zelig 34   (Q ME '87 vs Izrael 93-98)
21. Dariusz Zelig 33   (ME '87 vs Czechosłowacja 96-92)
21. Mieczysław Młynarski 33   (ME '81 vs Francja 102-90)
21. Edward Jurkiewicz 33   (Q ME '71 vs Węgry 94-83)
24. Mieczysław Łopatka 32   (Q IO '68 vs Australia 68-64)
24. Andrzej Pluta 32   (Q ME '03 vs Węgry 88-65)
24. Eugeniusz Kijewski 32   (Q IO '80 vs Szwecja 75-82)
27. Edward Jurkiewicz 31   (Q IO '76 vs Włochy 97-117)
27. Edward Jurkiewicz 31   (Q IO '76 vs Izrael 93-81)
27. Edward Jurkiewicz 31   (Q ME '77 vs Węgry 105-77)
27. Dariusz Zelig 31   (Q IO '88 vs Francja 72-74)
27. Mieczysław Łopatka 31   (IO '68 vs Meksyk 65-75)
27. Mieczysław Młynarski 31   (ME '79 vs Belgia 110-84)
27. Eugeniusz Kijewski 31   (ME '79 vs Grecja 77-73)
27. Mieczysław Młynarski 31   (Q IO '80 vs Hiszpania 81-107)
27. Mieczysław Młynarski 31   (Q ME '77 vs Finlandia 94-96)
27. Dariusz Zelig 31   (ME '87 vs Izrael 83-77)
37. Mieczysław Młynarski 30   (IO '80 vs Senegal 84-64)
37. Tomasz Jankowski 30   (Q ME '99 vs Rumunia 91-64)
37. Maciej Zieliński 30   (Q IO '92 vs Albania 93-61)
37. Dariusz Zelig 30   (Q ME '87 vs Rumunia 107-84)
37. Dariusz Zelig 30   (ME '87 vs Czechosłowacja 87-84)
37. Mieczysław Młynarski 30   (ME '83 vs RFN 82-85)
2. Mieczysław Młynarski 40   (ME '79 vs Holandia 78-94)
3. Edward Jurkiewicz 39   (Q ME '71 vs Rumunia 83-81)
4. Edward Jurkiewicz 38   (Q ME '75 vs Francja 106-100)
4. Janusz Wichowski 38   (ME '57 vs Francja 65-65)
4. Bohdan Likszo 38   (MŚ '67 vs Paragwaj 101-60)
7. Mieczysław Młynarski 37   (ME '81 vs Grecja 89-78)
8. Edward Jurkiewicz 36   (Q ME '71 vs Dania 103-42)
8. Dariusz Zelig 36   (ME '85 vs Francja 97-94)
10. Edward Jurkiewicz 35   (ME '71 vs RFN 78-73)
10. Dariusz Zelig 35   (Q MŚ '86 vs Grecja 99-92)
10. Mieczysław Łopatka 35   (IO '68 vs Korea Południowa 77-67)
10. Mieczysław Łopatka 35   (Q IO '68 vs Wielka Brytania 95-77)
10. Dariusz Zelig 35   (Q ME '87 vs Holandia 83-74)
15. Mieczysław Młynarski 34   (IO '80 vs Indie 113-67)
15. Mieczysław Młynarski 34   (IO '80 vs Australia 101-74)
15. Eugeniusz Kijewski 34   (Q IO '80 vs Izrael 89-74)
15. Edward Jurkiewicz 34   (ME '69 vs Izrael 92-78)
15. Mieczysław Łopatka 34   (MŚ '67 vs Urugwaj 72-62)
15. Dariusz Zelig 34   (Q ME '87 vs Izrael 93-98)
21. Dariusz Zelig 33   (ME '87 vs Czechosłowacja 96-92)
21. Mieczysław Młynarski 33   (ME '81 vs Francja 102-90)
21. Edward Jurkiewicz 33   (Q ME '71 vs Węgry 94-83)
24. Mieczysław Łopatka 32   (Q IO '68 vs Australia 68-64)
24. Andrzej Pluta 32   (Q ME '03 vs Węgry 88-65)
24. Eugeniusz Kijewski 32   (Q IO '80 vs Szwecja 75-82)
27. Edward Jurkiewicz 31   (Q IO '76 vs Włochy 97-117)
27. Edward Jurkiewicz 31   (Q IO '76 vs Izrael 93-81)
27. Edward Jurkiewicz 31   (Q ME '77 vs Węgry 105-77)
27. Dariusz Zelig 31   (Q IO '88 vs Francja 72-74)
27. Mieczysław Łopatka 31   (IO '68 vs Meksyk 65-75)
27. Mieczysław Młynarski 31   (ME '79 vs Belgia 110-84)
27. Eugeniusz Kijewski 31   (ME '79 vs Grecja 77-73)
27. Mieczysław Młynarski 31   (Q IO '80 vs Hiszpania 81-107)
27. Mieczysław Młynarski 31   (Q ME '77 vs Finlandia 94-96)
27. Dariusz Zelig 31   (ME '87 vs Izrael 83-77)
37. Mieczysław Młynarski 30   (IO '80 vs Senegal 84-64)
37. Tomasz Jankowski 30   (Q ME '99 vs Rumunia 91-64)
37. Maciej Zieliński 30   (Q IO '92 vs Albania 93-61)
37. Dariusz Zelig 30   (Q ME '87 vs Rumunia 107-84)
37. Dariusz Zelig 30   (ME '87 vs Czechosłowacja 87-84)
37. Mieczysław Młynarski 30   (ME '83 vs RFN 82-85)
Historia Reprezentacji w statystykach: trenerzy
1. Witold Zagórski 145  86-59  0,593
2. Andrzej Kuchar 46  26-20  0,565
3. Jerzy Świątek 40  22-18  0,550
4. Eugeniusz Kijewski 37  20-17  0,541
5. Zygmunt Olesiewicz 33  16-17  0,485
6. Arkadiusz Koniecki 29  13-16  0,448
7. Walenty Kłyszejko 21  10-11  0,476
8. Andrzej Pstrokoński 19  9-10  0,474
9. Dariusz Szczubiał 15  7-8  0,467
10. Józef Pachla 12  5-7  0,417
11. Władysław Malaszewski 11  7-4  0,636
11. Jerzy Patrzykont 11  7-4  0,636
13. Andrej Urlep 9  4-5  0,444
14. Stefan Majer 7  4-3  0,571
14. Piotr Langosz 7  3-4  0,429
16. Muli Katzurin 6  2-4  0,333
16. Veselin Matić 6  1-5  0,167
16. Andrzej Kowalczyk 6  1-5  0,167
19. Tadeusz Aleksandrowicz 5  1-4  0,200
2. Andrzej Kuchar 46  26-20  0,565
3. Jerzy Świątek 40  22-18  0,550
4. Eugeniusz Kijewski 37  20-17  0,541
5. Zygmunt Olesiewicz 33  16-17  0,485
6. Arkadiusz Koniecki 29  13-16  0,448
7. Walenty Kłyszejko 21  10-11  0,476
8. Andrzej Pstrokoński 19  9-10  0,474
9. Dariusz Szczubiał 15  7-8  0,467
10. Józef Pachla 12  5-7  0,417
11. Władysław Malaszewski 11  7-4  0,636
11. Jerzy Patrzykont 11  7-4  0,636
13. Andrej Urlep 9  4-5  0,444
14. Stefan Majer 7  4-3  0,571
14. Piotr Langosz 7  3-4  0,429
16. Muli Katzurin 6  2-4  0,333
16. Veselin Matić 6  1-5  0,167
16. Andrzej Kowalczyk 6  1-5  0,167
19. Tadeusz Aleksandrowicz 5  1-4  0,200
Puchar na miarę naszych możliwości?
Wszyscy obecnie interesują się właściwie tylko Marcinem Gortatem i reprezentacją. Nic dziwnego – w końcu jesteśmy w przededniu EuroBasketu, który ma być wielkim fundamentem ku odbudowie potęgi koszykówki w naszym pięknym kraju. Jednak tym sposobem wiele osób przeoczyło niezwykle ważny i radosny komunikat sporządzony przez PZKosz, we współpracy z PLK. I o nim dzisiaj.
Ale po kolei. Wróćmy do przeszłości i mojego tekstu z 18-tego kwietnia tego roku. Rozpisywałem się w nim na temat nowoczesnej formuły Pucharu Polski, która to sprawi, że te rozgrywki przyciągną fanów i wzbudzą zainteresowanie. Ku mojemu niebywałemu zdziwieniu, decydenci poszli tą drogą i stworzyli rozgrywki podobne do opisywanych przeze mnie. Szczegóły można znaleźć na stronie obu organizacji. A teraz to, co mi się podoba i to, do czego można się przyczepić.
Przede wszystkim w kilku elementach trafiłem. Będzie siedem rund – super. Zespoły z Ekstraklasy zaczynają od trzeciej – logiczne. Potencjalnie słabszy gra u siebie – sensowne. Podoba mi się również zapis o karach finansowych za olanie PP – to ewidentny cios w stronę drużyn Ekstraklasy, ale może zachęci je do poważnego potraktowania tej imprezy. Chociaż zachodzi obawa przed graniem rezerwami, byle tylko odpaść jak najszybciej.
Niezbyt podoba mi się fakt, iż tak późno rozpoczynają swoją grę Prokom i Turów, czyli nasz towar eksportowy. Powinny zaczynać rundę wcześniej, bo tak naprawdę to dla nich na hale w mniejszych miejscowościach zwalą największe tłumy. I tak, rozumiem, że mecze w Europie są ważne, jest ich sporo itp. itd., ale jedna runda nikogo nie zbawi. A pozytywy będą.
Dobry pomysł – stosunkowo szybki finał. Żeby nie zachodzić terminami na decydujące fazy rozgrywek o mistrzostwo kraju, Puchar kończy się w lutym. Całe szczęście, bo znając artyzm i paletę pomysłów bohaterów z ulicy Ciołka, wszystkiego można się było spodziewać.
Szkoda, że zwycięstwo w Pucharze nie jest premiowane występami w Europie. Ogólnie nagrody są mocno skromne i to akurat nie będzie czynnik motywujący do grania na maxa.
Nie jest powiedziane o gospodarzu półfinałów i finału. O ile te pierwsze jeszcze mogą być ewentualnie rozgrywane na jednym z parkietów, to decydujący mecz powinien (musi!) odbyć się na neutralnym terenie. Ciekawe, czy o tym też pomyślano, bo generalnie takiego gospodarza dobrze wybrać dużo wcześniej, żeby potem nie było posądzeń o dziwne metody wyboru, czy faworyzowanie jednej z drużyn.
W zasadzie wiele napisałem już w kwietniu i teraz nie ma sensu się powtarzać. Fajnie, że włodarze zdecydowali się na takie, a nie inne kroki i Puchar Polski może powoli zyskiwać renomę. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i ośrodkach koszykarskich, gdzie przyjazd gwiazd i renomowanych teamów powinien stać się prawdziwym świętem.
Wiadomo – władze sporo też ryzykują. Bo nikt nie obieca, że kluby ekstraklasy masowo poprzegrywają szybko swoje mecze, aby się skupić na walce w lidze i poziom tych rozgrywek padnie na łeb na szyję. Ale to czarne wizje, do których na razie nie dopuszczam myśli i cieszę się tym, co jest.
A wygląda na to, że wreszcie jest zrobiony duży krok w kierunku popularyzacji koszykówki w Polsce. A w zasadzie w re-popularyzacji.
Ale po kolei. Wróćmy do przeszłości i mojego tekstu z 18-tego kwietnia tego roku. Rozpisywałem się w nim na temat nowoczesnej formuły Pucharu Polski, która to sprawi, że te rozgrywki przyciągną fanów i wzbudzą zainteresowanie. Ku mojemu niebywałemu zdziwieniu, decydenci poszli tą drogą i stworzyli rozgrywki podobne do opisywanych przeze mnie. Szczegóły można znaleźć na stronie obu organizacji. A teraz to, co mi się podoba i to, do czego można się przyczepić.
Przede wszystkim w kilku elementach trafiłem. Będzie siedem rund – super. Zespoły z Ekstraklasy zaczynają od trzeciej – logiczne. Potencjalnie słabszy gra u siebie – sensowne. Podoba mi się również zapis o karach finansowych za olanie PP – to ewidentny cios w stronę drużyn Ekstraklasy, ale może zachęci je do poważnego potraktowania tej imprezy. Chociaż zachodzi obawa przed graniem rezerwami, byle tylko odpaść jak najszybciej.
Niezbyt podoba mi się fakt, iż tak późno rozpoczynają swoją grę Prokom i Turów, czyli nasz towar eksportowy. Powinny zaczynać rundę wcześniej, bo tak naprawdę to dla nich na hale w mniejszych miejscowościach zwalą największe tłumy. I tak, rozumiem, że mecze w Europie są ważne, jest ich sporo itp. itd., ale jedna runda nikogo nie zbawi. A pozytywy będą.
Dobry pomysł – stosunkowo szybki finał. Żeby nie zachodzić terminami na decydujące fazy rozgrywek o mistrzostwo kraju, Puchar kończy się w lutym. Całe szczęście, bo znając artyzm i paletę pomysłów bohaterów z ulicy Ciołka, wszystkiego można się było spodziewać.
Szkoda, że zwycięstwo w Pucharze nie jest premiowane występami w Europie. Ogólnie nagrody są mocno skromne i to akurat nie będzie czynnik motywujący do grania na maxa.
Nie jest powiedziane o gospodarzu półfinałów i finału. O ile te pierwsze jeszcze mogą być ewentualnie rozgrywane na jednym z parkietów, to decydujący mecz powinien (musi!) odbyć się na neutralnym terenie. Ciekawe, czy o tym też pomyślano, bo generalnie takiego gospodarza dobrze wybrać dużo wcześniej, żeby potem nie było posądzeń o dziwne metody wyboru, czy faworyzowanie jednej z drużyn.
W zasadzie wiele napisałem już w kwietniu i teraz nie ma sensu się powtarzać. Fajnie, że włodarze zdecydowali się na takie, a nie inne kroki i Puchar Polski może powoli zyskiwać renomę. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i ośrodkach koszykarskich, gdzie przyjazd gwiazd i renomowanych teamów powinien stać się prawdziwym świętem.
Wiadomo – władze sporo też ryzykują. Bo nikt nie obieca, że kluby ekstraklasy masowo poprzegrywają szybko swoje mecze, aby się skupić na walce w lidze i poziom tych rozgrywek padnie na łeb na szyję. Ale to czarne wizje, do których na razie nie dopuszczam myśli i cieszę się tym, co jest.
A wygląda na to, że wreszcie jest zrobiony duży krok w kierunku popularyzacji koszykówki w Polsce. A w zasadzie w re-popularyzacji.
sobota, 29 sierpnia 2009
Eurobasket raport: Litwa w przebudowie
Bez Sarunasa Jasikeviciusa, Ramunasa Siskausakasa, Rimasa Kaukenasa oraz Dariusa Songaili, - taką kadrę narodową Litwy przywiezie do Polski trener Ramunas Butautas na wrześniowy Eurobasket. Kilka dni temu Greg pisał o zmianach pokoleniowych, jakie czekają większość z najlepszych drużyn europejskich. Jedną z nich jest właśnie Litwa. Pytanie, czy nowa jakość oznaczać będzie postęp czy raczej kłopoty.
Litwa to koszykarski kraj – fenomen. Nie ma drugiego takiego miejsca na Ziemi, gdzie basket wyprzedza pod względem popularności piłkę nożną zajmując miejsce pierwsze po religii. Legenda mówi, że w okresie rosyjskiego zaboru młodzi Litwini emigrowali na studia do Ameryki. Stamtąd przywieźli do ojczyzny pasję do koszykówki. Nie wiem na ile jest to prawda, na ile mit, ale pozycja jaką zajmuje moja ulubiona dyscyplina w kraju naszych północno - wschodnich sąsiadów usprawiedliwia wszelkie spekulacje.
Niepodległa Litwa zdobyła drugie oraz trzecie w historii mistrzostwo Europy w koszykówce (1937 i 39’) i tylko wybuch drugiej wojny światowej zahamował marsz Litwinów na podbój Starego Kontynentu. Utrata niepodległości na rzecz ZSRR nie zatrzymała wszakże niesamowitej produkcji talentów, z której Lietuva słynie do dziś. Tacy gracze, jak Modestas Paulauskas, Arvydas Sabonis, Valdemaras Chomicius czy Sarunas Marciulonis stanowili o sile radzieckiej koszykówki, prowadząc ją do medali mistrzostw świata i Olimpiad. Z kolei legendarny klub, Żalgiris Kowno walczył z potęgami z Rosji czy Łotwy jednocząc rodaków i dając im poczucie dumy.
Nic zatem dziwnego, że po rozpadzie Związku Radzieckiego koszykówka litewska powróciła na europejski i światowy szczyt. Trzy brązowe medale olimpijskie wywalczone w latach 1992 – 2000, mistrzostwo Europy z 2003 roku i brązowy medal zdobyty dwa lata temu w Hiszpanii stanowią krótką, ale treściwą wizytówkę Litwinów. Dodajmy do tego największą i chyba ostatnią tego kalibru sensację, jaką stanowiło zdobycie mistrzostwa Euroligi przez wspomniany Żalgiris w sezonie 1998/99. Nieźle, jak na niewielki kraj liczący około 3,5 miliona mieszkańców.
Sekretem Litwinów jest bardzo sprawny system szkolenia młodzieży i współpracy na linii kluby – szkoły. Oczywiście podobne rozwiązania można zaobserwować we Francji, Hiszpanii i krajach byłej Jugosławii, ale nigdzie indziej wyławianie młodych perełek pod kątem właśnie basketu nie osiągnęło takiej perfekcji. Doskonały skauting, który nie przepuści żadnego utalentowanego młodzieńca jest zresztą jedyną szansą na podtrzymanie poziomu dyscypliny w związku z problemami demograficznymi. Te zresztą nie pozostaną bez wpływu na przyszłość, ale na razie nasi grupowi rywale zmagają się z jednym tego aspektem, a mianowicie z brakiem klasowych rozgrywających.
Litewscy trenerzy borykają się z tym faktem od kilku lat. Gdy w 2006 roku Jasikevicius postanowił odpuścić sobie występ na mistrzostwach świata w Japonii, brak klasowego playmakera był aż nadto widoczny. Powrót Sarasa na Eurobasket 2007 dał Litwie prawdziwy impuls do walki. Nie jest on bowiem tylko świetnym podającym, ale przede wszystkim liderem. Facetem, który wrzaśnie na kolegów, rzuci serię punktów, pokłóci się z sędziami czy rywalami, podniesie temperaturę na trybunach. Jego słabsza postawa z powodu kontuzji była jedną z przyczyn porażki w półfinale z Rosją, choć bloki Andreja Kirilenki i przechwyty Viktora Hriapy swoją rolę także odegrały. Teraz oprócz niego zabraknie kilku innych wspaniałych graczy, do których dorzućmy choćby Arvydasa Macijauskasa, ostatnio głównie walczącego z kontuzjami genialnego snajpera z przeszłością w NBA.
Jaka będzie więc ta Litwa AD 2009? Popatrzmy na skład:
Rozgrywający: Mantas Kalnietis, Arturas Mażutis
Obrońcy: Tomas Delininkaitis, Mindaugas Lukauskis
Skrzydłowi: Linas Kleiza, Simas Jasaitis, Arturas Jomantas, Jonas Maciulis
Podkoszowi: Darius Lavrinovic, Ksistof Lavrinovic, Robertas Javtokas, Marionas Petravicius
Jak widać, nie znajdziemy już w zespole litewskim starych znajomych z boisk Polskiej Ligi Koszykówki. Jeszcze kilka lat temu o sile PLK decydowali aktualni bądź niedawni reprezentanci Litwy, jak choćby Tomas Masiulis, Dainius Adomitis, Darius Maskoliunas czy Gintaras Einikis. Na obecne gwiazdy tej ekipy naszych klubów już nie stać, a szkoda..
To może być ważny, wręcz przełomowy turniej dla Mantasa Kalnietisa, który ma drugą (po mundialu 06’) okazję, by przejąć schedę po Sarasie. Może właśnie teraz, bogatszy o doświadczenia z Euroligi pokaże, że jest godnym następcą charyzmatycznego szefa litewskiej paczki. Pewniejszym kandydatem na nowego lidera jest jednak Linas Kleiza. Silny jak młody grizzly, waleczny i bezkompromisowy skrzydłowy właśnie zamienił czołową drużynę NBA Denver Nuggets na europejskiego potentata – Olympiacos Pireus. Powrót na Stary Kontynent w glorii gwiazdy Eurobasketu byłby świetnym prognostykiem na kolejny sezon. Co ciekawe, największe atuty jego zespołu ogniskują się w strefie podkoszowej, gdzie obok Kleizy prym wiodą wszechstronni bracia Lavrinovic oraz potężni Robertas Javtokas i Marionas Petravicius. Przypomina to nieco wariant polski, choć niepatriotycznie dodajmy, że ławka Litwinów robi jednak lepsze wrażenie..
Litwa od zawsze słynęła z doskonałej gry szybkim atakiem, wykorzystującym perfekcyjne wyszkolenie techniczne i umiejętności strzeleckie każdego zawodnika. Teraz po zmianie warty, mogą nastąpić pewne korekty, spowodowane przesunięciem akcentów bardziej pod kosz. Pamiętajmy jednak, że klasowe zespoły, a takim przecież jest Litwa, nie zapominają o tych swoich walorach, które stanowią ich znak firmowy. W starciu z ekipą trenera Butautasa ważny więc będzie szybki powrót do obrony i skuteczna komunikacja między zawodnikami. Zagraniczni komentatorzy w zasadzie nie wyobrażają sobie, by Litwa nie wygrała naszej grupy i zastanawiają się, co będzie z nią dalej.
A dalej może być już tylko ciekawiej, ale i trudniej. Potencjalni rywale w kolejnej, arcyważnej fazie Eurobasketu rekrutują się z grona Hiszpanii, Słowenii, Serbii oraz Wielkiej Brytanii. Tak się składa, że w sparingach Litwini spotkali trzech pierwszych przeciwników z tego kwartetu i poszło im ze zmiennym szczęściem. Lepsi okazali się od Słoweńców i Brytyjczyków, zaś Serbia (minimalnie) i Hiszpania (dość wyraźnie) okazały się za silne. Wyniki testmeczów nie są może stuprocentowo wiarygodnym prognostykiem, ale mogą sygnalizować ogólne trendy. A ile z tego, co Litwini pokazali było atrapą, a ile wyznacznikiem ich możliwości, przekonamy się we wrześniu.
Litwa to koszykarski kraj – fenomen. Nie ma drugiego takiego miejsca na Ziemi, gdzie basket wyprzedza pod względem popularności piłkę nożną zajmując miejsce pierwsze po religii. Legenda mówi, że w okresie rosyjskiego zaboru młodzi Litwini emigrowali na studia do Ameryki. Stamtąd przywieźli do ojczyzny pasję do koszykówki. Nie wiem na ile jest to prawda, na ile mit, ale pozycja jaką zajmuje moja ulubiona dyscyplina w kraju naszych północno - wschodnich sąsiadów usprawiedliwia wszelkie spekulacje.
Niepodległa Litwa zdobyła drugie oraz trzecie w historii mistrzostwo Europy w koszykówce (1937 i 39’) i tylko wybuch drugiej wojny światowej zahamował marsz Litwinów na podbój Starego Kontynentu. Utrata niepodległości na rzecz ZSRR nie zatrzymała wszakże niesamowitej produkcji talentów, z której Lietuva słynie do dziś. Tacy gracze, jak Modestas Paulauskas, Arvydas Sabonis, Valdemaras Chomicius czy Sarunas Marciulonis stanowili o sile radzieckiej koszykówki, prowadząc ją do medali mistrzostw świata i Olimpiad. Z kolei legendarny klub, Żalgiris Kowno walczył z potęgami z Rosji czy Łotwy jednocząc rodaków i dając im poczucie dumy.
Nic zatem dziwnego, że po rozpadzie Związku Radzieckiego koszykówka litewska powróciła na europejski i światowy szczyt. Trzy brązowe medale olimpijskie wywalczone w latach 1992 – 2000, mistrzostwo Europy z 2003 roku i brązowy medal zdobyty dwa lata temu w Hiszpanii stanowią krótką, ale treściwą wizytówkę Litwinów. Dodajmy do tego największą i chyba ostatnią tego kalibru sensację, jaką stanowiło zdobycie mistrzostwa Euroligi przez wspomniany Żalgiris w sezonie 1998/99. Nieźle, jak na niewielki kraj liczący około 3,5 miliona mieszkańców.
Sekretem Litwinów jest bardzo sprawny system szkolenia młodzieży i współpracy na linii kluby – szkoły. Oczywiście podobne rozwiązania można zaobserwować we Francji, Hiszpanii i krajach byłej Jugosławii, ale nigdzie indziej wyławianie młodych perełek pod kątem właśnie basketu nie osiągnęło takiej perfekcji. Doskonały skauting, który nie przepuści żadnego utalentowanego młodzieńca jest zresztą jedyną szansą na podtrzymanie poziomu dyscypliny w związku z problemami demograficznymi. Te zresztą nie pozostaną bez wpływu na przyszłość, ale na razie nasi grupowi rywale zmagają się z jednym tego aspektem, a mianowicie z brakiem klasowych rozgrywających.
Litewscy trenerzy borykają się z tym faktem od kilku lat. Gdy w 2006 roku Jasikevicius postanowił odpuścić sobie występ na mistrzostwach świata w Japonii, brak klasowego playmakera był aż nadto widoczny. Powrót Sarasa na Eurobasket 2007 dał Litwie prawdziwy impuls do walki. Nie jest on bowiem tylko świetnym podającym, ale przede wszystkim liderem. Facetem, który wrzaśnie na kolegów, rzuci serię punktów, pokłóci się z sędziami czy rywalami, podniesie temperaturę na trybunach. Jego słabsza postawa z powodu kontuzji była jedną z przyczyn porażki w półfinale z Rosją, choć bloki Andreja Kirilenki i przechwyty Viktora Hriapy swoją rolę także odegrały. Teraz oprócz niego zabraknie kilku innych wspaniałych graczy, do których dorzućmy choćby Arvydasa Macijauskasa, ostatnio głównie walczącego z kontuzjami genialnego snajpera z przeszłością w NBA.
Jaka będzie więc ta Litwa AD 2009? Popatrzmy na skład:
Rozgrywający: Mantas Kalnietis, Arturas Mażutis
Obrońcy: Tomas Delininkaitis, Mindaugas Lukauskis
Skrzydłowi: Linas Kleiza, Simas Jasaitis, Arturas Jomantas, Jonas Maciulis
Podkoszowi: Darius Lavrinovic, Ksistof Lavrinovic, Robertas Javtokas, Marionas Petravicius
Jak widać, nie znajdziemy już w zespole litewskim starych znajomych z boisk Polskiej Ligi Koszykówki. Jeszcze kilka lat temu o sile PLK decydowali aktualni bądź niedawni reprezentanci Litwy, jak choćby Tomas Masiulis, Dainius Adomitis, Darius Maskoliunas czy Gintaras Einikis. Na obecne gwiazdy tej ekipy naszych klubów już nie stać, a szkoda..
To może być ważny, wręcz przełomowy turniej dla Mantasa Kalnietisa, który ma drugą (po mundialu 06’) okazję, by przejąć schedę po Sarasie. Może właśnie teraz, bogatszy o doświadczenia z Euroligi pokaże, że jest godnym następcą charyzmatycznego szefa litewskiej paczki. Pewniejszym kandydatem na nowego lidera jest jednak Linas Kleiza. Silny jak młody grizzly, waleczny i bezkompromisowy skrzydłowy właśnie zamienił czołową drużynę NBA Denver Nuggets na europejskiego potentata – Olympiacos Pireus. Powrót na Stary Kontynent w glorii gwiazdy Eurobasketu byłby świetnym prognostykiem na kolejny sezon. Co ciekawe, największe atuty jego zespołu ogniskują się w strefie podkoszowej, gdzie obok Kleizy prym wiodą wszechstronni bracia Lavrinovic oraz potężni Robertas Javtokas i Marionas Petravicius. Przypomina to nieco wariant polski, choć niepatriotycznie dodajmy, że ławka Litwinów robi jednak lepsze wrażenie..
Litwa od zawsze słynęła z doskonałej gry szybkim atakiem, wykorzystującym perfekcyjne wyszkolenie techniczne i umiejętności strzeleckie każdego zawodnika. Teraz po zmianie warty, mogą nastąpić pewne korekty, spowodowane przesunięciem akcentów bardziej pod kosz. Pamiętajmy jednak, że klasowe zespoły, a takim przecież jest Litwa, nie zapominają o tych swoich walorach, które stanowią ich znak firmowy. W starciu z ekipą trenera Butautasa ważny więc będzie szybki powrót do obrony i skuteczna komunikacja między zawodnikami. Zagraniczni komentatorzy w zasadzie nie wyobrażają sobie, by Litwa nie wygrała naszej grupy i zastanawiają się, co będzie z nią dalej.
A dalej może być już tylko ciekawiej, ale i trudniej. Potencjalni rywale w kolejnej, arcyważnej fazie Eurobasketu rekrutują się z grona Hiszpanii, Słowenii, Serbii oraz Wielkiej Brytanii. Tak się składa, że w sparingach Litwini spotkali trzech pierwszych przeciwników z tego kwartetu i poszło im ze zmiennym szczęściem. Lepsi okazali się od Słoweńców i Brytyjczyków, zaś Serbia (minimalnie) i Hiszpania (dość wyraźnie) okazały się za silne. Wyniki testmeczów nie są może stuprocentowo wiarygodnym prognostykiem, ale mogą sygnalizować ogólne trendy. A ile z tego, co Litwini pokazali było atrapą, a ile wyznacznikiem ich możliwości, przekonamy się we wrześniu.
piątek, 28 sierpnia 2009
No i po sparingach
Zakończyła się seria meczów sparingowych naszej reprezentacji przed historycznymi ME w Polsce. Z mojej strony trochę przemyśleń na temat ogólnej formy reprezentacji, a nie poszczególnych wyników, osiągnięć punktowych graczy w poszczególnych spotkaniach. To wszystko na koszkadra.pl.
Zacznijmy od ostatecznego składu. Również już powszechnie znanego składu. Odpadli Filip Dylewicz, Paweł Kikowski, Wojciech Szawarski oraz odpadnie Robert Skibniewski. Skiba zostaje przy kadrze tylko na wypadek, gdyby miało się stać coś naszym podstawowym rozgrywającym. To dość oczywiste.
Skibniewski odpada kosztem - załóżmy - Koszarka. Naturalne i jasne. Dylewicz odpadł kosztem Witki. Nie da się tego kroku wytłumaczyć właściwie niczym. Dylewicz rozegrał 83 minuty w sparingach. Witka - 29. Filip miał lepsze statystyki, poza tym pozostawiał lepsze wrażenie i w ogóle jest lepszym koszykarzem, z czym po prostu dyskutować się nie da. Filip jest wszechstronny, lepszy na zbiórce, gra tyłem do kosza, mija z obwodu, rzuca za 3, w finałach play-off wielokrotnie rozgrywał doskonałe mecze, decydujące akcje, jest lepszy w obronie, wielokrotnie bardziej doświadczony. Co wobec tego kadrze daje Witka? Absolutnie nic.
Jakoś przeciętnie mnie interesuje, że Witka mógł coś tam lepiej się pokazać na treningach. Cóż to znaczy wobec całych lat, w których systematycznie udowadniał, że jest gorszym koszykarzem? A jakiś specjalnych zadaniowych zdolności ala Radek Hyży, Robert także nie posiada. Brak Dylewicza był szczególnie widoczny we wczorajszym mecz z Hiszpanią. Lampe i Szewczyk - problemy z faulami (sędziowie sędziami, ale ci gracze mają po prostu skłonności do szybkiego łapania przewinień), Gortat i Wójcik z nie najlepszymi meczami w ataku. Co dał Witka? NIC.
Ciężko jest także mi przejść obok obojętnie wobec faktu, że Muli Katzurin wyrzucił z kadry przed samym EuroBasketem zawodnika, który w tej reprezentacji gra najdłużej bez przerwy ze wszystkich kadrowiczów. Tak, tak. Dokładnie. Filip zaczął grać w reprezentacji w styczniu 2003 roku na koniec eliminacji ME 2003 i grał bez przerw do ubiegłego tygodnia... Nikt tego nie powtórzył. Biorąc pod uwagę, że to wszystko było w latach, kiedy trzeba było graczy błagać i siłą ściągać do reprezentacji, a sami kadrowicze musieli nocować w hotelowych hallach, jest to tragiczny sygnał wysyłany przez trenera. Po tych wszystkich latach Filip został na aucie, kiedy warunki są właśnie wyjątkowo sprzyjające i podczepić się pod to chciał właściwie każdy... Nie zdziwię się, jeśli po czymś takim Dylewicz odwróci się od reprezentacji.
Kikowski i Szawarski odpadli kosztem Chylińskiego i Kitzingera. Dwaj ostatni pozostawieni jako ewidentni defensywni zadaniowcy na kilka minut na SG i SF. Tylko, że tę robotę może spokojnie wykonywać Krzysiek Roszyk, który przy Ignerskim w normalnej dyspozycji ma mało miejsca na SF. Natomiast trener wyeliminował z drużyny dwóch strzelców dystansowych z zespołu, który ma potężne problemy z trafianiem za 3 (wczorajszy mecz tego nie odmienia), w którym radosną twórczość zza łuku uprawia David Logan...
Zostawiając już - niestety - nieobecnych. Nasza spodziewana największa siła działa. Chodzi oczywiście o siłę naszych wysokich. Ten atut był tak często wymieniany, że niektórzy - zupełnie nie wiadomo dlaczego - zaczęli w niego wątpić. Polska, kiedy tylko Gortat i Lampe byli razem w składzie meczowym, wygrała trzy mecze: z Chorwacją, Izraelem i Wielką Brytanią. Zagrała także świetny mecz z Hiszpanią, który akurat był koncertem obwodu, a pod koszem nie wszystko się udało, jak być powinno. Kiedy grał sam Gortat, albo sam Lampe odnotowaliśmy 0-5 (a przecież z nimi wygrywaliśmy: 2xChorwacja i Izrael). I to chyba dość dobitnie pokazuje, że bez tej pary pozostałoby nam tylko granie o zwycięstwo z Bułgarami i walka w kolejnych meczach z małymi szansami na wygrywanie. W najmocniejszym składzie ten zespół może osiągnąć wiele. Ćwierćfinał na pewno.
Bez Gortata doskonale grał Lampe. Zdobywał regularnie dużo punktów na bardzo dobrej skuteczności. Bez Marcina jednak zespół przegrywał dość wyraźnie, a czasami wręcz kompromitująco. Gortat to centralna postać tego zespołu. Gortat robi na parkiecie wszelkie koszykarsko widoczne rzeczy, ale po za tym skleja obronę, rywale inaczej zapatrują się na penetracje pod kosz, Marcin dyryguje, Marcin jest liderem mentalnym, którego poza nim w tym składzie absolutnie brak. Należy jednak zaznaczyć, że Marcin jak na centra i to grającego w takim stylu, był zbyt mało skuteczny. Dziwne rzuty po zawahaniu z półdystansu wyjątkowo nie wpadały. Nie zmienia to faktów. Bez Gortata nie ma silnej reprezentacji Polski.
David Logan. Robi dobre rzeczy w tej reprezentacji. Penetruje pod kosz, skupia na sobie obronę rywali, potrafi znaleźć partnerów. Ale to co charakteryzuje jego grę to zupełnie niepotrzebne zabieranie się za rozegranie, częste straty na koźle i w podaniach, słaba skuteczność ogólna, bardzo słaba za 3. Przez te 9 meczów nie zobaczyliśmy niczego, co wskazywałoby na to, że trener próbuje coś w tej kwestii zmienić. Logan nie trafia za 3, a przecież po to był ściągany. Logan także nie wywiązuje się z tego, z czego nie wywiązywał się w na poziomie Euroligowym, czyli nie jest pewnym graczem na decydujące akcje. Dwa rzuty za 3 przeciw Chorwacji nie wiele tu zmieniają, a przecież to właśnie bycie takim liderem miało być także głównym argumentem za jakże niezbędną naturalizacją.
Bardzo bym się cieszył, gdyby Katzurin w końcu to dostrzegł. Aby sprawił, żeby ten gracz w końcu zaczął grać odpowiedzialnie i inteligentnie. Jeśli to się nie uda, chciałbym zobaczyć innych graczy w rolach głównych.
Nasi rozgrywający. W przekroju wszystkich wszystkich meczów lepiej prezentował się Szubarga. Zaczynał w pierwszej piątce, dostawał więcej minut i zaufania. Z napędzania szybkiej gry, czy bardzo skutecznego wkręcania się pod kosz, wywiązuje się bardzo dobrze. Jednak w ważnych momentach zdecydowanie brakuje mu koncepcji, co zrobić z piłką. Ma także nie najlepszy rzut z dystansu. A mamy w tej reprezentacji lepszego od Krzyśka Koszarka, który nie wiadomo dlaczego nie funkcjonuje u Mulego. Łukasz jest bardziej wszechstronny. Ma dobre minięcie, rzut, większe doświadczenie i na prowadzenie końcowych decydujących minut meczu nadaje się o wiele lepiej. Pokazał to jak na razie głównie przeciwko Hiszpanom, ale rozwiązanie, w którym to on jest tym pierwszym, a Szubarga daje energię z ławki, naprawdę wyszłoby na dobre tej reprezentacji.
Michał Ignerski. Problemy z jego skutecznością widzieli wszyscy. W międzyczasie była też drobna kontuzja i lepszy okres gry Roszyka. Michał zapewnia, że skuteczność to kwestia to kwestia treningu i że na Wrocław będzie wszystko w porządku. Miejmy nadzieję. 5/6 za 3 przeciw Hiszpanii wzbudziło nadzieje. Wciąż w grze Michała brakuje jego niegdyś silnej strony, czyli gry na koźle z ciągiem na kosz i wykończenia akcji deprymującymi rywala wsadami. Oby to wróciło.
Pozostali gracze. Szewczyk, Roszyk, Wójcik. Bardzo dobrze, że są na naszej ławce. Szewczyk gra świetnie, ale przy Lampe i Gortacie nie ma jak się rozwinąć. Roszyk to pewna obrona, a Oława doświadczenie. Czasami jednak Wójcik miewa już problemy na tym najwyższym europejskim i światowym poziomie. Kitzinger nie miał okazji się wykazać, a Witka i Chyliński są - ale nie do końca wiadomo, po co.
Trener. Moim zdaniem to najsłabszy element całej reprezentacji. Katzurin zawęża rotację głębokiego składu i całą grę buduje na indywidualnych możliwościach kilku zawodników. Nie widać nigdzie tej wartości dodanej. Poza rzeczami oczywistymi do zrobienia i różnymi błędami nie bardzo cokolwiek widać. Niektórzy bardzo dobrzy gracze nie funkcjonują, albo są już poza składem. Trener nie jest liderem mentalnym, a motywację pozostawia samym zawodnikom. Postawmy sobie pytanie - co wniósł do tej reprezentacji Muli Katzurin? Ja mam problemy ze znalezieniem odpowiedzi.
Oczywiście krytyka przeważa w tym tekście. Po pierwsze. Po 3-6 w sparingach nie jest to chyba nienaturalne. A przypomnijmy, że trener nie testował rozwiązań, tylko męczył docelową, podstawową rotację. Po drugie. Niektóre mocne strony i potencjał tej reprezentacji są zbyt oczywiste, żeby po raz kolejny je przypominać. Po trzecie. Z całą pewnością wynika to z dość wysokich wymagań stawianych przeze mnie tej reprezentacji. Często powtarzanie założenie: wygrać z Bułgarią, a później co się uda, jest po prostu zniewagą dla możliwości tych chłopaków.
Założenie powinny być następujące: z Bułgarią po prostu wygrać, z Litwą i Turcją 2-0, albo 1-1, ograć Serbię, zagrać na maksa ze Słowenią i Hiszpanią. I dopiero później co się uda. Z zaznaczeniem, że awans na MŚ jest tak naprawdę kluczowym celem na tym EuroBaskecie.
Zacznijmy od ostatecznego składu. Również już powszechnie znanego składu. Odpadli Filip Dylewicz, Paweł Kikowski, Wojciech Szawarski oraz odpadnie Robert Skibniewski. Skiba zostaje przy kadrze tylko na wypadek, gdyby miało się stać coś naszym podstawowym rozgrywającym. To dość oczywiste.
Skibniewski odpada kosztem - załóżmy - Koszarka. Naturalne i jasne. Dylewicz odpadł kosztem Witki. Nie da się tego kroku wytłumaczyć właściwie niczym. Dylewicz rozegrał 83 minuty w sparingach. Witka - 29. Filip miał lepsze statystyki, poza tym pozostawiał lepsze wrażenie i w ogóle jest lepszym koszykarzem, z czym po prostu dyskutować się nie da. Filip jest wszechstronny, lepszy na zbiórce, gra tyłem do kosza, mija z obwodu, rzuca za 3, w finałach play-off wielokrotnie rozgrywał doskonałe mecze, decydujące akcje, jest lepszy w obronie, wielokrotnie bardziej doświadczony. Co wobec tego kadrze daje Witka? Absolutnie nic.
Jakoś przeciętnie mnie interesuje, że Witka mógł coś tam lepiej się pokazać na treningach. Cóż to znaczy wobec całych lat, w których systematycznie udowadniał, że jest gorszym koszykarzem? A jakiś specjalnych zadaniowych zdolności ala Radek Hyży, Robert także nie posiada. Brak Dylewicza był szczególnie widoczny we wczorajszym mecz z Hiszpanią. Lampe i Szewczyk - problemy z faulami (sędziowie sędziami, ale ci gracze mają po prostu skłonności do szybkiego łapania przewinień), Gortat i Wójcik z nie najlepszymi meczami w ataku. Co dał Witka? NIC.
Ciężko jest także mi przejść obok obojętnie wobec faktu, że Muli Katzurin wyrzucił z kadry przed samym EuroBasketem zawodnika, który w tej reprezentacji gra najdłużej bez przerwy ze wszystkich kadrowiczów. Tak, tak. Dokładnie. Filip zaczął grać w reprezentacji w styczniu 2003 roku na koniec eliminacji ME 2003 i grał bez przerw do ubiegłego tygodnia... Nikt tego nie powtórzył. Biorąc pod uwagę, że to wszystko było w latach, kiedy trzeba było graczy błagać i siłą ściągać do reprezentacji, a sami kadrowicze musieli nocować w hotelowych hallach, jest to tragiczny sygnał wysyłany przez trenera. Po tych wszystkich latach Filip został na aucie, kiedy warunki są właśnie wyjątkowo sprzyjające i podczepić się pod to chciał właściwie każdy... Nie zdziwię się, jeśli po czymś takim Dylewicz odwróci się od reprezentacji.
Kikowski i Szawarski odpadli kosztem Chylińskiego i Kitzingera. Dwaj ostatni pozostawieni jako ewidentni defensywni zadaniowcy na kilka minut na SG i SF. Tylko, że tę robotę może spokojnie wykonywać Krzysiek Roszyk, który przy Ignerskim w normalnej dyspozycji ma mało miejsca na SF. Natomiast trener wyeliminował z drużyny dwóch strzelców dystansowych z zespołu, który ma potężne problemy z trafianiem za 3 (wczorajszy mecz tego nie odmienia), w którym radosną twórczość zza łuku uprawia David Logan...
Zostawiając już - niestety - nieobecnych. Nasza spodziewana największa siła działa. Chodzi oczywiście o siłę naszych wysokich. Ten atut był tak często wymieniany, że niektórzy - zupełnie nie wiadomo dlaczego - zaczęli w niego wątpić. Polska, kiedy tylko Gortat i Lampe byli razem w składzie meczowym, wygrała trzy mecze: z Chorwacją, Izraelem i Wielką Brytanią. Zagrała także świetny mecz z Hiszpanią, który akurat był koncertem obwodu, a pod koszem nie wszystko się udało, jak być powinno. Kiedy grał sam Gortat, albo sam Lampe odnotowaliśmy 0-5 (a przecież z nimi wygrywaliśmy: 2xChorwacja i Izrael). I to chyba dość dobitnie pokazuje, że bez tej pary pozostałoby nam tylko granie o zwycięstwo z Bułgarami i walka w kolejnych meczach z małymi szansami na wygrywanie. W najmocniejszym składzie ten zespół może osiągnąć wiele. Ćwierćfinał na pewno.
Bez Gortata doskonale grał Lampe. Zdobywał regularnie dużo punktów na bardzo dobrej skuteczności. Bez Marcina jednak zespół przegrywał dość wyraźnie, a czasami wręcz kompromitująco. Gortat to centralna postać tego zespołu. Gortat robi na parkiecie wszelkie koszykarsko widoczne rzeczy, ale po za tym skleja obronę, rywale inaczej zapatrują się na penetracje pod kosz, Marcin dyryguje, Marcin jest liderem mentalnym, którego poza nim w tym składzie absolutnie brak. Należy jednak zaznaczyć, że Marcin jak na centra i to grającego w takim stylu, był zbyt mało skuteczny. Dziwne rzuty po zawahaniu z półdystansu wyjątkowo nie wpadały. Nie zmienia to faktów. Bez Gortata nie ma silnej reprezentacji Polski.
David Logan. Robi dobre rzeczy w tej reprezentacji. Penetruje pod kosz, skupia na sobie obronę rywali, potrafi znaleźć partnerów. Ale to co charakteryzuje jego grę to zupełnie niepotrzebne zabieranie się za rozegranie, częste straty na koźle i w podaniach, słaba skuteczność ogólna, bardzo słaba za 3. Przez te 9 meczów nie zobaczyliśmy niczego, co wskazywałoby na to, że trener próbuje coś w tej kwestii zmienić. Logan nie trafia za 3, a przecież po to był ściągany. Logan także nie wywiązuje się z tego, z czego nie wywiązywał się w na poziomie Euroligowym, czyli nie jest pewnym graczem na decydujące akcje. Dwa rzuty za 3 przeciw Chorwacji nie wiele tu zmieniają, a przecież to właśnie bycie takim liderem miało być także głównym argumentem za jakże niezbędną naturalizacją.
Bardzo bym się cieszył, gdyby Katzurin w końcu to dostrzegł. Aby sprawił, żeby ten gracz w końcu zaczął grać odpowiedzialnie i inteligentnie. Jeśli to się nie uda, chciałbym zobaczyć innych graczy w rolach głównych.
Nasi rozgrywający. W przekroju wszystkich wszystkich meczów lepiej prezentował się Szubarga. Zaczynał w pierwszej piątce, dostawał więcej minut i zaufania. Z napędzania szybkiej gry, czy bardzo skutecznego wkręcania się pod kosz, wywiązuje się bardzo dobrze. Jednak w ważnych momentach zdecydowanie brakuje mu koncepcji, co zrobić z piłką. Ma także nie najlepszy rzut z dystansu. A mamy w tej reprezentacji lepszego od Krzyśka Koszarka, który nie wiadomo dlaczego nie funkcjonuje u Mulego. Łukasz jest bardziej wszechstronny. Ma dobre minięcie, rzut, większe doświadczenie i na prowadzenie końcowych decydujących minut meczu nadaje się o wiele lepiej. Pokazał to jak na razie głównie przeciwko Hiszpanom, ale rozwiązanie, w którym to on jest tym pierwszym, a Szubarga daje energię z ławki, naprawdę wyszłoby na dobre tej reprezentacji.
Michał Ignerski. Problemy z jego skutecznością widzieli wszyscy. W międzyczasie była też drobna kontuzja i lepszy okres gry Roszyka. Michał zapewnia, że skuteczność to kwestia to kwestia treningu i że na Wrocław będzie wszystko w porządku. Miejmy nadzieję. 5/6 za 3 przeciw Hiszpanii wzbudziło nadzieje. Wciąż w grze Michała brakuje jego niegdyś silnej strony, czyli gry na koźle z ciągiem na kosz i wykończenia akcji deprymującymi rywala wsadami. Oby to wróciło.
Pozostali gracze. Szewczyk, Roszyk, Wójcik. Bardzo dobrze, że są na naszej ławce. Szewczyk gra świetnie, ale przy Lampe i Gortacie nie ma jak się rozwinąć. Roszyk to pewna obrona, a Oława doświadczenie. Czasami jednak Wójcik miewa już problemy na tym najwyższym europejskim i światowym poziomie. Kitzinger nie miał okazji się wykazać, a Witka i Chyliński są - ale nie do końca wiadomo, po co.
Trener. Moim zdaniem to najsłabszy element całej reprezentacji. Katzurin zawęża rotację głębokiego składu i całą grę buduje na indywidualnych możliwościach kilku zawodników. Nie widać nigdzie tej wartości dodanej. Poza rzeczami oczywistymi do zrobienia i różnymi błędami nie bardzo cokolwiek widać. Niektórzy bardzo dobrzy gracze nie funkcjonują, albo są już poza składem. Trener nie jest liderem mentalnym, a motywację pozostawia samym zawodnikom. Postawmy sobie pytanie - co wniósł do tej reprezentacji Muli Katzurin? Ja mam problemy ze znalezieniem odpowiedzi.
Oczywiście krytyka przeważa w tym tekście. Po pierwsze. Po 3-6 w sparingach nie jest to chyba nienaturalne. A przypomnijmy, że trener nie testował rozwiązań, tylko męczył docelową, podstawową rotację. Po drugie. Niektóre mocne strony i potencjał tej reprezentacji są zbyt oczywiste, żeby po raz kolejny je przypominać. Po trzecie. Z całą pewnością wynika to z dość wysokich wymagań stawianych przeze mnie tej reprezentacji. Często powtarzanie założenie: wygrać z Bułgarią, a później co się uda, jest po prostu zniewagą dla możliwości tych chłopaków.
Założenie powinny być następujące: z Bułgarią po prostu wygrać, z Litwą i Turcją 2-0, albo 1-1, ograć Serbię, zagrać na maksa ze Słowenią i Hiszpanią. I dopiero później co się uda. Z zaznaczeniem, że awans na MŚ jest tak naprawdę kluczowym celem na tym EuroBaskecie.
Wybrańcy Mulego
Sporo się ostatnio działo wokół naszej reprezentacji. Dwie najważniejsze kwestie, czyli ostateczny testmecz oraz ogłoszenie składu na wrześniowy Eurobasket już za nami. Pora na pierwsze wnioski.
Owocem dotychczasowej pracy trenera kadry jest wyselekcjonowanie grupy najlepszych jego zdaniem zawodników, których zabierze do Wrocławia na ten najważniejszy dla naszego basketu turniej. Trzech graczy z dotychczasowej grupy treningowej musiało pożegnać się z marzeniami o występie na mistrzostwach Europy. Mamy tu dwie decyzje spodziewane i jedną niespodziankę – do domu wracają Filip Dylewicz i Paweł Kikowski, zaś w odwodzie strategicznym pozostaje Robert Skibniewski.
Jeśli chodzi o Kikowskiego i Skibę, trudno było spodziewać się innej decyzji po obejrzeniu dotychczasowych sparingów reprezentacji. Można się zastanawiać, czy wychowanek Kotwicy byłby lepszym uzupełnieniem zespołu od, np. Iwo Kitzingera czy Michała Chylińskiego. Kontrowersje są, ale wydaje się, że Muli Katzurin ma nad nami dwie przewagi w ewentualnej debacie. Po pierwsze to on jest z zawodnikami na co dzień i wie, kto spisuje się lepiej w pracy. Po drugie, to on musi stworzyć koncepcję gry i dobrać graczy, którzy ją najlepiej zrealizują.
Po tym oczywistym wstępie myślę, że selekcjonerowi chodzi stworzenie drużyny wyrazistej. Niscy gracze mają grać szybko, przede wszystkim kreując grę wysokich graczy i dostarczając im maksimum piłek pod kosz. Stąd cenni są potencjalni rozgrywający, a taką rolę mogą pełnić lepiej (Chyliński) lub gorzej (Kitzinger) jego wybrańcy. Kikowski jest utalentowanym strzelcem i ma za sobą dwa bardzo dobre sezony – w przeciwieństwie do Michała czy Iwona. Jego najbardziej mi spośród odrzuconych żal, bo liczyłem na jego występ. Niestety on rozgrywającym nie będzie, a strzelcem z licencją na trafianie z obwodu ma być David Logan. Ciekawa jest drogą, którą przebył gracz Clinicas Rincon. Rok temu to on mógł czuć żal z powodu nie otrzymania szansy na grę. Po krótkim epizodzie Katzurin podziękował mu za grę i stawiał bardziej na Kitzingera czy Kikowskiego. Teraz Chylu w krótkim czasie z jednego z ostatnich w rotacji stał się pełnoprawnym członkiem zespołu. Widać więc, że trener się „nie obraża” na zawodników tylko modyfikuje taktykę. Poza tym Chyliński przekonał go swoją grą, że pożytecznym jest jako combo guard, a nie skrzydłowy, co pozwoliło mu otrzymać bilet na mistrzostwa.
Największy szok zafundował nam jednak trener stawiając wyżej Roberta Witkę nad Dylewicza. Wychowanek Astorii Bydgoszcz nieraz pokazywał swoja wyższość nad graczem Turowa w pojedynkach ligowych, zaś jego doświadczenie z boisk Euroligi wydawało się bezcenne. Nic z tego –na Eurobasket pojedzie Witka, który dał się zapamiętać głównie dzięki „trójce” rzuconej Chorwatom w końcówce pierwszego sparingu. Dylu grał częściej i więcej w meczach kontrolnych, ale w końcówce przygotowań jego rola spadała z meczu na mecz. Skąd ta zmiana? Moje zgadywanie – Katzurin ustawia nas pod przeciwników. Popatrzcie z kim gramy w naszej grupie (Litwa, Bułgaria, Turcja) oraz potencjalnie w boju o ćwierćfinał (Hiszpania, Słowenia, Serbia/Wielka Brytania). Spójrzcie na ich pierwszą linię (obsada pozycji od niskiego skrzydłowego do środkowego) – sami wysocy, silni i sprawni atleci. Nierzadko niski skrzydłowy bywa wyższy od Dyla, grającego na „czwórce”. Mistrz Polski z Sopotu nieraz nadrabiał różnicę wzrostu sprytem, ale w walce z takimi gladiatorami, jak Iliasova, bracia Lavrinovic, czy Dejan Ivanov, nie mówiąc o gwiazdach Słowenii, czy Hiszpanii trzeba jeszcze „ukryć” braki siły i kilogramów. Witka jest nieco wyższy (choć bez przesady) i lepiej radzi sobie pod samym koszem. Poza tym pełnić ma rolę piątego „wysokiego”, a taki gracz z założenia łata dziury na czwórce i piątce. Dylu kontra Gasol? Wybaczcie, ale on go nawet nie sfauluje bez akcji dwa plus jeden..
Ciężar naszej gry spoczywać ma na barkach duetu Gortat –Lampe pod koszem oraz Logana, i małych rozgrywających na obwodzie. Reszta graczy dopełnia skład i teraz mniej więcej wiemy o co chodzi selekcjonerowi. Pozostaje trzymać kciuki, by plan zadziałał.
Skład Polski na Eurobasket
Rozgrywający: Krzysztof Szubarga, Łukasz Koszarek, Iwo Kitzinger
Obrońcy: David Logan, Michał Chyliński
Niscy skrzydłowi: Michał Ignerski, Krzysztof Roszyk
Silni skrzydłowi: Maciej Lampe, Adam Wójcik, Robert Witka
Środkowi: Marcin Gortat, Szymon Szewczyk
Owocem dotychczasowej pracy trenera kadry jest wyselekcjonowanie grupy najlepszych jego zdaniem zawodników, których zabierze do Wrocławia na ten najważniejszy dla naszego basketu turniej. Trzech graczy z dotychczasowej grupy treningowej musiało pożegnać się z marzeniami o występie na mistrzostwach Europy. Mamy tu dwie decyzje spodziewane i jedną niespodziankę – do domu wracają Filip Dylewicz i Paweł Kikowski, zaś w odwodzie strategicznym pozostaje Robert Skibniewski.
Jeśli chodzi o Kikowskiego i Skibę, trudno było spodziewać się innej decyzji po obejrzeniu dotychczasowych sparingów reprezentacji. Można się zastanawiać, czy wychowanek Kotwicy byłby lepszym uzupełnieniem zespołu od, np. Iwo Kitzingera czy Michała Chylińskiego. Kontrowersje są, ale wydaje się, że Muli Katzurin ma nad nami dwie przewagi w ewentualnej debacie. Po pierwsze to on jest z zawodnikami na co dzień i wie, kto spisuje się lepiej w pracy. Po drugie, to on musi stworzyć koncepcję gry i dobrać graczy, którzy ją najlepiej zrealizują.
Po tym oczywistym wstępie myślę, że selekcjonerowi chodzi stworzenie drużyny wyrazistej. Niscy gracze mają grać szybko, przede wszystkim kreując grę wysokich graczy i dostarczając im maksimum piłek pod kosz. Stąd cenni są potencjalni rozgrywający, a taką rolę mogą pełnić lepiej (Chyliński) lub gorzej (Kitzinger) jego wybrańcy. Kikowski jest utalentowanym strzelcem i ma za sobą dwa bardzo dobre sezony – w przeciwieństwie do Michała czy Iwona. Jego najbardziej mi spośród odrzuconych żal, bo liczyłem na jego występ. Niestety on rozgrywającym nie będzie, a strzelcem z licencją na trafianie z obwodu ma być David Logan. Ciekawa jest drogą, którą przebył gracz Clinicas Rincon. Rok temu to on mógł czuć żal z powodu nie otrzymania szansy na grę. Po krótkim epizodzie Katzurin podziękował mu za grę i stawiał bardziej na Kitzingera czy Kikowskiego. Teraz Chylu w krótkim czasie z jednego z ostatnich w rotacji stał się pełnoprawnym członkiem zespołu. Widać więc, że trener się „nie obraża” na zawodników tylko modyfikuje taktykę. Poza tym Chyliński przekonał go swoją grą, że pożytecznym jest jako combo guard, a nie skrzydłowy, co pozwoliło mu otrzymać bilet na mistrzostwa.
Największy szok zafundował nam jednak trener stawiając wyżej Roberta Witkę nad Dylewicza. Wychowanek Astorii Bydgoszcz nieraz pokazywał swoja wyższość nad graczem Turowa w pojedynkach ligowych, zaś jego doświadczenie z boisk Euroligi wydawało się bezcenne. Nic z tego –na Eurobasket pojedzie Witka, który dał się zapamiętać głównie dzięki „trójce” rzuconej Chorwatom w końcówce pierwszego sparingu. Dylu grał częściej i więcej w meczach kontrolnych, ale w końcówce przygotowań jego rola spadała z meczu na mecz. Skąd ta zmiana? Moje zgadywanie – Katzurin ustawia nas pod przeciwników. Popatrzcie z kim gramy w naszej grupie (Litwa, Bułgaria, Turcja) oraz potencjalnie w boju o ćwierćfinał (Hiszpania, Słowenia, Serbia/Wielka Brytania). Spójrzcie na ich pierwszą linię (obsada pozycji od niskiego skrzydłowego do środkowego) – sami wysocy, silni i sprawni atleci. Nierzadko niski skrzydłowy bywa wyższy od Dyla, grającego na „czwórce”. Mistrz Polski z Sopotu nieraz nadrabiał różnicę wzrostu sprytem, ale w walce z takimi gladiatorami, jak Iliasova, bracia Lavrinovic, czy Dejan Ivanov, nie mówiąc o gwiazdach Słowenii, czy Hiszpanii trzeba jeszcze „ukryć” braki siły i kilogramów. Witka jest nieco wyższy (choć bez przesady) i lepiej radzi sobie pod samym koszem. Poza tym pełnić ma rolę piątego „wysokiego”, a taki gracz z założenia łata dziury na czwórce i piątce. Dylu kontra Gasol? Wybaczcie, ale on go nawet nie sfauluje bez akcji dwa plus jeden..
Ciężar naszej gry spoczywać ma na barkach duetu Gortat –Lampe pod koszem oraz Logana, i małych rozgrywających na obwodzie. Reszta graczy dopełnia skład i teraz mniej więcej wiemy o co chodzi selekcjonerowi. Pozostaje trzymać kciuki, by plan zadziałał.
Skład Polski na Eurobasket
Rozgrywający: Krzysztof Szubarga, Łukasz Koszarek, Iwo Kitzinger
Obrońcy: David Logan, Michał Chyliński
Niscy skrzydłowi: Michał Ignerski, Krzysztof Roszyk
Silni skrzydłowi: Maciej Lampe, Adam Wójcik, Robert Witka
Środkowi: Marcin Gortat, Szymon Szewczyk
Statystyki po Saragossie
Dopełnienie statystyk produktywności graczy reprezentacji przedstawianych po każdym etapie przygotowań. Tym razem standardowo ale i także z podziałem na wysokich i niskich (dość naturalne przy dobranych wskaźnikach) oraz pierwszą piątkę i rezerwy. Włączona cała trzynastka, która liczyła się w walce o miejsce w składzie.
punkty/rzuty
Chyliński 1,73
Szewczyk 1,67
Szubarga 1,57
Lampe 1,36
Dylewicz 1,31
Wójcik 1,28
Roszyk 1,25
Witka 1,23
Gortat 1,18
Koszarek 1,16
Ignerski 1,08
Logan 1,08
Kitzinger 0,8
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Gortat 0,61
Lampe 0,60
Dylewicz 0,45
Witka 0,41
Wójcik 0,37
Logan 0,33
Ignerski 0,32
Koszarek 0,32
Szubarga 0,32
Chyliński 0,27
Roszyk 0,27
Kitzinger -0,05
PODKOSZOWI:
punkty/rzuty
Szewczyk 1,67
Lampe 1,36
Dylewicz 1,31
Wójcik 1,28
Witka 1,23
Gortat 1,18
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Gortat 0,61
Lampe 0,60
Dylewicz 0,45
Witka 0,41
Wójcik 0,37
OBWODOWI:
punkty/rzuty
Chyliński 1,73
Szubarga 1,57
Roszyk 1,25
Koszarek 1,16
Ignerski 1,08
Logan 1,08
Kitzinger 0,8
EVAL/minuty
Logan 0,33
Ignerski 0,32
Koszarek 0,32
Szubarga 0,32
Chyliński 0,27
Roszyk 0,27
Kitzinger -0,05
PIERWSZA PIĄTKA:
punkty/rzuty
Szubarga 1,57
Lampe 1,36
Gortat 1,18
Ignerski 1,08
Logan 1,08
EVAL/minuty
Gortat 0,61
Lampe 0,60
Logan 0,33
Ignerski 0,32
Szubarga 0,32
REZERWOWI:
punkty/rzuty
Chyliński 1,73
Szewczyk 1,67
Dylewicz 1,31
Wójcik 1,28
Roszyk 1,25
Witka 1,23
Koszarek 1,16
Kitzinger 0,8
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Dylewicz 0,45
Witka 0,41
Wójcik 0,37
Koszarek 0,32
Chyliński 0,27
Roszyk 0,27
Kitzinger -0,05
To tak na szybko. Na szersze wnioski po wszystkich sparingach przyjdzie czas.
punkty/rzuty
Chyliński 1,73
Szewczyk 1,67
Szubarga 1,57
Lampe 1,36
Dylewicz 1,31
Wójcik 1,28
Roszyk 1,25
Witka 1,23
Gortat 1,18
Koszarek 1,16
Ignerski 1,08
Logan 1,08
Kitzinger 0,8
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Gortat 0,61
Lampe 0,60
Dylewicz 0,45
Witka 0,41
Wójcik 0,37
Logan 0,33
Ignerski 0,32
Koszarek 0,32
Szubarga 0,32
Chyliński 0,27
Roszyk 0,27
Kitzinger -0,05
PODKOSZOWI:
punkty/rzuty
Szewczyk 1,67
Lampe 1,36
Dylewicz 1,31
Wójcik 1,28
Witka 1,23
Gortat 1,18
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Gortat 0,61
Lampe 0,60
Dylewicz 0,45
Witka 0,41
Wójcik 0,37
OBWODOWI:
punkty/rzuty
Chyliński 1,73
Szubarga 1,57
Roszyk 1,25
Koszarek 1,16
Ignerski 1,08
Logan 1,08
Kitzinger 0,8
EVAL/minuty
Logan 0,33
Ignerski 0,32
Koszarek 0,32
Szubarga 0,32
Chyliński 0,27
Roszyk 0,27
Kitzinger -0,05
PIERWSZA PIĄTKA:
punkty/rzuty
Szubarga 1,57
Lampe 1,36
Gortat 1,18
Ignerski 1,08
Logan 1,08
EVAL/minuty
Gortat 0,61
Lampe 0,60
Logan 0,33
Ignerski 0,32
Szubarga 0,32
REZERWOWI:
punkty/rzuty
Chyliński 1,73
Szewczyk 1,67
Dylewicz 1,31
Wójcik 1,28
Roszyk 1,25
Witka 1,23
Koszarek 1,16
Kitzinger 0,8
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Dylewicz 0,45
Witka 0,41
Wójcik 0,37
Koszarek 0,32
Chyliński 0,27
Roszyk 0,27
Kitzinger -0,05
To tak na szybko. Na szersze wnioski po wszystkich sparingach przyjdzie czas.
środa, 26 sierpnia 2009
Spoty EuroBasket
TVP wyprodukowała sporą liczbę spotów promujących EuroBasket. Czasami lepiej bądź gorzej korzystając ze sprawdzonych wzorców. Oto niektóre z nich:
Sporo tego. Dość różnorodnie. Widać, że temat potraktowany poważnie. Zobaczymy ile z tego zostanie puszczone w TVP 1, TVP 2 czy TVP Info.
Żeby zobaczyć wszystko co do tej pory zrobiła TVP polecam listę odtwarzania ze wszystkimi do tej pory wrzuconymi filmikami.
Sporo tego. Dość różnorodnie. Widać, że temat potraktowany poważnie. Zobaczymy ile z tego zostanie puszczone w TVP 1, TVP 2 czy TVP Info.
Żeby zobaczyć wszystko co do tej pory zrobiła TVP polecam listę odtwarzania ze wszystkimi do tej pory wrzuconymi filmikami.
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Chorwacja - czas najwyższy
PG Zoran Planinić, Marko Popović
SG Roko-Leni Ukić, Davor Kus, Damir Rančić
SF Marin Rozić, Mario Stojić
PF Marko Banić, Krešimir Lončar, Ante Tomić
C Mario Kasun, Nikola Vujčić, Sandro Nicević, Nikola Prkačin
trener: Jasmin Repeša
Pora już chyba odpowiednia, żeby zacząć się zajmować co ciekawszymi ekipami, które wystąpią na wrześniowych Mistrzostwach Europy w Polsce. Chorwaci to dla mnie najciekawszy zespół. Od lat nie są na medalowych pozycjach, od lat nie są brani pod uwagę jeśli chodzi o europejską czołówkę. Od dwóch lat są jednak groźnym zespołem, który dwukrotnie zatrzymał się na ćwierćfinałach, a teraz jeszcze mocniejszy czeka na wielki sukces.
O dawnych sukcesach Chorwatów: Petrovicia, Kukoča, Rađy, Vrankovicia w barwach Jugosławii i Chorwacji wspomniałem już przy okazji tekstu o potędze koszykarskiej ZSRR i Jugosławii. Nie ma chyba sensu opowiadać o tym wszystkim jeszcze raz. O Barcelonie '92, karierach tych zawodników, tragicznym wypadku Dražena. Od tamtych czasów Chorwacja wypadła ze ścisłej europejskiej i światowej czołówki. Teraz czas na zmiany.
Dlaczego? Przyczyn jest naprawdę wiele. Chorwaci wystawią najmocniejszy zespół od lat, a dotychczasowa czołówka europejska jest osłabiona. Jak w wielu dyscyplinach po Igrzyskach Olimpisjkich nadchodzi pora na nowe rozdanie. Niezmiennie nieprawdopodobnie silni są Hiszpanie. Wciąż mają motywację, bo choć od 10 lat są w pierwszej czwórce ME, to tytułu zdobyć nie mogą. Poza tym z medalistów: Niemcy i Rosja to jednosezonowe wybryki, na dodatek bez najlepszych zawodników. Litwinom z ciągnącej ich w ostatnim czwórki Siskauskas, Kaukenas, Jasikevicus, Kleiza został tylko ten ostatni. Oczywiście skład wciąż jest wypchany znanymi nazwiskami, ale brakuje tych wielkich na decydujące momenty, brak siły na rozegraniu będzie bardzo bolesny.
Podobnie jest z Grekami. Ekipa osłabiona, nadal próbująca robić zmianę pokoleniową, z Kazlauskasem zastępującym pogubionego trochę Giannakisa. Po genialnym meczu przeciwko USA i srogich batach od Hiszpanii w finale MŚ 2006 coś się w greckiej koszykówce skończyło i nie wiadomo kiedy wróci. W lepszych składach niż obecnie Grecy na podium nie wskakiwali, a lista braków wobec ekipy Mistrzów Europy sprzed czterech lat jest spora: Papaloukas, Diamantidis, Papadopoulos, Tsartsaris, Dikoudis, Kakiouzis, Hatzivrettas, Vassilopoulos.
Główni rywale Hrvatskiej do bycia drugim po Hiszpanii to Słoweńcy i Francuzi. Dwie ekipy z ogromnymi możliwościami indywidualnymi, z wprost proporcjonalnymi do talentu skłonnościami do jego marnowania. Głównie za sprawą tego, że obie federacje mają skłonności do zatrudniania bardzo przeciętnych szkoleniowców, kurczowo trzymając się kierunku krajowego.
Ale wracając do Chorwatów. Na poprzednim EuroBaskecie najpierw wygrali pierwszą fazę grupową ogrywając gospodarzy Hiszpanów jednym punktem, dzięki rzutowi za Marko Tomasa w ostatnich sekundach. Później przegrali wszystko w drugiej fazie, ale i tak awansowali do ćwierćfinału. A tam rozegrali bardzo wyrównany pojedynek z późniejszymi brązowymi medalistami - Litwinami. Głównie przez fatalnie wykonywane rzuty osobiste. Warto także dodać, że był to ich pierwszy turniej pod wodzą Jasmina Repešy, który prowadzi ten zespół od 2006 roku.
Ostatecznie zajęli szóste miejsce i uzyskali awans na dodatkowy turniej kwalifikacyjny do IO. Te przeszli bez większych problemów. W Pekinie znów awansowali do ćwierćfinału. Przegrywając wcześniej z Argentyną, znów Litwą, a w samej walce o awans nie mając większych szans przeciwko Hiszpanom. Co warto zaznaczyć spotkania z europejskimi rywalami grali osłabieni brakiem Marko Popovicia. Tym sposobem kolejny turniej zakończyli na 6. lokacie.
Skład z którego odpadł właśnie Marko Tomas, można opisywać praktycznie w samych superlatywach. Mają niesłychanie szeroki skład. Trzon gra ze sobą od wielu już lat, pod jednym trenerem. Skład będzie najmocniejszy od lat jak już wspominałem, bo po raz pierwszy od dawna razem zagrają Mario Kasun i Nikola Vujcić, bo większość graczy jest daleko od sportowej emerytury, ale już bogata w doświadczenie, Ukić się rozwija, pod koszem pojawia się nowa perełka - Ante Tomić. Tworzą kolektyw, nigdy się nie poddają. Myślę, że Planinić jest gotów poprowadzić tę drużynę do czegoś wielkiego. Dysponują zabójczą bronią w postaci skuteczność z dystansu. W ostatnich latach obowiązywania linii 6,25 (6,75 od ME 2011 na Litwie) jest to jeden z kluczy do wygrywania.
Na obwodzie często grywają systemem na dwóch a nawet trzech rozgrywających, co daje bardzo duży uniwersalizm i elastyczność w reagowaniu w na wydarzenia boiskowe. Dysponują niezłą defensywą - Davor Kus może być wysłany do każdego najsilniejszego rywala. Pod koszem jest problem bogactwa - problemy zdrowotne Niksy Prkačina minimalnie go zmniejszają. A żeby pokazać jakie Chorwaci mają możliwości w tym zakresie można wymienić wszystkich tych wysokich, których w kadrze nie ma: Stanko Barać, Drago Pašalić, Damjan Rudež, Damir Markota, Goran Suton, Mario Delaš, Tomislav Zubčić, Dalibor Bagarić, Andrija Žižić czy Bruno Šundov.
Do tego wszystkiego Chorwaci trafili do łatwiejszej połówki EuroBasketu, gdzie najwięksi ich rywale to Francuzi i Grecy, a poza tym już tylko solidni Łotysze, Izrealczycy, Macedończycy, Rosjanie czy Niemcy. To powinno im zapewnić dobre rozstawienie przed fazą pucharową. W każdym razie obok Hiszpanów to dla mnie pierwszy kandydat do finału.
SG Roko-Leni Ukić, Davor Kus, Damir Rančić
SF Marin Rozić, Mario Stojić
PF Marko Banić, Krešimir Lončar, Ante Tomić
C Mario Kasun, Nikola Vujčić, Sandro Nicević, Nikola Prkačin
trener: Jasmin Repeša
Pora już chyba odpowiednia, żeby zacząć się zajmować co ciekawszymi ekipami, które wystąpią na wrześniowych Mistrzostwach Europy w Polsce. Chorwaci to dla mnie najciekawszy zespół. Od lat nie są na medalowych pozycjach, od lat nie są brani pod uwagę jeśli chodzi o europejską czołówkę. Od dwóch lat są jednak groźnym zespołem, który dwukrotnie zatrzymał się na ćwierćfinałach, a teraz jeszcze mocniejszy czeka na wielki sukces.
O dawnych sukcesach Chorwatów: Petrovicia, Kukoča, Rađy, Vrankovicia w barwach Jugosławii i Chorwacji wspomniałem już przy okazji tekstu o potędze koszykarskiej ZSRR i Jugosławii. Nie ma chyba sensu opowiadać o tym wszystkim jeszcze raz. O Barcelonie '92, karierach tych zawodników, tragicznym wypadku Dražena. Od tamtych czasów Chorwacja wypadła ze ścisłej europejskiej i światowej czołówki. Teraz czas na zmiany.
Dlaczego? Przyczyn jest naprawdę wiele. Chorwaci wystawią najmocniejszy zespół od lat, a dotychczasowa czołówka europejska jest osłabiona. Jak w wielu dyscyplinach po Igrzyskach Olimpisjkich nadchodzi pora na nowe rozdanie. Niezmiennie nieprawdopodobnie silni są Hiszpanie. Wciąż mają motywację, bo choć od 10 lat są w pierwszej czwórce ME, to tytułu zdobyć nie mogą. Poza tym z medalistów: Niemcy i Rosja to jednosezonowe wybryki, na dodatek bez najlepszych zawodników. Litwinom z ciągnącej ich w ostatnim czwórki Siskauskas, Kaukenas, Jasikevicus, Kleiza został tylko ten ostatni. Oczywiście skład wciąż jest wypchany znanymi nazwiskami, ale brakuje tych wielkich na decydujące momenty, brak siły na rozegraniu będzie bardzo bolesny.
Podobnie jest z Grekami. Ekipa osłabiona, nadal próbująca robić zmianę pokoleniową, z Kazlauskasem zastępującym pogubionego trochę Giannakisa. Po genialnym meczu przeciwko USA i srogich batach od Hiszpanii w finale MŚ 2006 coś się w greckiej koszykówce skończyło i nie wiadomo kiedy wróci. W lepszych składach niż obecnie Grecy na podium nie wskakiwali, a lista braków wobec ekipy Mistrzów Europy sprzed czterech lat jest spora: Papaloukas, Diamantidis, Papadopoulos, Tsartsaris, Dikoudis, Kakiouzis, Hatzivrettas, Vassilopoulos.
Główni rywale Hrvatskiej do bycia drugim po Hiszpanii to Słoweńcy i Francuzi. Dwie ekipy z ogromnymi możliwościami indywidualnymi, z wprost proporcjonalnymi do talentu skłonnościami do jego marnowania. Głównie za sprawą tego, że obie federacje mają skłonności do zatrudniania bardzo przeciętnych szkoleniowców, kurczowo trzymając się kierunku krajowego.
Ale wracając do Chorwatów. Na poprzednim EuroBaskecie najpierw wygrali pierwszą fazę grupową ogrywając gospodarzy Hiszpanów jednym punktem, dzięki rzutowi za Marko Tomasa w ostatnich sekundach. Później przegrali wszystko w drugiej fazie, ale i tak awansowali do ćwierćfinału. A tam rozegrali bardzo wyrównany pojedynek z późniejszymi brązowymi medalistami - Litwinami. Głównie przez fatalnie wykonywane rzuty osobiste. Warto także dodać, że był to ich pierwszy turniej pod wodzą Jasmina Repešy, który prowadzi ten zespół od 2006 roku.
Ostatecznie zajęli szóste miejsce i uzyskali awans na dodatkowy turniej kwalifikacyjny do IO. Te przeszli bez większych problemów. W Pekinie znów awansowali do ćwierćfinału. Przegrywając wcześniej z Argentyną, znów Litwą, a w samej walce o awans nie mając większych szans przeciwko Hiszpanom. Co warto zaznaczyć spotkania z europejskimi rywalami grali osłabieni brakiem Marko Popovicia. Tym sposobem kolejny turniej zakończyli na 6. lokacie.
Skład z którego odpadł właśnie Marko Tomas, można opisywać praktycznie w samych superlatywach. Mają niesłychanie szeroki skład. Trzon gra ze sobą od wielu już lat, pod jednym trenerem. Skład będzie najmocniejszy od lat jak już wspominałem, bo po raz pierwszy od dawna razem zagrają Mario Kasun i Nikola Vujcić, bo większość graczy jest daleko od sportowej emerytury, ale już bogata w doświadczenie, Ukić się rozwija, pod koszem pojawia się nowa perełka - Ante Tomić. Tworzą kolektyw, nigdy się nie poddają. Myślę, że Planinić jest gotów poprowadzić tę drużynę do czegoś wielkiego. Dysponują zabójczą bronią w postaci skuteczność z dystansu. W ostatnich latach obowiązywania linii 6,25 (6,75 od ME 2011 na Litwie) jest to jeden z kluczy do wygrywania.
Na obwodzie często grywają systemem na dwóch a nawet trzech rozgrywających, co daje bardzo duży uniwersalizm i elastyczność w reagowaniu w na wydarzenia boiskowe. Dysponują niezłą defensywą - Davor Kus może być wysłany do każdego najsilniejszego rywala. Pod koszem jest problem bogactwa - problemy zdrowotne Niksy Prkačina minimalnie go zmniejszają. A żeby pokazać jakie Chorwaci mają możliwości w tym zakresie można wymienić wszystkich tych wysokich, których w kadrze nie ma: Stanko Barać, Drago Pašalić, Damjan Rudež, Damir Markota, Goran Suton, Mario Delaš, Tomislav Zubčić, Dalibor Bagarić, Andrija Žižić czy Bruno Šundov.
Do tego wszystkiego Chorwaci trafili do łatwiejszej połówki EuroBasketu, gdzie najwięksi ich rywale to Francuzi i Grecy, a poza tym już tylko solidni Łotysze, Izrealczycy, Macedończycy, Rosjanie czy Niemcy. To powinno im zapewnić dobre rozstawienie przed fazą pucharową. W każdym razie obok Hiszpanów to dla mnie pierwszy kandydat do finału.
niedziela, 23 sierpnia 2009
Statystyki po Bambergu
Kontynuacja statystyk produktywności graczy naszej reprezentacji w sparingach. Poprzednie: po Londynie, po Łodzi. Mało liczący się Witka, Kitzinger i Kikowski znów pominięci.
punkty/rzuty
Chyliński 1,92
Szewczyk 1,71
Szubarga 1,53
Lampe 1,47
Dylewicz 1,31
Roszyk 1,25
Wójcik 1,18
Gortat 1,17
Koszarek 1,11
Logan 1,03
Ignerski 0,9
EVAL/minuty
Szewczyk 0,67
Lampe 0,64
Gortat 0,62
Dylewicz 0,45
Wójcik 0,36
Koszarek 0,30
Szubarga 0,29
Roszyk 0,29
Logan 0,29
Chyliński 0,28
Ignerski 0,27
punkty/rzuty
Chyliński 1,92
Szewczyk 1,71
Szubarga 1,53
Lampe 1,47
Dylewicz 1,31
Roszyk 1,25
Wójcik 1,18
Gortat 1,17
Koszarek 1,11
Logan 1,03
Ignerski 0,9
EVAL/minuty
Szewczyk 0,67
Lampe 0,64
Gortat 0,62
Dylewicz 0,45
Wójcik 0,36
Koszarek 0,30
Szubarga 0,29
Roszyk 0,29
Logan 0,29
Chyliński 0,28
Ignerski 0,27
3 sekundy na polskikosz.pl
Niektórzy pewnie już zauważyli, niektórzy jeszcze nie. 3 sekundy znalazły się wśród blogów linkowanych na stronie głównej polskikosz.pl.
polskikosz.pl zmienił szatę graficzną, ale jest to tylko jedna ze zmian mająca na celu rozwój portalu. My mamy nadzieję, że będzie to dla nas kolejny krok w kierunku naszego rozwoju. Z całą pewnością ta nowa współpraca będzie źródłem nowej motywacji do dalszego i lepszego pisania o baskecie.
Choć na jakieś większe podsumowania przyjdzie czas już za niedługo, kiedy walnie nam rok blogowej działalności, ale już teraz korzystając z okazji, chcielibyśmy podziękować wszystkim tym, którzy czytają nasze wypociny oraz tym, którzy przyczynili i wciąż przyczyniają się do tego, że docierają one do co raz szerszego grona fanów koszykówki.
polskikosz.pl zmienił szatę graficzną, ale jest to tylko jedna ze zmian mająca na celu rozwój portalu. My mamy nadzieję, że będzie to dla nas kolejny krok w kierunku naszego rozwoju. Z całą pewnością ta nowa współpraca będzie źródłem nowej motywacji do dalszego i lepszego pisania o baskecie.
Choć na jakieś większe podsumowania przyjdzie czas już za niedługo, kiedy walnie nam rok blogowej działalności, ale już teraz korzystając z okazji, chcielibyśmy podziękować wszystkim tym, którzy czytają nasze wypociny oraz tym, którzy przyczynili i wciąż przyczyniają się do tego, że docierają one do co raz szerszego grona fanów koszykówki.
piątek, 21 sierpnia 2009
Eurobasket raport: Francja i Belgia powalczą o przepustkę
Dziś reprezentacja Polski rozgrywa trzeci już tego lata mecz z ekipą Chorwacji. Tymczasem w cieniu turnieju w Bambergu wyjaśnia się coraz więcej niewiadomych w obozach innych uczestników Eurobasketu.
Coraz bliżej jesteśmy poznania ostatniego uczestnika Mistrzostw Europy. Po serii spotkań grupowych w finałowym dwumeczu 27 i 30 sierpnia staną naprzeciw siebie zespoły Francji i Belgii. O ile obecność silnej ekipy Les Bleus nie stanowi tu zaskoczenia, o tyle awans do ostatecznej rozgrywki zespołu belgijskiego jest niespodzianką.
Grupa A od początku zapowiadała się na wyrównaną, jednakże na jej czele spodziewano się remisu z lekkim wskazaniem na Bośnię i Hercegowinę. Bardziej wyrównany skład miał zespołu z Bałkanów miął wziąć górę nad mało znaną ekipą Tomasa van den Spiegla, Axela Hervelle’a, wspartą Didierem Mbengą z LA Lakers. Drugie starcie obu pretendentów wygrali Belgowie (102:79) i po tym, jak się okazało przełomowym spotkaniu, zespół z serca Europy Zachodniej przypieczętował sukces zwycięstwem nad Portugalią ( 60:58), czemu Bośniacy mogli już tylko bezradnie przyglądać z daleka. Na bohatera zespołu Eddy’ego Casteelsa, obok Hervelle’a wyrósł skrzydłowy Jef van den Jonckheyd, który w kluczowym meczu z Bośnią zdobył 20 punktów.
Koszykówka w kraju Flamandów i Walonów charakteryzuje się znanym nam z końca lat 90 syndromem ligi silniejszej niż reprezentacja. Początek ostatniej dekady XX wieku, to czas niezłych występów drużyn klubowych z Belgii. To właśnie w barwach belgijskiego Spirou Charleroi Adam Wójcik miał szansę zaprezentować się koszykarskiej Europie w rozgrywkach Euroligi. Jednakże za dobrymi wynikami klubów nie szły sukcesy kadry narodowej. Dość powiedzieć, że reprezentacja tego kraju nie miała okazji do gry w elicie od.. 1993 roku.
Teraz nadarza się szansa, by to zmienić, ale na drodze tych marzeń staje rywal najsilniejszy z możliwych.
Trójkolorowi znad Sekwany i Loary dysponują największym potencjałem spośród drużyn walczących w dodatkowych kwalifikacjach do Eurobasketu. Mimo problemów zdrowotnych lidera, Tony’ego Parkera oraz urazu świetnego skrzydłowego Nicolasa Batuma zespół Vincenta Colleta pokazał rywalom miejsce w szeregu. Jedynie w pierwszym meczu z Włochami kibicom Francuzów mogła skoczyć adrenalina. Drugie spotkanie tych zespołów w Pau Orthez zakończyło się niespodziewanie wysokim zwycięstwem faworyzowanych gospodarzy (81:61). Oznacza to równocześnie, że po raz pierwszy od.. 1961 roku spadkobiercy Cesarstwa Rzymskiego nie zagrają na mistrzostwach Starego Kontynentu. Na naszych oczach dzieją się rzeczy historyczne.
Nie jest to jeszcze równoznaczne z udziałem Francuzów w „naszym” Eurobaskecie. Belgowie udowodnili, ze są gotowi do sprawiania niespodzianek. Z kolei na faworytach może się w końcu odbić sytuacja zdrowotna i wynikająca z tego nierówna forma Parkera. Belgowie najwyraźniej dobrze czują się w roli Kopciuszka, a tegoroczny Eurobasket może sprzyjać potknięciom faworytów..
Poza boiskiem też dzieje się całkiem sporo. Koszykarska Hiszpania trzyma kciuki za swego lidera, Pau Gasola. Wychowanek Barcelony po długich wahaniach zgodził się wziąć udział we wrześniowym turnieju, ale teraz na przeszkodzie jego występów stoi złamany palec. Pau toczy więc ponoć twardy bój o szybki powrót do gry i uspokaja, że zdąży się wyleczyć do września. Znamy to uczucie niepokoju, gdyż sami trzymamy kciuki za Marcina Gortata i jego mięśnie pleców. Cóż, Hiszpanie mają ten komfort, że mogą liczyć na inne gwiazdy, w tym młodszego brata Pau, Marca, który pod nieobecność mistrza NBA prowadzi zespół z Półwyspu Pirenejskiego od zwycięstwa do zwycięstwa w kolejnych sparingach. Dziś prawdziwy crash test Espanii, czyli pojedynek z Litwinami, którzy nieźle radzą sobie bez tercetu Jasikevicius – Kaukenas – Siskauskas. Parafrazując klasyka – pokaż mi zaplecze twojej drużyny, to powiem ci jak jest mocna..
Coraz bliżej jesteśmy poznania ostatniego uczestnika Mistrzostw Europy. Po serii spotkań grupowych w finałowym dwumeczu 27 i 30 sierpnia staną naprzeciw siebie zespoły Francji i Belgii. O ile obecność silnej ekipy Les Bleus nie stanowi tu zaskoczenia, o tyle awans do ostatecznej rozgrywki zespołu belgijskiego jest niespodzianką.
Grupa A od początku zapowiadała się na wyrównaną, jednakże na jej czele spodziewano się remisu z lekkim wskazaniem na Bośnię i Hercegowinę. Bardziej wyrównany skład miał zespołu z Bałkanów miął wziąć górę nad mało znaną ekipą Tomasa van den Spiegla, Axela Hervelle’a, wspartą Didierem Mbengą z LA Lakers. Drugie starcie obu pretendentów wygrali Belgowie (102:79) i po tym, jak się okazało przełomowym spotkaniu, zespół z serca Europy Zachodniej przypieczętował sukces zwycięstwem nad Portugalią ( 60:58), czemu Bośniacy mogli już tylko bezradnie przyglądać z daleka. Na bohatera zespołu Eddy’ego Casteelsa, obok Hervelle’a wyrósł skrzydłowy Jef van den Jonckheyd, który w kluczowym meczu z Bośnią zdobył 20 punktów.
Koszykówka w kraju Flamandów i Walonów charakteryzuje się znanym nam z końca lat 90 syndromem ligi silniejszej niż reprezentacja. Początek ostatniej dekady XX wieku, to czas niezłych występów drużyn klubowych z Belgii. To właśnie w barwach belgijskiego Spirou Charleroi Adam Wójcik miał szansę zaprezentować się koszykarskiej Europie w rozgrywkach Euroligi. Jednakże za dobrymi wynikami klubów nie szły sukcesy kadry narodowej. Dość powiedzieć, że reprezentacja tego kraju nie miała okazji do gry w elicie od.. 1993 roku.
Teraz nadarza się szansa, by to zmienić, ale na drodze tych marzeń staje rywal najsilniejszy z możliwych.
Trójkolorowi znad Sekwany i Loary dysponują największym potencjałem spośród drużyn walczących w dodatkowych kwalifikacjach do Eurobasketu. Mimo problemów zdrowotnych lidera, Tony’ego Parkera oraz urazu świetnego skrzydłowego Nicolasa Batuma zespół Vincenta Colleta pokazał rywalom miejsce w szeregu. Jedynie w pierwszym meczu z Włochami kibicom Francuzów mogła skoczyć adrenalina. Drugie spotkanie tych zespołów w Pau Orthez zakończyło się niespodziewanie wysokim zwycięstwem faworyzowanych gospodarzy (81:61). Oznacza to równocześnie, że po raz pierwszy od.. 1961 roku spadkobiercy Cesarstwa Rzymskiego nie zagrają na mistrzostwach Starego Kontynentu. Na naszych oczach dzieją się rzeczy historyczne.
Nie jest to jeszcze równoznaczne z udziałem Francuzów w „naszym” Eurobaskecie. Belgowie udowodnili, ze są gotowi do sprawiania niespodzianek. Z kolei na faworytach może się w końcu odbić sytuacja zdrowotna i wynikająca z tego nierówna forma Parkera. Belgowie najwyraźniej dobrze czują się w roli Kopciuszka, a tegoroczny Eurobasket może sprzyjać potknięciom faworytów..
Poza boiskiem też dzieje się całkiem sporo. Koszykarska Hiszpania trzyma kciuki za swego lidera, Pau Gasola. Wychowanek Barcelony po długich wahaniach zgodził się wziąć udział we wrześniowym turnieju, ale teraz na przeszkodzie jego występów stoi złamany palec. Pau toczy więc ponoć twardy bój o szybki powrót do gry i uspokaja, że zdąży się wyleczyć do września. Znamy to uczucie niepokoju, gdyż sami trzymamy kciuki za Marcina Gortata i jego mięśnie pleców. Cóż, Hiszpanie mają ten komfort, że mogą liczyć na inne gwiazdy, w tym młodszego brata Pau, Marca, który pod nieobecność mistrza NBA prowadzi zespół z Półwyspu Pirenejskiego od zwycięstwa do zwycięstwa w kolejnych sparingach. Dziś prawdziwy crash test Espanii, czyli pojedynek z Litwinami, którzy nieźle radzą sobie bez tercetu Jasikevicius – Kaukenas – Siskauskas. Parafrazując klasyka – pokaż mi zaplecze twojej drużyny, to powiem ci jak jest mocna..
wtorek, 18 sierpnia 2009
Eurobasket raport: Tyle pytań, tak mało odpowiedzi
Po turnieju w Londynie nasza kadra liże rany i czeka na wyjazd do Bambergu na spotkania z Chorwacją oraz Macedonią lub Niemcami. Po pięciu dotychczasowych występach reprezentacji Polski nasuwa się kilka wątpliwości i pytań oraz jedynie namiastki odpowiedzi na nie.
Ogólnie wiadomo – nasza drużyna narodowa w stolicy Anglii nie zachwyciła. Turniej był dla nas pechowy od samego początku, choć nie bez naszej winy.
Piątkowych rywali nieco zlekceważyliśmy, bo pierwsza połowa spotkania z Wielką Brytanią była rozegrana na stojąco. Tak jakby Wyspiarze mieli się położyć przed Marcinem Gortatem i spółką. Niestety nie jesteśmy takim zespołem, który może grać na pół gwizdka z uczestnikiem Eurobasketu, nawet jeśli w jego składzie brakuje kilku topowych nazwisk. W następstwie tego były, co prawda, pozytywy, tzn. pokaz naszej siły w drugiej połowie i walka już na poważnie. Wygrać grając nienajlepszy mecz – to dobry objaw. Nie zawsze przecież da się grać i efektownie i efektywnie zarazem, a zwyciężać trzeba. Negatywny był jednak fakt, że w nasze poczynania wkradły się nerwy, a właśnie w takiej niespójnej, szarpanej akcji kontuzji doznał nasz jedynak w NBA. Poza tym, być może wtedy zadecydowało się, że na boisku nie poszaleją zmiennicy, jak Paweł Kikowski, czy Iwo Kitzinger, ale o tym, jeszcze będzie poniżej.
Następnego dnia przyszedł kolejny, jeszcze zimniejszy prysznic, czyli porażka z solidnym Izraelem. Już bez Gortata, a w trakcie tego pojedynku, na listę kontuzjowanych dopisać trzeba było Michała Ignerskiego. To spotkanie przypomniało taką twarz reprezentacji, jaką znamy od lat i jakiej oglądać nie chcemy. Grającej bez pomysłu, obrony i ataku. Bez atutów i elementów, za które można ja pochwalić. Takiej, której rywal miota punkty niemal jak na treningu. Tłumaczenia o brytyjskich kombinacjach z terminarzem i konieczności gry z zespołem Zvi Sherfa o nietypowej porze były przekonywujące, ale mimo wszystko porażka rzuciła cień na naszą drużynę.
Dla odmiany trzeci mecz znów pokazał nam, że chłopakom się chce. Przez pierwsze trzy kwarty wpadały rzuty, które szwankowały w piątek i sobotę, a i obrona była skuteczniejsza, co otwierało drogę do naszych ulubionych szybkich kontr. Tym razem widać, było, że to nie brak motywacji był wyłącznym sprawcą klęski z Izraelem. Dopóki starczyło sił walka z silną Turcją przebiegał po naszej myśli. Graliśmy niestety dość wąskim składem, eksploatując zwłaszcza czwórkę zawodników – Davida Logana, Krzysztofa Szubargę, Macieja Lampego i Krzysztofa Roszyka. W końcowej kwarcie zabrakło nam sił, energii i pomysłów na grę. Taka rotacja była wymuszona kontuzjami Gortata i Ignerskiego, ale czy tylko?
I tu nasuwają się wspomniane pytania i wątpliwości:
Po pierwsze – czy mamy zbyt mało klasowych graczy (na poziomie Eurobasketu), by stosować szerszą rotację w składzie?
Próba odpowiedzi – Niestety zbyt wielu, to nie mamy. Brakuje nam wysokich skrzydłowych, z solidnymi umiejętnościami w obronie. Uraz Ignerskiego zmusił Mulego Katzurina do wysłania przeciw Hedo Turkoglu (jakieś 205 centymetrów wzrostu) niższych o prawie 10 centymetrów – Roszyka i Michała Chylińskiego. Pod nieobecność Gortata mamy także może jednego zawodnika dobrze grającego tyłem do kosza (Lampe), co trochę weryfikuje nasze przekonanie o wielkiej sile pod koszem. Patrząc na potęgę Turków pod tablicami, widzimy także brak wysokich i silnych centrów (poza Gortim), którzy podjęliby walkę o zbiórki. Tak wyliczać można dalej. Po cóż jednak brać pod uwagę 14 –15 zawodników, skoro już na etapie pierwszych sparingów ograniczamy się do kilku, intensywnie eksploatowanych nazwisk..
Przypomina mi się trochę sezon 2003/04, gdy ten sam Katzurin prowadził Śląsk. Miał do dyspozycji niezłą paczkę z Adamem Wójcikiem, Dominikiem Tomczykiem, Lynnem Greerem, Tamelem Teinem, Ignerskim, Radosławem Hyżym, Ryanem Randle’m czy Maciejem Zielińskim. Niestety przez większą część sezonu intensywnie grała głownie pierwsza czwórka wymienionych. Do pewnego momentu było świetnie – dobre mecze w Eurolidze, walka w ekstraklasie. Później jednak przyszły play offy i gwiazdy zaczęły podpierać się rzęsami. Po niespodziewanie ciężkim półfinale z Polonią Warszawa wrocławianie padli w ostatecznej rozgrywce z Prokomem. Rozpracowani, schematyczni i zmęczeni. Bez kontuzjowanego Tomczyka i z Teinem, który nie mógł trafić do kosza oraz podwajanymi i potrajanymi Greerem i Wójcikiem, miotającymi się jak wilki w klatce.
Wyjaśnienie obecnej polityki selekcjonera może być prostsze, zastanówmy się po drugie:
– Czy mamy za mało czasu (sparingów) na budowę zespołu?
Próba odpowiedzi – Chyba niestety tak. Drużyna w obecnym składzie gra ze sobą pierwszy sezon. W miesiąc musi powstać kolektyw, który spełni marzenia o sukcesie ratującym basket w Polsce, wykorzysta potencjał Gortata, Logana i Lampego. Ambitnie. Mała ilość czasu na realizację tłumaczy Katzurina, który musi szybko zbudować i scementować trzon zespołu, który nie zawiedzie w najważniejszych momentach. By jednak do tych momentów (wyrównane końcówki spotkań?) doszło, gwiazdy muszą mieć wsparcie z ławki, o czym przekonaliśmy się w niedzielę. W tej sytuacji wydaje się, że jednak warto dać szansę graczom drugiego planu. Nie musimy wygrywać wszystkich sparingów. W okrojonym składzie jest to zresztą, jak widać niemożliwe. Musimy także oszczędzać Gortata, który jest naszą ostoją i opoką. Jeśli tak, to pograjmy takimi zawodnikami, jak Paweł Kikowski, czy Michał Chyliński – oni też muszą wejść w swoje role w drużynie. Co do zawodnika Clinicas Rincon – eksperyment z ustawianiem go na „trójce” wyszedł chyba najsłabiej w tegorocznych przygotowaniach. Może czas, by dać mu występować jako combo guard, jeżeli ma wnieść cokolwiek pozytywnego do drużyny. Z kolei wychowanek Kotwicy jest strzelcem, z zadatkami na niezłego „plastra”. Czy nie tego potrzebujemy, patrząc na statystyki celności rzutów z dystansu i niekiedy denerwujące „odpały” skądinąd bardzo przydatnego Logana? Może kilka minut więcej na ławce pozwoliłoby Amerykaninowi ochłonąć i dawać więcej takich popisów jak w końcówce rewanżu z Chorwacją?
Po trzecie – czy nie gramy zbyt prostego ataku?
Gramy, o czym wspomniał w rozmowie z Dariuszem Szarmachem sam Katzurin. Dał też iskierkę nadziei, że zdąży dorzucić jakieś nowe elementy do naszej taktyki. Jest to niezbędne, bo szybkim atakiem nie da się wygrać turnieju nawet streetballa, nie mówiąc o NCAA, czy Eurobaskecie. Wydaje się, że coach musi „przeprosić się” z Łukaszem Koszarkiem, który w meczach z Chorwacją pokazał, że ma zadatki na kreatora gry pozycyjnej. Pytanie, czy da się to przećwiczyć bez obecności Gortata, który najbliższy turniej w Niemczech ma z głowy. Powraca też pytanie – czy starczy czasu na wprowadzenie innowacji zanim staniemy naprzeciw Bułgarów, którzy swoją drogą dali do myślenia pokonując mistrzów Europy?
Mimo wszelkich znaków zapytania jest to najfajniejsza reprezentacja Polski, od dwunastu lat. Nie twierdzę, że osiągnie tyle co tamta z Eurobasketu w Hiszpanii. Koszykówka poszła do przodu, a my nie bardzo. Poza tym, tamten turniej był dość szalony, bo kilka zespołów (Niemcy, Chorwacja, Turcja.. nasi rywale w drugiej części czempionatu) dokonywali zmiany pokoleniowej. Na naszych mistrzostwach też kilku gwiazd zabraknie, ale dla nas istotniejsze jest, w jakiej kondycji pokażą się na niej wybrańcy Mulego Katzurina.
Ogólnie wiadomo – nasza drużyna narodowa w stolicy Anglii nie zachwyciła. Turniej był dla nas pechowy od samego początku, choć nie bez naszej winy.
Piątkowych rywali nieco zlekceważyliśmy, bo pierwsza połowa spotkania z Wielką Brytanią była rozegrana na stojąco. Tak jakby Wyspiarze mieli się położyć przed Marcinem Gortatem i spółką. Niestety nie jesteśmy takim zespołem, który może grać na pół gwizdka z uczestnikiem Eurobasketu, nawet jeśli w jego składzie brakuje kilku topowych nazwisk. W następstwie tego były, co prawda, pozytywy, tzn. pokaz naszej siły w drugiej połowie i walka już na poważnie. Wygrać grając nienajlepszy mecz – to dobry objaw. Nie zawsze przecież da się grać i efektownie i efektywnie zarazem, a zwyciężać trzeba. Negatywny był jednak fakt, że w nasze poczynania wkradły się nerwy, a właśnie w takiej niespójnej, szarpanej akcji kontuzji doznał nasz jedynak w NBA. Poza tym, być może wtedy zadecydowało się, że na boisku nie poszaleją zmiennicy, jak Paweł Kikowski, czy Iwo Kitzinger, ale o tym, jeszcze będzie poniżej.
Następnego dnia przyszedł kolejny, jeszcze zimniejszy prysznic, czyli porażka z solidnym Izraelem. Już bez Gortata, a w trakcie tego pojedynku, na listę kontuzjowanych dopisać trzeba było Michała Ignerskiego. To spotkanie przypomniało taką twarz reprezentacji, jaką znamy od lat i jakiej oglądać nie chcemy. Grającej bez pomysłu, obrony i ataku. Bez atutów i elementów, za które można ja pochwalić. Takiej, której rywal miota punkty niemal jak na treningu. Tłumaczenia o brytyjskich kombinacjach z terminarzem i konieczności gry z zespołem Zvi Sherfa o nietypowej porze były przekonywujące, ale mimo wszystko porażka rzuciła cień na naszą drużynę.
Dla odmiany trzeci mecz znów pokazał nam, że chłopakom się chce. Przez pierwsze trzy kwarty wpadały rzuty, które szwankowały w piątek i sobotę, a i obrona była skuteczniejsza, co otwierało drogę do naszych ulubionych szybkich kontr. Tym razem widać, było, że to nie brak motywacji był wyłącznym sprawcą klęski z Izraelem. Dopóki starczyło sił walka z silną Turcją przebiegał po naszej myśli. Graliśmy niestety dość wąskim składem, eksploatując zwłaszcza czwórkę zawodników – Davida Logana, Krzysztofa Szubargę, Macieja Lampego i Krzysztofa Roszyka. W końcowej kwarcie zabrakło nam sił, energii i pomysłów na grę. Taka rotacja była wymuszona kontuzjami Gortata i Ignerskiego, ale czy tylko?
I tu nasuwają się wspomniane pytania i wątpliwości:
Po pierwsze – czy mamy zbyt mało klasowych graczy (na poziomie Eurobasketu), by stosować szerszą rotację w składzie?
Próba odpowiedzi – Niestety zbyt wielu, to nie mamy. Brakuje nam wysokich skrzydłowych, z solidnymi umiejętnościami w obronie. Uraz Ignerskiego zmusił Mulego Katzurina do wysłania przeciw Hedo Turkoglu (jakieś 205 centymetrów wzrostu) niższych o prawie 10 centymetrów – Roszyka i Michała Chylińskiego. Pod nieobecność Gortata mamy także może jednego zawodnika dobrze grającego tyłem do kosza (Lampe), co trochę weryfikuje nasze przekonanie o wielkiej sile pod koszem. Patrząc na potęgę Turków pod tablicami, widzimy także brak wysokich i silnych centrów (poza Gortim), którzy podjęliby walkę o zbiórki. Tak wyliczać można dalej. Po cóż jednak brać pod uwagę 14 –15 zawodników, skoro już na etapie pierwszych sparingów ograniczamy się do kilku, intensywnie eksploatowanych nazwisk..
Przypomina mi się trochę sezon 2003/04, gdy ten sam Katzurin prowadził Śląsk. Miał do dyspozycji niezłą paczkę z Adamem Wójcikiem, Dominikiem Tomczykiem, Lynnem Greerem, Tamelem Teinem, Ignerskim, Radosławem Hyżym, Ryanem Randle’m czy Maciejem Zielińskim. Niestety przez większą część sezonu intensywnie grała głownie pierwsza czwórka wymienionych. Do pewnego momentu było świetnie – dobre mecze w Eurolidze, walka w ekstraklasie. Później jednak przyszły play offy i gwiazdy zaczęły podpierać się rzęsami. Po niespodziewanie ciężkim półfinale z Polonią Warszawa wrocławianie padli w ostatecznej rozgrywce z Prokomem. Rozpracowani, schematyczni i zmęczeni. Bez kontuzjowanego Tomczyka i z Teinem, który nie mógł trafić do kosza oraz podwajanymi i potrajanymi Greerem i Wójcikiem, miotającymi się jak wilki w klatce.
Wyjaśnienie obecnej polityki selekcjonera może być prostsze, zastanówmy się po drugie:
– Czy mamy za mało czasu (sparingów) na budowę zespołu?
Próba odpowiedzi – Chyba niestety tak. Drużyna w obecnym składzie gra ze sobą pierwszy sezon. W miesiąc musi powstać kolektyw, który spełni marzenia o sukcesie ratującym basket w Polsce, wykorzysta potencjał Gortata, Logana i Lampego. Ambitnie. Mała ilość czasu na realizację tłumaczy Katzurina, który musi szybko zbudować i scementować trzon zespołu, który nie zawiedzie w najważniejszych momentach. By jednak do tych momentów (wyrównane końcówki spotkań?) doszło, gwiazdy muszą mieć wsparcie z ławki, o czym przekonaliśmy się w niedzielę. W tej sytuacji wydaje się, że jednak warto dać szansę graczom drugiego planu. Nie musimy wygrywać wszystkich sparingów. W okrojonym składzie jest to zresztą, jak widać niemożliwe. Musimy także oszczędzać Gortata, który jest naszą ostoją i opoką. Jeśli tak, to pograjmy takimi zawodnikami, jak Paweł Kikowski, czy Michał Chyliński – oni też muszą wejść w swoje role w drużynie. Co do zawodnika Clinicas Rincon – eksperyment z ustawianiem go na „trójce” wyszedł chyba najsłabiej w tegorocznych przygotowaniach. Może czas, by dać mu występować jako combo guard, jeżeli ma wnieść cokolwiek pozytywnego do drużyny. Z kolei wychowanek Kotwicy jest strzelcem, z zadatkami na niezłego „plastra”. Czy nie tego potrzebujemy, patrząc na statystyki celności rzutów z dystansu i niekiedy denerwujące „odpały” skądinąd bardzo przydatnego Logana? Może kilka minut więcej na ławce pozwoliłoby Amerykaninowi ochłonąć i dawać więcej takich popisów jak w końcówce rewanżu z Chorwacją?
Po trzecie – czy nie gramy zbyt prostego ataku?
Gramy, o czym wspomniał w rozmowie z Dariuszem Szarmachem sam Katzurin. Dał też iskierkę nadziei, że zdąży dorzucić jakieś nowe elementy do naszej taktyki. Jest to niezbędne, bo szybkim atakiem nie da się wygrać turnieju nawet streetballa, nie mówiąc o NCAA, czy Eurobaskecie. Wydaje się, że coach musi „przeprosić się” z Łukaszem Koszarkiem, który w meczach z Chorwacją pokazał, że ma zadatki na kreatora gry pozycyjnej. Pytanie, czy da się to przećwiczyć bez obecności Gortata, który najbliższy turniej w Niemczech ma z głowy. Powraca też pytanie – czy starczy czasu na wprowadzenie innowacji zanim staniemy naprzeciw Bułgarów, którzy swoją drogą dali do myślenia pokonując mistrzów Europy?
Mimo wszelkich znaków zapytania jest to najfajniejsza reprezentacja Polski, od dwunastu lat. Nie twierdzę, że osiągnie tyle co tamta z Eurobasketu w Hiszpanii. Koszykówka poszła do przodu, a my nie bardzo. Poza tym, tamten turniej był dość szalony, bo kilka zespołów (Niemcy, Chorwacja, Turcja.. nasi rywale w drugiej części czempionatu) dokonywali zmiany pokoleniowej. Na naszych mistrzostwach też kilku gwiazd zabraknie, ale dla nas istotniejsze jest, w jakiej kondycji pokażą się na niej wybrańcy Mulego Katzurina.
niedziela, 16 sierpnia 2009
Statystyki po Londynie
Update statystyk, które podawałem także po po dwóch meczach z Chorwacją. Tym razem zbierają dane już z pięciu meczów i to z rywalami na różnym poziomie, także ich dokładność jest już lepsza. Jako, że z powodu kontuzji, opóźnionego wejścia do gry Lampe oraz Roszyka, czy innych dziwnych czasami decyzji kadrowych naszego trenera, ciężko mi znaleźć, jakieś lepsze wskaźniki statystyczne w miarę obiektywnie opisujące sytuację.
punkty/rzuty
Szewczyk 1,78
Lampe 1,5
Dylewicz 1,27
Koszarek 1,25
Wójcik 1,24
Szubarga 1,2
Gortat 1,17
Roszyk 1,13
Logan 1,08
Ignerski 0,89
Chyliński 0,83
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Lampe 0,62
Gortat 0,62
Dylewicz 0,52
Wójcik 0,43
Koszarek 0,35
Roszyk 0,31
Logan 0,29
Ignerski 0,24
Szubarga 0,24
Chyliński 0,04
Ze względu na śladową grę pominąłem Kitzingera, Witkę i Kikowskiego...
punkty/rzuty
Szewczyk 1,78
Lampe 1,5
Dylewicz 1,27
Koszarek 1,25
Wójcik 1,24
Szubarga 1,2
Gortat 1,17
Roszyk 1,13
Logan 1,08
Ignerski 0,89
Chyliński 0,83
EVAL/minuty
Szewczyk 0,64
Lampe 0,62
Gortat 0,62
Dylewicz 0,52
Wójcik 0,43
Koszarek 0,35
Roszyk 0,31
Logan 0,29
Ignerski 0,24
Szubarga 0,24
Chyliński 0,04
Ze względu na śladową grę pominąłem Kitzingera, Witkę i Kikowskiego...
sobota, 15 sierpnia 2009
Very unfriendly friendly game
Angielski tytuł najlepiej oddaje sytuację dwóch sparingów pomiędzy Litwą a Łotwą rozegranych w ostatnich dwóch dniach. Najpierw Litwini wygrali w Kownie 77:75 po dogrywce. Wczoraj Łotysze zrewanżowali się na własnym parkiecie wygrywając 81:79. Oba spotkania były bardzo wyrównane i emocjonujące, co widać nie tylko po wynikach i punktowym przebiegu meczów. Ale także ogromnej presji na sędziów i fizycznej walce na boisku. Zresztą zobaczcie sami:
Widać wyraźnie jak Kaspars Kambala celowo, po chamsku sprzedał łokcia Arturasowi Jomantasowi, później ostentacyjnie śmiejąc się w twarz rywalom i sędziom. A przypomnijmy, że Kambala wrócił w ubiegłym sezonie po dwuletniej dyskwalifikacji, spowodowanej stosowaniem niedozwolonego dopingu. Co warto również podkreślić przez te dwa lata Kaspars zajmował się zawodowym boksem, w którym stoczył 4 walki. Jeśli wrócił do koszykówki, żeby dawać takie przedstawienia, to może lepiej, żeby w ogóle nie wracał...

Co należy dodać. Przy prezentacji zawodników Kambala wkraczał na boisko właśnie jak pięściarz. Przed nim kroczyły dwie skąpo ubrane panie, niosące pas jakiegoś bokserskiego trofeum (albo po prostu atrapę w stylistyce), a sam zawodnik miał ubrane bokserskie rękawice. Zapewne jest to dobre do budowania jakiegoś tam show, ale jeśli ma być elementem przesadnego budowania samopoczucia problematycznemu zawodnikowi, jest ewidentny błąd ze strony łotewskiej organizacji meczu.
Obie reprezentacje za sobą nie przepadają i trzeba studzić zapędy zawodników, a nie podgrzewać sytuację. W każdym razie co raz bardziej daje się wyczuć atmosferę EuroBasketu - wielkiej rywalizacji i wielkich emocji nie tylko na parkiecie.
Widać wyraźnie jak Kaspars Kambala celowo, po chamsku sprzedał łokcia Arturasowi Jomantasowi, później ostentacyjnie śmiejąc się w twarz rywalom i sędziom. A przypomnijmy, że Kambala wrócił w ubiegłym sezonie po dwuletniej dyskwalifikacji, spowodowanej stosowaniem niedozwolonego dopingu. Co warto również podkreślić przez te dwa lata Kaspars zajmował się zawodowym boksem, w którym stoczył 4 walki. Jeśli wrócił do koszykówki, żeby dawać takie przedstawienia, to może lepiej, żeby w ogóle nie wracał...

Co należy dodać. Przy prezentacji zawodników Kambala wkraczał na boisko właśnie jak pięściarz. Przed nim kroczyły dwie skąpo ubrane panie, niosące pas jakiegoś bokserskiego trofeum (albo po prostu atrapę w stylistyce), a sam zawodnik miał ubrane bokserskie rękawice. Zapewne jest to dobre do budowania jakiegoś tam show, ale jeśli ma być elementem przesadnego budowania samopoczucia problematycznemu zawodnikowi, jest ewidentny błąd ze strony łotewskiej organizacji meczu.
Obie reprezentacje za sobą nie przepadają i trzeba studzić zapędy zawodników, a nie podgrzewać sytuację. W każdym razie co raz bardziej daje się wyczuć atmosferę EuroBasketu - wielkiej rywalizacji i wielkich emocji nie tylko na parkiecie.
Tak, nie: Polska – Izrael
Bez Gortata wystąpili Polacy w dzisiejszym meczu. Wynik każdy zna, a mnie skłoniło do rozpisania się na temat reprezentacji w zestawieniu rzeczy dobrych i złych. A zatem zaczynamy.
Tak. Grać na środkowych.
Szewczyk i Lampe są w naprawdę wysokiej formie. Dylewicz był niewidoczny (zwłaszcza w pierwszej połowie), Wójcik przeciętny, Witka wszedł na chwilę, a Gortat kontuzjowany. Ale mimo to, nadal pod koszem wyglądaliśmy najsolidniej (spod kosza pudłowali głównie skrzydłowi).
Nie. Skuteczność z okolic kosza.
Dramat. Pudłowali praktycznie wszyscy, nie muszę chyba wymieniać tych, którzy w tym brylowali. Przykro mi, ale trudno wygrać z porządnym zespołem pudłując z najprostszych pozycji. Nie mówiąc o tym, że takie zagrania demotywują.
Tak. Agresywna obrona.
Przykład mieliśmy w drugiej kwarcie, w jednym z niewielu przyjemnym dla oka fragmencie gry. Polacy kryli indywidualnie, agresywnie, po czym wyprowadzali szybkie kontry i momentalnie odrobili stratę do Izraela. Szkoda, że ten okres gry był tak krótki.
Nie. Podwojenia.
Początek drugiej połowy i czyste pozycje za trzy. Ogólnie masa podwojeń w naszym wykonaniu kończyła się faulami w lepszym, bądź łatwo traconymi punktami w gorszym wypadku. Takie próby obrony wyglądały fatalnie, aż smutno było to oglądać.
Tak. Zapomnieć o Gortacie.
Polacy naprawdę są w stanie prezentować się dobrze bez Marcina Gortata. Wydawało się, że w dzisiejszym meczu wszyscy ciągle czekali na to, co on zrobi. A niestety – nieobecny cudów nie uczyni. Polska kadra jest mocna. Pod koszem mamy solidnych graczy i nawet brak lidera nie powinien poczynić jej aż takich strat.
Nie. Olać Gortata.
On jest wynikowi na EuroBaskecie niezbędny. Więc niech nikt nie sądzi, że ta kadra będzie fajna bez niego. Jest motorem napędowym, tworzy atmosferę, no i przede wszystkim rządzi i dzieli pod oboma koszami. Dlatego trzeba marzyć o jego jak najszybszym powrocie, a tymczasem grać jak najlepiej bez niego.
Tak. Wierzyć.
Wydaje się, że zabrakło głównie wiary. Jak Izraelczycy nas rozstrzelali na samym początku drugiej połowy – już się nie pozbieraliśmy. Wprawdzie zdobywaliśmy dalej jakieś tam punkty, ale w zasadzie trzy rzuty zza łuku skończyły to spotkanie. Polacy grali już zupełnie niechętnie, zatracili resztki ochoty do gry i było nijako.
Nie. Ufać, że sama wiara pomoże.
Żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba grać na maxa w każdym spotkaniu. I w każdej minucie, bo jak widać jedna minuta rozkojarzenia i trzy rzuty z dystansu skończyły mecz.
Tak. Grać szybko.
Polacy najlepiej czują się w kontrataku. Ale też jak tylko przyspieszali grę, to robiło się skuteczniej, ładniej, ciekawiej. Dlatego nie zawsze akcje „do syreny” są optymalne – czasem można spróbować grać szybko, nieco szalenie. Zwłaszcza mając tak ofensywnych graczy jak Lampe, Logan,Szubarga, czy Ignerski (mimo wszystko).
Nie. Grać atakiem pozycyjnym.
Ten element nam skrajnie nie wychodzi. Układane akcje mają szanse powodzenia, gdy będzie Gortat. Na razie Szubarga nie za bardzo miał komu podawać – tak naprawdę tylko Lampe potrafi regularnie świetnie grać pod koszem. Dlatego jest zwykle podwajany.
Tak. Grać pod kosz.
Mamy wielki potencjał pod koszem i powinniśmy go wykorzystywać maksymalnie. Zresztą wtedy można też spokojnie próbować chociażby gry inside-outside.
Nie. Grać głównie obwodem.
Tak naprawdę, przy słabej skuteczności Ignerskiego i przeciętnym rozgrywaniu Koszarka, jedyną opcją owodową w ataku jest Logan. Dlatego też nie widzę sensu w dużej ilości rzutów za trzy, czy nerwowych wejściach i trudnych rzutach z półdystansu. Mamy świetnych graczy pod koszem i to ich powinniśmy eksploatować najbardziej.
Tak. Ufać w rzuty wolne.
Cieszyć może dobra skuteczność z linii, zwłaszcza środkowych. To daje spore możliwości manewru przy okazji wyrównanych końcówek. Wydaje się, że Lampe i Szewczyk będą pewnymi punktami na linii rzutów wolnych.
Nie. Martwić się wynikiem.
Tak naprawdę on nic nam nie daje. Wiadomo – w świat pójdzie, że ponieśliśmy klęskę z Izraelem. Ale to tylko turniej sparingowy, który jak się okazuje ma kadrze pokazać, jak sobie radzi bez Gortata. I oby jutro pokazał, że nasi potrafią wyciągać wnioski.
Tak. Rzucać, rzucać i jeszcze raz trenować.
Polacy fatalnie rzucają. O ile z linii radzą sobie świetnie, to z gry, nierzadko z czystych pozycji zawodzą. Dlatego na treningach warto by poświęcać spoooro czasu na treningi rzutowe. A może Muli zorganizuje chłopakom karne zajęcia o piątej rano? To by chyba był dobry motywator do treningów rzutowych i gry na całego przez pełne 40 minut meczu.
Nie. Olać obronę i tylko rzucać.
Szczerze mówiąc obrona momentami też dawała ciała. Zwłaszcza wspominane podwojenia, tworzące proste pozycje. Może jakieś nowe warianty, może po prostu lepsze przećwiczenie obecnych… w każdym razie tu również widać braki i niedociągnięcia.
Tak. Krzysztof Szubarga.
Lepszy niż Koszarek. Zwłaszcza w obronie i napędzaniu szybkich ataków. Czekam, aż „Koszar” się obudzi, bo on moim zdaniem potencjał ma większy.
Nie. Chyliński i Kitzinger.
Niestety, ale nie widziałem ani jednego pozytywu w ich grze w dzisiejszym meczu. I żałuję, że w zamian Muli nie pokazał mi umiejętności Kikowskiego.
Tak. Krzysztof Roszyk.
Jeszcze nie tak dawno wielu zastanawiało się, czy w ogóle powinien się w tej kadrze znaleźć. Ale przy nieskuteczności Ignerskiego, jego szybkość (kontry!), generalnie poprawna skuteczność (i niechęć do rzucania na siłę) i agresywna obrona stawiają go jako faworyta do pierwszej piątki na EuroBasket. Gdyby jeszcze trafił zza łuku po kilku świetnych podaniach Logana.
Nie. Michał Ignerski.
Gdzie się podział ten dynamiczny skrzydłowy, którego wszyscy kojarzą ze Śląska? Ten, który jeśli akurat nie rzucał celnie za trzy, to wjeżdżał pod kosz mijając przeciwników i kończył akcje efektownym wsadem? Nie mam pojęcia. Na razie Michał rzuca na siłę, pudłuje z każdej możliwej pozycji, a w obronie brakuje mu zdecydowanie do Roszyka. Jeśli się nie poprawi, to ciężko będzie mu wywalczyć dużo minut na turnieju. Plus za to, że pod koniec nieco się rozkręcił.
Tak. David Logan.
Byłem przeciwny dawaniu mu obywatelstwa z okazji turnieju. Ale jak już je dostał, to niech gra – widać, że jest jedynym prawdziwym strzelcem w tej drużynie, a kilka razy błysnął też niezłym wejściem pod kosz i oddaniem piłki.
Podsumowując. Przegraliśmy to spotkanie i to powinno martwić. Wiele elementów zawiodło, zwłaszcza podwojenia i skuteczność. Jednak teraz widzimy, jak mniej więcej kadra radzi sobie bez najlepszego zawodnika – jest po prostu przeciętnie. Zwłaszcza w momencie, gdy Marcin Gortat pełnił też rolę lidera mentalnego, pobudzającego innych do lepszej gry.
Było jednak też parę elementów pozytywnych. Poza tym porażki chyba najlepiej weryfikują zespół i oby trenerowi Katzurinowi to właśnie ona pomogła w wyborze optymalnych zestawień na EuroBasket. A może już na mecz z Turcją.
Jutro okaże się, jakie wnioski wyciągnęli nasi zawodnicy.
Tak. Grać na środkowych.
Szewczyk i Lampe są w naprawdę wysokiej formie. Dylewicz był niewidoczny (zwłaszcza w pierwszej połowie), Wójcik przeciętny, Witka wszedł na chwilę, a Gortat kontuzjowany. Ale mimo to, nadal pod koszem wyglądaliśmy najsolidniej (spod kosza pudłowali głównie skrzydłowi).
Nie. Skuteczność z okolic kosza.
Dramat. Pudłowali praktycznie wszyscy, nie muszę chyba wymieniać tych, którzy w tym brylowali. Przykro mi, ale trudno wygrać z porządnym zespołem pudłując z najprostszych pozycji. Nie mówiąc o tym, że takie zagrania demotywują.
Tak. Agresywna obrona.
Przykład mieliśmy w drugiej kwarcie, w jednym z niewielu przyjemnym dla oka fragmencie gry. Polacy kryli indywidualnie, agresywnie, po czym wyprowadzali szybkie kontry i momentalnie odrobili stratę do Izraela. Szkoda, że ten okres gry był tak krótki.
Nie. Podwojenia.
Początek drugiej połowy i czyste pozycje za trzy. Ogólnie masa podwojeń w naszym wykonaniu kończyła się faulami w lepszym, bądź łatwo traconymi punktami w gorszym wypadku. Takie próby obrony wyglądały fatalnie, aż smutno było to oglądać.
Tak. Zapomnieć o Gortacie.
Polacy naprawdę są w stanie prezentować się dobrze bez Marcina Gortata. Wydawało się, że w dzisiejszym meczu wszyscy ciągle czekali na to, co on zrobi. A niestety – nieobecny cudów nie uczyni. Polska kadra jest mocna. Pod koszem mamy solidnych graczy i nawet brak lidera nie powinien poczynić jej aż takich strat.
Nie. Olać Gortata.
On jest wynikowi na EuroBaskecie niezbędny. Więc niech nikt nie sądzi, że ta kadra będzie fajna bez niego. Jest motorem napędowym, tworzy atmosferę, no i przede wszystkim rządzi i dzieli pod oboma koszami. Dlatego trzeba marzyć o jego jak najszybszym powrocie, a tymczasem grać jak najlepiej bez niego.
Tak. Wierzyć.
Wydaje się, że zabrakło głównie wiary. Jak Izraelczycy nas rozstrzelali na samym początku drugiej połowy – już się nie pozbieraliśmy. Wprawdzie zdobywaliśmy dalej jakieś tam punkty, ale w zasadzie trzy rzuty zza łuku skończyły to spotkanie. Polacy grali już zupełnie niechętnie, zatracili resztki ochoty do gry i było nijako.
Nie. Ufać, że sama wiara pomoże.
Żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba grać na maxa w każdym spotkaniu. I w każdej minucie, bo jak widać jedna minuta rozkojarzenia i trzy rzuty z dystansu skończyły mecz.
Tak. Grać szybko.
Polacy najlepiej czują się w kontrataku. Ale też jak tylko przyspieszali grę, to robiło się skuteczniej, ładniej, ciekawiej. Dlatego nie zawsze akcje „do syreny” są optymalne – czasem można spróbować grać szybko, nieco szalenie. Zwłaszcza mając tak ofensywnych graczy jak Lampe, Logan,Szubarga, czy Ignerski (mimo wszystko).
Nie. Grać atakiem pozycyjnym.
Ten element nam skrajnie nie wychodzi. Układane akcje mają szanse powodzenia, gdy będzie Gortat. Na razie Szubarga nie za bardzo miał komu podawać – tak naprawdę tylko Lampe potrafi regularnie świetnie grać pod koszem. Dlatego jest zwykle podwajany.
Tak. Grać pod kosz.
Mamy wielki potencjał pod koszem i powinniśmy go wykorzystywać maksymalnie. Zresztą wtedy można też spokojnie próbować chociażby gry inside-outside.
Nie. Grać głównie obwodem.
Tak naprawdę, przy słabej skuteczności Ignerskiego i przeciętnym rozgrywaniu Koszarka, jedyną opcją owodową w ataku jest Logan. Dlatego też nie widzę sensu w dużej ilości rzutów za trzy, czy nerwowych wejściach i trudnych rzutach z półdystansu. Mamy świetnych graczy pod koszem i to ich powinniśmy eksploatować najbardziej.
Tak. Ufać w rzuty wolne.
Cieszyć może dobra skuteczność z linii, zwłaszcza środkowych. To daje spore możliwości manewru przy okazji wyrównanych końcówek. Wydaje się, że Lampe i Szewczyk będą pewnymi punktami na linii rzutów wolnych.
Nie. Martwić się wynikiem.
Tak naprawdę on nic nam nie daje. Wiadomo – w świat pójdzie, że ponieśliśmy klęskę z Izraelem. Ale to tylko turniej sparingowy, który jak się okazuje ma kadrze pokazać, jak sobie radzi bez Gortata. I oby jutro pokazał, że nasi potrafią wyciągać wnioski.
Tak. Rzucać, rzucać i jeszcze raz trenować.
Polacy fatalnie rzucają. O ile z linii radzą sobie świetnie, to z gry, nierzadko z czystych pozycji zawodzą. Dlatego na treningach warto by poświęcać spoooro czasu na treningi rzutowe. A może Muli zorganizuje chłopakom karne zajęcia o piątej rano? To by chyba był dobry motywator do treningów rzutowych i gry na całego przez pełne 40 minut meczu.
Nie. Olać obronę i tylko rzucać.
Szczerze mówiąc obrona momentami też dawała ciała. Zwłaszcza wspominane podwojenia, tworzące proste pozycje. Może jakieś nowe warianty, może po prostu lepsze przećwiczenie obecnych… w każdym razie tu również widać braki i niedociągnięcia.
Tak. Krzysztof Szubarga.
Lepszy niż Koszarek. Zwłaszcza w obronie i napędzaniu szybkich ataków. Czekam, aż „Koszar” się obudzi, bo on moim zdaniem potencjał ma większy.
Nie. Chyliński i Kitzinger.
Niestety, ale nie widziałem ani jednego pozytywu w ich grze w dzisiejszym meczu. I żałuję, że w zamian Muli nie pokazał mi umiejętności Kikowskiego.
Tak. Krzysztof Roszyk.
Jeszcze nie tak dawno wielu zastanawiało się, czy w ogóle powinien się w tej kadrze znaleźć. Ale przy nieskuteczności Ignerskiego, jego szybkość (kontry!), generalnie poprawna skuteczność (i niechęć do rzucania na siłę) i agresywna obrona stawiają go jako faworyta do pierwszej piątki na EuroBasket. Gdyby jeszcze trafił zza łuku po kilku świetnych podaniach Logana.
Nie. Michał Ignerski.
Gdzie się podział ten dynamiczny skrzydłowy, którego wszyscy kojarzą ze Śląska? Ten, który jeśli akurat nie rzucał celnie za trzy, to wjeżdżał pod kosz mijając przeciwników i kończył akcje efektownym wsadem? Nie mam pojęcia. Na razie Michał rzuca na siłę, pudłuje z każdej możliwej pozycji, a w obronie brakuje mu zdecydowanie do Roszyka. Jeśli się nie poprawi, to ciężko będzie mu wywalczyć dużo minut na turnieju. Plus za to, że pod koniec nieco się rozkręcił.
Tak. David Logan.
Byłem przeciwny dawaniu mu obywatelstwa z okazji turnieju. Ale jak już je dostał, to niech gra – widać, że jest jedynym prawdziwym strzelcem w tej drużynie, a kilka razy błysnął też niezłym wejściem pod kosz i oddaniem piłki.
Podsumowując. Przegraliśmy to spotkanie i to powinno martwić. Wiele elementów zawiodło, zwłaszcza podwojenia i skuteczność. Jednak teraz widzimy, jak mniej więcej kadra radzi sobie bez najlepszego zawodnika – jest po prostu przeciętnie. Zwłaszcza w momencie, gdy Marcin Gortat pełnił też rolę lidera mentalnego, pobudzającego innych do lepszej gry.
Było jednak też parę elementów pozytywnych. Poza tym porażki chyba najlepiej weryfikują zespół i oby trenerowi Katzurinowi to właśnie ona pomogła w wyborze optymalnych zestawień na EuroBasket. A może już na mecz z Turcją.
Jutro okaże się, jakie wnioski wyciągnęli nasi zawodnicy.
piątek, 14 sierpnia 2009
A ja mam inne dane
Łukasz Cegliński opublikował statystyki +/- za drugi mecz polskiej reprezentacji przeciwko Chorwacji. Ja z kolei chciałbym przedstawić inne statystyki obejmujące oba spotkania.
Pierwsze to wskaźnik punkty/rzuty pokazujący ile każdy gracz ma okazji się wykazać i jak z tego korzysta. Ogólnie niższa skuteczność obwodowych jest wyrównywana przez możliwość zdobywania trzech punktów zza łuku. Dodatkowo jeśli ktoś wymusza faule i jest skuteczny z linii rzutów osobistych to wskaźnik mu rośnie.
punkty/rzuty
Szewczyk 2,38
Koszarek 1,71
Lampe 1,67
Wójcik 1,67
Dylewicz 1,43
Gortat 1,27
Szubarga 1,11
Logan 1,07
Roszyk 1
Chyliński 1
Ignerski 0,89
Kitzinger 0
Poprzedni wskaźnik nie bierze pod uwagę zbiórek, asyst, przechwytów czy strat. Czyli tego wszystkiego co robi się poza rzucaniem. Policzyłem także EVAL na minutę, aby sprawdzić produktywność naszych graczy w obu sparingach.
EVAL/minuty
Szewczyk 0,97
Wójcik 0,68
Gortat 0,66
Koszarek 0,54
Lampe 0,51
Dylewicz 0,49
Roszyk 0,33
Logan 0,28
Szubarga 0,25
Ignerski 0,24
Chyliński 0,04
Kitzinger -0,12
Co przede wszystkim zwraca uwagę. Dwukrotnie w pierwszych szóstkach jest piątka naszych podkoszowych i Łukasz Koszarek.
Pierwsze to wskaźnik punkty/rzuty pokazujący ile każdy gracz ma okazji się wykazać i jak z tego korzysta. Ogólnie niższa skuteczność obwodowych jest wyrównywana przez możliwość zdobywania trzech punktów zza łuku. Dodatkowo jeśli ktoś wymusza faule i jest skuteczny z linii rzutów osobistych to wskaźnik mu rośnie.
punkty/rzuty
Szewczyk 2,38
Koszarek 1,71
Lampe 1,67
Wójcik 1,67
Dylewicz 1,43
Gortat 1,27
Szubarga 1,11
Logan 1,07
Roszyk 1
Chyliński 1
Ignerski 0,89
Kitzinger 0
Poprzedni wskaźnik nie bierze pod uwagę zbiórek, asyst, przechwytów czy strat. Czyli tego wszystkiego co robi się poza rzucaniem. Policzyłem także EVAL na minutę, aby sprawdzić produktywność naszych graczy w obu sparingach.
EVAL/minuty
Szewczyk 0,97
Wójcik 0,68
Gortat 0,66
Koszarek 0,54
Lampe 0,51
Dylewicz 0,49
Roszyk 0,33
Logan 0,28
Szubarga 0,25
Ignerski 0,24
Chyliński 0,04
Kitzinger -0,12
Co przede wszystkim zwraca uwagę. Dwukrotnie w pierwszych szóstkach jest piątka naszych podkoszowych i Łukasz Koszarek.
czwartek, 13 sierpnia 2009
ZSRR - Jugosławia
Jugosławia-ZSRR to koszykarski klasyk XX wieku. Obie drużyny spotykały się siedmiokrotnie w finałach ME, czterokrotnie w finałach MŚ, raz w słynnym finale olimpijskim w Seulu. Poza tym wielokrotnie te zespoły odnosiły sukcesy w tych rozgrywkach niekoniecznie spotykając się ze sobą na samym szczycie. W '88 roku finał Olimpijski ZSRR-Jugosławia. Wygrali Sowieci. Na EuroBasket '89: Jugosławia - złoto, Związek Radziecki - brąz. MŚ '90 znów finał Jugosławia-ZSRR, które grało już bez Litwinów, wygrany tym razem przez bałkańskie super-państwo. Na EuroBasket '91 górą znów Jugosławia, rozpadające się ZSRR bez reprezentacji w turnieju.
I choć rzadko się o tym mówi - pytanie czy pierwszy Dream Team nie trafił w idealny moment, żeby zbudować legendę potężnej przewagi nad resztą świata. Moment w którym rozpadły się dwie potęgi światowej koszykówki, na ponad dwadzieścia krajów, ale co bardziej kluczowe na cztery później jeszcze przez wiele lat liczące się nowe potęgi: serbską Jugosławię, Litwę, Rosję i Chorwację. Wystarczy spojrzeć na wyniki IO '92. USA w półfinale grało z Litwą, w finale z Chorwacją. A na czwartym miejscu wylądował nie kto inny jak WNP, czyli w praktyce ZSRR odjąć Litwinów. Gdyby okrojona Jugosławia mogła wystąpić z całą pewnością również byłaby czołowym zespołem Igrzysk.
Spójrzmy na dalsze wyniki tych zespołów. Chorwacja: 2. miejsce IO '92, 3. miejsce MŚ '94, dwukrotnie 3. miejsce ME ('93, '95) . Chorwaci dość szybko wyhamowali - po tragicznej śmierci takiej postaci jak Drazen Petrović ciężko się dziwić. Na polskim EuroBaskecie mogą wrócić na należne miejsce w europejskim baskecie. Jugosławia potrzebowała kilku lat na pozbieranie się do kupy, ale kiedy już się pozbierała to z doskonałym skutkiem: dwukrotnie 1. miejsce MŚ ('98,'02), 2. miejsce IO '96, trzykrotnie 1. miejsce ME ('95,'97, '01) i trzecie miejsc w '99. Rosja: dwukrotnie 2. miejsce MŚ ('94, '98), 2. miejsce ME '93 i 3. miejsce ME '97. W końcu Litwa od odzyskania niepodległości na IO trzykrotnie zajęła 3. miejsce i dwukrotnie 4. Na ME 1. miejsce '03, 2. miejsce '95, 3. miejsce '07.
Przez dekadę jedyną alternatywą dla USA w światowym baskecie były pochodne ZSRR i Jugosławii. Kolejne Dream Teamy w finałach spotykały: Chorwację w '92, Rosję w '94, Jugosławię w '96, a poza tym etatowo Litwę w półfinałach IO. Dopiero Argentyna w XXI weku i w szczególności Hiszpania była w stanie zająć to miejsce. Hiszpanie od 10 lat są w pierwszej czwórce ME, zdobyli MŚ i wicemistrzostwo Olimpijskie.
Z kim przyszłoby potykać się amerykańskim zawodowcom, gdyby do rozgrywek FIBA przystąpili wcześniej, albo gdyby pewne zmiany polityczne trochę zaszły później? ZSRR '88: Arvydas Sabonis, Sarunas Marciulionis, Valdemaras Chomicius, Rimas Kurtinaitis, Titt Sokk, Igors Miglinieks, Aleksander Volkov, Valeri Tikhonenko, Sergei Tarakanov, Aleksander Belostenny, Valeri Goborov, Viktor Pankrashkin pod legendarnym Aleksandrem Gomelskim czy Jugosławia '90: Drazen Petrović, Toni Kukoc, Vlade Divac, Zarko Paspalj, Dino Radja, Zoran Savić, Jure Zdovc, Velimir Perasović, Zeljko Obradović, Arijan Komazec, Radislav Curcić, Zoran Cutura, Zoran Jovanović kierowani przez Dusana Ivkovicia, to jedne z najlepszych zespołów jakie kiedykolwiek biegały po koszykarskich parkietach.
Historia koszykarskich dzieci Związku Radzieckiego i Jugosławii nie kończy się na czterech wyżej omawianych zespołach. Kolejne mniejsze kraje konsekwentnie dochodzą do co raz większego znaczenia. Na najbliższym EuroBaskecie Słowenia i Łotwa wystąpią w najsilniejszych składach w swojej historii. Macedonia zagra na ME po raz drugi. Bośniacy od czasu swojej niezależności tylko dwa razy nie grali na EuroBaskecie.
Co więcej od roku mamy świeży, bardzo silny koszykarski ośrodek czyli oddzieloną od Serbii Czarnogórę. Czarnogórcy dysponują bardzo silnym składem: Nikola Peković, Predrag Drobnjak, Vladimir Dasić, Goran Jeretin, Omar Cook, Slavko Vranes, Vlado Scepanović, Goran Nikolić, Nebojsa Bogavac czy Zarko Rakocević. Warto dodać, że gdyby tylko wyrazili zgodę w barwach Montenegro grać mogliby także Igor Rakocević czy Sasha Pavlović. Widać tutaj wyraźnie, że niektóre nazwiska to kolejne spore straty dla Serbii. Nowej młodej ekipie starego wilka Dusana Ivkovicia szczególnie będzie brakowało Pekovicia i Dasicia - wschodzących gwiazd europejskiego basketu.
Czarnogórcy byliby pewnym kandydatem do gry na EuroBasket 2009. Dość zaznaczyć, że w ostatnim sparingu z naszymi grupowymi rywalami Bułgarami prowadzili już 85-45, żeby na końcu odpuścić i wygrać "tylko" 87-65. Niestety jako nowy członek FIBA muszą najpierw wygrać Dywizję B. Co jak do tej pory wychodzi im z dużą łatwością oczywiście. Warto po raz kolejny zaznaczyć, że wśród czterech najlepszych zespołów tej niższej dywizji (Czarnogóra, Szwecja, Gruzja, Białoruś) aż trzy to potomkowie ZSRR i Jugosławii.
Na sam koniec chciałbym przedstawić hipotetyczne szkice 15-osobowych składów Jugosławii i ZSRR na 2009 rok. Trochę dla zabawy, ale żeby pokazać jaki potencjał drzemie w takich wielonarodowych reprezentacjach:
Jugosławia 2009 (Dusan Ivković)
PG Zoran Planinić, Goran Dragić, Jaka Laković
SG Sasha Vujacić, Beno Udrih, Roko Ukić
SF Bostjan Nachbar, Milenko Tepić, Marko Tomas
PF Matjaz Smodis, Mirza Teletović, Jeremiah Massey
C Rasho Nesterović, Nikola Peković, Erazem Lorbek
ZSRR 2009 (David Blatt)
PG Sarunas Jasikevicus, JR Holden, Janis Blums
SG Rimas Kaukenas, Sandis Valters, Artur Drozdov
SF Linas Kleiza, Victor Khryapa, Jonas Maciulis
PF Andrei Kirilenko, Kaspars Kambala, Krzysztof Ławrynowicz
C Andris Biedrins, Robertas Javtokas, Zaza Pachulia
Zachęcam do komentowania i wrzucania własnych składów. Zaznaczam, że wybór 15 zawodników z ogromu doskonałych koszykarzy nie jest łatwy. Odrzuciłem graczy, którzy są już na reprezentacyjnej emeryturze, albo takich co bardzo regularnie odmawiają reprezentacji (Ilgauskas, Siskauskas, Stojaković, Krstić, Gurović, Pavlović, Jarić, Rakocević).
W oczy rzuca się dominacja Słoweńców. Bo tak naprawdę jeśli chodzi o indywidualności to mają oni je w największej ilości. Poza Rasho wszyscy wymienieni przyjadą na EuroBasket i to w dość jasny sposób pokazuje, że będzie to piekielnie silny indywidualnie zespół. Ale czy jako zespół? To się okaże.
Dodam jeszcze, że Massey zamiast Velickovicia tak żeby mieć jednego naturalizowanego gracza i po jednym przedstawicielu ze Słoweni, Chorwacji, Serbii, Bośni, Czarnogóry i Macedonii. W składzie ZSRR jak widać znalazło się miejsce dla Litwinów, Rosjan, Łotyszy, Ukraińca i Gruzina.
I choć rzadko się o tym mówi - pytanie czy pierwszy Dream Team nie trafił w idealny moment, żeby zbudować legendę potężnej przewagi nad resztą świata. Moment w którym rozpadły się dwie potęgi światowej koszykówki, na ponad dwadzieścia krajów, ale co bardziej kluczowe na cztery później jeszcze przez wiele lat liczące się nowe potęgi: serbską Jugosławię, Litwę, Rosję i Chorwację. Wystarczy spojrzeć na wyniki IO '92. USA w półfinale grało z Litwą, w finale z Chorwacją. A na czwartym miejscu wylądował nie kto inny jak WNP, czyli w praktyce ZSRR odjąć Litwinów. Gdyby okrojona Jugosławia mogła wystąpić z całą pewnością również byłaby czołowym zespołem Igrzysk.
Spójrzmy na dalsze wyniki tych zespołów. Chorwacja: 2. miejsce IO '92, 3. miejsce MŚ '94, dwukrotnie 3. miejsce ME ('93, '95) . Chorwaci dość szybko wyhamowali - po tragicznej śmierci takiej postaci jak Drazen Petrović ciężko się dziwić. Na polskim EuroBaskecie mogą wrócić na należne miejsce w europejskim baskecie. Jugosławia potrzebowała kilku lat na pozbieranie się do kupy, ale kiedy już się pozbierała to z doskonałym skutkiem: dwukrotnie 1. miejsce MŚ ('98,'02), 2. miejsce IO '96, trzykrotnie 1. miejsce ME ('95,'97, '01) i trzecie miejsc w '99. Rosja: dwukrotnie 2. miejsce MŚ ('94, '98), 2. miejsce ME '93 i 3. miejsce ME '97. W końcu Litwa od odzyskania niepodległości na IO trzykrotnie zajęła 3. miejsce i dwukrotnie 4. Na ME 1. miejsce '03, 2. miejsce '95, 3. miejsce '07.
Przez dekadę jedyną alternatywą dla USA w światowym baskecie były pochodne ZSRR i Jugosławii. Kolejne Dream Teamy w finałach spotykały: Chorwację w '92, Rosję w '94, Jugosławię w '96, a poza tym etatowo Litwę w półfinałach IO. Dopiero Argentyna w XXI weku i w szczególności Hiszpania była w stanie zająć to miejsce. Hiszpanie od 10 lat są w pierwszej czwórce ME, zdobyli MŚ i wicemistrzostwo Olimpijskie.
Z kim przyszłoby potykać się amerykańskim zawodowcom, gdyby do rozgrywek FIBA przystąpili wcześniej, albo gdyby pewne zmiany polityczne trochę zaszły później? ZSRR '88: Arvydas Sabonis, Sarunas Marciulionis, Valdemaras Chomicius, Rimas Kurtinaitis, Titt Sokk, Igors Miglinieks, Aleksander Volkov, Valeri Tikhonenko, Sergei Tarakanov, Aleksander Belostenny, Valeri Goborov, Viktor Pankrashkin pod legendarnym Aleksandrem Gomelskim czy Jugosławia '90: Drazen Petrović, Toni Kukoc, Vlade Divac, Zarko Paspalj, Dino Radja, Zoran Savić, Jure Zdovc, Velimir Perasović, Zeljko Obradović, Arijan Komazec, Radislav Curcić, Zoran Cutura, Zoran Jovanović kierowani przez Dusana Ivkovicia, to jedne z najlepszych zespołów jakie kiedykolwiek biegały po koszykarskich parkietach.
Historia koszykarskich dzieci Związku Radzieckiego i Jugosławii nie kończy się na czterech wyżej omawianych zespołach. Kolejne mniejsze kraje konsekwentnie dochodzą do co raz większego znaczenia. Na najbliższym EuroBaskecie Słowenia i Łotwa wystąpią w najsilniejszych składach w swojej historii. Macedonia zagra na ME po raz drugi. Bośniacy od czasu swojej niezależności tylko dwa razy nie grali na EuroBaskecie.
Co więcej od roku mamy świeży, bardzo silny koszykarski ośrodek czyli oddzieloną od Serbii Czarnogórę. Czarnogórcy dysponują bardzo silnym składem: Nikola Peković, Predrag Drobnjak, Vladimir Dasić, Goran Jeretin, Omar Cook, Slavko Vranes, Vlado Scepanović, Goran Nikolić, Nebojsa Bogavac czy Zarko Rakocević. Warto dodać, że gdyby tylko wyrazili zgodę w barwach Montenegro grać mogliby także Igor Rakocević czy Sasha Pavlović. Widać tutaj wyraźnie, że niektóre nazwiska to kolejne spore straty dla Serbii. Nowej młodej ekipie starego wilka Dusana Ivkovicia szczególnie będzie brakowało Pekovicia i Dasicia - wschodzących gwiazd europejskiego basketu.
Czarnogórcy byliby pewnym kandydatem do gry na EuroBasket 2009. Dość zaznaczyć, że w ostatnim sparingu z naszymi grupowymi rywalami Bułgarami prowadzili już 85-45, żeby na końcu odpuścić i wygrać "tylko" 87-65. Niestety jako nowy członek FIBA muszą najpierw wygrać Dywizję B. Co jak do tej pory wychodzi im z dużą łatwością oczywiście. Warto po raz kolejny zaznaczyć, że wśród czterech najlepszych zespołów tej niższej dywizji (Czarnogóra, Szwecja, Gruzja, Białoruś) aż trzy to potomkowie ZSRR i Jugosławii.
Na sam koniec chciałbym przedstawić hipotetyczne szkice 15-osobowych składów Jugosławii i ZSRR na 2009 rok. Trochę dla zabawy, ale żeby pokazać jaki potencjał drzemie w takich wielonarodowych reprezentacjach:
Jugosławia 2009 (Dusan Ivković)
PG Zoran Planinić, Goran Dragić, Jaka Laković
SG Sasha Vujacić, Beno Udrih, Roko Ukić
SF Bostjan Nachbar, Milenko Tepić, Marko Tomas
PF Matjaz Smodis, Mirza Teletović, Jeremiah Massey
C Rasho Nesterović, Nikola Peković, Erazem Lorbek
ZSRR 2009 (David Blatt)
PG Sarunas Jasikevicus, JR Holden, Janis Blums
SG Rimas Kaukenas, Sandis Valters, Artur Drozdov
SF Linas Kleiza, Victor Khryapa, Jonas Maciulis
PF Andrei Kirilenko, Kaspars Kambala, Krzysztof Ławrynowicz
C Andris Biedrins, Robertas Javtokas, Zaza Pachulia
Zachęcam do komentowania i wrzucania własnych składów. Zaznaczam, że wybór 15 zawodników z ogromu doskonałych koszykarzy nie jest łatwy. Odrzuciłem graczy, którzy są już na reprezentacyjnej emeryturze, albo takich co bardzo regularnie odmawiają reprezentacji (Ilgauskas, Siskauskas, Stojaković, Krstić, Gurović, Pavlović, Jarić, Rakocević).
W oczy rzuca się dominacja Słoweńców. Bo tak naprawdę jeśli chodzi o indywidualności to mają oni je w największej ilości. Poza Rasho wszyscy wymienieni przyjadą na EuroBasket i to w dość jasny sposób pokazuje, że będzie to piekielnie silny indywidualnie zespół. Ale czy jako zespół? To się okaże.
Dodam jeszcze, że Massey zamiast Velickovicia tak żeby mieć jednego naturalizowanego gracza i po jednym przedstawicielu ze Słoweni, Chorwacji, Serbii, Bośni, Czarnogóry i Macedonii. W składzie ZSRR jak widać znalazło się miejsce dla Litwinów, Rosjan, Łotyszy, Ukraińca i Gruzina.
środa, 12 sierpnia 2009
Operacja Chorwacja na remis
Dwa inauguracyjne sparingi armii Muli Katzurina szykowanej na europejską wrześniową wojnę za nami. Bilans wszechremisowy – po jednym zwycięstwie, a w punktach 149:149. O pierwszym meczu się nie wypowiem, bo dopiero go zobaczę po pojawieniu się zapisu w Internecie, lecz dziś niesiony falą entuzjazmu zaczerpniętej z gry Polaków podzielę się swoją opinią.
Śmiało można powiedzieć o dobrym tempie spotkania, licząc się ze stadium przygotowań obu ekip. Polacy zaskakiwali pomysłami w obronie, jak choćby pressingiem na połowie rywali – efekt – wymuszenie błędu ośmiu sekund. Pod tablicami rządzili nasi podkoszowi z Polish Hammerem na czele. Ale o Marcinie Gortacie więcej za chwilę.
Miałem momentami wrażenie, że kadrowicze wręcz kipieli ochotą do gry, determinacją i nieustępliwością. Na początku meczu Chorwaci odjechali z wynikiem, ale po kilku momentach polska lokomotywa wyprzedziła rywali. Koncentracja w defensywie pozwalała wyprowadzić kilka naprawdę ładnie wyglądających kontrataków. Błędy oczywiście się też zdarzały, lecz ogólnie wielkiej tragedii nie ma, a z wyniku jak i sposób rozgrywania meczu (bo pisać o wyrobionym stylu, to trochę za wcześnie) mógł znaleźć uznanie u wielu kibiców.
Można gdybać jak wielką różnicę zrobił brak Zorana Planinicia, ale z tym bym aż tak mocno nie przesadzał. Fakt faktem, w pierwszym sparingu wręcz pozamiatał w końcówce naszą defensywę. Ale u nas mało grał też Szymon Szewczyk, a Michał Ignerski przesiedział prawie 3 kwarty. Można również zadać pytanie, jakby wyglądał pojedynek z większym procentem skuteczności w rzutach za 3 oddawanych przez Polaków – po 20 minutach 2/11, a do ostatniego gwizdka 4/20.
Jakkolwiek nie chce popadać w hurraoptymizm, gdyż do poprawy jest jeszcze bardzo dużo aspektów i do international level chyba brakuje więcej niż ciut. Na szczęście jeszcze przez blisko miesiąc będziemy emocjonować się formą, taktyką i jakością reprezentacji.
Zwycięstwo w tym starciu podniesie morale naszego zespołu. Wydaje się, że reprezentanci nie przejęli się wczorajszą porażką, a ta tylko podrażniła ich ambicje i zmobilizowała do jeszcze intensywniejszej walki. I właśnie to zobaczyliśmy – naszych gryzących parkiet. Wskaźniki psychologiczne się podniosły, a to dobrze wróży przed turniejem w Londynie.
A teraz krótkie cenzurki.
Marcin Gortat – wczoraj można było czuć niedosyt. Bo to Polak z NBA i od niego wymaga się więcej? Jasne, ale od razu Krakowa... Dziś Nikola Vujcić do gadania pod obręczą wiele nie miał, bo Hammer uprzejmie zademonstrował swoją dominację motoryczną nad legendą europejskich parkietów. A w statystykach widać en toutes lettres jak mawiają Francuzi: 9 punktów i 5 zbiórek Chorwata wygląda marnie przy 22/13 Gortata. W przerwie zainteresowany tłumaczył słabą grę na środku, biorąc winę na siebie. Skoncentrowany w pełni skazę z pierwszej części gry zmazał.
Krzysztof Szubarga – pokuszę się o pozytywną ocenę jego występu. Osobiście ze strony rozgrywającego Anwilu wielkich błysków się nie spodziewałem. A dziś zaprezentował się przyzwoicie. Dostał solidną ilość minut, nie tak źle wypadł z Łukaszem Koszarkiem, testując pomysł o równoczesnym przebywaniu na parkiecie dwóch rozgrywających. Tylko jedna strata, kilka nie do koca przemyślanych decyzji, ale i dwa fenomenalne finalne podania w ofensywie zasługiwały na owacje. Grał dużo, może Katzurin przygotowuje go mentalnie do trudnych starć z gwiazdami znacznie większego formatu już na imprezie docelowej? Jeśli to ma pomóc, to niech się ogrywa.
Krzysztof Roszyk – pokazał to od czego w tej kadrze jest – defensywę. Wyszarpywanie piłek, zbiórki, a nie rzuty są jego domeną, choć i to potrafi. Swoją zaciętością zdeprymował nawet gwiazdę Toronto Raptors Roko Leni Ukica. On dodaje do całokształtu kadry wysoką jakość wykonania tzw. czarnej roboty. Potrafi odnaleźć się w kontrze, rzuci się po opadającą piłkę – krótko mówiąc – nie odpuszcza.
David Logan - do jego postawy nie sposób się nie odnieść. O zdobycz punktową w pierwszej batalii przyćmiły błędy podczas rozgrywania akcji i aż 9 strat. Amerykanin w roli rozgrywającego nigdy się nie sprawdzi, bo za sprawą swojej błyskotliwości, sprawności i instynktem rzutowym idealnie pasuje na pozycję rzucającego. Warto dodać, iż jego straty, jak napisał lukam, w przeciwieństwie do przyzwyczajeń z drużyny Asseco, dzielił się piłką i szukał partnerów. Uważam do już w tej chwili za spore wzmocnienie.
Nie chce pisać o finiszu Pawła Kikowskiego w drużynie, ale brak wypróbowania jego umiejętności aż dwukrotnie domniema raczej o złe proroctwo. Czemu trener nie skorzystał z walorów strzeleckich młodego euroligowca? Nie wiem czy to nie najlepsze zastępstwo dla Logana na dwójce. O ile zakończenia przygody z Eurobasketem przez Witkę I Skibniewskiego już podczas przygotowań jest według mnie pewniejsze niż śmierć i podatki, to decyzji dotykającej „Kiko” już nie. Może Londyn okaże się dla niego szczęśliwym miejscem?
Oprócz wspominanej dwójki do wylotu wcześniej z kolegami pożegna się ktoś z pary Chyliński – Kitzinger. Stawiam na Marcina Kosińskiego. Chyliński bije go o głowę doświadczeniami (co nie oznacza formą) zbieranymi w Hiszpanii oraz wymiennością pozycji. Jak będzie to oczywiście ekscentryczny Izraelczyk z ławki trenerskiej nam wkrótce ujawni.
Już w piątek ciekawie obsadzony turniej na Wyspach. Niuanse w grze powoli wychodzą na światło dzienne. I dobrze bo widać, że Polacy próbują różnych wariantów. Teraz muszą się cementować i mozolnie, aż do odruchów wymiotnych ćwiczyć ustawienia i instrukcje techniczne podane przez Izraelskiego coacha. Na nadchodzącym turnieju obdarzę szczególną ciekawości Macieja Lampego.Dostał parę minut i uważam, że spożytkował je prawidłowo.A będzie tylko lepiej.
A teraz do Londynu!
Śmiało można powiedzieć o dobrym tempie spotkania, licząc się ze stadium przygotowań obu ekip. Polacy zaskakiwali pomysłami w obronie, jak choćby pressingiem na połowie rywali – efekt – wymuszenie błędu ośmiu sekund. Pod tablicami rządzili nasi podkoszowi z Polish Hammerem na czele. Ale o Marcinie Gortacie więcej za chwilę.
Miałem momentami wrażenie, że kadrowicze wręcz kipieli ochotą do gry, determinacją i nieustępliwością. Na początku meczu Chorwaci odjechali z wynikiem, ale po kilku momentach polska lokomotywa wyprzedziła rywali. Koncentracja w defensywie pozwalała wyprowadzić kilka naprawdę ładnie wyglądających kontrataków. Błędy oczywiście się też zdarzały, lecz ogólnie wielkiej tragedii nie ma, a z wyniku jak i sposób rozgrywania meczu (bo pisać o wyrobionym stylu, to trochę za wcześnie) mógł znaleźć uznanie u wielu kibiców.
Można gdybać jak wielką różnicę zrobił brak Zorana Planinicia, ale z tym bym aż tak mocno nie przesadzał. Fakt faktem, w pierwszym sparingu wręcz pozamiatał w końcówce naszą defensywę. Ale u nas mało grał też Szymon Szewczyk, a Michał Ignerski przesiedział prawie 3 kwarty. Można również zadać pytanie, jakby wyglądał pojedynek z większym procentem skuteczności w rzutach za 3 oddawanych przez Polaków – po 20 minutach 2/11, a do ostatniego gwizdka 4/20.
Jakkolwiek nie chce popadać w hurraoptymizm, gdyż do poprawy jest jeszcze bardzo dużo aspektów i do international level chyba brakuje więcej niż ciut. Na szczęście jeszcze przez blisko miesiąc będziemy emocjonować się formą, taktyką i jakością reprezentacji.
Zwycięstwo w tym starciu podniesie morale naszego zespołu. Wydaje się, że reprezentanci nie przejęli się wczorajszą porażką, a ta tylko podrażniła ich ambicje i zmobilizowała do jeszcze intensywniejszej walki. I właśnie to zobaczyliśmy – naszych gryzących parkiet. Wskaźniki psychologiczne się podniosły, a to dobrze wróży przed turniejem w Londynie.
A teraz krótkie cenzurki.
Marcin Gortat – wczoraj można było czuć niedosyt. Bo to Polak z NBA i od niego wymaga się więcej? Jasne, ale od razu Krakowa... Dziś Nikola Vujcić do gadania pod obręczą wiele nie miał, bo Hammer uprzejmie zademonstrował swoją dominację motoryczną nad legendą europejskich parkietów. A w statystykach widać en toutes lettres jak mawiają Francuzi: 9 punktów i 5 zbiórek Chorwata wygląda marnie przy 22/13 Gortata. W przerwie zainteresowany tłumaczył słabą grę na środku, biorąc winę na siebie. Skoncentrowany w pełni skazę z pierwszej części gry zmazał.
Krzysztof Szubarga – pokuszę się o pozytywną ocenę jego występu. Osobiście ze strony rozgrywającego Anwilu wielkich błysków się nie spodziewałem. A dziś zaprezentował się przyzwoicie. Dostał solidną ilość minut, nie tak źle wypadł z Łukaszem Koszarkiem, testując pomysł o równoczesnym przebywaniu na parkiecie dwóch rozgrywających. Tylko jedna strata, kilka nie do koca przemyślanych decyzji, ale i dwa fenomenalne finalne podania w ofensywie zasługiwały na owacje. Grał dużo, może Katzurin przygotowuje go mentalnie do trudnych starć z gwiazdami znacznie większego formatu już na imprezie docelowej? Jeśli to ma pomóc, to niech się ogrywa.
Krzysztof Roszyk – pokazał to od czego w tej kadrze jest – defensywę. Wyszarpywanie piłek, zbiórki, a nie rzuty są jego domeną, choć i to potrafi. Swoją zaciętością zdeprymował nawet gwiazdę Toronto Raptors Roko Leni Ukica. On dodaje do całokształtu kadry wysoką jakość wykonania tzw. czarnej roboty. Potrafi odnaleźć się w kontrze, rzuci się po opadającą piłkę – krótko mówiąc – nie odpuszcza.
David Logan - do jego postawy nie sposób się nie odnieść. O zdobycz punktową w pierwszej batalii przyćmiły błędy podczas rozgrywania akcji i aż 9 strat. Amerykanin w roli rozgrywającego nigdy się nie sprawdzi, bo za sprawą swojej błyskotliwości, sprawności i instynktem rzutowym idealnie pasuje na pozycję rzucającego. Warto dodać, iż jego straty, jak napisał lukam, w przeciwieństwie do przyzwyczajeń z drużyny Asseco, dzielił się piłką i szukał partnerów. Uważam do już w tej chwili za spore wzmocnienie.
Nie chce pisać o finiszu Pawła Kikowskiego w drużynie, ale brak wypróbowania jego umiejętności aż dwukrotnie domniema raczej o złe proroctwo. Czemu trener nie skorzystał z walorów strzeleckich młodego euroligowca? Nie wiem czy to nie najlepsze zastępstwo dla Logana na dwójce. O ile zakończenia przygody z Eurobasketem przez Witkę I Skibniewskiego już podczas przygotowań jest według mnie pewniejsze niż śmierć i podatki, to decyzji dotykającej „Kiko” już nie. Może Londyn okaże się dla niego szczęśliwym miejscem?
Oprócz wspominanej dwójki do wylotu wcześniej z kolegami pożegna się ktoś z pary Chyliński – Kitzinger. Stawiam na Marcina Kosińskiego. Chyliński bije go o głowę doświadczeniami (co nie oznacza formą) zbieranymi w Hiszpanii oraz wymiennością pozycji. Jak będzie to oczywiście ekscentryczny Izraelczyk z ławki trenerskiej nam wkrótce ujawni.
Już w piątek ciekawie obsadzony turniej na Wyspach. Niuanse w grze powoli wychodzą na światło dzienne. I dobrze bo widać, że Polacy próbują różnych wariantów. Teraz muszą się cementować i mozolnie, aż do odruchów wymiotnych ćwiczyć ustawienia i instrukcje techniczne podane przez Izraelskiego coacha. Na nadchodzącym turnieju obdarzę szczególną ciekawości Macieja Lampego.Dostał parę minut i uważam, że spożytkował je prawidłowo.A będzie tylko lepiej.
A teraz do Londynu!
Operacja Eurobasket - pierwszy mecz dla Chorwatów
Po pierwszym meczu z jakiegoś cyklu zwykło się pisać „pierwsze koty za płoty” albo inne mądralińskie przysłowia, ale możemy sobie takie ozdobniki darować. Reprezentacja Polski rozegrała mecz, który jest etapem przygotowań do Eurobasketu. Wynik był niezły, gra momentami też, atmosfera dziwna, a organizacja meczu (ponoć) jeszcze do poprawki. No to pokrótce podsumujmy, czego byliśmy świadkami.
Rywalami biało - czerwonych była mocna ekipa Chorwacji, która (także w obecnym składzie) notuje wyniki, o których my marzymy. To tak dla przypomnienia tym komentatorom telewizyjnym, którzy usilnie starali się po meczu powiedzieć telewidzom, że nasi byli w sumie do bani i mnóstwo jest jeszcze do poprawienia. Ani słowa o klasie przeciwnika, tak jakbyśmy z jakimiś kelnerami się potknęli na progu mistrzostw, a nie stawali jak równy z równym z czołową ekipa Starego Kontynentu.
Spotkania sparingowe służą budowie, bądź scementowaniu zespołu. Chorwaci znają się jak łyse konie, więc oni się „cementowali”. Przypominali sobie zagrywki, którymi zamęczają przeciwników od lat i budowali atmosferę. Nasi zagrali w takim składzie chyba po raz pierwszy, więc trener wciąż buduje tę drużynę i ciężko wymagać zwycięstw na tym etapie przygotowań.
Wygląda na to, że selekcjoner ma jeszcze kilka wątpliwości i rotując składem stara się przyjrzeć właśnie tym zawodnikom, nad którymi widnieją znaki zapytania. To oczywistość, ale pomaga zrozumieć, dlaczego dziś nie grał Paweł Kikowski, Krzysztof Roszyk czy Robert Skibniewski, który z kolei ma otrzymać szansę podczas turnieju w Londynie. Podobną politykę stosował rok temu, z tym ze wówczas miewał także problemy z uzyskaniem zwolnień tego czy innego gracza z zajęć w klubie. Teraz poza Davidem Loganem i Maciejem Lampe, którzy dojechali nieco później, o wszelkich roszadach decyduje sam coach.
Dzisiejszy mecz służył szerokim testom Logana. Amerykanin grał najwięcej w zespole (nie ma z tym problemów, o czym pamiętamy z jego występów w Zgorzelcu czy Sopocie). Naturalizowany kadrowicz pokazał się nam zarówno w roli strzelca, jak i rozgrywającego. W tej pierwszej czuł się świetnie i szybko pokazał akcje, dzięki którym został gwiazdą polskiej ligi. Już w pierwszym meczy został liderem punktowym, a jego „trójki” trzymały wynik w najgorszej dla nas drugiej kwarcie. To jest ta nowa jakość, której potrzebowaliśmy.
W roli „jedynki” było już gorzej. Wydaje się jednak, że Mulemu Katzurinowi wiedza z tego spotkania była niezwykle potrzebna. Logan ma kilka ważnych cech pożądanych na rozegraniu – dobrze kozłuje, jest szybki i przebojowy. Idealny wręcz do wyprowadzania piłki przez połowę boiska, co przyda się gdy obrona rywali będzie już „turniejowa”. Dzisiejsze błędy i straty mogły wynikać z wciąż niedostatecznego zgrania z nowymi kolegami, a nie z jakichś cech osobowościowych Davida. Poza tym, dobrze, ze szuka partnerów do współpracy, a nie tylko rzuca, a zrozumienie intencji musi się wypracować podczas kolejnych gier. Niemniej, na razie eksperyment udał się powiedzmy połowicznie i nie da się powiedzieć, że oto mamy nowego rozgrywającego kadry. Ale strzelca jak najbardziej.
Drugim testowanym był Marcin Gortat. W pierwszej połowie dostał mało piłek i nasza gra była nieco statyczna, bez rewelacji. Potem jednak Gorti sam się wykreował pięknym blokiem na Kasunie i alley oopem w kontrze, a podania do niego popłynęły szerszym strumieniem. Zaczęliśmy grać bardziej kombinacyjnie i zespołowo, a obrona przyniosła szybsze akcje w kontrze i wyrównany wynik niemal do końca meczu. Sam Marcin stoczył ładne pojedynki z Nikolą Vujciciem i Mario Kasunem. Wzajemnym czapom i akcjom tyłem do kosza nie było końca. Widać, że gra w finałach NBA dodała naszemu centrowi takiej pewności siebie, jaką Chorwaci posiedli po przejściu przez swój perfekcyjny system szkolenia. Szkoda, że więcej takich Gortich nie mamy..
Graczowi Orlando brakuje wsparcia. Teraz widać, do czego jest nam potrzebny Maciej Lampe. Szymon Szewczyk to świetny facet – zbiórki, walka, bloki i akcje przodem do kosza. Dziś nawet trafił dwie „trójki”, co często mu się nie zdarza. Filip Dylewicz gra głową i w zanadrzu ma arsenał sprytnych rzutów, których próżno szukać w podręcznikach koszykówki. Ma też jeden problem – brak centymetrów. Adam Wójcik jak zwykle profesor – wymusza faule, a wolne trafia jak automat. Nie na jego zdrowie jednak jest branie na plecy takich olbrzymów jak Kasun, czy Sandro Nicević. Wszystkich wymienionych łączy to, że nie zagrają tyłem do kosza na poziomie Eurobasketu. I tu kłania się Lampe, który w Chimkach właśnie ten element całkiem nieźle opanował, a w swojej karierze przepychał już Javtokasów, Papadopoulosów i Smodisów. Jeśli jest zwarty i gotowy na sto procent, to jego umiejętności mogą się okazać bezcenne.
Jak ocenić nasz obwód? Michał Ignerski nieźle zaczął (dynamiczna akcja ze zwodem i rzutem z półdystansu), ale musi popracować nad skutecznością. Ma świetny zasięg, dynamikę i widać, że Katzurin widzi go na obu skrzydłach. Ciekaw jestem, jak się rozwinie tego lata, bo ciężko mu było znaleźć miejsce między podkoszowymi i „małymi”. A szkoda, bo to zawodnik o sporych możliwościach w ataku.
Rozgrywający w pierwszej połowie, poza „trójką” Łukasza Koszarka, czy przytomnym podaniem Michała Chylińskiego do Szewczyka – nie błysnęli. Po przerwie przyspieszyli grę, a obniżony skład przyniósł lepszą obronę i kontry, które dały „jedynkom” pole do popisu. Atak pozycyjny ciągle do oszlifowania.
Ze strzelców, oprócz Logana grał jeszcze Iwo Kitzinger, ale on spalił się przy rzucie z czystej pozycji i potem nie miał już takiego zaufania trenera. Jutro być może do gry wejdzie Kikowski, więc będzie można próbować porównać opcje rezerwowe dla Logana. Ktoś z tej grupy może na Eurobasket się nie załapać. Warto zauważyć, że każdy z grających miał swoją rolę. Nawet siedzący przez niemal cały mecz Robert Witka wszedł w końcówce na boisko z jasnym zadaniem i je wykonał. Oby jutro takie role dostali Roszyk i Kikowski, bo to wartościowi ligowcy i warto dać im szanse na rozwinięcie skrzydeł.
Patrząc w statystyki można dojść do słusznego wniosku, ze nie oddają całej prawdy. Tak było i dzisiaj. Chorwaci nie mieli lepszej skuteczności ani w rzutach za dwa, ani nawet za trzy punkty, choć wydawało się, że rozbijali nas właśni „trójkami”. Przegrali z nami walkę o zbiórki i także asyst mieli mniej. Cyferki nie wychwycą bowiem tego, co nie jest indywidualne – Tzw. kultury gry. Goście ze swadą trafiali z daleka, ale potrafili podaniami i ustawieniem na boisku „wyczyścić” pole i znaleźć wolnego strzelca na pozycji. Grają ze sobą od lat i tej przewagi nie udało się zniwelować. Nadrabialiśmy energią i zaangażowaniem, ale w końcówce przeważyła mądrość i spokój Chorwatów. Jak na zespół po ciężkich, bałkańskich treningach siłowych, prezentowali się rześko, choć grali dziesiątka, a my jedenastką zawodników. To daje ogranie i doświadczenie, którego nam jako zespołowi jeszcze brak. „Jeszcze”, jak mniemam.
Szkoda, że hala w Łodzi nie wypełniła się w stu procentach, choć myślałem, że „na Gortata” przyjdzie kto żyw. Sezon urlopowy trochę nieobecnych usprawiedliwia. Podobnie jak fakt, wypełnić tak duży obiekt łatwo nie jest. Nie wiem, tylko, co powiedzieć o atmosferze, która była dość senna, wyjąwszy reakcje na zagrania Marcina G. I doping w końcówce. Na Meczu Gigantów zrzucaliśmy winę na wszechobecnego didżeja, ale widać, że czasem i on jest potrzebny gdy ludzie śpią. Nie rozumiem też postawy ludzi nachalnie lansujących lokalny ŁKS. Można sobie chwilkę tak pokrzyczeć dla lansu, ale pamiętajmy, że gdy gra reprezentacja kibicujemy jej. Swój klub mamy przez cały rok. Myślałem, ze doświadczonym kibicom z Miasta Włókniarzy nie trzeba takich rzeczy przypominać..
Oprawa medialna nie była wcale zła, choć „studio” przed meczem chyba trochę krótsze od reklam przed pierwszym gwizdkiem. Troszkę też nie wykorzystano powtórek w serwisach sportowych, a było co oglądać. Na ochronę w hali narzekał prezes Roman Ludwiczuk (przed kamerą telewizyjną) i to był taki PR –owski zgrzyt. Jest jednak czas na poprawki. Dla kadry też. I absolutnie za wcześnie, by uderzać w żałobne tony (jak się niektórym zdarzyło). Podobnie jak na euforię. Jutro drugi mecz w Arenie. Ciekawe, co nowego przyszykuje trener Katzurin i jego paczka. Start o 17.00.
Rywalami biało - czerwonych była mocna ekipa Chorwacji, która (także w obecnym składzie) notuje wyniki, o których my marzymy. To tak dla przypomnienia tym komentatorom telewizyjnym, którzy usilnie starali się po meczu powiedzieć telewidzom, że nasi byli w sumie do bani i mnóstwo jest jeszcze do poprawienia. Ani słowa o klasie przeciwnika, tak jakbyśmy z jakimiś kelnerami się potknęli na progu mistrzostw, a nie stawali jak równy z równym z czołową ekipa Starego Kontynentu.
Spotkania sparingowe służą budowie, bądź scementowaniu zespołu. Chorwaci znają się jak łyse konie, więc oni się „cementowali”. Przypominali sobie zagrywki, którymi zamęczają przeciwników od lat i budowali atmosferę. Nasi zagrali w takim składzie chyba po raz pierwszy, więc trener wciąż buduje tę drużynę i ciężko wymagać zwycięstw na tym etapie przygotowań.
Wygląda na to, że selekcjoner ma jeszcze kilka wątpliwości i rotując składem stara się przyjrzeć właśnie tym zawodnikom, nad którymi widnieją znaki zapytania. To oczywistość, ale pomaga zrozumieć, dlaczego dziś nie grał Paweł Kikowski, Krzysztof Roszyk czy Robert Skibniewski, który z kolei ma otrzymać szansę podczas turnieju w Londynie. Podobną politykę stosował rok temu, z tym ze wówczas miewał także problemy z uzyskaniem zwolnień tego czy innego gracza z zajęć w klubie. Teraz poza Davidem Loganem i Maciejem Lampe, którzy dojechali nieco później, o wszelkich roszadach decyduje sam coach.
Dzisiejszy mecz służył szerokim testom Logana. Amerykanin grał najwięcej w zespole (nie ma z tym problemów, o czym pamiętamy z jego występów w Zgorzelcu czy Sopocie). Naturalizowany kadrowicz pokazał się nam zarówno w roli strzelca, jak i rozgrywającego. W tej pierwszej czuł się świetnie i szybko pokazał akcje, dzięki którym został gwiazdą polskiej ligi. Już w pierwszym meczy został liderem punktowym, a jego „trójki” trzymały wynik w najgorszej dla nas drugiej kwarcie. To jest ta nowa jakość, której potrzebowaliśmy.
W roli „jedynki” było już gorzej. Wydaje się jednak, że Mulemu Katzurinowi wiedza z tego spotkania była niezwykle potrzebna. Logan ma kilka ważnych cech pożądanych na rozegraniu – dobrze kozłuje, jest szybki i przebojowy. Idealny wręcz do wyprowadzania piłki przez połowę boiska, co przyda się gdy obrona rywali będzie już „turniejowa”. Dzisiejsze błędy i straty mogły wynikać z wciąż niedostatecznego zgrania z nowymi kolegami, a nie z jakichś cech osobowościowych Davida. Poza tym, dobrze, ze szuka partnerów do współpracy, a nie tylko rzuca, a zrozumienie intencji musi się wypracować podczas kolejnych gier. Niemniej, na razie eksperyment udał się powiedzmy połowicznie i nie da się powiedzieć, że oto mamy nowego rozgrywającego kadry. Ale strzelca jak najbardziej.
Drugim testowanym był Marcin Gortat. W pierwszej połowie dostał mało piłek i nasza gra była nieco statyczna, bez rewelacji. Potem jednak Gorti sam się wykreował pięknym blokiem na Kasunie i alley oopem w kontrze, a podania do niego popłynęły szerszym strumieniem. Zaczęliśmy grać bardziej kombinacyjnie i zespołowo, a obrona przyniosła szybsze akcje w kontrze i wyrównany wynik niemal do końca meczu. Sam Marcin stoczył ładne pojedynki z Nikolą Vujciciem i Mario Kasunem. Wzajemnym czapom i akcjom tyłem do kosza nie było końca. Widać, że gra w finałach NBA dodała naszemu centrowi takiej pewności siebie, jaką Chorwaci posiedli po przejściu przez swój perfekcyjny system szkolenia. Szkoda, że więcej takich Gortich nie mamy..
Graczowi Orlando brakuje wsparcia. Teraz widać, do czego jest nam potrzebny Maciej Lampe. Szymon Szewczyk to świetny facet – zbiórki, walka, bloki i akcje przodem do kosza. Dziś nawet trafił dwie „trójki”, co często mu się nie zdarza. Filip Dylewicz gra głową i w zanadrzu ma arsenał sprytnych rzutów, których próżno szukać w podręcznikach koszykówki. Ma też jeden problem – brak centymetrów. Adam Wójcik jak zwykle profesor – wymusza faule, a wolne trafia jak automat. Nie na jego zdrowie jednak jest branie na plecy takich olbrzymów jak Kasun, czy Sandro Nicević. Wszystkich wymienionych łączy to, że nie zagrają tyłem do kosza na poziomie Eurobasketu. I tu kłania się Lampe, który w Chimkach właśnie ten element całkiem nieźle opanował, a w swojej karierze przepychał już Javtokasów, Papadopoulosów i Smodisów. Jeśli jest zwarty i gotowy na sto procent, to jego umiejętności mogą się okazać bezcenne.
Jak ocenić nasz obwód? Michał Ignerski nieźle zaczął (dynamiczna akcja ze zwodem i rzutem z półdystansu), ale musi popracować nad skutecznością. Ma świetny zasięg, dynamikę i widać, że Katzurin widzi go na obu skrzydłach. Ciekaw jestem, jak się rozwinie tego lata, bo ciężko mu było znaleźć miejsce między podkoszowymi i „małymi”. A szkoda, bo to zawodnik o sporych możliwościach w ataku.
Rozgrywający w pierwszej połowie, poza „trójką” Łukasza Koszarka, czy przytomnym podaniem Michała Chylińskiego do Szewczyka – nie błysnęli. Po przerwie przyspieszyli grę, a obniżony skład przyniósł lepszą obronę i kontry, które dały „jedynkom” pole do popisu. Atak pozycyjny ciągle do oszlifowania.
Ze strzelców, oprócz Logana grał jeszcze Iwo Kitzinger, ale on spalił się przy rzucie z czystej pozycji i potem nie miał już takiego zaufania trenera. Jutro być może do gry wejdzie Kikowski, więc będzie można próbować porównać opcje rezerwowe dla Logana. Ktoś z tej grupy może na Eurobasket się nie załapać. Warto zauważyć, że każdy z grających miał swoją rolę. Nawet siedzący przez niemal cały mecz Robert Witka wszedł w końcówce na boisko z jasnym zadaniem i je wykonał. Oby jutro takie role dostali Roszyk i Kikowski, bo to wartościowi ligowcy i warto dać im szanse na rozwinięcie skrzydeł.
Patrząc w statystyki można dojść do słusznego wniosku, ze nie oddają całej prawdy. Tak było i dzisiaj. Chorwaci nie mieli lepszej skuteczności ani w rzutach za dwa, ani nawet za trzy punkty, choć wydawało się, że rozbijali nas właśni „trójkami”. Przegrali z nami walkę o zbiórki i także asyst mieli mniej. Cyferki nie wychwycą bowiem tego, co nie jest indywidualne – Tzw. kultury gry. Goście ze swadą trafiali z daleka, ale potrafili podaniami i ustawieniem na boisku „wyczyścić” pole i znaleźć wolnego strzelca na pozycji. Grają ze sobą od lat i tej przewagi nie udało się zniwelować. Nadrabialiśmy energią i zaangażowaniem, ale w końcówce przeważyła mądrość i spokój Chorwatów. Jak na zespół po ciężkich, bałkańskich treningach siłowych, prezentowali się rześko, choć grali dziesiątka, a my jedenastką zawodników. To daje ogranie i doświadczenie, którego nam jako zespołowi jeszcze brak. „Jeszcze”, jak mniemam.
Szkoda, że hala w Łodzi nie wypełniła się w stu procentach, choć myślałem, że „na Gortata” przyjdzie kto żyw. Sezon urlopowy trochę nieobecnych usprawiedliwia. Podobnie jak fakt, wypełnić tak duży obiekt łatwo nie jest. Nie wiem, tylko, co powiedzieć o atmosferze, która była dość senna, wyjąwszy reakcje na zagrania Marcina G. I doping w końcówce. Na Meczu Gigantów zrzucaliśmy winę na wszechobecnego didżeja, ale widać, że czasem i on jest potrzebny gdy ludzie śpią. Nie rozumiem też postawy ludzi nachalnie lansujących lokalny ŁKS. Można sobie chwilkę tak pokrzyczeć dla lansu, ale pamiętajmy, że gdy gra reprezentacja kibicujemy jej. Swój klub mamy przez cały rok. Myślałem, ze doświadczonym kibicom z Miasta Włókniarzy nie trzeba takich rzeczy przypominać..
Oprawa medialna nie była wcale zła, choć „studio” przed meczem chyba trochę krótsze od reklam przed pierwszym gwizdkiem. Troszkę też nie wykorzystano powtórek w serwisach sportowych, a było co oglądać. Na ochronę w hali narzekał prezes Roman Ludwiczuk (przed kamerą telewizyjną) i to był taki PR –owski zgrzyt. Jest jednak czas na poprawki. Dla kadry też. I absolutnie za wcześnie, by uderzać w żałobne tony (jak się niektórym zdarzyło). Podobnie jak na euforię. Jutro drugi mecz w Arenie. Ciekawe, co nowego przyszykuje trener Katzurin i jego paczka. Start o 17.00.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
