Kończy się rok 2009, na wszelakich serwisach królują jego analizy, podsumowania, przypomnienia najciekawszych momentów. U nas również staraliśmy się jakoś przeanalizować drugą jego część, czyli rozgrywki PLK. I gdy wydawało mi się, że kurz i dym (zwłaszcza po wpisie Grześka) opadł, nadeszła niespodziewana propozycja.
Kilka dni temu Szczepan Radzki zaprosił mnie do wspólnego podsumowania całego mijającego roku. Dzieło to powstało przy udziale wspomnianego wyżej autora bloga difens.pl, Łukasza Ceglińskiego, Michała Owczarka, Kuby Wojczyńskiego i Maćka Kwiatkowskiego. Oraz mojej skromnej osoby. Dziękując za zaproszenie i możliwość dyskusji w tak znamienitym gronie serdecznie zapraszam do poczytania efektów końcowych tej czterodniowej wymiany poglądów.
Całość to swoisty czteropak poruszający najważniejsze naszym zdaniem tematy mijającego roku. Nie zabrakło Marcina Gortata (zresztą odniósł się on na swoim twitterze do tego „dzieła”), reprezentacji Polski, rodzimych rozgrywek, czy NBA. Wszystko na dość popularnym serwisie sport.pl.
Część pierwsza: Co z tym Gortatem?
Część druga: Prokom i długo, długo nic
Część trzecia: NBA w cieniu Los Angeles Lakers
Część czwarta: Katzurin EuroBasket odbębnił
czwartek, 31 grudnia 2009
Happy New Year
Tak, tak – Wigilia już za nami, a lada chwila Sylwester. I jak to zwykle bywa w tym okresie, w kraju dominują kolejki w sklepach, karpie, szampany i fajerwerki. Oraz życzenia. Te ostatnie ludzie składają na około, przez maile, sms-y, listy… We wszelakich serwisach również takowe są, więc i my nie będziemy gorsi.
A zatem, z okazji nadchodzącego Nowego Roku, życzymy:
Prezesowi Ludwiczukowi – prężnego sponsora dla ligi. Pomysłów i działań które przysporzą popularności basketowi lub oddania części decyzji w lepsze ręce. Dobrego wyboru trenera męskiej kadry. Takiego, co pchnie ten wózek na nowe, lepsze tory i nie wywoła plajty PZKosza.
Polskiej koszykówce – talentów, nowych gwiazd na miarę Zeliga, Wójcika, czy Gortata. Tłumów kibiców w halach i przed telewizorami. Oraz światłego przywódcy, który przywróci jej należne miejsce w sercach Polaków.
PZKosz-owi – by wreszcie znalazł trenera dla kadry. Nie mieszał w lidze, nie tworzył jakichś sztucznych widowisk typu dwa Mecze Gwiazd, a jedno, za to doskonale zrobione. Znalazł sponsora, lepiej szkolił sędziów oraz pozwolił działać takim organom jak komisja licencyjna.
Komisji licencyjnej przy PLK – konsekwencji w stosowaniu regulaminu i pełnej przejrzystości w działaniu.
PLK – aby większość jej meczy stało na takim poziomie jak niedawny Turowa z Prokomem, a walka czy to o utrzymanie, czy o mistrzostwo trwała do ostatnich chwil i była rozstrzygana na boisku. Oraz by rosła w siłę, a nadchodzące kolejne sezony były przebudzeniem z letargu i wzrostem ogólnego jej poziomu.
Sędziom – by nie rzucali się w oczy i nie zabierali show zawodnikom.
Pucharowi Polski – aby z roku na rok jego renoma rosła. Żeby nikt nie odpuszczał sobie tych rozgrywek . I aby już wkrótce triumf w nim dawał prawo gry w europejskich pucharach i wymierne nagrody pieniężne.
Osobom z zarządu wypowiadającym się w mediach – aby uniknęły kompromitacji jak podczas inauguracji obecnego sezonu, gdy opowiadano, że jest pełna hala, a popularność basketu w Polsce rośnie skokowo. Mniej aktów, więcej faktów.
Meczowi Gwiazd – ponoć w tym roku miały być dwa. My życzymy jednego, ligowego, ale z przytupem i rozgłosem.
Marcinowi Gortatowi – aby zmienił klub. Grał jeszcze lepiej, regularniej i ponownie walczył w finale play-off. Oraz by znalazł czas i energię, by pomóc kadrze w awansie na Eurobasket 2011.
Reprezentacji Polski – trenera z wizją, klasą i motywacją do pracy, składu jak na Eurobaskecie (i nowych talentów), pełnej determinacji zawodników, częstszych występów takich jak z Litwą, awansu na mistrzostwa 2011, spotkań przy pełnych trybunach, w dużym polskim mieście.
Maciejowi Lampe – by znalazł nowy klub, albo dogadał się w Maccabi i zaczął grać na miarę możliwości. Oraz by na zgrupowania kadry przyjeżdżał z niekłamanym entuzjazmem i pomógł jej w osiąganiu dobrych wyników.
TVP – By nie zlikwidowała kanału sportowego. By pokazywała mecze w telewizji regionalnej oraz przez jakąś pomyłkę, niedopatrzenie, czy przypadek wrzuciła kluczowy z meczów finałowych na antenę „jedynki” bądź „dwójki”. A do komentatorskiego mikrofonu wrócił niezapomniany Włodzimierz Szaranowicz.
Śląskowi Wrocław – udanej reaktywacji. By nie zabrakło determinacji i mądrości osobom, które podejmą w tej sprawie wiążące decyzje.
Rafałowi Dutkiewiczowi – prezydentowi Wrocławia życzymy, żeby znalazł pieniądze nie tylko na premie dla swoich pracowników, budowanie PR-u oraz inwestowanie w piłkarzy. By dostrzegł także inne elementy życia naszego miasta.
Złotym Koszom – bardziej przejrzystych kategorii i większego rozmachu. Sam pomysł jest godzien kontynuowania, jednak wykonanie wymaga szlifów i dopracowań.
Prokomowi Gdynia – awansu do Top16, a w niej wielkich meczy z mocarzami. Stałego poparcia prezydenta Gdyni, żeby się nie okazało, że przenosiny będą strzałem w kolano. Zapełnienia nowej hali i porzucenia marzeń o sztucznym mariażu z Arką.
Treflowi, Anwilowi, Zniczowi oraz Polpharmie – równie udanej drugiej rundy rozgrywek jak ta pierwsza. Wielu doskonałych meczy, masy emocji oraz radości dostarczanych swoim kibicom. A jeśli chodzi o jarosławian – aby ten sezon był początkiem budowy silnego ośrodka, który rok w rok będzie się liczył na mapie PLK. Sopocianom dodatkowo zwycięstwa w derbach, bo to zapewne jest dla nich niesamowicie ważne.
Turowowi, Sportino, PBG – aby druga część sezonu była znacznie lepsza, niż ta początkowa. Bo zdecydowanie nie tego oczekiwano w tych zespołach i trudno powiedzieć w którym czują największy żal i rozczarowanie.
AZS-owi – by przez zdarzenia na ich hali nie było więcej procesów sądowych (kibice Czarnych, Saso Filipovski), a wybitni trenerzy nie tracili pracy i nie zniechęcali się do naszego kraju
Hali w Trójmieście – aby wreszcie ruszyła i była często używana do widowisk sportowych, a zwłaszcza koszykarskich.
Astorii i ŁKS-owi – awansu i sukcesów sportowych. Nawet nie z sympatii, ale za fanów - tacy są potrzebni w najwyższej klasie rozgrywkowej, do pobudzenia PLK.
Przepisom nt Polaków – aby się nie zmieniły, bo te które są obecnie wyglądają w miarę cywilizowanie. Nie kombinujmy, pozwólmy ludziom pograć.
Jeremy’emu Chappellowi – aby po zakończeniu drugiej rundy nadal był traktowany jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do tytułu MVP.
Michaelowi Wrightowi – aby partnerzy z drużyny dociągnęli formę do jego dokonań, a cała drużyna znowu walczyła o Mistrzostwo Polski. Bo potencjał jest. Trener jest. Kibice są. Nic, tylko wygrywać.
Tercetowi Popiołek – Jeklin – Starcević, determinacji i konsekwencji w działaniu oraz by ich projekt, Polonia 2011„wyprodukował” jak najwięcej gwiazd polskiego basketu. A także, by stał się inspiracją dla innych pasjonatów koszykówki.
Dardanowi Barishy – by jego statystyki z tej rundy nie były przypadkiem ale świadectwem, że oto nadchodzi nowy, wielki gracz w naszej lidze i kadrze.
Mariuszowi Karolowi – żeby nieudany epizod w Sportino był tylko epizodem, a ten niezły młody trener pokazał, na co go stać i poprowadził AZS (a potem może inną drużynę) do doskonałych wyników, z których wszyscy będą usatysfakcjonowani.
Eugeniuszowi Kijewskiemu – żeby się sprawdził w swojej nowej roli dyrektora technicznego w Poznaniu.
Piłkarzom ręcznym – Mistrzostwa Europy
Sezonowi ogórkowemu w NBA – aby zapowiadane najefektowniejsze okno transferowe (sporej ilości gwiazd wygasają kontrakty) faktycznie było porywające i sprawiło, że kolejny sezon będzie jeszcze ciekawszy.
Mistrzostwom Świata w Turcji – aby obfitowały w wielkie mecze, a europejskie drużyny znowu postawiły mocny opór reprezentantom pozostałych kontynentów. Oraz godnego i emocjonującego finału.
Tenisistkom – zwycięstwa w spotkaniu z Belgią w ramach Pucharu Federacji. Spotkanie odbędzie się w Bydgoszczy, w dniach 6-7 luty.
Wam, drodzy czytelnicy – byście wybaczali nam literówki, drobne błędy wynikające głównie z roztargnienia (za wielkie byki możecie kamienować), czy pisanie kilka dni po fakcie. Abyście przelewali swoje opinie na komentarze, co da nam możliwość fajnych dyskusji, bądź otwierania coraz to nowych tematów. Byśmy się Wam po prostu nie znudzili i byście z ochotą wpisywali adres strony w wyszukiwarce.
Sobie – zero literówek (taa… a świstak siedzi…), jak najmniej błędów, podejmowania ciekawych tematów. Aby była wena, zapał i świeżość w pisaniu, a blog nie zniknął z pamięci odwiedzających. Abyśmy jak najrzadziej mogli się czepiać (mimo, że to lubimy), pisać o rzeczach radosnych i w samych superlatywach i cieszyć się z sukcesów ulubionych drużyn.
Wszystkim kibicom – aby ich ukochane kluby (a w zasadzie wszystkie kluby) grały porywające, ekscytujące mecze w pełnych halach i nie miały długów. By nie musieli szukać relacji i transmisji spotkań basketowych po partyzanckich blogach i mało znanych stronach - lecz by były one na swoim miejscu - w ogólnodostępnej telewizji i poczytnych gazetach. I by występy wszystkich naszych reprezentantów na arenie ogólnoeuropejskiej napawały radością i dumą.
Żeby ten nadchodzący, 2010 rok był dla Was wszystkich czasem radości, spełniania marzeń i wielu pozytywnych emocji, nie tylko sportowych,
życzą Autorzy
A zatem, z okazji nadchodzącego Nowego Roku, życzymy:
Prezesowi Ludwiczukowi – prężnego sponsora dla ligi. Pomysłów i działań które przysporzą popularności basketowi lub oddania części decyzji w lepsze ręce. Dobrego wyboru trenera męskiej kadry. Takiego, co pchnie ten wózek na nowe, lepsze tory i nie wywoła plajty PZKosza.
Polskiej koszykówce – talentów, nowych gwiazd na miarę Zeliga, Wójcika, czy Gortata. Tłumów kibiców w halach i przed telewizorami. Oraz światłego przywódcy, który przywróci jej należne miejsce w sercach Polaków.
PZKosz-owi – by wreszcie znalazł trenera dla kadry. Nie mieszał w lidze, nie tworzył jakichś sztucznych widowisk typu dwa Mecze Gwiazd, a jedno, za to doskonale zrobione. Znalazł sponsora, lepiej szkolił sędziów oraz pozwolił działać takim organom jak komisja licencyjna.
Komisji licencyjnej przy PLK – konsekwencji w stosowaniu regulaminu i pełnej przejrzystości w działaniu.
PLK – aby większość jej meczy stało na takim poziomie jak niedawny Turowa z Prokomem, a walka czy to o utrzymanie, czy o mistrzostwo trwała do ostatnich chwil i była rozstrzygana na boisku. Oraz by rosła w siłę, a nadchodzące kolejne sezony były przebudzeniem z letargu i wzrostem ogólnego jej poziomu.
Sędziom – by nie rzucali się w oczy i nie zabierali show zawodnikom.
Pucharowi Polski – aby z roku na rok jego renoma rosła. Żeby nikt nie odpuszczał sobie tych rozgrywek . I aby już wkrótce triumf w nim dawał prawo gry w europejskich pucharach i wymierne nagrody pieniężne.
Osobom z zarządu wypowiadającym się w mediach – aby uniknęły kompromitacji jak podczas inauguracji obecnego sezonu, gdy opowiadano, że jest pełna hala, a popularność basketu w Polsce rośnie skokowo. Mniej aktów, więcej faktów.
Meczowi Gwiazd – ponoć w tym roku miały być dwa. My życzymy jednego, ligowego, ale z przytupem i rozgłosem.
Marcinowi Gortatowi – aby zmienił klub. Grał jeszcze lepiej, regularniej i ponownie walczył w finale play-off. Oraz by znalazł czas i energię, by pomóc kadrze w awansie na Eurobasket 2011.
Reprezentacji Polski – trenera z wizją, klasą i motywacją do pracy, składu jak na Eurobaskecie (i nowych talentów), pełnej determinacji zawodników, częstszych występów takich jak z Litwą, awansu na mistrzostwa 2011, spotkań przy pełnych trybunach, w dużym polskim mieście.
Maciejowi Lampe – by znalazł nowy klub, albo dogadał się w Maccabi i zaczął grać na miarę możliwości. Oraz by na zgrupowania kadry przyjeżdżał z niekłamanym entuzjazmem i pomógł jej w osiąganiu dobrych wyników.
TVP – By nie zlikwidowała kanału sportowego. By pokazywała mecze w telewizji regionalnej oraz przez jakąś pomyłkę, niedopatrzenie, czy przypadek wrzuciła kluczowy z meczów finałowych na antenę „jedynki” bądź „dwójki”. A do komentatorskiego mikrofonu wrócił niezapomniany Włodzimierz Szaranowicz.
Śląskowi Wrocław – udanej reaktywacji. By nie zabrakło determinacji i mądrości osobom, które podejmą w tej sprawie wiążące decyzje.
Rafałowi Dutkiewiczowi – prezydentowi Wrocławia życzymy, żeby znalazł pieniądze nie tylko na premie dla swoich pracowników, budowanie PR-u oraz inwestowanie w piłkarzy. By dostrzegł także inne elementy życia naszego miasta.
Złotym Koszom – bardziej przejrzystych kategorii i większego rozmachu. Sam pomysł jest godzien kontynuowania, jednak wykonanie wymaga szlifów i dopracowań.
Prokomowi Gdynia – awansu do Top16, a w niej wielkich meczy z mocarzami. Stałego poparcia prezydenta Gdyni, żeby się nie okazało, że przenosiny będą strzałem w kolano. Zapełnienia nowej hali i porzucenia marzeń o sztucznym mariażu z Arką.
Treflowi, Anwilowi, Zniczowi oraz Polpharmie – równie udanej drugiej rundy rozgrywek jak ta pierwsza. Wielu doskonałych meczy, masy emocji oraz radości dostarczanych swoim kibicom. A jeśli chodzi o jarosławian – aby ten sezon był początkiem budowy silnego ośrodka, który rok w rok będzie się liczył na mapie PLK. Sopocianom dodatkowo zwycięstwa w derbach, bo to zapewne jest dla nich niesamowicie ważne.
Turowowi, Sportino, PBG – aby druga część sezonu była znacznie lepsza, niż ta początkowa. Bo zdecydowanie nie tego oczekiwano w tych zespołach i trudno powiedzieć w którym czują największy żal i rozczarowanie.
AZS-owi – by przez zdarzenia na ich hali nie było więcej procesów sądowych (kibice Czarnych, Saso Filipovski), a wybitni trenerzy nie tracili pracy i nie zniechęcali się do naszego kraju
Hali w Trójmieście – aby wreszcie ruszyła i była często używana do widowisk sportowych, a zwłaszcza koszykarskich.
Astorii i ŁKS-owi – awansu i sukcesów sportowych. Nawet nie z sympatii, ale za fanów - tacy są potrzebni w najwyższej klasie rozgrywkowej, do pobudzenia PLK.
Przepisom nt Polaków – aby się nie zmieniły, bo te które są obecnie wyglądają w miarę cywilizowanie. Nie kombinujmy, pozwólmy ludziom pograć.
Jeremy’emu Chappellowi – aby po zakończeniu drugiej rundy nadal był traktowany jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do tytułu MVP.
Michaelowi Wrightowi – aby partnerzy z drużyny dociągnęli formę do jego dokonań, a cała drużyna znowu walczyła o Mistrzostwo Polski. Bo potencjał jest. Trener jest. Kibice są. Nic, tylko wygrywać.
Tercetowi Popiołek – Jeklin – Starcević, determinacji i konsekwencji w działaniu oraz by ich projekt, Polonia 2011„wyprodukował” jak najwięcej gwiazd polskiego basketu. A także, by stał się inspiracją dla innych pasjonatów koszykówki.
Dardanowi Barishy – by jego statystyki z tej rundy nie były przypadkiem ale świadectwem, że oto nadchodzi nowy, wielki gracz w naszej lidze i kadrze.
Mariuszowi Karolowi – żeby nieudany epizod w Sportino był tylko epizodem, a ten niezły młody trener pokazał, na co go stać i poprowadził AZS (a potem może inną drużynę) do doskonałych wyników, z których wszyscy będą usatysfakcjonowani.
Eugeniuszowi Kijewskiemu – żeby się sprawdził w swojej nowej roli dyrektora technicznego w Poznaniu.
Piłkarzom ręcznym – Mistrzostwa Europy
Sezonowi ogórkowemu w NBA – aby zapowiadane najefektowniejsze okno transferowe (sporej ilości gwiazd wygasają kontrakty) faktycznie było porywające i sprawiło, że kolejny sezon będzie jeszcze ciekawszy.
Mistrzostwom Świata w Turcji – aby obfitowały w wielkie mecze, a europejskie drużyny znowu postawiły mocny opór reprezentantom pozostałych kontynentów. Oraz godnego i emocjonującego finału.
Tenisistkom – zwycięstwa w spotkaniu z Belgią w ramach Pucharu Federacji. Spotkanie odbędzie się w Bydgoszczy, w dniach 6-7 luty.
Wam, drodzy czytelnicy – byście wybaczali nam literówki, drobne błędy wynikające głównie z roztargnienia (za wielkie byki możecie kamienować), czy pisanie kilka dni po fakcie. Abyście przelewali swoje opinie na komentarze, co da nam możliwość fajnych dyskusji, bądź otwierania coraz to nowych tematów. Byśmy się Wam po prostu nie znudzili i byście z ochotą wpisywali adres strony w wyszukiwarce.
Sobie – zero literówek (taa… a świstak siedzi…), jak najmniej błędów, podejmowania ciekawych tematów. Aby była wena, zapał i świeżość w pisaniu, a blog nie zniknął z pamięci odwiedzających. Abyśmy jak najrzadziej mogli się czepiać (mimo, że to lubimy), pisać o rzeczach radosnych i w samych superlatywach i cieszyć się z sukcesów ulubionych drużyn.
Wszystkim kibicom – aby ich ukochane kluby (a w zasadzie wszystkie kluby) grały porywające, ekscytujące mecze w pełnych halach i nie miały długów. By nie musieli szukać relacji i transmisji spotkań basketowych po partyzanckich blogach i mało znanych stronach - lecz by były one na swoim miejscu - w ogólnodostępnej telewizji i poczytnych gazetach. I by występy wszystkich naszych reprezentantów na arenie ogólnoeuropejskiej napawały radością i dumą.
Żeby ten nadchodzący, 2010 rok był dla Was wszystkich czasem radości, spełniania marzeń i wielu pozytywnych emocji, nie tylko sportowych,
życzą Autorzy
środa, 30 grudnia 2009
Polska - Łotwa 1937
Mecz przedstawia mecz żeńskich reprezentacji Polski i Łotwy na Uniwersjadzie w Paryżu w roku 1937. Nasze grają w ciemnych strojach z orłami na piersi. Film przedstawia jedno z trzech spotkań między oboma zespołami. Rozegrano trzy mecze, gdyż tylko te dwa zespoły zgłosiły się do turnieju żeńskiego. Zwyciężczyniami okazały się Polki.
Korzystając z okazji przypominamy inny bardzo retro film, który już był prezentowany na naszym blogu. Spotkanie Polska-Niemcy z 1939 roku wygrane przez Polaków 50:10.
Klątwa Rafała Bigusa?
W lipcu tego kończącego się roku, Rafał Bigus skończył trzydzieści trzy lata. Ten doskonale znany center ma w karierze kilka osiągnięć, grał również w reprezentacji naszego pięknego kraju. Jednak analizując jego niedawne dokonania, mam wrażenie, że przynosi swoim drużynom swoistego pecha. Co średnio wróży Polonii 2011, walczącej o utrzymanie. Ale dlaczego takie śmiałe stwierdzenie? O tym poniżej.
Ten mierzący 215cm zawodnik grał w swojej karierze w wielu już klubach. Jednak ja ograniczyłem się do analizy ostatnich pięciu sezonów (w tym obecnie trwającego), w których głównie przebywał na rodzimych parkietach. Kolejno grał w tym czasie w Turowie, Śląsku, Kotwicy, PBG Poznań, Sportino i Polonii 2011. Z krótką przerwą na czeski Nymburk. A zatem zaczynamy.
Sezon 2005/06:
Pan Rafał rozpoczyna w nadgranicznym Zgorzelcu. W klubie, gdzie są wielkie pieniądze, wielkie ambicje i niezłe nazwiska – rozpoczęli m.in. Greene, Pluta, Szawarski, Hyży, Ansley… Dlatego też początek i bilans 5:6 (w tym zwycięstwo w Sopocie z Prokomem!) nie były oszałamiające. Po jedenastej kolejce klub rozstał się z zawodnikiem, a doszli po drodze Pinkney, Mollinari i Brown.
Zanim jednak trafił do Czech, nasz bohater odwiedził doskonale znany sobie Wrocław. I tutaj udało mu się zakotwiczyć, jednak zaledwie na pięć meczy. Również w Śląsku bilans nie jest porażający – wrocławianie wygrali dwa z tych spotkań i okazało się, że jest równie źle, co bez Bigusa. Więc po co go trzymać.
Sumując – dwa kluby, łącznie szesnaście spotkań. Siedem zwycięstw, co jak na obecną sytuację byłoby ok. Jednak wtedy grał w zespołach, które mierzą wyżej, niż w utrzymanie, dlatego było to zdecydowanie poniżej założeń. Turów ten sezon zakończył na siódmej pozycji i porażce 0:3 z Anwilem w ćwierćfinale. Natomiast wrocławianie, za sprawą słynnego rzutu Rona Johnsona w Koszalinie awansowali ostatecznie na piąte miejsce, żeby przegrać 1:3 z Czarnymi i odpaść w tej samej fazie.
Sezon 2006/07:
Po czeskiej przygodzie, Bigus wraca do naszego kraju – podpisuje kontrakt z Kotwicą. Co tu dużo mówić – tylko debiutancki sezon w Ekstraklasie drużyna z Kołobrzegu miała słabszy. Na koniec tego legitymuje się dwunastą pozycją i bilansem 8:18. Średnie uzyskiwane przez centra to trzynaście punktów i osiem zbiórek w trzydzieści trzy minuty. Wtedy grano jeszcze mecze o utrzymanie, w formie małej tabeli. Tam od kołobrzeżan lepsi okazali się tylko zawodnicy Vikinga Gdynia, więc ostatecznie można uznać, że rozgrywki zostały zakończone na dziesiątej pozycji.
Sezon 2007/08:
W kolejnym sezonie nic się nie zmieniło. Nadal Kołobrzeg, nadal środek tabeli i tylko jedno zwycięstwo więcej niż przedostatni w tabeli Górnik. Snow, Daniels, Barrett – między innymi na nich był budowany zespół. Na papierze całkiem sensowny, miejsce w tabeli w sumie mniej więcej przewidywane, ale bez tak zwanego błysku. Co z tego, że Bigus miał wysokie średnie, skoro niezbyt się to przekładało na awanse w tabeli?
Kotwica z bilansem 10:14 zajmuje dziewiątą pozycję w tabeli (głównie dzięki zwycięstwu z Turowem w ostatniej kolejce) i w pre play-off wpada na Basket Kwidzyn. Dramatyczne zwycięstwo po dogrywce na wyjeździe, a potem doskonała ostatnia kwarta u siebie dają wymierny efekt – 2:0 w serii i awans do ćwierćfinałów. Jednak tutaj czekał już zgorzelecki Turów, który mierzył w finał MP. Niby zacięta seria, jednak skończona dość pewnym 3:0 i nad morzem można było ogłosić fajrant oraz wakacje.
Średnie statystyki: 30min., 11pkt., 9zb. na mecz.
Sezon 2008/09:
Bigus odchodzi z Kołobrzegu i razem z trenerem Kijewskim wpada w pułapkę zwaną PBG Poznań. Co ciekawe – to najlepszy rok w historii zespołu znad morza – Kotwica kończy rozgrywki na trzeciej pozycji w tabeli, wyprzedzając m.in. Anwil. Natomiast poznaniacy, chcący powrócić do chlubnych tradycji Lecha mieli wybitnie pod górkę. Trener, którego bronią wyniki osiągnął magiczny bilans 9:17, co dało trzecie miejsce w tabeli. Od końca niestety. I nawet nie osiągnął nagrody na rozczarowanie sezonu, bo ta była zarezerwowana dla Śląska Wrocław, który został wycofany z rozgrywek.
A jak indywidualnie wypadł Bigus? Średnio dwadzieścia jeden minut na parkiecie, a w tym czasie siedem oczek i sześć zbiórek. Czyli ogólnie rzecz ujmując słabo, w porywach do blado.
Sezon 2009/10:
Początek obecnych rozgrywek to Sportino Inowrocław, do którego sprowadził go trener Karol. I podobnie jak szkoleniowiec, tak i zawodnik raczej miło tego okresu wspominał nie będzie. Oszałamiająca liczba dwóch zwycięstw w dziewięciu spotkaniach chluby nie przynosi. Zwłaszcza, że przed sezonem liczono na miejsce w ósemce. Poza tym oba triumfy były szczęśliwie wyrwane, oba jednopunktowe. W obu szalał na deskach (łącznie 24 zbiórki!), ale też nie chciał nikogo skrzywdzić (razem ledwo 10 punktów).
Po meczu z Treflem odszedł z zespołu. Przygarnęła go, inwestująca w rodzimych zawodników warszawska P2011. I debiut miał świetny – 10pkt, 8zb. przeciwko Polpharmie na wyjeździe. Stuprocentowa skuteczność, eval 21. Wprawdzie porażka, ale ze zdecydowanym faworytem i to ledwie trzema punktami. Obok szalał Leszek Karwowski (19pkt, 9zb). Jednak potem było już tylko gorzej. Trzy kolejne przegrane, łącznie zaledwie dwa celne rzuty, średnio sześć zbiórek. Coraz mniej meczy do końca, a miejsce w tabeli nadal na dnie.
Uważam, że Bigus jest niezłym graczem. Jednak chyba za bardzo absorbującym własny zespół, przez co od dawna nie może się wybić ponad stan. Nawet jak indywidualnie ma świetne statystyki, to nie zyskuje na tym drużyna i w ostatecznym rozrachunku nie ma się z czego cieszyć. A teraz dołączył do młodej Polonii, aby pomóc jej doświadczeniem i wielkością pod koszem w dramatycznym boju o utrzymanie. Pisząc niedawne przewidywania drugiej rundy, skazałem Polonistów na degradację (mimo, że bardzo bym tego nie chciał). Wtedy właśnie, analizując kto z trójki P2011 – Sportino – Kotwica ma największe szanse na utrzymanie przypomniałem sobie o Bigusie. Zawodniku, który z roku na rok nie może udowodnić, że potrafi wnieść nową jakość. I obawiam się, że tutaj będzie tak samo.
Czy słowo klątwa nie jest na wyrost? Zapewne jest, ale jedno trzeba przyznać – gdzie się nie pojawi, tam wyniku nie ma. Jak ma dobry sezon, to drużyna zajmuje średnie miejsce, lekko poniżej połowy stawki, odrobinę poniżej oczekiwań. Teraz jednak dobrego sezonu nie ma, a oczekiwania to każde miejsce powyżej trzynastego. Czy się uda? Zobaczymy najpóźniej siódmego kwietnia. I mam szczerą nadzieję, że wtedy będę mógł przepraszać za moje czarne wizje.
Ten mierzący 215cm zawodnik grał w swojej karierze w wielu już klubach. Jednak ja ograniczyłem się do analizy ostatnich pięciu sezonów (w tym obecnie trwającego), w których głównie przebywał na rodzimych parkietach. Kolejno grał w tym czasie w Turowie, Śląsku, Kotwicy, PBG Poznań, Sportino i Polonii 2011. Z krótką przerwą na czeski Nymburk. A zatem zaczynamy.
Sezon 2005/06:
Pan Rafał rozpoczyna w nadgranicznym Zgorzelcu. W klubie, gdzie są wielkie pieniądze, wielkie ambicje i niezłe nazwiska – rozpoczęli m.in. Greene, Pluta, Szawarski, Hyży, Ansley… Dlatego też początek i bilans 5:6 (w tym zwycięstwo w Sopocie z Prokomem!) nie były oszałamiające. Po jedenastej kolejce klub rozstał się z zawodnikiem, a doszli po drodze Pinkney, Mollinari i Brown.
Zanim jednak trafił do Czech, nasz bohater odwiedził doskonale znany sobie Wrocław. I tutaj udało mu się zakotwiczyć, jednak zaledwie na pięć meczy. Również w Śląsku bilans nie jest porażający – wrocławianie wygrali dwa z tych spotkań i okazało się, że jest równie źle, co bez Bigusa. Więc po co go trzymać.
Sumując – dwa kluby, łącznie szesnaście spotkań. Siedem zwycięstw, co jak na obecną sytuację byłoby ok. Jednak wtedy grał w zespołach, które mierzą wyżej, niż w utrzymanie, dlatego było to zdecydowanie poniżej założeń. Turów ten sezon zakończył na siódmej pozycji i porażce 0:3 z Anwilem w ćwierćfinale. Natomiast wrocławianie, za sprawą słynnego rzutu Rona Johnsona w Koszalinie awansowali ostatecznie na piąte miejsce, żeby przegrać 1:3 z Czarnymi i odpaść w tej samej fazie.
Sezon 2006/07:
Po czeskiej przygodzie, Bigus wraca do naszego kraju – podpisuje kontrakt z Kotwicą. Co tu dużo mówić – tylko debiutancki sezon w Ekstraklasie drużyna z Kołobrzegu miała słabszy. Na koniec tego legitymuje się dwunastą pozycją i bilansem 8:18. Średnie uzyskiwane przez centra to trzynaście punktów i osiem zbiórek w trzydzieści trzy minuty. Wtedy grano jeszcze mecze o utrzymanie, w formie małej tabeli. Tam od kołobrzeżan lepsi okazali się tylko zawodnicy Vikinga Gdynia, więc ostatecznie można uznać, że rozgrywki zostały zakończone na dziesiątej pozycji.
Sezon 2007/08:
W kolejnym sezonie nic się nie zmieniło. Nadal Kołobrzeg, nadal środek tabeli i tylko jedno zwycięstwo więcej niż przedostatni w tabeli Górnik. Snow, Daniels, Barrett – między innymi na nich był budowany zespół. Na papierze całkiem sensowny, miejsce w tabeli w sumie mniej więcej przewidywane, ale bez tak zwanego błysku. Co z tego, że Bigus miał wysokie średnie, skoro niezbyt się to przekładało na awanse w tabeli?
Kotwica z bilansem 10:14 zajmuje dziewiątą pozycję w tabeli (głównie dzięki zwycięstwu z Turowem w ostatniej kolejce) i w pre play-off wpada na Basket Kwidzyn. Dramatyczne zwycięstwo po dogrywce na wyjeździe, a potem doskonała ostatnia kwarta u siebie dają wymierny efekt – 2:0 w serii i awans do ćwierćfinałów. Jednak tutaj czekał już zgorzelecki Turów, który mierzył w finał MP. Niby zacięta seria, jednak skończona dość pewnym 3:0 i nad morzem można było ogłosić fajrant oraz wakacje.
Średnie statystyki: 30min., 11pkt., 9zb. na mecz.
Sezon 2008/09:
Bigus odchodzi z Kołobrzegu i razem z trenerem Kijewskim wpada w pułapkę zwaną PBG Poznań. Co ciekawe – to najlepszy rok w historii zespołu znad morza – Kotwica kończy rozgrywki na trzeciej pozycji w tabeli, wyprzedzając m.in. Anwil. Natomiast poznaniacy, chcący powrócić do chlubnych tradycji Lecha mieli wybitnie pod górkę. Trener, którego bronią wyniki osiągnął magiczny bilans 9:17, co dało trzecie miejsce w tabeli. Od końca niestety. I nawet nie osiągnął nagrody na rozczarowanie sezonu, bo ta była zarezerwowana dla Śląska Wrocław, który został wycofany z rozgrywek.
A jak indywidualnie wypadł Bigus? Średnio dwadzieścia jeden minut na parkiecie, a w tym czasie siedem oczek i sześć zbiórek. Czyli ogólnie rzecz ujmując słabo, w porywach do blado.
Sezon 2009/10:
Początek obecnych rozgrywek to Sportino Inowrocław, do którego sprowadził go trener Karol. I podobnie jak szkoleniowiec, tak i zawodnik raczej miło tego okresu wspominał nie będzie. Oszałamiająca liczba dwóch zwycięstw w dziewięciu spotkaniach chluby nie przynosi. Zwłaszcza, że przed sezonem liczono na miejsce w ósemce. Poza tym oba triumfy były szczęśliwie wyrwane, oba jednopunktowe. W obu szalał na deskach (łącznie 24 zbiórki!), ale też nie chciał nikogo skrzywdzić (razem ledwo 10 punktów).
Po meczu z Treflem odszedł z zespołu. Przygarnęła go, inwestująca w rodzimych zawodników warszawska P2011. I debiut miał świetny – 10pkt, 8zb. przeciwko Polpharmie na wyjeździe. Stuprocentowa skuteczność, eval 21. Wprawdzie porażka, ale ze zdecydowanym faworytem i to ledwie trzema punktami. Obok szalał Leszek Karwowski (19pkt, 9zb). Jednak potem było już tylko gorzej. Trzy kolejne przegrane, łącznie zaledwie dwa celne rzuty, średnio sześć zbiórek. Coraz mniej meczy do końca, a miejsce w tabeli nadal na dnie.
Uważam, że Bigus jest niezłym graczem. Jednak chyba za bardzo absorbującym własny zespół, przez co od dawna nie może się wybić ponad stan. Nawet jak indywidualnie ma świetne statystyki, to nie zyskuje na tym drużyna i w ostatecznym rozrachunku nie ma się z czego cieszyć. A teraz dołączył do młodej Polonii, aby pomóc jej doświadczeniem i wielkością pod koszem w dramatycznym boju o utrzymanie. Pisząc niedawne przewidywania drugiej rundy, skazałem Polonistów na degradację (mimo, że bardzo bym tego nie chciał). Wtedy właśnie, analizując kto z trójki P2011 – Sportino – Kotwica ma największe szanse na utrzymanie przypomniałem sobie o Bigusie. Zawodniku, który z roku na rok nie może udowodnić, że potrafi wnieść nową jakość. I obawiam się, że tutaj będzie tak samo.
Czy słowo klątwa nie jest na wyrost? Zapewne jest, ale jedno trzeba przyznać – gdzie się nie pojawi, tam wyniku nie ma. Jak ma dobry sezon, to drużyna zajmuje średnie miejsce, lekko poniżej połowy stawki, odrobinę poniżej oczekiwań. Teraz jednak dobrego sezonu nie ma, a oczekiwania to każde miejsce powyżej trzynastego. Czy się uda? Zobaczymy najpóźniej siódmego kwietnia. I mam szczerą nadzieję, że wtedy będę mógł przepraszać za moje czarne wizje.
poniedziałek, 28 grudnia 2009
3sekundy.com
Jak zapewne wielu z Was już zauważyło od wczoraj 3 sekundy funkcjonują pod nową domeną 3sekundy.com. Zmiana to dość kosmetyczna, jednak dla nas bardzo ważna i dlatego chcieliśmy ją podkreślić osobną notką.
Liczymy, że nowy adres będzie łatwiejszy do zapamiętania. Apelujemy również do wszystkich, którzy umieszczają nas w swoich stałych linkach o zmianę adresu, aby klikający mogli uniknąć komunikatu o przekierowaniu.
Ponieważ okres przerwy świąteczno-sylwestrowej był dość produktywny na naszym blogu, a wiele osób niekoniecznie spędza czas świąt przed komputerem, chcemy również korzystając z okazji przypomnieć kilka naszych ostatnich tekstów:
Wizje drugiej rundy
Video PLK
Trochę inna tabela oraz progozy
Dlaczego Chappell nie został MVP
Bohater tygodnia (1): Dariusz Maciejewski
Podsumowanie rundy PLK cz.3
Podsumowanie vol.2
PLK Awards po pierwszej rundzie
Liczymy, że nowy adres będzie łatwiejszy do zapamiętania. Apelujemy również do wszystkich, którzy umieszczają nas w swoich stałych linkach o zmianę adresu, aby klikający mogli uniknąć komunikatu o przekierowaniu.
Ponieważ okres przerwy świąteczno-sylwestrowej był dość produktywny na naszym blogu, a wiele osób niekoniecznie spędza czas świąt przed komputerem, chcemy również korzystając z okazji przypomnieć kilka naszych ostatnich tekstów:
Wizje drugiej rundy
Video PLK
Trochę inna tabela oraz progozy
Dlaczego Chappell nie został MVP
Bohater tygodnia (1): Dariusz Maciejewski
Podsumowanie rundy PLK cz.3
Podsumowanie vol.2
PLK Awards po pierwszej rundzie
niedziela, 27 grudnia 2009
Wizje drugiej rundy
Niedawno zamieściliśmy podsumowania minionej rundy. Potem Grzesiek, przy okazji stworzenia alternatywnej tabeli wysnuł kilka wniosków na nadchodzącą rundę. Teraz nadszedł czas na publikację własnej idei dotyczącej drugiej rundy rozgrywek. Odpuszczę sobie poszczególne wyniki, bo to mija się z sensem – ograniczę się do podziału na cztery kluczowe grupy.
1. Pierwsza czwórka: Prokom, Anwil, Turów, Polpharma
Tutaj sprawa jest mniej więcej jasna. Gdynianie przegrają jeden, góra dwa spotkania. Z przyczyn różnych, wywołując sensację (może w derbach?), ale niezagrożeni dobiją do mety na pierwszym miejscu. Podobnie z Anwilem, który gra na wyjeździe choćby z Turowem, Treflem, czy Polonią (zwykle średnio im szło w stolicy), ale ma na tyle dużą przewagę, że jej nie roztrwoni. Do szczytu dopcha się Andrej Urlep z mocnym personalnie Turowem. Zgorzelczanie w drugiej rundzie faworytem nie będą tylko raz - w Gdyni. O trzecie miejsce zawalczą zapewne w Starogardzie, 27 lutego. I wynik tego meczu zapewne zadecyduje o tym, czy w ewentualnym półfinale Prokom zmierzy się ze zgorzelczanami, czy z Polpharmą. Ten drugi zespół prezentuje się naprawdę dobrze i raczej nie powinien wypaść poza czołówkę. Wprawdzie o medalu raczej nie ma co mówić (na razie), ale obecna dyspozycja, oraz słabość rywali spokojnie wystarczą.
2. Miejsca 5-8: Trefl, AZS, Znicz, Czarni
Sopocianie pod koniec zwolnili tempo. I prawdopodobnie to oni będą ofiarą krwawego odwetu Michaela Wrighta i spółki, która powinna taranować podium. A zaraz za nimi obstawiam AZS, Czarnych i Znicz. Naprawdę trudno powiedzieć, czemu akurat w takiej kolejności, ale postaram się wyjaśnić. AZS wykorzysta przewagę z pierwszej rundy, w dodatku z Czarnymi gra u siebie. Słupszczanie natomiast mogą wywołać efekt déjà vu z zeszłym sezonem. Wtedy też drugą rundą ratowali wszystko. I tym razem przewiduję podobny stan rzeczy. Natomiast Znicz nie będzie już przez nikogo lekceważony. Przewaga trzech punktów wystarczy, żeby wywalczyć dobrą, 6-7 lokatę. Być może z identycznym bilansem punktowym. A kluczowy w materii miejsca w tabeli może się okazać ostatni mecz, na który do Jarosławia przyjadą bezpośrednio zainteresowani koszalinianie.
3. Miejsca 9-12: Polonia, PBG, Stal, Sportino
Przede wszystkim Polonia i Stal mają duży dorobek po pierwszej rundzie. I nie roztrwonią tego kapitału, pewnie kwalifikując się do fazy pre play-off. Jednak o miejscu dziesiątym może przesądzić spotkanie PBG – Stal, szóstego lutego. Bo poznaniacy, pozbawieni Eugeniusza Kijewskiego na ławce powinni zagrać lepszą rundę. Brak tego, którego bronią wyniki wpłynie ożywczo na PBG i przyzwoite miejsce w tabeli jest realne. Zwłaszcza, że w Poznaniu ewentualna kasa jest , więc może jakieś rozsądne wzmocnienie się trafi. Ostatnie miejsce jak dla mnie przypadnie Sportino. Przede wszystkim dlatego, że spotkania z Kotwicą i P2011 rozgrywa u siebie, ma skład lepszy niż to w tabeli wygląda i powinno się utrzymać.
4. Spadek: Polonia 2011, Kotwica
Kiedyś Hiszpanie mówili o sobie: „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”. Obawiam się, iż po sezonie to samo stwierdzi Leszek Karwowski i jego zespół. Polonii kibicuje 90% fanów koszykówki w naszym kraju. A z takimi drużynami jest zwykle tak, że ostateczny wynik rozczarowuje. Nie wiem, co zadecyduje – czy brak ogrania, czy szczęścia (w pierwszej rundzie sporo zwycięstw się polonistom wymknęło w ostatnich chwilach), czy po prostu coraz lepsza gra rywali. A Kotwica? Duet Diduszko – Harris nie wystarczy na uratowanie ligi. Tym razem to kołobrzeżanie pożegnają się z PLK (chyba, że wykupią dziką kartę, bo zapewne będzie to możliwe i za rok znowu ich ujrzymy w najwyższej klasie rozgrywkowej).
Tak mniej więcej wygląda moja opinia na temat drugiej rundy. Zapewne niepopularne okażą się niektóre sądy (zwłaszcza ten o Polonii 2011), ale to tylko przewidywania i tak zwane własne widzimisie.
Druga rzecz to transmisje telewizyjne. Jak wiadomo, z każdej kolejki TVP wybierze jedno spotkanie i zaszczyci je swoimi kamerami. Nie znając wyborów decydentów, oto moje zestawienie meczy, które powinny się znaleźć w ramówce:
14 kolejka: Czarni – Trefl
15 kolejka: AZS – Polpharma (albo Trefl – Anwil, ale wtedy strasznie dużo sopocian będzie w tej TV)
16 kolejka: Znicz – Stal
17 kolejka: Trefl - Prokom
18 kolejka: Czarni – Polonia
19 kolejka: świetna runda. Ja jednak stawiam na mecz z podtekstami, czyli AZS – Turów
20 kolejka: Anwil – Polpharma
21 kolejka: również mocne mecze. Na topie chyba jednak starcie Polpharma – Turów
22 kolejka: Polonia 2011 – AZS
23 kolejka: mimo meczu Czarnych z Turowem wybieram derby stolicy, a zatem Polonia – Polonia 2011
24 kolejka: Turów – Anwil
25 kolejka: Anwil – Prokom (bądź Polpharma – Trefl)
26 kolejka: Prokom – Turów (tutaj w zależności od sytuacji w tabeli, bo być może ciekawszym spotkaniem okaże się na przykład Znicz – AZS, czy P2011 – Czarni…)
Niezależnie od tego, czy typy się sprawdzą, mam nadzieję, że telewizja dobrze trafi z doborem spotkań. Bo tylko atrakcyjne mecze mogą nieco zamazać fakt, iż liga w tym roku jest po prostu mocno przeciętna.
1. Pierwsza czwórka: Prokom, Anwil, Turów, Polpharma
Tutaj sprawa jest mniej więcej jasna. Gdynianie przegrają jeden, góra dwa spotkania. Z przyczyn różnych, wywołując sensację (może w derbach?), ale niezagrożeni dobiją do mety na pierwszym miejscu. Podobnie z Anwilem, który gra na wyjeździe choćby z Turowem, Treflem, czy Polonią (zwykle średnio im szło w stolicy), ale ma na tyle dużą przewagę, że jej nie roztrwoni. Do szczytu dopcha się Andrej Urlep z mocnym personalnie Turowem. Zgorzelczanie w drugiej rundzie faworytem nie będą tylko raz - w Gdyni. O trzecie miejsce zawalczą zapewne w Starogardzie, 27 lutego. I wynik tego meczu zapewne zadecyduje o tym, czy w ewentualnym półfinale Prokom zmierzy się ze zgorzelczanami, czy z Polpharmą. Ten drugi zespół prezentuje się naprawdę dobrze i raczej nie powinien wypaść poza czołówkę. Wprawdzie o medalu raczej nie ma co mówić (na razie), ale obecna dyspozycja, oraz słabość rywali spokojnie wystarczą.
2. Miejsca 5-8: Trefl, AZS, Znicz, Czarni
Sopocianie pod koniec zwolnili tempo. I prawdopodobnie to oni będą ofiarą krwawego odwetu Michaela Wrighta i spółki, która powinna taranować podium. A zaraz za nimi obstawiam AZS, Czarnych i Znicz. Naprawdę trudno powiedzieć, czemu akurat w takiej kolejności, ale postaram się wyjaśnić. AZS wykorzysta przewagę z pierwszej rundy, w dodatku z Czarnymi gra u siebie. Słupszczanie natomiast mogą wywołać efekt déjà vu z zeszłym sezonem. Wtedy też drugą rundą ratowali wszystko. I tym razem przewiduję podobny stan rzeczy. Natomiast Znicz nie będzie już przez nikogo lekceważony. Przewaga trzech punktów wystarczy, żeby wywalczyć dobrą, 6-7 lokatę. Być może z identycznym bilansem punktowym. A kluczowy w materii miejsca w tabeli może się okazać ostatni mecz, na który do Jarosławia przyjadą bezpośrednio zainteresowani koszalinianie.
3. Miejsca 9-12: Polonia, PBG, Stal, Sportino
Przede wszystkim Polonia i Stal mają duży dorobek po pierwszej rundzie. I nie roztrwonią tego kapitału, pewnie kwalifikując się do fazy pre play-off. Jednak o miejscu dziesiątym może przesądzić spotkanie PBG – Stal, szóstego lutego. Bo poznaniacy, pozbawieni Eugeniusza Kijewskiego na ławce powinni zagrać lepszą rundę. Brak tego, którego bronią wyniki wpłynie ożywczo na PBG i przyzwoite miejsce w tabeli jest realne. Zwłaszcza, że w Poznaniu ewentualna kasa jest , więc może jakieś rozsądne wzmocnienie się trafi. Ostatnie miejsce jak dla mnie przypadnie Sportino. Przede wszystkim dlatego, że spotkania z Kotwicą i P2011 rozgrywa u siebie, ma skład lepszy niż to w tabeli wygląda i powinno się utrzymać.
4. Spadek: Polonia 2011, Kotwica
Kiedyś Hiszpanie mówili o sobie: „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”. Obawiam się, iż po sezonie to samo stwierdzi Leszek Karwowski i jego zespół. Polonii kibicuje 90% fanów koszykówki w naszym kraju. A z takimi drużynami jest zwykle tak, że ostateczny wynik rozczarowuje. Nie wiem, co zadecyduje – czy brak ogrania, czy szczęścia (w pierwszej rundzie sporo zwycięstw się polonistom wymknęło w ostatnich chwilach), czy po prostu coraz lepsza gra rywali. A Kotwica? Duet Diduszko – Harris nie wystarczy na uratowanie ligi. Tym razem to kołobrzeżanie pożegnają się z PLK (chyba, że wykupią dziką kartę, bo zapewne będzie to możliwe i za rok znowu ich ujrzymy w najwyższej klasie rozgrywkowej).
Tak mniej więcej wygląda moja opinia na temat drugiej rundy. Zapewne niepopularne okażą się niektóre sądy (zwłaszcza ten o Polonii 2011), ale to tylko przewidywania i tak zwane własne widzimisie.
Druga rzecz to transmisje telewizyjne. Jak wiadomo, z każdej kolejki TVP wybierze jedno spotkanie i zaszczyci je swoimi kamerami. Nie znając wyborów decydentów, oto moje zestawienie meczy, które powinny się znaleźć w ramówce:
14 kolejka: Czarni – Trefl
15 kolejka: AZS – Polpharma (albo Trefl – Anwil, ale wtedy strasznie dużo sopocian będzie w tej TV)
16 kolejka: Znicz – Stal
17 kolejka: Trefl - Prokom
18 kolejka: Czarni – Polonia
19 kolejka: świetna runda. Ja jednak stawiam na mecz z podtekstami, czyli AZS – Turów
20 kolejka: Anwil – Polpharma
21 kolejka: również mocne mecze. Na topie chyba jednak starcie Polpharma – Turów
22 kolejka: Polonia 2011 – AZS
23 kolejka: mimo meczu Czarnych z Turowem wybieram derby stolicy, a zatem Polonia – Polonia 2011
24 kolejka: Turów – Anwil
25 kolejka: Anwil – Prokom (bądź Polpharma – Trefl)
26 kolejka: Prokom – Turów (tutaj w zależności od sytuacji w tabeli, bo być może ciekawszym spotkaniem okaże się na przykład Znicz – AZS, czy P2011 – Czarni…)
Niezależnie od tego, czy typy się sprawdzą, mam nadzieję, że telewizja dobrze trafi z doborem spotkań. Bo tylko atrakcyjne mecze mogą nieco zamazać fakt, iż liga w tym roku jest po prostu mocno przeciętna.
sobota, 26 grudnia 2009
Video PLK
TVP Sport raczy nas w obecnym sezonie niestety tylko jedną transmisją w kolejce. Odnoszę jednak wrażenie, że spora liczba materiałów video z PLK przechodzi zupełnie niezauważona w sieci - przez kibiców na forach, redaktorów w serwisach i blogerów na blogach. Być może część tych materiałów widzieliście, ale większości z całą pewnością nie:
Asseco Prokom Gdynia - Turów Zgorzelec - całość
Asseco Prokom Gdynia vs Armani Jeans i Turów Zgorzelec - relacje
Anwil Włocławek - Stal Stalowa Wola - konferencja prasowa
Polpharma Starogard Gdański - PBG Basket Poznań
Mladen Starcević po meczu z Czarnymi
Igors Miglinieks po meczu z Polonią 2011
Marcin Sroka po meczu z Polonią 2011
Tomasz Jankowski o prowadzeniu PBG Basket
Prezes PBG Basket o zatrudnieniu trenera Dejana Mijatovicia
Polonia 2011 drużyną roku
Sportino Inowrocław - Trefl Sopot - obszerny skrót i konferencja prasowa
Jak widać sporo tego się uzbierało. Wybierałem oczywiście najaktualniejsze materiały z danego źródła. Poza prezentacją PBG Basket, którą uznałem, że i tak warto umieścić.
Jeżeli znacie jakieś inne źródła materiałów video o PLK - wrzucajcie linki.
Asseco Prokom Gdynia - Turów Zgorzelec - całość
Asseco Prokom Gdynia vs Armani Jeans i Turów Zgorzelec - relacje
Anwil Włocławek - Stal Stalowa Wola - konferencja prasowa
Polpharma Starogard Gdański - PBG Basket Poznań
Mladen Starcević po meczu z Czarnymi
Igors Miglinieks po meczu z Polonią 2011
Marcin Sroka po meczu z Polonią 2011
Let's do it from pbgbasket on Vimeo.
Tomasz Jankowski o prowadzeniu PBG Basket
Prezes PBG Basket o zatrudnieniu trenera Dejana Mijatovicia
Polonia 2011 drużyną roku
Sportino Inowrocław - Trefl Sopot - obszerny skrót i konferencja prasowa
Jak widać sporo tego się uzbierało. Wybierałem oczywiście najaktualniejsze materiały z danego źródła. Poza prezentacją PBG Basket, którą uznałem, że i tak warto umieścić.
Jeżeli znacie jakieś inne źródła materiałów video o PLK - wrzucajcie linki.
Trochę inna tabela oraz prognozy
Spotkania kończące się małą różnicą punktową często mogą budzić wątpliwości, czy w danym meczu wygrał faktycznie zespół lepszy. Szczególnie w lidze o sporej liczbie wyrównanych przeciętnych i słabych zespołów. Czy w takich przypadkach, gdyby obie drużyny miałyby rywalizować w dziesięciomeczowej serii, rywalizacja ta nie skończyłaby się wynikiem 5-5? Czy zero-jedynkowa ocena wygrany-przegrany w przypadku wyrównanej ligi przyznająca 2 punkty minimalnie lepszemu i 1 punkt minimalnie słabszemu nie powoduje pewnych przekłamań w tabeli po pierwszej rundzie jeśli chodzi o faktyczną ocenę siły zespołów? Przecież o wyniku wyrównanego spotkania może decydować dyspozycja dnia, własny parkiet, błąd sędziowski, szczęście czy przypadek.
Dlatego właśnie postanowiłem stworzyć teoretyczną tabelę po pierwszej rundzie, która w pewnym stopniu powinna eliminować elementy przypadkowości. W tym celu ustaliłem pojęcie remisu jako meczu zakończonego różnicą pięciu bądź mniej punktów. Oczywiście to nie znaczy, że zwycięzców wszystkich tych spotkań uważam za przypadkowych. Za remis przyznawałem 1 punkt, za wyraźne zwycięstwo 2 punty, za wyraźną porażkę 0 punktów. W przypadku równej liczby punktów decyduje liczba zwycięstw, a w dalszej kolejności stosunek małych punktów zdobytych do straconych. I tak oto po pierwszej rundzie otrzymujemy (w nawiasie miejsce w realnej tabeli):
1. (1) Asseco Prokom 25 12-1-0
2. (2) Anwil Włocławek 18 7-4-2
3. (6) Turów Zgorzelec 17 7-3-3
4. (3) Polpharma Starogard 16 6-4-3
5. (4) Trefl Sopot 16 6-4-3
6. (5) Znicz Jarosław 15 6-3-4
7. (8) AZS Koszalin 13 5-3-5
8. (10) Czarni Słupsk 13 4-5-4
9. (9) Stal Stalowa Wola 13 4-5-4
10. (7) Polonia Azbud 11 4-3-6
11. (11) PBG Basket 8 3-2-8
12. (13) Polonia 2011 8 2-4-7
13. (12) Kotwica Kołobrzeg 7 2-3-8
14. (14) Sportino Inowrocław 2 0-2-11
Mnie osobiście bardzo podoba się taka tabela. Z dwóch względów. Po pierwsze. Zdecydowanie lepiej pokazuje faktyczne różnice między Asseco Prokomem a resztą ligi, jak i między Sportino a resztą ligi. Po drugie w całości zgadza się moimi poglądami na zaniżone (Turów, Polonia 2011) i zawyżone (Polonia, Kotwica) pozycje w stosunku do prezentowanego poziomu niektórych zespołów realnej tabeli PLK.
Z całą pewnością można traktować tę tabelę jako swego rodzaju zalgorytmizowany power ranking PLK po pierwszej rundzie. Ale można pójść dalej. Ta tabela ma wskazywać, które zespoły w realnej tabeli mają zawyżone pozycje, a które zaniżone. Przy założeniu, że ich realna pozycja będzie dążyła do lepszego obrazowania siły zespołów, można na tej podstawie próbować stawiać prognozy na drugą rundę PLK. A oto i one:
W GÓRĘ
Turów Zgorzelec
AZS Koszalin
Czarni Słupsk
Polonia 2011
NA MIEJSCU
Asseco Prokom
Anwil Włocławek
Stal Stalowa Wola
PBG Basket
Sportino Inowrocław
W DÓŁ
Polpharma Starogard
Trefl Sopot
Znicz Jarosław
Polonia Azbud
Kotwica Kołobrzeg
I choć te prognozy wynikają z prostego porównania dwóch tabel - realnej i teoretycznej - w większości da się je poprzeć obserwacjami z naszej ligi. Założenia, że Asseco Prokom, Anwil czy Sportino nie zmienią pozycji są dość oczywiste. Wszyscy oczekują marszu w górę Turowa Zgorzelec z oczekiwaną stacją docelową na 3. pozycji. Z tym łączy się oczywiście spadek Polpharmy, Trefla i Znicza. Pytanie czy te zespoły nie przetasują się między sobą? Znicz ma jedno zwycięstwo mniej, teoretycznie najsłabszy skład, a i z efektu zaskoczenia nic w drugiej rundzie nie pozostanie. Także myślę, że Polpharmy i Trefla nie przeskoczą. Co się tyczy tych dwóch zespołów, to może być najciekawsza rywalizacja drugiej rundy o uniknięcie pre-play-off. Oba zespoły mają bardzo podobne osiągnięcia. Biorąc jednak pod uwagę, że to starogardzianie mieli słabszy początek, ale zespół się skonsolidował i pod koniec rundy był bardzo silny, a sopocianie przeżywają kryzys i nic (personalnie) z tym nie robią - stawiam, że Polpharma będzie wyżej.
Najbardziej "śliskie" są prognozy, że PBG i Stalówka pozostaną na swoich miejscach. O ile wyjaśnienie dlaczego pewne zespoły będą się poruszały w górę albo w dół tabeli zawsze można odnaleźć, to powiedzieć dlaczego te dwa zespoły w dość wyrównanym środku tabeli mają nie zmienić lokaty - nie sposób.
Pomijając, że całą tę tabelę można traktować jako prognozę kolejności na zakończenie rundy zasadniczej, tak wyglądają moje przewidywania jeśli chodzi o drugą część sezonu zasadniczego. Oczywiście są to prognozy i z całą pewnością nie łączą się z absolutnym przekonaniem, że wszystko dokładnie w ten sposób w przyszłości zajdzie. Ten tekst jest swego rodzaju poszukiwaniem metody przewidywania, którą z całą pewnością bardzo ciekawie będzie zweryfikować za kilka miesięcy.
Dlatego właśnie postanowiłem stworzyć teoretyczną tabelę po pierwszej rundzie, która w pewnym stopniu powinna eliminować elementy przypadkowości. W tym celu ustaliłem pojęcie remisu jako meczu zakończonego różnicą pięciu bądź mniej punktów. Oczywiście to nie znaczy, że zwycięzców wszystkich tych spotkań uważam za przypadkowych. Za remis przyznawałem 1 punkt, za wyraźne zwycięstwo 2 punty, za wyraźną porażkę 0 punktów. W przypadku równej liczby punktów decyduje liczba zwycięstw, a w dalszej kolejności stosunek małych punktów zdobytych do straconych. I tak oto po pierwszej rundzie otrzymujemy (w nawiasie miejsce w realnej tabeli):
1. (1) Asseco Prokom 25 12-1-0
2. (2) Anwil Włocławek 18 7-4-2
3. (6) Turów Zgorzelec 17 7-3-3
4. (3) Polpharma Starogard 16 6-4-3
5. (4) Trefl Sopot 16 6-4-3
6. (5) Znicz Jarosław 15 6-3-4
7. (8) AZS Koszalin 13 5-3-5
8. (10) Czarni Słupsk 13 4-5-4
9. (9) Stal Stalowa Wola 13 4-5-4
10. (7) Polonia Azbud 11 4-3-6
11. (11) PBG Basket 8 3-2-8
12. (13) Polonia 2011 8 2-4-7
13. (12) Kotwica Kołobrzeg 7 2-3-8
14. (14) Sportino Inowrocław 2 0-2-11
Mnie osobiście bardzo podoba się taka tabela. Z dwóch względów. Po pierwsze. Zdecydowanie lepiej pokazuje faktyczne różnice między Asseco Prokomem a resztą ligi, jak i między Sportino a resztą ligi. Po drugie w całości zgadza się moimi poglądami na zaniżone (Turów, Polonia 2011) i zawyżone (Polonia, Kotwica) pozycje w stosunku do prezentowanego poziomu niektórych zespołów realnej tabeli PLK.
Z całą pewnością można traktować tę tabelę jako swego rodzaju zalgorytmizowany power ranking PLK po pierwszej rundzie. Ale można pójść dalej. Ta tabela ma wskazywać, które zespoły w realnej tabeli mają zawyżone pozycje, a które zaniżone. Przy założeniu, że ich realna pozycja będzie dążyła do lepszego obrazowania siły zespołów, można na tej podstawie próbować stawiać prognozy na drugą rundę PLK. A oto i one:
W GÓRĘ
Turów Zgorzelec
AZS Koszalin
Czarni Słupsk
Polonia 2011
NA MIEJSCU
Asseco Prokom
Anwil Włocławek
Stal Stalowa Wola
PBG Basket
Sportino Inowrocław
W DÓŁ
Polpharma Starogard
Trefl Sopot
Znicz Jarosław
Polonia Azbud
Kotwica Kołobrzeg
I choć te prognozy wynikają z prostego porównania dwóch tabel - realnej i teoretycznej - w większości da się je poprzeć obserwacjami z naszej ligi. Założenia, że Asseco Prokom, Anwil czy Sportino nie zmienią pozycji są dość oczywiste. Wszyscy oczekują marszu w górę Turowa Zgorzelec z oczekiwaną stacją docelową na 3. pozycji. Z tym łączy się oczywiście spadek Polpharmy, Trefla i Znicza. Pytanie czy te zespoły nie przetasują się między sobą? Znicz ma jedno zwycięstwo mniej, teoretycznie najsłabszy skład, a i z efektu zaskoczenia nic w drugiej rundzie nie pozostanie. Także myślę, że Polpharmy i Trefla nie przeskoczą. Co się tyczy tych dwóch zespołów, to może być najciekawsza rywalizacja drugiej rundy o uniknięcie pre-play-off. Oba zespoły mają bardzo podobne osiągnięcia. Biorąc jednak pod uwagę, że to starogardzianie mieli słabszy początek, ale zespół się skonsolidował i pod koniec rundy był bardzo silny, a sopocianie przeżywają kryzys i nic (personalnie) z tym nie robią - stawiam, że Polpharma będzie wyżej.
Najbardziej "śliskie" są prognozy, że PBG i Stalówka pozostaną na swoich miejscach. O ile wyjaśnienie dlaczego pewne zespoły będą się poruszały w górę albo w dół tabeli zawsze można odnaleźć, to powiedzieć dlaczego te dwa zespoły w dość wyrównanym środku tabeli mają nie zmienić lokaty - nie sposób.
Pomijając, że całą tę tabelę można traktować jako prognozę kolejności na zakończenie rundy zasadniczej, tak wyglądają moje przewidywania jeśli chodzi o drugą część sezonu zasadniczego. Oczywiście są to prognozy i z całą pewnością nie łączą się z absolutnym przekonaniem, że wszystko dokładnie w ten sposób w przyszłości zajdzie. Ten tekst jest swego rodzaju poszukiwaniem metody przewidywania, którą z całą pewnością bardzo ciekawie będzie zweryfikować za kilka miesięcy.
piątek, 25 grudnia 2009
Dlaczego Chappell nie został MVP
Niezwykle dużo wrażeń i emocji dostarczyło nasze podsumowanie pierwszej rundy PLK. Nie wnikając w to, kto miał rację czas odpowiedzieć na kilka pytań. W tym to, które przewijało się najczęściej. Ale po kolei.
Przede wszystkim chciałem zauważyć, że to była suwerenna opinia każdego z nas. Po kolei przedstawiliśmy trzy własne wybory najlepszych naszym zdaniem zawodników w kilku kategoriach. I to nie jest matematyka, gdzie można powiedzieć, że decyzje były słuszne, bądź nie. Po prostu – mi się bardziej podobała gra Okafora, to zamieściłem jego osobę w pierwszej piątce. Grzesiek, który ma hopla na punkcie centrów był usatysfakcjonowany grą Kuzminskasa, więc jego bardziej docenił w swoim zestawieniu. Fajnie, że wywiązała się na dyskusja na temat sensowności takich a nie innych wyborów – na to zawsze liczymy i czekamy. Szkoda, że niektóre argumenty były w stylu „nie ma Chappella, jesteście pały, nie znacie się, blog jest prowincjonalny”. Ale cóż – jak wiadomo wolność słowa szanujemy, szanowaliśmy i szanować będziemy.
Zanim przejdę do tematu tytułowego fragment o trenerach. Dość niespodziewanie jednogłośnie wybraliśmy Pacesasa. I jak już pisałem – nie bez bólu (przynajmniej ja). Świetne wrażenie zostawili choćby Bogicević, Muiznieks, Griszczuk, czy Szczubiał. Ale to trener lidera PLK ma stuprocentową skuteczność. Osiągnął to, co wielu nie udawało się niezależnie od sytuacji w lidze, tabeli, budżetów. Jasne – miał dużo kasy, najlepszych zawodników (chociaż nie miał Chappella)… Zespół momentami był swoistym samograjem, w Zgorzelcu został uratowany przez Burrella i Łapetę. Ale prócz tego spotkania oraz derbów, ani razu wynik końcowy nie oscylował poniżej dziesięciu punktów różnicy. Pacesas, walcząc po drodze w Eurolidze, wygrał m.in. w Starogardzie, Koszalinie, Słupsku, wspomnianym Zgorzelcu – na ciężkich terenach. Gra Polakami – Kostrzewski (średnio 14min), Łapeta (13), Hrycaniuk (19), Seweryn (13), Szczotka (7) mając w obwodzie Logana z obywatelstwem. I ani razu się nie potknął – właśnie dlatego został wybrany trenerem rundy. Bo chociażby jedna porażka prawdopodobnie usunęłaby go z tego piedestału. Przynajmniej w moim prywatnym rankingu oraz zestawieniu.
A teraz to, na co wszyscy czekali. Klucz programu, czyli odpowiedź na pytanie: „Dlaczego Jeremy Chappell nie został MVP?” Odpowiem w trzech najważniejszych punktach, które mam nadzieję pomogą w zrozumieniu mojej decyzji.
Po pierwsze – uważam, że MVP musi być w pierwszej piątce rundy. Dlatego w ogóle nie brałem pod uwagę wyboru zawodnika Znicza w ostatecznym rozstrzygnięciu. Dla mnie, na jego pozycji, lepszy był Qyntel Woods, który jest graczem z nieco innej ligi. I wbrew temu, co uważają niektórzy – daje drużynie jakościowo przynajmniej tyle, co Chappell.
Po drugie – to jest wybór najlepszego gracza rozgrywek, a nie gracza mającego największy wpływ na drużynę. Nie przeczę, że ma największy Eval, rzuca ogrom punktów, jest liderem, itp. itd. Ale jednocześnie, przy pomocy Maysa i Williamsona praktycznie sami ciągną ten wózek. Z czego Jeremy osiąga ponad 1/3 Evala całego teamu. I gdyby nie on, to Znicz zapewne balansowałby gdzieś w okolicach Sportino. Natomiast śmiem twierdzić, że brak Woodsa nie wyrzuciłby Prokomu do dolnej części tabeli.
Nieco inaczej ma się sprawa z Michaelem Wrightem. On był motorem napędowym Turowa, który jednak nie błyszczał mówiąc oględnie. Ale gracze mogący go zastąpić (choćby Wójcik) są na tyle solidni, że brak Mike’a również raczej nie równałby się dramatycznej degrengoladzie zespołu. Jasne – pewnie bilans byłby skromniejszy o 1-2 porażki, ale to chyba maksimum. Poza tym Wright prawie zatrzymał Prokom. Natomiast Chappell, mimo 21pkt. i 9zb. zakończył spotkanie z naszym Euroligowcem raczej bez radości – ostateczny wynik to 65:98 na swoim parkiecie. Woods rzucił 20pkt. w 17min. Więcej grać nie musiał. Wright w Jarosławiu zanotował 26+11zb. (Jeremy 4pkt. w 37min.).
Tu płynne przejście do trzeciego tematu – gra z najlepszymi. Znicz wygrywał regularnie z zespołami przeciętnymi i słabymi. Natomiast jeśli chodzi o walkę z potentatami ligowymi, poszczycić się mogą jarosławianie tylko pokonaniem Polpharmy u siebie (68-65, Chappell akurat bez szału, 10pkt. i 4zb.).
Zresztą zestawmy tutaj poszczególne osiągnięcia w spotkaniach między pierwszą szóstką trzech graczy – Chappella, Woodsa (ta sama pozycja) i Wrighta (wybrany przeze mnie MVP).
Jeremy Chappell:
Turów – 37min, 4pkt, 7zb, skuteczność z gry 1/5.
Anwil – 37min, 15pkt, 7zb, 4/7.
Trefl – 37min, 20pkt, 8zb, 6/12.
Polpharma – 40min, 10pkt, 4zb, 3/8.
Prokom – 32min, 21pkt, 9zb, 5/13.
Łącznie – 183min, 70pkt, 35zb, 19/45.
Qyntel Woods:
Turów – 33min, 21pkt, 6zb, 8/15.
Anwil – 27min, 16pkt, 6zb, 6/12.
Polpharma – 36min, 18pkt, 11zb, 8/20.
Trefl – 39min, 32pkt, 9zb, 10/18.
Znicz – 18min, 20pkt, 3zb, 7/10.
Łącznie – 153min, 107pkt, 35zb, 39/75.
Michael Wright:
Prokom – 35min, 27pkt, 10zb, 7/12.
Znicz – 28min, 26pkt, 11zb, 9/16.
Anwil – 28min, 23pkt, 5zb, 8/12.
Polpharma – 33min, 19pkt, 4zb, 7/11.
Trefl – 33min, 20pkt, 8zb, 6/10.
Łącznie - 157min, 115pkt, 38zb, 37/61.
Jak widać, nasz bohater z Jarosławia wypada najsłabiej. Grał zdecydowanie najwięcej (w końcu lider), a rzucił najmniej punktów na najniższej skuteczności. Można powiedzieć, że grał przeciwko lepszym obrońcom, ale tak naprawdę prócz spotkań bezpośrednich każdy grał przeciwko takim samym.
A MVP zostaje zawodnik, który nie tylko tłucze słabych (Woods nie dostawał nawet takich szans). To wyróżnienie bardziej należy się temu, kto w spotkaniach z potentatami i czołówką ligi się wyróżnia. Innymi słowy – daje radę. Chappell miał dwa dobre mecze – z Treflem (porażka) i z Prokomem (klęska). Woods, gdy trzeba było w derbach zagrać na maxa, zdobył ponad trzydzieści punktów. I gdynianie wygrali. Natomiast Wright właśnie pod koniec rundy pokazał całą swoją moc – 23,26,27 punktów odpowiednio we Włocławku (porażka trzema oczkami), Jarosławiu (pewne zwycięstwo) i z Prokomem (sławetna dogrywka). I to jest dla mnie wyznacznik w temacie MVP.
To chyba najważniejsze, co chciałem napisać w temacie pod tytułem „Jeremy na MVP”. Oczywiście rozumiem kibiców Znicza, którzy mają swoją gwiazdę. Zawodnika, dzięki któremu cały team gra chyba ponad stan i zajmuje obecnie wyśmienite piąte miejsce w tabeli – przed sezonem nie do przewidzenia. Jednak ta nagroda należy się nie graczowi, który totalnie zdominuje zespół i poprowadzi go w meczach z najsłabszymi. Ona powinna trafić do gracza, który właśnie w trudnych momentach praktycznie zawsze pokaże, że jest najmocniejszym punktem zespołu i na niego można liczyć. To właśnie tacy gracze jak Woods, czy Wright będą bohaterami tych najważniejszych spotkań, najbardziej zaciętych końcówek, wreszcie – fazy play-off. I z całym szacunkiem dla Chappella – obecnie Qyntel jest o klasę lepszy – dlatego znalazł się w piątce rundy na pozycji SF. A MVP został Michael, bo pokazał, że jest wielki. Może indywidualnymi umiejętnościami jest słabszy od gwiazdy Prokomu, ale w całej rundzie spisał się chyba minimalnie lepiej. I daje nadzieję, że będzie tym elementem pchającym całość ku górze tabeli. Tak jak kiedyś w Śląsku Lynn Greer – wprawdzie miał wokół siebie wybitne postacie (Zieliński, Tein, Tomczyk, Wójcik, Randle w genialnej formie, Ignerski…), a jednak to on został liderem zespołu i zwykle nie zawodził – zwłaszcza w trudnych i ważnych meczach (same finały to odrobinkę inna bajka). Jak na prawdziwego MVP przystało.
Przede wszystkim chciałem zauważyć, że to była suwerenna opinia każdego z nas. Po kolei przedstawiliśmy trzy własne wybory najlepszych naszym zdaniem zawodników w kilku kategoriach. I to nie jest matematyka, gdzie można powiedzieć, że decyzje były słuszne, bądź nie. Po prostu – mi się bardziej podobała gra Okafora, to zamieściłem jego osobę w pierwszej piątce. Grzesiek, który ma hopla na punkcie centrów był usatysfakcjonowany grą Kuzminskasa, więc jego bardziej docenił w swoim zestawieniu. Fajnie, że wywiązała się na dyskusja na temat sensowności takich a nie innych wyborów – na to zawsze liczymy i czekamy. Szkoda, że niektóre argumenty były w stylu „nie ma Chappella, jesteście pały, nie znacie się, blog jest prowincjonalny”. Ale cóż – jak wiadomo wolność słowa szanujemy, szanowaliśmy i szanować będziemy.
Zanim przejdę do tematu tytułowego fragment o trenerach. Dość niespodziewanie jednogłośnie wybraliśmy Pacesasa. I jak już pisałem – nie bez bólu (przynajmniej ja). Świetne wrażenie zostawili choćby Bogicević, Muiznieks, Griszczuk, czy Szczubiał. Ale to trener lidera PLK ma stuprocentową skuteczność. Osiągnął to, co wielu nie udawało się niezależnie od sytuacji w lidze, tabeli, budżetów. Jasne – miał dużo kasy, najlepszych zawodników (chociaż nie miał Chappella)… Zespół momentami był swoistym samograjem, w Zgorzelcu został uratowany przez Burrella i Łapetę. Ale prócz tego spotkania oraz derbów, ani razu wynik końcowy nie oscylował poniżej dziesięciu punktów różnicy. Pacesas, walcząc po drodze w Eurolidze, wygrał m.in. w Starogardzie, Koszalinie, Słupsku, wspomnianym Zgorzelcu – na ciężkich terenach. Gra Polakami – Kostrzewski (średnio 14min), Łapeta (13), Hrycaniuk (19), Seweryn (13), Szczotka (7) mając w obwodzie Logana z obywatelstwem. I ani razu się nie potknął – właśnie dlatego został wybrany trenerem rundy. Bo chociażby jedna porażka prawdopodobnie usunęłaby go z tego piedestału. Przynajmniej w moim prywatnym rankingu oraz zestawieniu.
A teraz to, na co wszyscy czekali. Klucz programu, czyli odpowiedź na pytanie: „Dlaczego Jeremy Chappell nie został MVP?” Odpowiem w trzech najważniejszych punktach, które mam nadzieję pomogą w zrozumieniu mojej decyzji.
Po pierwsze – uważam, że MVP musi być w pierwszej piątce rundy. Dlatego w ogóle nie brałem pod uwagę wyboru zawodnika Znicza w ostatecznym rozstrzygnięciu. Dla mnie, na jego pozycji, lepszy był Qyntel Woods, który jest graczem z nieco innej ligi. I wbrew temu, co uważają niektórzy – daje drużynie jakościowo przynajmniej tyle, co Chappell.
Po drugie – to jest wybór najlepszego gracza rozgrywek, a nie gracza mającego największy wpływ na drużynę. Nie przeczę, że ma największy Eval, rzuca ogrom punktów, jest liderem, itp. itd. Ale jednocześnie, przy pomocy Maysa i Williamsona praktycznie sami ciągną ten wózek. Z czego Jeremy osiąga ponad 1/3 Evala całego teamu. I gdyby nie on, to Znicz zapewne balansowałby gdzieś w okolicach Sportino. Natomiast śmiem twierdzić, że brak Woodsa nie wyrzuciłby Prokomu do dolnej części tabeli.
Nieco inaczej ma się sprawa z Michaelem Wrightem. On był motorem napędowym Turowa, który jednak nie błyszczał mówiąc oględnie. Ale gracze mogący go zastąpić (choćby Wójcik) są na tyle solidni, że brak Mike’a również raczej nie równałby się dramatycznej degrengoladzie zespołu. Jasne – pewnie bilans byłby skromniejszy o 1-2 porażki, ale to chyba maksimum. Poza tym Wright prawie zatrzymał Prokom. Natomiast Chappell, mimo 21pkt. i 9zb. zakończył spotkanie z naszym Euroligowcem raczej bez radości – ostateczny wynik to 65:98 na swoim parkiecie. Woods rzucił 20pkt. w 17min. Więcej grać nie musiał. Wright w Jarosławiu zanotował 26+11zb. (Jeremy 4pkt. w 37min.).
Tu płynne przejście do trzeciego tematu – gra z najlepszymi. Znicz wygrywał regularnie z zespołami przeciętnymi i słabymi. Natomiast jeśli chodzi o walkę z potentatami ligowymi, poszczycić się mogą jarosławianie tylko pokonaniem Polpharmy u siebie (68-65, Chappell akurat bez szału, 10pkt. i 4zb.).
Zresztą zestawmy tutaj poszczególne osiągnięcia w spotkaniach między pierwszą szóstką trzech graczy – Chappella, Woodsa (ta sama pozycja) i Wrighta (wybrany przeze mnie MVP).
Jeremy Chappell:
Turów – 37min, 4pkt, 7zb, skuteczność z gry 1/5.
Anwil – 37min, 15pkt, 7zb, 4/7.
Trefl – 37min, 20pkt, 8zb, 6/12.
Polpharma – 40min, 10pkt, 4zb, 3/8.
Prokom – 32min, 21pkt, 9zb, 5/13.
Łącznie – 183min, 70pkt, 35zb, 19/45.
Qyntel Woods:
Turów – 33min, 21pkt, 6zb, 8/15.
Anwil – 27min, 16pkt, 6zb, 6/12.
Polpharma – 36min, 18pkt, 11zb, 8/20.
Trefl – 39min, 32pkt, 9zb, 10/18.
Znicz – 18min, 20pkt, 3zb, 7/10.
Łącznie – 153min, 107pkt, 35zb, 39/75.
Michael Wright:
Prokom – 35min, 27pkt, 10zb, 7/12.
Znicz – 28min, 26pkt, 11zb, 9/16.
Anwil – 28min, 23pkt, 5zb, 8/12.
Polpharma – 33min, 19pkt, 4zb, 7/11.
Trefl – 33min, 20pkt, 8zb, 6/10.
Łącznie - 157min, 115pkt, 38zb, 37/61.
Jak widać, nasz bohater z Jarosławia wypada najsłabiej. Grał zdecydowanie najwięcej (w końcu lider), a rzucił najmniej punktów na najniższej skuteczności. Można powiedzieć, że grał przeciwko lepszym obrońcom, ale tak naprawdę prócz spotkań bezpośrednich każdy grał przeciwko takim samym.
A MVP zostaje zawodnik, który nie tylko tłucze słabych (Woods nie dostawał nawet takich szans). To wyróżnienie bardziej należy się temu, kto w spotkaniach z potentatami i czołówką ligi się wyróżnia. Innymi słowy – daje radę. Chappell miał dwa dobre mecze – z Treflem (porażka) i z Prokomem (klęska). Woods, gdy trzeba było w derbach zagrać na maxa, zdobył ponad trzydzieści punktów. I gdynianie wygrali. Natomiast Wright właśnie pod koniec rundy pokazał całą swoją moc – 23,26,27 punktów odpowiednio we Włocławku (porażka trzema oczkami), Jarosławiu (pewne zwycięstwo) i z Prokomem (sławetna dogrywka). I to jest dla mnie wyznacznik w temacie MVP.
To chyba najważniejsze, co chciałem napisać w temacie pod tytułem „Jeremy na MVP”. Oczywiście rozumiem kibiców Znicza, którzy mają swoją gwiazdę. Zawodnika, dzięki któremu cały team gra chyba ponad stan i zajmuje obecnie wyśmienite piąte miejsce w tabeli – przed sezonem nie do przewidzenia. Jednak ta nagroda należy się nie graczowi, który totalnie zdominuje zespół i poprowadzi go w meczach z najsłabszymi. Ona powinna trafić do gracza, który właśnie w trudnych momentach praktycznie zawsze pokaże, że jest najmocniejszym punktem zespołu i na niego można liczyć. To właśnie tacy gracze jak Woods, czy Wright będą bohaterami tych najważniejszych spotkań, najbardziej zaciętych końcówek, wreszcie – fazy play-off. I z całym szacunkiem dla Chappella – obecnie Qyntel jest o klasę lepszy – dlatego znalazł się w piątce rundy na pozycji SF. A MVP został Michael, bo pokazał, że jest wielki. Może indywidualnymi umiejętnościami jest słabszy od gwiazdy Prokomu, ale w całej rundzie spisał się chyba minimalnie lepiej. I daje nadzieję, że będzie tym elementem pchającym całość ku górze tabeli. Tak jak kiedyś w Śląsku Lynn Greer – wprawdzie miał wokół siebie wybitne postacie (Zieliński, Tein, Tomczyk, Wójcik, Randle w genialnej formie, Ignerski…), a jednak to on został liderem zespołu i zwykle nie zawodził – zwłaszcza w trudnych i ważnych meczach (same finały to odrobinkę inna bajka). Jak na prawdziwego MVP przystało.
czwartek, 24 grudnia 2009
Bohater tygodnia (1): Dariusz Maciejewski
Tą notką chciałbym zapoczątkować serię wpisów przedstawiających najciekawsze postaci danego tygodnia. Czy uda mi się to pociągnąć - czas pokaże.
Zacznijmy od świeżo mianowanego trenera reprezentacji kobiet - Dariusza Maciejewskiego. Za 2 lata żeński EuroBasket odbywa się w Polsce - co zapewne jest i będzie informacją bardziej utajnioną niż ta o EuroBaskecie 2009... Wracając do rzeczy. Maciejewskiemu powierzono zbudowanie drużyny na Mistrzostwa Europy za 2 lata. Etapem budowy mają być mecze towarzyskie najbliższego lata, gdyż na MŚ nie wystąpimy. Natomiast celem na polskich mistrzostwach ma być awans do turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Bezpośredni awans daje tylko złoty medal - a takiego celu nikt nie odważy się postawić. Dodatkowe kwalifikacje mają dawać miejsca do 5.-6.
Maciejewski wystartował w konkursie PZKosz na trenera reprezentacji - takim samym jaki w przypadku kadry mężczyzn okazuje się obecnie mało zabawnym kabaretem. Najpierw komisja rekomendacyjna odrzuciła sześciu kandydatów: Andrzeja Wójtowicz, Janusz Wierzbickiego, Terry'ego Laytona, Teodora Mołłowa, Fabio Fossatiego oraz Nikołaja Tanasejczuka. Później trener gorzowianek pokonał w bezpośrednim pojedynku trenera aktualnych mistrzyń Polski - Lotosu Gdynia - Jacka Winnickiego.
Na całe szczęście prezesowi Ludwiczukowi nie udało się przekonać nowego trenera reprezentacji do pójścia na długie, dobrze płatne wakacje z kilkumiesięcznymi przerwami na reprezentację. Maciejewski postawił na swoim i będzie kontynuował pracę w klubie. Będzie mniej kosztowny dla związku i jak sam słusznie podkreśla, przez najbliższe półtora roku prowadzenia AZS PWSZ w PLKK i Eurolidze może stać się lepszym trenerem. Bo tak po prawdzie właściwie czym miałby się zajmować pomiędzy krótkimi sezonami reprezentacyjnymi? Prowadzić selekcję? Maciejewski od lat pracuje w Polsce, prowadził kadry młodzieżowe, współpracował także przy pierwszej reprezentacji. Grupa kilkunastu nazwisk w kręgu zainteresowań reprezentacji jest mu dokładnie znana, zresztą jak wszystkim kibicom żeńskiej koszykówki. Później pozostaną już tylko decyzje na podstawie aktualnej formy podczas zgrupowań.
Bez pracy w klubie trener reprezentacji najbliższy mecz o punkty poprowadziłby na inaugurację EuroBasketu 2011 - co jest nie do zaakceptowania. Wartość letniego sezonu sparingowego także nie jest zbyt jasna. Wiemy jak to działało w przypadku mężczyzn. Dwie kluczowe postaci dla stylu kadry: David Logan oraz Maciej Lampe i tak nie brały w nim udziału. I tak składano wszystko od nowa, na szybko, rok później przez kilka tygodni przez imprezą docelową. Nie do końca jest jasne po co swój wkład w kadrę 2008 wnosili Dylewicz i Kitzinger. Chyba głównie po to, żeby za rok dowiedzieć się, że na 15 sekund lepsi są Witka i Skibniewski. Jedyny widoczny efekt całego sparingowego lata to nie do końca jasne przekonanie o wyższości Szubargi nad Koszarkiem...
Czy w przypadku pań może to zadziałać inaczej? Może. Potrzeba spełnienia tylko dwóch głównych czynników. Pierwszy. Trener i związek zakładają, że w związku z faktem, iż MŚ 2010 odbywają się w Czechach, zainteresowane sparingami z Polkami mogą być światowe potęgi takie jak USA, Australia, Rosja czy Hiszpania. Jeśli uda się zakontraktować takich rywali, to naprawdę będzie można nasze dziewczyny wnosić na wyższy poziom i budować drużynę. Warunek drugi. Zaangażowanie w grę w reprezentacji i dostęp trenera do pełnego składu. W przypadku pań może być to łatwiejsze, a i sam trener znany jest ze stawiania na pełne poświęcenie dla zespołu - bez taryfy ulgowej dla gwiazd i gwiazdek.
Co dotychczas osiągnął w swojej karierze Dariusz Maciejewski? Wszystko zaczęło się od starej dobrej radzieckiej jeszcze szkoły pod kierunkiem ikony rosyjskiej koszykówki - Aleksandra Gomelskiego - w Moskiewskim Instytucie Kultury Fizycznej. Później latach dziewięćdziesiątych Maciejewski prowadził gorzowskie męskie zespoły w niższych ligach, był drugim trenerem w Stilonie Gorzów, pierwszym trenerem w tym samym zespole, później dwa sezony pierwszym szkoleniowcem w Ślęzy Wrocław aż 2000 roku objął AZS PWSZ. A tam od podstaw w przeciągu dekady zbudował potęgę polskiej koszykówki żeńskiej. W pierwszym roku pracy awansował do 1. ligi, w 2004 roku do ekstraklasy, od sezonu 2005/2006 co roku poprawia rezultat o jedną pozycję zaczynając od 5. lokaty w 2006 roku, do srebrnego medalu w 2009. W tym sezonie jego AZS nie znalazł jeszcze pogromców i jest zdecydowanym liderem z bilansem 15-0. W Euroligowym debiucie natomiast gorzowianki wciąż walczą o awans do 1/8.
Co warte podkreślenia - wszystkie te sukcesy były odnoszone przy relatywnie dużym udziale polskich koszykarek. Poza karierą klubową Maciejewski odnosił także sukcesy reprezentacyjne takie jak Akademickie Mistrzostwo Europy w 2006 i brąz na Uniwersjadzie w 2007 roku.
Wybór Dariusza Maciejewskiego na trenera polskiej reprezentacji bardzo cieszy i uważam go za najlepszy z możliwych. Żeński EuroBasket w Polsce może być kolejną szansą dla naszej koszykówki - oczywiście jeśli tylko dziewczyny dotrą do fazy pucharowej, otrą się o strefę medalową i skutecznie zawalczą o Igrzyska w Londynie. Wierzę, że pod wodzą nowego trenera jest szansa na osiągnięcie tych celów.
Właśnie ze względu na kolejną imprezę koszykarską w naszym kraju warto się przyjrzeć się koszykówce w wykonaniu kobiet. Do czego korzystając z okazji gorąco zachęcam. Sam w ostatnim okresie zainteresowałem się bardziej żeńską ligą - wobec takiego a nie innej sytuacji w PLK, PLKK z czterema czołowymi drużynami na europejskim poziomie (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski, Wisła Can-Pack Kraków, Lotos Gdynia, CCC Polkowice) może być naprawdę ciekawą odskocznią dla każdego fana basketu. Ja ze swojej strony postaram się czasami zahaczyć o tematykę koszykówki w wykonaniu płci pięknej.
Zacznijmy od świeżo mianowanego trenera reprezentacji kobiet - Dariusza Maciejewskiego. Za 2 lata żeński EuroBasket odbywa się w Polsce - co zapewne jest i będzie informacją bardziej utajnioną niż ta o EuroBaskecie 2009... Wracając do rzeczy. Maciejewskiemu powierzono zbudowanie drużyny na Mistrzostwa Europy za 2 lata. Etapem budowy mają być mecze towarzyskie najbliższego lata, gdyż na MŚ nie wystąpimy. Natomiast celem na polskich mistrzostwach ma być awans do turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Bezpośredni awans daje tylko złoty medal - a takiego celu nikt nie odważy się postawić. Dodatkowe kwalifikacje mają dawać miejsca do 5.-6.
Maciejewski wystartował w konkursie PZKosz na trenera reprezentacji - takim samym jaki w przypadku kadry mężczyzn okazuje się obecnie mało zabawnym kabaretem. Najpierw komisja rekomendacyjna odrzuciła sześciu kandydatów: Andrzeja Wójtowicz, Janusz Wierzbickiego, Terry'ego Laytona, Teodora Mołłowa, Fabio Fossatiego oraz Nikołaja Tanasejczuka. Później trener gorzowianek pokonał w bezpośrednim pojedynku trenera aktualnych mistrzyń Polski - Lotosu Gdynia - Jacka Winnickiego.
Na całe szczęście prezesowi Ludwiczukowi nie udało się przekonać nowego trenera reprezentacji do pójścia na długie, dobrze płatne wakacje z kilkumiesięcznymi przerwami na reprezentację. Maciejewski postawił na swoim i będzie kontynuował pracę w klubie. Będzie mniej kosztowny dla związku i jak sam słusznie podkreśla, przez najbliższe półtora roku prowadzenia AZS PWSZ w PLKK i Eurolidze może stać się lepszym trenerem. Bo tak po prawdzie właściwie czym miałby się zajmować pomiędzy krótkimi sezonami reprezentacyjnymi? Prowadzić selekcję? Maciejewski od lat pracuje w Polsce, prowadził kadry młodzieżowe, współpracował także przy pierwszej reprezentacji. Grupa kilkunastu nazwisk w kręgu zainteresowań reprezentacji jest mu dokładnie znana, zresztą jak wszystkim kibicom żeńskiej koszykówki. Później pozostaną już tylko decyzje na podstawie aktualnej formy podczas zgrupowań.
Bez pracy w klubie trener reprezentacji najbliższy mecz o punkty poprowadziłby na inaugurację EuroBasketu 2011 - co jest nie do zaakceptowania. Wartość letniego sezonu sparingowego także nie jest zbyt jasna. Wiemy jak to działało w przypadku mężczyzn. Dwie kluczowe postaci dla stylu kadry: David Logan oraz Maciej Lampe i tak nie brały w nim udziału. I tak składano wszystko od nowa, na szybko, rok później przez kilka tygodni przez imprezą docelową. Nie do końca jest jasne po co swój wkład w kadrę 2008 wnosili Dylewicz i Kitzinger. Chyba głównie po to, żeby za rok dowiedzieć się, że na 15 sekund lepsi są Witka i Skibniewski. Jedyny widoczny efekt całego sparingowego lata to nie do końca jasne przekonanie o wyższości Szubargi nad Koszarkiem...
Czy w przypadku pań może to zadziałać inaczej? Może. Potrzeba spełnienia tylko dwóch głównych czynników. Pierwszy. Trener i związek zakładają, że w związku z faktem, iż MŚ 2010 odbywają się w Czechach, zainteresowane sparingami z Polkami mogą być światowe potęgi takie jak USA, Australia, Rosja czy Hiszpania. Jeśli uda się zakontraktować takich rywali, to naprawdę będzie można nasze dziewczyny wnosić na wyższy poziom i budować drużynę. Warunek drugi. Zaangażowanie w grę w reprezentacji i dostęp trenera do pełnego składu. W przypadku pań może być to łatwiejsze, a i sam trener znany jest ze stawiania na pełne poświęcenie dla zespołu - bez taryfy ulgowej dla gwiazd i gwiazdek.
Co dotychczas osiągnął w swojej karierze Dariusz Maciejewski? Wszystko zaczęło się od starej dobrej radzieckiej jeszcze szkoły pod kierunkiem ikony rosyjskiej koszykówki - Aleksandra Gomelskiego - w Moskiewskim Instytucie Kultury Fizycznej. Później latach dziewięćdziesiątych Maciejewski prowadził gorzowskie męskie zespoły w niższych ligach, był drugim trenerem w Stilonie Gorzów, pierwszym trenerem w tym samym zespole, później dwa sezony pierwszym szkoleniowcem w Ślęzy Wrocław aż 2000 roku objął AZS PWSZ. A tam od podstaw w przeciągu dekady zbudował potęgę polskiej koszykówki żeńskiej. W pierwszym roku pracy awansował do 1. ligi, w 2004 roku do ekstraklasy, od sezonu 2005/2006 co roku poprawia rezultat o jedną pozycję zaczynając od 5. lokaty w 2006 roku, do srebrnego medalu w 2009. W tym sezonie jego AZS nie znalazł jeszcze pogromców i jest zdecydowanym liderem z bilansem 15-0. W Euroligowym debiucie natomiast gorzowianki wciąż walczą o awans do 1/8.
Co warte podkreślenia - wszystkie te sukcesy były odnoszone przy relatywnie dużym udziale polskich koszykarek. Poza karierą klubową Maciejewski odnosił także sukcesy reprezentacyjne takie jak Akademickie Mistrzostwo Europy w 2006 i brąz na Uniwersjadzie w 2007 roku.
Wybór Dariusza Maciejewskiego na trenera polskiej reprezentacji bardzo cieszy i uważam go za najlepszy z możliwych. Żeński EuroBasket w Polsce może być kolejną szansą dla naszej koszykówki - oczywiście jeśli tylko dziewczyny dotrą do fazy pucharowej, otrą się o strefę medalową i skutecznie zawalczą o Igrzyska w Londynie. Wierzę, że pod wodzą nowego trenera jest szansa na osiągnięcie tych celów.
Właśnie ze względu na kolejną imprezę koszykarską w naszym kraju warto się przyjrzeć się koszykówce w wykonaniu kobiet. Do czego korzystając z okazji gorąco zachęcam. Sam w ostatnim okresie zainteresowałem się bardziej żeńską ligą - wobec takiego a nie innej sytuacji w PLK, PLKK z czterema czołowymi drużynami na europejskim poziomie (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski, Wisła Can-Pack Kraków, Lotos Gdynia, CCC Polkowice) może być naprawdę ciekawą odskocznią dla każdego fana basketu. Ja ze swojej strony postaram się czasami zahaczyć o tematykę koszykówki w wykonaniu płci pięknej.
Wesołych Świąt
Dzisiaj Wigilia.Z tejże okazji życzymy Wszystkim,
aby spędzili je w spokojnej, rodzinnej atmosferze.
By zapomnieli o problemach, niesnaskach, kłótniach.
Żeby mogli wreszcie poświęcić czas temu,
na co im przyjdzie ochota.
Wesołych, acz spokojnych,
Relaksujących, ale nie usypiających;
Świąt Bożego Narodzenia
życzą autorzy 3sekund
środa, 23 grudnia 2009
Podsumowanie rundy PLK cz.3
Jeszcze nie opadły emocje po podsumowaniu a la Grzesiek, więc wchodzę na gorący teren. Jedziemy!
Pierwsza piątka
PG Krzysztof Szubarga
SG Jeremy Chappel
SF Qyntel Woods
PF Ronnie Burell
C Michael Wright
Druga piątka
PG Iwo Kitzinger
SG David Logan
SF Tony Weeden
PF Patrick Okafor
C Saulius Kuzminskas
Pierwsza piątkę stanowią gracze o wielkim wpływie na swoje zespoły. Szubi to najlepszy polski gracz ligi i najlepiej podająca „jedynka”. Chappell jest typem Amerykanina znikąd, który jednak pamięta o reszcie zespołu, jakim jest rewelacyjny Znicz. Woods to megapoziom, facet nie do zatrzymania. Podobnie Wright na pozycji centra, choć jest na nią trochę za niski – tym większy respekt mu się należy. Burell, to cichy zabójca w ważnych meczach i wielki wojownik w każdym spotkaniu. W mam Iwona Kitzingera, który odsunięcie od kadry na Eurobasket potraktował jako bodziec do lepszej gry oraz Kuzminskasa, jednego z najciekawszych centrów PLK. Do tego Weeden lepszy niż zwykle oraz wracający do Polpharmy i dobrej gry Okafor. Na deser najlepszy Polak w ekipie mistrza kraju.
MVP
Michael Wright
Numer dwa Jeremy Chappel, dalej Burell. Wybór między Wrightem i Chapellem był trudny i decydowały „ostatnie trzy sekundy” Tak poważnie, to w trakcie rundy, gdy nie decydują się losy mistrzostwa niekoniecznie muszę wybierać gwiazdę drużyny najlepszej. Poza tym, w wyrównanej i silnej ekipie z Gdyni, ciężko stwierdzić, że bez tego czy innego gracza miejsce w tabeli byłoby niższe. Ja nie wyobrażam sobie Turowa bez Wrighta, który dominował pod koszami. Z kolei Chappell, to taki „samograj”, który potrafi podawać, a wyniki jego drużyny mówią same za siebie. Obaj dobrze grali w starciach z silnymi tej ligi, ale gracz Turowa był w tej klasyfikacji lepszy o mecz z Asseco. Burell wygrał dla Asseco ważne mecze z Anwilem i Turowem, ale jego wkład w całą rundę nie równoważył wpływu wyżej nominowanych na losy ich zespołów.
Najlepszy trener
Tomas Pacesas
Plus za dobre momenty w Eurolidze, ale ogólnie raczej na zasadzie „na bezrybiu i rak ryba”. Drugi w kolejności Karlis Muiznieks za szybkie poskładanie zespołu budowanego dosłownie od zera i miejsce w czołówce. Niemniej trzeba dodać, że osobowości na ławce trenerskiej stają się w PLK towarem deficytowym. Andrej Urlep pracuje w Zgorzelcu za krótko, by zostać sklasyfikowanym.
Polski MVP
Krzysztof Szubarga
Godny następca Łukasza Koszarka. Duży wpływ na zespół, mimo kontuzji i przybycia konkurencji w postaci Dru Joyce'a. Spośród konkurentów Iwo Kitzingera dopadła lekka obniżka formy, Andrzej Pluta korzysta z podań „Szubiego”, zaś Poloniści 2011 (Leszek Karwowski, Tomasz Śnieg, Dardan Berisha) wygrali jednak zbyt mało spotkań.
Polska piątka
PG Krzysztof Szubarga
SG Andrzej Pluta
SF Dardan Berisha
PF Leszek Karwowski
C Damian Kulig
Dwie pierwsze pozycje, jak sądzę, bez kontrowersji. Wybór Berishy uzasadniam w kategorii Młody MVP. Karwowski jest jak stary basior w obiecującej watasze młodych wilków Polonii 2011. Na „piątce” długo oczekiwany debiutant Kulig, za spełnienie pokładanych w nim nadziei. W drugiej części rundy przygasł po kontuzji Adam Waczyński, zaś Mateusz Kostrzewski czy Adam Łapeta grali jednak zbyt rzadko, jak na nominacje. Nieźle poczyna sobie w Anwilu Kamil Chanas, a warto też docenić jego kolegę, Wojciecha Barycza, który po serii kontuzji wrócił do poważnej koszykówki i walczy o swoje w niej miejsce.
Piątka Młodych
PG Dawid Bręk
SG Tomasz Śnieg
SF Dardan Berisha
PF Szymon Rduch
C Dariusz Wyka
Moja ulubiona kategoria. Młody wojownik z Kosowa stracił początek sezonu z powodu kontuzji, ale potem bez ceregieli wdarł się do dorosłej ekstraklasy, rzucając jak natchniony. Duży wpływ na Polonię 2011 miał też Tomasz Śnieg, ale że zawsze uważałem iż polskiej koszykówce brakuje młodych fighterów, więć stawiam na Dardana. Uwaga na młodego Wykę ze Znicza. Na razie tylko blokuje i rzuca z daleka, ale przyszłość przed nim. Nieźle radzą sobie także młodzi kołobrzeżanie – Dawid Bręk i Szymon Rduch. Szkoda, tylko, że ich drużyna gra tak słabo..
Niespodzianka rundy
Znicz Jarosław
Klub, który miał nie spełniać wymogów licencyjnych,a został dopuszczony do gry „rzutem na taśmę”. Czy ktoś to jeszcze pamięta? To jest wymiar rewelacji jarosławian. Trzech nieznanych Amerykanów plus niedoceniani Polacy i miejsce w tabeli niż Turów – niesamowite, ale prawdziwe. Inny kandydat – Stal Stalowa Wola.
Najgorszy trener
Sasa Obradović
Konkurencja była ostra, bo i Eugeniusz Kijewski i Mariusz Karol oraz Igors Miglinieks. Postanowiłem „docenić” postawę Serba, który miał większy budżet od wymienionych panów, duży poligon doświadczalny (liga plus puchary), ale potrafił jedynie skłócić się z zespołem i sprowadzić Turów najniżej w tabeli od lat. To już wyższa szkoła jazdy.
Nasza liga jest nadal słabo reklamowana, rzadko pokazywana, do tego na antenie stacji, o której wielu nawet nie słyszało. Sponsora tytularnego nie widać, poziom jest jaki jest. Ale to wciąż nasza liga, a gra się pięciu na pięciu, choć kreatywności „władz polskiej koszykówki” nie wolno lekceważyć. Mimo wszystko ciągle wierzę, że będzie lepiej, a nadzieją zawsze napawają mnie występy młodych zawodników.
Pierwsza piątka
PG Krzysztof Szubarga
SG Jeremy Chappel
SF Qyntel Woods
PF Ronnie Burell
C Michael Wright
Druga piątka
PG Iwo Kitzinger
SG David Logan
SF Tony Weeden
PF Patrick Okafor
C Saulius Kuzminskas
Pierwsza piątkę stanowią gracze o wielkim wpływie na swoje zespoły. Szubi to najlepszy polski gracz ligi i najlepiej podająca „jedynka”. Chappell jest typem Amerykanina znikąd, który jednak pamięta o reszcie zespołu, jakim jest rewelacyjny Znicz. Woods to megapoziom, facet nie do zatrzymania. Podobnie Wright na pozycji centra, choć jest na nią trochę za niski – tym większy respekt mu się należy. Burell, to cichy zabójca w ważnych meczach i wielki wojownik w każdym spotkaniu. W mam Iwona Kitzingera, który odsunięcie od kadry na Eurobasket potraktował jako bodziec do lepszej gry oraz Kuzminskasa, jednego z najciekawszych centrów PLK. Do tego Weeden lepszy niż zwykle oraz wracający do Polpharmy i dobrej gry Okafor. Na deser najlepszy Polak w ekipie mistrza kraju.
MVP
Michael Wright
Numer dwa Jeremy Chappel, dalej Burell. Wybór między Wrightem i Chapellem był trudny i decydowały „ostatnie trzy sekundy” Tak poważnie, to w trakcie rundy, gdy nie decydują się losy mistrzostwa niekoniecznie muszę wybierać gwiazdę drużyny najlepszej. Poza tym, w wyrównanej i silnej ekipie z Gdyni, ciężko stwierdzić, że bez tego czy innego gracza miejsce w tabeli byłoby niższe. Ja nie wyobrażam sobie Turowa bez Wrighta, który dominował pod koszami. Z kolei Chappell, to taki „samograj”, który potrafi podawać, a wyniki jego drużyny mówią same za siebie. Obaj dobrze grali w starciach z silnymi tej ligi, ale gracz Turowa był w tej klasyfikacji lepszy o mecz z Asseco. Burell wygrał dla Asseco ważne mecze z Anwilem i Turowem, ale jego wkład w całą rundę nie równoważył wpływu wyżej nominowanych na losy ich zespołów.
Najlepszy trener
Tomas Pacesas
Plus za dobre momenty w Eurolidze, ale ogólnie raczej na zasadzie „na bezrybiu i rak ryba”. Drugi w kolejności Karlis Muiznieks za szybkie poskładanie zespołu budowanego dosłownie od zera i miejsce w czołówce. Niemniej trzeba dodać, że osobowości na ławce trenerskiej stają się w PLK towarem deficytowym. Andrej Urlep pracuje w Zgorzelcu za krótko, by zostać sklasyfikowanym.
Polski MVP
Krzysztof Szubarga
Godny następca Łukasza Koszarka. Duży wpływ na zespół, mimo kontuzji i przybycia konkurencji w postaci Dru Joyce'a. Spośród konkurentów Iwo Kitzingera dopadła lekka obniżka formy, Andrzej Pluta korzysta z podań „Szubiego”, zaś Poloniści 2011 (Leszek Karwowski, Tomasz Śnieg, Dardan Berisha) wygrali jednak zbyt mało spotkań.
Polska piątka
PG Krzysztof Szubarga
SG Andrzej Pluta
SF Dardan Berisha
PF Leszek Karwowski
C Damian Kulig
Dwie pierwsze pozycje, jak sądzę, bez kontrowersji. Wybór Berishy uzasadniam w kategorii Młody MVP. Karwowski jest jak stary basior w obiecującej watasze młodych wilków Polonii 2011. Na „piątce” długo oczekiwany debiutant Kulig, za spełnienie pokładanych w nim nadziei. W drugiej części rundy przygasł po kontuzji Adam Waczyński, zaś Mateusz Kostrzewski czy Adam Łapeta grali jednak zbyt rzadko, jak na nominacje. Nieźle poczyna sobie w Anwilu Kamil Chanas, a warto też docenić jego kolegę, Wojciecha Barycza, który po serii kontuzji wrócił do poważnej koszykówki i walczy o swoje w niej miejsce.
Piątka Młodych
PG Dawid Bręk
SG Tomasz Śnieg
SF Dardan Berisha
PF Szymon Rduch
C Dariusz Wyka
Moja ulubiona kategoria. Młody wojownik z Kosowa stracił początek sezonu z powodu kontuzji, ale potem bez ceregieli wdarł się do dorosłej ekstraklasy, rzucając jak natchniony. Duży wpływ na Polonię 2011 miał też Tomasz Śnieg, ale że zawsze uważałem iż polskiej koszykówce brakuje młodych fighterów, więć stawiam na Dardana. Uwaga na młodego Wykę ze Znicza. Na razie tylko blokuje i rzuca z daleka, ale przyszłość przed nim. Nieźle radzą sobie także młodzi kołobrzeżanie – Dawid Bręk i Szymon Rduch. Szkoda, tylko, że ich drużyna gra tak słabo..
Niespodzianka rundy
Znicz Jarosław
Klub, który miał nie spełniać wymogów licencyjnych,a został dopuszczony do gry „rzutem na taśmę”. Czy ktoś to jeszcze pamięta? To jest wymiar rewelacji jarosławian. Trzech nieznanych Amerykanów plus niedoceniani Polacy i miejsce w tabeli niż Turów – niesamowite, ale prawdziwe. Inny kandydat – Stal Stalowa Wola.
Najgorszy trener
Sasa Obradović
Konkurencja była ostra, bo i Eugeniusz Kijewski i Mariusz Karol oraz Igors Miglinieks. Postanowiłem „docenić” postawę Serba, który miał większy budżet od wymienionych panów, duży poligon doświadczalny (liga plus puchary), ale potrafił jedynie skłócić się z zespołem i sprowadzić Turów najniżej w tabeli od lat. To już wyższa szkoła jazdy.
Nasza liga jest nadal słabo reklamowana, rzadko pokazywana, do tego na antenie stacji, o której wielu nawet nie słyszało. Sponsora tytularnego nie widać, poziom jest jaki jest. Ale to wciąż nasza liga, a gra się pięciu na pięciu, choć kreatywności „władz polskiej koszykówki” nie wolno lekceważyć. Mimo wszystko ciągle wierzę, że będzie lepiej, a nadzieją zawsze napawają mnie występy młodych zawodników.
Koszykarski blog roku 2009
Nasz blog 3 sekundy znalazł się wśród 15 nominowanych blogów w plebiscycie polskikosz.pl na najlepszy koszykarski blog 2009 roku. Głosowanie odbywa się na stronie głównej portalu w prawym dolnym rogu.
Zachęcamy do brania udziału w głosowaniu. Oczywiście na nasz blog również. Z dużą ciekawością dowiemy się, w którym miejscu się znajdujemy.
Zachęcamy do brania udziału w głosowaniu. Oczywiście na nasz blog również. Z dużą ciekawością dowiemy się, w którym miejscu się znajdujemy.
wtorek, 22 grudnia 2009
Podsumowanie vol.2
Od wczoraj macie okazję poczytać analizę minionej rundy w wykonaniu Grześka. Dzisiaj swoje przemyślenia w jakąś całość ukształtowałem ja. Od razu powiem, że wziąłem pod uwagę nieco inne kategorie – dobrałem dwie piątki, z zachowaniem założenia, że w każdej musi być minimum jeden Polak. Z kilku powodów – po pierwsze niesamowicie trudno złożyć rzetelną piątkę naszych reprezentantów (m.in. dzięki ich odpływowi przed sezonem). A z drugiej strony minimum patriotyzmu postanowiłem zachować. Ponadto kategorie są raczej standardowe. Zatem po kolei:
Pierwsza piątka:
PG – Szubarga (Anwil)
SG – Logan (Prokom)
SF –Woods (Prokom)
PF – Okafor (Polpharma)
C – Wright (Turów)
I od razu się tłumaczę. Dwóch graczy Asseco jest dlatego, że ten klub był ponad wszystko. Ponad poziom ligowej szarzyzny i nawet trener nie był w stanie nic zepsuć. Wygrywali wszystko pomimo średniej gry, a motorami napędowymi byli zwykle właśnie dwaj wybrani przeze mnie gracze. Jak wspomniał Grzesiek, Qyntel nie musiał nawet specjalnie długo przebywać na parkiecie, żeby wykręcić dobre cyferki i nakierować wynik w prawidłową stronę.
Krzysztof Szubarga znalazł się w piątce z dwóch powodów. Po pierwsze, nadal mam mieszane uczucia co do traktowania Logana jako Polaka z krwi i kości. Więc w piątce umieściłem również rodowitego mieszkańca naszego pięknego kraju. A po drugie nie miał zbyt wielkiej konkurencji. No i jednak wywija średnio po siedem asyst, a jego klub jest wysoko w tabeli. Przyznam, że pozycja klubu również musi mieć znaczenie w tego typu zestawieniach.
Pod koszem gracze, którzy mogą się swobodnie wymieniać pozycjami. I tutaj wydaje mi się, że mogliby stworzyć naprawdę ciekawy duet. Napędzany przez szybkich i potrafiących doskonale dograć niskich graczy. Poza tym wybierając Okafora chciałem wyróżnić również świetną postawę Polpharmy w dotychczasowych spotkaniach.
Druga piątka:
PG – Loyd (Stal)
SG – Berisha (P2011)
SF – Chappell (Znicz)
PF – Burrell (Prokom)
C – Kuzminskas (Trefl)
Ta piątka to moment braw dla innych zespołów. Dobry rozgrywający trafił się Stali, która m.in. dzięki jego świetnej postawie wygrała z Czarnymi, Kotwicą, PBG, czy Polonią 2011, co znacznie przybliża zespół znad wschodniej granicy do spokojnego osiągnięcia celu na ten sezon, czyli utrzymania się w lidze. A dodatkowo bardzo dobre noty zebrał za mecze z Prokomem i Polpharmą, czyli umie grać nie tylko z przeciętniakami. Jarryd nie jest drugim rozgrywającym w tej lidze – są lepsi od niego. Ale ma wielki i korzystny wpływ na zespół, więc moim zdaniem to wyróżnienie całkowicie mu się należy.
Jeszcze pozycja numer „dwa” może być nieco dyskusyjna. Tutaj zaważył fakt, iż Polonia 2011 jest swoistym oczkiem w głowie większości kibiców, że zagrała naprawdę bardzo dobrą, choć pechową, rundę, oraz że w piątce musiałem znaleźć Polaka. Zresztą chyba nie jest to typ na wyrost, a najlepiej o tym świadczą statystyki i średnie osiągane przez tego wciąż młodego gracza. Oraz zaledwie jeden spudłowany rzut wolny w całej rundzie (na 33 wykonywane).
Wyżej już raczej typy spodziewane. Lider świetnie radzącego sobie Znicza (pisaliśmy tu już o terminarzu, ale mimo wszystko drużyna z Jarosławia daje radę. Oby tak dalej!), szara eminencja Prokomu (a genialne trójki ratujące mecz w Zgorzelcu niech będą przysłowiową wisienką na torcie jego występów w tej rundzie) oraz center Trefla. Sopocianie zbudowali ciekawy skład, a Kuzminskas jest swoistym spoiwem, który łączy wszystko i prowadzi jak na razie na czwarte miejsce w tabeli.
MVP:
Wright (Turów)
To trudny wybór. Gracz wytypowany jako najlepszy musi być również w pierwszej piątce. I doceniam fakt, iż Woods jest z kosmosu. Że Szubarga super biega i nikt za nim nie nadąża, dzięki czemu Anwil znajduje się na świetnym, drugim miejscu w tabeli. Że Okafor prowadzi Polpharmę, a Logan jest drugi-po-Qyntelu-a-czasem-pierwszy. Ale to właśnie Michael Wright jest jedynym chyba zawodnikiem Turowa, który nie zawiódł. Ma jak na centra niesamowite 80% z linii, wymusza średnio ponad siedem fauli, rzuca najwięcej punktów w lidze. Do tego dokłada średnio siedem zbiórek. Trzy mecze zakończył z double-double, ani razu nie zszedł poniżej 16 punktów (z AZS-em, ale grał tylko 19 minut). Raz miał EVAL poniżej 18-tu.
Mówiąc w skrócie – wrócił i znów pokazuje, że jest wielki. Mimo 203 centymetrów – wzrostu niezbyt jak na centra szokującego. I w chwili obecnej wydaje się jedyną opcją Turowa przeciwko ekipie prowadzonej przez Pacesasa.
Być może sam Turów jak na razie wypada blado. Ale wielki Mike jest dla mnie najlepszym zawodnikiem pierwszej rundy rozgrywek. I tylko dzięki niemu zgorzelczanie nie są jeszcze niżej w tabeli.
Najlepszy trener:
Pacesas (Prokom)
Nieważne są moje personalne odczucia, co do jego warsztatu. I podejścia do poszczególnych zawodników. Ponadto wiem, że jest to wybór wielce kontrowersyjny, co już widać pod poprzednim wpisem. Ale fakty przemawiają ku niemu – Prokom ma za sobą rundę pod tytułem 13-0 i właśnie dlatego werdykt nie może być inny. Trochę się zastanawiałem i na pewno na słowa pochwały zasłużyli Bogicević (Polpharma), Muiznieks (Trefl), Griszczuk (Anwil) i Szczubiał (Znicz). Jednak wszyscy czterej pozostali o długość jednego-dwóch zwycięstw/porażek Prokomu za triumfatorem.
Największe rozczarowanie:
Mariusz Karol i całe Sportino
Uważałem, że trener Karol jest niedoceniany. Raczej traktowany jako taki, co zrobi wynik na środek tabeli, ale „wyżej wała nie podskoczy”, cytując klasyka. Poprzedni sezon pokazał, że ma pomysł na swoje zespoły i potrafi zaskoczyć. Dlatego z niecierpliwością oczekiwałem na to, co stworzy w Inowrocławiu. Niestety, dzieło okazało się plagiatem, bądź w najlepszym przypadku po prostu czymś kompletnie nieudanym. A trener dwojga imion pożegnał się ze swoim autorskim projektem o wiele szybciej, niż spodziewał się tego przed sezonem. Skład na papierze niezły, ciekawy okazał się kompletnie niezdolny do zespołowego działania, a jedyne wygrane były swoistymi łutami szczęścia – najpierw 99:98 w stolicy z Polonią 2011, która przegrywała wszystko co popadnie na własne życzenie. A potem 79:78 ze Stalą u siebie, dzięki 31 punktom Scotta i trzeciej kwarcie wygranej 30:14. Ciekawe, czy coś się da z tym jeszcze zrobić, bo jeszcze kilka porażek i widmo spadku zacznie dość wyraźnie pukać do bram siedziby klubu.
Dodam, że tutaj nominowany był również trener, którego bronią wyniki, czyli Eugeniusz Kijewski. To on, w profesjonalny sposób zbudował rozczarowujący skład PBG Poznań i w końcu został zwolniony z funkcji trenera (ciekawe, czy dyrektorem wykonawczym będzie lepszym). Po półtora roku bez pozytywów – i tak długo działacze wytrzymali.
Powiem wprost – ta runda była dla mnie mało atrakcyjna. Obejrzałem najmniej spotkań gdzieś od 6-7 lat, a brak Śląska oraz pisania „na zamówienie” sprawił, iż o wiele trudniej było mi stworzyć to podsumowanie – po prostu interesowałem się mocno wybiórczo. Dlatego też całość będzie taka, jak i rozgrywki – ogólnie chyba w porządku i z przebłyskami, ale też raczej bez wielkich sensacji. I z niewielką ilością kategorii, bo i tak te główne są zdecydowanie wiodącymi.
A na koniec krótkie odniesienie do Złotych Koszy. Ciekawość mnie zżera, jak ustalano nagrody w kategorii „sponsor roku” i dlaczego akurat Polpharma. Chętnie bym się dowiedział, czemu drużyną roku nie został Prokom (a nawet nie dostał nominacji), który zdominował rozgrywki w obu połówkach, zdobył Mistrzostwo Polski oraz reprezentuje nasz kraj w Eurolidze. Co decydowało o kategorii „trener roku” i dlaczego nie było np. wyboru najlepszego rodzimego gracza roku. Tylko szeroko rozumiana „osobowość”. Kto tworzył nominacje. I wreszcie – dlaczego Roman Ludwiczuk dostał nagrodę specjalną ?!? Za co? Fakt, biorąc pod uwagę poczynania związku, słowo specjalna tutaj pasuje. Ale mam wrażenie, że zostało użyte w nieco innym kontekście.
I wreszcie smutne podsumowanie rzeczywistości – partnerem medialnym roku została TVP. W zasadzie chyba nie ma co więcej pisać na ten temat, ale jeśli telewizja zasłużyła na nagrodę, to raczej trzeba zacząć liczyć na to, żeby koszykówka nie wypadła z ramówki TVP Sport. Bo na rychłą poprawę już nawet najwięksi optymiści chyba stracili nadzieję…
Pierwsza piątka:
PG – Szubarga (Anwil)
SG – Logan (Prokom)
SF –Woods (Prokom)
PF – Okafor (Polpharma)
C – Wright (Turów)
I od razu się tłumaczę. Dwóch graczy Asseco jest dlatego, że ten klub był ponad wszystko. Ponad poziom ligowej szarzyzny i nawet trener nie był w stanie nic zepsuć. Wygrywali wszystko pomimo średniej gry, a motorami napędowymi byli zwykle właśnie dwaj wybrani przeze mnie gracze. Jak wspomniał Grzesiek, Qyntel nie musiał nawet specjalnie długo przebywać na parkiecie, żeby wykręcić dobre cyferki i nakierować wynik w prawidłową stronę.
Krzysztof Szubarga znalazł się w piątce z dwóch powodów. Po pierwsze, nadal mam mieszane uczucia co do traktowania Logana jako Polaka z krwi i kości. Więc w piątce umieściłem również rodowitego mieszkańca naszego pięknego kraju. A po drugie nie miał zbyt wielkiej konkurencji. No i jednak wywija średnio po siedem asyst, a jego klub jest wysoko w tabeli. Przyznam, że pozycja klubu również musi mieć znaczenie w tego typu zestawieniach.
Pod koszem gracze, którzy mogą się swobodnie wymieniać pozycjami. I tutaj wydaje mi się, że mogliby stworzyć naprawdę ciekawy duet. Napędzany przez szybkich i potrafiących doskonale dograć niskich graczy. Poza tym wybierając Okafora chciałem wyróżnić również świetną postawę Polpharmy w dotychczasowych spotkaniach.
Druga piątka:
PG – Loyd (Stal)
SG – Berisha (P2011)
SF – Chappell (Znicz)
PF – Burrell (Prokom)
C – Kuzminskas (Trefl)
Ta piątka to moment braw dla innych zespołów. Dobry rozgrywający trafił się Stali, która m.in. dzięki jego świetnej postawie wygrała z Czarnymi, Kotwicą, PBG, czy Polonią 2011, co znacznie przybliża zespół znad wschodniej granicy do spokojnego osiągnięcia celu na ten sezon, czyli utrzymania się w lidze. A dodatkowo bardzo dobre noty zebrał za mecze z Prokomem i Polpharmą, czyli umie grać nie tylko z przeciętniakami. Jarryd nie jest drugim rozgrywającym w tej lidze – są lepsi od niego. Ale ma wielki i korzystny wpływ na zespół, więc moim zdaniem to wyróżnienie całkowicie mu się należy.
Jeszcze pozycja numer „dwa” może być nieco dyskusyjna. Tutaj zaważył fakt, iż Polonia 2011 jest swoistym oczkiem w głowie większości kibiców, że zagrała naprawdę bardzo dobrą, choć pechową, rundę, oraz że w piątce musiałem znaleźć Polaka. Zresztą chyba nie jest to typ na wyrost, a najlepiej o tym świadczą statystyki i średnie osiągane przez tego wciąż młodego gracza. Oraz zaledwie jeden spudłowany rzut wolny w całej rundzie (na 33 wykonywane).
Wyżej już raczej typy spodziewane. Lider świetnie radzącego sobie Znicza (pisaliśmy tu już o terminarzu, ale mimo wszystko drużyna z Jarosławia daje radę. Oby tak dalej!), szara eminencja Prokomu (a genialne trójki ratujące mecz w Zgorzelcu niech będą przysłowiową wisienką na torcie jego występów w tej rundzie) oraz center Trefla. Sopocianie zbudowali ciekawy skład, a Kuzminskas jest swoistym spoiwem, który łączy wszystko i prowadzi jak na razie na czwarte miejsce w tabeli.
MVP:
Wright (Turów)
To trudny wybór. Gracz wytypowany jako najlepszy musi być również w pierwszej piątce. I doceniam fakt, iż Woods jest z kosmosu. Że Szubarga super biega i nikt za nim nie nadąża, dzięki czemu Anwil znajduje się na świetnym, drugim miejscu w tabeli. Że Okafor prowadzi Polpharmę, a Logan jest drugi-po-Qyntelu-a-czasem-pierwszy. Ale to właśnie Michael Wright jest jedynym chyba zawodnikiem Turowa, który nie zawiódł. Ma jak na centra niesamowite 80% z linii, wymusza średnio ponad siedem fauli, rzuca najwięcej punktów w lidze. Do tego dokłada średnio siedem zbiórek. Trzy mecze zakończył z double-double, ani razu nie zszedł poniżej 16 punktów (z AZS-em, ale grał tylko 19 minut). Raz miał EVAL poniżej 18-tu.
Mówiąc w skrócie – wrócił i znów pokazuje, że jest wielki. Mimo 203 centymetrów – wzrostu niezbyt jak na centra szokującego. I w chwili obecnej wydaje się jedyną opcją Turowa przeciwko ekipie prowadzonej przez Pacesasa.
Być może sam Turów jak na razie wypada blado. Ale wielki Mike jest dla mnie najlepszym zawodnikiem pierwszej rundy rozgrywek. I tylko dzięki niemu zgorzelczanie nie są jeszcze niżej w tabeli.
Najlepszy trener:
Pacesas (Prokom)
Nieważne są moje personalne odczucia, co do jego warsztatu. I podejścia do poszczególnych zawodników. Ponadto wiem, że jest to wybór wielce kontrowersyjny, co już widać pod poprzednim wpisem. Ale fakty przemawiają ku niemu – Prokom ma za sobą rundę pod tytułem 13-0 i właśnie dlatego werdykt nie może być inny. Trochę się zastanawiałem i na pewno na słowa pochwały zasłużyli Bogicević (Polpharma), Muiznieks (Trefl), Griszczuk (Anwil) i Szczubiał (Znicz). Jednak wszyscy czterej pozostali o długość jednego-dwóch zwycięstw/porażek Prokomu za triumfatorem.
Największe rozczarowanie:
Mariusz Karol i całe Sportino
Uważałem, że trener Karol jest niedoceniany. Raczej traktowany jako taki, co zrobi wynik na środek tabeli, ale „wyżej wała nie podskoczy”, cytując klasyka. Poprzedni sezon pokazał, że ma pomysł na swoje zespoły i potrafi zaskoczyć. Dlatego z niecierpliwością oczekiwałem na to, co stworzy w Inowrocławiu. Niestety, dzieło okazało się plagiatem, bądź w najlepszym przypadku po prostu czymś kompletnie nieudanym. A trener dwojga imion pożegnał się ze swoim autorskim projektem o wiele szybciej, niż spodziewał się tego przed sezonem. Skład na papierze niezły, ciekawy okazał się kompletnie niezdolny do zespołowego działania, a jedyne wygrane były swoistymi łutami szczęścia – najpierw 99:98 w stolicy z Polonią 2011, która przegrywała wszystko co popadnie na własne życzenie. A potem 79:78 ze Stalą u siebie, dzięki 31 punktom Scotta i trzeciej kwarcie wygranej 30:14. Ciekawe, czy coś się da z tym jeszcze zrobić, bo jeszcze kilka porażek i widmo spadku zacznie dość wyraźnie pukać do bram siedziby klubu.
Dodam, że tutaj nominowany był również trener, którego bronią wyniki, czyli Eugeniusz Kijewski. To on, w profesjonalny sposób zbudował rozczarowujący skład PBG Poznań i w końcu został zwolniony z funkcji trenera (ciekawe, czy dyrektorem wykonawczym będzie lepszym). Po półtora roku bez pozytywów – i tak długo działacze wytrzymali.
Powiem wprost – ta runda była dla mnie mało atrakcyjna. Obejrzałem najmniej spotkań gdzieś od 6-7 lat, a brak Śląska oraz pisania „na zamówienie” sprawił, iż o wiele trudniej było mi stworzyć to podsumowanie – po prostu interesowałem się mocno wybiórczo. Dlatego też całość będzie taka, jak i rozgrywki – ogólnie chyba w porządku i z przebłyskami, ale też raczej bez wielkich sensacji. I z niewielką ilością kategorii, bo i tak te główne są zdecydowanie wiodącymi.
A na koniec krótkie odniesienie do Złotych Koszy. Ciekawość mnie zżera, jak ustalano nagrody w kategorii „sponsor roku” i dlaczego akurat Polpharma. Chętnie bym się dowiedział, czemu drużyną roku nie został Prokom (a nawet nie dostał nominacji), który zdominował rozgrywki w obu połówkach, zdobył Mistrzostwo Polski oraz reprezentuje nasz kraj w Eurolidze. Co decydowało o kategorii „trener roku” i dlaczego nie było np. wyboru najlepszego rodzimego gracza roku. Tylko szeroko rozumiana „osobowość”. Kto tworzył nominacje. I wreszcie – dlaczego Roman Ludwiczuk dostał nagrodę specjalną ?!? Za co? Fakt, biorąc pod uwagę poczynania związku, słowo specjalna tutaj pasuje. Ale mam wrażenie, że zostało użyte w nieco innym kontekście.
I wreszcie smutne podsumowanie rzeczywistości – partnerem medialnym roku została TVP. W zasadzie chyba nie ma co więcej pisać na ten temat, ale jeśli telewizja zasłużyła na nagrodę, to raczej trzeba zacząć liczyć na to, żeby koszykówka nie wypadła z ramówki TVP Sport. Bo na rychłą poprawę już nawet najwięksi optymiści chyba stracili nadzieję…
poniedziałek, 21 grudnia 2009
PLK Awards po pierwszej rundzie
MVP
Qyntel Woods
Pierwsza Piątka
Krzysztof Szubarga
David Logan
Qyntel Woods
Michael Wright
Saulius Kuzminskas
Honorowe Wyróżnienie
Ronnie Burrell
Polski MVP
Krzysztof Szubarga
Polska Piątka
Krzysztof Szubarga
Iwo Kitzinger
Dardan Berisha
Zbigniew Białek
Leszek Karwowski
Honorowe Wyróżnienie
Andrzej Pluta
Najlepszy trener
Tomas Pacesas
Teraz kilka słów komentarza co do wyborów. Z początku wybór MVP wydawał się bardzo trudny. Trzech żelaznych kandydatów: Michael Wright, David Logan oraz Qyntel Woods. Wright to najlepiej punktujący ligi, drugi w rankingu EVAL, doskonały podkoszowy Turowa, który jest jedynym graczem PLK dorastającym do gwiazd Asseco Prokomu. Kiedy jednak zadać sobie pytanie czy MVP to lider zespołu z bilansem 7-6 czy 13-0, nie trzeba się chyba długo zastanawiać. Szczególnie biorąc pod uwagę, że wynik Turowa jest bardzo daleki od oczekiwań. Na placu boju pozostali Logan i Woods. Dwaj liderzy Asseco - podobne zdobycze punktowe, jeden jest liderem w asystach, drugi w zbiórkach, Woods bardzo dobra skuteczność, Logan jeszcze lepsza. Co ich różni? Przede wszystkim - czas gry. Logan gra średnio ponad 8 minut dłużej od Woodsa, a wyniki mają dość porównywalne. Woods nie pokazał nam więcej, bo tak naprawdę nie musiał. W spotkaniach z takimi rywalami jak Kotwica, Polonia 2011, Znicz czy Stal grał krótko, bo nie było potrzeby, żeby grał więcej. Podobny mechanizm nie działa w przypadku Logana, chociażby z tego powodu, że na boisku trzyma go polski paszport. Poza czystym spojrzeniem na statystyki pozostaje także ocena faktycznej różnicy poziomów pomiędzy oboma graczami i faktu, iż Woods na parkietach PLK to wciąż przybysz z innej planety. Qyntel to niezaprzeczalny MVP pierwszej rundy.
Co do pierwszej piątki - chyba wszystko jest jasne. Krzysztof Szubarga nie znajduje konkurencji nawet po kontuzji. Tak się składa, że na polskich parkietach Michael Wright zawsze robi za centra. Nie wyobrażałem sobie jednak pierwszej piątki bez Wrighta i Kuzminskasa za razem, także Michael został umieszczony jako silny skrzydłowy.
Pierwszym zawodnikiem, który się w piątce nie zmieścił to Ronnie Burrell. Ten koszykarz w końcu wyłączony spod negatywnego wpływy połączonych sił Filipa Dylewicza i polskiego limitu, dopiero w tym sezonie pokazuje pełnię swoich możliwości. Niesamowite procenty za 2 i za 3, nieprawdopodobna skuteczność z gry jak na kogoś, kto zajmuje się oddawaniem rzutów zza łuku. Dużo zbiórek. Bohater wielkiego spotkania na szczycie PLK. Trzecia wielka gwiazda Prokomu - choć o wiele bardziej cicha od dwóch pierwszych.
Polski MVP. Właściwie nie ma czego komentować. Lider drugiego zespołu PLK, co jest zdecydowanie wynikiem lepszym niż oczekiwano.
Polska Piątka. Na obwodzie trzech liderów zespołów. Oczywiście Berisha ma niewiele wspólnego z niskim skrzydłem, ale polskich SF zasługujących na wyróżnienie do pierwszej piątki nie bardzo widać. I z całą pewnością nie jest nim Marcin "35%" Sroka. Na PF trochę z braku laku najlepszy statystycznie Zbigniew Białek. Bo jeśli nie on, to kto? Na C kolejny dość przyszywany zawodnik - Leszek Karwowski. Oczywiście w Polonii 2011 w wyniku braku centymetrów na tej pozycji "Inżynier" pogrywa. Duża klasa, doświadczenie, pewny punkt młodej Polonii 2011 i zupełnie niespodziewanie zdecydowany lider ligi w blokach.
Andrzej Pluta się na obwodzie nie zmieścił, a również zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Niezawodna ręka, świetna skuteczność, doświadczenie, rzuty w kluczowych momentach. Andrzej Pluta się nie starzeje, albo przynajmniej spadek poziomu ligi nie pozwala nam tego zauważyć... Nie chcę być źle zrozumianym. Chwała Andrzejowi za to co robi, ale życzyłbym sobie, żeby za rok nie musiał już go wyróżniać w klasyfikacjach. Chciałbym, żeby wypierali go młodzi Polacy, żeby obcokrajowcy prezentowali wyższy poziom defensywy.
Najlepszy trener. Tutaj także chyba komentarz zbędny. Runda bez porażki, to coś co w naszej lidze nie zdarzyło się od 9 lat.
Na koniec może jeszcze o pozytywnych i negatywnych wydarzeniach tej rundy. Z całą pewnością pozytywem jest Polonia 2011 i choć bardzo chciałbym znaleźć jakiś większy pozytyw niż postawa przedostatniego zespołu w lidze, to est to bardzo trudne. Druga spawa to limit dwóch Polaków na parkiecie. Kwestia limitu jest obecnie niedostrzegalna. A trzeba przypomnieć, że przez ostatnie lata to właśnie limity były przedmiotem najczęstszych i najgorętszych dyskusji. Jeśli się o tym nie mówi, to znaczy, że jest przynajmniej dobrze. I nie mówię, że limity nie mają negatywnych konsekwencji. Warto jednak je przeboleć wobec pozytywnych.
Kwestią negatywną jest ogólny spadek poziomu i odpływ czołowych Polaków z PLK. Wystarczy spojrzeć na polską piątkę, żeby zauwazyć brak Koszarka, Dylewicza, Kikowskiego czy choćby Hyżego i Cielebąka. Po kilkanaście punktów w meczu mogą rzucać Diduszko, Stelmach czy Miszczuk. Oczywiście będą tacy, którzy będą się upierać, że to rozwój tych graczy. Będą też tacy - w tym ja - którzy będą twierdzić, że to wszystko dookoła zjechało w dół...
Qyntel Woods
Pierwsza Piątka
Krzysztof Szubarga
David Logan
Qyntel Woods
Michael Wright
Saulius Kuzminskas
Honorowe Wyróżnienie
Ronnie Burrell
Polski MVP
Krzysztof Szubarga
Polska Piątka
Krzysztof Szubarga
Iwo Kitzinger
Dardan Berisha
Zbigniew Białek
Leszek Karwowski
Honorowe Wyróżnienie
Andrzej Pluta
Najlepszy trener
Tomas Pacesas
Teraz kilka słów komentarza co do wyborów. Z początku wybór MVP wydawał się bardzo trudny. Trzech żelaznych kandydatów: Michael Wright, David Logan oraz Qyntel Woods. Wright to najlepiej punktujący ligi, drugi w rankingu EVAL, doskonały podkoszowy Turowa, który jest jedynym graczem PLK dorastającym do gwiazd Asseco Prokomu. Kiedy jednak zadać sobie pytanie czy MVP to lider zespołu z bilansem 7-6 czy 13-0, nie trzeba się chyba długo zastanawiać. Szczególnie biorąc pod uwagę, że wynik Turowa jest bardzo daleki od oczekiwań. Na placu boju pozostali Logan i Woods. Dwaj liderzy Asseco - podobne zdobycze punktowe, jeden jest liderem w asystach, drugi w zbiórkach, Woods bardzo dobra skuteczność, Logan jeszcze lepsza. Co ich różni? Przede wszystkim - czas gry. Logan gra średnio ponad 8 minut dłużej od Woodsa, a wyniki mają dość porównywalne. Woods nie pokazał nam więcej, bo tak naprawdę nie musiał. W spotkaniach z takimi rywalami jak Kotwica, Polonia 2011, Znicz czy Stal grał krótko, bo nie było potrzeby, żeby grał więcej. Podobny mechanizm nie działa w przypadku Logana, chociażby z tego powodu, że na boisku trzyma go polski paszport. Poza czystym spojrzeniem na statystyki pozostaje także ocena faktycznej różnicy poziomów pomiędzy oboma graczami i faktu, iż Woods na parkietach PLK to wciąż przybysz z innej planety. Qyntel to niezaprzeczalny MVP pierwszej rundy.
Co do pierwszej piątki - chyba wszystko jest jasne. Krzysztof Szubarga nie znajduje konkurencji nawet po kontuzji. Tak się składa, że na polskich parkietach Michael Wright zawsze robi za centra. Nie wyobrażałem sobie jednak pierwszej piątki bez Wrighta i Kuzminskasa za razem, także Michael został umieszczony jako silny skrzydłowy.
Pierwszym zawodnikiem, który się w piątce nie zmieścił to Ronnie Burrell. Ten koszykarz w końcu wyłączony spod negatywnego wpływy połączonych sił Filipa Dylewicza i polskiego limitu, dopiero w tym sezonie pokazuje pełnię swoich możliwości. Niesamowite procenty za 2 i za 3, nieprawdopodobna skuteczność z gry jak na kogoś, kto zajmuje się oddawaniem rzutów zza łuku. Dużo zbiórek. Bohater wielkiego spotkania na szczycie PLK. Trzecia wielka gwiazda Prokomu - choć o wiele bardziej cicha od dwóch pierwszych.
Polski MVP. Właściwie nie ma czego komentować. Lider drugiego zespołu PLK, co jest zdecydowanie wynikiem lepszym niż oczekiwano.
Polska Piątka. Na obwodzie trzech liderów zespołów. Oczywiście Berisha ma niewiele wspólnego z niskim skrzydłem, ale polskich SF zasługujących na wyróżnienie do pierwszej piątki nie bardzo widać. I z całą pewnością nie jest nim Marcin "35%" Sroka. Na PF trochę z braku laku najlepszy statystycznie Zbigniew Białek. Bo jeśli nie on, to kto? Na C kolejny dość przyszywany zawodnik - Leszek Karwowski. Oczywiście w Polonii 2011 w wyniku braku centymetrów na tej pozycji "Inżynier" pogrywa. Duża klasa, doświadczenie, pewny punkt młodej Polonii 2011 i zupełnie niespodziewanie zdecydowany lider ligi w blokach.
Andrzej Pluta się na obwodzie nie zmieścił, a również zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Niezawodna ręka, świetna skuteczność, doświadczenie, rzuty w kluczowych momentach. Andrzej Pluta się nie starzeje, albo przynajmniej spadek poziomu ligi nie pozwala nam tego zauważyć... Nie chcę być źle zrozumianym. Chwała Andrzejowi za to co robi, ale życzyłbym sobie, żeby za rok nie musiał już go wyróżniać w klasyfikacjach. Chciałbym, żeby wypierali go młodzi Polacy, żeby obcokrajowcy prezentowali wyższy poziom defensywy.
Najlepszy trener. Tutaj także chyba komentarz zbędny. Runda bez porażki, to coś co w naszej lidze nie zdarzyło się od 9 lat.
Na koniec może jeszcze o pozytywnych i negatywnych wydarzeniach tej rundy. Z całą pewnością pozytywem jest Polonia 2011 i choć bardzo chciałbym znaleźć jakiś większy pozytyw niż postawa przedostatniego zespołu w lidze, to est to bardzo trudne. Druga spawa to limit dwóch Polaków na parkiecie. Kwestia limitu jest obecnie niedostrzegalna. A trzeba przypomnieć, że przez ostatnie lata to właśnie limity były przedmiotem najczęstszych i najgorętszych dyskusji. Jeśli się o tym nie mówi, to znaczy, że jest przynajmniej dobrze. I nie mówię, że limity nie mają negatywnych konsekwencji. Warto jednak je przeboleć wobec pozytywnych.
Kwestią negatywną jest ogólny spadek poziomu i odpływ czołowych Polaków z PLK. Wystarczy spojrzeć na polską piątkę, żeby zauwazyć brak Koszarka, Dylewicza, Kikowskiego czy choćby Hyżego i Cielebąka. Po kilkanaście punktów w meczu mogą rzucać Diduszko, Stelmach czy Miszczuk. Oczywiście będą tacy, którzy będą się upierać, że to rozwój tych graczy. Będą też tacy - w tym ja - którzy będą twierdzić, że to wszystko dookoła zjechało w dół...
niedziela, 20 grudnia 2009
Mam nadzieję że Państwo żescie to widzieli
Dla takich meczów warto poświęcać sobotnie wieczory. Mistrz z wicemistrzem Polski stworzyli bardzo dobre widowisko. Szkoda, że rzadko obserwujemy taki poziom i takie emocje na naszych parkietach. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że oglądalność spotkania była godna tego meczu.
Wreszcie ktoś nie tylko zmusił gwiazdy Prokomu do walki na sto procent możliwości, ale także zagroził ich zwycięstwu. Kto pamięta, kiedy w polskiej lidze zespół z Trójmiasta musiał w czwartej kwarcie gonić wynik, by nie stracić wygranej? Na pewno było to w którymś momencie play offów, ale w tym sezonie raczej się na taką sytuację nie nastawiałem.
To był zupełnie inny mecz, niż ubiegłotygodniowe starcie w Gdyni. Niczego nie ujmując ambitnym graczom Anwilu, dopiero wczoraj doczekaliśmy się momentu, w którym mistrzowie zostali mocno naruszeni twardą grą rywali, a ci drudzy wytrzymali cały mecz plus dogrywkę, dotrzymując im kroku. Oby to była zapowiedź dobrej kampanii w play off.
Spotkanie miało wszelkie cechy dobrego, koszykarskiego thrillera. Walka do ostatnich sekund, twarda obrona, gwiazdy i trenerzy zmuszeni do wysiłku, bohaterowie decydujących momentów. Akcje.. Było kilka takich, o których warto pamiętać. Gasząca czapa Adama Łapety na Michaelu Wrightcie, blok Wrighta na prawie 20 centymetrów wyższym Łapecie. Trafienia Burella, po obowiązkowym wkręceniu w ziemię Roberta Witki i „trójka” tego drugiego po obrocie równo z syreną. Wsad w kontrze Qyntela Woodsa i odpowiedź tym samym Brandona Wallace' a. Kontry Turowa kończone przez Adama Wójcika z takim przyspieszeniem, jak przed laty. Wreszcie rzuty Justina Gray' a, przejmującego odpowiedzialność za losy Turowa w końcówce meczu i dogrywce. A na deser zespołowa cyrkulacja piłką po obwodzie w wykonaniu gdynian, przypomniana notkę wcześniej przez Grega. Z jednego meczu można zebrać cały Top 10 – It' s Showtime!
Asseco pokazuje klasę. Mimo zadyszki po Realu i Anwilu porażki w Mediolanie i straty Pape Sowa, zespół wygrywa trudny mecz i potwierdza dominację w lidze. Radzi sobie niezbyt lubiany przez ekspertów Tomas Pacesas. Litewski coach ma problem ze środkowymi, ale go rozwiązuje rotując składem. Przy słabszej postawie Adama Hrycaniuka (jemu chyba najbardziej przegrzały się silniki po meczu z „Królewskimi”) sięga po Łapetę, który mimo kłopotów z faulami, jest jednym z bohaterów wieczoru. Prawdziwie gigantyczna odpowiedź na Wrighta. To, jak dotąd najlepszy moment w jego karierze od czasu słynnego bloku na Luisie Scoli. Tak trzymać! Do tego dodajmy dobrą reakcję zespołową na zgorzeleckiego środkowego. Najpierw gdynianie podejmowali z nim walkę jeden na jednego (jednak błąd), ale później zadziałał zagęszczacz podkoszowy i z przewagi Turowa nic nie zostało. Brawo za umiejętność uczenia się w trakcie gry. No i te strzeleckie rezerwy drużyny.. Słabsze momenty Woodsa, gorszy mecz Logana? Jaki problem – na posterunku czuwa Burell lub Ewing. Przyjemnie się to oglądało.Na polskie warunki potrzebny jest oczywiście następca Sowa, ale na Euroligę nadal klasowa „jedynka”. Ewing to strzelec wyborowy tylko i aż tyle, zaś Junior Harrington nie ma jakiegoś istotnego wpływu na działania kolegów na parkiecie. Pytanie, czy klub jeszcze walczy o to Top 16, czy już tylko myśli o obronie tytułu?..
Turów pod wodzą Andreja Urlepa robi wyraźne postępy. Coraz lepsza obrona (tym razem kapitalne przekazania po minięciu) zmuszała gdyńskich liderów do gry na maksa. Czego zabrakło do wygranej? Moim zdaniem są dwie opcje. Albo dochodzi jeszcze jeden strzelec, który wspomoże Gray' a w końcówkach albo drugi typowy podkoszowiec, odciążający Wrighta. Wallace takim koszykarzem nie jest. To skrzydłowy, radzący sobie kozłując przodem do kosza lub kończący szybki atak. Skacze, biega, zbiera, blokuje. Drugiego centra w zespole nadal brak. Co ważne, dyrektor sportowy Turowa, znany z Wrocławia Waldemar Łuczak, w wywiadzie w przerwie dla TVP wspominał o możliwości dodania zespołowi nowej „piątki”. Z kolei nowy rozgrywający, TJ Thompson na pewno potrzebuje czasu spędzonego z drużyną i trenerem. W krótkim czasie chciał pokazać co potrafi, stąd niekiedy szalone decyzje. Miał świetne momenty w końcówkach czasu na atak, potrafił przytomnie podać pod kosz, ale statystyki na razie mocno na bakier z efektywnością. Jedno jest pewne – Gray musi mieć alternatywę, a w zasadzie kogoś, kto pozwoli mu wrócić na pozycję strzelca. Czy ten komfort da mu nowy nabytek Turowa, to pokażą pierwsze mecze po Świętach. Ważne dla Turowa, ze Justin pokazuje ten leadership, z jakiego słynął w Nymburku, bo jego punktów ostatnio brakowało. Ostatecznie, mimo przebudowy składu, zespół stanął na wysokości zadania i mocno postawił się najsilniejszym w kraju. Takiego widowiska nie było w PLK co najmniej od ostatnich finałów. Oby częściej była okazja, by je oglądać, bo liga i basket w Polsce ich potrzebują.
Wreszcie ktoś nie tylko zmusił gwiazdy Prokomu do walki na sto procent możliwości, ale także zagroził ich zwycięstwu. Kto pamięta, kiedy w polskiej lidze zespół z Trójmiasta musiał w czwartej kwarcie gonić wynik, by nie stracić wygranej? Na pewno było to w którymś momencie play offów, ale w tym sezonie raczej się na taką sytuację nie nastawiałem.
To był zupełnie inny mecz, niż ubiegłotygodniowe starcie w Gdyni. Niczego nie ujmując ambitnym graczom Anwilu, dopiero wczoraj doczekaliśmy się momentu, w którym mistrzowie zostali mocno naruszeni twardą grą rywali, a ci drudzy wytrzymali cały mecz plus dogrywkę, dotrzymując im kroku. Oby to była zapowiedź dobrej kampanii w play off.
Spotkanie miało wszelkie cechy dobrego, koszykarskiego thrillera. Walka do ostatnich sekund, twarda obrona, gwiazdy i trenerzy zmuszeni do wysiłku, bohaterowie decydujących momentów. Akcje.. Było kilka takich, o których warto pamiętać. Gasząca czapa Adama Łapety na Michaelu Wrightcie, blok Wrighta na prawie 20 centymetrów wyższym Łapecie. Trafienia Burella, po obowiązkowym wkręceniu w ziemię Roberta Witki i „trójka” tego drugiego po obrocie równo z syreną. Wsad w kontrze Qyntela Woodsa i odpowiedź tym samym Brandona Wallace' a. Kontry Turowa kończone przez Adama Wójcika z takim przyspieszeniem, jak przed laty. Wreszcie rzuty Justina Gray' a, przejmującego odpowiedzialność za losy Turowa w końcówce meczu i dogrywce. A na deser zespołowa cyrkulacja piłką po obwodzie w wykonaniu gdynian, przypomniana notkę wcześniej przez Grega. Z jednego meczu można zebrać cały Top 10 – It' s Showtime!
Asseco pokazuje klasę. Mimo zadyszki po Realu i Anwilu porażki w Mediolanie i straty Pape Sowa, zespół wygrywa trudny mecz i potwierdza dominację w lidze. Radzi sobie niezbyt lubiany przez ekspertów Tomas Pacesas. Litewski coach ma problem ze środkowymi, ale go rozwiązuje rotując składem. Przy słabszej postawie Adama Hrycaniuka (jemu chyba najbardziej przegrzały się silniki po meczu z „Królewskimi”) sięga po Łapetę, który mimo kłopotów z faulami, jest jednym z bohaterów wieczoru. Prawdziwie gigantyczna odpowiedź na Wrighta. To, jak dotąd najlepszy moment w jego karierze od czasu słynnego bloku na Luisie Scoli. Tak trzymać! Do tego dodajmy dobrą reakcję zespołową na zgorzeleckiego środkowego. Najpierw gdynianie podejmowali z nim walkę jeden na jednego (jednak błąd), ale później zadziałał zagęszczacz podkoszowy i z przewagi Turowa nic nie zostało. Brawo za umiejętność uczenia się w trakcie gry. No i te strzeleckie rezerwy drużyny.. Słabsze momenty Woodsa, gorszy mecz Logana? Jaki problem – na posterunku czuwa Burell lub Ewing. Przyjemnie się to oglądało.Na polskie warunki potrzebny jest oczywiście następca Sowa, ale na Euroligę nadal klasowa „jedynka”. Ewing to strzelec wyborowy tylko i aż tyle, zaś Junior Harrington nie ma jakiegoś istotnego wpływu na działania kolegów na parkiecie. Pytanie, czy klub jeszcze walczy o to Top 16, czy już tylko myśli o obronie tytułu?..
Turów pod wodzą Andreja Urlepa robi wyraźne postępy. Coraz lepsza obrona (tym razem kapitalne przekazania po minięciu) zmuszała gdyńskich liderów do gry na maksa. Czego zabrakło do wygranej? Moim zdaniem są dwie opcje. Albo dochodzi jeszcze jeden strzelec, który wspomoże Gray' a w końcówkach albo drugi typowy podkoszowiec, odciążający Wrighta. Wallace takim koszykarzem nie jest. To skrzydłowy, radzący sobie kozłując przodem do kosza lub kończący szybki atak. Skacze, biega, zbiera, blokuje. Drugiego centra w zespole nadal brak. Co ważne, dyrektor sportowy Turowa, znany z Wrocławia Waldemar Łuczak, w wywiadzie w przerwie dla TVP wspominał o możliwości dodania zespołowi nowej „piątki”. Z kolei nowy rozgrywający, TJ Thompson na pewno potrzebuje czasu spędzonego z drużyną i trenerem. W krótkim czasie chciał pokazać co potrafi, stąd niekiedy szalone decyzje. Miał świetne momenty w końcówkach czasu na atak, potrafił przytomnie podać pod kosz, ale statystyki na razie mocno na bakier z efektywnością. Jedno jest pewne – Gray musi mieć alternatywę, a w zasadzie kogoś, kto pozwoli mu wrócić na pozycję strzelca. Czy ten komfort da mu nowy nabytek Turowa, to pokażą pierwsze mecze po Świętach. Ważne dla Turowa, ze Justin pokazuje ten leadership, z jakiego słynął w Nymburku, bo jego punktów ostatnio brakowało. Ostatecznie, mimo przebudowy składu, zespół stanął na wysokości zadania i mocno postawił się najsilniejszym w kraju. Takiego widowiska nie było w PLK co najmniej od ostatnich finałów. Oby częściej była okazja, by je oglądać, bo liga i basket w Polsce ich potrzebują.
piątek, 18 grudnia 2009
Przedszczytowe pytania bez odpowiedzi
Jutro o 18.00 obejrzymy długo oczekiwane starcie gigantów Polskiej Ligi Koszykówki. Turów, jak zwykle od trzech lat stara się przełamać monopol Asseco Prokomu na tytuły mistrzowskie w naszej lidze. Do końca rozgrywek jeszcze szmat czasu, ale warto będzie rzucić okiem na pierwsze spotkanie między pierwszą i drugą drużyną ostatnich trzech sezonów.
Przy okazji takich meczów przypomina się historyczny bilans pojedynków między rywalami. Tak sobie myślę, że teraz nie ma to jednak większego znaczenia. Co bowiem łączy obecny Turów z tym sprzed pół roku, nie mówiąc o czasach Sasy Filipovskiego? Mało tego, nie wiadomo, czy zgorzelczanie są jeszcze tym samym zespołem, który zaczynał bieżący sezon? Wreszcie pytanie najważniejsze – który Prokom wyjdzie na parkiet hali przy Maratońskiej? Czy ten bijący w wielkim pojedynku Real Madryt, czy taki, jak we wczorajszym meczu z Armani Jeans Mediolan, chaotyczny, grający bez serca i pomysłu?
Najciekawsze są właśnie pytania o „zmiany nastrojów” naszych dwóch eksportowych drużyn. Prokom – faworyt meczu i całego sezonu nie znalazł dotąd pogromcy na krajowym podwórku. W Eurolidze po serii bezbarwnych występów zespół Tomasa Pacesasa niespodziewanie zagrał koncertowy mecz przeciwko Realowi. Potem następuje rozprawa z Anwilem – drugą drużyną w tabeli, w której upatrywano już jedynego rywala mistrzów. Gdy wydawało się, że wszystko jest pod pełną kontrolą trenera, coś się znowu zepsuło. Tajemnicze zajście między Pacesasem i przydatnym, ale krnąbrnym środkowym Pape Sowem doprowadziło do odsunięcia Senegalczyka od zespołu. Trudno powiedzieć, czy jego absencja w Mediolanie przyczyniła się do porażki, gdyż styl jaki prezentowali wczoraj gdynianie zdarzało im się pokazywać już wcześniej. Czy wokół zawieszenia Sowa wybuchł konflikt na linii trener – zawodnicy?Czy „niedyspozycja” z Mediolanu, to wypadek przy pracy, czy powrót do złych nawyków? Czy wreszcie sam Senegalczyk zagra w meczu z Turowem, czy też jego „zawieszenie” potrwa „do odwołania”? I wreszcie – jeśli go zabraknie, to kto skutecznie postawi się najlepszemu chyba środkowemu PLK, Michaelowi Wrightowi oraz amerykańskiemu odpowiednikowi Sowa, Brandonowi Wallace' owi?
W nieco bardziej określonym kierunku, niż Prokom wędruje jego jutrzejszy rywal. Wicemistrzowie Polski zaczynali sezon od wygranych, ale już od trzeciej kolejki pojawiać się zaczęły niespodziewane porażki z niżej notowanymi przeciwnikami. Do potknięć na wyjeździe łatwiej szło dorabiać teorie, ale przegrana we własnej hali, w „Twierdzy Zgorzelec”, ze słabymi Czarnymi Słupsk przelała czarę goryczy. Bezstylowy trener Sasa Obradović ustąpił miejsce wykwalifikowanemu strażakowi PLK, Andrejowi Urlepowi. Jego koncepcja koszykówki może się jednym podobać bardziej, drugim mniej, jeszcze innym wcale, ale zawsze da się ją bezbłędnie rozpoznać. Nowy, wracający powoli na ścieżkę defensywną zespół ze Zgorzelca zaczyna przypominać drużynę. Jest nacisk na dyscyplinę taktyczną, jest większa kontrola gry w ataku i powstaje coś na kształt zespołowej obrony. Swoje ukryte atuty prezentują gracze drugoplanowi, jak Konrad Wysocki, czy Krzysztof Roszyk, co jak na niecałe pół miesiąca współpracy dobrze świadczy o nowej miotle w Zgorzelcu. Pierwsze wyniki już są, a największym z nich jest udany rewanż na Panelliniosie Ateny w Pucharze Europy. Po przedłużeniu nadziei na grę w drugiej rundzie tych rozgrywek, podopieczni Furioso wracają do ligi, by zmierzyć się ze swoim niepokonanym Nemezis.
Zostawmy na boku mity o przewadze własnej hali. Bariera psychologiczna w Zgorzelcu dawno pękła. Bastion Turowa padł przed sopocianami/gdynianami już w 2005 roku i w każdym kolejnym przynajmniej jedna wygrana (i to w kluczowych momentach sezonu) przypadała w udziale przyjezdnych. Dodatkowo, wspomniana porażka z rąk Czarnych każe zapomnieć o magii miejsca. Pytania tyczące Turowa są inne. Na ile procent wdrożona jest w życie taktyka Urlepa i czy wystarczy ona na (nawet rozchwiany) Prokom? Czy zagra w czarno – zielonych barwach TJ Thompson i czy jest on „jedynką”, na którą liczyć może słoweński szkoleniowiec? Jeśli tak, to czy już jutro będzie Amerykanin brakującym ogniwem do zwycięstwa?
Same pytania i żadnych odpowiedzi. Uzyskamy je dopiero jutro i to jest właśnie intrygujące. Nietypowe to będzie starcie „na szczycie”, bo choć Asseco jest pierwsze w tabeli, to już Turów ledwie piąty z bilansem 7-5. Moim zdaniem wszakże, nie ma wątpliwości, że spotkają się najsilniejsze składy tegorocznej PLK i emocje, jak zwykle powinny sięgnąć zenitu. I tylko oglądalności telewizyjnej, wyższej, niż ostatnio powinniśmy sobie życzyć, bo słabo z tym w bieżących rozgrywkach. Trzymajmy zatem kciuki za dobre widowisko.
Przy okazji takich meczów przypomina się historyczny bilans pojedynków między rywalami. Tak sobie myślę, że teraz nie ma to jednak większego znaczenia. Co bowiem łączy obecny Turów z tym sprzed pół roku, nie mówiąc o czasach Sasy Filipovskiego? Mało tego, nie wiadomo, czy zgorzelczanie są jeszcze tym samym zespołem, który zaczynał bieżący sezon? Wreszcie pytanie najważniejsze – który Prokom wyjdzie na parkiet hali przy Maratońskiej? Czy ten bijący w wielkim pojedynku Real Madryt, czy taki, jak we wczorajszym meczu z Armani Jeans Mediolan, chaotyczny, grający bez serca i pomysłu?
Najciekawsze są właśnie pytania o „zmiany nastrojów” naszych dwóch eksportowych drużyn. Prokom – faworyt meczu i całego sezonu nie znalazł dotąd pogromcy na krajowym podwórku. W Eurolidze po serii bezbarwnych występów zespół Tomasa Pacesasa niespodziewanie zagrał koncertowy mecz przeciwko Realowi. Potem następuje rozprawa z Anwilem – drugą drużyną w tabeli, w której upatrywano już jedynego rywala mistrzów. Gdy wydawało się, że wszystko jest pod pełną kontrolą trenera, coś się znowu zepsuło. Tajemnicze zajście między Pacesasem i przydatnym, ale krnąbrnym środkowym Pape Sowem doprowadziło do odsunięcia Senegalczyka od zespołu. Trudno powiedzieć, czy jego absencja w Mediolanie przyczyniła się do porażki, gdyż styl jaki prezentowali wczoraj gdynianie zdarzało im się pokazywać już wcześniej. Czy wokół zawieszenia Sowa wybuchł konflikt na linii trener – zawodnicy?Czy „niedyspozycja” z Mediolanu, to wypadek przy pracy, czy powrót do złych nawyków? Czy wreszcie sam Senegalczyk zagra w meczu z Turowem, czy też jego „zawieszenie” potrwa „do odwołania”? I wreszcie – jeśli go zabraknie, to kto skutecznie postawi się najlepszemu chyba środkowemu PLK, Michaelowi Wrightowi oraz amerykańskiemu odpowiednikowi Sowa, Brandonowi Wallace' owi?
W nieco bardziej określonym kierunku, niż Prokom wędruje jego jutrzejszy rywal. Wicemistrzowie Polski zaczynali sezon od wygranych, ale już od trzeciej kolejki pojawiać się zaczęły niespodziewane porażki z niżej notowanymi przeciwnikami. Do potknięć na wyjeździe łatwiej szło dorabiać teorie, ale przegrana we własnej hali, w „Twierdzy Zgorzelec”, ze słabymi Czarnymi Słupsk przelała czarę goryczy. Bezstylowy trener Sasa Obradović ustąpił miejsce wykwalifikowanemu strażakowi PLK, Andrejowi Urlepowi. Jego koncepcja koszykówki może się jednym podobać bardziej, drugim mniej, jeszcze innym wcale, ale zawsze da się ją bezbłędnie rozpoznać. Nowy, wracający powoli na ścieżkę defensywną zespół ze Zgorzelca zaczyna przypominać drużynę. Jest nacisk na dyscyplinę taktyczną, jest większa kontrola gry w ataku i powstaje coś na kształt zespołowej obrony. Swoje ukryte atuty prezentują gracze drugoplanowi, jak Konrad Wysocki, czy Krzysztof Roszyk, co jak na niecałe pół miesiąca współpracy dobrze świadczy o nowej miotle w Zgorzelcu. Pierwsze wyniki już są, a największym z nich jest udany rewanż na Panelliniosie Ateny w Pucharze Europy. Po przedłużeniu nadziei na grę w drugiej rundzie tych rozgrywek, podopieczni Furioso wracają do ligi, by zmierzyć się ze swoim niepokonanym Nemezis.
Zostawmy na boku mity o przewadze własnej hali. Bariera psychologiczna w Zgorzelcu dawno pękła. Bastion Turowa padł przed sopocianami/gdynianami już w 2005 roku i w każdym kolejnym przynajmniej jedna wygrana (i to w kluczowych momentach sezonu) przypadała w udziale przyjezdnych. Dodatkowo, wspomniana porażka z rąk Czarnych każe zapomnieć o magii miejsca. Pytania tyczące Turowa są inne. Na ile procent wdrożona jest w życie taktyka Urlepa i czy wystarczy ona na (nawet rozchwiany) Prokom? Czy zagra w czarno – zielonych barwach TJ Thompson i czy jest on „jedynką”, na którą liczyć może słoweński szkoleniowiec? Jeśli tak, to czy już jutro będzie Amerykanin brakującym ogniwem do zwycięstwa?
Same pytania i żadnych odpowiedzi. Uzyskamy je dopiero jutro i to jest właśnie intrygujące. Nietypowe to będzie starcie „na szczycie”, bo choć Asseco jest pierwsze w tabeli, to już Turów ledwie piąty z bilansem 7-5. Moim zdaniem wszakże, nie ma wątpliwości, że spotkają się najsilniejsze składy tegorocznej PLK i emocje, jak zwykle powinny sięgnąć zenitu. I tylko oglądalności telewizyjnej, wyższej, niż ostatnio powinniśmy sobie życzyć, bo słabo z tym w bieżących rozgrywkach. Trzymajmy zatem kciuki za dobre widowisko.
środa, 16 grudnia 2009
Czwarta kwarta prawdę Ci powie?
To stwierdzenie wydaje się banalne. Jednak czy jest prawdziwe? Czy zespoły wygrywające ostatnią odsłonę rzeczywiście wygrywają całe spotkania? Postanowiłem to sprawdzić. Pod przysłowiowy nóż poszło dwanaście minionych kolejek rodzimej Ekstraklasy.
Prawdziwym pretekstem było sprawdzenie, czy pierwsza kwarta, czyli tak zwane dobre wejście w mecz, dużo daje. Czyli czy warto w ciemno stawiać u bukmacherów w typowaniach „live” po zakończonych pierwszych kwartach finałowy wynik spotkania. Bądź założyć, że w zasadzie zwycięzca jest już znany. Po zrobieniu zestawienia postanowiłem podobne stworzyć dla wszystkich kwart. Jako triumfatora całego meczu posiadającego dogrywkę postanowiłem założyć zespół, któremu dopisane będą dwa punkty w tabeli – niezależnie od ilości dodatkowych części gry (vide PBG – Anwil).
A więc czy wyniki są szokujące? Zapewne zgodnie z przewidywaniem – nie. Wprawdzie w poszczególnych spotkaniach triumfatorzy znacznie się różnili, to po podsumowaniu całości procenty różnią się od siebie zaledwie nieznacznie. Łącznie mieliśmy osiemdziesiąt cztery spotkania. Osiemdziesiąt cztery porównania na linii zwycięzca kwarty – zwycięzca meczu. Wydaje mi się, że to dość reprezentatywna liczba, żeby wyniki uznać za prawidłowe.
Przejdźmy do meritum, czyli zestawień. Oto jak prezentowały się „skuteczności” poszczególnych kwart:
1 kwarta – 53/84, 63% wyników powtórzyło się na tablicy po ostatniej syrenie
2 kwarta – 51/84, 61%
3 kwarta – 50/84, 60%
4 kwarta – 56/84, 67%.
Według tego zestawienia, pytanie zawarte w tytule się sprawdza. Jednak gdy nieco sytuację skomplikujemy, wyniki nieco się zmienią.
W drugim zestawieniu odrzucamy 21 kwart, które zakończyły się remisami. A co za tym idzie wypaczyły wyniki relacji między sukcesem w ćwiartce, a całym meczu. Jeśli wykreślimy te mecze ze remisowymi kwartami, to sukcesorzy będą następujący:
1 kwarta – 53/74, 72% „profetycznych” rezultatów
2 kwarta – 51/79, 64%
3 kwarta -50/79, 63%
4 kwarta -56/83, 67%.
Jak widać, po odjęciu kwart remisowych, o wiele skuteczniejsze okazują się drużyny, które osiągają sukces w otwierającej odsłonie. Jasne – średnią podbijają zapewne spotkania faworytów z potencjalnymi czerwonymi latarniami, ale chociażby Prokom w Poznaniu przegrał pierwszą kwartę.
Tyle statystyka ogólna. A jak to wygląda przy podziale na poszczególne drużyny? W meczach AZS-u tylko raz wynik 1 kwarty był inny niż końcowy. I to na korzyść koszalinian (ostatnia kolejka i spotkanie ze Sportino). Najczęściej zmieniała się sytuacja w spotkaniach Polpharmy, bo aż siedmiokrotnie. Cztery razy z korzyścią dla Weedena i spółki. A kto jest anty-liderem? PBG Poznań (sześć zmian, z czego pięć w plecy), oraz Polonia 2011 pięć zmian, cztery niekorzystne).
Ogólnie niespodziewanie, w ponad siedmiu na dziesięć meczy można po pierwszej kwarcie spokojnie typować zwycięzcę całego spotkania. Czyli powiedzenie wyjęte rodem z transmisji w TVP o dobrym wejściu w spotkanie coś w sobie ma. A przynajmniej statystycznie.
Prawdziwym pretekstem było sprawdzenie, czy pierwsza kwarta, czyli tak zwane dobre wejście w mecz, dużo daje. Czyli czy warto w ciemno stawiać u bukmacherów w typowaniach „live” po zakończonych pierwszych kwartach finałowy wynik spotkania. Bądź założyć, że w zasadzie zwycięzca jest już znany. Po zrobieniu zestawienia postanowiłem podobne stworzyć dla wszystkich kwart. Jako triumfatora całego meczu posiadającego dogrywkę postanowiłem założyć zespół, któremu dopisane będą dwa punkty w tabeli – niezależnie od ilości dodatkowych części gry (vide PBG – Anwil).
A więc czy wyniki są szokujące? Zapewne zgodnie z przewidywaniem – nie. Wprawdzie w poszczególnych spotkaniach triumfatorzy znacznie się różnili, to po podsumowaniu całości procenty różnią się od siebie zaledwie nieznacznie. Łącznie mieliśmy osiemdziesiąt cztery spotkania. Osiemdziesiąt cztery porównania na linii zwycięzca kwarty – zwycięzca meczu. Wydaje mi się, że to dość reprezentatywna liczba, żeby wyniki uznać za prawidłowe.
Przejdźmy do meritum, czyli zestawień. Oto jak prezentowały się „skuteczności” poszczególnych kwart:
1 kwarta – 53/84, 63% wyników powtórzyło się na tablicy po ostatniej syrenie
2 kwarta – 51/84, 61%
3 kwarta – 50/84, 60%
4 kwarta – 56/84, 67%.
Według tego zestawienia, pytanie zawarte w tytule się sprawdza. Jednak gdy nieco sytuację skomplikujemy, wyniki nieco się zmienią.
W drugim zestawieniu odrzucamy 21 kwart, które zakończyły się remisami. A co za tym idzie wypaczyły wyniki relacji między sukcesem w ćwiartce, a całym meczu. Jeśli wykreślimy te mecze ze remisowymi kwartami, to sukcesorzy będą następujący:
1 kwarta – 53/74, 72% „profetycznych” rezultatów
2 kwarta – 51/79, 64%
3 kwarta -50/79, 63%
4 kwarta -56/83, 67%.
Jak widać, po odjęciu kwart remisowych, o wiele skuteczniejsze okazują się drużyny, które osiągają sukces w otwierającej odsłonie. Jasne – średnią podbijają zapewne spotkania faworytów z potencjalnymi czerwonymi latarniami, ale chociażby Prokom w Poznaniu przegrał pierwszą kwartę.
Tyle statystyka ogólna. A jak to wygląda przy podziale na poszczególne drużyny? W meczach AZS-u tylko raz wynik 1 kwarty był inny niż końcowy. I to na korzyść koszalinian (ostatnia kolejka i spotkanie ze Sportino). Najczęściej zmieniała się sytuacja w spotkaniach Polpharmy, bo aż siedmiokrotnie. Cztery razy z korzyścią dla Weedena i spółki. A kto jest anty-liderem? PBG Poznań (sześć zmian, z czego pięć w plecy), oraz Polonia 2011 pięć zmian, cztery niekorzystne).
Ogólnie niespodziewanie, w ponad siedmiu na dziesięć meczy można po pierwszej kwarcie spokojnie typować zwycięzcę całego spotkania. Czyli powiedzenie wyjęte rodem z transmisji w TVP o dobrym wejściu w spotkanie coś w sobie ma. A przynajmniej statystycznie.
niedziela, 13 grudnia 2009
Poznaliśmy koszyki w losowaniu grup MŚ
Koszyki przedstawiają się następująco:
1 USA, Argentyna, Hiszpania, Grecja
2 Serbia, Słowenia, Francja, Turcja
3 Brazylia, Portoryko, Kanada, Australia
4 Chorwacja, Rosja, Litwa, Niemcy
5 Nowa Zelandia, Chiny, Iran, Angola
6 Jordania, Liban, Tunezja, Wybrzeże Kości Słoniowej
Niestety koszyki nie wynikają wprost z rankingu FIBA, tylko z troski o to, ażeby w żadnej grupie nie znalazły się więcej niż trzy europejskie i więcej niż dwa amerykańskie zespoły. Najbardziej stratne na takim podejściu są dziewiąte w rankingu Chiny. W klasycznym układzie znalazłyby się w drugim koszyku z Serbią, Litwą i Niemcami, co pozwoliłoby im ominąć tych groźnych rywali. Przez klucz geograficzny Chińczycy omijają takie "tuzy" jak Nowa Zelandia, Iran i Angola.
Mnie nie pozostaje nic innego jak wytypować grupę śmierci:
USA
Serbia
Brazylia
Chorwacja
Chiny
Liban
Oraz najsłabszą możliwą grupę:
Argentyna
Francja
Kanada
Rosja
Nowa Zelandia
Wybrzeże Kości Słoniowej
Losowanie we wtorek, 15 grudnia o 10:30 naszego czasu.
1 USA, Argentyna, Hiszpania, Grecja
2 Serbia, Słowenia, Francja, Turcja
3 Brazylia, Portoryko, Kanada, Australia
4 Chorwacja, Rosja, Litwa, Niemcy
5 Nowa Zelandia, Chiny, Iran, Angola
6 Jordania, Liban, Tunezja, Wybrzeże Kości Słoniowej
Niestety koszyki nie wynikają wprost z rankingu FIBA, tylko z troski o to, ażeby w żadnej grupie nie znalazły się więcej niż trzy europejskie i więcej niż dwa amerykańskie zespoły. Najbardziej stratne na takim podejściu są dziewiąte w rankingu Chiny. W klasycznym układzie znalazłyby się w drugim koszyku z Serbią, Litwą i Niemcami, co pozwoliłoby im ominąć tych groźnych rywali. Przez klucz geograficzny Chińczycy omijają takie "tuzy" jak Nowa Zelandia, Iran i Angola.
Mnie nie pozostaje nic innego jak wytypować grupę śmierci:
USA
Serbia
Brazylia
Chorwacja
Chiny
Liban
Oraz najsłabszą możliwą grupę:
Argentyna
Francja
Kanada
Rosja
Nowa Zelandia
Wybrzeże Kości Słoniowej
Losowanie we wtorek, 15 grudnia o 10:30 naszego czasu.
sobota, 12 grudnia 2009
Dominator Wszystkich Polaków
Chyba wszyscy kibice koszykówki w Polsce są pod wrażeniem środowego zwycięstwa Asseco Prokomu Gdynia nad Realem Madryt w 7 kolejce Euroligi. Na temat samego meczu napisano już całkiem sporo, więc ja zainteresowałem się otoczką tego wydarzenia, czyli tym, co z tego wynika.
Sama wygrana jest na pewno krokiem w stronę czwartego udziału gdynian (wcześniej sopocian) w Top 16 w ciągu sześciu lat gry w najważniejszych rozgrywkach pucharowych Europy. Najważniejsze jednak ciągle przed nimi, bo Armani Jeans Mediolan – główny rywal do miejsca w Szesnastce także wygrało swój mecz skutecznie depcząc Polakom po piętach. Najprawdopodobniej więc o losach obu drużyn w Eurolidze zadecyduje starcie bezpośrednie. Znakomity mecz znacznie straciłby na znaczeniu, jeśliby nie poszedł za nim bardziej wymierny sukces w postaci awansu, a do tego ciągle jeszcze może nie daleka, ale wyboista droga.
Od tego, co dalej stanie się z zespołem mistrza Polski zależeć będzie jego postrzeganie przez kibiców z całej Polski. Klub, który zdominował rozgrywki ligowe, zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym ma więcej zadań „promocyjnych”, aniżeli szara reszta stawki. Jako wrocławianin nieraz w przeszłości nasłuchałem się, jakie to szkody robi naszej lidze Śląsk wygrywając kolejne tytuły. Wówczas mnie to śmieszyło, ale później sam zacząłem w podobny sposób postrzegać trofea za mistrzostwo Polski seryjnie lądujące w gablotce zespołu z Trójmiasta. Bo to nudne i powtarzalne, a pozostałym zespołom musi wystarczyć gra o finał. To może latem ten złoty medal przyznawać? Taniej wyjdzie i upokorzeń innym się oszczędzi..
Podobną sytuację obserwujemy w Izraelu. Obecny klub Macieja Lampego, Maccabi Tel Awiw trzęsie tamtejszą ligą, będąc Śląskiem i Prokomem do potęgi n -tej. Co sprawia, że na pokładzie nie nastąpił bunt, a liga nie stała się wyłącznym hobby dla fanów Maccabi? Przede wszystkim, ten dominator jest dumą i wizytówką izraelskiego basketu. Jego nazwa budzi szacunek w całym koszykarskim świecie, a ilością i jakością zdobywanych przezeń trofeów można obdzielić kluby z Polski, Niemiec, Czech i kilku innych krajów. Takiej drużynie sprzyjają choćby w głębi duszy nawet fani lokalnych rywali,gdyż stanowi ona wartość dodaną całej ligi.
Słusznie zwrócicie uwagę, że stawianie polskich drużyn w szeregu z izraelskim gigantem, to nadużycie. To przejdźmy na nasze podwórko. Tu mamy dwa skrajne w ostatnich latach przypadki – piłkarska Wisłę Kraków i siatkarską Skrę Bełchatów.
Ta pierwsza w ostatniej dekadzie zdobyła najwięcej tytułów ligowych i nadal nie ma sobie równych. Co prawda, ostatnie zwycięstwo to raczej efekt słabości konkurentów, którzy sami potknęli się na prostej drodze, ale cóż – zwycięzców się nie sądzi. Dopóki wygrywają. Tymczasem poza Polską Wiślacy od dawna nie osiągnęli nic spektakularnego, zaś ostatnie lata przyniosły takie epokowe wydarzenia, jak porażki z rąk mistrzów Norwegii, Gruzji, czy Estonii.
Zupełnie inaczej rzecz się ma ze Skrą. Z roku na rok coraz silniejszy skład, gwiazdy polskiej i światowej siatkówki (co staje się już powoli synonimem) i coraz agresywniejsze dobijanie się do wrót finału Ligi Mistrzów. Nawet fakt, iż potęga ta jest sponsorowana przez spółkę z udziałem skarbu państwa nie stanowi jakiegoś poważniejszego problemu. Po prostu – wizytówce polskiej siatkówki wolno więcej. Poniekąd słusznie.
Jak to wygląda na niwie koszykarskiej? Kiedyś mieliśmy Śląsk, który miał ambicję zostania klubem ogólnopolskim. Pierwsza firma sportowa inwestująca w marketing i reklamę, a co za tym idzie rozpoznawalna. Do tego ambitne cele sportowe – dominacja w kraju i awans do Euroligi. Dzięki realizacji tych zamierzeń pojawiały się już symptomy siły większej, niż tylko lokalna, trafiały się miejsca w Polsce, gdzie witano wrocławskich koszykarzy co najmniej z taką owacją, jak drużynę miejscową, choć były nadal i takie, gdzie rymowanki pod adresem WKS -u nie nadawały się do powtórzenia na forum publicznym.
W pewnym momencie nie starczyło chyba pomysłu i woli, by pójść za ciosem. Zamiast projektu „Top 16” i budowy nowej hali, wybrano trwanie z ręką na pulsie i trochę przypadkowe zmiany koncepcji trenerskich z zapasowym kołem ratunkowym o nazwisku Andrej Urlep. Gdy rezerwy energii z działań pozaboiskowych się wyczerpały, a nowych wyzwań zabrakło projekt zaczął zjadać własny ogon. Aż przyszedł Likwidator i dzieła dokończył.
Bardzo majętny Prokom wszedł w buty Śląska i podążył jego tropem. Top 16 x3, wygląda na papierze świetnie i jest kontynuacją starań wrocławskich, zakończonych na trzech podejściach do „Szesnastki” z jednym/dwoma wygranymi dzielącymi od raju. Co ciekawe, teraz wspomniane wyniki Prokomu spowszedniały, a plany wejścia do „Ósemki” po klapie sprzed dwóch lat nie utkwiły szerzej w pamięci zbiorowej. Nie stał się chyba Prokom klubem całej Polski, na co wpłynęły także czynniki zewnętrzne. Era sopocian/gdynian nadeszła w momencie, gdy basket w Polsce spadał do roli niszowej. Euroliga z Polsatu trafiła (i to z wielkim trudem) pod skrzydła dość ekskluzywnej Cyfry+, gdzie o widownię walczy z piłką nożną najwyższych lotów, czy NBA. Teraz bez spektakularnych sukcesów na przebicie się do szerszego grona odbiorców nie ma co liczyć.
Sukces mierzymy dziś według skali siatkówki, czy piłki ręcznej. Final Foury, „Ósemki” - nie niżej. Czy dzisiaj ktoś poza fanatykami basketu pamięta wygrane Śląska z Maccabi, Realem (słabszym, niż dzisiaj), Efesem Pilsen? A zwycięstwa Pruszkowa, choćby nad Benettonem Treviso, a miejsce Lecha Poznań w ósemce najlepszych Pucharu Europy (poprzednika Euroligi, a nie dzisiejszego Eurocup)? Pytania retoryczne. Krótko mówiąc – za wygraną z Realem musi pójść ciąg dalszy. Szybciej, wyżej i dalej. Ambitne cele i spektakularna gra – tego oczekujemy od najlepszej ekipy w lidze. W przeciwnym razie ten mecz pójdzie w zapomnienie, choć dziś wydaje się to niemożliwe, zaś nawet sezon PLK zakończony bez porażki może się spotkać z przeciągłym ziewnięciem reszty kraju.
I jeszcze uwaga na koniec. Klub posiadający ambicje bycia marką ogólnopolską musi walczyć o kibiców w całym kraju. Ostatnio na Forum Basketa toczy się dyskusja na temat oglądalności koszykówki. Jest ona niska, ale jaka ma być, skoro wizytówka polskiej ligi, czyli właśnie Asseco Prokom pojawi się po raz pierwszy w tym sezonie na ekranach TVP dopiero w najbliższy weekend. Dwa miesiące po inauguracji rozgrywek.. Czego by nie mówić o dawnym Śląsku, ale jego szefowie zdążyliby do tego momentu wyborować dziurę w brzuchu każdego możliwego decydenta z PLK i TVP, by ich klub pokazywany był częściej niż inne. Jeśli analogiczne działania były prowadzone przez szefów klubu z Gdyni, to można o nich powiedzieć tyle, że były nieskuteczne. A traci na tym nie tylko mistrz Polski, ale i cała liga.
Sama wygrana jest na pewno krokiem w stronę czwartego udziału gdynian (wcześniej sopocian) w Top 16 w ciągu sześciu lat gry w najważniejszych rozgrywkach pucharowych Europy. Najważniejsze jednak ciągle przed nimi, bo Armani Jeans Mediolan – główny rywal do miejsca w Szesnastce także wygrało swój mecz skutecznie depcząc Polakom po piętach. Najprawdopodobniej więc o losach obu drużyn w Eurolidze zadecyduje starcie bezpośrednie. Znakomity mecz znacznie straciłby na znaczeniu, jeśliby nie poszedł za nim bardziej wymierny sukces w postaci awansu, a do tego ciągle jeszcze może nie daleka, ale wyboista droga.
Od tego, co dalej stanie się z zespołem mistrza Polski zależeć będzie jego postrzeganie przez kibiców z całej Polski. Klub, który zdominował rozgrywki ligowe, zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym ma więcej zadań „promocyjnych”, aniżeli szara reszta stawki. Jako wrocławianin nieraz w przeszłości nasłuchałem się, jakie to szkody robi naszej lidze Śląsk wygrywając kolejne tytuły. Wówczas mnie to śmieszyło, ale później sam zacząłem w podobny sposób postrzegać trofea za mistrzostwo Polski seryjnie lądujące w gablotce zespołu z Trójmiasta. Bo to nudne i powtarzalne, a pozostałym zespołom musi wystarczyć gra o finał. To może latem ten złoty medal przyznawać? Taniej wyjdzie i upokorzeń innym się oszczędzi..
Podobną sytuację obserwujemy w Izraelu. Obecny klub Macieja Lampego, Maccabi Tel Awiw trzęsie tamtejszą ligą, będąc Śląskiem i Prokomem do potęgi n -tej. Co sprawia, że na pokładzie nie nastąpił bunt, a liga nie stała się wyłącznym hobby dla fanów Maccabi? Przede wszystkim, ten dominator jest dumą i wizytówką izraelskiego basketu. Jego nazwa budzi szacunek w całym koszykarskim świecie, a ilością i jakością zdobywanych przezeń trofeów można obdzielić kluby z Polski, Niemiec, Czech i kilku innych krajów. Takiej drużynie sprzyjają choćby w głębi duszy nawet fani lokalnych rywali,gdyż stanowi ona wartość dodaną całej ligi.
Słusznie zwrócicie uwagę, że stawianie polskich drużyn w szeregu z izraelskim gigantem, to nadużycie. To przejdźmy na nasze podwórko. Tu mamy dwa skrajne w ostatnich latach przypadki – piłkarska Wisłę Kraków i siatkarską Skrę Bełchatów.
Ta pierwsza w ostatniej dekadzie zdobyła najwięcej tytułów ligowych i nadal nie ma sobie równych. Co prawda, ostatnie zwycięstwo to raczej efekt słabości konkurentów, którzy sami potknęli się na prostej drodze, ale cóż – zwycięzców się nie sądzi. Dopóki wygrywają. Tymczasem poza Polską Wiślacy od dawna nie osiągnęli nic spektakularnego, zaś ostatnie lata przyniosły takie epokowe wydarzenia, jak porażki z rąk mistrzów Norwegii, Gruzji, czy Estonii.
Zupełnie inaczej rzecz się ma ze Skrą. Z roku na rok coraz silniejszy skład, gwiazdy polskiej i światowej siatkówki (co staje się już powoli synonimem) i coraz agresywniejsze dobijanie się do wrót finału Ligi Mistrzów. Nawet fakt, iż potęga ta jest sponsorowana przez spółkę z udziałem skarbu państwa nie stanowi jakiegoś poważniejszego problemu. Po prostu – wizytówce polskiej siatkówki wolno więcej. Poniekąd słusznie.
Jak to wygląda na niwie koszykarskiej? Kiedyś mieliśmy Śląsk, który miał ambicję zostania klubem ogólnopolskim. Pierwsza firma sportowa inwestująca w marketing i reklamę, a co za tym idzie rozpoznawalna. Do tego ambitne cele sportowe – dominacja w kraju i awans do Euroligi. Dzięki realizacji tych zamierzeń pojawiały się już symptomy siły większej, niż tylko lokalna, trafiały się miejsca w Polsce, gdzie witano wrocławskich koszykarzy co najmniej z taką owacją, jak drużynę miejscową, choć były nadal i takie, gdzie rymowanki pod adresem WKS -u nie nadawały się do powtórzenia na forum publicznym.
W pewnym momencie nie starczyło chyba pomysłu i woli, by pójść za ciosem. Zamiast projektu „Top 16” i budowy nowej hali, wybrano trwanie z ręką na pulsie i trochę przypadkowe zmiany koncepcji trenerskich z zapasowym kołem ratunkowym o nazwisku Andrej Urlep. Gdy rezerwy energii z działań pozaboiskowych się wyczerpały, a nowych wyzwań zabrakło projekt zaczął zjadać własny ogon. Aż przyszedł Likwidator i dzieła dokończył.
Bardzo majętny Prokom wszedł w buty Śląska i podążył jego tropem. Top 16 x3, wygląda na papierze świetnie i jest kontynuacją starań wrocławskich, zakończonych na trzech podejściach do „Szesnastki” z jednym/dwoma wygranymi dzielącymi od raju. Co ciekawe, teraz wspomniane wyniki Prokomu spowszedniały, a plany wejścia do „Ósemki” po klapie sprzed dwóch lat nie utkwiły szerzej w pamięci zbiorowej. Nie stał się chyba Prokom klubem całej Polski, na co wpłynęły także czynniki zewnętrzne. Era sopocian/gdynian nadeszła w momencie, gdy basket w Polsce spadał do roli niszowej. Euroliga z Polsatu trafiła (i to z wielkim trudem) pod skrzydła dość ekskluzywnej Cyfry+, gdzie o widownię walczy z piłką nożną najwyższych lotów, czy NBA. Teraz bez spektakularnych sukcesów na przebicie się do szerszego grona odbiorców nie ma co liczyć.
Sukces mierzymy dziś według skali siatkówki, czy piłki ręcznej. Final Foury, „Ósemki” - nie niżej. Czy dzisiaj ktoś poza fanatykami basketu pamięta wygrane Śląska z Maccabi, Realem (słabszym, niż dzisiaj), Efesem Pilsen? A zwycięstwa Pruszkowa, choćby nad Benettonem Treviso, a miejsce Lecha Poznań w ósemce najlepszych Pucharu Europy (poprzednika Euroligi, a nie dzisiejszego Eurocup)? Pytania retoryczne. Krótko mówiąc – za wygraną z Realem musi pójść ciąg dalszy. Szybciej, wyżej i dalej. Ambitne cele i spektakularna gra – tego oczekujemy od najlepszej ekipy w lidze. W przeciwnym razie ten mecz pójdzie w zapomnienie, choć dziś wydaje się to niemożliwe, zaś nawet sezon PLK zakończony bez porażki może się spotkać z przeciągłym ziewnięciem reszty kraju.
I jeszcze uwaga na koniec. Klub posiadający ambicje bycia marką ogólnopolską musi walczyć o kibiców w całym kraju. Ostatnio na Forum Basketa toczy się dyskusja na temat oglądalności koszykówki. Jest ona niska, ale jaka ma być, skoro wizytówka polskiej ligi, czyli właśnie Asseco Prokom pojawi się po raz pierwszy w tym sezonie na ekranach TVP dopiero w najbliższy weekend. Dwa miesiące po inauguracji rozgrywek.. Czego by nie mówić o dawnym Śląsku, ale jego szefowie zdążyliby do tego momentu wyborować dziurę w brzuchu każdego możliwego decydenta z PLK i TVP, by ich klub pokazywany był częściej niż inne. Jeśli analogiczne działania były prowadzone przez szefów klubu z Gdyni, to można o nich powiedzieć tyle, że były nieskuteczne. A traci na tym nie tylko mistrz Polski, ale i cała liga.
piątek, 11 grudnia 2009
Dzika karta na MŚ 2010 nie dla Polski
W najbliższy weekend w Stambule podjęta zostanie decyzja w sprawie dzikich kart na przyszłoroczne Mistrzostwa Świata w Turcji. Polska chociaż zabiegała o otrzymanie dzikiej karty, wypadła już z rozgrywki. Z czternastu zainteresowanych reprezentacji pozostało już tylko osiem: Rosja, Litwa, Niemcy, Wielka Brytania, Liban, Korea, Kamerun oraz Nigeria. W ostatnim okresie odpadła Polska, Dominikana i Taiwan. Dlaczego ta liczba się skurczyła? Jeśli nie wiadomo o co chodzi - chodzi o pieniądze. FIBA wprowadziła opłatę nie za otrzymanie dzikiej karty, ale za bycie branym pod uwagę procesie przyznawania dzikiej karty. Tym samym FIBA zarobiła 4 miliony Euro (każdy z krajów wpłacił 0,5 miliona €) na popularyzację koszykówki na świecie poprzez FIBA International Basketball Foundation.
Od polskiej strony staje się jasne dlaczego nie bierzemy już udziału w procesie przyznawania dzikich kart. 2 miliony złotych wydane w ciemno i bez skutku pozbawiłyby stanowiska prezesa Ludwiczuka. W innych krajach szukano sponsorów. Udało się to np. w Libanie czy na Litwie, gdzie jednym ze sponsorów opłaty dla FIBA został oficjalny sponsor litewskiej kadry - Orlen Lietuva.
Z jednej strony takie podejście budzi zniesmaczenie. Z drugiej nie ma zasady płacisz-masz tylko płacisz na konkretny cel-ale się jeszcze czymś wykaż. Próba wprowadzenia opłat za awans na piłkarski Mundial najprawdopodobniej wywołałaby międzynarodowy skandal i zamieszki w niektórych krajach, ale FIBA może być pionierem w tego typu rozwiązaniach w rozgrywkach międzynarodowych. Czy dobrze na tym wyjdzie - czas pokaże.
Poza opłatą 0,5 mln € wśród pozostałych kryteriów decydujące mogą być również te poza sportowe - w szczególności marketingowe.
Gdybyśmy rozmawiali tylko sporcie wytypowanie czwórki, która zagra na MŚ byłoby bardzo nieskomplikowane: Rosja, Litwa, Niemcy, Liban. Przy nowych kryteriach nic nie staje się jasne. Mówi się o tym, że Europa otrzyma tylko dwa miejsce. O rezultatach przekonamy się już wkrótce.
A losowanie grup MŚ już 15 grudnia.
Od polskiej strony staje się jasne dlaczego nie bierzemy już udziału w procesie przyznawania dzikich kart. 2 miliony złotych wydane w ciemno i bez skutku pozbawiłyby stanowiska prezesa Ludwiczuka. W innych krajach szukano sponsorów. Udało się to np. w Libanie czy na Litwie, gdzie jednym ze sponsorów opłaty dla FIBA został oficjalny sponsor litewskiej kadry - Orlen Lietuva.
Z jednej strony takie podejście budzi zniesmaczenie. Z drugiej nie ma zasady płacisz-masz tylko płacisz na konkretny cel-ale się jeszcze czymś wykaż. Próba wprowadzenia opłat za awans na piłkarski Mundial najprawdopodobniej wywołałaby międzynarodowy skandal i zamieszki w niektórych krajach, ale FIBA może być pionierem w tego typu rozwiązaniach w rozgrywkach międzynarodowych. Czy dobrze na tym wyjdzie - czas pokaże.
Poza opłatą 0,5 mln € wśród pozostałych kryteriów decydujące mogą być również te poza sportowe - w szczególności marketingowe.
Gdybyśmy rozmawiali tylko sporcie wytypowanie czwórki, która zagra na MŚ byłoby bardzo nieskomplikowane: Rosja, Litwa, Niemcy, Liban. Przy nowych kryteriach nic nie staje się jasne. Mówi się o tym, że Europa otrzyma tylko dwa miejsce. O rezultatach przekonamy się już wkrótce.
A losowanie grup MŚ już 15 grudnia.
czwartek, 10 grudnia 2009
WKK Wrocław na turnieju EYBL we Wrocławiu
W dniach 11-13 grudnia 2009 we Wrocławiu odbędzie się turniej European Youth Basketball League rocznika 1996. WKK Wrocław zmierzy się między innymi z Żalgirisem Kowno, szkołą Arvydasa Sabonisa czy Pomeranią Gdańsk. WKK Wrocław to obecny wicemistrz Polski kadetów. To klub, który miał swoich trzech (najwięcej) przedstawicieli w reprezentacji Polski kadetów (Piotr Niedźwiedzki, Jakub Koelner, Daniel Szymkiewicz), która zajęła 4. miejsce na ostatnich Mistrzostwach Europy U-16. WKK to klub w ciągu najbliższych kilku lat może stać się czołowym polskim klubem we wszystkich kategoriach juniorskich. Kontakty z innymi zespołami szkolącymi młodzież w naszym rejonie Europy w najmłodszych rocznikach z całą pewnością mogą w tym pomóc.
Więcej o turnieju we Wrocławiu
Więcej o rozgrywkach EYBL
Polskie zespoły startujące w EYBL:
- U-14: WKK Wrocław, Pomerania Gdańsk, MKS Ochota Warszawa, STK Wilki Morskie Szczecin
- 2. dywizja U-15: WKK Wrocław, Novum Bydgoszcz, UKS Komorów
- 1. dywizja U-15: Pomerania Gdańsk
- 2. dywizja U-16: Trefl Sopot, STK Wilki Morskie Szczecin, UKS Ósemka Wejcherowo
- 2. dywizja U-17: Polonia Warszawa
- 1. dywizja U-17: Trefl Sopot
- U-20: Trefl Sopot
Więcej o turnieju we Wrocławiu
Więcej o rozgrywkach EYBL
Polskie zespoły startujące w EYBL:
- U-14: WKK Wrocław, Pomerania Gdańsk, MKS Ochota Warszawa, STK Wilki Morskie Szczecin
- 2. dywizja U-15: WKK Wrocław, Novum Bydgoszcz, UKS Komorów
- 1. dywizja U-15: Pomerania Gdańsk
- 2. dywizja U-16: Trefl Sopot, STK Wilki Morskie Szczecin, UKS Ósemka Wejcherowo
- 2. dywizja U-17: Polonia Warszawa
- 1. dywizja U-17: Trefl Sopot
- U-20: Trefl Sopot
wtorek, 8 grudnia 2009
Dlaczego AGB Nielsen Media Research się myli
Po niedzielnym meczu Anwil-Turów AGB Nielsen Media Research ogłosiło, że oglądalność tego spotkania wyniosła 2500 osób. Cyferki podrzucane nam regularnie przez AGB Nielsen Media Research niejednokrotnie wzbudzały szeroki uśmiech na mojej twarzy. Wynik ostatni rozbawił mnie do łez. Niestety są wokół polskiej koszykówki ludzie, którzy te liczby traktują na poważnie i jeszcze je rozpowszechniają.
Ja rozumiem, że zjawisko siły autorytetu często wyłącza myślenie. Że jak jest firma od badań oglądalności to się przecież na tym zna, że to profesjonaliści. Tylko, że kryzys gospodarczy na świecie powstał w wyniku kryzysu finansowego. A ten został wywołany przez nikogo innego jak przez profesjonalistów, a nie przez "ciemny lud". W końcu czy jak nam profesor fizyki powie, że słońce kręci się wokół ziemi, to czy mu uwierzymy?
2500 osób to oglądało ten mecz - myślę, że nie przesadzę - w samym Zgorzelcu i okolicach. Spotkanie Turów Zgorzelec - Spirou Charleroi rozgrywane w Libercu w hali TIPSPORT ARENA w ubiegłym sezonie EuroCup zgromadziło 4000 tysiące widzów. Mamy rozumieć, że ci wszyscy kibice, którzy regularnie wypełniają halę w Zgorzelcu na 1700 osób, jeździli do Liberca, w niedzielę odpuścili sobie hitowe spotkanie z Anwilem, żeby obejrzeć Mam Talent? A przypominam wszystkim, że w tym akapicie skupiłem się na bardzo drobnym wycinku Polski.
Kiedy zaczyna się mówić, że mecz Anwil-Turów obejrzało 2500 osób warto by było chociaż wiedzieć, co i jak AGB Nielsen Media Research bada. A bada stałą tzw. próbę reprezentatywną 1650 gospodarstw w Polsce przy pomocy mierników telemetrycznych. Procedura opisana jest tutaj. Oczywiście ta metoda daje z całą pewnością bardzo miarodajne wyniki przy badaniu masowych programów takich jak właśnie Mam Talent, M jak Miłość czy konkurs skoków w Zakopanem. Oglądają to miliony Polaków, a na dodatek zainteresowanie takimi programami będzie praktycznie identyczne we Wrocławiu, Włocławku, Zgorzelcu, Ustce czy Gorzowie Wielkopolskim. PLK to liga bardzo niszowa i na dodatek nie posiada fanów równomiernie rozproszonych po Polsce. Zainteresowanie ma ogromne natężenie na bardzo małych wysepkach w kraju. Dotarcie do danych ile gospodarstw z panelu telemetrycznego pochodzi z Włocławka, Zgorzelca, Sopotu, Słupska, Jarosławia czy Stalowej Woli tak naprawdę może nam bardzo szybko dać odpowiedź dlaczego wyniki są takie a nie inne.
To pierwszy zarzut. Drugi. TVP Sport nie ma wielkiego zasięgu. Jednak niejednokrotnie mecze PLK trafiają również do ośrodków regionalnych TVP, które każde z osobna dochodzą do kilku milionów osób w zasięgu. AGB tego nie liczy, bo koncentruje się badaniu oglądalności kanałów sportowych i porównywaniu ich wyników między sobą. Już w tym momencie nie ma mowy o badaniu faktycznej oglądalności poszczególnych meczów PLK.
Po trzecie. Mecze PLK są dostępne do oglądania w sieci. TVP Sport jest mało dostępna, a jej oferta nie przyciąga w taki sposób, żeby wiele osób specjalnie stawiało na droższe pakiety kanałów, tylko po to, żeby zobaczyć mecz PLK raz w tygodniu. Nie ma to sensu szczególnie wtedy, kiedy wierna grupa fanów PLK ma bardzo łatwo dostępne transmisje w sieci za pomocą sport.tvp.pl oraz pliptv.pl. Bagatelizowanie widzów korzystających z sieci, to kolejny błąd w ocenie oglądalności, bo dostęp do internetu o przepustowości pozwalającej oglądać te relacje jest już dość powszechny.
Tak naprawdę nie są to zarzuty skierowane głównie do AGB Nielsen Media Research, bo oni dokładnie wiedzą co, jak i po co badają. A badają tylko oglądalność programów emitowanych za pomocą TVP Sport poprzez tradycyjną telewizję, nie licząc TVP Sport w sieci, transmisji w ośrodkach regionalnych. Do tego na próbie, która biorąc pod uwagę rozmieszczenie fanów PLK w Polsce może być niemiarodajna. Zarzuty te są kierowane przede wszystkim do tych, którzy biorą w ręce te wycinkowe dane i nie mają pojęcia z czym to się je. A w mediach rozprzestrzenia się fama: Anwil-Turów obejrzało 2500 osób, co jest tak nieprawdopodobną bzdurą, że po prostu brak mi słów.
To, że zainteresowanie PLK poza miastami z ligowymi klubami jest na poziomie mizernym, to my wszyscy wiemy. To, że 1650 gospodarstw panelu telemetrycznego nie przepada za polskim basketem w wykonaniu ligowym, to także już wiemy. I osobiście nie przypuszczam, żeby liczby od AGB Nielsen Media Research w najbliższych miesiącach wniosły nam cokolwiek wartościowego.
Ja rozumiem, że zjawisko siły autorytetu często wyłącza myślenie. Że jak jest firma od badań oglądalności to się przecież na tym zna, że to profesjonaliści. Tylko, że kryzys gospodarczy na świecie powstał w wyniku kryzysu finansowego. A ten został wywołany przez nikogo innego jak przez profesjonalistów, a nie przez "ciemny lud". W końcu czy jak nam profesor fizyki powie, że słońce kręci się wokół ziemi, to czy mu uwierzymy?
2500 osób to oglądało ten mecz - myślę, że nie przesadzę - w samym Zgorzelcu i okolicach. Spotkanie Turów Zgorzelec - Spirou Charleroi rozgrywane w Libercu w hali TIPSPORT ARENA w ubiegłym sezonie EuroCup zgromadziło 4000 tysiące widzów. Mamy rozumieć, że ci wszyscy kibice, którzy regularnie wypełniają halę w Zgorzelcu na 1700 osób, jeździli do Liberca, w niedzielę odpuścili sobie hitowe spotkanie z Anwilem, żeby obejrzeć Mam Talent? A przypominam wszystkim, że w tym akapicie skupiłem się na bardzo drobnym wycinku Polski.
Kiedy zaczyna się mówić, że mecz Anwil-Turów obejrzało 2500 osób warto by było chociaż wiedzieć, co i jak AGB Nielsen Media Research bada. A bada stałą tzw. próbę reprezentatywną 1650 gospodarstw w Polsce przy pomocy mierników telemetrycznych. Procedura opisana jest tutaj. Oczywiście ta metoda daje z całą pewnością bardzo miarodajne wyniki przy badaniu masowych programów takich jak właśnie Mam Talent, M jak Miłość czy konkurs skoków w Zakopanem. Oglądają to miliony Polaków, a na dodatek zainteresowanie takimi programami będzie praktycznie identyczne we Wrocławiu, Włocławku, Zgorzelcu, Ustce czy Gorzowie Wielkopolskim. PLK to liga bardzo niszowa i na dodatek nie posiada fanów równomiernie rozproszonych po Polsce. Zainteresowanie ma ogromne natężenie na bardzo małych wysepkach w kraju. Dotarcie do danych ile gospodarstw z panelu telemetrycznego pochodzi z Włocławka, Zgorzelca, Sopotu, Słupska, Jarosławia czy Stalowej Woli tak naprawdę może nam bardzo szybko dać odpowiedź dlaczego wyniki są takie a nie inne.
To pierwszy zarzut. Drugi. TVP Sport nie ma wielkiego zasięgu. Jednak niejednokrotnie mecze PLK trafiają również do ośrodków regionalnych TVP, które każde z osobna dochodzą do kilku milionów osób w zasięgu. AGB tego nie liczy, bo koncentruje się badaniu oglądalności kanałów sportowych i porównywaniu ich wyników między sobą. Już w tym momencie nie ma mowy o badaniu faktycznej oglądalności poszczególnych meczów PLK.
Po trzecie. Mecze PLK są dostępne do oglądania w sieci. TVP Sport jest mało dostępna, a jej oferta nie przyciąga w taki sposób, żeby wiele osób specjalnie stawiało na droższe pakiety kanałów, tylko po to, żeby zobaczyć mecz PLK raz w tygodniu. Nie ma to sensu szczególnie wtedy, kiedy wierna grupa fanów PLK ma bardzo łatwo dostępne transmisje w sieci za pomocą sport.tvp.pl oraz pliptv.pl. Bagatelizowanie widzów korzystających z sieci, to kolejny błąd w ocenie oglądalności, bo dostęp do internetu o przepustowości pozwalającej oglądać te relacje jest już dość powszechny.
Tak naprawdę nie są to zarzuty skierowane głównie do AGB Nielsen Media Research, bo oni dokładnie wiedzą co, jak i po co badają. A badają tylko oglądalność programów emitowanych za pomocą TVP Sport poprzez tradycyjną telewizję, nie licząc TVP Sport w sieci, transmisji w ośrodkach regionalnych. Do tego na próbie, która biorąc pod uwagę rozmieszczenie fanów PLK w Polsce może być niemiarodajna. Zarzuty te są kierowane przede wszystkim do tych, którzy biorą w ręce te wycinkowe dane i nie mają pojęcia z czym to się je. A w mediach rozprzestrzenia się fama: Anwil-Turów obejrzało 2500 osób, co jest tak nieprawdopodobną bzdurą, że po prostu brak mi słów.
To, że zainteresowanie PLK poza miastami z ligowymi klubami jest na poziomie mizernym, to my wszyscy wiemy. To, że 1650 gospodarstw panelu telemetrycznego nie przepada za polskim basketem w wykonaniu ligowym, to także już wiemy. I osobiście nie przypuszczam, żeby liczby od AGB Nielsen Media Research w najbliższych miesiącach wniosły nam cokolwiek wartościowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
