
Ale wracając do Marka Miszczuka. W ostatnim spotkaniu Stali Stalowa Wola przeciwko Turowowi Zgorzelec rozegrał niesamowite spotkanie. Zaliczył 2/2 za 2, 7/7 za 3, 1/1 za 1, 5 zbiórek, asystę, 2 przechwyty, blok oraz 5 strat. Dopóki był na boisku Stal sensacyjnie kontrolowała przebieg spotkania z wicemistrzami Polski. W wyniku fauli zszedł jednak z boiska. Stal grająca bez Michała Gabińskiego nie miała zupełnie kogo wystawić do walki pod koszami przeciw Michaelowi Wrightowi, Adam Wójcikowi czy Brandonowi Wallace'owi. Po zejściu Miszczuka posypała się cała gra Stali, zarówno pod koszem jak i na obwodzie. Jego powrót i kolejne celne trójki niewiele mogły już zmienić w tym spotkaniu.
Co prawda w skutek nietrzymania się pewnych wytycznych co do prowadzenia statystyk meczowych statystycy w Zgorzelcu nie zaliczyli Miszczukowi jednego niecelnego rzutu za 3 z połowy pod koniec kwarty, ale nie zmienia to faktu, że był to świetny występ. Który przeszedł jakoś zupełnie bez echa. Do tego stopnia, że ktoś w TVP wycinając najlepsze akcje tego spotkania, nie wpadł na to, że kompilacja siedmiu celnych trójek, to wydarzenie warte podkreślenia. Rezultatem 10/13 Donatasa Slaniny kiedyś żyła cała koszykarska Polska...
Z całą pewnością Miszczuk to niespełniony w swojej karierze gracz. Spotkania takie jak w Zgorzelcu, czy w ogóle obecny sezon w jego wykonaniu, to odbicia słabego echa posiadanego niegdyś potencjału. Dlaczego jego talent i potencjał nie został nigdy prawdziwie wykorzystany? Odpowiedzi można szukać nawet w tak świetnym meczu. Miszczuk podjął dwie próby gry z rywalem na plecach tyłem do kosza - pierwsza skończyła się niesioną, druga krokami...
A fakt, że Miszczuk miał talent nie ulega wątpliwości. Każda próba wejścia do czołówki polskiej koszykówki była nieudana. Nie udało się w reprezentacji. Nie udało się w lidze. Pierwszym większym klubem był bardzo silny jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych Hoop Pekaes Pruszków. Przygoda w Pruszkowie skończyła się jednak wypożyczeniem AZS Toruń. Kolejnym wyzwaniem było dołączenie do obrońcy tytułu z 2003 roku Anwilu Włocławek pod kierownictwem Andreja Urlepa. Tutaj także było szaro i przeciętnie. Kolejny sezon wydawał się odrodzeniem. Miszczuk odżył w Koszalinie i wszyscy zwrócili uwagę na jego osobę po występach powyżej 30 punktów. Ten sezon zaowocował transferem do Śląska Wrocław. Tutaj Miszczuk był tylko jednym z elementów pecha Tomasza Jankowskiego jeśli chodzi o wysokich zawodników. Trenerowi najpierw w wakacje w wyniku kontuzji odpadł posiadający ważny kontrakt Ryan Randle - pewniak na czołowego gracza zespołu. Później problemów zdrowotnych nabawił się właśnie Miszczuk, który w Śląsku zaliczył dwa ledwo zauważalne epizody, a później do końca sezonu przepadł bez wieści. Zwieńczeniem wspomnianego pecha - było kolejna już kontuzja Dominika Tomczyka po trzech meczach sezonu... W kolejnym sezonie Miszczuk odnalazł się w lidze węgierskiej, która w tamtym okresie była bardzo popularna wśród polskich koszykarzy. Reszta to już historia najnowsza. Powrót do Polski, ogromny udział w ponownym awansie Znicza Jarosław do ekstraklasy, kolejny solidny sezon w Zniczu i jeszcze lepszy obecnie w Stali.
Miszczuka można postawić śmiało obok Rafała Bigusa, Mirosława Łopatki czy Tomasza Cielebąka (wszyscy urodzeni w '76 lub '77) - nigdy niespełnionych wielkich także wzrostem talentów polskiej koszykówki. Wszyscy w okresie wielkiego boomu przełomu tysiącleci nie znaleźli dla siebie miejsca w czołówce PLK, gdzie była przestrzeń tylko dla sowicie opłacanych największych gwiazd reprezentacji Polski oraz obcokrajowców.
Jest jednak jedno co czyni Marka Miszczuka wyjątkowym wśród wszystkich koszykarzy. Jest niezaprzeczalnym rekordzistą - Stal Stalowa Wola to już jedenasty klub PLK w jego karierze.
Zapraszam także do przeczytania tekstu o bohaterze poprzedniego tygodnia - nowym trenerze żeńskiej reprezentacji Dariuszu Maciejewskim:
Bohater tygodnia (1): Dariusz Maciejewski

0 komentarze:
Prześlij komentarz