poniedziałek, 25 stycznia 2010

"Giganci powrócili".. tylko po co?

Giganci nadeszli. We wrocławskiej Hali Ludowej, zwanej Stulecia znów mieliśmy okazję obejrzeć gwiazdy Polskiej Ligi Koszykówki w formule meczu reprezentacji Polski i Obcokrajowców. Zmienił nam się zarząd PLK i warto by przyjrzał się wnikliwie sensowi rozgrywania „gigantycznych” spotkań, ale po kolei.

Przed meczem rozważałem za i przeciw takiej promocji polskiej koszykówki i miałem spore wątpliwości. Większość z nich pozostała aktualna.

Po pierwsze, pierwotny „Pojedynek Gigantów” odbył się rok temu, w ramach promocji Eurobasketu 2009. Cel tego wydarzenia był jasny i oczywisty, a mówiły o tym także wszelkie materiały przygotowane na tę okoliczność przez Polski Związek Koszykówki. Teraz materiały były znacznie skromniejsze, a najbardziej widoczne (a raczej słyszalne) były „klepaczki”, którymi publiczność wystukiwała rytmy podawane przez wodzirejów. Co miał ten mecz promować, skoro Eurobasket już za nami? Nową reprezentację grającą w sierpniowych eliminacjach do kolejnych mistrzostw? Świetnie, tyle że rok temu drużynę narodową prowadził faktyczny jej szkoleniowiec, Muli Katzurin, a nie, z całym szacunkiem trener przejściowy.

Poza tym, co oczywiste, najlepsi polscy koszykarze występują zagranicą i żadne sztuczki PR -owskie nie ściągną ich do Polski w trakcie sezonu na mecz towarzyski. Do tego, w spotkaniu nie wzięli udział najbardziej rozpoznawalni nasi gracze, Adam Wojcik i Andrzej Pluta, gdyż oni kadrze już podziękowali. Mocno okrojona reprezentacja nie wzbudziła szału na trybunach, a czy szaleli fani przed telewizorami, to także śmiem wątpić, o czym za chwilę. Dla kogo więc taka promocja basketu?

Po drugie, w trakcie sezonu w koszykówce królować ma liga. Taki jest trend światowy i tego się trzymajmy. Tymczasem my próbujemy wymyślać koło kwadratowe i zamiast ratować PLK, której oglądalność jest słaba, każemy kibicom wybierać między reprezentacją, a zagranicznymi gwiazdami ligi. Ktoś na siłę stara się udowodnić coś graczom?menedżerom?trenerom? wystawiając polską młodzież i zadaniowców do walki z ludźmi, na których te nieliczne rzesze kibiców przychodzą do hal. W efekcie fani całkiem spontanicznie dopingowali obcokrajowców i oklaskiwali ich akcje, co nie wpłynęło zapewne dobrze na samopoczucie reprezentantów kraju, zwłaszcza tych którzy pamiętali wsparcie od tej samej publiczności we wrześniu..

Moim zdaniem jedynie słuszną jest formuła Meczu Gwiazd, na którym stawiamy na zabawę, a Polacy i gracze zagraniczni stanowią jedną rodzinę. Nie chodzi tu nawet o nachalne promowanie różnorodności i tolerancji, tylko o to, by nie tworzyć sztucznych podziałów. Polscy kibice wyczuli lipę i zamiast żywiołowo wspomagać mniej znanych kadrowiczów, oklaskiwali Keddricka Maysa, Tony' ego Weedena, czy Michaela Wrighta. Gwiazdy PLK. Przykre to, ale niestety obecni wyróżniający się Polacy pełnią role drugoplanowe. Może to się zmienić w wypadku takich obiecujących koszykarzy, jak Dardan Berisha, czy Tomasz Śnieg, ale na razie liga jest kojarzona z lepszymi lub gorszymi Amerykanami.

Po trzecie, emocje. A w zasadzie ich brak. Mam na myśli entuzjazm fanów, a nie to, co działo się na parkiecie. Największe wybuchy radości towarzyszyły doniesieniom z Insbrucka, gdzie nasi szczypiorniści wygrywali z Hiszpanią. Pierwszy meldunek wniósł miłe ożywienie (nawet koszykarze dostali więcej wsparcia), ale potem już tylko wyczekiwano na kolejne meldunki, a graczami na boisku przejmowano się w niewielkim stopniu. Także rozmowy pod halą kręciły się wokół mistrzostw w piłce ręcznej, co dopełniło obrazu porażki kosza. I to we Wrocławiu..

Po czwarte, Wrocław. Tak słabej frekwencji na tego typu meczu koszykówki jeszcze nie widziałem. Takie eventy mają pokazać, że nad Odrą dalej jest publika dla basketu, ale dziś nie było tego widać. Może to zmęczenie, bo ludzie woleliby usłyszeć o reaktywacji Śląska, zamiast oglądać kolejne mutacje Meczu Gwiazd, Gigantów, czy kolosów. Do tego wspomniany mecz szczypiornistów.. Pięć lat temu nikt nie zawracałby sobie nim głowy, nie mówiąc o tym, by przesłonił wydarzenie związane z koszykówką. Znak czasu..

Sam mecz zrobił się emocjonujący w końcówce. W okresie, gdy fani czekali już na wynik z meczu Polska – Hiszpania, kadra Polski traciła całą przewagę, wypracowaną w trzeciej odsłonie. Początek meczu był chaotyczny, ale nasi uporządkowali nieco grę i wyszli na prowadzenie. Fatalna skuteczność Obcokrajowców dała pole do popisu wysokim, którzy niespodziewanie opanowali deskę. Mimo braku Marcina Gortata, Macieja Lampego, czy Szymona Szewczyka, Robert Witka, Adam Hrycaniuk, czy Paweł Leończyk nieźle zbierali piłki, a okazji mieli sporo. Do tego „trójki” Witki (miałem wrażenie, ze zdobył więcej punktów, niż wynikało ze statystyk), trafienia Michała Chylińskiego i podania Krzysztofa Szubargi dawał przewagę „gospodarzom”. Wejście rezerwowych oznaczało kłopoty, ale do ostatniej odsłony udawało się podopiecznym Radosława Czerniaka odskakiwać na bezpieczną różnicę. W trzeciej części dobra gra duetu – Szubarga – Iwo Kitzinger dała dość wyraźną przewagę i jak się wydawało, kontrolę nad grą.

Nic jednak z tych rzeczy. W czwartej części gracze zagraniczni wzmocnili obronę, zaś koncert gry dali Tony Weeden i Eddie Miller. Kolejne ich rzuty rozbijały naszą defensywę, doprowadzając do nerwowej końcówki. Nieźle pod koszami radzili sobie Wright i Rashard Sullivan, a najlepszy walczak wśród Polaków, Adam Hrycaniuk miał problemy z faulami. Przy wtórze rozkojarzonej widowni center PGE Turowa Zgorzelec dał obcokrajowcom dogrywkę. W ostatniej akcji gracze Tomasa Pacesasa odcięli strzelców i na dystansie samotny pozostał jedynie Hrycaniuk. Podanie otrzymał, rzut oddał, niestety nie trafił.

Dogrywka zaczęła się dla nas źle. Weeden i Miller robili co chcieli i przewaga „przyjezdnych” dochodziła do 10 „oczek”. Pod koniec gry „trójkę” trafił rzadko wprowadzany Dardan Berisha, a pozostałym zawodnikom, gracze Pacesasa pozwolili już rzucać tylko za dwa punkty.. Mimo waleczności, m. in. Szubargi, udało się jedynie zmniejszyć stratę. Jeśli ten mecz będzie zapamiętany, to chyba tylko dlatego, że niespodziewanie ci, którzy mieli być promowani, przegrali. Czy o to chodziło?

Jakieś pozytywy tego wydarzenia? Pograli trochę młodzi gracze, na których kadra powinna się oprzeć w przyszłości. Po meczu Tomasz Śnieg i Adam Waczyński podziękowali trenerowi za daną im szansę i że kolejne zależą od decyzji trenera. Wtedy ktoś zauważył, że obecny coach raczej nie będzie o tym decydował... Najbardziej bezkompromisowy polski młodzian, Berisha powtarzał w każdym wywiadzie, że jeszcze sporo czeka go pracy, by grać na poziomie reprezentacji. Ta uwaga dotyczy wszystkich jego młodych kolegów, ale jeśli zdamy sobie sprawę z tego, kogo może zabraknąć podczas eliminacyjnych bojów o litewski Eurobasket, trzymać będziemy kciuki za szybkie postępy nowego Pluty i innych chłopaków..

Zgrzytem był występ, a właściwie jego ślad, w wykonaniu największej gwiazdy PLK, Qyntela Woodsa. Pomijając kontuzje Jeremy'ego Chapella, czy Chrisa Danielsa była to największa wpadka meczu. Skład „Zagranicznych” ustala Pacesas, który w przyszłym tygodniu inauguruje z Asseco Prokomem fazę Top 16 Euroligi i jego decyzja jest zrozumiała. Co jednak z „grą dla kibiców”, o której Litwin wspominał przed meczem?

Grajmy mecze gwiazd, postawmy na to widowisko i wymagajmy poważnego traktowania przez kluby. Mnożenie słabych bytów nie zwiększy siły naszego basketu. Przed nowym zarządem PLK dużo zadań, a jednym z nich powinno by wyperswadowanie PZKosz-owi wady „Pojedynku Gigantów”. Czy to się uda? Trzymam za to kciuki.

1 komentarze:

Grzegorz Magiera pisze...

Zgadzam się. Ten mecz nie wyszedł, bo przede wszystkim jest bez sensu. Co czuli chyba wszyscy. Kibice, którzy się nie stawili; organizatorzy, którzy się nie postarali z oprawą i promocją; komentatorzy, którzy usypiali bardziej niż zwykle itd.

Widowisko było tak słabe, że informacje o dogrywce wywołała tylko jedną reakcję "o matko - jeszcze 5 minut..."

W obecnej sytuacji trzeba całe siły skupiać na zorganizowaniu jednego dobrego Meczu Gwiazd. Pojedynek Gigantów, to pomysł na lepsze czasy - kiedy będzie można przeciwstawić silnych Polaków silnym gwiazdom ligi przy większym zainteresowaniu koszykówką. Dziś żaden z trzech elementów nie został spełniony...