sobota, 2 stycznia 2010

Nadzieja wraca po cichu

Całkiem niedawno i całkiem cicho, jeśli chodzi o medialny odbiór pojawiło się w naszej lidze kilku ciekawych zawodników. Kilku z nich zasiliło słabe i okupujące ostatnie miejsce w tabeli Sportino i stąd pewnie taki, a nie inny wydźwięk tej sytuacji. Mnie zainteresował debiut w PLK Tomasza Kęsickiego.

Co jest takiego wyjątkowego w Kęsickim? Przecież obok niego swoją szansę w ekstraklasie dostaje choćby były reprezentant Francji kadetów oraz Polski seniorów (epizodycznie), Paweł Storożyński. Były wyróżniający się zawodnik NCAA i kandydat do Draftu NBA. Obydwaj gracze z powodu kontuzji nie „rozegrali” swoich karier na miarę oczekiwań, ale Kęsicki, to ciągle dość młody gracz (23 lata) o znakomitych warunkach fizycznych (211cm.). Niewielu mamy w PLK polskich zawodników, którzy łączą wzrost z niezłymi umiejętnościami i dlatego mam nadzieję, że ten transfer obroni się w praniu.

Kęsicki od w czasach juniorskich zaliczył grę we wszystkich reprezentacjach w jakich mógł zagrać. Niekiedy zdarzało się, ze występował wśród zawodników ze starszej grupy wiekowej. Ze swojego rocznika (86”) chyba tylko on i Michał Chyliński miał mocne papiery na dużą karierę, ale za to obydwaj wzbudzili zainteresowanie naprawdę wielkich firm. Chyliński podpisał umowę z Unicają Malaga, zaś Kęsicki odmówił samej Barcelonie, by związać się kontraktem z Pamesą Walencja. Nic dziwnego, skoro był przedstawicielem całkiem fajnej grupy naszych młodych podkoszowców, wymienianych w kontekście udziału w Drafcie NBA. Do tego grona należeli choćby Kamil Pietras, Mateusz Jarmakowicz, czy nieco wcześniej koledzy Kęsickiego z zespołów juniorskich – Marcin Gortat i Wojciech Barycz.

Nie przesądzam, czy ciągle młody zawodnik rodem z Lublina zrobi furorę nad Wisłą. Przed nim do Polski po wojażach zagranicznych (zazwyczaj nieudanych) wracali niemal wszyscy z wymienionych wyżej talentów. Pietras nadal zmaga się z kontuzjami, Jarmakowicz nie przebił się w Turowie Zgorzelec i teraz szuka swojej ścieżki na szczyt poprzez pierwszą ligę. Z kolei Barycz po wielu chronicznie powracających urazach wreszcie rozgrywa (odpukać) pełny sezon w Anwilu. Oprócz tych zawodników, do samego Sportino przybył rok temu Łukasz Obrzut, kolejny dryblas, który, w przeciwieństwie do Kęsickiego, czy Pietrasa miał podpisany wymarzony kontrakt w NBA. Był to, co prawda tylko try out przed sezonem, zakończony tuż przed startem rozgrywek, ale przecież bardziej utalentowani od niego gracze nie mieli nawet takiej satysfakcji. Absolwent uczelni Kentucky miewał niezłe występy, ale poprzedni sezon zakończył ze średnią 5,5 punktu i 3,7 zbiórki na mecz. Grę w Polsce traktował jako sposób na odbudowę kariery i utrzymanie formy przed powrotem do walki o NBA. Dziś występuje w lidze NBDL w ekipie Bluegrass Stallions. Patrząc na pozostałych graczy z powyższego zestawienia można dojść do wniosku, że to i tak niezły dalszy ciąg kariery..

Kęsicki za granicą szukał z pewnością szansy na dostanie się do NBA (był zgłoszony do draftu 2005', ale zrezygnował z udziału). W wywiadzie sprzed sześciu lat, udzielonemu „Gazecie Wyborczej” zawodnik wspomina także o podejściu trenerów do młodych graczy. Przypomnijmy najciekawszy fragment:

-W Hiszpanii zwraca się więcej uwagi na szczegóły. Bardzo dużo pracuje się nad doskonaleniem umiejętności indywidualnych gracza. Poza tym, w Polsce spotykałem się z takimi trenerami, którzy zamiast normalnie wytłumaczyć, tylko krzyczeli, jak nie mogłem wykonać jakiegoś ćwiczenia. Tam jest inaczej. Trener spokojnie potrafi podejść, cierpliwie pokazać, o co mu chodzi.. Wydaje mi się, że takie podejście jest lepsze i w ten sposób można się więcej nauczyć.

Miejmy nadzieję, że dziś nie trzeba będzie byłemu graczowi, m. in. Pamesy, Menorki, czy Fortitudo Bolonia zbyt wiele tłumaczyć lub, że Andrzej Kowalczyk nie należy do szkoły krzyczących, która nadal ma w Polsce wielu wyznawców...

Od tamtego wywiadu minęło sporo czasu. Polski zawodnik, najpierw z powodu braku zaufania trenerów, a potem kontuzji nie zrobił kariery w Walencji. Kolejne lata to zesłania do drużyn niższych lig w Hiszpanii. W tej sytuacji najlepszym wyjściem okazały się przenosiny do Włoch. Tam na zapleczu Lega A, w zespole Reggio Emilia, były gracz SMS – u Warka przypomniał się koszykarskiej Europie. Następnym krokiem było otarcie się o wielki basket w Bolonii. Fortitudo, rywal słynnego Virtusa/Kindera znajdował się już niestety na równi pochyłej. Polak dostawał po kilka minut w traktowanym po macoszemu Pucharze ULEB, zaś w lidze grywał mało lub wcale.

Kolejnym przystankiem lublinianina było Rimini na zapleczu włoskiej ekstraklasy. Znów grał regularnie, notując jednakże nie przemawiające do wyobraźni 7,2 punktu i 5,7 zbiórki na mecz. Mimo wszystko był to dobry sygnał, świadczący o powrocie lepszych czasów dla Kęsickiego. W kolejnym jednak sezonie, zamiast trafić do zespołu ekstraligowego, polski koszykarz wybrał ofertę z klubu pierwszoligowego, tym razem z Hiszpanii.

Niestety w barwach Vive Menorca zagrał tylko w drugiej kolejce ACB Gold, notując punkt z linii wolnych. Był to jego pierwszy i ostatni występ tegorocznych rozgrywkach na zapleczu najlepszej ligi Europy. Potem odszedł z Menorki i na jakiś czas słuch o nim zaginął.

6 lat temu przejście młodego wychowanka AZS -u do ostatniej drużyny PLK byłby odebrany jako kuriozum. Chłopak, którym interesowały się największe kluby Europy nie powinien znaleźć się w takim miejscu, zwłaszcza teraz, gdy poziom polskiej ligi niebezpiecznie się obniżył. Jednakże sytuacja samego zawodnika też się zmieniła. Dzisiaj jego powrót do Polski nie wzbudza wielkich emocji, a plaga kontuzji i sezony spędzone na zapleczu wielkiego basketu obniżyły jego notowania. Być może kolejna próba zawojowania koszykarskiej Europy uda się właśnie via Inowrocław? Jeszcze w latach 2006 -2007 był Kęsicki kandydatem do gry w reprezentacji Polski. Nadal jest jednym z największych talentów naszego basketu, a gdyby trafił do PLK w czasach przepisu o „młodzieżowcu” byłby jednym z najbardziej pożądanych kąsków na krajowym rynku.

Wysoki, sprawny, dobrze biegający zawodnik ma papiery na gwiazdę ligi. Jaka jest jego forma? Sam jestem ciekaw. W debiucie przeciwko Polpharmie Starogard był drugim strzelcem zespołu, z dorobkiem 13 punktów, 10 zbiórek i 4 bloków. Wiadomo, że na matowym tle łatwiej błyszczeć, ale też warto powtórzyć – to był jego drugi mecz w sezonie. Po latach jest w Polsce postacią trochę zapomnianą i zaczyna niemal od zera. Mając w pamięci, jakie nadzieje były z nim związane, z niecierpliwością czekam na kolejne mecze Tomasza Kęsickiego na polskich parkietach. Jutro czeka go debiut przed własną publicznością w ważnym starciu z Kotwicą Kołobrzeg. Mam nadzieję, że będzie ciekawie.

0 komentarze: