wtorek, 19 stycznia 2010

Nowe rozdanie w PLK

Długo oczekiwana zmiana stała się faktem. Polska Liga Koszykówki ma nowy zarząd oraz zretuszowaną radę nadzorczą. Co z tego faktu wynika dla PLK i jakie będzie to miało konsekwencje dla rozwoju tej pięknej, aczkolwiek zaniedbanej dyscypliny sportu w naszym kraju?

Trudno o jednoznaczną ocenę szans na faktyczne, a nie tylko pozorowane zmiany. Nie chodzi tu o kwalifikacje osób, którym powierzono zadanie ratowania ligi, lecz o realia, w jakich przychodzi im działać.

Prezesem zarządu ligi został Jacek Jakubowski, były dyrektor generalny Prokomu Sopot, który był już przymierzany do roli następcy mocno krytykowanego Janusza Wierzbowskiego na fotelu szefa ligi. Jakubowski odmówił motywując tę decyzję brakiem gwarancji swojej niezależności w działaniu.

Pierwszym po Bogu, czyli komisarzem ligi, będzie z kolei Grzegorz Bachański, były sędzia klasy międzynarodowej, aktualnie bardziej koncentrujący się na pracy organizacyjnej. Obaj działają w koszykówce od lat, mają realne sukcesy. W obu przypadkach kluczowa jest liczba 15. Przez tyle lat Jakubowski działał w najlepszym obecnie polskim klubie, zaś Bachański związany był ze strukturami PZKosz.

Każda osoba zaangażowana w koszykówkę, nawet krytycznie nastawieni do działaczy dziennikarze, podkreślali, ze mówimy tu o dobrych, oddanych koszykówce fachowcach, a nie wiecznych działaczach, dożywotnio przypisanych do stołków za zasługi dla struktur związkowych. W czym zatem może tkwić problem?

Kluczowa jest wspomniana niezależność. Nie jest to kwestia błaha. Nad ligą nadzór (niezwykle ścisły, dodajmy) sprawuje Polski Związek Koszykówki, którego władze stanowią, mimo formalnie jednego głosu, trzon rady nadzorczej PLK. W praktyce jest to bezprecedensowy przykład niezwykle silnego wpływu federacji na (z założenia autonomiczną) zawodową ligę koszykówki. Pytanie – co się zmieniło, odkąd jesienią proponowano obecnemu prezesowi rzeczoną posadę?

Obaj panowie mają doświadczenia we współpracy z wierchuszką PZKosz -a, a zwłaszcza z najważniejszą osobą w środowisku, prezesem Romanem Ludwiczukiem. Z innych źródeł słyszałem opowieści o tym, jak „prezes polskiej koszykówki” (tak przez pomyłkę nazwał go reporter telewizji publicznej) lubi wnikliwie kontrolować podwładnych. Nie było to czynnikiem wspierającym kreatywność niewątpliwych fachowców, którzy zebrali się wokół Ludwiczuka w komitecie organizacyjnym Eurobasketu 2009.

Efekty znamy – mistrzostwa, które miały wywindować koszykówkę na dawne miejsce w rankingach popularności stały się niszową imprezą dla fanatyków basketu i kibiców zagranicznych. Słaba promocja, niewielka ilość odważnych i nowatorskich eventów zaowocowały niewielkim zainteresowaniem tym wspaniałym pod względem sportowym turniejem. W zgodnej opinii ludzi bliskich środowisku koszykarskiemu winę za to ponosił kunktatorski szef związku i jego pasja do ręcznego sterowania wszelką aktywnością swoich podwładnych.

Szkopuł w tym, że nowa rada nadzorcza ligi, z którą współpracować będzie duet Jakubowski – Bachański składa się z dobrze znanych nazwisk. Przedstawicielami ligi są Zbigniew Polatowski (Anwil Włocławek), Ryszard Krauze (sponsor Asseco Prokomu Gdynia oraz PZKosz -a), Andrzej Twardowski (Energa Czarni Słupsk) oraz Waldemar Łuczak (PGE Turów Zgorzelec). Z ramienia związku szefem rady będzie oczywiście sam Ludwiczuk. Czy prezes tym razem pozwoli działać zarządowi ligi?

Informacje podane przez portal Sport.pl dają pewną nadzieję na lepszą przyszłość. Według dziennikarzy tej redakcji, za zmianami w zarządzie ligi stoi koncern energetyczny Tauron Polska Energia, Firma ta ma być sponsorem ligi, a właśnie brak partnera biznesowego był jednym najważniejszych powodów kiepskich ocen wystawianych prezesowi Wierzbowskiego. Podobno to osoba Ludwiczuka, prowadzącego ostatnio negocjacje z Tauronem była zawadą w finalizacji rozmów. Miejmy nadzieję, że teraz Jakubowski dogada się z tą firmą, bo kluby i cała liga potrzebują tego sukcesu jak kania dżdżu.

Przed nowym zarządem stoją ogromne wyzwania. Oprócz braku sponsora, liga nie ma podpisanej umowy z TVP, która unormowałaby współpracę w bardziej efektywnym promowaniu basketu. Oficjalna strona ligi, która w dobrze zarządzanej lidze stanowi wehikuł zainteresowania rozgrywkami, z braku pieniędzy prezentuje minimalne usługi i to nie najwyższej jakości. Oglądalność telewizyjna meczów PLK spada na łeb na szyję, a pomysłów na poprawę tego stanu brak. Do tego dochodzi problem słabości szkolenia, zarówno w wypadku zawodników, jak i trenerów. Pól działania jest mnóstwo, sezon dawno w toku, a po Eurobaskecie pozostały mgliste wspomnienia.

W miarę rozwoju wypadków, powinniśmy uzyskać więcej informacji na temat rzeczywistej pozycji prezesa PLK w strukturach naszego basketu. Pozostaje nam kibicować jemu i (oby) przyszłemu sponsorowi rozgrywek, by udało im się wspólnymi siłami znaleźć sposób na ożywienie ligi, będącej codziennym punktem odniesienia dla fanów i obserwatorów polskiej koszykówki. Oby dzięki ich działaniom liczba tych pierwszych zaczęła wreszcie wzrastać.

0 komentarze: