Odbyła się konferencja prasowa nowego zarządu PLK. Napisało o tym już kilka serwisów, jednak na razie umiarkowane są komentarze. Jak wspominał Łukasz, należy podejść do tych zmian z ciepłym dystansem. I przede wszystkim dać czas. Ale ja, posiłkując się stworzonymi już artykułami mam kilka wątpliwości. Właśnie o nich poniżej.
O negocjacjach z Tauronem nowy prezes mówił, że maksymalnie za półtora miesiąca się zakończą. I że będzie to umowa wieloletnia. Rewelacja – pomyśli każdy kibic koszykówki, w tym ja. Oby tylko nie okazało się, że zbyt wysokie wymagania zniechęcą śląską firmę do wsparcia. Bo nie ukrywajmy – w tym momencie, wbrew sugestiom Pana Wierzbowskiego, koszykówka jest na dnie i jej wartość medialna nie poraża. Gdzieś pojawiło się również stwierdzenie, że są też inne firmy zainteresowane sponsoringiem. Mam nadzieję, że nie zostało to powiedziane w celu „Patrzcie, jak wy nie podpiszecie, to mamy już masę innych chętnych”, bo to przerabialiśmy już ze złotoustym Grzegorzem Lato, który w ten sposób nie bał się utraty sponsorów kadry.
Większość kasy ma pójść ponoć na transmisje telewizyjne i odbudowę pozycji koszykówki na ogólnodostępnych antenach. I tutaj powstaje jedna, gigantyczna wątpliwość – dlaczego koniecznie w Telewizji Publicznej? Ponoć umowa obowiązuje do końca tego sezonu – i tu moje pytanie – czyli została jednak podpisana? Na jakich warunkach? Z jakimi zastrzeżeniami? Jakubowski marzy o trzech meczach w weekend, a decydujących spotkaniach w ogólnodostępnych pasmach. Wszystko fajnie, tylko że jest to jak dla mnie marzenie ściętej głowy. Na Woronicza koszykówka prawdopodobnie nadal kojarzy się z NBA, ewentualnie finałami pomiędzy Śląskiem a Anwilem. I niewiele zmieni tutaj nowy szef działu, czyli były genialny komentator również naszej dyscypliny – Włodzimierz Szaranowicz. Jego obowiązują słupki oglądalności, a nie ukrywajmy – te wyższe są przy drugiej lidze piłkarskiej, niż baskecie. A niestety, z taką realizacją widowisk, jaką prezentuje TVP, trudno o podniesienie atrakcyjności oglądania meczy koszykówki…
Z drugiej strony wiadomo – jeśli miałbym wybierać pasmo wiodące, to TVP1 czy TVP2 zdecydowanie górują nad Polsatem, czy TVN-em. Z jednej prostej przyczyny – ludzie są nadal bardzo związani z tymi kanałami i chyba większa ich ilość by oglądała spotkania właśnie na nich. Jednak najpierw trzeba by im to zaserwować w porządnym wydaniu, zapewnić kompleksową realizację… a czy na to obecnie stać Telewizję Publiczną?
Tylko co teraz? Powrót do Polsatu mógłby być niesamowicie trudny, bo tam wszystko postawili na siatkówkę oraz piłkę ręczną. Plusem jest fakt, iż nawet PS Extra ma większą oglądalność niż TVP Sport. Z kolei TVN obecnie nie ma zbyt wielu kanałów, na których można by pokazywać mecze na żywo. Trudne decyzje, ale czemu nie podjąć rozmów wszędzie? I wybrać najlepszą, spisać kontrakt łącznie z karami za niewywiązywanie się, a potem działać. Niby kończąca się umowa daje nadzieje, ale o wszystkim i tak przekonamy się pewnie gdzieś pod koniec sezonu.
A teraz same kluby. Czyli wymogi, licencje, przepisy. Przyznam, że prawie spadłem z krzesła, jak przeczytałem, czego oczekuje Jakubowski. Nowy zarząd ma dwa miesiące na przedstawienie zmian regulaminowych. Prawdopodobnie pozostanie wersja dwóch Polaków na parkiecie – i chwała Bogu, bo ponoć był plan zwiększenia tej ilości. Przepis wprawdzie dyskusyjny, ale chyba jest tak zwanym najmniejszym złem i niech nikt go nie rusza. Zwłaszcza, że niesamowite zmiany szykują się w innych kwestiach.
Piękne wizje roztoczył nowy prezes. Hale na minimum trzy tysiące widzów, budżety od 2,5mln i z roku na rok rosnące, zaproszenia do ligi dla Wrocławia, Krakowa, Łodzi, nowe struktury organizacyjne w klubach. Nie będę kpił, bo to nieładnie, a ja w nowego prezesa wierzę. Jednak parę wątpliwości muszę wytoczyć. Zatem po kolei.
Hale na trzy tysiące widzów. Czyli obecnie Polonia na Torwarze (pustym), PBG w Arenie (pustej), Śląsk w Orbicie/Hali Ludowej (ciekawe za co?), ŁKS (ciekawe za co 2?), Prokom w Gdyni i Trefl jeśli wybudują halę na granicy Gdańska i Sopotu (ciekawe kto je zapełni?), Anwil (tylko tu nie mam wątpliwości). Dalej to Turów i AZS Koszalin (jeśli wybudują sobie hale, co nie jest takie oczywiste). No i proponowany przez prezesa Kraków, czyli chyba Wisła. Tylko ciekawe gdzie? Ponoć buduje się na Czyżynach hala, ma być gotowa w 2012 roku.
Łącznie dziesięć zespołów. Z jednej strony bardzo dobrze – już dawno postulowałem zmniejszenie ligi, bądź utworzenie czegoś na kształt szkockiej w piłce. Tylko chyba wybór niezbyt radosny – bo nawet jakby wszystko się udało (czyli była kasa, zbudowały się hale), to kim je zapełnimy? Arena świeci pustkami już teraz. Trudno mi uwierzyć w dziesięć tysięcy ludzi regularnie na ŁKS-ie. Nie mówiąc o dziesięciu tysiącach (łącznie, ale zawsze) w obu trójmiejskich halach… Pomysł ogólnie fajny, popieram granie w dużych halach, ale na chwilę obecną ma szokująco dużo poważnych znaków zapytania.
I tutaj odzywa się kolejny aspekt wywiadu – szkolenia dla osób w klubach i zmiany struktur organizacyjnych. Pozwolę sobie zacytować wywiad Łukasza Ceglińskiego: „…wiarygodne kluby z odpowiednimi budżetami i strukturą organizacyjną, w której znajdą się np. osoby odpowiedzialne za organizację widowisk. Kluby muszą spełniać pewne wymagania dotyczące transmisji telewizyjnych, oprawy widowisk, konferencji prasowych, współpracy z mediami. Trzeba już teraz zadbać o programy sprzedaży biletów tak, aby wypełniały się hale na 3 tys. ludzi, które w ciągu dwóch-trzech lat będą warunkiem gry w PLK. Chcemy szkolić ludzi, którzy będą się tym zajmowali klubach. To jest kierunek, w którym chcemy pójść. To będzie proces żmudny, a jego efekty mogą przyjść za dwa lata.”
A więc – efekty „mogą” przyjść, a nie „muszą”? Czyli „chcemy, a jak nie wyjdzie, to trudno, zostanie tak, jak jest”? Można odnieść wrażenie, że pomysłów cała głowa, tylko determinacji i wiary w sukces nieco brakuje. Takiego, może przesadnego, poczucia, że to być albo nie być polskiej koszykówki.
Ale do sedna – wierzę, że można zwiększyć ilość kibiców na trybunach. I bardzo dobrze, że z pomocą związku, kluby mają otrzymać wyszkolonych w tym zakresie ludzi. Wizja jasna, klarowna, czytelna, z pomysłem – czekam na realizację. Jak powiedział prezes – należy dać mu dwa lata.
Jak już te dwie rzeczy się powiodą, to zwiększanie minimalnego budżetu wydaje się oczywiste. Jednak ponoć już od najbliższego sezonu ma obowiązywać dolna granica pod tytułem 2,5mln PLN (i z roku na rok ma rosnąć) i nie ma zmiłuj. Ciekawe, czy będzie konsekwentnie, czy pełna swawola jak w poprzednich latach (jedni dopuszczeni, inni nie, kolejni niedopuszczeni, żeby potem ich dopuścić…). Bo przyznam, że gwarancji na taką kasę w Jarosławiu, Stalowej Woli, Warszawie x2, Kołobrzegu, Koszalinie, Starogardzie, czy Inowrocławiu na chwilę obecną chyba nikt by nie wystawił. Jasne – to nie ten etap sezonu, ale pamiętam trudności z kwotą o milion mniejszą sprzed rozgrywek… A zatem – kto będzie grał, jeśli PLK chce być twarde i zdeterminowane w sprawdzaniu warunków licencyjnych?
O tym i wielu, wielu innych sprawach przekonamy się zapewne już w tym sezonie. Tymczasem pozostaje nam czekać i trzymać kciuki za poprawę sytuacji koszykówki. Bo pomysły są odważne, wizjonerskie i na pewno robione z głową. Jednak obawy wzbudza fakt, iż ich głównym wodzirejem jest osoba, która pracowała w Sopocie. Czyli klubie, który raczej nie musiał w ostatnich latach zmagać się z rzeczywistością dopinania budżetu, zapełniania hali na 5tys. i egzystowania na granicy spadku. Bo po prostu miał pieniądze…
czwartek, 21 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz