Po świąteczno-noworocznej przerwie wracają rozgrywki pucharowe. Dwie nasze eksportowe drużyny PLK walczą o awans do drugiej fazy rozgrywek. Zarówno w Eurolidze, jak i w Pucharze Europy do końca sezonu zasadniczego zostały już tylko dwie kolejki, więc można pokusić się porównanie sytuacji w obydwu przypadkach.
Jako pierwsze już jutro wyjdą na parkiet zespoły uczestniczące w Pucharze Europy. PGE Turów Zgorzelec po trzech porażkach w czterech meczach i zajmuje ostatnie miejsce w tabeli grupy G. Każda porażka może zakończyć ich marzenia o dalszej grze w Europie, ale wygrana w jutrzejszym spotkaniu daje dość wyraźny cień nadziei na awans. Zasadnicza trudność polega na tym, że wtorkowe spotkanie odbędzie na terenie ekipy SLUC Nancy, a więc niespodziewanych pogromców wicemistrzów Polski z meczu inaugurującego tegoroczny Eurocup.
Od tamtego meczu minęło sporo czasu, którego w Zgorzelcu nie marnowano. Nowy trener, Andrej Urlep wprowadził elementarny porządek do gry zespołu, a nowi gracze powoli zaczynają wprowadzać nową jakość. Jego bilans w pucharze jest już bardziej pozytywny (1 -1) i daje nadzieję na dobry finisz walki w grupie G. Jak dotąd nikt nie zapewnił sobie promocji do dalszych gier.
Panellinios 3 zwycięstwa – 1 porażka
Nancy 2-2
Gran Canaria 2-2
Turów 1-3
Wygrana we Francji dałaby zespołowi ze Zgorzelca oddech przed ostatnim starciem z Hiszpanami. Ekipa z Wysp Kanaryjskich gra dość nierówno, a obydwie porażki poniosła w meczach wyjazdowych. Problem w tym, że zostawienie rozstrzygnięcia do ostatniej kolejki jest ryzykowne. Gran Canaria to mocny skład, który w decydującym meczu może pokazać klasę. Oczywiście przewaga własnego parkietu na zawsze jakieś znaczenie. Pytanie, jakie? Stąd wygrana ze SLUC jest planem minimum i maksimum zarazem. Podopieczni trenera Urlepa muszą wycisnąć, ile się da z tego wyjazdu, póki jeszcze coś zależy od nich samych. Matematycznie ich szanse na zajęcie drugiego miejsca są wciąż spore. Warunkiem jest zwycięstwo we Francji i to więcej niż trzema punktami, by w dwumeczu bilans z ekipą znad Sekwany był dodatni. Czy zmiany w polskiej ekipie przyniosły na tyle duży skok jakościowy, by nie powtórzyła się historia z Wrocławia?
Euroligowy Asseco Prokom Gdynia także stoi przed koniecznością wygrania co najmniej jednego meczu sezonu zasadniczego. Jego sytuacja jest, jak się wydaje, bardziej klarowna niż ich finałowych rywali z maja.
Real Madryt 6-2
Panathinaikos 6-2
Chimki 5-3
AJ Mediolan 3-5
Asseco 3-5
Entente Orleanaise 1-7
Do końca zostały gdynianom mecze z Panathinaikosem (wyjazd) oraz z Chimkami (u siebie). Prawda, że wszystko jasne? Można oczywiście zakładać wygraną w Atenach, zwłaszcza, że Grecy, podobnie jak Real mają już zapewniony udział w Top 16. Problem tylko w tym, że obrońcy tytułu mierzą w pierwsze miejsce w tabeli i taki mecz jak z Polakami jest najlepszą okazją do osiągnięcia celu. W składzie Pao zabraknie tym razem tylko Dimitrisa Diamantidisa, więc o osłabieniach rywali nie ma co liczyć. Krótko mówiąc – rozglądałbym się za dwoma punktami w ostatnim meczu tej fazy sezonu.
Chimki na wyjeździe przegrały tylko z wielką dwójką, co nie wróży łatwego meczu z tydzień. Mają mocny skład, świetnego trenera i duże ambicje. Mimo wszystko jednak, zwłaszcza po pokonaniu Realu, mistrzowie Polski powinni w starciu z Rosjanami szukać swojej szansy. Jakimś tam handicapem może być dla nich ostatni transfer Ratko Vardy, byłego centra wicemistrzów Rosji. Nawet jeśli jego wskazówki nie zdradzą wszystkich sekretów obecnego zespołu spod Moskwy, to przyjście solidnego i doświadczonego wysokiego gracza może wzbogacić styl najlepszej drużyny znad Wisły.
Główni rywale Prokomu, Armani Jeans Mediolan, po efektownym zwycięstwie we własnej hali wyprzedzają gdynian dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań. Z punktu widzenia zespołu z Trójmiasta najlepszym wariantem byłyby dwie porażki mediolańczyków na finiszu rozgrywek, co takie proste nie będzie. Na szczęście terminarz ich nie oszczędził. Przeciwnikow w ostatnich kolejkach mają podobnych, jak Asseco (Chimki oraz Real), ale w trudniejszej sekwencji, gdyż z teoretycznie łatwiejszymi Rosjanami grają Włosi na wyjeździe, zaś „Królewskich” przyjmą na własnym podwórku. Kluczowe pytanie brzmi: czy Real będzie jeszcze wówczas walczył o pierwszą lokatę w grupie D? Paradoksalnie wygrana Panathinaikosu z Asseco może zmobilizować podopiecznych Ettore Messiny do walki do końca. Oczywiście nie zachęcam gdynian do pomagania mistrzom Grecji, ale ewentualna (i prawdopodobna) porażka na Półwyspie Peloponeskim może nie być taką najgorszą opcją. Ale to już są rozważania na kolejny tydzień.
Na koniec przypomnijmy, że niektóre zespoły zarówno w Eurolidze, jak i Eurocup mają już zapewniony awans do dalszych gier. W najbardziej elitarnych europejskich rozgrywkach, oprócz wspomnianego Realu i Panathinaikosu pewne swego są po dwie najlepsze ekipy z poszczególnych grup, a więc – jedyna niepokonana Barcelona oraz Montepachi Siena (grupa A), Olympiacos Pireus i Unicaja Malaga (grupa B) oraz Caja Laboral i CSKA Moskwa. W Pucharze Europy nieco inny system powoduje, że na osiem grup do kolejnej fazy weszły jak dotąd jedynie cztery drużyny. Są to zwycięzcy grupy D (Unics Kazań i Joventut Badalona), najlepsza ekipa w grupie B – Power Electronics Walencja oraz lider grupy E Bizkaia Bilbao. Wszystkie pozostałe drużyny (28) mają jeszcze szanse na awansw,wiec szykują się nie lada emocje w końcówce pierwszej części rozgrywek.
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz