Wcześniej Łukasz dość dokładnie opisał koszyki, dlatego chyba nie warto się rozpisywać na ten temat. Ponadto kilka portali już skrupulatnie rozpisało się na temat mocnych i słabych stron naszych rywali. W telegraficznym skrócie zatem, z drugiego koszyka dostaliśmy Bułgarów. Chyba dobrze, bo Izrael jest niesamowicie ograny, a Wielka Brytania szlifuje formę na IO w Londynie. Dlatego z roku na rok zapewne będzie coraz mocniejsza, a już w Polsce pokazała, że grać potrafi. Z kolei z Bułgarami spotykamy się nad wyraz często w ostatnich latach. I wcale łatwo nie jest, a nikogo niech nie zmyli dość pewne i spokojne, wrześniowe zwycięstwo we Wrocławiu. Jeśli wróci Jaaber, a tamtejszy związek zatrudni sensownego trenera – będą mocni. I pewnie bilans 1-1 przyjmiemy z satysfakcją. Oraz ulgą.
Trzeci koszyk dał nam Belgów. Zapewne lepiej byłoby trafić na Finów, ale trudno. Lud skupiony wokół stolicy całej Europy wydał kilku porządnych koszykarzy na świat. I w ostatnich latach zespół ten prezentuje się coraz solidniej. A baraże do „naszego Euro” przegrali po fascynujących pojedynkach z Francją. Większość ludzi w naszym pięknym kraju Belgów skojarzy zapewne z Tomasem van den Spiegelem, który był niekwestionowanym liderem ekipy z Sopotu. I powstrzymanie jego zapędów może być kluczowe do osiągnięcia sukcesu.
Z czwartego koszyka wylosowaliśmy Portugalię. Na pewno duża ulga, że los oszczędził nam starcia z Italią, która nadal ma niesamowity potencjał. O kraju sąsiadującym z Hiszpanią można powiedzieć dużo, ale koszykówka będzie gdzieś daleko za piłką, winem i ciepłym klimatem. Mundial u sąsiadów im wyszedł nadspodziewanie dobrze, ale na razie traktuję to jako wyskok. Jeśli marzymy o awansie, to dwa pewne zwycięstwa wydają się obowiązkiem.
Ostatni zestaw dał nam Gruzję. Nie wiem, czemu Łukasz uznał ją za najlepszy wybór, ale to już jego prywatne zdanie. Moim zdaniem lepiej byłoby jednak trafić na sąsiadów od kopanego Euro. Przynajmniej byłoby bliżej, mniej szalenie na trybunach, no i mamy spokojniejsze układy. Do nich prezydent nie jeździł się na wojnie pokazywać. A teraz merytoryczniej – wiadomo, że najmocniejsza byłaby Czarnogóra i wpadnięcie na nią można spokojnie uznać za złośliwość i bezczelność losu. Natomiast różnice w klasie Ukrainy i Gruzji są dość niewielkie, dlatego chyba lepiej byłoby po prostu wybrać się bliżej. Chociaż znając ukraińską gościnność i ceny alkoholu w tym kraju, to strach byłoby wypuszczać naszych graczy z hotelu, mając doświadczenie z wrocławskich balang…
Podsumowując. Grupa nie jest niesamowicie trudna, ale za to szalenie wyrównana (uwielbiam to częste dodawanie słowa „szalenie” u Jerzego Engela). Awans na Mistrzostwa teoretycznie leży na wyciągnięcie ręki – los oszczędził nam Włochów, Izraela, czy Czarnogóry. Ale i tak wszystko zależy od…
…składu, w jakim przyjdzie nam zagrać. Nie wiem czemu, ale nasza kadra przewyższa tą piłkarską. Bo na kopaną zwykle uda się zebrać najlepszych graczy. A na wszelakie zgrupowania koszykarskie (których przecież i tak jest dramatycznie mało) najlepsi gracze reagują jak na wizytę świadków Jehowy – mocno alergicznie. Dlatego z mocnym niepokojem pozostanie nam czekać na wybór trenera (kiedy ta parodia się skończy?) oraz reakcję zawodników na powołania. Chcę tylko powiedzieć, że odmowa reprezentowania barw to dla mnie skandal. Jestem w stanie zrozumieć zmęczenie sezonem, czy poszukiwania klubu, ale są pewne wartości, takie jak granie z orzełkiem na piersi. Szkoda, że cenią je piłkarze ręczni, siatkarze, nawet większość piłkarzy. A niestety koszykarskie pseudo-gwiazdy chyba mają je schowane do szuflady, pod lukratywnym kontraktem z klubem.
Teraz prawdopodobnie zabraknie już Adama Wójcika, który od dekady, zawsze i jak tylko mógł wspierał tę drużynę. Na powołania raczej pozytywnie odpowiedzą tacy zawodnicy jak Szewczyk, Koszarek, Dylewicz (mówił, że u innego trenera zagra). Plus mam nadzieję wszyscy grający w naszej lidze. Główne pytania dotyczą chyba kwartetu Logan – Ignerski – Lampe – Gortat. Z czego najmniejszy znak zapytania stoi przy tym drugim, który raczej regularnie wspomaga nasz narodowy zespół. Marcin po wyniszczającym sezonie, braku przerwy i kolejnych rozgrywkach może być skrajnie bez sił. Ale Gortat nawet bez sił będzie wielkim wzmocnieniem kadry, więc warto go namawiać i wierzyć, że nie straciły na aktualności jego słowa o przywiązaniu do barw. Natomiast dwaj pozostali to już wielka niewiadoma i chyba pierwsze olbrzymie wyzwanie nowego coacha. Czy się uda – zobaczymy w wakacje.
Kolejna kwestia – gdzie rozegrane zostaną spotkania. Tych domowych jak wiadomo będzie cztery. I z całym szacunkiem, ale mam nadzieję, że przy wyborze pominie się dwie rzeczy. Po pierwsze – małe hale w małych miastach. Ok., rozumiem że w Koszalinie można zrobić super doping i w ogóle. Ale ten obiekt jest nieco za mały jak na starcia reprezentacji kraju. Budujmy prestiż tej reprezentacji, wpuszczając ją do większych obiektów. Być może kogoś tutaj zdziwię (w końcu jestem z Wrocławia), ale moim zdaniem najważniejsze spotkanie, czyli prawdopodobnie starcie z Bułgarią, powinno się odbyć we Włocławku. Tam jest zarówno niezły obiekt, jak i jedna z najlepiej obecnie zorganizowanych grupa kibiców. Mająca na swoim koncie oprawy patriotyczne (flaga z Piłsudskim chociażby), więc raczej nie zawiedzie. A przy okazji oszczędzi wszystkim sterowanego dopingu, jaki miał miejsce chociażby w Łodzi na EB. Który prowadził stworzony przez Romana Ludwiczuka klub kibica
Kolejne typy? Tutaj już nie mam zdecydowanych. Może Gdynia (niezła hala, niedaleko dla rzeszy kibiców chociażby z Koszalina, Starogardu, nawet Bydgoszczy…), może wspomniana właśnie Bydgoszcz i hala Łuczniczka (chyba kibice Astorii daliby radę stworzyć fajną atmosferę?). Może Łódź z fanami ŁKS-u pojawiającymi się na koszykówce. Katowicki Spodek jest kontrowersyjny, bo na Śląsku zainteresowanie basketem jest chyba średnie, nie ma mocnych drużyn. Przy dobrej reklamie sporo osób by się pewnie zebrało we Wrocławiu. Pytanie, czy nikt nie będzie miał przesytu Halą Ludową. Ale ponoć to tu potrafi się wytworzyć niezapomniana atmosfera. No i to tu ostatnio pokonaliśmy Litwę.
Druga rzecz, którą powinno się pominąć przy typowaniu gospodarzy to stolica. Z całym szacunkiem, ale Warszawa nie zasługuje na mecze reprezentacji. I wiem, że ma dwa kluby w Ekstraklasie, ale na mecze łącznie przychodzi mniej osób niż mieści Torwar. Poza tym ta hala jest delikatnie rzecz ujmując średnia. A już mega śliski parkiet podczas spotkań z Bułgarią w 2008 był pokazem tego, jak organizatorzy potraktowali przygotowania do starć naszej kadry. Dlatego właśnie nie widzę powodu, dla którego po raz kolejny mielibyśmy oglądać puste trybuny obiektu przy Łazienkowskiej.
A na zakończenie krótko o lidze. Ten weekend był niesamowity. Niedawno zakończyły się derby Trójmiasta. Zgodnie z założeniem, wygrał prowadzony przez Pacesasa Prokom. Ale jakby nie patrzeć musiał się sporo napocić. Po raz kolejny wszyscy mogli się przekonać, jak cenny jest Burrell, zdobywca dwudziestu punktów. A przecież przed sezonem niewielu typowało go na ważnego zawodnika…
„Stary człowiek a może” – przysłowie pasuje jak ulał do trzech graczy, którzy na naszych parkietach będą biegać chyba wiecznie. Po pierwsze – Adam Wójcik. One Man Show w Poznaniu, jakie zaprezentował popularny „Oława” budzi respekt. Dwadzieścia pięć punktów w niecałe czternaście minut, siedem wymuszonych fauli… po raz drugi w tym sezonie (poprzednio na inaugurację), można powiedzieć głośne „łał”. Niech się kaja ten, kto twierdził, że Pan Adam już nie może.
Drugi jest Andrzej Pluta. On co prawda gra w tym roku regularniej i wykręca mocne cyfry, ale tym razem po prostu nie zawiódł i może dołączyć do magicznego tria. Dwadzieścia trzy minuty, dwadzieścia oczek – to się ceni, to się widzi!
Trzeci to Leszek Karwowski. „Inżynier” był po raz kolejny najlepszym zawodnikiem P2011. Osiemnaście oczek i dwa bloki nie wystarczyły jednak do podjęcia wyrównanej walki ze Stalą. Tym razem zawiodła młodzież, ale Pan Leszek pokazał, że on nadal potrafi. I jest świetnym graczem. A o serii bloków (jak dotychczas w każdym spotkaniu sezonu) napisze pewnie Łukasz Cegliński, który to skrupulatnie wylicza.
I sprawa ostatnia, to niesamowity mecz. Come back sezonu? Nie wiem, ale nie wykluczam – chyba, że ktoś ma lepsze propozycje, to od razu zapraszam do przypominania, bo przyznam że średnio się przyglądam każdemu spotkaniu i nie notuję. Ale wyjście z minus piętnaście do przerwy na plus czternaście podczas końcowej syreny zasługuje chociaż na krótki wpis. Kto to taki, kto to taki? Polpharma, w swojej otoczonej fosą hali. Przeciwko Zniczowi Jarosław, który do boju prowadziło tradycyjne trio Mays – Chappell – Williamson. Łącznie zdobyli oni 59pkt. (na 76), mieli 16/26zb., 12/14as. i wykonali 17/20 rzutów wolnych. Ta drużyna całkowicie zależy od nich. Natomiast w drużynie zwycięzców spora grupa zagrała dobrze bądź bardzo dobrze, więc indywidualnie pochwalę tylko tego teoretycznie najlepszego – Uros Mirkowić rzucił 18pkt. i dołożył do tego 14zb. Brawo.
PLK – where amazing happens? W ten weekend zdecydowanie tak!
6 komentarze:
Fajny artykuł - zgadzam się z autorem co do meczy reprezentacji, aby grać je na pomorzu. Może być gdyńska hala, lub co lepiej hala ta na granicy Sopotu i Gdańska (jak jest skończona). Jeśli zrobiło by się minimalną reklamę w Gdyni, Sopocie, Gdańsku, Słupsku, Koszalinie, Starogardzie, kujawsko-pomorskim to nawet ta duża hala na granicy Sopotu i Gdańska będzie pełna. A tak buduje się prestiż. I inna rzecz - jakby pzkosz dał po 100 biletów dla np. Trefla, Asseco, Czarnym, AZS-owi, Polpharmie, Anwilowi, Sportino i nawet może Astorii i ś.p. Polpakowi lub Basketowi Kwidzyn to można by stworzyć niesamowity młyn na wielkiej hali (w/w kluby to ok 800-900 biletów i wszyscy w młynie).
Ale to tylko moje marzenia, pewnie się skończy tak jak na Eurobaskecie...
Przy wyborze hal są brane pod uwagę "Wrocław, Łódź i być może któreś z miast organizujących EuroBasket kobiet"
a mi się artykuł nie podoba :(
ten autor (podobnie jak lukam i greg) przeważnie pisze na poziomie, a tu sporo niedoróbek, Spiegel nie był nigdy "niekwestionowanym liderem ekipy z Sopotu", nie tyle z uwagi na poziom gry, ale rónież na pozycję. I to nie on jest największym zagrożeniem w belgijskiej reprezentacji. Na jakim to mundialu grała w hiszpanii Portugalii? Autorowi chodzi zapewne o ME '07 itp itd. Co do hali, to jakiś meczy zdecydowanie powinien być we Wrocławiu, tu się zawsze kadrze dobrze grało i jest wyrobiona koszykarsko, głodna dobrych spotkań publika.
Ja popieram w pełni wybór między Wrocławiem i Łodzią. Trzeba grać w halach, które reprezentacja już zna, które mogą pomieścić dużo kibiców i są przyjazne komunikacyjne dla tych kibiców.
Postawiłbym w ogóle na jedną halę przez całe eliminacje (Łódź), żeby budować atut własnego parkietu w trenowaniu i graniu wciąż w jednej hali.
Objazdówki po całym kraju nie ma sensu robić. Reprezentację w Polsce rzadko mamy okazję oglądać i trzeba wybierać jak największe obiekty.
Ze wszystkiego wyciągać maksimum.
Zgadzam się, że musimy mieć jedną halę, na całe eliminacje, tylko wybór trzeba poprzedzić badaniami. Musimy wiedzieć, czy będzie zainteresowanie, wtedy niznes się zwróci. Co innego Eurobasket z udziałem gwiazd, a eliminacje bez Gortata, to raczej średni show..
jak będą tanie bilety to ja pójdę :) (wrocław)
Prześlij komentarz