Wszyscy obserwujemy dość nieciekawy sezon w PLK. Świetnie spisujący się i robiący historyczne wyniki w Eurolidze Asseco Prokom, w ekstraklasie nie pozostawia złudzeń swoim przeciwnikom. Bardzo dobrą pracę wykonuje Igor Griszczuk w Anwilu, dobrą Bogicević w Polpharmie. O reszcie poza posiadającą swoją specyfikę Polonią 2011 ciężko coś pozytywnego powiedzieć. Kluby mają kłopoty finansowe, a te bogatsze z niezłymi pieniędzmi mają kłopoty z efektywnym ich wydawaniem. Liga od półtora roku nie ma sponsora, od wielu lat nie miała zarządzania z jakąkolwiek wizją poza próbą dotrwania do kolejnego sezonu. Ogólny poziom sportowy słaby - przeciętni obcokrajowcy, przeciętni Polacy. Pozytywem jest jedynie przebijające się młode pokolenie. Nie tylko to z Polonii 2011.
Przez otaczającą nas szarą ligową rzeczywistość dominują negatywne prognozy na przyszłość. Przekonanie, że lepsze czasy w ligowej koszykówce odeszły na dobre i że właściwie obecny poziom ekstraklasy jest takim, od którego nie damy rady znacząco się odbić. Uważam, że będzie zupełnie inaczej. Moim zdaniem sezon 2010/2011 będzie wyraźnie lepszy od obecnego. Dlaczego? O tym poniżej w sześciu głównych punktach:
1. Wzrost PKB
EBOR - Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju szacuje wzrost przyrostu PKB w Polsce z 1,4% w 2009 roku do 2,3% w 2010 oraz 3% w 2011. Są to świeże liczby sprzed trochę ponad tygodnia. Innych danych nie będę przytaczał, bo to nie o dziesiąte części procenta chodzi. Kluczem jest fakt, iż w 2010 i kolejnych roku stan polskiej gospodarki się polepszy. Powinno się to przełożyć pozytywnie na PLK. Oczywiście nie w każdym klubie budżety urosną - chodzi o ogólną tendencję.
Nie można także twierdzić, że 2,3% to genialne tempo czy, że zmiana z 1,4 na 2,3 jest niesamowicie wielka. Nie o to jest tutaj sednem. Kluczowe dla PLK jest to, że przed ubiegłym sezonem przedsiębiorstwa były na etapie szalonego cięcia kosztów, niepewności w kwestii własnej przyszłości i obawy (dość nielogicznej) przed kolejnym wielkim załamaniem gospodarki. Przed kolejnym sezonem będziemy w zupełnie innej sytuacji i to powinno sprawić, że pieniądze będą przekazywane do sportu o wiele chętniej.
2. Spadek kursu euro i dolara
Tutaj ciężko mówić o jakiejś pewności. Ten punkt umieściłem jako drugi tylko dlatego, żeby dokończyć wątek gospodarczo-finansowy. Faktem jest, że większość prognoz mówi o umacnianiu się złotówki w ciągu 2010 roku szczególnie w stosunku do euro. Kluby PLK interesuje wciąż jednak bardziej dolar, ale tutaj też powinna wystąpić tendencja spadkowa. Bardzo prawdopodobne jest, że przyszły sezon zaczniemy z wyraźnie niższym niż dziś kursem obu najważniejszych walut na świecie, a ich średnie dla sezonu 10/11 będę niższe niż dla 09/10. Taki rozwój wypadków będzie oznaczał tylko jedno - tańszych obcokrajowców dla polskich klubów. A poziom graczy zagranicznych jest jednym z kluczy dla poziomu całej ligi.
3. "Gorzej być nie może"
Oczywiście zawsze może być gorzej - każdy z nas jest w stanie to sobie wyobrazić. Poziom PLK spada już drugi rok, ale poziom żadnej ligi nie może spadać w nieskończoność. I choć jakość naszych rozgrywek charakteryzuje od jakiegoś czasu bardzo duża zmienność (z różnych przyczyn), istnieją dla PLK pewne widełki, z których ma bardzo nikłe szanse wypaść. Podobnie sprawy mają się w przypadku każdej innej ligi. Liga włoska na przestrzeni XXI wieku notowała właściwie ciągły spadek - z najlepszej w Europie stała się zaledwie czwartą - ale nie sprawiło to, że stała się słabsza niż choćby nasza rodzima. Ciężko jest sobie wyobrazić, żeby np. liga czeska miała kiedykolwiek prześcignąć Polską, albo prześcignąć na stałe.
Moim zdaniem jesteśmy blisko dolnych widełek tak jak byliśmy w sezonie 2005/2006 i przychodzi pora na odbicie. Spoglądając na historię ostatnich 20 lat ligi można założyć, że do sezonu 2003/2004 włącznie poziom rósł. Kraj się transformował i sport także się transformował. Liga stopniowo otwierała się na obcokrajowców, kluby zmieniały sposób funkcjonowania z amatorskiego na półprofesjonalny (niestety do dziś ciężko mówić o pełnym profesjonalizmie w klubowej koszykówce). Później między sezonami 03/04 a 04/05 oraz 04/05 a 05/06 notowaliśmy spadek. Kolejne dwa lata aż do najlepszego w historii sezonu 2007/2008 poziom się podnosił. I od tamtej pory mamy kolejne dwa lata spadku. Od sześciu lat poziomem ligi rządzą dwuletnie cykle spadków i wzrostów - kolej na wzrost.
4. Nowy zarząd, nowy duch
Zupełnie niezależnie od oceny fachowości Jacka Jakubowskiego i Grzegorza Bachańskiego oraz długoterminowych terminowych efektów ich pracy - takie zmiany zawsze wywołują w pierwszym okresie pozytywne efekty. Już za kilka tygodni mamy zobaczyć nową stronę oficjalną ligi, ale jakiś większych widocznych zmian można się spodziewać właśnie dopiero w przyszłym sezonie. Jeśli uda się sprowadzić sponsora do ligi to przyniesie to oczywiste korzyści - zwolnienie klubów z pewnych obciążeń finansowych, być może dodatkowe pieniądze, a przede wszystkim środki na promocję ligowego basketu. Jeśli się nie uda - jak to słusznie zauważył prezes Ludwiczuk: PLK jest w o tyle dobrej sytuacji, że nie ma sponsora tytularnego, którego mogłaby stracić... Również bez sponsora ciężko będzie zrobić coś gorzej nowemu prezesowi od jego poprzednika.
5. Regulacje, wymogi licencyjne
Jedną z kluczowych spraw jest oczywiście polski limit. I wszystko wskazuje na to, że szalony pomysł Romana Ludwiczuka o trzech polskich zawodnikach wciąż na parkiecie nie ma szans realizacji. Prezes Jakubowski opowiada się za stabilizacją i pozostanie obecnego limitu dwóch Polaków jest najbardziej prawdopodobne.
Jeśli mówimy o ruchu rodzimych graczy z ligi i do ligi nie ma tutaj zbyt wielkiego pola do zmian. Przepis o dwóch Polakach ściągnął do PLK praktycznie wszystkich, których powrotu lub przybycia od lat oczekiwaliśmy (Chyliński, Wysocki, Kęsicki, Storożyński, Tomaszek, Hlebowicki). Także nie bardzo jest komu do ligi wracać. Liczę głównie na Kikowskiego i być może "Czechów" - Hyżego i Skibniewskiego. "Włosi", "Hiszpan" i "Rosjanin" chyba do Polski wracać nie zamierzają - choć różne sytuacje mogą jeszcze się wydarzyć. W drugą stronę też nie bardzo widać, kto miałby się z Polaków obecnych dziś w lidze niesamowicie wypromować zagranicą (odpaść może przede wszystkim David Logan).
Także w kwestii limitu zapowiada się raczej stabilizacja i brak zmian z małym krokiem naprzód w postaci rozwoju czołowych bohaterów młodego pokolenia.
Co do pozostałych regulacji - podniesione wymogi licencyjne, szczególnie w zakresie budżetu minimalnego, to też kolejna sprawa, która powinna przyczynić się do rozwoju. Choćby miało to tylko wyrzucić z ligi najsłabsze finansowo kluby - i tak poziom ligi się podniesie.
6. Ciekawe kluby w przedsionku ekstraklasy
Chodzi tu w pierwszej kolejności o głównych kandydatów do sportowego awansu z 1. ligi - Zastal Zielona Góra i MKS Dąbrowa Górnicza. Pierwszy klub od lat puka do ekstraklasy, ale wciąż nie może przebić się przez fazę play-off. O sile zespołu stanowią znani z parkietów PLK Marcin Flieger, Grzegorz Kukiełka, Jarosław Kalinowski, od lat związany z klubem Marcin Chodkiewicz oraz ściągnięci w trakcie sezonu Mateusz Jarmakowicz, Maciej Raczyński i Tomasz Wojdyła. Awans? Jeśli nie teraz to kiedy? Poza aspektem sportowym - w Zielonej Górze powstaje właśnie hala na 5000 widzów.
W Dąbrowie Górniczej pierwsze miejsce w tabeli ze znanym z Anwilu liderem - Markiem Piechowiczem. Po awansie Górny Śląsk w końcu miałby klub, gdzie można by wprowadzać zdolnych graczy z regionu, który ma spory potencjał w tym zakresie. Do tego MKS ma do dyspozycji nową halę z 2004 roku o pojemności 3000 widzów.
Kolejny ciekawy klub to ŁKS Sphinx Petrolinvest Łódź. Pełną nazwę podałem nieprzypadkowo, aby wskazać na potencjał sponsorów. Jest też potencjał wielkości miasta, liczby kibiców, których można przyciągnąć do wielkich hal MOSiR-u (7000) czy Atlas Areny (12000). Jeśli nie uda się awansować może ŁKS w końcu zdecyduje się na dziką kartę, która dla dużych ośrodków być może będzie darmowa.
Z takiej karty mógłby skorzystać Śląska Wrocław - gdyby powrócił. Choć zdaje się, rozsądniej jest w tej chwili założyć, że nie stanie się to w tym roku... Powrót Spójni Stargard Szczeciński także mógłby być pozytywnym wydarzeniem.
Podsumowując w skrócie - będzie dobrze.
7 komentarze:
A myślałem,że to ja jestem optymistą:-)
Największe nadzieje budzi nowy zarząd PLK, bo młodzi, bo fachowcy i moz faktycznie dostaną wolną rękę. A nuż widelec..
Co do PKB, to po pierwsze progności, czy to z Polski, czy z przeróżnych instytucji międzynarodowych okazali się ekspertami od "stadnych" analiz i całkowitej bezradnosci wobec kryzysu.
Po drugie, cóz z tego ze PKB trochę wzrośnie, skoro biznes, jeśli zainwestuje w sport, to raczej w piłkę (Euro, największe kluby, typu Lech, Wisła, czy Śląsk z powstającym stadionem), siatkę i ewentualnie szczypiorniak. O koszu to pomyślą, jak będzie koniunktura w granicach 5 proc..
Co do nowych klubów PLK, to na ŁKS bym nie liczył - w Łodzi ma powstać nowy stadion i Sphinx oraz Petrolinvest mają się skupić na inwestowaniu w rejony widzewskie..
A jeśli chodzi o kursy walut, to dla nas ważniejszy jest dolar,chyba że postawimy na Słoweńców:-)
Czy może być gorzej? No waśnie TVP olało cienkim strumieniem kosza, bo jest Olimpiada, a w ten weekend ..tenis (Puchar Daviesa), który niedawno nie obchodził psa z kulawą nogą. Niedługo ważniejszy będzie ping pong.. Promocyjnie jesteśmy w latach 80..
1. Nie róbmy z tego kwestii ogólnego optymizmu. Przed obecnym sezonem nie miałem żadnych pozytywnych przeczuć w tym zakresie.
2. Tak wychodzi z analizy sytuacji. Nie widać powodów dla których miałoby być gorzej. Te dla których lepiej widać i je wymieniłem. Wystarczy, że kilka się spełni, żeby było lepiej.
3. Dlaczego wzrost PKB ma się przełożyć, to jest wyjaśnione.
A prognozy wzrostu i to nie strasznie wielkiego nie ma sensu podważać, bo wzrost PKB to coś naturalnego - w szczególności w kraju takim jak Polska. U nas rośnie nieprzerwanie minimum od 1992 roku. Pytanie tylko jak bardzo - i to ma przełożenie również na sport.
nie puchar Davisa, tylko federacji (czyli kobiecy, czyli jeszcze mniejszy prestiż). Jedyną szansą dla polskiego kosza jest reprezentacja i Gortat, polskiej ligi ja sam nie chcę oglądać, a koszem interesuje się dość mocno :P
Hmm... w Pucharze Konfederacji przynajmniej naszej reprezentacji idzie całkiem przyzwoicie. I mimo wszystko ludzie bardziej kojarzą Radwańską, czy Domachowską niż Kubota, czy Przysiężnego. A spotkanie z Japonią rok temu (które de facto sędziowałem) oglądał komplet widzów na trybunach w Gdyni...
A co do fragmentu o klubach - w Śląsk nie chce mi się jakoś wierzyć, w ŁKS również. Zastal jest wiecznym przegranym i obawiam się, że podtrzyma tradycję. Żeby chociaż Śląsk dostał jeden klub w PLK, bo tam takowego zdecydowanie brakuje. No i plusem jest, że ściana wschodnia się trzyma w lidze nad wyraz dobrze.
Obyśmy tylko się na nowym zarządzie nie przejechali - bo na razie wszyscy się rozpisują na lewo i prawo o oczekiwaniach i nadziejach. Chyba bezpieczniej zachować trzeźwą, chłodną opinię, żeby potem ewentualnie się miło rozczarować...
idzie przyzwoicie, ale skoro "siedzisz" w tenisie, to wiesz, że jego ranga jest znacznie mniejsza niż Pucharu Davisa. Poza tym gramy (jak mniemam jak równy z równym) z kilkukrotnie mniejszym od nas państwem, w którego reprezentacji nie ma dwóch najlepszych zawodniczek, zamiast tego są 2 juniorski-amatorki, które pewnie nawet nie wyjdą na kort. Więc siła kobiecego tenisa w polsce jest mocno demonizowana. Tyle, że PR kobiety mają lepszy niż mężczyźni, ja znacznie bardziej cenię Kubota niż nasze tenisowe gwiazdki, w większości krajów na świecie kobiecy tenis jest traktowany jako ładny dodatek, co jest z resztą normalne, tylko u nas jak zawsze wszystko na głowie :P
Ja zdecydowanie wolę oglądać męskie wydanie, a sędziować kobiece ;)
Ale do rzeczy - z tego co pamiętam, spotkanie z Japonią było w Polsacie Sport Extra. Więc teoretycznie ranga tego meczu też spadła. A jak ustalano program to zapewne niewielu wiedziało, w jakim składzie wystąpi Belgia.
A u nas w kraju, tenis kobiecy jest traktowany jako źródło potencjalnych sukcesów, dlatego jest w TV. Tak samo niewielu się podnieca deblem - natomiast u nas Fyrstenberg i Matkowski rządzą, są tuż za Isią. Czy to normalne? Nie, to jest proste parcie na wynik. Jest sukces, jest oglądalność. A niestety łatwiej sobie wyobrazić sukces na korcie, niż na parkiecie...
Zgoda, ale to nie jest tylko kwestia sukcesu. Prokom jest o krok od awansu do TOP8, kto w tym kraju o tym wie? Może 2% ludzi, nie więcej. Być może dlatego, że w ich składzie jest mało Polaków (a właściwie to lepiej napisać, że rdzenni Polacy zdobywają mało punktów :P), ale myślę, że to jednak głównie kwestia promocji. Wystarczy przejrzeć gazety, pooglądać wiadomości sportowe, żeby wiedzieć gdzie jest w tym kraju koszykówka (poza Gortatem). I to nie jest wyłącznie wina plk, bo np. NBA interesuje się u nas mniej osób niż w innych krajach, 2 lata temu było jeszcze gorzej. Zatem - promocja, promocja, promocja. Takie blogi jak ten są jakąś jej formą :) A poza tym - niech wuefiści każą grać w kosza na lekcjach, a nie w siatkę, to koszykówka będzie popularniejsza...
Prześlij komentarz