poniedziałek, 8 lutego 2010
Co tam, Panie, w telewizji?
Łukasz Michniewicz:
Pod koniec stycznia dowiedzieliśmy się o nominacji nowego prezesa Polskiej Ligi Koszykówki. Z enuncjacji medialnych prezesa Jacka Jakubowskiego, wiemy, że efekty swoich działań chciałby widzieć za dwa lata. Pewne sprawy trzeba jednak rozpocząć od razu i lepiej, by wyniki również nadeszły szybko. Do nich należy kwestia umowy na transmisje telewizyjne.
Liga musi być widoczna w telewizji i coś musi się w tej sprawie zmienić, Tymczasem teraz nadchodzi czas Igrzysk Olimpijskich w Vancouver i pokazująca ligowe mecze telewizja publiczna wszelkie siły przerzuca do Kanady. W ostatni weekend do przygotowań olimpijskich doszedł tenisowy mecz Pucharu Federacji z udziałem sióstr Radwańskich. W efekcie nie obejrzeliśmy żadnego meczu 19 kolejki PLK, a było co oglądać, zwłaszcza na Pomorzu. Ciekawy pojedynek w Starogardzie Gdańskim, zacięte starcie w Kołobrzegu, niespodzianka w Koszalinie - nie tylko po fakcie można się mądrzyć pisząc, że któreś z tych spotkań warto było pokazać telewidzom. Niestety nie pokazano żadnego z nich i to jest problem. Warto też dodać, jeśli ktoś nie zauważył, że na TVP Sport emitowano do niedawna magazyn koszykarski „Za trzy” Od dwóch tygodni już go nie ma. Powodem „zawieszenia” audycji jest oczywiście olimpiada, ale ci, którzy interesowali się tematem dłużej pamiętają, że cztery lata temu po igrzyskach w Salt Lake City „Za trzy” już na antenę nie wróciło..
Możliwość przeprowadzenia relacji z meczu tenisa z udziałem najlepszych polskich tenisistek, w tym 9 rakiety na świecie, to rarytas, ale takie wydarzenie i tak nie umywa się do Igrzysk Olimpijskich, nawet tych zimowych, w których nie odnosimy taki imponujących ilościowo sukcesów, jak latem. Swoją drogą, wszystko zmierza do wyrównania tych proporcji. Nie to jest jednak kluczowe. Każda stacja ma prawo do kształtowania własnej hierarchii transmisji telewizyjnych, kierując się oglądalnością, gdyż z tego żyje. PLK ma wszakże własny interes, który musi zabezpieczyć bez względu na wszystko. Umowa ze stacją telewizyjną powinna gwarantować określoną ilość i jakość transmisji z każdej kolejki niezależnie od sytuacji. W taki weekend jak ostatnio, kontrakt powinien gwarantować możliwość przesunięcia spotkania „telewizyjnego” na inny dzień. O czym my tu jednak mówimy, skoro obecnie żadnej umowy nie ma.
Nie jest to, póki co, zarzut pod adresem nowych władz ligi. One są ciągle na etapie pierwszych prac i zapoznawania się z rzeczywistością, którą muszą zacząć zmieniać na lepszą. Warto jednak zaznaczyć, że współpraca z telewizją (zwłaszcza publiczną) była koszmarem poprzedniego szefostwa ekstraklasy. Odwoływane transmisje, zastępowane obradami komisji śledczych, spychanie na coraz trudniej dostępne kanały i dziwne pory nadawania - te atrakcje towarzyszyły prezesowi Januszowi Wierzbowskiemu i jak widać towarzyszyć będą także i nowej miotle w PLK.
Dzisiaj podkreśla się, że dla PLK nie ma lepszego partnera, niż TVP, bo inne stacje nie mają miejsca i czasu antenowego na ligę koszykarską. Najlepszy naturalny kontrkandydat, Polsat ma mocno przeładowane portfolio, w którym o łaskę telewidza walczy mocno promowana siatkówka, boks zawodowy, Formuła 1 oraz piłka nożna, dla której trzeba było zorganizować oddzielny kanał tematyczny. Wejście na tak trudny teren byłoby niczym przeniesienie psa domowego na terytorium afrykańskich drapieżników. Wszakże moim zdaniem, jeśli byłby jakikolwiek pozytywny odzew ze strony stacji Zygmunta Solorza na ofertę ekstraligi, warto o tego partnera zabiegać. Marka najlepszego sportowego kanału w Polsce (Polsat Sport) robi wrażenie. Pozostaje jeszcze tylko TVN ze swoją „Enką”, ale w tym wypadku powstaje pytanie o dostępność zasięg NSportu, który stałby się platformą polskiej koszykówki.
Nie przesądzam, która z tych opcji byłaby najlepsza dla naszej ligi. Myślę, jednak że jak mawia klasyk „warto rozmawiać” z jak najszerszym gronem potencjalnych partnerów, by nie dać sobie znowu wcisnąć bubla i zostać z nim na kolejne lata. Polska liga i cała nasza koszykówka potrzebuje profesjonalnej oprawy telewizyjnej i ta kwestia musi być rozwiązana równolegle z pozyskaniem sponsora tytularnego. Marzeniem byłoby uzyskanie dostępu do którejś ze stacji otwartych i zagwarantowanie sobie transmisji z meczu kolejki za pośrednictwem takiego medium (TVP Info, Tv4). Podobne udogodnienia dla magazynu ligowego wydają się być niezbędne. Niestety konkurencja rośnie w siłę, a czas ucieka. Do dyscyplin wymienionych w akapicie powyżej, dochodzi rosnąca w siłę piłka ręczna. W tej sytuacji pierwsza liga zawodowa w Polsce walczy o telewizyjny, ale i fizyczny byt. Jako telewidzowie możemy ją wesprzeć, ale kluczowe decyzje muszą zapaść w siedzibie PLK. Trzymajmy kciuki, by tym razem była optymalna, bo kolejny błąd może ją drogo kosztować..
Grzegorz Magiera:
Dodam trochę od siebie.
Po pierwsze. Powrót do Polsatu ma sens tylko w jednym wypadku - gwarancji transmisji w TV4. Można co dwa lata skakać z Polsatu do TVP i z powrotem - w ten kompletnie nic z tego nie wyniknie. Polsat już raz udowodnił, że nie chce promować koszykówki - kiedy szef Polsatu Sport wyrzucał PLK z TV4 mówił, że może jak kiedyś popularność wróci, to porozmawiamy o powrocie do anteny ogólnopolskiej. Ta popularność miała sama wrócić? Może przez reprezentację, którą Polsat Sport zakonspirował Polsacie Sport? Z takim podejściem basket nie osiągnie niczego w Polsacie.
Nawet jeśli TVP jest obecnie niewiele lepsza, to na niej trzeba oprzeć strategię transmisji w telewizji konwencjonalnej. Konsekwentnie współpracować z jednym partnerem.
Po drugie. Ze skupienia całych praw do transmisji w rękach PLK i dania wyłączności TVP powinny wynikać jakieś zalety. Nie wynikają żadne. Jeśli nie uda się w krótkim czasie poprawić sytuacji z telewizją publiczną, PLK powinna rozdysponowywać tylko prawo pierwszeństwa do transmisji. Jeśli TVP chce pokazać wszystkie 7 spotkań kolejki, to proszę bardzo. Jeśli nie chce, transmisjami, którymi wzgardziła, kluby powinny dysponować swobodnie - poprzez telewizje otwarte, zamknięte, ogólnokrajowe, regionalne, własne platformy do transmisji internetowych czy rozwijający się rynek telewizji internetowych (w tym sportowych).
Powinno się stworzyć jakieś rozsądne pakiety praw - tak jak ma to miejsce w przypadku ekstraklasy piłkarskiej. Zdawanie się na łaskę i niełaskę jednej telewizji w obecnym stanie popularności basketu nie przynosi niczego dobrego. W skrajnym przypadku można by postawić na zupełną samodzielność klubów. W czasach słabych transmisji w TVP Śląsk Wrocław był pokazywany w TV4 a Anwil Włocławek w Polsacie Sport. Dziś siłę przebicia na anteny ogólnopolskie miałby Asseco Prokom, zapewne nadal Anwil Włocławek, pozostałe kluby miałyby wciąż możliwość dostępu do ośrodków regionalnych TVP, warszawskie Polonie choćby do TVN Warszawa a już zupełnie wszyscy do wszelkich możliwości transmisji w sieci. I szczerze mówiąc nie jestem przekonany czy sumaryczny efekt nie byłby o wiele lepszy od obecnego.
I nawet jeśli miałby rozpocząć się płacz, że niektóre kluby nie mogłyby sobie na to pozwolić, to przecież pojawiałyby się w transmisjach pozostałych klubów. Ile klubów TVP pokazała tylko raz? PBG Basket nie pojawił się w tym sezonie na krajowej antenie ani razu. A przecież przy możliwościach finansowych tego klubu organizowanie regularnych transmisji internetowych przy pomocy redboxtv.pl czy jakąkolwiek inną drogą w internecie nie sprawiłoby żadnego problemu. Dzięki domniemanej sile skupienia praw do transmisji w jednych rękach, jeden z bardziej hojnych sponsorów koszykówki w Polsce nie został ani minuty wypromowany w tv. Jak w takich warunkach wchodzić w sponsoring klubu PLK?
Po trzecie. Mam ogromną nadzieję, że w planie podnoszenia standardów Jacka Jakubowskiego znajduje się projekt czegoś co dziś moglibyśmy nazwać plk.tv. Oczywiście nie od razu Kraków zbudowano. Nie oczekuję od początku czegoś na poziomie euroleague.tv czy acb.tv. Warto by było jednak taki projekt rozpocząć - zacząć od rzeczy małych i wraz z upływem czasu, rozpoznaniem zainteresowania go rozszerzać. W plk.tv można by zacząć od udostępniania meczów transmitowanych przez TVP. Na kluby narzucić obowiązek przygotowywania kilkuminutowych skrótów ze spotkań we własnej hali. Część klubów robi to niezależnie, ale spójna promocja tych materiałów wśród kibiców zupełnie nie istnieje. Później można pomyśleć o prostych streamach nawet z jednej kamery, z czasem dodać komentarz, w dalszej perspektywie zbudować nawet osobną redakcję. Za produkt na dobrym poziomie pobierać opłaty.
Oczywiście nie jest to sposób na przyciągnięcie rzeczy fanów do PLK. Ale zacznijmy od dbania o obecnych fanów, a nowi się pojawią...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz