poniedziałek, 1 lutego 2010

Lepiej grają bez "Gigantów"

Tydzień temu w dość ponurym nastroju pisałem na temat meczu „Gigantów” we wrocławskiej Hali Ludowej. Przygnębienie towarzyszyło mi oglądaniu źle wypromowanego widowiska wśród zmęczonej, znudzonej publiczności. Przykre było też zakończenie meczu, przegranego przez naszą kadrę z grającymi na luzie obcokrajowcami, na których poziom narzekają grona eksperckie. Minął jednak tydzień, wróciła do gry liga i jakoś powiało lekkim orzeźwieniem.

Ekipa reprezentująca w owym spotkaniu Polskę, to w zasadzie rezerwy kadry narodowej plus nadzieje na przyszłość, bo z tego grona w Eurobaskecie udział wzięło pięciu koszykarzy – David Logan, Krzysztof Szubarga, Michał Chyliński, Robert Witka i Krzysztof Roszyk. Pozostali dzielili się na wspomniane dwie grupy. Iwo Kitzinger i Adam Hrycaniuk, to już otrzaskani ligowcy, z których ten pierwszy zdaniem wielu powinien był znaleźć się w składzie na wrześniowy turniej. Z kolei Adam Waczyński, Tomasz Śnieg, Adam Łapeta, Damian Kulig i Dardan Berisha, to młodzież z roczników 87-89', stanowiąca chyba największe nadzieje na przyszłość polskiej ekstraklasy.

Porażka bolała, ale tak po prawdzie mecz został odbębniony i wróciliśmy do rywalizacji ligowej. Teraz każdy gra na poważnie, bo niekiedy „o życie”, czyli utrzymanie w PLK i to właśnie z takich występów powinniśmy rozliczać naszych koszykarzy, a nie spoglądając na jakieś quasi cyrkowe popisy w niedopracowanych widowiskach. A zakończona wczoraj kolejka była dla naszych kadrowiczów całkiem przyjemna.

Znów wygrała Polonia 2011. W środku tygodnia pokonała Turów Zgorzelec, co było wydarzeniem sensacyjnym, ale zwycięstwo nad Zniczem Jarosław może się okazać ważniejsze. Nieraz już zdarzało się, ze młoda ekipa dokonywała cudu, bijąc „na pełnej mobilizacji” faworyta, by potem przegrać kluczowe spotkania z rywalami w walce o utrzymanie, czy awans i celu nie zrealizowała. Mecz w Jarosławiu może świadczyć o tym, że zespół Mladena Starcevicia takiego scenariusza nie wypełnia.

Największa kopalnia reprezentacyjnych talentów nie potrafiła się odnaleźć w PLK. Przegrywała fizycznie z silniejszymi przeciwnikami lub brakowało jej doświadczenia, by „dowieźć” prowadzenie do końcowej syreny. Gra zespołowa warszawian wydawała się nieco toporną i przejrzystą jak czytanka w pierwszej klasie. Obecnie widać postępy, jest więcej dokładności w akcjach dwójkowych, nieco solidniejsza obrona, a woli walki młodzieży nie brak. Do tego funkcjonuje wymienność – wiadomo, młodzi gracze są chimeryczni – jeśli jednak każdego dnia ktoś inny weźmie na siebie ciężar gry, zespół ma szansę na sukces. Wczoraj przy słabszej postawie Berishy swoje torpedy z daleka odpalił Piotr Pamuła, którego nie speszyła obecność ojca -trenera na trybunach. Klasą dla siebie jest Leszek Karwowski, a do jego poziomu stara się dorównać Śnieg. Inżynier nie ma może ambicji reprezentacyjnych, ale dla młodszych klegów jest już prawdziwym profesorem. Coraz bardziej przydatny staje się Marcin Kolowca, choć potencjału reprezentacyjnego u niego nie widzę.

Na forach internetowych pojawiają się głosy, że Znicz gra słabiej, bo „kasa się nie zgadza”. Nie wiem, jak jest, ale wydaje mi się, że tacy Amerykanie z Jarosławia pracują na swoją przyszłość w Europie i nie stać ich na celową fuszerkę. Jeśliby było coś nie tak, zwyczajnie by wyjechali, jak trójka z Kotwicy rok temu. Dla mnie budujące było, że Śnieg i spółka nie pękli przed groźnymi w grze 1 na 1 Jeremy' m Chappellem i Keddrikiem Mays' em, wymazując z pamięci lanie od tego drugiego sprzed tygodnia na „Gigantach”. Charakter w tej grze to podstawa.

Poza Polonistami świetny mecz zagrał inny uczestnik wrocławskiej imprezy, Adam Waczyński. Na niego, tak jak na cały Poznań spada w tym sezonie mocna krytyka. Marnowanie potencjału, gra bez pomysłu i przeciętność przy pustawych trybunach. O zmianę tego ostatniego nadal będzie ciężko, ale sam Waczyński w starciu z byłymi kolegami z Asseco Prokomu zagrał mecz sezonu - 19 punktów (6/9 z gry), do tego 6 asyst i po 2 zbiórki przechwyty. Koledzy dostosowali się do niego i choć nie dali rady mistrzom, to jednak pokazali, że jeszcze nie wykupują biletu powrotnego do 1 ligi.

Liderujący Anwilowi Krzysztof Szubarga godnie zastępuje na Kujawach Łukasza Koszarka. Tym razem mimo problemów z plecami został bohaterem meczu z AZS -em Koszalin trafiając decydujący rzut. 8 punktów, 1 asysta i 1 przechwyt to nie jest szał, ale były gracz Noteci Inowrocław nadal ma duży wpływ na wyniki swojego zespołu. Na tym polega bycie szefem. Spośród ludzi związanych z kadrą we włocławskim pojedynku najokazalej radził sobie Andrzej Pluta, ale jego w reprezentacji już nie zobaczymy. Spośród pozostałych Polaków słabsze zawody rozegrał Kamil Chanas, ale inny zawodnik niegdyś szerokiej kadry, Bartłomiej Wołoszyn rozegrał najlepszy mecz od miesiąca, ale przy rosnącej konkurencji (zwłaszcza tej warszawskiej) musi wejść na wyższy poziom regularności, by myśleć o występach z orzełkiem na piersi.

Większe problemy mają nasi kadrowicze ze Zgorzelca. Najpierw porażka z młodą Polonią, a teraz najlepszy spośród nich, Robert Witka przeciwko czerwonej latarni, Sportino uciułał mało imponujące 5 oczek. Widać, że cały zespół ze Zgorzelca potrzebuje jeszcze czasu i mocnej ręki Andreja Urlepa. Na razie jej dotyk źle wpływa na Ronniego Thompsona,ale to temat na inny wpis..

W Gdyni kolejny mecz z optymalnym wykorzystaniem czasu przez Adama Hrycaniuka. 6 punktów, 5 zbiórek, asysta i przechwyt w niecałe 13 minut. Pod okiem Tomasa Pacesasa rośnie następca Filipa Dylewicza – człowiek drugiego planu, wspierający gwiazdy i zbierający bezcenne doświadczenia w walce z najlepszymi graczami w Europie. Oby młodzi, jak powoli odbudowujący swoją formę Przemysław Zamojski oraz Mateusz Kostrzewski czy Adam Łapeta nadal konsekwentnie dostawali swoje szanse na grę. Wszyscy mają ten sam problem – zmieniają największe gwiazdy ligi i na każde wejście na boisko muszą ciężko zapracować. Oby jak najczęściej im się to udawało.

Powyżej wspominałem o graczach uzupełniających naszą potencjalną kadrę w sierpniowych eliminacjach do Eurobasketu 2011. Jutro mam nadzieję obejrzeć w akcji Macieja Lampego, a więc gracza jak najbardziej formatu pierwszej piątki reprezentacji. Polski podkoszowy odbudowuje swoją karierę w Kazaniu, a jutrzejszy mecz Pucharu Europy z Walencją będzie dobrym testem tego, na jakim etapie tej odbudowy się znajduje. Jego rywalem będzie Thomas Kelati, a więc potencjalny kadrowicz, jeśli wszelkie formalności zostaną dopełnione.. Mecz w Kazaniu ma pokazać drugi kanał Eurosportu od godziny 16.58. Nie przegapcie tego spotkania, bo będzie się dużo działo.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Szubi podobno jakąś kontuzję złapał, dlatego tak mało grał. A na ostatnie 5 minut na siłę wyszedł.

Anonimowy pisze...

WARSZAWIACY a nie jacyś warszawianie...

Grzegorz Magiera pisze...

http://www.sjp.pl/co/warszawianin

Słowniki mówią co innego :)