niedziela, 14 lutego 2010

Puchary - "Szesnastki" na półmetku

W pucharach europejskich za nami półmetek drugiej rundy. Formuła „szesnastek” powoduje, że zarówno w Eurolidze, jak i Pucharze Europy sytuacja jest taka sama – do „Ósemki” w formule play off awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy.

W Pucharze Europy już nas nie ma, ale wciąż walczy ekipa Macieja Lampego, Uniks Kazań. Mimo porażki z Walencją zespół ze wschodniej Rosji nadal ma szansę na awans z grupy J. Polski podkoszowy po pierwszym bardzo dobrym występie przeciwko Galatasaray Stambuł, nieco przygasł i gra w kratkę. Szalony styl kazańców bardziej eksponuje gwiazdy obwodowe (Marko Popović, Terrell Lyday). Lampe nie otrzymuje zbyt wielu dobrych podań pod kosz i stara się nadrabiać rzutami z dystansu, ale na razie tylko dwie próby na 12 znalazły drogę do kosza. Średnia w ataku nie zachwyca (10,3), ale zważywszy na zagwieżdżenie ekipy i wspomniany styl gry, ta sytuacja nie dziwi. Cieszy za to aktywność łodzianina w walce na tablicach (średnio 10 zbiórek), a ostatni mecz z Hapoelem (13 zebranych piłek) był pod tym względem imponujący. Oby wkład Polaka w dalsze wyniki był jeszcze większy, bo Uniks powinien powalczyć o drugie miejsce premiowane grą w kolejnej rundzie.

Jedynie dwie drużyny nie zaznały goryczy porażki w Last 16, a są to Crvena Zvezda Belgrad (grupa L) i Bilbao (K). Baskowie zawodzą w lidze i grę w Pucharze Króla zawdzięczają jedynie przywilejowi gospodarza. Niemniej w Eurocup trudno znaleźć dla nich pogromców, w czym nie przeszkodziła nawet zmiana trenera. Z kolei „Czerwona Gwiazda” straciła swego kapitana, Tadiję Dragicevica, ale gra jakby ze zdwojoną energią. Kibiców pamiętających Olivera Stevicia z polskich boisk cieszyć może fakt, że popularny „Oli” awansował do pierwszej piątki Zvezdy i jego gra znów przypomina to, czym zjednywał sobie fanów we Wrocławiu i Włocławku. W przerażająco mocnej grupie I każda opcja jest możliwa. Nawet odpadnięcie lidera, Joventutu Badalona (prowadzi w tabeli tylko różnicą małych punktów) i awans ostatniego w tabeli Le Mans. Jeśli dodamy do tego krojone na miarę Euroligi składy Arisu Saloniki i Alby Berlin, dostaniemy rywalizację do ostatniej syreny kolejki szóstej.

Jeśli chodzi o odpadanie liderów, to ciekawie robi się w Eurolidze. Broniący tytułu Panathinaikos (grupa E Top 16) przegrał wszystkie trzy pierwsze mecze w „Szesnastce” i stoi tuż nad przepaścią. W czwartek lokalny rywal, Maroussi zagrał dla Pao, pokonując Partizana Belgrad, ale osłabieni kontuzjami mistrzowie zebrali cięgi w Barcelonie i na awans do play off będą musieli ostro zapracować, m. in. w rewanżu z Serbami w Belgradzie (pierwszy mecz – w Atenach) wygrali podopieczni Dusko Vujosevicia). Dla postronnych kibiców tak czy inaczej będzie ciekawie. Jeśli mistrzowie odpadną, powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, gdy „Koniczynki” również broniąc trofeum pożegnały się z Euroligą w fazie t16. Jednymi ze sprawców tej sensacji byli zresztą belgradczycy. Jeśli zaś dziesiątkowani kontuzjami podopieczni Zeljko Obradovicia jednak awansują, obejrzymy thriller na miarę „Szklanej pułapki” lub”Predatora”.

Lepiej niż dobrze radzi sobie Asseco Prokom. Gdynianie tym razem, cytując klasyka, nie realizują de Coubertina nastawiając się jedynie na udział w Top 16 - oni chcą w nim zaistnieć. Wysokie wygrane nad Unicają Malaga i Żalgirisem Kowno (dobrze nam się ostatnio gra z Litwinami) dają świetny start do walki o „Ósemkę”. Porażka z CSKA nie odbiera im szans na sukces. Jedynie seria błędów na początku czwartej kwarty oraz czapa Wiktora Hriapy na Qyntelu Woodsie mogą nieco zachwiać pewność siebie mistrzów Polski. Kluczowe będą jednak mecze z Litwinami (wyjazd) i Hiszpanami (dom) i to tam rozstrzygnie się być albo nie być Asseco w play offach. Tym razem naprawdę czuć świeże mięso, ale zwierzyna ciągle może się wyrwać. Rywale mają problemy – finansowe (Żalgiris) i kadrowe (Malaga), ale ciągle są to ekipy na wskroś nieobliczalne. Warto zwłaszcza uważać na Unicaję, która teraz ma półtora tygodnia przerwy w lidze (nie gra w turnieju o Puchar Króla) i jeśli dobrze wykorzysta ten czas, może wrócić do gry znacznie groźniejsza, niż dotąd.

Zadziwia Partizan. Wygrywa z faworytami, ale przede wszystkim rokrocznie odradza się, mimo że bogatsi niczym sępy wyrywają co smaczniejsze kąski z ich świeżo upolowanego mięcha. Do tego w trakcie sezonu doszła kontuzja Aleksa Maricia, centra tak kluczowego, że niejeden team zachwiałby się po takiej stracie. Tymczasem Partyzanci znaleźli idealnych dla siebie Amerykanów, a w hierarchii przesunęli do góry młodego, patyczkowatego Czecha Jana Vesely' ego, który najlepsze mecze w sezonie rozegrał przeciw Barsie i Pao. Zgadnijcie, kogo wyrwą hieny dzielnym gepardom podczas letniego polowania.. Zanim do tego dojdzie, mam nadzieję, że młodzi Serbowie i spółka wycisną z tego sezonu, ile się da i nieraz napędzą stracha wielmożnym na europejskich dworach.

Świetne wrażenie robi w tym sezonie Barcelona. Zespół prawdziwie galaktyczny, pełen gwiazd i autentycznego rozmachu w grze.. Z wyjątkiem porażki w Belgradzie (nieco kontrowersyjnej) Duma Katalonii nie przegrała meczu w Eurolidze. Wydaje się zresztą jakby szykowała coś jeszcze na kolejne fazy rozgrywek, a głównych rywali (Pao, Real Madryt) pokonuje z elegancją i z uśmiechem na twarzy. Niesamowita głębia składu pod koszami (Erazem Lorbek, Boni N'Dong, Terrence Morris, Fran Vasquez), urodzony snajper Juan Carlos Navarro wszechstronny Pete Mickeal oraz Ricky Rubio, który z miejsca przejął kontrolę nad tym interesem - oto zespół na miarę końcowego triumfu.

Bez porażki w fazie Top 16 są za to ekipy CSKA Moskwa i Olympiakosu Pireus. „Czerwoni” pokonali w lidze ateńczyków i wreszcie wyglądają na zdolnych, by wykonać mistrzowski skok. Poza tym, tak silni, jak w obecnie, już dawno nie byli. Przed sezonem stracili Lynna Greera, a w trakcie rozgrywek pożegnali się z nietrafionym nabytkiem z NBA Vonem Waferem. Zrównoważyl to jednak chyba najlepszy gracz sprowadzony latem z NBA do Europy (Linas Kleiza), a na dodatek kilku zawodników ze starego składu poprawiło swoje osiągnięcia w porównaniu z poprzednim sezonem. Należą do nich gwiazdorzy, jak Josh Childress, czy Yotam Halperin, ale też rezerwowi, jak objawienie naszego Eurobasketu, Milos Teodosić. Tym sposobem potęga stała się jeszcze silniejsza niż była i to bez dokonywania rewolucji w składzie. Może stabilność połączona z trafionym transferem da im oczekiwany od ponad dekady triumf.

Czy ktoś może zagrozić Grekom? Cibona Zagrzeb, mimo dobrej gry w Vitorii i Pireusie konsekwentnie przegrywa, tak więc o drugie miejsce powalczą Chimki i Caja Laboral. Baskowie ciągle przebudowują zespół po stratach poniesionych przed sezonem. Nie pomagają w tym kontuzje – chroniczne problemy Brada Olesona, czy ostatni uraz Tiago Splittera. Absencja tego ostatniego pozwoliła jednakże na wprowadzenie do gry Liora Eliahu, nieco zagubionego izraelskiego talenciaka z Maccabi Tel Awiw. Nadal jednak zespół nie funkcjonuje tak sprawnie jak rok temu, a w meczu bezpośrednim miejsce w szyku pokazały mu Chimki. Drugi mecz tych ekip w Rosji może być decydujący.

Z kolei CSKA, mimo odejścia architekta sukcesów, Ettore Messiny oraz Lorbka, nadal wygrywa, a siłą jej obwodu wciąż są najwięksi spece od game winnerów na Starym Kontynencie, jak Ramunas Siskauskas, Trajan Langdon, czy JR Holden. Pod koszami, obok nieco schematycznych, Saszy Kauna i Dimitrija Sokołowa na coraz większą gwiazdę wyrasta wspomniany Hriapa. Wychowanek zespołu o dźwięcznej nazwie Chimik Engels wreszcie wyszedł z cienia zagranicznych i rosyjskich gwiazd, jak Lorbek, Andrej Kirilenko, czy Matjaz Smodis i wreszcie decyduje o wynikach „Armii Czerwonej”. Pod jego wodzą, „Armiejcy” nadal zgłaszają aspiracje do gry w Final Four, ale wiele zależeć będzie też od klasy niemal żółtodzioba wśród trenerów na tym poziomie, Jewgienija Paszutina.

W grupie śmierci (F) ujemny bilans notuje Real. Nowe dziecko Ettore Messiny wygląda na jeszcze niedojrzałe do wielkich sukcesów. Fani „Królewskich” powinni liczyć na to, że projekt wielkiego Włocha i szefów klubu jest rozpisany na okres dłuższy, niż jeden sezon, bo ten czas może być zbyt krótki na budowę drużyny na miarę triumfu w Eurolidze. Brakuje tam też kropki nad i pod koszami. Niby są nieźli zawodnicy, ale nie ma takiego wszechstronnego dominatora, jak David Andersen, Matjaz Smodis, czy Lorbek, by wspomnieć tylko zawodników, z jakimi współpracował do niedawna Messina. Rywalami Realu są kluby walczące o powrót na top (Maccabi Tel Awiw, Efes Pilsen Stambuł) lub wytrwale się do niego dobijające (Montepaschi Siena). Sytuacja jest tu analogiczna jak w eurocupowej grupie I. Różnice między zespołami są minimalne i lider może się zmieniać co kolejkę. Stabilnością imponuje Siena, w której korekty składu są zawsze minimalne i dobrze dopasowane do koncepcji trenera Simone Pianigianiego. Z kolei Maccabi po kolejnej rewolucji przed sezonem zebrało spore pokłady talentu (atletyczni Alan Anderson i D'Or Fisher, inteligentny Chuck Eidson i in.) i odzyskało charyzmatycznego coacha, Piniego Gershona. Groźny jest także Efes, który sprowadził chyba maksymalną liczbę gwiazd i czeka na eksplozję ich mocy. Na półmetku rywalizacji nadal trudno wskazać dwóch faworytów do gry w „Ósemce”. Nieobecność na tym etapie Realu byłaby sporą niespodzianką.

0 komentarze: