piątek, 26 lutego 2010

Śląsk - Stal, czyli powrót do przeszłości

Już jutro, w sobotę, wielki powrót do przeszłości. Wprawdzie nie będziemy gościli Anwilu, ale do Wrocławia przyjeżdża inna doskonale znana wszystkim drużyna – Stal Ostrów Wlkp. W pierwszej rundzie Śląsk niespodziewanie wygrał na wyjeździe 60:54, głównie dzięki masie rzutów wolnych i większej determinacji. Czy tym razem również wrocławian stać na niespodziankę?

Fakty są brutalne – obie drużyny jeszcze nie tak dawno walczyły o medale Mistrzostw Polski. Teraz, zamiast do Sopotu, Włocławka, czy Słupska, nadeszły wyjazdy do Pleszewa, Siechnic, czy Kutna. Nic tym miastom nie odbierając oczywiście. Spadło zainteresowanie, determinacja, wykruszają się fani – tak jest przynajmniej we Wrocławiu. Z tego co widziałem, w hali przy ul. Kusocińskiego jeszcze jest lepiej, ale nie sposób porównywać atmosfery chociażby do sławetnych ćwierćfinałów z Atkinsem i Homanem w roli głównej.

Obecnie o niebo lepiej grają sobotni goście, którzy wygrali cztery ostatnie spotkania. Trzy wprawdzie u siebie, ale pogrom jaki sprawili Pogoni Prudnik i tak powinien budzić szacunek. Dzięki tej wyśmienitej serii awansowali na siódme miejsce w tabeli i zdecydowanie poprawili grobowe nastroje. Wystarczy tylko przypomnieć, że nie tak dawno byli dwa punkty za wrocławianami, a teraz mają już trzy przewagi. I całkiem przyzwoity terminarz, który pozwoli im spokojnie walczyć o pierwszą szóstkę na koniec zasadniczej rundy rozrywek.

Gwiazdami w Ostrowie jest trio Dymała (18p., 4zb., 3as.), Małecki (16p., 4zb., 3as., 2,5prz.), Kaczmarek (13p., 3zb.), wspomagani głównie przez Chmielarza, czy Ptaka. Pytanie, czy ten pierwszy wybiegnie w ogóle na parkiet, bo w najbliższych spotkaniach co najwyżej z ławki wspierał swoich partnerów. A jego brak może być sporą stratą dla całej drużyny.

Warto dodać, że Stalówka wygrała dotychczas zaledwie dwa spotkania wyjazdowe – w halach dwóch zdecydowanie najsłabszych zespołów w lidze.


W Śląsku najpewniej nie zagra ulubieniec publiczności, czyli Charles Barkley Piotr Warawko. Ten potężnie zbudowany center (bo na niższe pozycje jest chyba za wolny) zawsze dawał dużo cennych zbiórek, niejednokrotnie kończąc spotkanie z double – double. Do drużyny wrócił Paweł Bochenkiewicz, wychowanek Śląska. On powinien łatać luki po nieobecnym Piotrku, co pokazał już w pierwszym swoim występie, w Kłodzku (19p., 8zb.). Żeby tylko poprawił rzuty wolne..

Kluczowy jest jednak obwód. Tutaj, jak brakuje Norberta Kulona, czy Kacpra Sęka, to nie ma kim grać. I dzieją się dantejskie sceny, a publiczność płacze rzewnymi łzami. Zwłaszcza ten pierwszy potrafi uspokoić grę i jest zdecydowanie najlepszym obwodowym drużyny. Prócz tych dwóch graczy warto zwrócić uwagę przede wszystkim na Kubę Parzeńskiego (tak, z tych Parzeńskich), bądź chimerycznych Jana Zalewskiego, Jarosława Zyskowskiego, czy Marcina Strzeleckiego.

Parzeński kojarzy się większości z syndromem Pawła Mroza. Chudy, chętnie uciekający na obwód, dobrze rzucający za trzy. Ale na szczęście również potrafi znaleźć się pod obiema deskami i przede wszystkim nie boi się odpowiedzialności. Fakt – czasem mógłby chyba częściej podać, ale ogólnie to on jest gwiazdą tej drużyny i od niego zależy najwięcej.

U wrocławian widać wielką różnicę między grą z najlepszymi a słabymi. Mecze z czołówką kończą się zwykle haniebnymi rezultatami, za to z sąsiadami w tabeli wrocławianie radzą sobie całkiem przyzwoicie. Zwłaszcza u siebie. Oby ostrowian wzięli również za takich.

Obecnie Śląsk zajmuje bezpieczne, jedenaste miejsce w tabeli. Mówiąc wprost – szału nie ma. Utrzymanie jest raczej pewne (duża przewaga), nic więcej im nie grozi, terminarz dość przyzwoity, więc jeszcze coś się powinno udać wygrać. Ale przed nimi trzy kluczowe spotkania w tym sezonie. Kluczowe w zasadzie nie tylko dla nich, ale bardziej dla tej resztki fanów – wiadomo, że zwycięstwo ze Stalą, oraz triumfy w obu spotkaniach derbowych (choć OSSM to takie grubymi nićmi szyte derby, bo ten zespół gra w Wołowie…) osłodzą nawet najgorsze porażki. Chęci raczej nie zabraknie, kibiców też powinno być trochę więcej niż na „normalnym” spotkaniu. Czy będzie ciekawie? Oby…


Podsumowując, zapraszam na najciekawszy mam nadzieję mecz sezonu 2009/10 w stolicy Dolnego Śląska. Na spotkanie drużyn, które jeszcze dwa lata temu rozgrzewały cały koszykarski kraj. Jeśli ktoś jest z Wrocławia, to niech przyjdzie chociażby po to, żeby powspominać. Żeby zobaczyć świetnego Parzeńskiego (notabene ojciec to chyba największa gwiazda i wychowanek Stali), wielką walkę pod koszami i masę strat efektownych akcji. Poza tym – jak nie teraz, to kiedy?


A na koniec trochę prywaty do osób z Wrocławia i okolic. Czasem warto popatrzeć na koszykówkę szerzej, niż tylko przez pryzmat PLK. I jeśli pamiętają Państwo te emocje, radość, niezapomniane wieczory, które zawdzięczają drużynie Śląska w latach tłustych, to może warto przybyć i okazać zainteresowanie również w latach chudych?


Początek spotkania o 18:00 w nieocenionej dla historii wrocławskiej koszykówki „Kosynierce”, przy ul. Mieszczańskiej 11.

PS: W poprzedniej rundzie, notkę o spotkaniu popełnił związany z Ostrowem Wojczyn, a wygrał Śląsk. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie odwrotnie...

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

szykujecie może jakąś krótką relację wideo z meczu?

Michał Rodziewicz pisze...

na chwilę obecną chyba nie...

Anonimowy pisze...

I chyba jednak dla dobra śląska wojczyn móGŁ pisać notkę.