przede wszystkim opamiętajmy się.
To miał być normalny tekst o wadach i zaletach tego wyboru. To miał być tekst o tym, że to wybór ze wszechmiar naturalny i zgodny z tym co robi cała cywilizowana Europa. Niestety wylewające się stąd i stamtąd narzekactwo sprawia, że najpierw zajmę się tym dlaczego owo narzekactwo jest błędne.
Zacznę od tego, że przez ostatnie miesiące i tygodnie byłem przekonany, że niezależnie od tego kogo się uda prezesowi Ludwiczukowi ostatecznie zakontraktować, to wzbudzi to powszechnie niezadowolenie, zażenowanie, rozmowy o braku profesjonalizmu itd. Chwilowym światełkiem w tunelu była kandydatura Drazena Anzulovicia, która mnie także się podobała. "Jugol" z Ciboną, fajnymi osiągnięciami w Eurolidze w życiorysie i nazwiskiem kończącym się "ić", to zdecydowanie osoba posiadająca atrybuty budzące zaufanie w polskim środowisku koszykarskim. Przeważałaby z całą pewnością pozytywna retoryka po wyborze tego szkoleniowca. Bo dlaczego przeważać miałaby negatywna? CV w porządku, a ten trener znajdował się na tyle daleko od wspomnianego środowiska, że nie miało ono szans poznać ewentualnych wad. A te, które z pewnością ma każdy trener poznawalibyśmy w praniu - w praktyce eliminacyjnej, tudzież EuroBasketu 2011. A wtedy na reakcję byłoby już za późno. U Griszczuka żadnych przykrych zaskoczeń nie będzie. Także nawet i tutaj nie przesądzałbym, że koniec końców Chorwat wyszedłby naszej kadrze na lepsze niż Białorusin.
Nie do końca rozumiem o co chodzi z zarzutem: prezes Ludwiczuk nie ma kompetencji do wyboru trenera reprezentacji. Być może nie ma. Tylko proszę mi powiedzieć, który prezes związku koszykarskiego w Europie ma takie kompetencje. Ogromna większość, a już na pewno bardzo szeroka czołówka (prawie cała szesnastka ostatniego EuroBasketu) wybiera trenerów z własnego podwórka, których zna po prostu z tego, że siedząc wiele lat we własnym kraju ma kilka sezonów styczności z danym coachem. Istnienia takiej zależności dowodziłem jeszcze w październiku, kiedy proces rekrutacji selekcjonera kadry dopiero startował. Roman Ludwiczuk zrobił dokładnie to samo, co robi cała Europa. A cała Europa stawia na trenerów-rodaków lub trenerów zagranicznych z sukcesami w lidze danego kraju.
Do wyboru Sergio Scariolo, Dusana Ivkovicia czy Jonasa Kazlauskasa nie potrzeba nie wiadomo jak skomplikowanej wiedzy natchnionej w zakresie rynku trenerskiego. A do momentu, kiedy tacy fachowcy nie będą pokazywać się w naszym kraju na co dzień, dopóki nie będziemy mieli koszykarzy przystających klasą do takich trenerów, to oni reprezentacji prowadzić nie będą. Byłoby to możliwe przy zaoferowaniu jakiejś niebotycznej sumy w kontrakcie - tylko trzeba wciąż pamiętać, że trenera na medal można kupić, ale zawodników nie... A tutaj po raz kolejny - do sypnięcia groszem na gwiazdora, potrzebny jest grosz, a nie niesamowite rozeznanie na rynku.
Jeśli istnieją ci niesamowicie kompetentni przy wyborze trenera, to gdzie ich szukać? Tam gdzie kończy się wybieranie wśród oczywistych gwiazd, tam zaczyna się wybieranie przy zastosowaniu różnych metod optymalizacji - ale jednak już po omacku. Wyjdzie, albo nie wyjdzie. Każdy prezes prowadzący kiedykolwiek rekrutację na stanowisko szkoleniowca ma dobre rozeznanie wśród trenerów, których obserwował, o których dowiadywał się w innych źródłach. Zawsze to będzie tylko jakiś wycinek trenerów z odpowiedniej półki finansowej, wolnych w danym momencie. Kto ma w tym zakresie pełną wiedzę? Zna od podszewki warsztat, wady i zalety szerokiej palety trenerów?
Prezes zresztą próbował włączyć w proces decyzyjny tych "kompetentnych", ale jak działało ciało słynnej komisji chyba wszyscy wiemy. Ich wnioski nie były poza zasięgiem prezesa, czy kogokolwiek na co dzień zajmującego się koszykówką.
Kwestia druga. Doświadczenie w pucharach i w ogóle na arenie międzynarodowej. Tak, to jest bardzo ważne. Gdybyśmy we wrześniu mieli kolejny EuroBasket, problem byłby spory. Jakkolwiek dobrze pracujący trener, mógłby zostać zaskoczony, reprezentacja dostać szybki strzał, 0-3 i bilet do domu. Tragedia jednym słowem. Tylko, że Polska nie gra we wrześniu na EuroBaskecie, ale w sierpniu w eliminacjach z Bułgarią, Belgią, Gruzją i Portugalią. A tam ani wirtuozi nie klepią piłki, ani wirtuozi nie zajmują się trenerką (poza Gershonem). Do tego Polska ma najlepszych koszykarzy w tej grupie. Przed EuroBasketem trener Griszczuk będzie o jeden długi sezon reprezentacyjny i najpewniej jeden w EuroCup bogatszy. Czy to nadal będzie "za mało"?
Dla mnie taki wybór jest satysfakcjonujący przynajmniej z kilku powodów. Za gwiazdę trenerską musielibyśmy zapłacić naprawdę spore pieniądze. I co jest w zamian? Szubarga nie stanie się Rubio, a Hrycaniuk Gasolem. Na dziś, w marcu - praktycznie zerowy szczegółowy stan wiedzy na temat polskich zawodników. Brak zaprzątania sobie głowy Polską minimum do maja/czerwca. I dopiero potem jakieś nadrabianie zaległości na video, powołanie oczywistej grupy 15-16 koszykarzy na zgrupowanie i tam podejmowanie strategicznych decyzji na podstawie kilku treningów, kilku sparingów, a wszystko to w trochę ponad miesiąc? Ilu trenerów klubowych montujących latem zespoły od nowa, po dwóch miesiącach zgrupowań i sparingów ma na początku sezonu jasno wyklarowaną rotację i jeszcze funkcjonującą jak należy? Dlaczego w polskiej reprezentacji miałoby być inaczej? Wartością klasowych trenerów jest budowanie zespołów, dobieranie graczy, nadawaniu zespołowi kształtu i stylu. W reprezentacji, a zwłaszcza polskiej chodzi głównie o sprawienie, żeby gwiazdy zafunkcjonowały oraz otoczenie ich odpowiednim wsparciem. Wsparcia trener nieznający PLK nie będzie w stanie wybrać odpowiednio, optymalnie.
I tu jest właśnie ogromny atut Griszczuka, który po naszym ostatnim selekcjonerze mnie ogromnie cieszy. W Polsce siedzi już od prawie 20 lat, wie wszystko o polskich zawodnikach, wielokrotnie analizował ich grę przed spotkaniami ligowymi, wie wszystko o grze reprezentacji i co najważniejsze z całą pewnością ma swoje przemyślenia na jej temat i wstępną wizję, w którą stronę chciałby ją poprowadzić. Griszczuk jest w pełni przygotowany merytorycznie na to, żeby dziś powołać skład kadry, jutro rozpocząć zgrupowanie, a za tydzień grać pierwsze mecze. Nasz potencjalny gwiazdor zza granicy ma zupełnie inne cele na najbliższe miesiące i naszym tematem zająłby się na poważnie, jak wspomniałem , dopiero gdzieś w lipcu.
Griszczuk jest w pełni obeznany z młodszymi polskimi zawodnikami i nie musi się kurczowo trzymać oklepanych w reprezentacji, ale przeciętnych na dziś nazwisk takich jak Witka czy Roszyk. W swojej karierze doświadczył już górę na starcie, później mocne przyziemienie i wrócił we Włocławku do bardzo dobrej roboty. Nie jest zatwardziałym i zamkniętym na dany sposób prowadzenia zespołu trenerem - styl gry Anwilu, szczególnie w poprzednim sezonie mógł chyba potężnie zaskoczyć wszystkich tych, którzy widzieli jak grali Czarni pod wodzą tego trenera. Pewna elastyczność to cecha w reprezentacji o wiele ważniejsza niż w klubie.
Wydaje mi się też, że komentatorzy zastanawiając się czy być za, czy może przeciw - bo tak fajniej - zgubili pewien fakt. Otóż Łukasz Koszarek i Krzysztof Szubarga w Anwilu u Griszczuka grali najlepsze sezony w karierze. A oni są kluczami do gry całej kadry niezależnie od tego, czy koszykarze tacy jak Gortat i Lampe na kadrze się stawią, czy nie. W przypadku Igora wierzę również, że Logan także nie stanie się kluczem do wszystkiego, dla którego nie ma alternatywy.
Cieszę się również, że nie muszę pokładać nadziei w młodym, zdolnym i perspektywicznym Milji Bogiceviciu, który ma za sobą dopiero pół roku, co prawda bardzo udanej, ale krótkiej kariery. Griszczuk mógł zostać selekcjonerem w 2006 roku, ale po brązowym medalu, jak pamiętamy przez dwa lata było już wyraźnie gorzej. Wtedy było za wcześnie na Igora. Dziś jest za wcześnie na Bogicevicia, a przecież to przedostatnia głośniejsza kandydatura.
O sprawach charakterologicznych - że Griszczuk będzie oddany sprawie na kompletnego maksa, chyba wspominać nie muszę. A to, jeśli dodać dobre wyniki, może dać doskonałe notowania u kibiców, a co za tym idzie w końcu dobrą, pozytywną atmosferę wokół reprezentacji.
W końcu sprawa mniej istotna. Griszczuk to najlepszy na dziś trener z polskim paszportem. Choć to nie paszport jest tu tak ważny, tylko fakt, że Griszczuk jako trener został w pełni ukształtowany w Polsce. A to, mam nadzieję, w dłuższym okresie czasu zmobilizuje i przekona naszych szkoleniowców, że jednak z PLK i tylko PLK do reprezentacji jednak się da.
Mam wewnętrzne przekonanie, że pod Griszczukiem niezależnie od tego czy będą wszystkie gwiazdy, czy nie - awans tego lata będzie na pewno. Czego trenerowi i sobie życzę. Życzę Griszczukowi też, aby wyniki jakie osiągnie były tak dobre, żeby oferowanie mu przedłużenia umowy było oczywistą oczywistością.
Tematy powiązane:
Byle do przodu…
Kadra 2010 - pierwsza rekrutacja
Przyszły trener reprezentacji
3 komentarze:
Igor Griszczuk nie ma polskiego obywatelstwa:)
Ma:)
Zgadzam się, że z grona trenerów "realnych" do wzięcia, Griszczuk był najlepszy, wyjąwszy moze Pacesasa, którego bronią wyniki, ale powiedział, że nie chce.
Griszczuka podejrzewam o brak koncepcji, bo pytany na tę okolicznośc po nominacji wykręcił się, ze nie posiada jeszcze kontraktu. I to jest problem trenera z łapanki.
Nie wierzę w polską myśl szkoleniową, więc nie podoba mi się argument, że teraz trenerzy z PLK zobaczą, że mozna kadrę prowadzić. Przez dekadę mieliśmy kołczów "stąd" i kompromitowaliśmy się prymitywną grą reprezentacji.
Inaczej jest, gdy "swój" trener oznacza szanowanego w Europie fachowca, a takich mają Grecy, Chorwaci, Serbowie, Słoweńcy itd. Nasz ostatni znany trener, to Arkadiusz Koniecki, który dziś chyba nie pracuje w zawodzie, a ostatnimi kołczami samodzielnie prowadzącymi zespoły w pucharach byli Eugeniusz Kijewski i Tomasz Jankowski i chyba Paweł Turkiewicz. Którego rekomendowałbyś do kadry?
Prześlij komentarz