środa, 10 marca 2010

Koniec pucharów dla Lampego

No i stało się, Uniks Kazań z Maciejem Lampem w składzie nie zdołał nie tylko odrobić straty z pierwszego meczu fazy Last 16 Pucharu Europy z Walencją (przypomnijmy, - 4 punkty), ale nawet wygrać choćby punktem w spotkaniu z Power Electronics. Tym sposobem sezon pucharowy dla ekipy ze wschodniej Rosji już się zakończył, a nasz reprezentant może zapomnieć o dalszej promocji w Europie, została mu tylko liga.

A jak wyglądało to ostateczne starcie w hali Pabelon Fuente de San Luis? Walencja, w porównaniu do ostatnich występów zagrała dość solidną koszykówkę, umiejętnie wykorzystując swoje mocne strony. Akcje w ataku były przemyślane, a dodatkowe, zaskakujące podania między graczami wysokimi siały spustoszenie w szeregach kazańców. Do tego bardzo solidna obrona, która wymuszała rzuty z daleka, także spełniła swoją rolę. Uniks ma w składzie kilku seryjnych killerów z dystansu (Marko Popović, Terrell Lyday, Saulius Stombergas), ale wczoraj, pod presją defensywy gospodarzy królowały rzuty obok kosza. Zwłaszcza widok wspaniałego weterana Stombergasa, który u uciesze wielu fanów, także mojej, reaktywował swoją karierę po rocznej przerwie, był smutny. Wielki zwycięzca, choćby z Eurobasketu 2003, w Walencji pudłował z najprostszych sytuacji, a już rzut z czystej pozycji lądujący na bocznej krawędzie tablicy kazał się zastanowić, czy nie oglądamy tu rozmieniana legendy na drobne..

Rzadko za to mogliśmy obserwować dokładne podania w pole trzech sekund. Tam czaił się duet Kresimir Loncar – Lampe, który miał zapewnić sukces przyjezdnym, Niestety rozgrywający Uniksu zajęci albo pojedynkami na „trójki” ze swoimi rywalami albo pod ich presją, zapominali o wieżowcach pod koszami. Nie udało się wykorzystać tego elementu w grze w sposób bardziej przydatny, a każdy punkt zdobyty przez środkowych z Kazania, był efektem indywidualnej kreatywności, a nie zespołowości i współpracy. Tak się wygrywać nie da, a przynajmniej nie z zespołami pokroju Walencji.

Nasz rodak rozegrał dobry mecz. W kluczowym spotkaniu nie pękał i trafiał nawet z trudnych pozycji. Grał ze swobodą, mijał, punktował po zwodzie przodem do kosza oraz zza łuku 6,25 cm. Przyjemnie było na to patrzeć i żywić nadzieję, że w kadrze biało – czerwonych jeszcze zobaczymy takie jego zagrania. 20 punktów (8/15 za dwa punkty, 1/1 zza łuku i z linii wolnych), 11 zbiórek, w jedna po znakomitej zbiórce w ataku, zakończona zagraniem AND1. Jak jest zmotywowany, potrafi Lampe grać w kosza na poziomie europejskiej czołówki. Szkoda, że teraz została mu tylko liga, w której poważne mecze toczyć się będą już raczej na poziomie półfinałów i finałów, gdzie czekać będą na jego zespół Chimki i/lub CSKA Moskwa. Niestety kibice i eksperci z Polski i Europy raczej nie będą pasjonować się tymi występami..

Walencja wygrała grupę J i zagra w ćwierćfinale. Oprócz dobrej gry w obronie, pokazała też swój potencjał w ataku. Trzecia i czwarta kwarta była popisem gry Nando de Colo. Francuz notował przechwyty, trafiał ważne „trójki” i uruchamiał zabójcze kontry swojej drużyny. Pokazał starszym rywalom z Uniksu na czym polega rola lidera ataku zespołu i rozgrywającego. Jeśli częściej tak będzie prowadził grę Walencji, Hiszpanie powinni odegrać ważną rolę w walce o przepustkę do Euroligi.

Wczoraj przewidywałem kłopoty drużyn z ligi ACB. Tymczasem te niemal w komplecie przeszły fazę Last 16 i zagrają o udział w turnieju finałowym. Jedynie Joventut poległ na własnym obiekcie Albie Berlin o zakończył udział w Eurocup. Katalończycy paradoksalnie rozegrali najlepszy mecz w fazie Last 16, a pucharowy debiut trenera Pepu Hernandeza mógł się zakończyć sukcesem. Jednakże w czwartej kwarcie doświadczeni Amerykanie, Rashad Wright, Julius Jenkins, czy Immanuel McElroy dali popis swojego kunsztu strzeleckiego i mimo rozpaczliwej walki młodych Hiszpanów w końcówce przechylili szalę na korzyść Albatrosów.

Także inna młoda ekipa, Crvena Zvezda Belgrad nie sprostała weteranom z Gran Canarii i po drugiej wysokiej porażce w Last 16 (a trzeciej w sumie) ustąpiła miejsce w 1/4 finału drużynie Mulego Katzurina, (CEZ Nymburk) oraz właśnie Gran Canarii.

W ćwierćfinałach, rozgrywanych w formule mecz i rewanż, zagrają

Alba - Hapoel Jerozolima i Bilbao Basket - Nymburk oraz
Walencja - Aris Saloniki i Gran Canaria - Panellinios Ateny

Zwycięzcy par, które umieściłem obok siebie, spotkają się w Final Four w Vitorii.

Tymczasem dziś i jutro zakończenie fazy Top 16 Euroligi. Dla nas najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły – Asseco Prokom Gdynia awansował do ćwierćfinałów, w których spotka się ze zwycięzcą grupy H, Olympiakosem Pireus. Dziś CSKA Moskwa spotka się w prestiżowym, choć nie rzutującym na kształt tabeli spotkaniu z Żalgirisem, zaś jutro zobaczymy aż 7 meczów, z których kilka to gra o być albo nie być.

W grupie E Partizan wybierze się na misję niemożliwą, by zdobyć Barcelonę. W razie niepowodzenia będzie musiał liczyć na wygraną Panathinaikosu nad Maroussi w derbach Aten. A w składzie Pao coraz więcej kontuzji..

We wspomnianej grupie H Olympiacos pokonując Chimki może zakończyć ich debiutancki sezon w Eurolidze. Liczą na to ekipy Cibony i Caji Laboral, gdyż wówczas zwycięzca tego meczu zajmie drugą lokatę. Cibonie wystarczy wynik +4 z Cają, by z ostatniego miejsca wskoczyć na drugie i jeśli tak się stanie, byłaby to największa niespodzianka po awansie APG.

Na koniec grupa F, w której niby wszystko jest jasne -Maccabi Tel Awiw i Real Madryt awansowały do Elite Eight i grają między sobą. No właśnie, ale stawką tego meczu jest pierwsze miejsce w tabeli i uniknięcie spotkania z Barceloną w ćwierćfinale. Pierwszy mecz tych ekip dał Maccabi 5 punktów zaliczki i pierwszą lokatę w tabeli. Teraz jednak nadszedł czas rewanżu w Palacio Vistalegre i jednego możemy być pewni, walka pójdzie na noże, bo nikt nie zechce na drodze do paryskiego Final 4 spotkać głównego faworyta do końcowego triumfu.

Na deser Asseco Prokom zagra z Unicają Malaga, by z przytupem zakończyć tę fazę rozgrywek. Dobrze byłoby wygrać z Andaluzyjczykami, bo o wygrane w starciach z rozgrzanymi perspektywą pierwszego od 12 lat zwycięstwa w Eurolidze „Czerwonymi” z Pireusu, będzie szalenie ciężko.

5 komentarze:

Jakub Wojczyński pisze...

Jeśli Chimki przegrają, to Cibonie wystarczy +1 chociażby, bo mają +6 z Chimkami, -3 aktualnie z Cają, a Chimki z Cają są na 0.

Łukasz Michniewicz pisze...

Ależ właśnie dlatego, że Caja ma +3 Cibona musi wygrać czterema, by ją wyprzedzić w tabeli. z Chimkami ma plus, więc nimi się nie przejmuje. Chyba, ze wygrają z Oly:-)

Jakub Wojczyński pisze...

Nie.
Jeśli Chimki przegrają, to trójka ma bilans 2-4 i wtedy jest mała tabelka, w której wszyscy będą mieli 1 zwycięstwo i 1 porażkę. A małe punkty to aktualnie Cibona +3, Caja +3, Chimki -6.

Łukasz Michniewicz pisze...

Nie było okazji, by się przekonać, jak jest, bo Chimki wygrały, rozbijając wszelkie kalkulacje:-)

Jakub Wojczyński pisze...

Ale co tu się przekonywać?:) zerknij chociażby na qualification possibilities - http://www.euroleague.net/news/i/68135/180/item

Cibona will be second with a win and an Olympiacos win over Khimki.