Po zakończeniu wczorajszej, szóstej i ostatniej kolejki fazy Top 16 Euroligi znamy już trasę „drogi do Paryża”, którą podążać będą zespoły walczące o udział w turnieju Final Four, który odbędzie się w stolicy Francji od 7 do 9 maja.
Mistrzowie Polski nie sprostali Unicai Malaga i dość wysoko przegrali na zakończenie tej najbardziej udanej dla nich przygody z Najlepszą Szesnastką w Europie. Szkoda, że tak to się zakończyło, ale najważniejsza część zadania została wykonana i polski zespół wystąpi w tej prawdziwie elitarnej fazie rozgrywek. Pozostaje mieć nadzieję, że kibice w Polsce będą mieli okazję zobaczyć jeszcze niejeden dobry występ naszych reprezentantów w tym sezonie,a okazja jest ku temu znakomita.
Po raz drugi w historii ćwierćfinały Euroligi odbędą się w formule best of five, czyli krótko mówiąc, do trzech wygranych. W najgorszym razie gdyńscy kibice obejrzą jeden, w najlepszym razie dwa starcia swoich pupili ze zwycięzcą grupy H, Olympiakosem Pireus. To Grecy mają przewagę swojej hali i w niej zostaną rozegrane dwa pierwsze i ewentualny, decydujący mecz tej serii.
Nie wszystkie spośród rozegranych siedmiu spotkań kończących fazę Top 16 miała charakter wyłącznie prestiżowy, niektórzy walczyli o pozostanie w grze. Szczęście miał Partizan Belgrad, który mimo porażki z Barceloną gra dalej, dzięki wygranej Panathinaikosu w derbach Aten. Zastanawiałem się, czy zdetronizowani mistrzowie Euroligi zechcą pogrążyć swoich rywali zza między, Maroussi Ateny dając awans zaprzyjaźnionemu Partizanowi, wszak „Koniczynki” myślą już głównie o tym, by oszczędzać siły swoich zaawansowanych wiekowo liderów przed obroną tytułu mistrzów Grecji. Osłabieni brakiem Spanoulisa, Diamantidisa, Tsartsarisa, czy Pekovicia podopieczni Żeljko Obradovicia wyglądali momentami, jakby zastanawiali się, czy włączyć ten piąty bieg, czy nie. Gracze Maroussi stawiali im zacięty opór, a akcje Billy'ego Keysa, Jareda Homana, czy Mihailisa Pelekanosa mogły przyprawić fanów Pao i Partizana o palpitację serca. Ostatecznie w końcówce górę wzięła duma mistrzów i pewna ręka Antonisa Fotsisa na linii wolnych. Nieźle spisywał się także Nick Calathes, który dzięki kontuzjom gwiazd mógł pokazać kilka zagrań z repertuaru niedawnej gwiazdki ligi NCAA. W końcówce jednak, to weterani, jak Saras Jasikievicius, czy Drew Nicholas kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku.
W grupie H długo nie poddawał się Cibona Zagrzeb, potrzebująca do sukcesu nie tylko wygranej z Cają Laboral, ale także porażki Chimek w starciu z Olympiakosem. Ze swej strony Chorwaci robili wszystko, by misja się powiodła i jeszcze w czwartej kwarcie prowadzili w hali przeciwnika. Tymczasem Chimki dość pewnie ograły „Czerwonych” i wyeliminowały podopiecznych Velimira Perasovicia z gry. Do akcji wkroczyli Baskowie, którzy najpierw doprowadzili do dogrywki, a w niej pokazali mistrzom Chorwacji miejsce w szeregu. Wysoka wygrana dała im drugie miejsce i udział w play off. Zespół z Zagrzebia przegrywał zacięte spotkania i nie zdołał dobrą grą w końcówce rozgrywek zapewnić sobie gry w ćwierćfinale, zaś Chimki zapłaciły debiutanckie frycowe. Grająca nierówno Caja Laboral pokazała, ze nawet bez swego lidera, Tiago Splittera, może wygrywać w Europie, ale udział w „Ósemce” może być szczytem ich osiągnięć.
W grupie F zaciekły bój, ilustrowany niskim, „playoffowym” wynikiem (66:64) stoczyły ekipy Realu Madryt i Maccabi tel Awiw. Obydwu zespołom zależało na pierwszej lokacie w tabeli i uniknięciu Barcelony w fazie ćwierćfinałowej, stąd piękno gry zeszło na dalszy plan. Z tych zapasów, ku rozpaczy fanów „Królewskich” zwycięsko wyszli przyjezdni z Izraela. Świetna ostatnia kwarta, zwłaszcza w wykonaniu Chucka Eidsona, Alana Andersona i pakującego wszystkie piłki z góry do kosza Stephane'a Lasme przechyliła losy spotkania. Nie pomogła Realowi dobra gra Sergio Llulla, ani „trójki” weteranów, Jorge Garbajosy i Travisa Hansena. Za niespełna dwa tygodnie znów stanie naprzeciw swego głównego rywala – Barcelony.
Wyrównany, choć zupełnie inny w odbiorze był mecz zespołów, dla których sezon już się skończył Montepaschi Siena i Efes Pilsen Stambuł walczyły o wygraną, ale spotkanie było ofensywne i miłe dla oka. Nie zmienia to faktu, że magia Sieny i trenera Simone Pianigianiego przestaje już gwarantować udział w tych etapach europejskich rozgrywek, w których rozdawane są czołowe lokaty. Z kolei Efes ostatni swój udział w Final Four zaliczył na początku minionej dekady,a od tego czasu nie nawiązał do momentów chwały.
Skład tegorocznych play off przedstawia się zatem następująco:
Barcelona – Real Madryt
CSKA Moskwa- Caja Laboral
Maccabi tel Awiw – Partizan Belgrad
Olympiacos Pireus – Asseco Prokom
Zwycięzca Gran Derbi zagra z lepszym w pojedynku rosyjsko-hiszpańskim, zaś Maccabi lub Partizan spotka się z Olympiakosem lub mistrzami Polski. Pierwsze mecze w hali zespołu rozstawionego, odbędą się 23 i 25 marca, trzeci mecz 30 w obiekcie „słabszego” zespołu. Hala tej ekipy będzie też miejscem ewentualnego czwartego spotkania (1 kwietnia), zaś mecz z cyklu do or die – w hali rozstawionego - 7 kwietnia.
0 komentarze:
Prześlij komentarz