PZKosz prezentuje na swojej stronie loga finałowych spotkań Pucharu Polski mężczyzn i kobiet:
Do log ciężko mieć zastrzeżenia. Niebieskie dla chłopców, różowe dla dziewczynek - standard. Mnie najbardziej zaciekawił się kim są bezimienni dawcy konturów dla obu obrazków. Osobiście obstawiam Krzysztofa Szubargę (jakieś 90% pewności) i Samanthę Richards (80%).
Może macie jakieś inne typy, albo - lepiej - dowód w postaci oryginalnego zdjęcia, które mogło być szablonem?
sobota, 30 stycznia 2010
czwartek, 28 stycznia 2010
Co to będzie…
… na koniec rundy zasadniczej? Za nami przypomnę siedemnaście kolejek. Przed nami dziewięć. Obecnie na prowadzeniu jest Prokom, a tabelę zamyka Sportino. Za to w środku jest tak ciasno, że trudno coś wyrokować. Jednak to tym bardziej kusi, do podjęcia takiego działania. A zatem, co mi wyszło z analizy w niezawodnym Excelu?
Pierwsza czwórka: Prokom, Anwil, Polpharma, Czarni
W tym momencie, ósmy Trefl traci do czwartego Turowa zaledwie jeden punkt. W dodatku drużyna Andreja Urlepa gra niesamowicie chimerycznie, nie ma wystarczającego obwodu i ogólnie jest nieco przeceniana. I gra słabiutko na wyjazdach, a przed nim eskapady do Gdyni, Starogardu, Koszalina i Słupska. Nawet zakładając (co uczyniłem) zwycięstwa u siebie (w tym z Anwilem), wychodzi mi przeciętny bilans 15-11. To nie da czwórki.
Pierwsza trójka jest bezdyskusyjna. Prokom gdzieś polegnie, być może we Włocławku. Ale spokojnie zakończy rozgrywki na czele. Włocławianie na gdynianach odbiją sobie porażkę z Turowem i równie bezpiecznie zakończą zmagania. Natomiast Polpharma ma sporą przewagę, a w zanadrzu trzy wyjazdy na dół tabeli oraz cztery mecze u siebie. Tylko niesamowita obniżka formy odbierze im trzecią pozycję.
Natomiast Czarni, można by rzecz tradycyjnie już, Nowy Rok zaczynają mocno. Śmiem twierdzić, że są gotowi nawet sprawić sensację i po zdobyciu Zgorzelca powtórzyć ten manewr na hali Polpharmy bądź Anwilu. Jeśli nie na obu po kolei. I tym sposobem, rzutem na taśmę, zapewnią sobie miejsce w czwórce. O przysłowiowy włos, co równie ważne dla kibiców, wyprzedzając AZS Koszalin.
Miejsca 5-8: AZS, Turów, Trefl, Znicz
Koszalinianie, zwycięstwem z Treflem powinni sobie uprościć drogę do trzeciego/czwartego miejsca. Co będzie nie lada sensacją. Jednak z wyjazdów dwa zwycięstwa to raczej szczyt możliwości, a to się może okazać o punkt za mało, żeby wyprzedzić słupszczan.
Turów ma niezwykle ciężki terminarz, o czym już pisałem. Dlatego potrzeba tam zdecydowanej poprawy gry, żeby utrzymać się w czwórce. Oraz dużo szczęścia. Dla mnie obwód graczy ze Zgorzelca nie gwarantuje choćby jednego sukcesu wyjazdowego. Swoją drogą niezwykle ciekawie zapowiada się starcie w Koszalinie, nieco ponad rok po incydencie z Saso. Oby bez powtórek.
Sopocianie mają doskonały kalendarz – grają u siebie z pięcioma z sześciu ostatnich zespołów. I mają o jedno wyjazdowe starcie z mocarzami mniej, niż lokujący się obecnie oczko wyżej Znicz. A przy maksymalnej koncentracji i regularności podopieczni Muiznieksa spokojnie mogą dogonić Turów.
Jedno jest pewne – będzie się działo.
Miejsca 9-12: Stal, PBG, Polonia, Polonia 2011
Teraz może nie widać, ale dla mnie od miejsca ósmego w dół jest zdecydowana różnica poziomów. I raczej ciężko będzie tym drużynom wyrwać w końcówce jakieś zwycięstwa z zespołami walczącymi o czołową czwórkę. Ważne dla rozkładu poszczególnych miejsc będą starcia Stal – Polonia, PBG – Polonia i PBG – Stal. Kto zgarnie dwa zwycięstwa, zajmie dziewiątą lokatę. Na więcej raczej nie starczy.
Natomiast Polonia 2011… Nie wiem czemu, ale uwierzyłem. Ma trzy spotkania o wszystko – Kołobrzeg, Inowrocław i u siebie z Poznaniem. Kotwica u siebie wygrała na razie dwa na sześć spotkań, a jeszcze nie gościła całej czołówki. Dlatego to nie jest twierdza i wygrać można. Poza tym przed P2011 jeszcze derby, gdzie również wszystko może się zdarzyć. Trzy zwycięstwa są osiągalne, a to może dać cudowne utrzymanie.
Spadek: Kotwica, Sportino
Do ostatniej kropli krwi będą zapewne walczyli zawodnicy Kotwicy. Jednak zdeterminowany w walce o jak najwyższe miejsce Trefl w ostatniej kolejce zabierze im ligę. Przynajmniej w sportowym aspekcie. W Kołobrzegu od wielu lat mówi się o długach, czy wielu problemach finansowych, dlatego raczej nie pojawi się w zespole cudowny ratownik. Chociaż przyznam, że pytanie ‘kto spadnie – P2011 czy Kotwica’ jest równie zagadkowe jak o zdobywcę czwartego miejsca – ‘AZS, Czarni, Turów, czy Trefl?’. Wszystko okaże się siódmego kwietnia.
Natomiast Sportino... w ocenach po pierwszej rundzie sugerowałem, że to właśnie oni się utrzymają. Jak na razie dość brutalnie weryfikują moją tezę, przegrywając gdzie się da i to w wyjątkowo słabym stylu. Ponieważ nie podejrzewam, żeby się wiele zmieniło w najbliższych tygodniach, to właśnie prowadzeni przez Quintona Daya zawodnicy pożegnają się w kiepskim stylu z PLK. Ciekawe na jak długo…
Typowania i zestawienia są po to, żeby je robić. W tworzeniu każdego warto się przyglądać wielu czynnikom, takim jak (w tym wypadku) terminarz, ostatnie mecze, historia. Ile z tego się sprawdzi – nie mam pojęcia, ponieważ nie jestem w stanie przewidzieć takich cudów jak choćby dwie porażki Turowa w Warszawie. Dlatego jest to zestawienie, które powstało po wprowadzeniu dość racjonalnych i rzeczywistych wyników. No, może 2-3 typy były ryzykowne (zwycięstwo Czarnych w Starogardzie, przegrana Prokomu z Anwilem), ale generalnie odzwierciedlają obecny stan rzeczy.
Ciekawi mnie, jak korzystny terminarz wykorzysta Trefl. Na razie jest ósmy, ale ma wszelkie predyspozycje, żeby zdecydowanie awansować w ostatecznym rozrachunku. No i ta walka o utrzymanie… wprawdzie poziom ligi spadł, ale końcówka ponownie zapowiada się pasjonująco. I chyba za to, mimo wszystko, ktoś ją jeszcze kocha.
Pierwsza czwórka: Prokom, Anwil, Polpharma, Czarni
W tym momencie, ósmy Trefl traci do czwartego Turowa zaledwie jeden punkt. W dodatku drużyna Andreja Urlepa gra niesamowicie chimerycznie, nie ma wystarczającego obwodu i ogólnie jest nieco przeceniana. I gra słabiutko na wyjazdach, a przed nim eskapady do Gdyni, Starogardu, Koszalina i Słupska. Nawet zakładając (co uczyniłem) zwycięstwa u siebie (w tym z Anwilem), wychodzi mi przeciętny bilans 15-11. To nie da czwórki.
Pierwsza trójka jest bezdyskusyjna. Prokom gdzieś polegnie, być może we Włocławku. Ale spokojnie zakończy rozgrywki na czele. Włocławianie na gdynianach odbiją sobie porażkę z Turowem i równie bezpiecznie zakończą zmagania. Natomiast Polpharma ma sporą przewagę, a w zanadrzu trzy wyjazdy na dół tabeli oraz cztery mecze u siebie. Tylko niesamowita obniżka formy odbierze im trzecią pozycję.
Natomiast Czarni, można by rzecz tradycyjnie już, Nowy Rok zaczynają mocno. Śmiem twierdzić, że są gotowi nawet sprawić sensację i po zdobyciu Zgorzelca powtórzyć ten manewr na hali Polpharmy bądź Anwilu. Jeśli nie na obu po kolei. I tym sposobem, rzutem na taśmę, zapewnią sobie miejsce w czwórce. O przysłowiowy włos, co równie ważne dla kibiców, wyprzedzając AZS Koszalin.
Miejsca 5-8: AZS, Turów, Trefl, Znicz
Koszalinianie, zwycięstwem z Treflem powinni sobie uprościć drogę do trzeciego/czwartego miejsca. Co będzie nie lada sensacją. Jednak z wyjazdów dwa zwycięstwa to raczej szczyt możliwości, a to się może okazać o punkt za mało, żeby wyprzedzić słupszczan.
Turów ma niezwykle ciężki terminarz, o czym już pisałem. Dlatego potrzeba tam zdecydowanej poprawy gry, żeby utrzymać się w czwórce. Oraz dużo szczęścia. Dla mnie obwód graczy ze Zgorzelca nie gwarantuje choćby jednego sukcesu wyjazdowego. Swoją drogą niezwykle ciekawie zapowiada się starcie w Koszalinie, nieco ponad rok po incydencie z Saso. Oby bez powtórek.
Sopocianie mają doskonały kalendarz – grają u siebie z pięcioma z sześciu ostatnich zespołów. I mają o jedno wyjazdowe starcie z mocarzami mniej, niż lokujący się obecnie oczko wyżej Znicz. A przy maksymalnej koncentracji i regularności podopieczni Muiznieksa spokojnie mogą dogonić Turów.
Jedno jest pewne – będzie się działo.
Miejsca 9-12: Stal, PBG, Polonia, Polonia 2011
Teraz może nie widać, ale dla mnie od miejsca ósmego w dół jest zdecydowana różnica poziomów. I raczej ciężko będzie tym drużynom wyrwać w końcówce jakieś zwycięstwa z zespołami walczącymi o czołową czwórkę. Ważne dla rozkładu poszczególnych miejsc będą starcia Stal – Polonia, PBG – Polonia i PBG – Stal. Kto zgarnie dwa zwycięstwa, zajmie dziewiątą lokatę. Na więcej raczej nie starczy.
Natomiast Polonia 2011… Nie wiem czemu, ale uwierzyłem. Ma trzy spotkania o wszystko – Kołobrzeg, Inowrocław i u siebie z Poznaniem. Kotwica u siebie wygrała na razie dwa na sześć spotkań, a jeszcze nie gościła całej czołówki. Dlatego to nie jest twierdza i wygrać można. Poza tym przed P2011 jeszcze derby, gdzie również wszystko może się zdarzyć. Trzy zwycięstwa są osiągalne, a to może dać cudowne utrzymanie.
Spadek: Kotwica, Sportino
Do ostatniej kropli krwi będą zapewne walczyli zawodnicy Kotwicy. Jednak zdeterminowany w walce o jak najwyższe miejsce Trefl w ostatniej kolejce zabierze im ligę. Przynajmniej w sportowym aspekcie. W Kołobrzegu od wielu lat mówi się o długach, czy wielu problemach finansowych, dlatego raczej nie pojawi się w zespole cudowny ratownik. Chociaż przyznam, że pytanie ‘kto spadnie – P2011 czy Kotwica’ jest równie zagadkowe jak o zdobywcę czwartego miejsca – ‘AZS, Czarni, Turów, czy Trefl?’. Wszystko okaże się siódmego kwietnia.
Natomiast Sportino... w ocenach po pierwszej rundzie sugerowałem, że to właśnie oni się utrzymają. Jak na razie dość brutalnie weryfikują moją tezę, przegrywając gdzie się da i to w wyjątkowo słabym stylu. Ponieważ nie podejrzewam, żeby się wiele zmieniło w najbliższych tygodniach, to właśnie prowadzeni przez Quintona Daya zawodnicy pożegnają się w kiepskim stylu z PLK. Ciekawe na jak długo…
Typowania i zestawienia są po to, żeby je robić. W tworzeniu każdego warto się przyglądać wielu czynnikom, takim jak (w tym wypadku) terminarz, ostatnie mecze, historia. Ile z tego się sprawdzi – nie mam pojęcia, ponieważ nie jestem w stanie przewidzieć takich cudów jak choćby dwie porażki Turowa w Warszawie. Dlatego jest to zestawienie, które powstało po wprowadzeniu dość racjonalnych i rzeczywistych wyników. No, może 2-3 typy były ryzykowne (zwycięstwo Czarnych w Starogardzie, przegrana Prokomu z Anwilem), ale generalnie odzwierciedlają obecny stan rzeczy.
Ciekawi mnie, jak korzystny terminarz wykorzysta Trefl. Na razie jest ósmy, ale ma wszelkie predyspozycje, żeby zdecydowanie awansować w ostatecznym rozrachunku. No i ta walka o utrzymanie… wprawdzie poziom ligi spadł, ale końcówka ponownie zapowiada się pasjonująco. I chyba za to, mimo wszystko, ktoś ją jeszcze kocha.
środa, 27 stycznia 2010
3sekundy.com video blog #1: "Historia koszykówki"
Video blog tekstowy - mój własny wynalazek - który zrodził się z poszukiwania interesującej formy przekazania pewnych faktów i ciekawostek, których przedstawienie w spójnym tekście mogłoby być dość trudne.
W tej chwili nie mam pojęcia czy ta forma będzie kontynuowana. Czy będzie przydatna w czymkolwiek innym niż przedstawieniu historii koszykówki. Wszystko zależy od odbioru tego video bloga. Czy ta forma się przyjmie. Choć część druga choćby dla wypełnienia historii przedwojennej gry Polaków na Igrzyskach w Berlinie, ME '37 oraz ME '39, raczej na pewno powstanie.
Zapraszam do oglądania i komentowania.
Euroliga: Początek walki o play off
Tradycyjnie dzień po zespołach uczestniczących w Pucharze Europy swoje rozgrywki wznawiają ekipy Euroligi. Jest wśród nich mistrz Polski, Asseco Prokom Gdynia, ale nawet bez niego byłoby ciekawie. Skończyło się bowiem bezpieczne granie w regular season, a rozpoczyna się walka o udział w play offach.
Gdynianie do akcji wkraczają we czwartek i od razu czeka ich bardzo istotny mecz z Żalgirisem Kowno, teoretycznie najsłabszym rywale w grupie G. Wygrana w tym meczu jest bardzo ważna, a porażka nie wchodzi w grę. Pamiętamy, co prawda, że sezon zasadniczy rozpoczął się dla Asseco od porażki właśnie Kopciuszkiem grupy (wówczas był to Oldenburg), ale wtedy było więcej czasu i spotkań w zapasie, by odrobić tę stratę. Obecnie każdy punkt jest na wagę złota.
Przed meczem w Polsce problemem Litwinów są kontuzje, zwłaszcza wśród graczy podkoszowych. Do Povilasa Cukinasa (najpewniej koniec sezonu) i Mirzy Begicia w ostatniej kolejce ligowej dołączył Travis Watson. Występ tego ostatniego będzie się ważył do ostatniej chwili. O sile przyjezdnych stanowić więc będzie obwód, stanowiący mieszankę rutyny (Marcus Brown, Dainius Salenga, Alkesandar Capin) z młodością (Martynas Pocius, Mantas Kalnietis). Wszyscy są świetnymi strzelcami z dystansu i to właśnie z większych odległości od kosza będą bombardować Polaków kownianie. Zespół Tomasa Pacesasa nie zgłaszał żadnych problemów z kontuzjami, a powołany na „Gigantów” Qyntel Woods na tyle krótko, że nie zdążył się spocić. Siła fizyczna, zgranie i atut własnej hali – te przewagi powinny zadecydować o wyniku meczu. Z walecznymi Litwinami nie można jednakże być pewnym swego do samego końca.
Grupowi rywale Asseco, pierwsze spotkanie rozegrają we środę. W Moskwie CSKA będzie faworytem pojedynku z Unicają Malaga, ale zespół z Hiszpanii nie tracił czasu po zakończeniu sezonu zasadniczego. Nowi strzelcy, Juan Dixon i Zabian Dowdell mają zastąpić Taquana Deana, któremu podziękowano za współpracę.
Wielkim wydarzeniem powinno być spotkanie Panathinaikosu Ateny z Partizanem Belgrad (grupa E). Zafascynowani ateńskim klubem gracze Partizana w bezpośrednim starciu nie będą mieli dla przeciwników żadnego respektu. Obrońcy tytułu mają jednakże jeszcze większe problemy – czołowi wysocy gracze – Mike Batiste i Kostas Tsartsaris nie wystąpią w najbliższym meczu, a i na tej absencji może się nie skończyć. Dar przekonywania i ogromny budżet przyciągnął jednak gracza, który ma zastąpić Batiste' a. Jest nim Marcus Haislip, była gwiazda Malagi, Efesu Pilsen i Ulkeru Stambuł. Amerykanin, po nieudanej próbie podboju NBA szuka powrotu na pozycję gwiazdy w Europie. Ciekawe, jak poradzi sobie w jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym teamie na Starym Kontynencie, gdzie konkurencja i przede wszystkim, dyscyplina taktyczna przypomina standardy, z jakimi spotkał się w San Antonio.
Pierwszy dzień rywalizacji w Top 16 zakończy mecz Realu Madryt z Efesem Pilsen Stambuł
Świetnych meczów nie zabraknie we czwartek. Caja Laboral, wzmocniona zwolnionym z Malagi Deanem, podejmie potężny Olympiacos Pireus, w którego składzie zabraknie czołowego podkoszowego Ioannisa Bourousisa. Ciekawie będzie też w Sienie, gdzie Montepaschi ugości Maccabi tel Awiw, byłą drużynę Macieja Lampego. W kolejnych spotkaniach (Barcelona – Maroussi Ateny oraz Chimki – Cibona Zagrzeb) faworytami są gospodarze, ale ciekawej i efektownej koszykówki nie powinno zabraknąć.
Gdynianie do akcji wkraczają we czwartek i od razu czeka ich bardzo istotny mecz z Żalgirisem Kowno, teoretycznie najsłabszym rywale w grupie G. Wygrana w tym meczu jest bardzo ważna, a porażka nie wchodzi w grę. Pamiętamy, co prawda, że sezon zasadniczy rozpoczął się dla Asseco od porażki właśnie Kopciuszkiem grupy (wówczas był to Oldenburg), ale wtedy było więcej czasu i spotkań w zapasie, by odrobić tę stratę. Obecnie każdy punkt jest na wagę złota.
Przed meczem w Polsce problemem Litwinów są kontuzje, zwłaszcza wśród graczy podkoszowych. Do Povilasa Cukinasa (najpewniej koniec sezonu) i Mirzy Begicia w ostatniej kolejce ligowej dołączył Travis Watson. Występ tego ostatniego będzie się ważył do ostatniej chwili. O sile przyjezdnych stanowić więc będzie obwód, stanowiący mieszankę rutyny (Marcus Brown, Dainius Salenga, Alkesandar Capin) z młodością (Martynas Pocius, Mantas Kalnietis). Wszyscy są świetnymi strzelcami z dystansu i to właśnie z większych odległości od kosza będą bombardować Polaków kownianie. Zespół Tomasa Pacesasa nie zgłaszał żadnych problemów z kontuzjami, a powołany na „Gigantów” Qyntel Woods na tyle krótko, że nie zdążył się spocić. Siła fizyczna, zgranie i atut własnej hali – te przewagi powinny zadecydować o wyniku meczu. Z walecznymi Litwinami nie można jednakże być pewnym swego do samego końca.
Grupowi rywale Asseco, pierwsze spotkanie rozegrają we środę. W Moskwie CSKA będzie faworytem pojedynku z Unicają Malaga, ale zespół z Hiszpanii nie tracił czasu po zakończeniu sezonu zasadniczego. Nowi strzelcy, Juan Dixon i Zabian Dowdell mają zastąpić Taquana Deana, któremu podziękowano za współpracę.
Wielkim wydarzeniem powinno być spotkanie Panathinaikosu Ateny z Partizanem Belgrad (grupa E). Zafascynowani ateńskim klubem gracze Partizana w bezpośrednim starciu nie będą mieli dla przeciwników żadnego respektu. Obrońcy tytułu mają jednakże jeszcze większe problemy – czołowi wysocy gracze – Mike Batiste i Kostas Tsartsaris nie wystąpią w najbliższym meczu, a i na tej absencji może się nie skończyć. Dar przekonywania i ogromny budżet przyciągnął jednak gracza, który ma zastąpić Batiste' a. Jest nim Marcus Haislip, była gwiazda Malagi, Efesu Pilsen i Ulkeru Stambuł. Amerykanin, po nieudanej próbie podboju NBA szuka powrotu na pozycję gwiazdy w Europie. Ciekawe, jak poradzi sobie w jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym teamie na Starym Kontynencie, gdzie konkurencja i przede wszystkim, dyscyplina taktyczna przypomina standardy, z jakimi spotkał się w San Antonio.
Pierwszy dzień rywalizacji w Top 16 zakończy mecz Realu Madryt z Efesem Pilsen Stambuł
Świetnych meczów nie zabraknie we czwartek. Caja Laboral, wzmocniona zwolnionym z Malagi Deanem, podejmie potężny Olympiacos Pireus, w którego składzie zabraknie czołowego podkoszowego Ioannisa Bourousisa. Ciekawie będzie też w Sienie, gdzie Montepaschi ugości Maccabi tel Awiw, byłą drużynę Macieja Lampego. W kolejnych spotkaniach (Barcelona – Maroussi Ateny oraz Chimki – Cibona Zagrzeb) faworytami są gospodarze, ale ciekawej i efektownej koszykówki nie powinno zabraknąć.
wtorek, 26 stycznia 2010
Marcin Gortat będzie szkolił młodzież
A dokładniej Fundacja MG13 ma stworzyć Szkołę Sportową Marcina Gortata. Szczegóły podaje oficjalna strona Marcina Gortata:
Celem projektu jest stworzenie nowoczesnego systemu szkolenia młodzieży opartego na doświadczeniu i myśli szkoleniowej czołowych trenerów polskich, lig europejskich oraz amerykańskich (pracowników NBA oraz lig akademickich). Szkoła będzie oferować swoim uczniom unikalną w Polsce możliwość czerpania z najlepszych wzorców i postaw sportowych. Jej ambicją, jest stworzenie kuźni młodych talentów – początkowo w koszykówce, lecz w dalszej perspektywie, także i w innych dyscyplinach sportowych.
W ramach projektu Fundacji Marcina Gortata MG13 planowane jest otwarcie klas sportowych pod patronatem Marcina. Nowo powstałe klasy o profilu koszykarskim będą stanowiły integralną część funkcjonujących już dwóch gimnazjów i jednego liceum publicznego na terenie Łodzi. W pierwszym roku działalności planuje się otwarcie 4 klas w gimnazjach i 1 klasy na poziomie liceum. Wydział Edukacji Urzędu Miasta Łodzi wytypował już placówki, w których możliwa będzie realizacja przedsięwzięcia. Projekt uwzględnia możliwość zabezpieczenia zakwaterowania w pobliskim internacie, dla dzieci i młodzieży spoza Łodzi i okolic. Planowane jest stworzenie systemu stypendiów sportowych i naukowych, dla najzdolniejszych uczniów.
Kadrę szkoleniową niezbędną do realizacji projektu, zabezpieczy ŁKS Koszykówka Męska. Marcin Gortat, w ramach patronatu, zapewni obecność trenerów i zawodników NBA oraz lig europejskich, podczas dodatkowych zajęć szkoleniowo-sportowych (eventów).
Zajęcia będą odbywały się w systemie treningów porannych i popołudniowych, aby zoptymalizować efekty szkoleniowe.
Plany bardzo ambitne. Bo w dalszej perspektywie Szkoła ma zajmować się nie tylko koszykówką. Ja osobiście zdecydowałbym się na pełną koncentrację na jednej dyscyplinie, ale to w tej chwili mniej ważne. Sam pomysł jest doskonały.
Kluczową sprawą jest jednak, czy taka szkoła będzie w stanie zrobić różnicę na tle dość kulejącego w Polsce szkolenia młodzieży. Czy będzie w stanie ustanowić nowe standardy, do których pozostałe kluby będą tylko dążyć. Czy szkoła mająca niesamowite możliwości wynikające z patronatu Marcina Gortata będzie w stanie zainteresować i przyciągnąć utalentowaną młodzież z regionu.
Pytaniem jest też gdzie zawodnicy ze Szkoły Sportowej MG mieliby się stykać z seniorską koszykówką w wieku licealnym. Rozgrywki drugiej ligi to i tak niewystarczające minimum dla naprawdę utalentowanych młodych koszykarzy. ŁKS w niedługim czasie może zostać zespołem PLK. A zespół rezerw ma zaledwie w 3. lidze. Najodpowiedniejszym miejscem dla czołowych talentów jest ogrywanie się w 1. lidze jak pokazała Polonia 2011 w poprzednich latach ogrywając tam zawodników, których dziś oglądamy w ekstraklasie i jak nadal pokazuje wprowadzając w pierwszoligowym Tempcoldzie AZS Politechnika Warszawska zawodników rocznika '93 - Ponitkę i Michalaka. Kolejny nasz wielki talent Przemysław Karnowski zbiera w obecnym sezonie pierwsze seniorskie szlify w drugoligowym SIDEN-ie Toruń, ale za rok to będzie dla niego już nieodpowiednie miejsce.
O tym, że brak kontaktów najbardziej utalentowanych polskich koszykarzy do późnego wieku juniora starszego z seniorskim basketem to problem w Polsce, niech świadczą fakty. Wicemistrzowie Polski juniorów ze Śląska Wrocław - w tym czołowy na swej pozycji Jakub Parzeński - grają w drugiej lidze. Mistrzowie - Korona Kraków - tylko w trzeciej...
Wielkie wyzwania czekają nową szkołę Gortata. Związane są z nią na pewno wielkie nadzieje. Trzymam kciuki, żeby te nadzieje zostały spełnione z nawiązką.
Celem projektu jest stworzenie nowoczesnego systemu szkolenia młodzieży opartego na doświadczeniu i myśli szkoleniowej czołowych trenerów polskich, lig europejskich oraz amerykańskich (pracowników NBA oraz lig akademickich). Szkoła będzie oferować swoim uczniom unikalną w Polsce możliwość czerpania z najlepszych wzorców i postaw sportowych. Jej ambicją, jest stworzenie kuźni młodych talentów – początkowo w koszykówce, lecz w dalszej perspektywie, także i w innych dyscyplinach sportowych.
W ramach projektu Fundacji Marcina Gortata MG13 planowane jest otwarcie klas sportowych pod patronatem Marcina. Nowo powstałe klasy o profilu koszykarskim będą stanowiły integralną część funkcjonujących już dwóch gimnazjów i jednego liceum publicznego na terenie Łodzi. W pierwszym roku działalności planuje się otwarcie 4 klas w gimnazjach i 1 klasy na poziomie liceum. Wydział Edukacji Urzędu Miasta Łodzi wytypował już placówki, w których możliwa będzie realizacja przedsięwzięcia. Projekt uwzględnia możliwość zabezpieczenia zakwaterowania w pobliskim internacie, dla dzieci i młodzieży spoza Łodzi i okolic. Planowane jest stworzenie systemu stypendiów sportowych i naukowych, dla najzdolniejszych uczniów.
Kadrę szkoleniową niezbędną do realizacji projektu, zabezpieczy ŁKS Koszykówka Męska. Marcin Gortat, w ramach patronatu, zapewni obecność trenerów i zawodników NBA oraz lig europejskich, podczas dodatkowych zajęć szkoleniowo-sportowych (eventów).
Zajęcia będą odbywały się w systemie treningów porannych i popołudniowych, aby zoptymalizować efekty szkoleniowe.
Plany bardzo ambitne. Bo w dalszej perspektywie Szkoła ma zajmować się nie tylko koszykówką. Ja osobiście zdecydowałbym się na pełną koncentrację na jednej dyscyplinie, ale to w tej chwili mniej ważne. Sam pomysł jest doskonały.
Kluczową sprawą jest jednak, czy taka szkoła będzie w stanie zrobić różnicę na tle dość kulejącego w Polsce szkolenia młodzieży. Czy będzie w stanie ustanowić nowe standardy, do których pozostałe kluby będą tylko dążyć. Czy szkoła mająca niesamowite możliwości wynikające z patronatu Marcina Gortata będzie w stanie zainteresować i przyciągnąć utalentowaną młodzież z regionu.
Pytaniem jest też gdzie zawodnicy ze Szkoły Sportowej MG mieliby się stykać z seniorską koszykówką w wieku licealnym. Rozgrywki drugiej ligi to i tak niewystarczające minimum dla naprawdę utalentowanych młodych koszykarzy. ŁKS w niedługim czasie może zostać zespołem PLK. A zespół rezerw ma zaledwie w 3. lidze. Najodpowiedniejszym miejscem dla czołowych talentów jest ogrywanie się w 1. lidze jak pokazała Polonia 2011 w poprzednich latach ogrywając tam zawodników, których dziś oglądamy w ekstraklasie i jak nadal pokazuje wprowadzając w pierwszoligowym Tempcoldzie AZS Politechnika Warszawska zawodników rocznika '93 - Ponitkę i Michalaka. Kolejny nasz wielki talent Przemysław Karnowski zbiera w obecnym sezonie pierwsze seniorskie szlify w drugoligowym SIDEN-ie Toruń, ale za rok to będzie dla niego już nieodpowiednie miejsce.
O tym, że brak kontaktów najbardziej utalentowanych polskich koszykarzy do późnego wieku juniora starszego z seniorskim basketem to problem w Polsce, niech świadczą fakty. Wicemistrzowie Polski juniorów ze Śląska Wrocław - w tym czołowy na swej pozycji Jakub Parzeński - grają w drugiej lidze. Mistrzowie - Korona Kraków - tylko w trzeciej...
Wielkie wyzwania czekają nową szkołę Gortata. Związane są z nią na pewno wielkie nadzieje. Trzymam kciuki, żeby te nadzieje zostały spełnione z nawiązką.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Puchar Europy: przed startem Last 16
Jutro rozpoczyna się faza Last 16 Pucharu Europy. Walka o miejsce w przyszłosezonowej Eurolidze zapowiada się ciekawie. Przyjrzyjmy się pokrótce, co nas czeka w najbliższych tygodniach.
Grupy wydają się być bardzo wyrównane, ale teraz okaże się, kogo stać na walkę o zwycięstwo i kto ma naprawdę mocną motywację. Ostatnie transfery zmieniły nieco układ sił, ale pewne rzeczy pozostają stałe. Cztery drużyny z hiszpańskiej ACB (Joventut, Walencja, Bilbao i Gran Canaria w komplecie stawiły się do rywalizacji w czołowej szesnastce i to one są faworytami do awansu do „Ósemki”, rozgrywanej w formule mecz i rewanż. Przypomnijmy, że z każdej z czterech grup promocję uzyskują dwie najlepsze ekipy.
Grupa I
Aris Saloniki, Joventut Badalona, Alba Berlin, Le Mans
Na papierze najmocniejsi są Grecy. Byli reprezentanci Hellady – Mihalis Kakiouzis, Dimos Dikoudis i Nikos Hatzivrettas, ograny w NBA Jeremy Richardson (ostatnio Orlando Magic), czy otrzaskani z Euroligą, Andy Betts i Aaron Miles stanowią mocny zestaw. W trakcie sezonu nie zamykają się w Salonikach obrotowe drzwi – na zakończenie sezonu zasadniczego z zespołu odszedł weteran z NBA Juan Dixon, a zasilił go duet Serbów – Ivan Paunić (ostatnio kadrowicz na Eurobaskecie) i niesamowicie wszechstronny Dragan Labović z FMP Belgrad. Niestety równie często zmieniają się tam trenerzy. David Blatt jest już trzecim po Andrei Mazzonie i Fotisie Katsikarisie szkoleniowcem, który poprowadzi Aris w bieżących rozgrywkach. Pytanie, czy taka karuzela nie doprowadzi do zmarnowania potencjału..
Joventut nie ma już w składzie Ricky' ego Rubio, ale wciąż gromadzi talenty (Uros Tripković, Henk Norel, Christian Eyenga). Dodajmy do tego ogranych Hiszpanów (Antonio Bueno, Edu Hernandez Sonseca) oraz Clay' a Tuckera i Lukę Bogdanovicia. Tej ekipy nie wolno lekceważyć.
Niedawni euroligowcy – Le Mans i Alba wydają się być słabsi, ale Niemcy wygrali swoją grupę regular season i poważnie myślą o dalszej grze. Jurica Golemac, Blagota Sekulić, czy Rashad Wright dają zespołowi doświadczenie, zaś Julius Jekins, czy Immanuel McElroy zapewniają energię w grze. Podobnie jest w Le Mans, gdzie klasę gwarantują Marc Salyers, Dewarick Spencer, czy Joao Batista, a zaciętość i pasję dorzucają Francuzi – Antoine Diot, czy Tierry Rupert. Najfajniejsze w tej grupie jest to, że nie widać chłopca do bicia i oby to się sprawdziło w praktyce.
Grupa J
Uniks Kazań, Power Electronics Walencja, Galatasaray Stambuł, Hapoel Jerozolima
Na czoło powinny się wysforować zespoły z Rosji i Hiszpanii. Uniks z fantastycznym obwodem – Marko Popović, Terell Lyday i reaktywowany Saulius Stombergas- prezentuje się efektownie. Jedynym pogromcą „Kazańców” był Joventut, ale w dwumeczu lepszy bilans mieli podopieczni Valdemarasa Chomiciusa. Pod koszem do Kreso Loncara dołączył Maciej Lampe i już w drugim meczu ligowym pokazał się z dobrej strony. Oby podobnie jak w Chimkach znalazł dla siebie dobry klimat.
Walencja, to renomowany trener Neven Spahija oraz grupa drugoplanowych postaci z bardzo silnych reprezentacji. Nando de Colo, Matt Nielsen Florent Pietrus, Victor Claver, czy Kosta Perović przewijali się podczas Eurobasketu, bądź ostatnich Igrzysk Olimpijskich i choć w cieniu największych gwiazd (z wyjątkiem de Colo), ale zawsze z wkładem w wyniki zespołu. Ciekawe, czy pomogą swemu ambitnemu, choć niespełnionemu klubowi wrócić do znaczenia z sezonu 2003/03, czyli czasu ostatniego triumfu na zapleczu Euroligi.
Pozostałe drużyny, to niedawni pretendenci do sukcesów w Pucharze ULEB. Galatasaray opiera się na tercecie Simas Jasaitis – Mike Wilkinson – Darius Washington, zaś w Jerozolimie królują mniej znani Amerykanie z Kevinnem Pinkneyem, znanym z występów w Zgorzelcu. Niemniej tacy zawodnicy, jak Leo Lyons, Chester Simmons Pooh Jeter sprawdzają się taktyce trenera Guy' a Goodesa i pomogli swej ekipie wyeliminować groźny Zadar. Obecnie, mimo że do faworytów nie należą, sprawią swym rywalom duże problemy.
Grupa K
Bilbao, Panellinios Ateny,Benetton Treviso, Brose Baskets Bamberg
Podobna sytuacja jak w grupie I. Faworyt Bilbao zwolnił trenera Txusa Vidurretę, ale ten coach był z zespołem związany przez lata, zaś powodem zwolnienia były wyniki w lidze. Obecny szkoleniowiec, Fotis Katsikaris znów może popracować z mocnym, ale tym razem stabilnym zespołem. Do walczaka Marko Banicia, wszechstronnego Roberta Conley'a, czy strzelców Renaldasa Seibutisa i Damira Markoty dołączył Axel Hervelle z Realu i drużyna wygląda naprawdę mocno.
Po niezbyt efektownych występach w regular season i przede wszystkim porażce w eliminacjach do Euroligi także Benetton Treviso podziękował trenerowi. Po Oktay'u Mahmutim i epizodzie z Francesco Vituccim, na ławkę ekipy z Treviso trafił znany nam Jasmin Repesa. Dysponuje on szerokim składem, którego dumę stanowią Davor Kus, Sandro Nicević, czy Gary Neal, a waleczni CJ Wallace, Andrea Renzi, stanowić będą o klasie drużyny. Skarbem coacha jest też superzdolny Donatas Motiejunas, którego warto oglądać i zapamiętać jego nazwisko.
Kto oglądał Panellinios Ateny w meczach z Turowem Zgorzelec, ten wie, jak groźny jest to zespół. Znakiem firmowym jest tu doświadczenie, którego pod dostatkiem mają Rod Blakney, Duro Ostojić, czy Manolis Papamakarios, ale najlepszym snajperem ekipy jest młody Devin Smith. Podopieczni Iliasa Zourosa forsują styl nieefektowny, ale do bólu solidny, zaś twarde łokcie Josha Davisa, czy Ostojicia zostaną rywalom w niemiłej pamięci na długo.
Ciekawy team rozwija się w Bambergu. Obok weteranów, Predraga Suputa, Casey'a Jacobsena, czy Roberta Garretta, dojrzewa talent rezerwowego centra reprezentacji Niemiec, Tibora Pleissa, a swoją niszę odnalazł niespełniony talent słowackiej koszykówki, Anton Gavel, Dobrze odnalazł się także niedawny gracz Maccabi Tel Awiw, Elton Brown oraz znany z występów w Polsce Eric Taylor. Ta ekipa nie wygląda na dostarczyciela punktów i walka o awans powinna być w tej grupie szczególnie zacięta.
Grupa L
Gran Canaria, Turk Telekom Ankara, Crvena Zvezda, CEZ Nymburk
Hiszpanie z Wysp Kanaryjskich nie bez trudu przeszli grupę „zgorzelecką”. Dziwne to, bo zarówno trener (Pedro Martinez), jak i zawodnicy (James Augustine, Marcus Norris, Mel Sanders) mają swoją renomę i powinni byli spokojnie wygrać tę fazę rozgrywek. Teraz jednak siła tej ekipy powinna zaprocentować pewnym awansem do play off.
Głównym rywalem Gran Canarii powinna być drużyna z Ankary, mająca w składzie znanych Amerykanów (Demond Mallet, Kris Lang, Andre Owens, Lamayne Wilson, Erwin Dudley) oraz zaprawionych w bojach Turków (Husein Besok,Serkan Erdogan) nie bez trudu awansowali z silnej grupy i podobnie, jak Hiszpanie czekają na moment eksplozji.
Moim ulubionym zespołem w tej grupie jest Crvena Zvezda. Wspaniała waleczność, kompletna nieprzewidywalność i ogromne pokłady talentu robią znakomite wrażenie. Tacy gracze jak Elmedin Kikanović,, Marko Keselj, czy Tadija Dragicević, to nadzieje europejskiej koszykówki. Niestety problemy finansowe spowodowały, że ten ostatni na pewno nie zagra już w biało-czerwonych pasiakach, a nie wiadomo, czy na nim się skończy. Pociecha w tym, że była gwiazda polskiej ligi, Oliver Stević wreszcie na dłużej będzie mógł zagościć na parkiecie.
Kopciuszkiem w tym towarzystwie jest Nymburk Mulego Katzurina. Mistrzowie Czech nie powalają na kolana swoją grą i z wielkim trudem dostali się do Szesnastki. Coś ponadto będzie wielkim sukcesem.
Grupy wydają się być bardzo wyrównane, ale teraz okaże się, kogo stać na walkę o zwycięstwo i kto ma naprawdę mocną motywację. Ostatnie transfery zmieniły nieco układ sił, ale pewne rzeczy pozostają stałe. Cztery drużyny z hiszpańskiej ACB (Joventut, Walencja, Bilbao i Gran Canaria w komplecie stawiły się do rywalizacji w czołowej szesnastce i to one są faworytami do awansu do „Ósemki”, rozgrywanej w formule mecz i rewanż. Przypomnijmy, że z każdej z czterech grup promocję uzyskują dwie najlepsze ekipy.
Grupa I
Aris Saloniki, Joventut Badalona, Alba Berlin, Le Mans
Na papierze najmocniejsi są Grecy. Byli reprezentanci Hellady – Mihalis Kakiouzis, Dimos Dikoudis i Nikos Hatzivrettas, ograny w NBA Jeremy Richardson (ostatnio Orlando Magic), czy otrzaskani z Euroligą, Andy Betts i Aaron Miles stanowią mocny zestaw. W trakcie sezonu nie zamykają się w Salonikach obrotowe drzwi – na zakończenie sezonu zasadniczego z zespołu odszedł weteran z NBA Juan Dixon, a zasilił go duet Serbów – Ivan Paunić (ostatnio kadrowicz na Eurobaskecie) i niesamowicie wszechstronny Dragan Labović z FMP Belgrad. Niestety równie często zmieniają się tam trenerzy. David Blatt jest już trzecim po Andrei Mazzonie i Fotisie Katsikarisie szkoleniowcem, który poprowadzi Aris w bieżących rozgrywkach. Pytanie, czy taka karuzela nie doprowadzi do zmarnowania potencjału..
Joventut nie ma już w składzie Ricky' ego Rubio, ale wciąż gromadzi talenty (Uros Tripković, Henk Norel, Christian Eyenga). Dodajmy do tego ogranych Hiszpanów (Antonio Bueno, Edu Hernandez Sonseca) oraz Clay' a Tuckera i Lukę Bogdanovicia. Tej ekipy nie wolno lekceważyć.
Niedawni euroligowcy – Le Mans i Alba wydają się być słabsi, ale Niemcy wygrali swoją grupę regular season i poważnie myślą o dalszej grze. Jurica Golemac, Blagota Sekulić, czy Rashad Wright dają zespołowi doświadczenie, zaś Julius Jekins, czy Immanuel McElroy zapewniają energię w grze. Podobnie jest w Le Mans, gdzie klasę gwarantują Marc Salyers, Dewarick Spencer, czy Joao Batista, a zaciętość i pasję dorzucają Francuzi – Antoine Diot, czy Tierry Rupert. Najfajniejsze w tej grupie jest to, że nie widać chłopca do bicia i oby to się sprawdziło w praktyce.
Grupa J
Uniks Kazań, Power Electronics Walencja, Galatasaray Stambuł, Hapoel Jerozolima
Na czoło powinny się wysforować zespoły z Rosji i Hiszpanii. Uniks z fantastycznym obwodem – Marko Popović, Terell Lyday i reaktywowany Saulius Stombergas- prezentuje się efektownie. Jedynym pogromcą „Kazańców” był Joventut, ale w dwumeczu lepszy bilans mieli podopieczni Valdemarasa Chomiciusa. Pod koszem do Kreso Loncara dołączył Maciej Lampe i już w drugim meczu ligowym pokazał się z dobrej strony. Oby podobnie jak w Chimkach znalazł dla siebie dobry klimat.
Walencja, to renomowany trener Neven Spahija oraz grupa drugoplanowych postaci z bardzo silnych reprezentacji. Nando de Colo, Matt Nielsen Florent Pietrus, Victor Claver, czy Kosta Perović przewijali się podczas Eurobasketu, bądź ostatnich Igrzysk Olimpijskich i choć w cieniu największych gwiazd (z wyjątkiem de Colo), ale zawsze z wkładem w wyniki zespołu. Ciekawe, czy pomogą swemu ambitnemu, choć niespełnionemu klubowi wrócić do znaczenia z sezonu 2003/03, czyli czasu ostatniego triumfu na zapleczu Euroligi.
Pozostałe drużyny, to niedawni pretendenci do sukcesów w Pucharze ULEB. Galatasaray opiera się na tercecie Simas Jasaitis – Mike Wilkinson – Darius Washington, zaś w Jerozolimie królują mniej znani Amerykanie z Kevinnem Pinkneyem, znanym z występów w Zgorzelcu. Niemniej tacy zawodnicy, jak Leo Lyons, Chester Simmons Pooh Jeter sprawdzają się taktyce trenera Guy' a Goodesa i pomogli swej ekipie wyeliminować groźny Zadar. Obecnie, mimo że do faworytów nie należą, sprawią swym rywalom duże problemy.
Grupa K
Bilbao, Panellinios Ateny,Benetton Treviso, Brose Baskets Bamberg
Podobna sytuacja jak w grupie I. Faworyt Bilbao zwolnił trenera Txusa Vidurretę, ale ten coach był z zespołem związany przez lata, zaś powodem zwolnienia były wyniki w lidze. Obecny szkoleniowiec, Fotis Katsikaris znów może popracować z mocnym, ale tym razem stabilnym zespołem. Do walczaka Marko Banicia, wszechstronnego Roberta Conley'a, czy strzelców Renaldasa Seibutisa i Damira Markoty dołączył Axel Hervelle z Realu i drużyna wygląda naprawdę mocno.
Po niezbyt efektownych występach w regular season i przede wszystkim porażce w eliminacjach do Euroligi także Benetton Treviso podziękował trenerowi. Po Oktay'u Mahmutim i epizodzie z Francesco Vituccim, na ławkę ekipy z Treviso trafił znany nam Jasmin Repesa. Dysponuje on szerokim składem, którego dumę stanowią Davor Kus, Sandro Nicević, czy Gary Neal, a waleczni CJ Wallace, Andrea Renzi, stanowić będą o klasie drużyny. Skarbem coacha jest też superzdolny Donatas Motiejunas, którego warto oglądać i zapamiętać jego nazwisko.
Kto oglądał Panellinios Ateny w meczach z Turowem Zgorzelec, ten wie, jak groźny jest to zespół. Znakiem firmowym jest tu doświadczenie, którego pod dostatkiem mają Rod Blakney, Duro Ostojić, czy Manolis Papamakarios, ale najlepszym snajperem ekipy jest młody Devin Smith. Podopieczni Iliasa Zourosa forsują styl nieefektowny, ale do bólu solidny, zaś twarde łokcie Josha Davisa, czy Ostojicia zostaną rywalom w niemiłej pamięci na długo.
Ciekawy team rozwija się w Bambergu. Obok weteranów, Predraga Suputa, Casey'a Jacobsena, czy Roberta Garretta, dojrzewa talent rezerwowego centra reprezentacji Niemiec, Tibora Pleissa, a swoją niszę odnalazł niespełniony talent słowackiej koszykówki, Anton Gavel, Dobrze odnalazł się także niedawny gracz Maccabi Tel Awiw, Elton Brown oraz znany z występów w Polsce Eric Taylor. Ta ekipa nie wygląda na dostarczyciela punktów i walka o awans powinna być w tej grupie szczególnie zacięta.
Grupa L
Gran Canaria, Turk Telekom Ankara, Crvena Zvezda, CEZ Nymburk
Hiszpanie z Wysp Kanaryjskich nie bez trudu przeszli grupę „zgorzelecką”. Dziwne to, bo zarówno trener (Pedro Martinez), jak i zawodnicy (James Augustine, Marcus Norris, Mel Sanders) mają swoją renomę i powinni byli spokojnie wygrać tę fazę rozgrywek. Teraz jednak siła tej ekipy powinna zaprocentować pewnym awansem do play off.
Głównym rywalem Gran Canarii powinna być drużyna z Ankary, mająca w składzie znanych Amerykanów (Demond Mallet, Kris Lang, Andre Owens, Lamayne Wilson, Erwin Dudley) oraz zaprawionych w bojach Turków (Husein Besok,Serkan Erdogan) nie bez trudu awansowali z silnej grupy i podobnie, jak Hiszpanie czekają na moment eksplozji.
Moim ulubionym zespołem w tej grupie jest Crvena Zvezda. Wspaniała waleczność, kompletna nieprzewidywalność i ogromne pokłady talentu robią znakomite wrażenie. Tacy gracze jak Elmedin Kikanović,, Marko Keselj, czy Tadija Dragicević, to nadzieje europejskiej koszykówki. Niestety problemy finansowe spowodowały, że ten ostatni na pewno nie zagra już w biało-czerwonych pasiakach, a nie wiadomo, czy na nim się skończy. Pociecha w tym, że była gwiazda polskiej ligi, Oliver Stević wreszcie na dłużej będzie mógł zagościć na parkiecie.
Kopciuszkiem w tym towarzystwie jest Nymburk Mulego Katzurina. Mistrzowie Czech nie powalają na kolana swoją grą i z wielkim trudem dostali się do Szesnastki. Coś ponadto będzie wielkim sukcesem.
"Giganci powrócili".. tylko po co?
Giganci nadeszli. We wrocławskiej Hali Ludowej, zwanej Stulecia znów mieliśmy okazję obejrzeć gwiazdy Polskiej Ligi Koszykówki w formule meczu reprezentacji Polski i Obcokrajowców. Zmienił nam się zarząd PLK i warto by przyjrzał się wnikliwie sensowi rozgrywania „gigantycznych” spotkań, ale po kolei.
Przed meczem rozważałem za i przeciw takiej promocji polskiej koszykówki i miałem spore wątpliwości. Większość z nich pozostała aktualna.
Po pierwsze, pierwotny „Pojedynek Gigantów” odbył się rok temu, w ramach promocji Eurobasketu 2009. Cel tego wydarzenia był jasny i oczywisty, a mówiły o tym także wszelkie materiały przygotowane na tę okoliczność przez Polski Związek Koszykówki. Teraz materiały były znacznie skromniejsze, a najbardziej widoczne (a raczej słyszalne) były „klepaczki”, którymi publiczność wystukiwała rytmy podawane przez wodzirejów. Co miał ten mecz promować, skoro Eurobasket już za nami? Nową reprezentację grającą w sierpniowych eliminacjach do kolejnych mistrzostw? Świetnie, tyle że rok temu drużynę narodową prowadził faktyczny jej szkoleniowiec, Muli Katzurin, a nie, z całym szacunkiem trener przejściowy.
Poza tym, co oczywiste, najlepsi polscy koszykarze występują zagranicą i żadne sztuczki PR -owskie nie ściągną ich do Polski w trakcie sezonu na mecz towarzyski. Do tego, w spotkaniu nie wzięli udział najbardziej rozpoznawalni nasi gracze, Adam Wojcik i Andrzej Pluta, gdyż oni kadrze już podziękowali. Mocno okrojona reprezentacja nie wzbudziła szału na trybunach, a czy szaleli fani przed telewizorami, to także śmiem wątpić, o czym za chwilę. Dla kogo więc taka promocja basketu?
Po drugie, w trakcie sezonu w koszykówce królować ma liga. Taki jest trend światowy i tego się trzymajmy. Tymczasem my próbujemy wymyślać koło kwadratowe i zamiast ratować PLK, której oglądalność jest słaba, każemy kibicom wybierać między reprezentacją, a zagranicznymi gwiazdami ligi. Ktoś na siłę stara się udowodnić coś graczom?menedżerom?trenerom? wystawiając polską młodzież i zadaniowców do walki z ludźmi, na których te nieliczne rzesze kibiców przychodzą do hal. W efekcie fani całkiem spontanicznie dopingowali obcokrajowców i oklaskiwali ich akcje, co nie wpłynęło zapewne dobrze na samopoczucie reprezentantów kraju, zwłaszcza tych którzy pamiętali wsparcie od tej samej publiczności we wrześniu..
Moim zdaniem jedynie słuszną jest formuła Meczu Gwiazd, na którym stawiamy na zabawę, a Polacy i gracze zagraniczni stanowią jedną rodzinę. Nie chodzi tu nawet o nachalne promowanie różnorodności i tolerancji, tylko o to, by nie tworzyć sztucznych podziałów. Polscy kibice wyczuli lipę i zamiast żywiołowo wspomagać mniej znanych kadrowiczów, oklaskiwali Keddricka Maysa, Tony' ego Weedena, czy Michaela Wrighta. Gwiazdy PLK. Przykre to, ale niestety obecni wyróżniający się Polacy pełnią role drugoplanowe. Może to się zmienić w wypadku takich obiecujących koszykarzy, jak Dardan Berisha, czy Tomasz Śnieg, ale na razie liga jest kojarzona z lepszymi lub gorszymi Amerykanami.
Po trzecie, emocje. A w zasadzie ich brak. Mam na myśli entuzjazm fanów, a nie to, co działo się na parkiecie. Największe wybuchy radości towarzyszyły doniesieniom z Insbrucka, gdzie nasi szczypiorniści wygrywali z Hiszpanią. Pierwszy meldunek wniósł miłe ożywienie (nawet koszykarze dostali więcej wsparcia), ale potem już tylko wyczekiwano na kolejne meldunki, a graczami na boisku przejmowano się w niewielkim stopniu. Także rozmowy pod halą kręciły się wokół mistrzostw w piłce ręcznej, co dopełniło obrazu porażki kosza. I to we Wrocławiu..
Po czwarte, Wrocław. Tak słabej frekwencji na tego typu meczu koszykówki jeszcze nie widziałem. Takie eventy mają pokazać, że nad Odrą dalej jest publika dla basketu, ale dziś nie było tego widać. Może to zmęczenie, bo ludzie woleliby usłyszeć o reaktywacji Śląska, zamiast oglądać kolejne mutacje Meczu Gwiazd, Gigantów, czy kolosów. Do tego wspomniany mecz szczypiornistów.. Pięć lat temu nikt nie zawracałby sobie nim głowy, nie mówiąc o tym, by przesłonił wydarzenie związane z koszykówką. Znak czasu..
Sam mecz zrobił się emocjonujący w końcówce. W okresie, gdy fani czekali już na wynik z meczu Polska – Hiszpania, kadra Polski traciła całą przewagę, wypracowaną w trzeciej odsłonie. Początek meczu był chaotyczny, ale nasi uporządkowali nieco grę i wyszli na prowadzenie. Fatalna skuteczność Obcokrajowców dała pole do popisu wysokim, którzy niespodziewanie opanowali deskę. Mimo braku Marcina Gortata, Macieja Lampego, czy Szymona Szewczyka, Robert Witka, Adam Hrycaniuk, czy Paweł Leończyk nieźle zbierali piłki, a okazji mieli sporo. Do tego „trójki” Witki (miałem wrażenie, ze zdobył więcej punktów, niż wynikało ze statystyk), trafienia Michała Chylińskiego i podania Krzysztofa Szubargi dawał przewagę „gospodarzom”. Wejście rezerwowych oznaczało kłopoty, ale do ostatniej odsłony udawało się podopiecznym Radosława Czerniaka odskakiwać na bezpieczną różnicę. W trzeciej części dobra gra duetu – Szubarga – Iwo Kitzinger dała dość wyraźną przewagę i jak się wydawało, kontrolę nad grą.
Nic jednak z tych rzeczy. W czwartej części gracze zagraniczni wzmocnili obronę, zaś koncert gry dali Tony Weeden i Eddie Miller. Kolejne ich rzuty rozbijały naszą defensywę, doprowadzając do nerwowej końcówki. Nieźle pod koszami radzili sobie Wright i Rashard Sullivan, a najlepszy walczak wśród Polaków, Adam Hrycaniuk miał problemy z faulami. Przy wtórze rozkojarzonej widowni center PGE Turowa Zgorzelec dał obcokrajowcom dogrywkę. W ostatniej akcji gracze Tomasa Pacesasa odcięli strzelców i na dystansie samotny pozostał jedynie Hrycaniuk. Podanie otrzymał, rzut oddał, niestety nie trafił.
Dogrywka zaczęła się dla nas źle. Weeden i Miller robili co chcieli i przewaga „przyjezdnych” dochodziła do 10 „oczek”. Pod koniec gry „trójkę” trafił rzadko wprowadzany Dardan Berisha, a pozostałym zawodnikom, gracze Pacesasa pozwolili już rzucać tylko za dwa punkty.. Mimo waleczności, m. in. Szubargi, udało się jedynie zmniejszyć stratę. Jeśli ten mecz będzie zapamiętany, to chyba tylko dlatego, że niespodziewanie ci, którzy mieli być promowani, przegrali. Czy o to chodziło?
Jakieś pozytywy tego wydarzenia? Pograli trochę młodzi gracze, na których kadra powinna się oprzeć w przyszłości. Po meczu Tomasz Śnieg i Adam Waczyński podziękowali trenerowi za daną im szansę i że kolejne zależą od decyzji trenera. Wtedy ktoś zauważył, że obecny coach raczej nie będzie o tym decydował... Najbardziej bezkompromisowy polski młodzian, Berisha powtarzał w każdym wywiadzie, że jeszcze sporo czeka go pracy, by grać na poziomie reprezentacji. Ta uwaga dotyczy wszystkich jego młodych kolegów, ale jeśli zdamy sobie sprawę z tego, kogo może zabraknąć podczas eliminacyjnych bojów o litewski Eurobasket, trzymać będziemy kciuki za szybkie postępy nowego Pluty i innych chłopaków..
Zgrzytem był występ, a właściwie jego ślad, w wykonaniu największej gwiazdy PLK, Qyntela Woodsa. Pomijając kontuzje Jeremy'ego Chapella, czy Chrisa Danielsa była to największa wpadka meczu. Skład „Zagranicznych” ustala Pacesas, który w przyszłym tygodniu inauguruje z Asseco Prokomem fazę Top 16 Euroligi i jego decyzja jest zrozumiała. Co jednak z „grą dla kibiców”, o której Litwin wspominał przed meczem?
Grajmy mecze gwiazd, postawmy na to widowisko i wymagajmy poważnego traktowania przez kluby. Mnożenie słabych bytów nie zwiększy siły naszego basketu. Przed nowym zarządem PLK dużo zadań, a jednym z nich powinno by wyperswadowanie PZKosz-owi wady „Pojedynku Gigantów”. Czy to się uda? Trzymam za to kciuki.
Przed meczem rozważałem za i przeciw takiej promocji polskiej koszykówki i miałem spore wątpliwości. Większość z nich pozostała aktualna.
Po pierwsze, pierwotny „Pojedynek Gigantów” odbył się rok temu, w ramach promocji Eurobasketu 2009. Cel tego wydarzenia był jasny i oczywisty, a mówiły o tym także wszelkie materiały przygotowane na tę okoliczność przez Polski Związek Koszykówki. Teraz materiały były znacznie skromniejsze, a najbardziej widoczne (a raczej słyszalne) były „klepaczki”, którymi publiczność wystukiwała rytmy podawane przez wodzirejów. Co miał ten mecz promować, skoro Eurobasket już za nami? Nową reprezentację grającą w sierpniowych eliminacjach do kolejnych mistrzostw? Świetnie, tyle że rok temu drużynę narodową prowadził faktyczny jej szkoleniowiec, Muli Katzurin, a nie, z całym szacunkiem trener przejściowy.
Poza tym, co oczywiste, najlepsi polscy koszykarze występują zagranicą i żadne sztuczki PR -owskie nie ściągną ich do Polski w trakcie sezonu na mecz towarzyski. Do tego, w spotkaniu nie wzięli udział najbardziej rozpoznawalni nasi gracze, Adam Wojcik i Andrzej Pluta, gdyż oni kadrze już podziękowali. Mocno okrojona reprezentacja nie wzbudziła szału na trybunach, a czy szaleli fani przed telewizorami, to także śmiem wątpić, o czym za chwilę. Dla kogo więc taka promocja basketu?
Po drugie, w trakcie sezonu w koszykówce królować ma liga. Taki jest trend światowy i tego się trzymajmy. Tymczasem my próbujemy wymyślać koło kwadratowe i zamiast ratować PLK, której oglądalność jest słaba, każemy kibicom wybierać między reprezentacją, a zagranicznymi gwiazdami ligi. Ktoś na siłę stara się udowodnić coś graczom?menedżerom?trenerom? wystawiając polską młodzież i zadaniowców do walki z ludźmi, na których te nieliczne rzesze kibiców przychodzą do hal. W efekcie fani całkiem spontanicznie dopingowali obcokrajowców i oklaskiwali ich akcje, co nie wpłynęło zapewne dobrze na samopoczucie reprezentantów kraju, zwłaszcza tych którzy pamiętali wsparcie od tej samej publiczności we wrześniu..
Moim zdaniem jedynie słuszną jest formuła Meczu Gwiazd, na którym stawiamy na zabawę, a Polacy i gracze zagraniczni stanowią jedną rodzinę. Nie chodzi tu nawet o nachalne promowanie różnorodności i tolerancji, tylko o to, by nie tworzyć sztucznych podziałów. Polscy kibice wyczuli lipę i zamiast żywiołowo wspomagać mniej znanych kadrowiczów, oklaskiwali Keddricka Maysa, Tony' ego Weedena, czy Michaela Wrighta. Gwiazdy PLK. Przykre to, ale niestety obecni wyróżniający się Polacy pełnią role drugoplanowe. Może to się zmienić w wypadku takich obiecujących koszykarzy, jak Dardan Berisha, czy Tomasz Śnieg, ale na razie liga jest kojarzona z lepszymi lub gorszymi Amerykanami.
Po trzecie, emocje. A w zasadzie ich brak. Mam na myśli entuzjazm fanów, a nie to, co działo się na parkiecie. Największe wybuchy radości towarzyszyły doniesieniom z Insbrucka, gdzie nasi szczypiorniści wygrywali z Hiszpanią. Pierwszy meldunek wniósł miłe ożywienie (nawet koszykarze dostali więcej wsparcia), ale potem już tylko wyczekiwano na kolejne meldunki, a graczami na boisku przejmowano się w niewielkim stopniu. Także rozmowy pod halą kręciły się wokół mistrzostw w piłce ręcznej, co dopełniło obrazu porażki kosza. I to we Wrocławiu..
Po czwarte, Wrocław. Tak słabej frekwencji na tego typu meczu koszykówki jeszcze nie widziałem. Takie eventy mają pokazać, że nad Odrą dalej jest publika dla basketu, ale dziś nie było tego widać. Może to zmęczenie, bo ludzie woleliby usłyszeć o reaktywacji Śląska, zamiast oglądać kolejne mutacje Meczu Gwiazd, Gigantów, czy kolosów. Do tego wspomniany mecz szczypiornistów.. Pięć lat temu nikt nie zawracałby sobie nim głowy, nie mówiąc o tym, by przesłonił wydarzenie związane z koszykówką. Znak czasu..
Sam mecz zrobił się emocjonujący w końcówce. W okresie, gdy fani czekali już na wynik z meczu Polska – Hiszpania, kadra Polski traciła całą przewagę, wypracowaną w trzeciej odsłonie. Początek meczu był chaotyczny, ale nasi uporządkowali nieco grę i wyszli na prowadzenie. Fatalna skuteczność Obcokrajowców dała pole do popisu wysokim, którzy niespodziewanie opanowali deskę. Mimo braku Marcina Gortata, Macieja Lampego, czy Szymona Szewczyka, Robert Witka, Adam Hrycaniuk, czy Paweł Leończyk nieźle zbierali piłki, a okazji mieli sporo. Do tego „trójki” Witki (miałem wrażenie, ze zdobył więcej punktów, niż wynikało ze statystyk), trafienia Michała Chylińskiego i podania Krzysztofa Szubargi dawał przewagę „gospodarzom”. Wejście rezerwowych oznaczało kłopoty, ale do ostatniej odsłony udawało się podopiecznym Radosława Czerniaka odskakiwać na bezpieczną różnicę. W trzeciej części dobra gra duetu – Szubarga – Iwo Kitzinger dała dość wyraźną przewagę i jak się wydawało, kontrolę nad grą.
Nic jednak z tych rzeczy. W czwartej części gracze zagraniczni wzmocnili obronę, zaś koncert gry dali Tony Weeden i Eddie Miller. Kolejne ich rzuty rozbijały naszą defensywę, doprowadzając do nerwowej końcówki. Nieźle pod koszami radzili sobie Wright i Rashard Sullivan, a najlepszy walczak wśród Polaków, Adam Hrycaniuk miał problemy z faulami. Przy wtórze rozkojarzonej widowni center PGE Turowa Zgorzelec dał obcokrajowcom dogrywkę. W ostatniej akcji gracze Tomasa Pacesasa odcięli strzelców i na dystansie samotny pozostał jedynie Hrycaniuk. Podanie otrzymał, rzut oddał, niestety nie trafił.
Dogrywka zaczęła się dla nas źle. Weeden i Miller robili co chcieli i przewaga „przyjezdnych” dochodziła do 10 „oczek”. Pod koniec gry „trójkę” trafił rzadko wprowadzany Dardan Berisha, a pozostałym zawodnikom, gracze Pacesasa pozwolili już rzucać tylko za dwa punkty.. Mimo waleczności, m. in. Szubargi, udało się jedynie zmniejszyć stratę. Jeśli ten mecz będzie zapamiętany, to chyba tylko dlatego, że niespodziewanie ci, którzy mieli być promowani, przegrali. Czy o to chodziło?
Jakieś pozytywy tego wydarzenia? Pograli trochę młodzi gracze, na których kadra powinna się oprzeć w przyszłości. Po meczu Tomasz Śnieg i Adam Waczyński podziękowali trenerowi za daną im szansę i że kolejne zależą od decyzji trenera. Wtedy ktoś zauważył, że obecny coach raczej nie będzie o tym decydował... Najbardziej bezkompromisowy polski młodzian, Berisha powtarzał w każdym wywiadzie, że jeszcze sporo czeka go pracy, by grać na poziomie reprezentacji. Ta uwaga dotyczy wszystkich jego młodych kolegów, ale jeśli zdamy sobie sprawę z tego, kogo może zabraknąć podczas eliminacyjnych bojów o litewski Eurobasket, trzymać będziemy kciuki za szybkie postępy nowego Pluty i innych chłopaków..
Zgrzytem był występ, a właściwie jego ślad, w wykonaniu największej gwiazdy PLK, Qyntela Woodsa. Pomijając kontuzje Jeremy'ego Chapella, czy Chrisa Danielsa była to największa wpadka meczu. Skład „Zagranicznych” ustala Pacesas, który w przyszłym tygodniu inauguruje z Asseco Prokomem fazę Top 16 Euroligi i jego decyzja jest zrozumiała. Co jednak z „grą dla kibiców”, o której Litwin wspominał przed meczem?
Grajmy mecze gwiazd, postawmy na to widowisko i wymagajmy poważnego traktowania przez kluby. Mnożenie słabych bytów nie zwiększy siły naszego basketu. Przed nowym zarządem PLK dużo zadań, a jednym z nich powinno by wyperswadowanie PZKosz-owi wady „Pojedynku Gigantów”. Czy to się uda? Trzymam za to kciuki.
piątek, 22 stycznia 2010
Euroleague All Decade Team
Euroliga jak wiele osób podsumowanie dekady robi o rok za wcześnie, ale cóż na to poradzić - w głosowaniu na najlepszą dziesiątkę wziąć udział trzeba. Tym bardziej, że towarzystwo doborowe - pełne wielkich nazwisk europejskiej i światowej koszykówki.
Z góry uprzedzam, że odrzuciłem Arvydasa Sabonisa, Manu Ginobiliego i Marko Jaricia. Nie ma to związku z ich wielkością tylko z faktem, że historia Euroligi ostatnich dziesięciu lat nie jest ich historią. Nie bardzo widzę przyczyny dla których do ostatniej "dekady" mamy mieszać Sabonisa za jeden bardzo dobry sezon pożegnalny, lata 90., 80. i ogólnie za całokształt. A oto i moja dziesiątka:
Dejan Bodiroga
Sarunas Jasikevicius
Theodoros Papaloukas
Anthony Parker
Antoine Rigaudeau
Ramunas Siskauskas
Juan Carlos Navarro
Luis Scola
Dmitris Diamantidis
Nikola Vujcić
Wypisywanie osiągnięć tych graczy uznałem za zbędne. Tłumaczenie nominacji za obraźliwe. Niech o ich sile świadczą nazwiska tych, których pozostawili w tyle: Spanoulis, Smodis, Splitter, Rakocević, Ford, Langdon, Brown, Holden czy Garbajosa.
Na koniec nie mogę poruszyć tematu aktualnych wyników głosowania. Czołowa siódemka i dziewiąty zawodnik to gracze mający na koncie występy w Panathinaikosie. Dopiero ósmy jest Papaloukas z Olympiakosu. Poza moimi typami to Spanoulis, Alvertis, Batiste i Peković. Jedynie typ pierwszego może być dyskusyjny w kwestii udziału w czołowej dziesiątce. Alvertis to legenda PAO, ale nie jeden z dziesięciu najlepszych w ostatnich 10 latach. Batiste i Peković? Tego nie da się już skomentować. Na 10. miejscu jedynie wielki Sabonis bez greckich połączeń.
Parker, Rigaudeau, Navarro czy Scola nie mają szans tylko dlatego, że nie przewinęli się przez Helladę w swojej koszykarskiej karierze... Greccy kibice nie po raz pierwszy rujnują Euroligowe głosowanie. Ale cóż - taka specyfika. Głosy kibiców będą miały 25% udziału w ostatecznych wynikach.
Z góry uprzedzam, że odrzuciłem Arvydasa Sabonisa, Manu Ginobiliego i Marko Jaricia. Nie ma to związku z ich wielkością tylko z faktem, że historia Euroligi ostatnich dziesięciu lat nie jest ich historią. Nie bardzo widzę przyczyny dla których do ostatniej "dekady" mamy mieszać Sabonisa za jeden bardzo dobry sezon pożegnalny, lata 90., 80. i ogólnie za całokształt. A oto i moja dziesiątka:
Dejan Bodiroga
Sarunas Jasikevicius
Theodoros Papaloukas
Anthony Parker
Antoine Rigaudeau
Ramunas Siskauskas
Juan Carlos Navarro
Luis Scola
Dmitris Diamantidis
Nikola Vujcić
Wypisywanie osiągnięć tych graczy uznałem za zbędne. Tłumaczenie nominacji za obraźliwe. Niech o ich sile świadczą nazwiska tych, których pozostawili w tyle: Spanoulis, Smodis, Splitter, Rakocević, Ford, Langdon, Brown, Holden czy Garbajosa.
Na koniec nie mogę poruszyć tematu aktualnych wyników głosowania. Czołowa siódemka i dziewiąty zawodnik to gracze mający na koncie występy w Panathinaikosie. Dopiero ósmy jest Papaloukas z Olympiakosu. Poza moimi typami to Spanoulis, Alvertis, Batiste i Peković. Jedynie typ pierwszego może być dyskusyjny w kwestii udziału w czołowej dziesiątce. Alvertis to legenda PAO, ale nie jeden z dziesięciu najlepszych w ostatnich 10 latach. Batiste i Peković? Tego nie da się już skomentować. Na 10. miejscu jedynie wielki Sabonis bez greckich połączeń.
Parker, Rigaudeau, Navarro czy Scola nie mają szans tylko dlatego, że nie przewinęli się przez Helladę w swojej koszykarskiej karierze... Greccy kibice nie po raz pierwszy rujnują Euroligowe głosowanie. Ale cóż - taka specyfika. Głosy kibiców będą miały 25% udziału w ostatecznych wynikach.
czwartek, 21 stycznia 2010
Nowy prezes przemówił
Odbyła się konferencja prasowa nowego zarządu PLK. Napisało o tym już kilka serwisów, jednak na razie umiarkowane są komentarze. Jak wspominał Łukasz, należy podejść do tych zmian z ciepłym dystansem. I przede wszystkim dać czas. Ale ja, posiłkując się stworzonymi już artykułami mam kilka wątpliwości. Właśnie o nich poniżej.
O negocjacjach z Tauronem nowy prezes mówił, że maksymalnie za półtora miesiąca się zakończą. I że będzie to umowa wieloletnia. Rewelacja – pomyśli każdy kibic koszykówki, w tym ja. Oby tylko nie okazało się, że zbyt wysokie wymagania zniechęcą śląską firmę do wsparcia. Bo nie ukrywajmy – w tym momencie, wbrew sugestiom Pana Wierzbowskiego, koszykówka jest na dnie i jej wartość medialna nie poraża. Gdzieś pojawiło się również stwierdzenie, że są też inne firmy zainteresowane sponsoringiem. Mam nadzieję, że nie zostało to powiedziane w celu „Patrzcie, jak wy nie podpiszecie, to mamy już masę innych chętnych”, bo to przerabialiśmy już ze złotoustym Grzegorzem Lato, który w ten sposób nie bał się utraty sponsorów kadry.
Większość kasy ma pójść ponoć na transmisje telewizyjne i odbudowę pozycji koszykówki na ogólnodostępnych antenach. I tutaj powstaje jedna, gigantyczna wątpliwość – dlaczego koniecznie w Telewizji Publicznej? Ponoć umowa obowiązuje do końca tego sezonu – i tu moje pytanie – czyli została jednak podpisana? Na jakich warunkach? Z jakimi zastrzeżeniami? Jakubowski marzy o trzech meczach w weekend, a decydujących spotkaniach w ogólnodostępnych pasmach. Wszystko fajnie, tylko że jest to jak dla mnie marzenie ściętej głowy. Na Woronicza koszykówka prawdopodobnie nadal kojarzy się z NBA, ewentualnie finałami pomiędzy Śląskiem a Anwilem. I niewiele zmieni tutaj nowy szef działu, czyli były genialny komentator również naszej dyscypliny – Włodzimierz Szaranowicz. Jego obowiązują słupki oglądalności, a nie ukrywajmy – te wyższe są przy drugiej lidze piłkarskiej, niż baskecie. A niestety, z taką realizacją widowisk, jaką prezentuje TVP, trudno o podniesienie atrakcyjności oglądania meczy koszykówki…
Z drugiej strony wiadomo – jeśli miałbym wybierać pasmo wiodące, to TVP1 czy TVP2 zdecydowanie górują nad Polsatem, czy TVN-em. Z jednej prostej przyczyny – ludzie są nadal bardzo związani z tymi kanałami i chyba większa ich ilość by oglądała spotkania właśnie na nich. Jednak najpierw trzeba by im to zaserwować w porządnym wydaniu, zapewnić kompleksową realizację… a czy na to obecnie stać Telewizję Publiczną?
Tylko co teraz? Powrót do Polsatu mógłby być niesamowicie trudny, bo tam wszystko postawili na siatkówkę oraz piłkę ręczną. Plusem jest fakt, iż nawet PS Extra ma większą oglądalność niż TVP Sport. Z kolei TVN obecnie nie ma zbyt wielu kanałów, na których można by pokazywać mecze na żywo. Trudne decyzje, ale czemu nie podjąć rozmów wszędzie? I wybrać najlepszą, spisać kontrakt łącznie z karami za niewywiązywanie się, a potem działać. Niby kończąca się umowa daje nadzieje, ale o wszystkim i tak przekonamy się pewnie gdzieś pod koniec sezonu.
A teraz same kluby. Czyli wymogi, licencje, przepisy. Przyznam, że prawie spadłem z krzesła, jak przeczytałem, czego oczekuje Jakubowski. Nowy zarząd ma dwa miesiące na przedstawienie zmian regulaminowych. Prawdopodobnie pozostanie wersja dwóch Polaków na parkiecie – i chwała Bogu, bo ponoć był plan zwiększenia tej ilości. Przepis wprawdzie dyskusyjny, ale chyba jest tak zwanym najmniejszym złem i niech nikt go nie rusza. Zwłaszcza, że niesamowite zmiany szykują się w innych kwestiach.
Piękne wizje roztoczył nowy prezes. Hale na minimum trzy tysiące widzów, budżety od 2,5mln i z roku na rok rosnące, zaproszenia do ligi dla Wrocławia, Krakowa, Łodzi, nowe struktury organizacyjne w klubach. Nie będę kpił, bo to nieładnie, a ja w nowego prezesa wierzę. Jednak parę wątpliwości muszę wytoczyć. Zatem po kolei.
Hale na trzy tysiące widzów. Czyli obecnie Polonia na Torwarze (pustym), PBG w Arenie (pustej), Śląsk w Orbicie/Hali Ludowej (ciekawe za co?), ŁKS (ciekawe za co 2?), Prokom w Gdyni i Trefl jeśli wybudują halę na granicy Gdańska i Sopotu (ciekawe kto je zapełni?), Anwil (tylko tu nie mam wątpliwości). Dalej to Turów i AZS Koszalin (jeśli wybudują sobie hale, co nie jest takie oczywiste). No i proponowany przez prezesa Kraków, czyli chyba Wisła. Tylko ciekawe gdzie? Ponoć buduje się na Czyżynach hala, ma być gotowa w 2012 roku.
Łącznie dziesięć zespołów. Z jednej strony bardzo dobrze – już dawno postulowałem zmniejszenie ligi, bądź utworzenie czegoś na kształt szkockiej w piłce. Tylko chyba wybór niezbyt radosny – bo nawet jakby wszystko się udało (czyli była kasa, zbudowały się hale), to kim je zapełnimy? Arena świeci pustkami już teraz. Trudno mi uwierzyć w dziesięć tysięcy ludzi regularnie na ŁKS-ie. Nie mówiąc o dziesięciu tysiącach (łącznie, ale zawsze) w obu trójmiejskich halach… Pomysł ogólnie fajny, popieram granie w dużych halach, ale na chwilę obecną ma szokująco dużo poważnych znaków zapytania.
I tutaj odzywa się kolejny aspekt wywiadu – szkolenia dla osób w klubach i zmiany struktur organizacyjnych. Pozwolę sobie zacytować wywiad Łukasza Ceglińskiego: „…wiarygodne kluby z odpowiednimi budżetami i strukturą organizacyjną, w której znajdą się np. osoby odpowiedzialne za organizację widowisk. Kluby muszą spełniać pewne wymagania dotyczące transmisji telewizyjnych, oprawy widowisk, konferencji prasowych, współpracy z mediami. Trzeba już teraz zadbać o programy sprzedaży biletów tak, aby wypełniały się hale na 3 tys. ludzi, które w ciągu dwóch-trzech lat będą warunkiem gry w PLK. Chcemy szkolić ludzi, którzy będą się tym zajmowali klubach. To jest kierunek, w którym chcemy pójść. To będzie proces żmudny, a jego efekty mogą przyjść za dwa lata.”
A więc – efekty „mogą” przyjść, a nie „muszą”? Czyli „chcemy, a jak nie wyjdzie, to trudno, zostanie tak, jak jest”? Można odnieść wrażenie, że pomysłów cała głowa, tylko determinacji i wiary w sukces nieco brakuje. Takiego, może przesadnego, poczucia, że to być albo nie być polskiej koszykówki.
Ale do sedna – wierzę, że można zwiększyć ilość kibiców na trybunach. I bardzo dobrze, że z pomocą związku, kluby mają otrzymać wyszkolonych w tym zakresie ludzi. Wizja jasna, klarowna, czytelna, z pomysłem – czekam na realizację. Jak powiedział prezes – należy dać mu dwa lata.
Jak już te dwie rzeczy się powiodą, to zwiększanie minimalnego budżetu wydaje się oczywiste. Jednak ponoć już od najbliższego sezonu ma obowiązywać dolna granica pod tytułem 2,5mln PLN (i z roku na rok ma rosnąć) i nie ma zmiłuj. Ciekawe, czy będzie konsekwentnie, czy pełna swawola jak w poprzednich latach (jedni dopuszczeni, inni nie, kolejni niedopuszczeni, żeby potem ich dopuścić…). Bo przyznam, że gwarancji na taką kasę w Jarosławiu, Stalowej Woli, Warszawie x2, Kołobrzegu, Koszalinie, Starogardzie, czy Inowrocławiu na chwilę obecną chyba nikt by nie wystawił. Jasne – to nie ten etap sezonu, ale pamiętam trudności z kwotą o milion mniejszą sprzed rozgrywek… A zatem – kto będzie grał, jeśli PLK chce być twarde i zdeterminowane w sprawdzaniu warunków licencyjnych?
O tym i wielu, wielu innych sprawach przekonamy się zapewne już w tym sezonie. Tymczasem pozostaje nam czekać i trzymać kciuki za poprawę sytuacji koszykówki. Bo pomysły są odważne, wizjonerskie i na pewno robione z głową. Jednak obawy wzbudza fakt, iż ich głównym wodzirejem jest osoba, która pracowała w Sopocie. Czyli klubie, który raczej nie musiał w ostatnich latach zmagać się z rzeczywistością dopinania budżetu, zapełniania hali na 5tys. i egzystowania na granicy spadku. Bo po prostu miał pieniądze…
O negocjacjach z Tauronem nowy prezes mówił, że maksymalnie za półtora miesiąca się zakończą. I że będzie to umowa wieloletnia. Rewelacja – pomyśli każdy kibic koszykówki, w tym ja. Oby tylko nie okazało się, że zbyt wysokie wymagania zniechęcą śląską firmę do wsparcia. Bo nie ukrywajmy – w tym momencie, wbrew sugestiom Pana Wierzbowskiego, koszykówka jest na dnie i jej wartość medialna nie poraża. Gdzieś pojawiło się również stwierdzenie, że są też inne firmy zainteresowane sponsoringiem. Mam nadzieję, że nie zostało to powiedziane w celu „Patrzcie, jak wy nie podpiszecie, to mamy już masę innych chętnych”, bo to przerabialiśmy już ze złotoustym Grzegorzem Lato, który w ten sposób nie bał się utraty sponsorów kadry.
Większość kasy ma pójść ponoć na transmisje telewizyjne i odbudowę pozycji koszykówki na ogólnodostępnych antenach. I tutaj powstaje jedna, gigantyczna wątpliwość – dlaczego koniecznie w Telewizji Publicznej? Ponoć umowa obowiązuje do końca tego sezonu – i tu moje pytanie – czyli została jednak podpisana? Na jakich warunkach? Z jakimi zastrzeżeniami? Jakubowski marzy o trzech meczach w weekend, a decydujących spotkaniach w ogólnodostępnych pasmach. Wszystko fajnie, tylko że jest to jak dla mnie marzenie ściętej głowy. Na Woronicza koszykówka prawdopodobnie nadal kojarzy się z NBA, ewentualnie finałami pomiędzy Śląskiem a Anwilem. I niewiele zmieni tutaj nowy szef działu, czyli były genialny komentator również naszej dyscypliny – Włodzimierz Szaranowicz. Jego obowiązują słupki oglądalności, a nie ukrywajmy – te wyższe są przy drugiej lidze piłkarskiej, niż baskecie. A niestety, z taką realizacją widowisk, jaką prezentuje TVP, trudno o podniesienie atrakcyjności oglądania meczy koszykówki…
Z drugiej strony wiadomo – jeśli miałbym wybierać pasmo wiodące, to TVP1 czy TVP2 zdecydowanie górują nad Polsatem, czy TVN-em. Z jednej prostej przyczyny – ludzie są nadal bardzo związani z tymi kanałami i chyba większa ich ilość by oglądała spotkania właśnie na nich. Jednak najpierw trzeba by im to zaserwować w porządnym wydaniu, zapewnić kompleksową realizację… a czy na to obecnie stać Telewizję Publiczną?
Tylko co teraz? Powrót do Polsatu mógłby być niesamowicie trudny, bo tam wszystko postawili na siatkówkę oraz piłkę ręczną. Plusem jest fakt, iż nawet PS Extra ma większą oglądalność niż TVP Sport. Z kolei TVN obecnie nie ma zbyt wielu kanałów, na których można by pokazywać mecze na żywo. Trudne decyzje, ale czemu nie podjąć rozmów wszędzie? I wybrać najlepszą, spisać kontrakt łącznie z karami za niewywiązywanie się, a potem działać. Niby kończąca się umowa daje nadzieje, ale o wszystkim i tak przekonamy się pewnie gdzieś pod koniec sezonu.
A teraz same kluby. Czyli wymogi, licencje, przepisy. Przyznam, że prawie spadłem z krzesła, jak przeczytałem, czego oczekuje Jakubowski. Nowy zarząd ma dwa miesiące na przedstawienie zmian regulaminowych. Prawdopodobnie pozostanie wersja dwóch Polaków na parkiecie – i chwała Bogu, bo ponoć był plan zwiększenia tej ilości. Przepis wprawdzie dyskusyjny, ale chyba jest tak zwanym najmniejszym złem i niech nikt go nie rusza. Zwłaszcza, że niesamowite zmiany szykują się w innych kwestiach.
Piękne wizje roztoczył nowy prezes. Hale na minimum trzy tysiące widzów, budżety od 2,5mln i z roku na rok rosnące, zaproszenia do ligi dla Wrocławia, Krakowa, Łodzi, nowe struktury organizacyjne w klubach. Nie będę kpił, bo to nieładnie, a ja w nowego prezesa wierzę. Jednak parę wątpliwości muszę wytoczyć. Zatem po kolei.
Hale na trzy tysiące widzów. Czyli obecnie Polonia na Torwarze (pustym), PBG w Arenie (pustej), Śląsk w Orbicie/Hali Ludowej (ciekawe za co?), ŁKS (ciekawe za co 2?), Prokom w Gdyni i Trefl jeśli wybudują halę na granicy Gdańska i Sopotu (ciekawe kto je zapełni?), Anwil (tylko tu nie mam wątpliwości). Dalej to Turów i AZS Koszalin (jeśli wybudują sobie hale, co nie jest takie oczywiste). No i proponowany przez prezesa Kraków, czyli chyba Wisła. Tylko ciekawe gdzie? Ponoć buduje się na Czyżynach hala, ma być gotowa w 2012 roku.
Łącznie dziesięć zespołów. Z jednej strony bardzo dobrze – już dawno postulowałem zmniejszenie ligi, bądź utworzenie czegoś na kształt szkockiej w piłce. Tylko chyba wybór niezbyt radosny – bo nawet jakby wszystko się udało (czyli była kasa, zbudowały się hale), to kim je zapełnimy? Arena świeci pustkami już teraz. Trudno mi uwierzyć w dziesięć tysięcy ludzi regularnie na ŁKS-ie. Nie mówiąc o dziesięciu tysiącach (łącznie, ale zawsze) w obu trójmiejskich halach… Pomysł ogólnie fajny, popieram granie w dużych halach, ale na chwilę obecną ma szokująco dużo poważnych znaków zapytania.
I tutaj odzywa się kolejny aspekt wywiadu – szkolenia dla osób w klubach i zmiany struktur organizacyjnych. Pozwolę sobie zacytować wywiad Łukasza Ceglińskiego: „…wiarygodne kluby z odpowiednimi budżetami i strukturą organizacyjną, w której znajdą się np. osoby odpowiedzialne za organizację widowisk. Kluby muszą spełniać pewne wymagania dotyczące transmisji telewizyjnych, oprawy widowisk, konferencji prasowych, współpracy z mediami. Trzeba już teraz zadbać o programy sprzedaży biletów tak, aby wypełniały się hale na 3 tys. ludzi, które w ciągu dwóch-trzech lat będą warunkiem gry w PLK. Chcemy szkolić ludzi, którzy będą się tym zajmowali klubach. To jest kierunek, w którym chcemy pójść. To będzie proces żmudny, a jego efekty mogą przyjść za dwa lata.”
A więc – efekty „mogą” przyjść, a nie „muszą”? Czyli „chcemy, a jak nie wyjdzie, to trudno, zostanie tak, jak jest”? Można odnieść wrażenie, że pomysłów cała głowa, tylko determinacji i wiary w sukces nieco brakuje. Takiego, może przesadnego, poczucia, że to być albo nie być polskiej koszykówki.
Ale do sedna – wierzę, że można zwiększyć ilość kibiców na trybunach. I bardzo dobrze, że z pomocą związku, kluby mają otrzymać wyszkolonych w tym zakresie ludzi. Wizja jasna, klarowna, czytelna, z pomysłem – czekam na realizację. Jak powiedział prezes – należy dać mu dwa lata.
Jak już te dwie rzeczy się powiodą, to zwiększanie minimalnego budżetu wydaje się oczywiste. Jednak ponoć już od najbliższego sezonu ma obowiązywać dolna granica pod tytułem 2,5mln PLN (i z roku na rok ma rosnąć) i nie ma zmiłuj. Ciekawe, czy będzie konsekwentnie, czy pełna swawola jak w poprzednich latach (jedni dopuszczeni, inni nie, kolejni niedopuszczeni, żeby potem ich dopuścić…). Bo przyznam, że gwarancji na taką kasę w Jarosławiu, Stalowej Woli, Warszawie x2, Kołobrzegu, Koszalinie, Starogardzie, czy Inowrocławiu na chwilę obecną chyba nikt by nie wystawił. Jasne – to nie ten etap sezonu, ale pamiętam trudności z kwotą o milion mniejszą sprzed rozgrywek… A zatem – kto będzie grał, jeśli PLK chce być twarde i zdeterminowane w sprawdzaniu warunków licencyjnych?
O tym i wielu, wielu innych sprawach przekonamy się zapewne już w tym sezonie. Tymczasem pozostaje nam czekać i trzymać kciuki za poprawę sytuacji koszykówki. Bo pomysły są odważne, wizjonerskie i na pewno robione z głową. Jednak obawy wzbudza fakt, iż ich głównym wodzirejem jest osoba, która pracowała w Sopocie. Czyli klubie, który raczej nie musiał w ostatnich latach zmagać się z rzeczywistością dopinania budżetu, zapełniania hali na 5tys. i egzystowania na granicy spadku. Bo po prostu miał pieniądze…
wtorek, 19 stycznia 2010
Nowe rozdanie w PLK
Długo oczekiwana zmiana stała się faktem. Polska Liga Koszykówki ma nowy zarząd oraz zretuszowaną radę nadzorczą. Co z tego faktu wynika dla PLK i jakie będzie to miało konsekwencje dla rozwoju tej pięknej, aczkolwiek zaniedbanej dyscypliny sportu w naszym kraju?
Trudno o jednoznaczną ocenę szans na faktyczne, a nie tylko pozorowane zmiany. Nie chodzi tu o kwalifikacje osób, którym powierzono zadanie ratowania ligi, lecz o realia, w jakich przychodzi im działać.
Prezesem zarządu ligi został Jacek Jakubowski, były dyrektor generalny Prokomu Sopot, który był już przymierzany do roli następcy mocno krytykowanego Janusza Wierzbowskiego na fotelu szefa ligi. Jakubowski odmówił motywując tę decyzję brakiem gwarancji swojej niezależności w działaniu.
Pierwszym po Bogu, czyli komisarzem ligi, będzie z kolei Grzegorz Bachański, były sędzia klasy międzynarodowej, aktualnie bardziej koncentrujący się na pracy organizacyjnej. Obaj działają w koszykówce od lat, mają realne sukcesy. W obu przypadkach kluczowa jest liczba 15. Przez tyle lat Jakubowski działał w najlepszym obecnie polskim klubie, zaś Bachański związany był ze strukturami PZKosz.
Każda osoba zaangażowana w koszykówkę, nawet krytycznie nastawieni do działaczy dziennikarze, podkreślali, ze mówimy tu o dobrych, oddanych koszykówce fachowcach, a nie wiecznych działaczach, dożywotnio przypisanych do stołków za zasługi dla struktur związkowych. W czym zatem może tkwić problem?
Kluczowa jest wspomniana niezależność. Nie jest to kwestia błaha. Nad ligą nadzór (niezwykle ścisły, dodajmy) sprawuje Polski Związek Koszykówki, którego władze stanowią, mimo formalnie jednego głosu, trzon rady nadzorczej PLK. W praktyce jest to bezprecedensowy przykład niezwykle silnego wpływu federacji na (z założenia autonomiczną) zawodową ligę koszykówki. Pytanie – co się zmieniło, odkąd jesienią proponowano obecnemu prezesowi rzeczoną posadę?
Obaj panowie mają doświadczenia we współpracy z wierchuszką PZKosz -a, a zwłaszcza z najważniejszą osobą w środowisku, prezesem Romanem Ludwiczukiem. Z innych źródeł słyszałem opowieści o tym, jak „prezes polskiej koszykówki” (tak przez pomyłkę nazwał go reporter telewizji publicznej) lubi wnikliwie kontrolować podwładnych. Nie było to czynnikiem wspierającym kreatywność niewątpliwych fachowców, którzy zebrali się wokół Ludwiczuka w komitecie organizacyjnym Eurobasketu 2009.
Efekty znamy – mistrzostwa, które miały wywindować koszykówkę na dawne miejsce w rankingach popularności stały się niszową imprezą dla fanatyków basketu i kibiców zagranicznych. Słaba promocja, niewielka ilość odważnych i nowatorskich eventów zaowocowały niewielkim zainteresowaniem tym wspaniałym pod względem sportowym turniejem. W zgodnej opinii ludzi bliskich środowisku koszykarskiemu winę za to ponosił kunktatorski szef związku i jego pasja do ręcznego sterowania wszelką aktywnością swoich podwładnych.
Szkopuł w tym, że nowa rada nadzorcza ligi, z którą współpracować będzie duet Jakubowski – Bachański składa się z dobrze znanych nazwisk. Przedstawicielami ligi są Zbigniew Polatowski (Anwil Włocławek), Ryszard Krauze (sponsor Asseco Prokomu Gdynia oraz PZKosz -a), Andrzej Twardowski (Energa Czarni Słupsk) oraz Waldemar Łuczak (PGE Turów Zgorzelec). Z ramienia związku szefem rady będzie oczywiście sam Ludwiczuk. Czy prezes tym razem pozwoli działać zarządowi ligi?
Informacje podane przez portal Sport.pl dają pewną nadzieję na lepszą przyszłość. Według dziennikarzy tej redakcji, za zmianami w zarządzie ligi stoi koncern energetyczny Tauron Polska Energia, Firma ta ma być sponsorem ligi, a właśnie brak partnera biznesowego był jednym najważniejszych powodów kiepskich ocen wystawianych prezesowi Wierzbowskiego. Podobno to osoba Ludwiczuka, prowadzącego ostatnio negocjacje z Tauronem była zawadą w finalizacji rozmów. Miejmy nadzieję, że teraz Jakubowski dogada się z tą firmą, bo kluby i cała liga potrzebują tego sukcesu jak kania dżdżu.
Przed nowym zarządem stoją ogromne wyzwania. Oprócz braku sponsora, liga nie ma podpisanej umowy z TVP, która unormowałaby współpracę w bardziej efektywnym promowaniu basketu. Oficjalna strona ligi, która w dobrze zarządzanej lidze stanowi wehikuł zainteresowania rozgrywkami, z braku pieniędzy prezentuje minimalne usługi i to nie najwyższej jakości. Oglądalność telewizyjna meczów PLK spada na łeb na szyję, a pomysłów na poprawę tego stanu brak. Do tego dochodzi problem słabości szkolenia, zarówno w wypadku zawodników, jak i trenerów. Pól działania jest mnóstwo, sezon dawno w toku, a po Eurobaskecie pozostały mgliste wspomnienia.
W miarę rozwoju wypadków, powinniśmy uzyskać więcej informacji na temat rzeczywistej pozycji prezesa PLK w strukturach naszego basketu. Pozostaje nam kibicować jemu i (oby) przyszłemu sponsorowi rozgrywek, by udało im się wspólnymi siłami znaleźć sposób na ożywienie ligi, będącej codziennym punktem odniesienia dla fanów i obserwatorów polskiej koszykówki. Oby dzięki ich działaniom liczba tych pierwszych zaczęła wreszcie wzrastać.
Trudno o jednoznaczną ocenę szans na faktyczne, a nie tylko pozorowane zmiany. Nie chodzi tu o kwalifikacje osób, którym powierzono zadanie ratowania ligi, lecz o realia, w jakich przychodzi im działać.
Prezesem zarządu ligi został Jacek Jakubowski, były dyrektor generalny Prokomu Sopot, który był już przymierzany do roli następcy mocno krytykowanego Janusza Wierzbowskiego na fotelu szefa ligi. Jakubowski odmówił motywując tę decyzję brakiem gwarancji swojej niezależności w działaniu.
Pierwszym po Bogu, czyli komisarzem ligi, będzie z kolei Grzegorz Bachański, były sędzia klasy międzynarodowej, aktualnie bardziej koncentrujący się na pracy organizacyjnej. Obaj działają w koszykówce od lat, mają realne sukcesy. W obu przypadkach kluczowa jest liczba 15. Przez tyle lat Jakubowski działał w najlepszym obecnie polskim klubie, zaś Bachański związany był ze strukturami PZKosz.
Każda osoba zaangażowana w koszykówkę, nawet krytycznie nastawieni do działaczy dziennikarze, podkreślali, ze mówimy tu o dobrych, oddanych koszykówce fachowcach, a nie wiecznych działaczach, dożywotnio przypisanych do stołków za zasługi dla struktur związkowych. W czym zatem może tkwić problem?
Kluczowa jest wspomniana niezależność. Nie jest to kwestia błaha. Nad ligą nadzór (niezwykle ścisły, dodajmy) sprawuje Polski Związek Koszykówki, którego władze stanowią, mimo formalnie jednego głosu, trzon rady nadzorczej PLK. W praktyce jest to bezprecedensowy przykład niezwykle silnego wpływu federacji na (z założenia autonomiczną) zawodową ligę koszykówki. Pytanie – co się zmieniło, odkąd jesienią proponowano obecnemu prezesowi rzeczoną posadę?
Obaj panowie mają doświadczenia we współpracy z wierchuszką PZKosz -a, a zwłaszcza z najważniejszą osobą w środowisku, prezesem Romanem Ludwiczukiem. Z innych źródeł słyszałem opowieści o tym, jak „prezes polskiej koszykówki” (tak przez pomyłkę nazwał go reporter telewizji publicznej) lubi wnikliwie kontrolować podwładnych. Nie było to czynnikiem wspierającym kreatywność niewątpliwych fachowców, którzy zebrali się wokół Ludwiczuka w komitecie organizacyjnym Eurobasketu 2009.
Efekty znamy – mistrzostwa, które miały wywindować koszykówkę na dawne miejsce w rankingach popularności stały się niszową imprezą dla fanatyków basketu i kibiców zagranicznych. Słaba promocja, niewielka ilość odważnych i nowatorskich eventów zaowocowały niewielkim zainteresowaniem tym wspaniałym pod względem sportowym turniejem. W zgodnej opinii ludzi bliskich środowisku koszykarskiemu winę za to ponosił kunktatorski szef związku i jego pasja do ręcznego sterowania wszelką aktywnością swoich podwładnych.
Szkopuł w tym, że nowa rada nadzorcza ligi, z którą współpracować będzie duet Jakubowski – Bachański składa się z dobrze znanych nazwisk. Przedstawicielami ligi są Zbigniew Polatowski (Anwil Włocławek), Ryszard Krauze (sponsor Asseco Prokomu Gdynia oraz PZKosz -a), Andrzej Twardowski (Energa Czarni Słupsk) oraz Waldemar Łuczak (PGE Turów Zgorzelec). Z ramienia związku szefem rady będzie oczywiście sam Ludwiczuk. Czy prezes tym razem pozwoli działać zarządowi ligi?
Informacje podane przez portal Sport.pl dają pewną nadzieję na lepszą przyszłość. Według dziennikarzy tej redakcji, za zmianami w zarządzie ligi stoi koncern energetyczny Tauron Polska Energia, Firma ta ma być sponsorem ligi, a właśnie brak partnera biznesowego był jednym najważniejszych powodów kiepskich ocen wystawianych prezesowi Wierzbowskiego. Podobno to osoba Ludwiczuka, prowadzącego ostatnio negocjacje z Tauronem była zawadą w finalizacji rozmów. Miejmy nadzieję, że teraz Jakubowski dogada się z tą firmą, bo kluby i cała liga potrzebują tego sukcesu jak kania dżdżu.
Przed nowym zarządem stoją ogromne wyzwania. Oprócz braku sponsora, liga nie ma podpisanej umowy z TVP, która unormowałaby współpracę w bardziej efektywnym promowaniu basketu. Oficjalna strona ligi, która w dobrze zarządzanej lidze stanowi wehikuł zainteresowania rozgrywkami, z braku pieniędzy prezentuje minimalne usługi i to nie najwyższej jakości. Oglądalność telewizyjna meczów PLK spada na łeb na szyję, a pomysłów na poprawę tego stanu brak. Do tego dochodzi problem słabości szkolenia, zarówno w wypadku zawodników, jak i trenerów. Pól działania jest mnóstwo, sezon dawno w toku, a po Eurobaskecie pozostały mgliste wspomnienia.
W miarę rozwoju wypadków, powinniśmy uzyskać więcej informacji na temat rzeczywistej pozycji prezesa PLK w strukturach naszego basketu. Pozostaje nam kibicować jemu i (oby) przyszłemu sponsorowi rozgrywek, by udało im się wspólnymi siłami znaleźć sposób na ożywienie ligi, będącej codziennym punktem odniesienia dla fanów i obserwatorów polskiej koszykówki. Oby dzięki ich działaniom liczba tych pierwszych zaczęła wreszcie wzrastać.
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Top 16 Euroligi: Dobre losowanie Prokomu
Po sobotnim losowaniu grup eliminacyjnych do Eurobasketu 2011 mogliśmy mówić o umiarkowanym szczęściu i optymizmie. Co w takim razie można napisać na temat przeznaczonych dziś przez los rywali Asseco Prokomu w grupie G Top 16 Euroligi? Moim zdaniem, co najmniej nie jest źle.
Przechodząc do szczegółów przypomnę tylko, że z grupy w fazie T16 do dalszego etapu (ćwierćfinał play off) przechodzą dwie najlepsze drużyny. Warto przy okazji przyglądać się wydarzeniom w sąsiedniej grupie H, gdyż to z niej rekrutować się będą przeciwnicy zwycięzców „gdyńskiej” grupy w walce o Final Four.
Grupa G
CSKA Moskwa
Unicaja Malaga
Żalgiris Kowno
Asseco Prokom Gdynia
Grupa H
Olympiacos Pireus
Caja Laboral
BK Chimki
Cibona Zagrzeb
Grupa E
Barcelona
Panathinaikos Ateny
Partizan Belgrad
Maroussi Ateny
Grupa F
Real Madryt
Montepaschi Siena
Maccabi Tel Awiw
Efes Pilsen Stambuł
Filozofia gry w fazie Top 16 (z punktu widzenia Prokomu) może być następująca: Gramy o drugie miejsce, gwarantujące udział w play off. Krótko mówiąc, kluczowy układ sił dla nas, mistrzów Polski, to klasa rywali losowanych z koszyka drugiego i trzeciego. Przypominam, że Polacy znajdowali się w koszyku czwartym. Prawdę mówiąc, nie widzę lepszej opcji, niż obecna. Słabsza niż zwykle i wciąż poszukująca swojego stylu Unicaja oraz Żalgiris, który ma wspaniałą przeszłość, ale do „Szesnastki” dostał się rzutem na taśmę. Na dokładkę trafił się gdynianom wicemistrz Euroligi, który po początkowym kryzysie mocno stanął już na nogi. Jak wyglądałyby alternatywne możliwości?
Grupa H to Caja Laboral i Chimki. Z Rosjanami gdynianie już grali – ze zmiennym szczęściem. Podopieczni Sergio Scariolo, to groźna ekipa, która ma wystarczająco mocny skład, by zaskoczyć niejednego rywala w Eurolidze. Z kolei Baskowie, to dawna TAU Ceramica Vitoria po zmianie nazwy i sporej rewolucji kadrowej. Wciąż gra tam jednak jeden z najlepszych centrów w Europie, Tiago Splitter, a nowi zawodnicy po przeciętnym początku zaczynają trybić, zaś gra zespołu Dusko Ivanovicia coraz bardziej zaczyna przypominać rozmach z niedawnych czasów, gdy rozgrywał tam Pablo Prigioni, a punkty zdobywali Pete Mickeal i Igor Rakocević.
Grupa E, to rewelacyjny Partizan, który od lat stawiany jest w gronie kelnerów, a rokrocznie bije się z najlepszymi, czy to w Top 16, czy w play offach. Drugi rywal, Panathinaikos, to obrońcy tytułu, którzy mimo plagi kontuzji pogromcę znaleźli jedynie w ekipie Realu Madryt. Teraz wielki Zeljko Obradović dysponuje już niemal pełnym, mistrzowskim składem i granie z nim o awans nie będzie należeć do przyjemności. Losowana z pierwszego koszyka Barcelona, to zespół z kosmosu, prawdziwi europejscy Galacticos, grający z polotem i rozmachem niespotykanym nawet na szczytach europejskiej koszykówki. Miód dla oka kibica, ale i koszmar przeciwników, o czym przekonał się choćby Real, czy bardzo mocna Siena.
Grupa F od pierwszego do ostatniego miejsca ma wspaniałe drużyny. Walczący o powrót na sam top Real pod wodzą Ettore Messiny, jednego z najlepszych gwarantów sukcesu w Europie. Nawet jeśli teraz nie wszystko w jego zespole gra, jak należy, złapanie rytmu jest kwestią czasu. Do tego, niesamowicie stabilna Siena oraz wciąż groźne Maccabi, w którym nie poradził sobie najbardziej utalentowany polski koszykarz, Maciej Lampe. Na deserek piekielnie mocny Efes Pilsen z wymienianym już wyżej Rakoceviciem, i koalicją renomowanych Amerykanów. Czy muszę wyjaśniać dlaczego lepiej nie grać w tak mocnym towarzystwie?
Gdynianie mają za sobą dobre losowanie. Rok temu udało się wygrać jeden mecz w fazie Top 16, może teraz nadszedł czas na kolejny krok? Zespół grający w niespotykanie na naszym rynku stabilnym składzie może namieszać, jeśli tylko celem drużyny jest gra w play off. Mam nadzieję, że tak, bo szansa na nawiązanie walki byłaby niepowtarzalna. Byłoby naprawdę świetnie, gdyby sezon euroligowy dostarczył nam więcej emocji, niż zwykle, a jego etap, na którym oddziela się chłopców od mężczyzn także w Polsce wzbudził zainteresowanie.
Przechodząc do szczegółów przypomnę tylko, że z grupy w fazie T16 do dalszego etapu (ćwierćfinał play off) przechodzą dwie najlepsze drużyny. Warto przy okazji przyglądać się wydarzeniom w sąsiedniej grupie H, gdyż to z niej rekrutować się będą przeciwnicy zwycięzców „gdyńskiej” grupy w walce o Final Four.
Grupa G
CSKA Moskwa
Unicaja Malaga
Żalgiris Kowno
Asseco Prokom Gdynia
Grupa H
Olympiacos Pireus
Caja Laboral
BK Chimki
Cibona Zagrzeb
Grupa E
Barcelona
Panathinaikos Ateny
Partizan Belgrad
Maroussi Ateny
Grupa F
Real Madryt
Montepaschi Siena
Maccabi Tel Awiw
Efes Pilsen Stambuł
Filozofia gry w fazie Top 16 (z punktu widzenia Prokomu) może być następująca: Gramy o drugie miejsce, gwarantujące udział w play off. Krótko mówiąc, kluczowy układ sił dla nas, mistrzów Polski, to klasa rywali losowanych z koszyka drugiego i trzeciego. Przypominam, że Polacy znajdowali się w koszyku czwartym. Prawdę mówiąc, nie widzę lepszej opcji, niż obecna. Słabsza niż zwykle i wciąż poszukująca swojego stylu Unicaja oraz Żalgiris, który ma wspaniałą przeszłość, ale do „Szesnastki” dostał się rzutem na taśmę. Na dokładkę trafił się gdynianom wicemistrz Euroligi, który po początkowym kryzysie mocno stanął już na nogi. Jak wyglądałyby alternatywne możliwości?
Grupa H to Caja Laboral i Chimki. Z Rosjanami gdynianie już grali – ze zmiennym szczęściem. Podopieczni Sergio Scariolo, to groźna ekipa, która ma wystarczająco mocny skład, by zaskoczyć niejednego rywala w Eurolidze. Z kolei Baskowie, to dawna TAU Ceramica Vitoria po zmianie nazwy i sporej rewolucji kadrowej. Wciąż gra tam jednak jeden z najlepszych centrów w Europie, Tiago Splitter, a nowi zawodnicy po przeciętnym początku zaczynają trybić, zaś gra zespołu Dusko Ivanovicia coraz bardziej zaczyna przypominać rozmach z niedawnych czasów, gdy rozgrywał tam Pablo Prigioni, a punkty zdobywali Pete Mickeal i Igor Rakocević.
Grupa E, to rewelacyjny Partizan, który od lat stawiany jest w gronie kelnerów, a rokrocznie bije się z najlepszymi, czy to w Top 16, czy w play offach. Drugi rywal, Panathinaikos, to obrońcy tytułu, którzy mimo plagi kontuzji pogromcę znaleźli jedynie w ekipie Realu Madryt. Teraz wielki Zeljko Obradović dysponuje już niemal pełnym, mistrzowskim składem i granie z nim o awans nie będzie należeć do przyjemności. Losowana z pierwszego koszyka Barcelona, to zespół z kosmosu, prawdziwi europejscy Galacticos, grający z polotem i rozmachem niespotykanym nawet na szczytach europejskiej koszykówki. Miód dla oka kibica, ale i koszmar przeciwników, o czym przekonał się choćby Real, czy bardzo mocna Siena.
Grupa F od pierwszego do ostatniego miejsca ma wspaniałe drużyny. Walczący o powrót na sam top Real pod wodzą Ettore Messiny, jednego z najlepszych gwarantów sukcesu w Europie. Nawet jeśli teraz nie wszystko w jego zespole gra, jak należy, złapanie rytmu jest kwestią czasu. Do tego, niesamowicie stabilna Siena oraz wciąż groźne Maccabi, w którym nie poradził sobie najbardziej utalentowany polski koszykarz, Maciej Lampe. Na deserek piekielnie mocny Efes Pilsen z wymienianym już wyżej Rakoceviciem, i koalicją renomowanych Amerykanów. Czy muszę wyjaśniać dlaczego lepiej nie grać w tak mocnym towarzystwie?
Gdynianie mają za sobą dobre losowanie. Rok temu udało się wygrać jeden mecz w fazie Top 16, może teraz nadszedł czas na kolejny krok? Zespół grający w niespotykanie na naszym rynku stabilnym składzie może namieszać, jeśli tylko celem drużyny jest gra w play off. Mam nadzieję, że tak, bo szansa na nawiązanie walki byłaby niepowtarzalna. Byłoby naprawdę świetnie, gdyby sezon euroligowy dostarczył nam więcej emocji, niż zwykle, a jego etap, na którym oddziela się chłopców od mężczyzn także w Polsce wzbudził zainteresowanie.
Wygrajmy to!
Wczoraj odbyło się losowanie grup eliminacyjnych do przyszłorocznych Mistrzostw Europy w koszykówce mężczyzn. Co dla nas z niego wynika, jakie są szanse, a jakie obawy? Na deser będzie o tych, których w PLK starość się nie ima – o tym poniżej.
Wcześniej Łukasz dość dokładnie opisał koszyki, dlatego chyba nie warto się rozpisywać na ten temat. Ponadto kilka portali już skrupulatnie rozpisało się na temat mocnych i słabych stron naszych rywali. W telegraficznym skrócie zatem, z drugiego koszyka dostaliśmy Bułgarów. Chyba dobrze, bo Izrael jest niesamowicie ograny, a Wielka Brytania szlifuje formę na IO w Londynie. Dlatego z roku na rok zapewne będzie coraz mocniejsza, a już w Polsce pokazała, że grać potrafi. Z kolei z Bułgarami spotykamy się nad wyraz często w ostatnich latach. I wcale łatwo nie jest, a nikogo niech nie zmyli dość pewne i spokojne, wrześniowe zwycięstwo we Wrocławiu. Jeśli wróci Jaaber, a tamtejszy związek zatrudni sensownego trenera – będą mocni. I pewnie bilans 1-1 przyjmiemy z satysfakcją. Oraz ulgą.
Trzeci koszyk dał nam Belgów. Zapewne lepiej byłoby trafić na Finów, ale trudno. Lud skupiony wokół stolicy całej Europy wydał kilku porządnych koszykarzy na świat. I w ostatnich latach zespół ten prezentuje się coraz solidniej. A baraże do „naszego Euro” przegrali po fascynujących pojedynkach z Francją. Większość ludzi w naszym pięknym kraju Belgów skojarzy zapewne z Tomasem van den Spiegelem, który był niekwestionowanym liderem ekipy z Sopotu. I powstrzymanie jego zapędów może być kluczowe do osiągnięcia sukcesu.
Z czwartego koszyka wylosowaliśmy Portugalię. Na pewno duża ulga, że los oszczędził nam starcia z Italią, która nadal ma niesamowity potencjał. O kraju sąsiadującym z Hiszpanią można powiedzieć dużo, ale koszykówka będzie gdzieś daleko za piłką, winem i ciepłym klimatem. Mundial u sąsiadów im wyszedł nadspodziewanie dobrze, ale na razie traktuję to jako wyskok. Jeśli marzymy o awansie, to dwa pewne zwycięstwa wydają się obowiązkiem.
Ostatni zestaw dał nam Gruzję. Nie wiem, czemu Łukasz uznał ją za najlepszy wybór, ale to już jego prywatne zdanie. Moim zdaniem lepiej byłoby jednak trafić na sąsiadów od kopanego Euro. Przynajmniej byłoby bliżej, mniej szalenie na trybunach, no i mamy spokojniejsze układy. Do nich prezydent nie jeździł się na wojnie pokazywać. A teraz merytoryczniej – wiadomo, że najmocniejsza byłaby Czarnogóra i wpadnięcie na nią można spokojnie uznać za złośliwość i bezczelność losu. Natomiast różnice w klasie Ukrainy i Gruzji są dość niewielkie, dlatego chyba lepiej byłoby po prostu wybrać się bliżej. Chociaż znając ukraińską gościnność i ceny alkoholu w tym kraju, to strach byłoby wypuszczać naszych graczy z hotelu, mając doświadczenie z wrocławskich balang…
Podsumowując. Grupa nie jest niesamowicie trudna, ale za to szalenie wyrównana (uwielbiam to częste dodawanie słowa „szalenie” u Jerzego Engela). Awans na Mistrzostwa teoretycznie leży na wyciągnięcie ręki – los oszczędził nam Włochów, Izraela, czy Czarnogóry. Ale i tak wszystko zależy od…
…składu, w jakim przyjdzie nam zagrać. Nie wiem czemu, ale nasza kadra przewyższa tą piłkarską. Bo na kopaną zwykle uda się zebrać najlepszych graczy. A na wszelakie zgrupowania koszykarskie (których przecież i tak jest dramatycznie mało) najlepsi gracze reagują jak na wizytę świadków Jehowy – mocno alergicznie. Dlatego z mocnym niepokojem pozostanie nam czekać na wybór trenera (kiedy ta parodia się skończy?) oraz reakcję zawodników na powołania. Chcę tylko powiedzieć, że odmowa reprezentowania barw to dla mnie skandal. Jestem w stanie zrozumieć zmęczenie sezonem, czy poszukiwania klubu, ale są pewne wartości, takie jak granie z orzełkiem na piersi. Szkoda, że cenią je piłkarze ręczni, siatkarze, nawet większość piłkarzy. A niestety koszykarskie pseudo-gwiazdy chyba mają je schowane do szuflady, pod lukratywnym kontraktem z klubem.
Teraz prawdopodobnie zabraknie już Adama Wójcika, który od dekady, zawsze i jak tylko mógł wspierał tę drużynę. Na powołania raczej pozytywnie odpowiedzą tacy zawodnicy jak Szewczyk, Koszarek, Dylewicz (mówił, że u innego trenera zagra). Plus mam nadzieję wszyscy grający w naszej lidze. Główne pytania dotyczą chyba kwartetu Logan – Ignerski – Lampe – Gortat. Z czego najmniejszy znak zapytania stoi przy tym drugim, który raczej regularnie wspomaga nasz narodowy zespół. Marcin po wyniszczającym sezonie, braku przerwy i kolejnych rozgrywkach może być skrajnie bez sił. Ale Gortat nawet bez sił będzie wielkim wzmocnieniem kadry, więc warto go namawiać i wierzyć, że nie straciły na aktualności jego słowa o przywiązaniu do barw. Natomiast dwaj pozostali to już wielka niewiadoma i chyba pierwsze olbrzymie wyzwanie nowego coacha. Czy się uda – zobaczymy w wakacje.
Kolejna kwestia – gdzie rozegrane zostaną spotkania. Tych domowych jak wiadomo będzie cztery. I z całym szacunkiem, ale mam nadzieję, że przy wyborze pominie się dwie rzeczy. Po pierwsze – małe hale w małych miastach. Ok., rozumiem że w Koszalinie można zrobić super doping i w ogóle. Ale ten obiekt jest nieco za mały jak na starcia reprezentacji kraju. Budujmy prestiż tej reprezentacji, wpuszczając ją do większych obiektów. Być może kogoś tutaj zdziwię (w końcu jestem z Wrocławia), ale moim zdaniem najważniejsze spotkanie, czyli prawdopodobnie starcie z Bułgarią, powinno się odbyć we Włocławku. Tam jest zarówno niezły obiekt, jak i jedna z najlepiej obecnie zorganizowanych grupa kibiców. Mająca na swoim koncie oprawy patriotyczne (flaga z Piłsudskim chociażby), więc raczej nie zawiedzie. A przy okazji oszczędzi wszystkim sterowanego dopingu, jaki miał miejsce chociażby w Łodzi na EB. Który prowadził stworzony przez Romana Ludwiczuka klub kibicaTurowa Reprezentacji.
Kolejne typy? Tutaj już nie mam zdecydowanych. Może Gdynia (niezła hala, niedaleko dla rzeszy kibiców chociażby z Koszalina, Starogardu, nawet Bydgoszczy…), może wspomniana właśnie Bydgoszcz i hala Łuczniczka (chyba kibice Astorii daliby radę stworzyć fajną atmosferę?). Może Łódź z fanami ŁKS-u pojawiającymi się na koszykówce. Katowicki Spodek jest kontrowersyjny, bo na Śląsku zainteresowanie basketem jest chyba średnie, nie ma mocnych drużyn. Przy dobrej reklamie sporo osób by się pewnie zebrało we Wrocławiu. Pytanie, czy nikt nie będzie miał przesytu Halą Ludową. Ale ponoć to tu potrafi się wytworzyć niezapomniana atmosfera. No i to tu ostatnio pokonaliśmy Litwę.
Druga rzecz, którą powinno się pominąć przy typowaniu gospodarzy to stolica. Z całym szacunkiem, ale Warszawa nie zasługuje na mecze reprezentacji. I wiem, że ma dwa kluby w Ekstraklasie, ale na mecze łącznie przychodzi mniej osób niż mieści Torwar. Poza tym ta hala jest delikatnie rzecz ujmując średnia. A już mega śliski parkiet podczas spotkań z Bułgarią w 2008 był pokazem tego, jak organizatorzy potraktowali przygotowania do starć naszej kadry. Dlatego właśnie nie widzę powodu, dla którego po raz kolejny mielibyśmy oglądać puste trybuny obiektu przy Łazienkowskiej.
A na zakończenie krótko o lidze. Ten weekend był niesamowity. Niedawno zakończyły się derby Trójmiasta. Zgodnie z założeniem, wygrał prowadzony przez Pacesasa Prokom. Ale jakby nie patrzeć musiał się sporo napocić. Po raz kolejny wszyscy mogli się przekonać, jak cenny jest Burrell, zdobywca dwudziestu punktów. A przecież przed sezonem niewielu typowało go na ważnego zawodnika…
„Stary człowiek a może” – przysłowie pasuje jak ulał do trzech graczy, którzy na naszych parkietach będą biegać chyba wiecznie. Po pierwsze – Adam Wójcik. One Man Show w Poznaniu, jakie zaprezentował popularny „Oława” budzi respekt. Dwadzieścia pięć punktów w niecałe czternaście minut, siedem wymuszonych fauli… po raz drugi w tym sezonie (poprzednio na inaugurację), można powiedzieć głośne „łał”. Niech się kaja ten, kto twierdził, że Pan Adam już nie może.
Drugi jest Andrzej Pluta. On co prawda gra w tym roku regularniej i wykręca mocne cyfry, ale tym razem po prostu nie zawiódł i może dołączyć do magicznego tria. Dwadzieścia trzy minuty, dwadzieścia oczek – to się ceni, to się widzi!
Trzeci to Leszek Karwowski. „Inżynier” był po raz kolejny najlepszym zawodnikiem P2011. Osiemnaście oczek i dwa bloki nie wystarczyły jednak do podjęcia wyrównanej walki ze Stalą. Tym razem zawiodła młodzież, ale Pan Leszek pokazał, że on nadal potrafi. I jest świetnym graczem. A o serii bloków (jak dotychczas w każdym spotkaniu sezonu) napisze pewnie Łukasz Cegliński, który to skrupulatnie wylicza.
I sprawa ostatnia, to niesamowity mecz. Come back sezonu? Nie wiem, ale nie wykluczam – chyba, że ktoś ma lepsze propozycje, to od razu zapraszam do przypominania, bo przyznam że średnio się przyglądam każdemu spotkaniu i nie notuję. Ale wyjście z minus piętnaście do przerwy na plus czternaście podczas końcowej syreny zasługuje chociaż na krótki wpis. Kto to taki, kto to taki? Polpharma, w swojej otoczonej fosą hali. Przeciwko Zniczowi Jarosław, który do boju prowadziło tradycyjne trio Mays – Chappell – Williamson. Łącznie zdobyli oni 59pkt. (na 76), mieli 16/26zb., 12/14as. i wykonali 17/20 rzutów wolnych. Ta drużyna całkowicie zależy od nich. Natomiast w drużynie zwycięzców spora grupa zagrała dobrze bądź bardzo dobrze, więc indywidualnie pochwalę tylko tego teoretycznie najlepszego – Uros Mirkowić rzucił 18pkt. i dołożył do tego 14zb. Brawo.
PLK – where amazing happens? W ten weekend zdecydowanie tak!
Wcześniej Łukasz dość dokładnie opisał koszyki, dlatego chyba nie warto się rozpisywać na ten temat. Ponadto kilka portali już skrupulatnie rozpisało się na temat mocnych i słabych stron naszych rywali. W telegraficznym skrócie zatem, z drugiego koszyka dostaliśmy Bułgarów. Chyba dobrze, bo Izrael jest niesamowicie ograny, a Wielka Brytania szlifuje formę na IO w Londynie. Dlatego z roku na rok zapewne będzie coraz mocniejsza, a już w Polsce pokazała, że grać potrafi. Z kolei z Bułgarami spotykamy się nad wyraz często w ostatnich latach. I wcale łatwo nie jest, a nikogo niech nie zmyli dość pewne i spokojne, wrześniowe zwycięstwo we Wrocławiu. Jeśli wróci Jaaber, a tamtejszy związek zatrudni sensownego trenera – będą mocni. I pewnie bilans 1-1 przyjmiemy z satysfakcją. Oraz ulgą.
Trzeci koszyk dał nam Belgów. Zapewne lepiej byłoby trafić na Finów, ale trudno. Lud skupiony wokół stolicy całej Europy wydał kilku porządnych koszykarzy na świat. I w ostatnich latach zespół ten prezentuje się coraz solidniej. A baraże do „naszego Euro” przegrali po fascynujących pojedynkach z Francją. Większość ludzi w naszym pięknym kraju Belgów skojarzy zapewne z Tomasem van den Spiegelem, który był niekwestionowanym liderem ekipy z Sopotu. I powstrzymanie jego zapędów może być kluczowe do osiągnięcia sukcesu.
Z czwartego koszyka wylosowaliśmy Portugalię. Na pewno duża ulga, że los oszczędził nam starcia z Italią, która nadal ma niesamowity potencjał. O kraju sąsiadującym z Hiszpanią można powiedzieć dużo, ale koszykówka będzie gdzieś daleko za piłką, winem i ciepłym klimatem. Mundial u sąsiadów im wyszedł nadspodziewanie dobrze, ale na razie traktuję to jako wyskok. Jeśli marzymy o awansie, to dwa pewne zwycięstwa wydają się obowiązkiem.
Ostatni zestaw dał nam Gruzję. Nie wiem, czemu Łukasz uznał ją za najlepszy wybór, ale to już jego prywatne zdanie. Moim zdaniem lepiej byłoby jednak trafić na sąsiadów od kopanego Euro. Przynajmniej byłoby bliżej, mniej szalenie na trybunach, no i mamy spokojniejsze układy. Do nich prezydent nie jeździł się na wojnie pokazywać. A teraz merytoryczniej – wiadomo, że najmocniejsza byłaby Czarnogóra i wpadnięcie na nią można spokojnie uznać za złośliwość i bezczelność losu. Natomiast różnice w klasie Ukrainy i Gruzji są dość niewielkie, dlatego chyba lepiej byłoby po prostu wybrać się bliżej. Chociaż znając ukraińską gościnność i ceny alkoholu w tym kraju, to strach byłoby wypuszczać naszych graczy z hotelu, mając doświadczenie z wrocławskich balang…
Podsumowując. Grupa nie jest niesamowicie trudna, ale za to szalenie wyrównana (uwielbiam to częste dodawanie słowa „szalenie” u Jerzego Engela). Awans na Mistrzostwa teoretycznie leży na wyciągnięcie ręki – los oszczędził nam Włochów, Izraela, czy Czarnogóry. Ale i tak wszystko zależy od…
…składu, w jakim przyjdzie nam zagrać. Nie wiem czemu, ale nasza kadra przewyższa tą piłkarską. Bo na kopaną zwykle uda się zebrać najlepszych graczy. A na wszelakie zgrupowania koszykarskie (których przecież i tak jest dramatycznie mało) najlepsi gracze reagują jak na wizytę świadków Jehowy – mocno alergicznie. Dlatego z mocnym niepokojem pozostanie nam czekać na wybór trenera (kiedy ta parodia się skończy?) oraz reakcję zawodników na powołania. Chcę tylko powiedzieć, że odmowa reprezentowania barw to dla mnie skandal. Jestem w stanie zrozumieć zmęczenie sezonem, czy poszukiwania klubu, ale są pewne wartości, takie jak granie z orzełkiem na piersi. Szkoda, że cenią je piłkarze ręczni, siatkarze, nawet większość piłkarzy. A niestety koszykarskie pseudo-gwiazdy chyba mają je schowane do szuflady, pod lukratywnym kontraktem z klubem.
Teraz prawdopodobnie zabraknie już Adama Wójcika, który od dekady, zawsze i jak tylko mógł wspierał tę drużynę. Na powołania raczej pozytywnie odpowiedzą tacy zawodnicy jak Szewczyk, Koszarek, Dylewicz (mówił, że u innego trenera zagra). Plus mam nadzieję wszyscy grający w naszej lidze. Główne pytania dotyczą chyba kwartetu Logan – Ignerski – Lampe – Gortat. Z czego najmniejszy znak zapytania stoi przy tym drugim, który raczej regularnie wspomaga nasz narodowy zespół. Marcin po wyniszczającym sezonie, braku przerwy i kolejnych rozgrywkach może być skrajnie bez sił. Ale Gortat nawet bez sił będzie wielkim wzmocnieniem kadry, więc warto go namawiać i wierzyć, że nie straciły na aktualności jego słowa o przywiązaniu do barw. Natomiast dwaj pozostali to już wielka niewiadoma i chyba pierwsze olbrzymie wyzwanie nowego coacha. Czy się uda – zobaczymy w wakacje.
Kolejna kwestia – gdzie rozegrane zostaną spotkania. Tych domowych jak wiadomo będzie cztery. I z całym szacunkiem, ale mam nadzieję, że przy wyborze pominie się dwie rzeczy. Po pierwsze – małe hale w małych miastach. Ok., rozumiem że w Koszalinie można zrobić super doping i w ogóle. Ale ten obiekt jest nieco za mały jak na starcia reprezentacji kraju. Budujmy prestiż tej reprezentacji, wpuszczając ją do większych obiektów. Być może kogoś tutaj zdziwię (w końcu jestem z Wrocławia), ale moim zdaniem najważniejsze spotkanie, czyli prawdopodobnie starcie z Bułgarią, powinno się odbyć we Włocławku. Tam jest zarówno niezły obiekt, jak i jedna z najlepiej obecnie zorganizowanych grupa kibiców. Mająca na swoim koncie oprawy patriotyczne (flaga z Piłsudskim chociażby), więc raczej nie zawiedzie. A przy okazji oszczędzi wszystkim sterowanego dopingu, jaki miał miejsce chociażby w Łodzi na EB. Który prowadził stworzony przez Romana Ludwiczuka klub kibica
Kolejne typy? Tutaj już nie mam zdecydowanych. Może Gdynia (niezła hala, niedaleko dla rzeszy kibiców chociażby z Koszalina, Starogardu, nawet Bydgoszczy…), może wspomniana właśnie Bydgoszcz i hala Łuczniczka (chyba kibice Astorii daliby radę stworzyć fajną atmosferę?). Może Łódź z fanami ŁKS-u pojawiającymi się na koszykówce. Katowicki Spodek jest kontrowersyjny, bo na Śląsku zainteresowanie basketem jest chyba średnie, nie ma mocnych drużyn. Przy dobrej reklamie sporo osób by się pewnie zebrało we Wrocławiu. Pytanie, czy nikt nie będzie miał przesytu Halą Ludową. Ale ponoć to tu potrafi się wytworzyć niezapomniana atmosfera. No i to tu ostatnio pokonaliśmy Litwę.
Druga rzecz, którą powinno się pominąć przy typowaniu gospodarzy to stolica. Z całym szacunkiem, ale Warszawa nie zasługuje na mecze reprezentacji. I wiem, że ma dwa kluby w Ekstraklasie, ale na mecze łącznie przychodzi mniej osób niż mieści Torwar. Poza tym ta hala jest delikatnie rzecz ujmując średnia. A już mega śliski parkiet podczas spotkań z Bułgarią w 2008 był pokazem tego, jak organizatorzy potraktowali przygotowania do starć naszej kadry. Dlatego właśnie nie widzę powodu, dla którego po raz kolejny mielibyśmy oglądać puste trybuny obiektu przy Łazienkowskiej.
A na zakończenie krótko o lidze. Ten weekend był niesamowity. Niedawno zakończyły się derby Trójmiasta. Zgodnie z założeniem, wygrał prowadzony przez Pacesasa Prokom. Ale jakby nie patrzeć musiał się sporo napocić. Po raz kolejny wszyscy mogli się przekonać, jak cenny jest Burrell, zdobywca dwudziestu punktów. A przecież przed sezonem niewielu typowało go na ważnego zawodnika…
„Stary człowiek a może” – przysłowie pasuje jak ulał do trzech graczy, którzy na naszych parkietach będą biegać chyba wiecznie. Po pierwsze – Adam Wójcik. One Man Show w Poznaniu, jakie zaprezentował popularny „Oława” budzi respekt. Dwadzieścia pięć punktów w niecałe czternaście minut, siedem wymuszonych fauli… po raz drugi w tym sezonie (poprzednio na inaugurację), można powiedzieć głośne „łał”. Niech się kaja ten, kto twierdził, że Pan Adam już nie może.
Drugi jest Andrzej Pluta. On co prawda gra w tym roku regularniej i wykręca mocne cyfry, ale tym razem po prostu nie zawiódł i może dołączyć do magicznego tria. Dwadzieścia trzy minuty, dwadzieścia oczek – to się ceni, to się widzi!
Trzeci to Leszek Karwowski. „Inżynier” był po raz kolejny najlepszym zawodnikiem P2011. Osiemnaście oczek i dwa bloki nie wystarczyły jednak do podjęcia wyrównanej walki ze Stalą. Tym razem zawiodła młodzież, ale Pan Leszek pokazał, że on nadal potrafi. I jest świetnym graczem. A o serii bloków (jak dotychczas w każdym spotkaniu sezonu) napisze pewnie Łukasz Cegliński, który to skrupulatnie wylicza.
I sprawa ostatnia, to niesamowity mecz. Come back sezonu? Nie wiem, ale nie wykluczam – chyba, że ktoś ma lepsze propozycje, to od razu zapraszam do przypominania, bo przyznam że średnio się przyglądam każdemu spotkaniu i nie notuję. Ale wyjście z minus piętnaście do przerwy na plus czternaście podczas końcowej syreny zasługuje chociaż na krótki wpis. Kto to taki, kto to taki? Polpharma, w swojej otoczonej fosą hali. Przeciwko Zniczowi Jarosław, który do boju prowadziło tradycyjne trio Mays – Chappell – Williamson. Łącznie zdobyli oni 59pkt. (na 76), mieli 16/26zb., 12/14as. i wykonali 17/20 rzutów wolnych. Ta drużyna całkowicie zależy od nich. Natomiast w drużynie zwycięzców spora grupa zagrała dobrze bądź bardzo dobrze, więc indywidualnie pochwalę tylko tego teoretycznie najlepszego – Uros Mirkowić rzucił 18pkt. i dołożył do tego 14zb. Brawo.
PLK – where amazing happens? W ten weekend zdecydowanie tak!
niedziela, 17 stycznia 2010
Po losowaniu EB 011' - grupa (prawie) jak marzenie
Dzisiaj króciutko – wiemy już z kim gramy w drodze na Eurobasket Litwa 2011. Trzy grupy eliminacyjne wyglądają następująco:
Grupa A
Łotwa
Izrael
Finlandia
Włochy
Czarnogóra
Grupa B
Macedonia
Wielka Brytania
Bośnia i Hercegowina
Węgry
Ukraina
Grupa C
Polska
Bułgaria
Belgia
Portugalia
Gruzja
Miejsca w kolejności powyżej pokrywają się z notowaniami, jakie miały poszczególne zespoły w koszykach przed losowaniem, choć nie miałbym nic przeciwko temu, by w naszej grupie tak wyglądała końcowa tabela. Z grubsza wyniki wczorajszego mieszania kulkami są takie, jak wyśniłem je sobie w grupie marzeń. Wyjątek stanowi przypadek Belgii, za którą wolałbym mieć w w naszej grupie Finlandię.
Ciekawie wygląda grupa B, w której wstawiając Polskę w miejsce Macedonii można się zastanowić, czy mielibyśmy większe powodu do optymizmu. Z kolei grupa A jest z gatunku takich, które przyśnić się mogą w sennym koszmarze. Dwie ostatnie drużyny mogą liczbą gwiazd obdzielić kilka innych ekip, a jeszcze dochodzi Izrael..
Można się dziś zastanawiać, spekulować i kombinować, jakie są perspektywy awansu na litewski turniej. Rzecz w tym, że na razie nie znamy składów rywali, ani nawet (co gorsza) naszego. W skrajnym wypadku możemy przystąpić do eliminacji bez naszej firmowej pierwszej linii z Marcinem Gortatem, Maciejem Lampem i oczywiście z Adamem Wójcikiem. Ostatni raz, gdy graliśmy w podobnym zestawieniu (a nawet odrobinę lepszym, bo z Gortim) wylądowaliśmy w Dywizji B. Było to niedawno, bo w roku 2005. Pamiętajmy tę lekcję pokory i szanujmy naszych przeciwników. Zwłaszcza, że bezpośredni awans na Eurobasket uzyskuje jedynie zwycięzca w tabeli końcowej oraz dwie najlepsze pośród trzech drużyn z miejsca drugiego. Jedno-dwa potknięcia mogą zmarnować cały wysiłek, a następna możliwość awansu to przyszłoroczny turniej barażowy, którego zwycięzca zajmie jedyne miejsce, jakie pozostanie do obsadzenia.
Krótko mówiąc, łatwo nie będzie, ale prawda jest taka, ze to właśnie w tym roku mamy większą szansę, by powalczyć o bilet na mistrzostwa. Wraz ze zbliżaniem się rozgrywek (sierpień bieżącego roku), będziemy przybliżać naszych rywali i śledzić wszelkie doniesienia z ich obozów. To najważniejsza kampania dla polskiej koszykówki i choć będzie ciężka, jeszcze trudniej wyobrazić sobie brak naszych Orłów na tak istotnym turnieju.
A tymczasem jutro o 13.00 w Barcelonie poznamy przeciwników Asseco Prokomu Gdynia w fazie Top 16 Euroligi. Koszyków z rozstawionymi ekipami mamy cztery. Oto one:
I Barcelona (grupa A), Olympiacos Pireus (B), CSKA Moskwa (C), Real Madryt (D)
II Montepaschi Siena (A), Unicaja (B), Caja Laboral (C) , Panathinaikos Ateny (D)
III Żalgiris Kowno (A), Partizan Belgrad (B), Maccabi tel Awiw (C), Chimki (D)
IV Cibona Zagrzeb (A), Efes Pilsen Stambuł (B), Maroussi Ateny (C), Asseco Prokom Gdynia (D)
Spośród zasad, jakimi będą się kierować mistrzowie ceremonii, najważniejsze są dwie:
– nie mogą się spotkać ze sobą dwie drużyny z tej samej grupy fazy sezonu zasadniczego;
- w jednej grupie T16 nie mogą zagrać więcej niż dwie drużyny z tego samego kraju;
Reszta jest kwestią losowania. Kogo zobaczą w Gdyni kibice Asseco, w kolejnej fazie rozgrywek Euroligi, przekonamy się już niedługo.
Grupa A
Łotwa
Izrael
Finlandia
Włochy
Czarnogóra
Grupa B
Macedonia
Wielka Brytania
Bośnia i Hercegowina
Węgry
Ukraina
Grupa C
Polska
Bułgaria
Belgia
Portugalia
Gruzja
Miejsca w kolejności powyżej pokrywają się z notowaniami, jakie miały poszczególne zespoły w koszykach przed losowaniem, choć nie miałbym nic przeciwko temu, by w naszej grupie tak wyglądała końcowa tabela. Z grubsza wyniki wczorajszego mieszania kulkami są takie, jak wyśniłem je sobie w grupie marzeń. Wyjątek stanowi przypadek Belgii, za którą wolałbym mieć w w naszej grupie Finlandię.
Ciekawie wygląda grupa B, w której wstawiając Polskę w miejsce Macedonii można się zastanowić, czy mielibyśmy większe powodu do optymizmu. Z kolei grupa A jest z gatunku takich, które przyśnić się mogą w sennym koszmarze. Dwie ostatnie drużyny mogą liczbą gwiazd obdzielić kilka innych ekip, a jeszcze dochodzi Izrael..
Można się dziś zastanawiać, spekulować i kombinować, jakie są perspektywy awansu na litewski turniej. Rzecz w tym, że na razie nie znamy składów rywali, ani nawet (co gorsza) naszego. W skrajnym wypadku możemy przystąpić do eliminacji bez naszej firmowej pierwszej linii z Marcinem Gortatem, Maciejem Lampem i oczywiście z Adamem Wójcikiem. Ostatni raz, gdy graliśmy w podobnym zestawieniu (a nawet odrobinę lepszym, bo z Gortim) wylądowaliśmy w Dywizji B. Było to niedawno, bo w roku 2005. Pamiętajmy tę lekcję pokory i szanujmy naszych przeciwników. Zwłaszcza, że bezpośredni awans na Eurobasket uzyskuje jedynie zwycięzca w tabeli końcowej oraz dwie najlepsze pośród trzech drużyn z miejsca drugiego. Jedno-dwa potknięcia mogą zmarnować cały wysiłek, a następna możliwość awansu to przyszłoroczny turniej barażowy, którego zwycięzca zajmie jedyne miejsce, jakie pozostanie do obsadzenia.
Krótko mówiąc, łatwo nie będzie, ale prawda jest taka, ze to właśnie w tym roku mamy większą szansę, by powalczyć o bilet na mistrzostwa. Wraz ze zbliżaniem się rozgrywek (sierpień bieżącego roku), będziemy przybliżać naszych rywali i śledzić wszelkie doniesienia z ich obozów. To najważniejsza kampania dla polskiej koszykówki i choć będzie ciężka, jeszcze trudniej wyobrazić sobie brak naszych Orłów na tak istotnym turnieju.
A tymczasem jutro o 13.00 w Barcelonie poznamy przeciwników Asseco Prokomu Gdynia w fazie Top 16 Euroligi. Koszyków z rozstawionymi ekipami mamy cztery. Oto one:
I Barcelona (grupa A), Olympiacos Pireus (B), CSKA Moskwa (C), Real Madryt (D)
II Montepaschi Siena (A), Unicaja (B), Caja Laboral (C) , Panathinaikos Ateny (D)
III Żalgiris Kowno (A), Partizan Belgrad (B), Maccabi tel Awiw (C), Chimki (D)
IV Cibona Zagrzeb (A), Efes Pilsen Stambuł (B), Maroussi Ateny (C), Asseco Prokom Gdynia (D)
Spośród zasad, jakimi będą się kierować mistrzowie ceremonii, najważniejsze są dwie:
– nie mogą się spotkać ze sobą dwie drużyny z tej samej grupy fazy sezonu zasadniczego;
- w jednej grupie T16 nie mogą zagrać więcej niż dwie drużyny z tego samego kraju;
Reszta jest kwestią losowania. Kogo zobaczą w Gdyni kibice Asseco, w kolejnej fazie rozgrywek Euroligi, przekonamy się już niedługo.
piątek, 15 stycznia 2010
Kto stanie nam na drodze do Eurobasketu 2011?
Najbliższe dni przebiegną kibicom koszykówki pod znakiem losowań. Znamy już skład grup Last 16 Pucharu Europy, w poniedziałek poznamy rywali Asseco Prokomu w Top 16 Euroligi. Pierwsze i jednak najważniejsze dla nas odbędzie się jutro. Po średnio udanym Eurobaskecie w Polsce naszą reprezentację czekają eliminacje do turnieju na Litwie za rok. W sobotę w Monachium poznamy rywali, z którymi przyjdzie naszym Orłom zmierzyć się w walce o awans.
Przy okazji odbędą się losowania eliminacji kobiecego Eurobasketu oraz rozgrywek Dywizji B i mistrzostw Europy wśród młodzieżowców, juniorów i kadetów. My skupmy się na tym, co czekać będzie naszą kadrę seniorów.
Mamy 5 koszyków po 3 drużyny. W eliminacjach grać będziemy odwrotnie, czyli trzy grupy po pięć teamów. Polska, dzięki wygranej nad Litwą ma najwyższe rozstawienie. Czy oznacza to łatwą przeprawę? Absolutnie nie.
Pomijam już fakt, że nasza kadra nadal nie ma szkoleniowca, który będzie musiał poskładać te klocki od nowa. Zostawiam już na boku niepewność czy będziemy mogli liczyć na pełny skład z Marcinem Gortatem, Maciejem Lampem, czy Davidem Loganem. Po prostu rywale, z ktorymi nasza reprezentacja się zmierzy są naprawdę groźni.
Koszyk pierwszy – Polska, Macedonia,Łotwa.
Uff... Dobrze, że nie musimy grać z tymi zespołami.. Łotwa w pełnym składzie, to ekipa niewygodna, doświadczona i dobrze trafiająca z dystansu. Z kolei Macedonia kojarzy nam się fatalnie. Nie gra już co prawda Petar Naumoski, który rzucił nam 49 punktów w eliminacjach do Eurobasketu 99', ale Vlado Ilievski i jego koledzy, to spece od obrony, a my takich nie lubimy..
Koszyk drugi – Izrael, Wielka Brytania, Bułgaria
Ktoś tu jest słaby? Zdecydowanie nie! Izraelczycy są doświadczeni i zdyscyplinowani. Grali w ostatnich latach częściej na turnieju głównym, niż my, a ich gwiazdy występują w euroligowym Maccabi tel Awiw i Caja Laboral (Lior Eliahu), czy ostatnio w NBA (Omri Casspi). O tym, że nie wolno ich lekceważyć przekonaliśmy się w sparingach przed naszym Eurobasketem..
Brytyjczycy dopiero budują swoją koszykówkę na wysokim poziomie, ale jeśli uda im się zebrać zawodników z paszportem (Luol Deng, Pops Mensah Bonsu), to mamy problem. Drużyna nieprzewidywalna, a z takimi nam się bardzo ciężko gra.
Bułgarów znamy. Graliśmy z nimi w eliminacjach do Eurobasketu 2007', w sparingach przed naszym turniejem i w jego trakcie. Zapewne teraz zmienią trenera, ale mają solidnych graczy obwodowych i w zanadrzu kilku graczy naturalizowanych (Ibrahim Jaaber, gwiazda Lottomatiki Rzym). Wychodzę jednak z założenia, że zło znane jest lepsze od nieznanego..
Koszyk trzeci – Belgia, Bośnia i Hercegowina, Finlandia
Tutaj nie ma co wydziwiać – Bośniacy reprezentują szkołę byłej Jugosławii i mają kilku graczy wysokiej klasy, jak Mirza Teletović, Kenan Bajramović, młody i bardzo zdolny Elmedin Kikanović, czy znani z PLK Ratko Varda i Mujo Tuljković.
Belgowie z kolei walczą o powrót do roli, jaką odgrywali jeszcze w latach 90'. W zeszłym roku dzielnie walczyli w barażach, pokonując w dwumeczu Bośnię i sprawiając spore kłopoty Francuzom. Gwiazdy grają tam zwłaszcza pod koszem – Tomas van den Spiegel, czy Axel Hervelle. Poza tym liga Flamandów i Walonów robi stałe postępy i obecnie wyglada dużo bardziej profesjonalnie niż nasza.
W tej sytuacji najłatwiejszym do ugryzienia rywalem byłaby Finlandia, która wielkich sukcesów w Europie nie odnosi.
Koszyk czwarty -Włochy, Portugalia, Węgry
Jakieś wątpliwości? Włosi grali ostatnio koszmarnie i zdają się przeżywać kryzys. Wystarczy jednak, że do kadry wróci tercet z NBA – Bargnani, Gallinari, Bellinelli, by sprawić nam olbrzymie kłopoty. Zwłaszcza, że ten pierwszy już zadeklarował chęć gry w barwach Azzurich..
Z Węgrami Portugalią grywaliśmy w eliminacjach do mistrzostw Europy. Węgrzy potrafili nas pokonywać w zawstydzającym stylu, zaś z Portugalczykami wygrywaliśmy dość pewnie. Terazrównie dobrze może być odwrotnie, bo zespół południa Europy potrafił postraszyć faworytów na hiszpańskim Eurobaskecie, zaś Węgrzy ostatnio nie błyszczą. Tak samo jednak myśleliśmy przed kolejnymi przeprawami z drużyną Madziarów w drodze na mistrzostwa..
Koszyk piąty – Ukraina,Czarnogóra,Gruzja
To ma być najsłabszy koszyk? Czarnogóra, to kopalnia talentów klasy euroligowej (Nikola Peković z Panathinaikosu, Sead Sehović, Vladimir Dasić z Realu) i uznanych gwiazd (Predrag Drobnjak, czy naturalizowany Omar Cook z Unicai Malaga).
Niewiele ustępuje jej Gruzja z Vladimerem Boisą, czy znanymi z NBA Nikołozem Tskitiszwilim lub Zazą Paczulią. W tym malowniczym kraju robi się podobno różne sztuczki z metrykami zawodników, niemniej zespoły ich drużyny juniorskie osiągają większe sukcesy od naszych, wyjąwszy może ostatnie wyczyny polskich kadetów.
Ukraina, z którą łączy nas wiele dzięki projektowi Euro 2012, historii i polityce, wygląda dla nas na najłatwiejszy kąsek. Niestety i tak twardawy, zwłaszcza patrząc na obsadę ich strefy podkoszowej z Serhijem Liszczukiem (Valencia), Kiryłą Fesenko (NBDL i Utah Jazz) oraz wszechstronnym Artuem Drozdowem, którego znamy choćby z pucharowych potyczek Turowa Zgorzelec.
Jak się więc domyślacie, moja „grupa śmierci” składa się z Izraela, Bośni, Włoch i Czarnogóry (tragedia..), zaś grupa marzeń, to Bułgaria, Finlandia, Portugalia i jednak Gruzja (może prezydent RP coś załatwi po znajomości..). Nie wygląda to zbyt dobrze, więc trzymajmy kciuki za szybki i mądry wybór coacha reprezentacji. A na kogo będzie musiał szykować amunicję, przekonamy się już jutro.
Na koniec wspominany Puchar Europy, faza Last 16.
Grupa I: Alba Berlin, Aris Saloniki,Joventut Badalona, Le Mans
Grupa J: Valencia, Unics Kazań,Galatasaray Stambuł,Hapoel Jerozolima
Grupa K: Panellinios Ateny, Bilbao Basket,Bamberg,Benetton Treviso
Grupa L: Crvena Zvezda Belgrad, CEZ Nymburk, Turk Telekom Ankara,Gran Canaria 2014
Szalenie ciekawe i wyrównane grupy. Przyjdzie jeszcze czas, by o nich szerzej napisać, bo walka o miejsce w Eurolidze zapowiada się pasjonująco.
Przy okazji odbędą się losowania eliminacji kobiecego Eurobasketu oraz rozgrywek Dywizji B i mistrzostw Europy wśród młodzieżowców, juniorów i kadetów. My skupmy się na tym, co czekać będzie naszą kadrę seniorów.
Mamy 5 koszyków po 3 drużyny. W eliminacjach grać będziemy odwrotnie, czyli trzy grupy po pięć teamów. Polska, dzięki wygranej nad Litwą ma najwyższe rozstawienie. Czy oznacza to łatwą przeprawę? Absolutnie nie.
Pomijam już fakt, że nasza kadra nadal nie ma szkoleniowca, który będzie musiał poskładać te klocki od nowa. Zostawiam już na boku niepewność czy będziemy mogli liczyć na pełny skład z Marcinem Gortatem, Maciejem Lampem, czy Davidem Loganem. Po prostu rywale, z ktorymi nasza reprezentacja się zmierzy są naprawdę groźni.
Koszyk pierwszy – Polska, Macedonia,Łotwa.
Uff... Dobrze, że nie musimy grać z tymi zespołami.. Łotwa w pełnym składzie, to ekipa niewygodna, doświadczona i dobrze trafiająca z dystansu. Z kolei Macedonia kojarzy nam się fatalnie. Nie gra już co prawda Petar Naumoski, który rzucił nam 49 punktów w eliminacjach do Eurobasketu 99', ale Vlado Ilievski i jego koledzy, to spece od obrony, a my takich nie lubimy..
Koszyk drugi – Izrael, Wielka Brytania, Bułgaria
Ktoś tu jest słaby? Zdecydowanie nie! Izraelczycy są doświadczeni i zdyscyplinowani. Grali w ostatnich latach częściej na turnieju głównym, niż my, a ich gwiazdy występują w euroligowym Maccabi tel Awiw i Caja Laboral (Lior Eliahu), czy ostatnio w NBA (Omri Casspi). O tym, że nie wolno ich lekceważyć przekonaliśmy się w sparingach przed naszym Eurobasketem..
Brytyjczycy dopiero budują swoją koszykówkę na wysokim poziomie, ale jeśli uda im się zebrać zawodników z paszportem (Luol Deng, Pops Mensah Bonsu), to mamy problem. Drużyna nieprzewidywalna, a z takimi nam się bardzo ciężko gra.
Bułgarów znamy. Graliśmy z nimi w eliminacjach do Eurobasketu 2007', w sparingach przed naszym turniejem i w jego trakcie. Zapewne teraz zmienią trenera, ale mają solidnych graczy obwodowych i w zanadrzu kilku graczy naturalizowanych (Ibrahim Jaaber, gwiazda Lottomatiki Rzym). Wychodzę jednak z założenia, że zło znane jest lepsze od nieznanego..
Koszyk trzeci – Belgia, Bośnia i Hercegowina, Finlandia
Tutaj nie ma co wydziwiać – Bośniacy reprezentują szkołę byłej Jugosławii i mają kilku graczy wysokiej klasy, jak Mirza Teletović, Kenan Bajramović, młody i bardzo zdolny Elmedin Kikanović, czy znani z PLK Ratko Varda i Mujo Tuljković.
Belgowie z kolei walczą o powrót do roli, jaką odgrywali jeszcze w latach 90'. W zeszłym roku dzielnie walczyli w barażach, pokonując w dwumeczu Bośnię i sprawiając spore kłopoty Francuzom. Gwiazdy grają tam zwłaszcza pod koszem – Tomas van den Spiegel, czy Axel Hervelle. Poza tym liga Flamandów i Walonów robi stałe postępy i obecnie wyglada dużo bardziej profesjonalnie niż nasza.
W tej sytuacji najłatwiejszym do ugryzienia rywalem byłaby Finlandia, która wielkich sukcesów w Europie nie odnosi.
Koszyk czwarty -Włochy, Portugalia, Węgry
Jakieś wątpliwości? Włosi grali ostatnio koszmarnie i zdają się przeżywać kryzys. Wystarczy jednak, że do kadry wróci tercet z NBA – Bargnani, Gallinari, Bellinelli, by sprawić nam olbrzymie kłopoty. Zwłaszcza, że ten pierwszy już zadeklarował chęć gry w barwach Azzurich..
Z Węgrami Portugalią grywaliśmy w eliminacjach do mistrzostw Europy. Węgrzy potrafili nas pokonywać w zawstydzającym stylu, zaś z Portugalczykami wygrywaliśmy dość pewnie. Terazrównie dobrze może być odwrotnie, bo zespół południa Europy potrafił postraszyć faworytów na hiszpańskim Eurobaskecie, zaś Węgrzy ostatnio nie błyszczą. Tak samo jednak myśleliśmy przed kolejnymi przeprawami z drużyną Madziarów w drodze na mistrzostwa..
Koszyk piąty – Ukraina,Czarnogóra,Gruzja
To ma być najsłabszy koszyk? Czarnogóra, to kopalnia talentów klasy euroligowej (Nikola Peković z Panathinaikosu, Sead Sehović, Vladimir Dasić z Realu) i uznanych gwiazd (Predrag Drobnjak, czy naturalizowany Omar Cook z Unicai Malaga).
Niewiele ustępuje jej Gruzja z Vladimerem Boisą, czy znanymi z NBA Nikołozem Tskitiszwilim lub Zazą Paczulią. W tym malowniczym kraju robi się podobno różne sztuczki z metrykami zawodników, niemniej zespoły ich drużyny juniorskie osiągają większe sukcesy od naszych, wyjąwszy może ostatnie wyczyny polskich kadetów.
Ukraina, z którą łączy nas wiele dzięki projektowi Euro 2012, historii i polityce, wygląda dla nas na najłatwiejszy kąsek. Niestety i tak twardawy, zwłaszcza patrząc na obsadę ich strefy podkoszowej z Serhijem Liszczukiem (Valencia), Kiryłą Fesenko (NBDL i Utah Jazz) oraz wszechstronnym Artuem Drozdowem, którego znamy choćby z pucharowych potyczek Turowa Zgorzelec.
Jak się więc domyślacie, moja „grupa śmierci” składa się z Izraela, Bośni, Włoch i Czarnogóry (tragedia..), zaś grupa marzeń, to Bułgaria, Finlandia, Portugalia i jednak Gruzja (może prezydent RP coś załatwi po znajomości..). Nie wygląda to zbyt dobrze, więc trzymajmy kciuki za szybki i mądry wybór coacha reprezentacji. A na kogo będzie musiał szykować amunicję, przekonamy się już jutro.
Na koniec wspominany Puchar Europy, faza Last 16.
Grupa I: Alba Berlin, Aris Saloniki,Joventut Badalona, Le Mans
Grupa J: Valencia, Unics Kazań,Galatasaray Stambuł,Hapoel Jerozolima
Grupa K: Panellinios Ateny, Bilbao Basket,Bamberg,Benetton Treviso
Grupa L: Crvena Zvezda Belgrad, CEZ Nymburk, Turk Telekom Ankara,Gran Canaria 2014
Szalenie ciekawe i wyrównane grupy. Przyjdzie jeszcze czas, by o nich szerzej napisać, bo walka o miejsce w Eurolidze zapowiada się pasjonująco.
PLK halami (nie)wielka
O tym, że w PLK trzeba mieć halę na 1200 miejsc dość powszechnie wiadomo. O tym, że w regulaminie PLK jest zapisana zmiana tego wymogu od sezonu 2012/2013 wie mało kto, a już na pewno o tym się nie mówi. Zapisana w regulaminie nowa wymagana liczba miejsc na widowni wynosi 2500.
Kierunek to z całą pewnością słuszny. Na pewno zamknie niektórym klubom drogę do ekstraklasy i wzbudzi żal w tych miejscach. Tylko, że liga ma prosty wybór między rozwojem a wiecznym biedowaniem w ciasnych kurnikach. Hale z krajobrazem: linia boczna, trzy rzędy widzów i ściana - odstraszają. Rujnują wizerunek ligi.
Do tych zmian jeszcze trochę daleko, ale warto mówić o nich już dziś. Choćby z tego powodu, że mogę się założyć - temat zwiększenia wymogów odnośnie hali przez najbliższe 2,5 roku nie będzie poruszany. A później zacznie się standardowy krzyk, że ktoś kogoś z jakiś dziwnych powodów chce wyrzucić z ligi, wykorzystując do tego celu zapisy administracyjne...
Trzy lata od zapowiedzi zmian regulaminowych to dużo czasu na to, żeby się do nich przystosować, albo po prostu je zaakceptować. Być może to za mało czasu na przejście od pomysłu budowy hali do jej otwarcia, ale nikt nie będzie wyrzucał z ligi klubów, dla których nowe obiekty właśnie by się budowały.
Ja ze swojej strony mogę tylko wyrazić nadzieję, że osoby, które wpisywały tę zapowiedź zmian do regulaminu traktują ją bardzo poważnie i nie ugną się pod presją porzucenia zmian. Oby później nie okazało się, że 1620 to prawie jak 2500...
Przyjrzyjmy się może jak wyglądają pojemności hal PLK na dzień dzisiejszy:
Hala Arena 4200
Hala Sportowo-Widowiskowa Gdynia 4010
Hala Mistrzów 3450
OSiR Inowrocław 2712
Hala Gryfia 2557
Hala Stulecia Sopotu 2000
Hala Koło 2000
OSiR Starogard Gdański 1850
MOSiR Jarosław 1800
Centrum Sportowe Zgorzelec 1700
MOSiR Stalowa Wola 1500
Hala Gwardia 1397
Hala Milenium 1307
średnia: 2320
Przy czym od razu zaznaczam. Dotarcie do wiarygodnych informacji odnośnie niektórych hal graniczy z cudem - co tylko o nich świadczy... Brałem pod uwagę pojemność meczową, a nie całkowitą (widowiskową) często biorącą pod uwagę ustawianie krzeseł na miejscu parkietu koszykarskiego. Wszelkie informacje korygujące wyniki mile widziane.
Hale planowane i w budowie:
Hala Gdańsk-Sopot 7657
Hala w Zgorzelcu 3500
Hala w Koszalinie 3000
Mamy też trochę informacji o halach, które mogłyby zasilić obecne kluby PLK w najbliższym czasie. Historia budowy hali na granicach Gdańska i Sopotu jest dość powszechnie znana. Względnie po cichu rozpoczęto proces budowy nowej hali w Koszalinie, która stanie na terenie studenckiego kampusu i zostanie wybudowana za środki unijne, Ministerstwa Sportu, miasta oraz Politechniki Koszalińskiej. Na całe szczęście powstanie nowy obiekt, bo hala Gwardia to jedna z brzydszych sal w lidze. O wiele głośniej jest o budowie hali w Zgorzelcu. Poza planowaną pojemnością, 20 milionami z ministerstwa i tym, że "ma być" - konkretów brakuje. Ale akurat hala zgorzelecka to ciekawy temat z wielu względów, więc może zajmę się nim może kiedy indziej.
Podsumowując. Na dzień dzisiejszy nowe wymogi spełniają tylko pięć hal PLK (Poznań, Gdynia, Włocławek, Inowrocław, Słupsk). Klubów, które mogłyby 2012 roku spełniać warunki jest trochę więcej: Asseco Prokom, Anwil Włocławek, PGB Basket, Czarni Słupsk, Sportino Inowrocław, Trefl Sopot (nowa hala, albo inna większa trójmiejska), Polonia Azbud i Polonia 2011 (oba Torwar do 4838 widzów), AZS Koszalin (nowa hala na 3000 osób) oraz Turów Zgorzelec (trochę bardziej mglista hala na 3500 osób). Gdyby do takiej grupy dołączyły jeszcze kluby z Wrocławia, Łodzi, Bydgoszczy czy Lublina, PLK pod względem infrastruktury wyglądałaby już naprawdę świetnie.
Zachęcam również do przeczytania mojego tekstu o halach PLK sprzed półtora roku: Małe nie zawsze piękne. Był to właściwie pierwszy tekst o koszykówce na tym blogu. Jest tam trochę o tym jaką otoczkę widowisku nadaje sam fakt, że odbywa się w dużej hali. Są też dane odnoszące się pojemności hal PLK w sezonie 2008/2009. Jak widać niektóre trochę się różnią, ale te podane dziś uważam za dokładniejsze.
Kierunek to z całą pewnością słuszny. Na pewno zamknie niektórym klubom drogę do ekstraklasy i wzbudzi żal w tych miejscach. Tylko, że liga ma prosty wybór między rozwojem a wiecznym biedowaniem w ciasnych kurnikach. Hale z krajobrazem: linia boczna, trzy rzędy widzów i ściana - odstraszają. Rujnują wizerunek ligi.
Do tych zmian jeszcze trochę daleko, ale warto mówić o nich już dziś. Choćby z tego powodu, że mogę się założyć - temat zwiększenia wymogów odnośnie hali przez najbliższe 2,5 roku nie będzie poruszany. A później zacznie się standardowy krzyk, że ktoś kogoś z jakiś dziwnych powodów chce wyrzucić z ligi, wykorzystując do tego celu zapisy administracyjne...
Trzy lata od zapowiedzi zmian regulaminowych to dużo czasu na to, żeby się do nich przystosować, albo po prostu je zaakceptować. Być może to za mało czasu na przejście od pomysłu budowy hali do jej otwarcia, ale nikt nie będzie wyrzucał z ligi klubów, dla których nowe obiekty właśnie by się budowały.
Ja ze swojej strony mogę tylko wyrazić nadzieję, że osoby, które wpisywały tę zapowiedź zmian do regulaminu traktują ją bardzo poważnie i nie ugną się pod presją porzucenia zmian. Oby później nie okazało się, że 1620 to prawie jak 2500...
Przyjrzyjmy się może jak wyglądają pojemności hal PLK na dzień dzisiejszy:
Hala Arena 4200
Hala Sportowo-Widowiskowa Gdynia 4010
Hala Mistrzów 3450
OSiR Inowrocław 2712
Hala Gryfia 2557
Hala Stulecia Sopotu 2000
Hala Koło 2000
OSiR Starogard Gdański 1850
MOSiR Jarosław 1800
Centrum Sportowe Zgorzelec 1700
MOSiR Stalowa Wola 1500
Hala Gwardia 1397
Hala Milenium 1307
średnia: 2320
Przy czym od razu zaznaczam. Dotarcie do wiarygodnych informacji odnośnie niektórych hal graniczy z cudem - co tylko o nich świadczy... Brałem pod uwagę pojemność meczową, a nie całkowitą (widowiskową) często biorącą pod uwagę ustawianie krzeseł na miejscu parkietu koszykarskiego. Wszelkie informacje korygujące wyniki mile widziane.
Hale planowane i w budowie:
Hala Gdańsk-Sopot 7657
Hala w Zgorzelcu 3500
Hala w Koszalinie 3000
Mamy też trochę informacji o halach, które mogłyby zasilić obecne kluby PLK w najbliższym czasie. Historia budowy hali na granicach Gdańska i Sopotu jest dość powszechnie znana. Względnie po cichu rozpoczęto proces budowy nowej hali w Koszalinie, która stanie na terenie studenckiego kampusu i zostanie wybudowana za środki unijne, Ministerstwa Sportu, miasta oraz Politechniki Koszalińskiej. Na całe szczęście powstanie nowy obiekt, bo hala Gwardia to jedna z brzydszych sal w lidze. O wiele głośniej jest o budowie hali w Zgorzelcu. Poza planowaną pojemnością, 20 milionami z ministerstwa i tym, że "ma być" - konkretów brakuje. Ale akurat hala zgorzelecka to ciekawy temat z wielu względów, więc może zajmę się nim może kiedy indziej.
Podsumowując. Na dzień dzisiejszy nowe wymogi spełniają tylko pięć hal PLK (Poznań, Gdynia, Włocławek, Inowrocław, Słupsk). Klubów, które mogłyby 2012 roku spełniać warunki jest trochę więcej: Asseco Prokom, Anwil Włocławek, PGB Basket, Czarni Słupsk, Sportino Inowrocław, Trefl Sopot (nowa hala, albo inna większa trójmiejska), Polonia Azbud i Polonia 2011 (oba Torwar do 4838 widzów), AZS Koszalin (nowa hala na 3000 osób) oraz Turów Zgorzelec (trochę bardziej mglista hala na 3500 osób). Gdyby do takiej grupy dołączyły jeszcze kluby z Wrocławia, Łodzi, Bydgoszczy czy Lublina, PLK pod względem infrastruktury wyglądałaby już naprawdę świetnie.
Zachęcam również do przeczytania mojego tekstu o halach PLK sprzed półtora roku: Małe nie zawsze piękne. Był to właściwie pierwszy tekst o koszykówce na tym blogu. Jest tam trochę o tym jaką otoczkę widowisku nadaje sam fakt, że odbywa się w dużej hali. Są też dane odnoszące się pojemności hal PLK w sezonie 2008/2009. Jak widać niektóre trochę się różnią, ale te podane dziś uważam za dokładniejsze.
środa, 13 stycznia 2010
Statystyki 30-minutowe PLK
Na oficjalnej stronie PLK brakuje statystyk zobiektywizowanych ze względu na czas gry poszczególnych zawodników. Postanowiłem zapełnić tę lukę. Ponieważ punkty na minutę niewiele mówią, statystyki zostały przeskalowane do 30-minutowego czasu gry. Brani pod uwagę byli tylko grający jeszcze w PLK gracze, mający na swoim koncie powyżej 5 występów. Mam nadzieję, że te liczby dla maniaków statystyk będą interesujące.
PUNKTY
1. Michael Wright 23,24
2. Qyntel Woods 20,91
3. Tony Weeden 18,76
4. John Williamson 18,64
5. Marek Miszczuk 18,61
6. Dardan Berisha 18,6
7. Vladimir Tica 16,95
8. David Logan 16,19
9. Justin Gray 15,89
10. Harding Nana 15,84
EVAL
1. Michael Wright 24,87
2. Qyntel Woods 22,78
3. Chris Daniels 21,37
4. Rashard Sullivan 20,56
5. Ronnie Burrell 19,97
6. Maciej Klima 19,73
7. John Williamson 19,03
8. Darrell Harris 18,89
9. Harding Nana 18,08
10. Dante Swanson 18
ZBIÓRKI
1. Chris Daniels 11,95
2. Harding Nana 10,09
3. Darrell Harris 10,04
4. Rafał Bigus 9,59
5. Rashard Sullivan 9,44
6. Alex Dunn 9,05
7. Paweł Leończyk 8,8
8. Adam Hrycaniuk 8,75
9. Maciej Klima 8,46
10. Saulius Kuzminskas 8,43
ASYSTY
1. Krzysztof Szubarga 7,54
2. James Joyce 6,07
3. Daniel Ewing 6
4. Jarryd Loyd 5,32
5. Kamil Łączyński 5
6. Dawid Bręk 4,66
7. Lorinza Harrington 4,66
8. David Logan 4,66
9. Dante Swanson 4,57
10. Tyrone Brazelton 4,54
PRZECHWYTY
1. Kamil Łączyński 3,04
2. David Godbold 2,76
3. Łukasz Diduszko 2,73
4. Krzysztof Szubarga 2,36
5. Lorizna Harrington 2,23
6. David Logan 2,22
7. Łukasz Majewski 2,16
8. Brody Angley 2,15
9. Tomasz Ochońko 2,07
10. Harding Nana 1,96
BLOKI
1. Dariusz Wyka 3,91
2. Adam Łapeta 2,18
3. Leszek Karwowski 2,16
4. Andrzej Misiewicz 1,9
5. Maciej Klima 1,61
6. Marcin Kolowca 1,5
7. Łukasz Ratajczak 1,44
8. Rashard Sullivan 1,42
9. Damian Kulig 1,14
10. Paweł Kowalczuk 1,13
CIEKAWOSTKA
Zwolniony z Asseco Prokomu Pape Sow osiągnął 14,62 punkta, 12,31 zbiórek (1. miejsce) oraz EVAL 21,54 (3. miejsce).
PUNKTY
1. Michael Wright 23,24
2. Qyntel Woods 20,91
3. Tony Weeden 18,76
4. John Williamson 18,64
5. Marek Miszczuk 18,61
6. Dardan Berisha 18,6
7. Vladimir Tica 16,95
8. David Logan 16,19
9. Justin Gray 15,89
10. Harding Nana 15,84
EVAL
1. Michael Wright 24,87
2. Qyntel Woods 22,78
3. Chris Daniels 21,37
4. Rashard Sullivan 20,56
5. Ronnie Burrell 19,97
6. Maciej Klima 19,73
7. John Williamson 19,03
8. Darrell Harris 18,89
9. Harding Nana 18,08
10. Dante Swanson 18
ZBIÓRKI
1. Chris Daniels 11,95
2. Harding Nana 10,09
3. Darrell Harris 10,04
4. Rafał Bigus 9,59
5. Rashard Sullivan 9,44
6. Alex Dunn 9,05
7. Paweł Leończyk 8,8
8. Adam Hrycaniuk 8,75
9. Maciej Klima 8,46
10. Saulius Kuzminskas 8,43
ASYSTY
1. Krzysztof Szubarga 7,54
2. James Joyce 6,07
3. Daniel Ewing 6
4. Jarryd Loyd 5,32
5. Kamil Łączyński 5
6. Dawid Bręk 4,66
7. Lorinza Harrington 4,66
8. David Logan 4,66
9. Dante Swanson 4,57
10. Tyrone Brazelton 4,54
PRZECHWYTY
1. Kamil Łączyński 3,04
2. David Godbold 2,76
3. Łukasz Diduszko 2,73
4. Krzysztof Szubarga 2,36
5. Lorizna Harrington 2,23
6. David Logan 2,22
7. Łukasz Majewski 2,16
8. Brody Angley 2,15
9. Tomasz Ochońko 2,07
10. Harding Nana 1,96
BLOKI
1. Dariusz Wyka 3,91
2. Adam Łapeta 2,18
3. Leszek Karwowski 2,16
4. Andrzej Misiewicz 1,9
5. Maciej Klima 1,61
6. Marcin Kolowca 1,5
7. Łukasz Ratajczak 1,44
8. Rashard Sullivan 1,42
9. Damian Kulig 1,14
10. Paweł Kowalczuk 1,13
CIEKAWOSTKA
Zwolniony z Asseco Prokomu Pape Sow osiągnął 14,62 punkta, 12,31 zbiórek (1. miejsce) oraz EVAL 21,54 (3. miejsce).
wtorek, 12 stycznia 2010
Puchar Europy - kto zagra w "16"?
Dzisiaj kończy się sezon zasadniczy Pucharu Europy. Nasz Turów Zgorzelec we własnym interesie już niczego nie wygra, ale może spróbować pokrzyżować plany swoim rywalom, Kilka drużyn zapewniło sobie udział w fazie Last 16, ale wciąż siedem miejsc pozostaje nieobsadzonych, a i walka o pierwsze miejsce w poszczególnych grupach zapowiada się interesująco.
Turów nie zdołał nawiązać do sukcesu sprzed dwóch lat, gdy to w europejskim debiucie awansował do najlepszej ósemki Pucharu ULEB (poprzednika Pucharu Europy). Dorównał za to, niestety osiągnięciu sprzed roku, gdy w takiej samej jak dziś formule rozgrywek zakończył udział w Pucharze na etapie Regular Season. Teraz pytanie brzmi: Czy uda się wicemistrzom Polski odnieść drugie zwycięstwo na koniec pucharowej przygody, czy też końcowy wynik będzie dla nich gorszy o jeden punkt od zeszłorocznego.
Mecz z Gran Canarią nie jest obojętny dla układu sił w tabeli końcowej. Hasłem na dziś wg grupie G jest liczba 11. Jeśli Hiszpanie ponieśliby dziś porażkę w stosunku o 11 punktów wyższym niż francuskie Nancy z Panelliniosem, to do dalszych gier przechodzą Grecy z Nancy. W wypadku porażki niższej, to Gran Canaria gra dalej. Jeżeli zaś ekipa z Wysp Kanaryjskich wygra, a Panellinios ulegnie Nancy, możliwe jest zajęcie przez Hiszpanów pierwszego miejsca w tabeli. Na razie jednak, dzięki lepszemu bilansowi spotkań bezpośrednich (Panellinios, Nancy, Gran Canaria mają po 3 zwycięstwa i 2 porażki) Grecy prowadzą i rozdają karty w rywalizacji. Ich wygrana z Nancy ucinałaby wszelkie dyskusje o zwycięstwie w grupie.
Podobna sytuacja panuje w grupie H. Różnica polega na tym, że tam jest wyraźniejszy lider – Brose Baskets Bamberg, który gra z Lauretaną Biella. Tylko porażka wyższa niż -18 może zakończyć pucharowe zmagania zespołu z Niemiec. Na drugim miejscu w tabeli plasuje się Nymburk Mulego Katzurina, który po słabszym okresie w lidze czeskiej potrzebuje sukcesu. Zwycięstwo z najsłabszym w grupie BK Ventspils jest w jego zasięgu, ale presja wyniku będzie duża.
W grupach A, B i E liderzy awansowali do Szesnastki i są to, odpowiednio – Alba Berlin, Valencia i Bilbao. Za plecami zwycięzcy najciekawiej jest w grupie A, gdzie wszystkie pozostałe drużyny mają po dwie wygrane i każda ma szanse na awans. Ostatni w tabeli Azowmasz gra z pewną swego Albą, zaś Galatasaray spotyka się z Teramo.
Bardzo klarowna sytuacja panuje w grupach C, D i F. We wszystkich przypadkach znamy dwie ekipy, które grają dalej. Tu walka toczy się o pierwsze miejsce i rozstawienie przed Last 16. Tak się fajnie złożyło, ze mecze Hapoelu Jerozolima z Arisem Saloniki, Uniksu Kazań z Joventutem Badalona oraz Crvenej Zvezdy Belgrad z Benettonem Treviso rozstrzygną tę ostatnią niewiadomą.
Na drugim kanale Eurosportu możecie obejrzeć spotkanie w Belgradzie (19.30) oraz Galatasaray z Teramo (21.15). Bądźcie jednak czujni, bo wspomniana stacja podporządkowuje się wydarzeniom w Pucharze Narodów Afryki i stąd możliwe są wahnięcia w ramówce.
Turów nie zdołał nawiązać do sukcesu sprzed dwóch lat, gdy to w europejskim debiucie awansował do najlepszej ósemki Pucharu ULEB (poprzednika Pucharu Europy). Dorównał za to, niestety osiągnięciu sprzed roku, gdy w takiej samej jak dziś formule rozgrywek zakończył udział w Pucharze na etapie Regular Season. Teraz pytanie brzmi: Czy uda się wicemistrzom Polski odnieść drugie zwycięstwo na koniec pucharowej przygody, czy też końcowy wynik będzie dla nich gorszy o jeden punkt od zeszłorocznego.
Mecz z Gran Canarią nie jest obojętny dla układu sił w tabeli końcowej. Hasłem na dziś wg grupie G jest liczba 11. Jeśli Hiszpanie ponieśliby dziś porażkę w stosunku o 11 punktów wyższym niż francuskie Nancy z Panelliniosem, to do dalszych gier przechodzą Grecy z Nancy. W wypadku porażki niższej, to Gran Canaria gra dalej. Jeżeli zaś ekipa z Wysp Kanaryjskich wygra, a Panellinios ulegnie Nancy, możliwe jest zajęcie przez Hiszpanów pierwszego miejsca w tabeli. Na razie jednak, dzięki lepszemu bilansowi spotkań bezpośrednich (Panellinios, Nancy, Gran Canaria mają po 3 zwycięstwa i 2 porażki) Grecy prowadzą i rozdają karty w rywalizacji. Ich wygrana z Nancy ucinałaby wszelkie dyskusje o zwycięstwie w grupie.
Podobna sytuacja panuje w grupie H. Różnica polega na tym, że tam jest wyraźniejszy lider – Brose Baskets Bamberg, który gra z Lauretaną Biella. Tylko porażka wyższa niż -18 może zakończyć pucharowe zmagania zespołu z Niemiec. Na drugim miejscu w tabeli plasuje się Nymburk Mulego Katzurina, który po słabszym okresie w lidze czeskiej potrzebuje sukcesu. Zwycięstwo z najsłabszym w grupie BK Ventspils jest w jego zasięgu, ale presja wyniku będzie duża.
W grupach A, B i E liderzy awansowali do Szesnastki i są to, odpowiednio – Alba Berlin, Valencia i Bilbao. Za plecami zwycięzcy najciekawiej jest w grupie A, gdzie wszystkie pozostałe drużyny mają po dwie wygrane i każda ma szanse na awans. Ostatni w tabeli Azowmasz gra z pewną swego Albą, zaś Galatasaray spotyka się z Teramo.
Bardzo klarowna sytuacja panuje w grupach C, D i F. We wszystkich przypadkach znamy dwie ekipy, które grają dalej. Tu walka toczy się o pierwsze miejsce i rozstawienie przed Last 16. Tak się fajnie złożyło, ze mecze Hapoelu Jerozolima z Arisem Saloniki, Uniksu Kazań z Joventutem Badalona oraz Crvenej Zvezdy Belgrad z Benettonem Treviso rozstrzygną tę ostatnią niewiadomą.
Na drugim kanale Eurosportu możecie obejrzeć spotkanie w Belgradzie (19.30) oraz Galatasaray z Teramo (21.15). Bądźcie jednak czujni, bo wspomniana stacja podporządkowuje się wydarzeniom w Pucharze Narodów Afryki i stąd możliwe są wahnięcia w ramówce.
sobota, 9 stycznia 2010
Oldschool basketball video
Kolejna porcja najstarszych koszykarskich video. Poprzednio prezentowałem mecz Polska-Niemcy z 1939 roku oraz spotkanie Polska-Łotwa między żeńskimi reprezentacjami na Uniwersjadzie 1937.
Na początek droga Litwy do zdobycia tytułu Mistrza Europy na EuroBasket 1939 w Kownie. Film przedstawia ceremonię otwarcia, prezentację gwiazd zespołu litewskiego, mecze reprezentacji Litwy oraz dekorację medalistów. Litwini bronili tytułu z roku 1937. Turniej przeszli niepokonani z bilansem 7-0 miażdząc między innymi Finlandię 112:9.
Na filmie przedstawiony jest fragment meczu Litwy z Polską. Naszych widać również na ceremonii otwarcia, jak i wręczenia medali.
Polacy zdobyli brązowy medal na tej imprezie, w swoim drugim występie na ME. Ulegli tylko Litwinom (18:48) oraz mistrzom z 1935 roku - Łotyszom (20:43). Odnotowali identyczny bilans (5-2) jak Łotysze, ale o ostatecznej klasyfikacji zadecydował mecz bezpośredni.
Poniżej zostały zaprezentowane spotkania NCAA z lat trzydziestych XX wieku. Najstarsze pochodzą z 1936 roku. Mecze z lat czterdziestych jak i wiele innych cennych historycznie materiałów video można obejrzeć na kanale youtube: WiltatKansas.
1936 New York University vs California Bears
1936 Notre Dame basketball
1938 Notre Dame defeats NYU basketball
1938 basketball North-South playoff
1938 college basketball game
1939 basket L.I.U. vs Oregon
W dalszej kolejności możemy obejrzeć dość osobliwe spotkanie drużyny męskiej z kobiecą z 1931 roku:
A na sam koniec prawdziwa perełka. Jeden z najstarszych, a być może najstarszy zarejestrowany kamerą mecz koszykówki - z 1904 roku. A więc nagranie zostało zrobione 13 lat po powstaniu tej jakże bliskiej nam wszystkim dyscypliny sportu. Grają dziewczęta z Missouri Valley College:
Na początek droga Litwy do zdobycia tytułu Mistrza Europy na EuroBasket 1939 w Kownie. Film przedstawia ceremonię otwarcia, prezentację gwiazd zespołu litewskiego, mecze reprezentacji Litwy oraz dekorację medalistów. Litwini bronili tytułu z roku 1937. Turniej przeszli niepokonani z bilansem 7-0 miażdząc między innymi Finlandię 112:9.
Na filmie przedstawiony jest fragment meczu Litwy z Polską. Naszych widać również na ceremonii otwarcia, jak i wręczenia medali.
Polacy zdobyli brązowy medal na tej imprezie, w swoim drugim występie na ME. Ulegli tylko Litwinom (18:48) oraz mistrzom z 1935 roku - Łotyszom (20:43). Odnotowali identyczny bilans (5-2) jak Łotysze, ale o ostatecznej klasyfikacji zadecydował mecz bezpośredni.
Poniżej zostały zaprezentowane spotkania NCAA z lat trzydziestych XX wieku. Najstarsze pochodzą z 1936 roku. Mecze z lat czterdziestych jak i wiele innych cennych historycznie materiałów video można obejrzeć na kanale youtube: WiltatKansas.
1936 New York University vs California Bears
1936 Notre Dame basketball
1938 Notre Dame defeats NYU basketball
1938 basketball North-South playoff
1938 college basketball game
1939 basket L.I.U. vs Oregon
W dalszej kolejności możemy obejrzeć dość osobliwe spotkanie drużyny męskiej z kobiecą z 1931 roku:
A na sam koniec prawdziwa perełka. Jeden z najstarszych, a być może najstarszy zarejestrowany kamerą mecz koszykówki - z 1904 roku. A więc nagranie zostało zrobione 13 lat po powstaniu tej jakże bliskiej nam wszystkim dyscypliny sportu. Grają dziewczęta z Missouri Valley College:
czwartek, 7 stycznia 2010
Wisła 8-0, AZS 15-0, Lotos w rozsypce
Pora zajrzeć na parkiety żeńskiej ligi która względnym poziomem sportowym, wynikami w Europie oraz poziomem emocji zdecydowanie przewyższa w obecnym sezonie ligę panów. Nie mając nawet szerokiego spojrzenia na historię PLKK można chyba zaryzykować stwierdzenie, że pod względem poziomu nigdy wcześniej tak dobrze nie było. Podkreślam sportową stronę, bo poza nią sielankowo już nie jest. Pomijając już nawet następujący obecnie rozpad składu aktualnego mistrza Polski - kłopoty z płaceniem koszykarkom są nie tylko nad morzem. Ale po kolei.
Wisła Can-Pack Kraków
Wiślaczki w latach 2006-2008 zdobyły 18., 19. i 20. tytuł mistrzowski w historii klubu wracając na sam szczyt po 18 latach przerwy. W ostatnim sezonie wypadły nawet z finału i straciły prawo gry w Eurolidze. Przed tym sezonem w Krakowie budowano skład z myślą o występach w EuroCup. Los uśmiechnął się jednak do Wisły - z Euroligi wycofało się CSKA Moskwa, a zwolnione miejsce przyznano właśnie koszykarkom z Krakowa. Efekt jest doskonały - Wisła wraz z dominującym od trzech lat w Europie Spartakiem Vidnoe są jedynymi niepokonanymi zespołami w Eurolidze z bilansem 8-0. Tym samym Wisła ma doskonałą okazję do bardzo wysokiego rozstawienia przed 1/8 finału i szansę na grę przeciw rywalowi z końca czołowej szesnastki - nie wspominając już o przewadze własnego parkietu w seriach do trzech zwycięstw w 1/8 i 1/4 finału.
Cała siła Wisły to w zasadzie sześć zawodniczek - pierwsza piątka: Liron Cohen, Marta Fernandez, Iziane Castro-Marguez, Janell Burse, Ewelina Kobryn oraz superrezerwowa, uznana przez kibiców za najładniejszą koszykarkę 2008 roku Katarina Zohnova. Z boiskiem praktycznie nie rozstaje się Marta Fernandez, która przy zachowaniu odpowiednich proporcji w stylu gry bardzo przypomina swojego brata Rudy'ego. Przebojowość i ciąg na kosz to właśnie te cechy, które łączą ją z koszykarzem Portland Trail Blazers. Fernandez gra najdłużej, ponieważ Cohen brakuje zmienniczki na rozegraniu i Hiszpanka jest zmuszona do grania na nienaturalnej dla siebie pozycji. W takiej sytuacji na SG zmienia ją Zohnova, która zazwyczaj zmienia brazylijską niską skrzydłową Marquez. Strefa podkoszowa to domena najlepiej punktującej dla polskiego zespołu, dysponującej bardzo dobrym rzutem z półdystansu Burse i naszej reprezentacyjnej center - Kobryn. Zmieniają je Majewska i Wielebnowska.
Wspominając o tych sukcesach nie można pominąć trenera Jose Ignacio Hernandeza, który w ubiegłym sezonie poprowadził Halcon Avenida aż do finału Euroligi, a latem wygrał Mistrzostwa Europy z reprezentacją Hiszpanii do lat 16. Obaj z asystentem Jorge Aragonesem zostaną w Krakowie także na przyszły sezon.
Postawa Wisły w lidze to już zupełnie inna historia, bo na parkietach PLKK występuje właściwie inny zespół. A wszystko to jest związane z limitem dwóch Polek na boisku. Jedyną naprawdę wartościową jest Kobryn. Kolejne dwie (Majewska, Wielebnowska) występują również pod koszem, a na obwodzie wartościowych Polek brak. Nagromadzenie polskich koszykarek pod koszem zdecydowanie ogranicza czas gry Burse - z 33 minut w Eurolidze do 19 minut w lidze. 19 minut Burse pod koszem wymusza 19 minut Skorek na obwodzie. W efekcie Wisła wciąż gra albo bez Burse, albo bez jednej z gwiazd na obwodzie, a zastępować je muszą słabe zawodniczki krajowe.
Jaki jest efekt takiej sytuacji? Bilans 8-5 i dopiero 4. miejsce na krajowych parkietach. Wiślaczki uległy świetnemu AZS-wi Gorzów, Lotosowi Gdynia, dwukrotnie CCC Polkowice oraz zaliczyły wpadkę z Cukierkami Odra Brzeg na początku rozgrywek. Jak do tej pory nie wygrały żadnego meczu z czołową trójką ligi. W pozostałej części sezonu zasadniczego czeka je ciężka walka o pozycję pozwalającą ominąć gorzowianki w półfinale...
KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski
Wielki lider bliźniak Asseco Prokomu, podobnie jak zespół Tomasa Pacesasa legitymuje się bilansem 15-0. AZS pod wodzą nowego trenera reprezentacji Polski Dariusza Maciejewskiego w ciągu ostatnich dziesięciu lat przeszedł drogę od drugiej ligi do ekstraklasy. Dwa lata temu zdobył brąz, w ostatnim sezonie srebro, a dziś jest głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa.
AZS to świetnie zorganizowany zespół, który w lidze rozprawia się z każdym napotkanym rywalem. Różnice punktowe między czterema czołowymi zawodniczkami: Samanthą Richards, Justyną Żurowską, Sidney Spencer oraz Ludmiłą Sapovą są właściwie niezauważalne. Szczególna uwaga należy się Richards, która świetnie prowadzi grę zespołu będąc najlepiej podającą w lidze i szóstą w Eurolidze.
Gdyby udało się uzyskać awans, to byłby to jeden ze słabszych bilansów wśród awansujących zespołów. Istnieje prawdopodobieństwo, że w 1/8 finału spotkają się dwie polskie drużyny.
Lotos się rozpada, a faworyci się zbroją
Lotos Gdynia aktualny - a w ogóle dziesięciokrotny - mistrz Polski, przeżywa poważne kłopoty finansowe. Trzeci polski zespół w Eurolidze ma wciąż teoretyczne szanse na awans do fazy play-off. Biorąc jednak pod uwagę rozmiar strat personalnych i fakt, iż spotka się jeszcze z dwoma najsilniejszymi zespołami w grupie (w tym z niepokonanym podmoskiewskim Spartakiem), szanse są właściwie zerowe. Nie przedłużono kilkumiesięcznego kontraktu z Shameką Christon, pożegnano się z Alaną Beard i Emiliją Podrug. Odejść zdecydowała się pierwsza rozgrywająca reprezentacji Polski - Paulina Pawlak, której nie płacono w ogóle. Z zawodniczek zagranicznych pozostały jeszcze Ivana Matović, Erin Phillips, a dołączyła młoda Szwedka Louice Halvarsson. Na dodatek dwa miesiące po operacji artroskopii musi odpoczywać Magdalena Leciejewska.
Problemy gdynianek wykorzystała Wisła, która pozyskała Paulinę Pawlak do końca przyszłego sezonu. Jest to wielka sprawa dla krakowskiego zespołu, głównie ze względu na wcześniej opisywane problemy z polskim limitem i pozycją rezerwowej rozgrywającej w Eurolidze. Spekuluje się o tym, że do Wisły trafić miałaby także Leciejewska. Gdyby do tego doszło, Wisła skupiłaby w swoich szeregach 60% pierwszej piątki reprezentacji Polski i dodając do tego świetne gwiazdy zagraniczne powstałby dream team. Już po dojściu Pawlak rywalizacja o tytuł z AZS-em Gorzów zapowiada się niesamowicie interesująco. Aby uniknąć przedwczesnego finału Wiślaczki powinny odrobić stratę dwóch porażek do CCC, albo trzech do Lotosu. Zważywszy na sytuację kadrową gdynianek i możliwy korzystny bilans spotkań bezpośrednich (z CCC niemożliwy), to drugie wydaje się bardziej prawdopodobne.
Wzmocnił się także KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski ściągając z powrotem występującą już tutaj w ubiegłym sezonie center - Nicky Anosike, która zastąpi zwolnioną Jelę Vidacić. Uczestniczka ostatniego meczu gwiazd WNBA wzmocni i tak już piekielnie mocny zespół. Co tylko uczyni konfrontację z Wisłą jeszcze ciekawszą.
Mecze gwiazd
W najbliższą sobotę czeka nas Mecz Gwiazd PLKK w Pruszkowie.
W zespole zagranicznych gwiazd pod wodzą trenerów Wisły zagrają:
Samantha Richards (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.)
Veronika Bortelova (CCC Polkowice)
Marta Fernandez (Wisła Can-Pack Kraków)
Ashley Shields (Blachy Pruszyński Lider Pruszków)
Sidney Spencer (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.)
Amisha Carter (CCC Polkowice)
Brittany Denson (KS Odra Brzeg)
Ivana Matovic (Lotos Gdynia)
Janell Burse (Wisła Can-Pack Kraków)
Tracy Gahan (Blachy Pruszyński Lider Pruszków)
Skład reprezentacji Polski:
Justyna Żurowska, Izabela Piekarska, Agnieszka Kaczmarczyk, Katarzyna Dźwigalska (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.)
Daria Mieloszyńska, Justyna Jeziorna, Anna Pietrzak, Małgorzata Babicka (CCC Polkowice)
Paulina Pawlak, Ewelina Kobryn, Agnieszka Majewska (Wisła Can-Pack)
Olivia Tomiałowicz, Klaudia Sosnowska (Lotos Gdynia)
Agata Gajda, Monika Krawiec (Energa Toruń)
Agnieszka Skobel, Weronika Idczak (INEA AZS Poznań)
Katarzyna Krężel (Utex ROW Rybnik)
Joanna Walich (Tęcza Super-Pol Leszno)
Transmisja w TVP Sport oraz na sport.tvp.pl od godziny 15:50.
Kolejnym wydarzeniem koszykarskim będzie Mecz Gwiazd Euroligi, który w tym roku zostanie rozegrany w Gdynii 9. marca. Głosowanie na skład Europy oraz Reszty Świata na stronie FIBA Europe.
Na zakończenie
Tak wygląda obecna sytuacja żeńskiego ligowego basketu w skrócie. Mam nadzieję, że w jakiś sposób przekonałem nieprzekonanych do zainteresowania się PLKK. Bo to głównie do nich kierowany jest ten tekst.
Chciałem też dodać, że nie wspomniałem o niezłych występach CCC Polkowice i Energi Toruń w EuroCup, ponieważ nie bardzo było gdzie, a to także element tego dobrego momentu w żeńskiej koszykówce.
Wisła Can-Pack Kraków
Wiślaczki w latach 2006-2008 zdobyły 18., 19. i 20. tytuł mistrzowski w historii klubu wracając na sam szczyt po 18 latach przerwy. W ostatnim sezonie wypadły nawet z finału i straciły prawo gry w Eurolidze. Przed tym sezonem w Krakowie budowano skład z myślą o występach w EuroCup. Los uśmiechnął się jednak do Wisły - z Euroligi wycofało się CSKA Moskwa, a zwolnione miejsce przyznano właśnie koszykarkom z Krakowa. Efekt jest doskonały - Wisła wraz z dominującym od trzech lat w Europie Spartakiem Vidnoe są jedynymi niepokonanymi zespołami w Eurolidze z bilansem 8-0. Tym samym Wisła ma doskonałą okazję do bardzo wysokiego rozstawienia przed 1/8 finału i szansę na grę przeciw rywalowi z końca czołowej szesnastki - nie wspominając już o przewadze własnego parkietu w seriach do trzech zwycięstw w 1/8 i 1/4 finału.
Cała siła Wisły to w zasadzie sześć zawodniczek - pierwsza piątka: Liron Cohen, Marta Fernandez, Iziane Castro-Marguez, Janell Burse, Ewelina Kobryn oraz superrezerwowa, uznana przez kibiców za najładniejszą koszykarkę 2008 roku Katarina Zohnova. Z boiskiem praktycznie nie rozstaje się Marta Fernandez, która przy zachowaniu odpowiednich proporcji w stylu gry bardzo przypomina swojego brata Rudy'ego. Przebojowość i ciąg na kosz to właśnie te cechy, które łączą ją z koszykarzem Portland Trail Blazers. Fernandez gra najdłużej, ponieważ Cohen brakuje zmienniczki na rozegraniu i Hiszpanka jest zmuszona do grania na nienaturalnej dla siebie pozycji. W takiej sytuacji na SG zmienia ją Zohnova, która zazwyczaj zmienia brazylijską niską skrzydłową Marquez. Strefa podkoszowa to domena najlepiej punktującej dla polskiego zespołu, dysponującej bardzo dobrym rzutem z półdystansu Burse i naszej reprezentacyjnej center - Kobryn. Zmieniają je Majewska i Wielebnowska.Wspominając o tych sukcesach nie można pominąć trenera Jose Ignacio Hernandeza, który w ubiegłym sezonie poprowadził Halcon Avenida aż do finału Euroligi, a latem wygrał Mistrzostwa Europy z reprezentacją Hiszpanii do lat 16. Obaj z asystentem Jorge Aragonesem zostaną w Krakowie także na przyszły sezon.
Postawa Wisły w lidze to już zupełnie inna historia, bo na parkietach PLKK występuje właściwie inny zespół. A wszystko to jest związane z limitem dwóch Polek na boisku. Jedyną naprawdę wartościową jest Kobryn. Kolejne dwie (Majewska, Wielebnowska) występują również pod koszem, a na obwodzie wartościowych Polek brak. Nagromadzenie polskich koszykarek pod koszem zdecydowanie ogranicza czas gry Burse - z 33 minut w Eurolidze do 19 minut w lidze. 19 minut Burse pod koszem wymusza 19 minut Skorek na obwodzie. W efekcie Wisła wciąż gra albo bez Burse, albo bez jednej z gwiazd na obwodzie, a zastępować je muszą słabe zawodniczki krajowe.
Jaki jest efekt takiej sytuacji? Bilans 8-5 i dopiero 4. miejsce na krajowych parkietach. Wiślaczki uległy świetnemu AZS-wi Gorzów, Lotosowi Gdynia, dwukrotnie CCC Polkowice oraz zaliczyły wpadkę z Cukierkami Odra Brzeg na początku rozgrywek. Jak do tej pory nie wygrały żadnego meczu z czołową trójką ligi. W pozostałej części sezonu zasadniczego czeka je ciężka walka o pozycję pozwalającą ominąć gorzowianki w półfinale...
KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski
Wielki lider bliźniak Asseco Prokomu, podobnie jak zespół Tomasa Pacesasa legitymuje się bilansem 15-0. AZS pod wodzą nowego trenera reprezentacji Polski Dariusza Maciejewskiego w ciągu ostatnich dziesięciu lat przeszedł drogę od drugiej ligi do ekstraklasy. Dwa lata temu zdobył brąz, w ostatnim sezonie srebro, a dziś jest głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa.
AZS to świetnie zorganizowany zespół, który w lidze rozprawia się z każdym napotkanym rywalem. Różnice punktowe między czterema czołowymi zawodniczkami: Samanthą Richards, Justyną Żurowską, Sidney Spencer oraz Ludmiłą Sapovą są właściwie niezauważalne. Szczególna uwaga należy się Richards, która świetnie prowadzi grę zespołu będąc najlepiej podającą w lidze i szóstą w Eurolidze.Pozostając przy rozgrywkach Euroligi - gorzowianki debiutują w tym sezonie w tym prestiżowym towarzystwie. Mają bilans 3-5, wciąż duże szanse na awans do czołowej szesnastki i szalenie ważny mecz wyjazdowy z Bourges przed sobą. To właśnie przeciw Francuzkom AZS odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w Eurolidze - we własnej hali z bardzo osobliwym wynikiem 49:39.
Gdyby udało się uzyskać awans, to byłby to jeden ze słabszych bilansów wśród awansujących zespołów. Istnieje prawdopodobieństwo, że w 1/8 finału spotkają się dwie polskie drużyny.
Lotos się rozpada, a faworyci się zbroją
Lotos Gdynia aktualny - a w ogóle dziesięciokrotny - mistrz Polski, przeżywa poważne kłopoty finansowe. Trzeci polski zespół w Eurolidze ma wciąż teoretyczne szanse na awans do fazy play-off. Biorąc jednak pod uwagę rozmiar strat personalnych i fakt, iż spotka się jeszcze z dwoma najsilniejszymi zespołami w grupie (w tym z niepokonanym podmoskiewskim Spartakiem), szanse są właściwie zerowe. Nie przedłużono kilkumiesięcznego kontraktu z Shameką Christon, pożegnano się z Alaną Beard i Emiliją Podrug. Odejść zdecydowała się pierwsza rozgrywająca reprezentacji Polski - Paulina Pawlak, której nie płacono w ogóle. Z zawodniczek zagranicznych pozostały jeszcze Ivana Matović, Erin Phillips, a dołączyła młoda Szwedka Louice Halvarsson. Na dodatek dwa miesiące po operacji artroskopii musi odpoczywać Magdalena Leciejewska.
Problemy gdynianek wykorzystała Wisła, która pozyskała Paulinę Pawlak do końca przyszłego sezonu. Jest to wielka sprawa dla krakowskiego zespołu, głównie ze względu na wcześniej opisywane problemy z polskim limitem i pozycją rezerwowej rozgrywającej w Eurolidze. Spekuluje się o tym, że do Wisły trafić miałaby także Leciejewska. Gdyby do tego doszło, Wisła skupiłaby w swoich szeregach 60% pierwszej piątki reprezentacji Polski i dodając do tego świetne gwiazdy zagraniczne powstałby dream team. Już po dojściu Pawlak rywalizacja o tytuł z AZS-em Gorzów zapowiada się niesamowicie interesująco. Aby uniknąć przedwczesnego finału Wiślaczki powinny odrobić stratę dwóch porażek do CCC, albo trzech do Lotosu. Zważywszy na sytuację kadrową gdynianek i możliwy korzystny bilans spotkań bezpośrednich (z CCC niemożliwy), to drugie wydaje się bardziej prawdopodobne.Wzmocnił się także KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski ściągając z powrotem występującą już tutaj w ubiegłym sezonie center - Nicky Anosike, która zastąpi zwolnioną Jelę Vidacić. Uczestniczka ostatniego meczu gwiazd WNBA wzmocni i tak już piekielnie mocny zespół. Co tylko uczyni konfrontację z Wisłą jeszcze ciekawszą.
Mecze gwiazd
W najbliższą sobotę czeka nas Mecz Gwiazd PLKK w Pruszkowie.
W zespole zagranicznych gwiazd pod wodzą trenerów Wisły zagrają:
Samantha Richards (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.)
Veronika Bortelova (CCC Polkowice)
Marta Fernandez (Wisła Can-Pack Kraków)
Ashley Shields (Blachy Pruszyński Lider Pruszków)
Sidney Spencer (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.)
Amisha Carter (CCC Polkowice)
Brittany Denson (KS Odra Brzeg)
Ivana Matovic (Lotos Gdynia)
Janell Burse (Wisła Can-Pack Kraków)
Tracy Gahan (Blachy Pruszyński Lider Pruszków)
Skład reprezentacji Polski:
Justyna Żurowska, Izabela Piekarska, Agnieszka Kaczmarczyk, Katarzyna Dźwigalska (KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.)
Daria Mieloszyńska, Justyna Jeziorna, Anna Pietrzak, Małgorzata Babicka (CCC Polkowice)
Paulina Pawlak, Ewelina Kobryn, Agnieszka Majewska (Wisła Can-Pack)
Olivia Tomiałowicz, Klaudia Sosnowska (Lotos Gdynia)
Agata Gajda, Monika Krawiec (Energa Toruń)
Agnieszka Skobel, Weronika Idczak (INEA AZS Poznań)
Katarzyna Krężel (Utex ROW Rybnik)
Joanna Walich (Tęcza Super-Pol Leszno)
Transmisja w TVP Sport oraz na sport.tvp.pl od godziny 15:50.
Kolejnym wydarzeniem koszykarskim będzie Mecz Gwiazd Euroligi, który w tym roku zostanie rozegrany w Gdynii 9. marca. Głosowanie na skład Europy oraz Reszty Świata na stronie FIBA Europe.
Na zakończenie
Tak wygląda obecna sytuacja żeńskiego ligowego basketu w skrócie. Mam nadzieję, że w jakiś sposób przekonałem nieprzekonanych do zainteresowania się PLKK. Bo to głównie do nich kierowany jest ten tekst.
Chciałem też dodać, że nie wspomniałem o niezłych występach CCC Polkowice i Energi Toruń w EuroCup, ponieważ nie bardzo było gdzie, a to także element tego dobrego momentu w żeńskiej koszykówce.
środa, 6 stycznia 2010
Żenada
Polska scena polityczna charakteryzuje się wieloma cytatami, które trafiają do historii. Ostatnie znane to „oczywista oczywistość”, czy „Żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. I to ludzie akceptują, nawet odbierają pozytywnie. Jednak niektórzy „wybrańcy narodu” mają w sobie chęć powiedzenia byle głupoty, żeby tylko być usłyszanym. I o ile normalnie mi to średnio przeszkadza, to tym razem chciałbym się odnieść do takiego zachowania.
Europoseł Prawa i Sprawiedliwości, Marek Migalski w rozmowie z poczytną rodzimą gazetą stwierdził wprost: - W przypadku przegranej Tusk straci wszystko. Pokaże się jako człowiek niewybieralny, wieczny przegrany, jak Adam Małysz ze świetną formą w maju, a w grudniu już skaczący gorzej.
Nigdy nie byłem wielkim fanem skoków narciarskich. Chociaż uważam je za jedną z ciekawszych dyscyplin zimowych. Jednak nazywanie obecnego Mistrza Polski wiecznym przegranym zakrawa o bezczelność. Krótkie przypomnienie dorobku Adama Małysza:
- dwukrotny medalista olimpijski
- czterokrotny indywidualny Mistrz Świata
- czterokrotny zdobywca Pucharu Świata
- triumfator Turnieju Czterech Skoczni
- trzykrotny zwycięzca Turnieju Nordyckiego
- trzykrotny triumfator Letniego Grand Prix
- dwukrotny zdobywca pucharu KOP (za wyniki na największych skoczniach w danym sezonie)
- dwudziestokrotny zimowy i szesnastokrotny letni Mistrz Polski
- rekordzista Polski i były rekordzista Świata (wyrównał rekord) w długości skoku narciarskiego
- pobił dwadzieścia jeden rekordów skoczni, z czego dziesięć utrzymało się do teraz
- czterokrotnie wybierany Najlepszym Sportowcem Polski
- Kawaler Krzyża Komandorskiego i Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski
- jest na pierwszej pozycji w klasyfikacji wszech czasów mistrzostw świata, jeśli nie uwzględnić medali z konkursów drużynowych oraz medali z igrzysk olimpijskich. Do 1980 r. każdy medalista igrzysk olimpijskich zostawał automatycznie medalistą mistrzostw świata.
Od dziesięciu lat w ścisłej czołówce. Zawodnik, o którym gazety piszą dlatego, że coś osiągnął, a nie dlatego, że powiedział coś głupiego. W przeciwieństwie do europosła Migalskiego. Szkoda, że politolog nie jest w stanie znaleźć bardziej trafnego porównania i musi przy okazji wykazać się swoją małością oraz ignorancją dla dokonań innych.
Zwłaszcza, że chwilę później porównuje Cimoszewicza i Olechowskiego do Andrzeja Gołoty. -To ciekawi bohaterowie, ale należący do przeszłości. Są jak Andrzej Gołota, dziś bez formy, poobijani, zdolni do ucieczki z ringu.
I tutaj nie będę się mądrzył, tylko zakończę cytując portal wp.pl:
„42-letni już Gołota obecnie jest już u kresu swojej kariery, ale wciąż potrafi przyłożyć. Kto wie, być może Olechowski i Cimoszewicz też. "Andrew" w swojej karierze dostarczył polskim kibicom więcej emocji, niż kilka ostatnich kampanii prezydenckich. Był prawdziwym bohaterem i wciąż ma wielu wiernych fanów.
Symboli porażek i wypalenia radzimy szukać w innym środowisku, świetni polscy sportowcy nie są dobrym pomysłem. Na przykład w polityce ludzi przegranych znalazłoby się znacznie więcej.”
A sobie i wszystkim czytelnikom życzę takich wiecznych porażek, jakie doskwierają Adamowi Małyszowi. Bo nigdy nie myślałem, że taka klęska za klęską może przynieść tyle pucharów, medali i taki szacunek u ludzi…
Europoseł Prawa i Sprawiedliwości, Marek Migalski w rozmowie z poczytną rodzimą gazetą stwierdził wprost: - W przypadku przegranej Tusk straci wszystko. Pokaże się jako człowiek niewybieralny, wieczny przegrany, jak Adam Małysz ze świetną formą w maju, a w grudniu już skaczący gorzej.
Nigdy nie byłem wielkim fanem skoków narciarskich. Chociaż uważam je za jedną z ciekawszych dyscyplin zimowych. Jednak nazywanie obecnego Mistrza Polski wiecznym przegranym zakrawa o bezczelność. Krótkie przypomnienie dorobku Adama Małysza:
- dwukrotny medalista olimpijski
- czterokrotny indywidualny Mistrz Świata
- czterokrotny zdobywca Pucharu Świata
- triumfator Turnieju Czterech Skoczni
- trzykrotny zwycięzca Turnieju Nordyckiego
- trzykrotny triumfator Letniego Grand Prix
- dwukrotny zdobywca pucharu KOP (za wyniki na największych skoczniach w danym sezonie)
- dwudziestokrotny zimowy i szesnastokrotny letni Mistrz Polski
- rekordzista Polski i były rekordzista Świata (wyrównał rekord) w długości skoku narciarskiego
- pobił dwadzieścia jeden rekordów skoczni, z czego dziesięć utrzymało się do teraz
- czterokrotnie wybierany Najlepszym Sportowcem Polski
- Kawaler Krzyża Komandorskiego i Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski
- jest na pierwszej pozycji w klasyfikacji wszech czasów mistrzostw świata, jeśli nie uwzględnić medali z konkursów drużynowych oraz medali z igrzysk olimpijskich. Do 1980 r. każdy medalista igrzysk olimpijskich zostawał automatycznie medalistą mistrzostw świata.
Od dziesięciu lat w ścisłej czołówce. Zawodnik, o którym gazety piszą dlatego, że coś osiągnął, a nie dlatego, że powiedział coś głupiego. W przeciwieństwie do europosła Migalskiego. Szkoda, że politolog nie jest w stanie znaleźć bardziej trafnego porównania i musi przy okazji wykazać się swoją małością oraz ignorancją dla dokonań innych.
Zwłaszcza, że chwilę później porównuje Cimoszewicza i Olechowskiego do Andrzeja Gołoty. -To ciekawi bohaterowie, ale należący do przeszłości. Są jak Andrzej Gołota, dziś bez formy, poobijani, zdolni do ucieczki z ringu.
I tutaj nie będę się mądrzył, tylko zakończę cytując portal wp.pl:
„42-letni już Gołota obecnie jest już u kresu swojej kariery, ale wciąż potrafi przyłożyć. Kto wie, być może Olechowski i Cimoszewicz też. "Andrew" w swojej karierze dostarczył polskim kibicom więcej emocji, niż kilka ostatnich kampanii prezydenckich. Był prawdziwym bohaterem i wciąż ma wielu wiernych fanów.
Symboli porażek i wypalenia radzimy szukać w innym środowisku, świetni polscy sportowcy nie są dobrym pomysłem. Na przykład w polityce ludzi przegranych znalazłoby się znacznie więcej.”
A sobie i wszystkim czytelnikom życzę takich wiecznych porażek, jakie doskwierają Adamowi Małyszowi. Bo nigdy nie myślałem, że taka klęska za klęską może przynieść tyle pucharów, medali i taki szacunek u ludzi…
Subskrybuj:
Posty (Atom)











