piątek, 26 lutego 2010

Mistrzowie zeszli ze sceny

Gdyby ktoś przed sezonem wywróżył mi odpadnięcie Panathinaikosu Ateny z walki o obronę tytułu mistrza Euroligi w na etapie Top 16, uznałbym go za … powiedzmy fanatyka Olympiakosu Pireus, bo jemu wolno wierzyć w takie cuda. Wczoraj jednak niespodzianka stała się faktem i dla Pao sezon poza Grecją jest już skończony.

Po trzech kolejnych porażkach w fazie Top 16 Euroligi ateńczycy stali pod ścianą. Dramat polegał na tym, że swoją ostatnią szansę na uratowanie sezonu mieli w pojedynku z Barceloną, która w opinii wielu fachowców gra obecnie najlepszą koszykówkę na Starym Kontynencie. Po obejrzeniu dwóch pogromów zadanych rosnącemu w siłę Realowi, jestem w stanie zgodzić się z tą tezą. Potwierdza ją także seria 11 wygranych pod rząd w Eurolidze oraz fakt, że z kolejnych dwóch spotkań Barca przegrała tylko w szalonym i kontrowersyjnym starciu z Partizanem Belgrad. Z takim rywalem przyszło się zmierzyć podopiecznym Żeljko Obradovicia w walce o być albo nie być w Europie.

Podeszli mistrzowie Grecji o tego meczu w sposób właściwy. Znakomity początek spotkania, wsparcie żywiołowej widowni, wszystko wskazywało na to, że mistrzowie utrzymają się w grze. Dopiero końcówka pierwszej odsłony pokazała, że Barca też walczy o awans i nie zamierza sprezentować rywalom dwóch punktów. W drugiej kwarcie przyjezdni wyrównali mecz, ale tylko na krótko, Panathinaikos, po akcjach Nikoli Pekovicia i Stratosa Perperoglu znów odzyskiwali prowadzenie. Porażka Katalończyków wciąż wisiała w powietrzu.

Potwierdzała te przypuszczenia trzecia odsłona, wygrana dość wyraźnie przez gospodarzy. Akcje Dimirisa Diamantidisa, Mike'a Batiste'a, czy Vassilisa Spanoulisa znów przypominały najlepsze spotkania „Koniczynek” sprzed roku i trzech lat, gdy ekipa wygrywała podwójną koronę w Europie. Ostatnią kwartę zaczynali Grecy z zapasem 11 punktów.

W trudnych momentach do akcji wkraczają jednak weterani, a takich Barca również posiada. Rozgrywający przecięty sezon Jaka Laković przypomniał o sobie dwiema kluczowymi, jak się okazało „trójkami”, wprowadzając spore zamieszanie w szeregach „Wszechateńczykow”. Do tego po jego zagraniu piąty faul popełnił Peković, co skomplikowało sytuację gospodarzy. Jakby tego było mało, piąty bieg włączył Juan Carlos Navarro, który rozstrzygnął losy meczu. Wśród obrońców tytułu Antonis Fotsis i Diamantidis wierzyli do końca w wygraną, ale pewna ręka gwiazdy Dumy Katalonii nie pozwoliła im na powrót do gry. Hala OAKA po raz trzeci w tych rozgrywkach była areną porażki Pao. Tym razem kończącej piękny sen.

Nie jest to sytuacja nowa. Mało tego, śledząc rozgrywki Euroligi, można odnieść wrażenie swoistego deja vu. Dwa lata temu broniący tytułu Panathianikos pożegnał się z marzeniami o drugiej z rzędu koronie właśnie na etapie „Szesnastki”. Elementem wspólnym obu porażek jest zespół rywali, a mianowicie Partizan Belgrad. Mistrzowie Serbii drugi raz w ciągu dwóch lat stanęli na drodze marzeniom o reelekcji Sarunasa Jasikieviciusa i spółki. Wtedy jednak wszystko rozstrzygało się w ostatnim, bezpośrednim starciu obu ekip. Teraz na dwie kolejki przed końcem rozgrywek sezon dla „Koniczynek” się zakończył i to jest bardziej szokujące, aniżeli sam fakt, ze zmieni nam się klubowy mistrz Europy.

W zasadzie nie powinno to być aż tak wielką niespodzianką. Ekipę Obradovicia od startu rozgrywek toczyła bezprecedensowa plaga kontuzji. Rzadko się zdarza, by tak renomowany zespół tracił w trakcie sezonu niemal wszystkich czołowych graczy z powodu mniej lub bardziej poważnych urazów. Całą fazę Top 16 stracił kluczowy walczak Kostas Tsartsaris, a jej początek upłynął pod znakiem kontuzji Batiste' go czołowego wysokiego gracza Euroligi. Wcześniej urazy eliminowały Jasikieviciusa (z tego też powodu zabrakło Litwina na „naszym” Eurobaskecie), Diamantidisa, czy Spanoulisa. Wszyscy wymienieni to filary mistrzowskich składów z ostatnich sezonów.

To, że w końcu ta kumulacja nieszczęść przyniosła krwawe żniwo dziwne nie jest. Być może to kwestia zmęczenia materiału. Zespół z Aten to ostoja stabilności, nawet na tle innych czołowych ekip w Europie. Zmiany w składzie bywają tam kosmetyczne, a raczej punktowe, na zasadzie wymiany słabszego ogniwa na bardzo mocne. Tak było po wspomnianej porażce z rąk Partizana, gdy jeden z autorów greckiej tragedii, Peković, zasilił szeregi ateńczyków, by w kolejnym sezonie pomóc im w powrocie na tron. W aklimatyzacji pomogła mu zapewne szczególna więź łącząca pracowników i kibiców obu klubów, której nie zmąci chyba nawet drugi w ostatnich latach prztyczek w nos autorstwa graczy serbskiego klubu. Wciąż zresztą może być tak, że obydwa kluby pożegnają się z marzeniami o tegorocznych play off. Wystarczy, że waleczne Maroussi Ateny nadal będzie tak dzielnie jak dotąd radzić sobie w ostatnich dwóch meczach,a jej słynny rywal pokona Partizana w przyszłotygodniowym meczu o wszystko w hali Pionir...

Tak czy inaczej odpadnięcie Pao jest koszykarskim newsem tygodnia. Od czasu dynastii Maccabi Tel Awiw (lata 2004-2005) nikomu nie udało się obronić europejskiego trofeum. Być może po sezonie nadejdzie w Atenach moment na rozstania z częścią weteranów, stanowiących o sile giganta spod Akropolu. Wszystko zależeć będzie od wyniku starcia gigantów na szczytach greckiej koszykówki. Porażka z rozgrzanym do czerwoności i najsilniejszym od lat Olympiakosem byłaby kroplą przechylającą czarę goryczy. Po takiej traumie musiałby nadejść czas wyjątkowego katharsis, ale przecież te pojęcia nie są obce przedstawicielom helleńskiej kultury. Póki co, pozostaje nam się delektować walką o tytuł mistrza Grecji, która od dawna nie zapowiadała się tak pasjonująco.

A teraz coś o naszych reprezentantach. Żeby nie podsycać uwag o rzekomym 3sekundowym uwielbieniu dla Asseco Prokomu, wstrzymam się z peanami na cześć mistrzów Polski co najmniej do następnej kolejki T16. Dla wrocławian wychowanych w Ludowej na Kosynierach, Zielonym, Ray'u, Kiciorze, czy Oławie wspomniane zarzuty brzmią zresztą dość zabawnie. Rzućmy więc tylko suche fakty – gdynianie pokonali wicemistrzów Euroligi, CSKA Moskwa i są o krok od awansu do ćwierćfinałów. O najważniejszych europejskich rozgrywkach pisze się dziś i mówi w Polsce więcej, niż o kolejnych minutach na boisku w wykonaniu Marcina Gortata. Teraz wystarczy nie dać się rozgromić Maladze i Żalgirisowi Kowno, ale sądzę, że ekipa Tomasa Pacesasa da jeszcze swoim kibicom powód do radości choćby w ostatnim meczu w szczęśliwej hali w Gdyni przeciwko ekipie Unicai. Tak, przyznaję, trzymam za to kciuki, jak każdy kibic polskiego basketu, bo jest to najlepsza reklama naszej koszykówki w Europie i na odwrót. Może dzięki tym występom Euroliga zagości przy najbliższym przetargu w bardziej otwartym kanale telewizyjnym, choćby w postaci sublicencji na mecze Polaków. Wszak od całkowitego zamknięcia wolę małe otwarcie, czego sobie i fanatykom pomarańczowej piłki życzę.

Na koniec przypomnienie – 21 lat temu poznański Lech wystąpił w ósemce najlepszych drużyn w Europie. Była to inna formuła (system pucharowy), w której łatwiej było o niespodzianki, inna Euroliga, europejska koszykówka o lata świetlne z tyłu za obecną. Warto jednak przywołać te wspomnienia, bo jak się okazuje, długo trzeba czekać na porównywalne sukcesy. Oby najpóźniej za dwa tygodnie historia polskiego basketu wzbogaciła się nową efektowną kartkę.

Śląsk - Stal, czyli powrót do przeszłości

Już jutro, w sobotę, wielki powrót do przeszłości. Wprawdzie nie będziemy gościli Anwilu, ale do Wrocławia przyjeżdża inna doskonale znana wszystkim drużyna – Stal Ostrów Wlkp. W pierwszej rundzie Śląsk niespodziewanie wygrał na wyjeździe 60:54, głównie dzięki masie rzutów wolnych i większej determinacji. Czy tym razem również wrocławian stać na niespodziankę?

Fakty są brutalne – obie drużyny jeszcze nie tak dawno walczyły o medale Mistrzostw Polski. Teraz, zamiast do Sopotu, Włocławka, czy Słupska, nadeszły wyjazdy do Pleszewa, Siechnic, czy Kutna. Nic tym miastom nie odbierając oczywiście. Spadło zainteresowanie, determinacja, wykruszają się fani – tak jest przynajmniej we Wrocławiu. Z tego co widziałem, w hali przy ul. Kusocińskiego jeszcze jest lepiej, ale nie sposób porównywać atmosfery chociażby do sławetnych ćwierćfinałów z Atkinsem i Homanem w roli głównej.

Obecnie o niebo lepiej grają sobotni goście, którzy wygrali cztery ostatnie spotkania. Trzy wprawdzie u siebie, ale pogrom jaki sprawili Pogoni Prudnik i tak powinien budzić szacunek. Dzięki tej wyśmienitej serii awansowali na siódme miejsce w tabeli i zdecydowanie poprawili grobowe nastroje. Wystarczy tylko przypomnieć, że nie tak dawno byli dwa punkty za wrocławianami, a teraz mają już trzy przewagi. I całkiem przyzwoity terminarz, który pozwoli im spokojnie walczyć o pierwszą szóstkę na koniec zasadniczej rundy rozrywek.

Gwiazdami w Ostrowie jest trio Dymała (18p., 4zb., 3as.), Małecki (16p., 4zb., 3as., 2,5prz.), Kaczmarek (13p., 3zb.), wspomagani głównie przez Chmielarza, czy Ptaka. Pytanie, czy ten pierwszy wybiegnie w ogóle na parkiet, bo w najbliższych spotkaniach co najwyżej z ławki wspierał swoich partnerów. A jego brak może być sporą stratą dla całej drużyny.

Warto dodać, że Stalówka wygrała dotychczas zaledwie dwa spotkania wyjazdowe – w halach dwóch zdecydowanie najsłabszych zespołów w lidze.


W Śląsku najpewniej nie zagra ulubieniec publiczności, czyli Charles Barkley Piotr Warawko. Ten potężnie zbudowany center (bo na niższe pozycje jest chyba za wolny) zawsze dawał dużo cennych zbiórek, niejednokrotnie kończąc spotkanie z double – double. Do drużyny wrócił Paweł Bochenkiewicz, wychowanek Śląska. On powinien łatać luki po nieobecnym Piotrku, co pokazał już w pierwszym swoim występie, w Kłodzku (19p., 8zb.). Żeby tylko poprawił rzuty wolne..

Kluczowy jest jednak obwód. Tutaj, jak brakuje Norberta Kulona, czy Kacpra Sęka, to nie ma kim grać. I dzieją się dantejskie sceny, a publiczność płacze rzewnymi łzami. Zwłaszcza ten pierwszy potrafi uspokoić grę i jest zdecydowanie najlepszym obwodowym drużyny. Prócz tych dwóch graczy warto zwrócić uwagę przede wszystkim na Kubę Parzeńskiego (tak, z tych Parzeńskich), bądź chimerycznych Jana Zalewskiego, Jarosława Zyskowskiego, czy Marcina Strzeleckiego.

Parzeński kojarzy się większości z syndromem Pawła Mroza. Chudy, chętnie uciekający na obwód, dobrze rzucający za trzy. Ale na szczęście również potrafi znaleźć się pod obiema deskami i przede wszystkim nie boi się odpowiedzialności. Fakt – czasem mógłby chyba częściej podać, ale ogólnie to on jest gwiazdą tej drużyny i od niego zależy najwięcej.

U wrocławian widać wielką różnicę między grą z najlepszymi a słabymi. Mecze z czołówką kończą się zwykle haniebnymi rezultatami, za to z sąsiadami w tabeli wrocławianie radzą sobie całkiem przyzwoicie. Zwłaszcza u siebie. Oby ostrowian wzięli również za takich.

Obecnie Śląsk zajmuje bezpieczne, jedenaste miejsce w tabeli. Mówiąc wprost – szału nie ma. Utrzymanie jest raczej pewne (duża przewaga), nic więcej im nie grozi, terminarz dość przyzwoity, więc jeszcze coś się powinno udać wygrać. Ale przed nimi trzy kluczowe spotkania w tym sezonie. Kluczowe w zasadzie nie tylko dla nich, ale bardziej dla tej resztki fanów – wiadomo, że zwycięstwo ze Stalą, oraz triumfy w obu spotkaniach derbowych (choć OSSM to takie grubymi nićmi szyte derby, bo ten zespół gra w Wołowie…) osłodzą nawet najgorsze porażki. Chęci raczej nie zabraknie, kibiców też powinno być trochę więcej niż na „normalnym” spotkaniu. Czy będzie ciekawie? Oby…


Podsumowując, zapraszam na najciekawszy mam nadzieję mecz sezonu 2009/10 w stolicy Dolnego Śląska. Na spotkanie drużyn, które jeszcze dwa lata temu rozgrzewały cały koszykarski kraj. Jeśli ktoś jest z Wrocławia, to niech przyjdzie chociażby po to, żeby powspominać. Żeby zobaczyć świetnego Parzeńskiego (notabene ojciec to chyba największa gwiazda i wychowanek Stali), wielką walkę pod koszami i masę strat efektownych akcji. Poza tym – jak nie teraz, to kiedy?


A na koniec trochę prywaty do osób z Wrocławia i okolic. Czasem warto popatrzeć na koszykówkę szerzej, niż tylko przez pryzmat PLK. I jeśli pamiętają Państwo te emocje, radość, niezapomniane wieczory, które zawdzięczają drużynie Śląska w latach tłustych, to może warto przybyć i okazać zainteresowanie również w latach chudych?


Początek spotkania o 18:00 w nieocenionej dla historii wrocławskiej koszykówki „Kosynierce”, przy ul. Mieszczańskiej 11.

PS: W poprzedniej rundzie, notkę o spotkaniu popełnił związany z Ostrowem Wojczyn, a wygrał Śląsk. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie odwrotnie...

czwartek, 25 lutego 2010

Historia Reprezentacji w statystykach - aktualizacja

Liczba występów poszczególnych koszykarzy
Zdobycze punktowe reprezentantów
Średnie punktowe zawodników
Najlepsze indywidualnie występy
Dane na temat trenerów

EuroBasket już dawno za nami a statystyki historyczne naszej reprezentacji na blogu nie brały pod uwagę ME 2009. Doczekały się w końcu tej aktualizacji. Wielkie zmiany oczywiście nie zaszły. Gortat, Lampe czy Koszarek przekroczyli odpowiednie progi, aby się znaleźć w prezentowanych tutaj zestawieniach.

Znamy też ostateczny wynik Adam Wójcika. Oława zakończył reprezentacyjną karierę jako 3. najczęściej występujący, 4. najwięcej punktujący i 6. pod względem średniej punktów w historii polskiej kadry narodowej.

Przypomnę tylko, że te zestawienia biorą pod uwagę tylko mecze o punkty. Pozostałe informacje o źródłach i drobnych brakach w danych znajdziecie tutaj.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Nasze typy na Mecz Gwiazd

Grzegorz Magiera:

Już za niecały miesiąc czeka nas Mecz Gwiazd PLK w Lublinie. Do 9 marca możemy głosować SMS-owo na oficjalnej stronie Meczu Gwiazd. Wszyscy z trwogą obserwują wyniki głosowania. Czas powinien łagodzić wszelkie anomalie osiągnięte głosami wujka Stefana i babci Genowefy, ale zanosi się na to, że pierwsze piątki MG ciężko będzie w pełni uratować.

To, że robi się pieniądze na tego typu głosowaniu to słuszny krok. Problemem są nominacje do głosowania. Jeśli w lidze brakuje gwiazd, to trzeba ograniczać liczbę nominowanych. Co najmniej czterech znajdujących się graczy w pierwszych piątkach zupełnie nie powinno znaleźć się w głosowaniu.

Kształt pierwszych piątek zadowoli pewnie garstkę nabijających SMS-y ludzie. Reszta będzie nim zażenowana. Dla wielu kibiców koszykówki w tym kraju ta impreza zamiast świętem koszykówki może stać czymś, czego nie będą w stanie oglądać. Niestety liga takim a nie innym systemem głosowania naraża się na śmieszność.

Uruchomiono nawet z tego względu stronę od nieoficjalnego głosowania. I tutaj jak na dłoni widać, że głosują ludzie zorientowani w warunkach PLK. I nawet jeśli trafia się jeden typ bez uzasadnienia w formie - Adam Wójcik - to pan Adam w przeciwieństwie do większości typów oficjalnych na pierwsze piątki gwiazdą koszykówki jest...


Ale przejdźmy do typów:

PÓŁNOC

Swanson
Logan
Woods
Burrell
Okafor

POŁUDNIE

Szubarga
Berisha
Chappell
Jovanović
Wright


Na północy wybór był bardzo łatwy. Nominacji Woodsa i Logana chyba nie trzeba tłumaczyć. Okafor to zdecydowany liderzy świetnego zespołu jakim w tym sezonie jest Polpharma. Burrell - jeśli patrzeć na same cyfry ktoś może widzieć jakąś przewagę Chrisa Danielsa. Moją trzecią gwiazdą Asseco jest jednak Ronnie, który w trudnych meczach z Anwilem, Turowem i Treflem notował odpowiednio 18, 20 i 20 punktów, 10, 10, 5 zbiórek przy łącznej skuteczności 68% z gry. Na koniec pozostaje Swanson. Szczerze mówiąc kolejny już powrót Dante do ligi nie wzbudził we mnie większych emocji. Wszyscy wiemy jak gra. Stał się jednak głównym autorem przemiany AZS-u. Notuje świetne statystyki, z nim w składzie koszalinianie mają bilans 7-4 w lidze w meczach z najgroźniejszymi rywalami, wygrali niepokonani Puchar Polski ogrywając po drodze Asseco Prokom.

Oczywiście liczę się z tym, że trenerem północy najpewniej będzie Tomas Pacesas i gry Woodsa za dużo nie obejrzymy - to perełka Asseco Prokomu, na dodatek ma już ciągnące się od dawna za nim problemy z plecami. Tak czy siak - klasę Qyntela docenić trzeba.


Na południu było już o wiele trudniej. Na pierwszym miejscu stawiam kluczowego dla wicelidera tabeli rozgrywającego Krzysztofa Szubargę. Przez problemy z kolanem popsuły mu się ostatnio średnie - szczególnie punktowe - ale 6,6 asysty na mecz, to wciąż bezkonkurencyjny wynik. Dardan Berisha jako gwiazda naszej młodzieży - punktuje może trochę mniej od konkurencji, ale gra po 26 minut mając niewiele słabszego Pamułę za plecami. Konkurencja Dardana gra grubo powyżej 30 minut...

Na skrzydle Jeremy Chappell zdecydowanie powyżej niezbyt mocnej konkurencji. Drugi wybór padł na notującego ponad 13 punktów na mecz zawodnika, który z zabójczym spokojem trafia w Anwilu trójki na skuteczności 43%. Cichy bohater Anwilu - który niespodziewanie jest najlepiej punktującym wicelidera naszej ekstraklasy. Kto by się spodziewał?

Wśród centrów bez zająknięcia Michael Wright.


Michał Rodziewicz:

Ponieważ dzięki doskonałemu systemowi głosowania i tak pierwsze piątki będą dość szokujące, a Mecz Gwiazd wychodzi na faworyta w konkursie na kompromitację roku, to ja bardzo krótko. Szybkie piątki z dwóch stron i po kilka zdanek wyjaśnienia, bo niestety – ręce opadają i nie ma sensu rozpisywać się nad własnymi typami, skoro i tak nie mają szans w starciu z Kęsickim, czy Miszczukiem.

PÓŁNOC

Weeden
Logan
Burrell
Woods
Kuzminskas

Przykro mi, ale takie są fakty – Prokom jest zdecydowanie najlepszy, najefektowniejszy i zastanawiałem się, czy przypadkiem nie warto postawić na rewelacyjnego w tym sezonie Hrycaniuka. Ostatecznie jednak bez przesady – trio prosto z kieszeni Ryszarda K. powinno załatwić show i pokazać klasę. O ile oczywiście pograją dłużej niż dwie minuty. A Weeden (prócz solidnych osiągnięć) pokazał, że w meczach pokazowych po prostu mu się chce, więc i tutaj powinien wystąpić. Pod kosz też ktoś z Trójmiasta, ale zza miedzy. Tutaj chwilę się zastanawiałem, czy nie lepszy by był Okafor, ale warto docenić więcej, niż tylko dwa czołowe kluby z tej części kraju.

POŁUDNIE

Szubarga
Berisha
Chappell
Jovanović
Wright

Po kolei. Szubi jest zdecydowanie najlepszym klepaczem w lidze. Co, niestety, świadczy też o poziomie ligi. Berisha to najlepszy obecnie młodzieżowiec, na którym P2011 opiera swoje marzenia o pozostaniu w rozgrywkach. Dlatego zasłużył na to wyróżnienie. Chappell wprawdzie gra słabiej, ale był jednym z najlepszych zawodników pierwszej rundy, a poza tym niech kibice Znicza zobaczą, że ja wcale nie ograniczam się do deprecjonowania jego osiągnięć. Podpora solidnego miejsca w pierwszej ósemce ligi zasługuje na wyróżnienie. Nikola trochę z braku laku, ale też po prostu dzięki solidnym statystykom przez całą rundę. Może i chimeryczny, ale jakby nie patrzeć – ważny zawodnik drugiej drużyny w tabeli. A Wrighta chyba tłumaczyć nie trzeba.


Łukasz Michniewicz:

PÓŁNOC

Swanson
Weeden
Kinnard
Burrell
Hrycaniuk

Możecie nazwać moje typy cynicznymi, ale znając życie wątpię, byśmy mieli okazję obejrzeć w akcji najcenniejsze gwiazdy PLK, czyli Qyntela Woodsa, Davida Logana, zważywszy na osobę spodziewanego trenera zespołu Północy oraz nadzieję na awans Asseco Prokomu do play off Euroligi. Mimo wszystko stawiam na dwóch graczy mistrzów Polski, którzy dzięki swojej twardości i solidności mogą zostać wystawieni „do boju” w Meczu Gwiazd. Najdłużej głowiłem się przy wyborze graczy obwodowych. Ostatecznie stawiam na dwójkę Swanson – Weeden. Strzelec Polpharmy gra z rozmachem, potrafi zdobyć 30 i więcej punktów w meczu. Można zaryzykować twierdzenie, ze to jego życiowe rozgrywki. „Jedynka” z Koszalina miała już lepszy sezon, choćby w barwach Astorii Bydgoszcz, gdy Dante rywalizował z Lynnem Greerem o miano najbardziej ekscytującego snajpera PLK. Po latach wydaje się jednak, że Amerykanin dojrzał do roli reżysera gry, który na tle mizerii ligowej zdaje się być profesorem. Świetne mecze miewa Onmi Smith, ale wyżej trzeba cenić gwiazdę silniejszej ekipy. Z kolei Iwo Kitzinger po świetnym początku sezonu częściej zaczyna przypominać nierównego i chimerycznego gracza z czasów epizodu w Zgorzelcu. Klubowy kolega Iwona ma za to wszystko czego potrzeba, by wystąpić w takim meczu, efektowny styl gry i duży wpływ na niezły zespół.


POŁDUNIE

Szubarga
Miller
Chappell
Karwowski
Wright

Na Południu wybór uboższy. Szubarga najlepszy prowadzący grę w PLK musi mieć miejsce w piątce gwiazd. Miller to superstrzelec, a jego występ podczas „pojedynku gigantów” utwierdził mnie w przekonaniu, że da sobie radę w pokazowym show. Chappell z kolei we wspomnianym meczu nie zagrał i choćby z ciekawości warto zobaczyć, jak ten łowca punktów poradzi sobie na tle innych wyróżniających się graczy ligi. Największy problem miałem z wyborem silnego skrzydłowego, ale nie były to kłopoty bogactwa, a raczej selekcja negatywna. Największe nazwiska jak Wójcik, czy Witka nie grają najlepszego sezonu, bądź nie grają ostatnio wcale. Stawiam więc krzyżyk przy „Inżynierze” Karwowskim za dobrze spełnianą rolę szefa i mentora warszawskiej młodzieży. Dodatkowym argumentem jest znakomita seria spotkań z co najmniej jednym zablokowanym rzutem. Nieźle, jak na weterana, który po przerwie wraca na najwyższą półkę w Polsce.

Osobną kategorią jest Michael Wright, facet z innej planety, dominator, twardziel i cokolwiek dobrego można na jego temat napisać. Konkurenci mogą mu przeciwstawić centymetry (Alex Dunn), ale nic więcej. Szkoda, ze tak mało mamy zawodników tej klasy na polskich parkietach..

piątek, 19 lutego 2010

Śląsk-Reaktywacja - nowa strona


Ruszyła nowa odsłona oficjalnej strony stowarzyszenia Śląsk-Reaktywacja. Na stronie jest między innymi informacja jak przekazać 1% podatku na rzecz stowarzyszenia WKS Śląsk. Trzymamy kciuki za powodzenie akcji.

środa, 17 lutego 2010

Protekcjonizm. plk.tv. Puchar Polski.

Protekcjonizm

W PLK zamknęło się okienko transferowe. Wielkich wydarzeń brak - choćby dlatego, że Turów postawił na ilość, a nie jakość. Na ocenę takiej decyzji przyjdzie jeszcze czas. Tymczasem możemy podsumować kto ile zapłacił za dodatkowe licencje dla obcokrajowców. Obliczeń dokonał już Rafał Tymiński z Przeglądu Sportowego. W artykule pominięto Nejca Glavasa, który dołączył do Turowa. Wątpliwości budzi także sprawa Konrada Wysockiego (*). Czy w momencie, kiedy Turów przekraczał limit nie brano pod uwagę, że sezon zaczynał jako zawodnik zagraniczny?

W każdym razie ranking obcokrajowców i opłat przedstawia się następująco:

Turów Zgorzelec 9 30000 (*-10 60000)
Sportino Inowrocław 9 30000
PBG Basket Poznań 9 30000
Energa Czarni Słupsk 8 10000
Asseco Prokom Sopot 8 10000
Anwil Włocławek 7
AZS Koszalin 6
Polonia Azbud Warszawa 6
Kotwica Kołobrzeg 6
Polpharma Starogard Gdański 5
Trefl Sopot 5
Stal Stalowa Wola 4
Znicz Jarosław 3
Polonia 2011 Warszawa 0

Łącznie 85 110000 (*-86 140000)


Podsumowując. Aż 9 klubów w ogóle nie zapłaciło, nie przepuszczając przez swoje składy więcej niż 7 obcokrajowców. Z punktu widzenia klubów przez ligę przewinęło 85/86 obcokrajowców. Z punktu widzenia ligi - 81/82 (w powyższych obliczeniach Brazelton, Loyd, Joyce i Ansley zostali policzeni dwukrotnie).

Te regulacje dają trzy widoczne pozytywne efekty:

1. Dokładają się do wspierania polskich graczy limitami meczowymi i boiskowymi.
2. Poprawiają wizerunek ligi. Kibice nie muszą być poirytowani faktem, że nie nadążają za zmianami transferowymi w zespołach. Nie muszą być zażenowani, że grom zawodników zza granicy zalicza jeden czy dwa występy w lidze podczas kilkudniowych lub kilkutygodniowych testów. Że właśnie tacy gracze zabierają minuty zdolnym Polakom.
3. Finansują szkolenie Polaków lub ligę. Pamiętam wywiad, w którym Janusz Wierzbowski mówił, że choć pierwotnie te pieniądze trafiają do PLK, to na podstawie umowy ze związkiem ostatecznie przekazywane są PZKosz na cele szkoleniowe. Nawet jeśli nie jest to kontynuowane - te pieniądze PLK i tak się przydadzą.

Efekt negatywny jest jeden. W wielkim młynie roszad i testów nawet najbardziej oporne na dobre transfery kluby, przeważnie dokonywały ostatecznie optymalnych wyborów. Co miało dobre przełożenie na poziom w końcu sezonu i play-off. Teraz ten mechanizm jest ograniczony. Ale coś za coś.


plk.tv

Po raz kolejny punktem wyjścia jest artykuł Rafała Tymińskiego. Zacznę może od kwestii domeny. Jacek Jakubowski w wywiadzie twierdzi, że domena plktv.pl została wykupiona po tym jak zaczęto wspominać w prasie o projekcie. Wszystkie bardziej popularne serwisy sprzedające domeny w sieci wykazują, że ta domena jest dostępna. W niewielkiej cenie - do dwudziestu kilku złotych dla osoby fizycznej za pierwszy rok użytkowania. Jeśli jest to tylko efekt braku aktualizacji w bazach danych i prezes PLK ma lepsze informacje, będzie to do sprawdzenia w ciągu kilku najbliższych dni (edycja: no i w środę wieczorem okazało się, że jednak jest już niedostępna. W środę o godzinie 23:06 została zarejestrowała na osobę fizyczną.). Jeśli Jakubowski miał na myśli plk.tv, to ta domena została wykupiona w 2000 roku i jest zarezerwowana do 2038... Także doniesienia prasowe nie miały tutaj nic do rzeczy.

Jeśli chodzi o domeny z rozszerzeniem .tv to większość nasuwających się w pierwszej kolejności nazw jest zajęta. W grę wchodziłyby wciąż dostępne takie jak polskakoszykowka.tv lub plbasket.tv (biorąc pod uwagę, że telewizja obejmowałaby nie tylko PLK, ale także rozgrywki organizowane przez PZKosz).

Co do pozostałych odkrywanych szczegółów nowej telewizji internetowej - bardzo podoba mi się rozmach z jakim jest to planowane. Kwota jednego miliona złotych na inwestycję, chęć transmitowania dokładnie każdego meczu, porównywanie się do euroleague.tv itp. Mam tutaj jednak pewne wątpliwości. Wynikające chociażby z dokładniejszego przyjrzenia się telewizji Euroligi. Przede wszystkim chodzi o fundament tych prestiżowych rozgrywek a za razem od kilku lat euroleague.tv - wymóg przeprowadzania transmisji telewizyjnej z każdego meczu. euroleague.tv przejmuje tylko obraz od krajowych telewizji, nie angażując sprzętu i ludzi w samą realizację transmisji. Grupa komentatorów nie jeździ po całej Europie, tylko ze studia (słuchowo oceniając) z Włoch. Jeden osoba komentuje kilka spotkań w jednej kolejce. Do tego wszystkiego - zakładam, że obraz jest transmitowany jak najdłużej się da tradycyjną formą i dopiero kiedy to jest koniecznie korzysta się z łączy internetowych.

Tymczasem o obowiązku w PLK transmisji w konwencjonalnej tv nie słychać - gdyby to działało, to projekt o roboczej nazwie plk.tv miałby mały sens. Nowa telewizja będzie sama realizować sporą liczbę meczów w kolejce. A to oznacza dużo kamer, operatorów, całego personelu od realizacji, komentatorów itd. Do tego obraz od razu z hal ma być przesyłany siecią. Prezes Jakubowski przyznaje, że niektóre hale nie mają odpowiednich łączy. Kwestia jakości i wydajności pod względem ilości użytkowników mogących oglądać mecz w jednym momencie jest dość zagadkowa.

Zdecydowanie nie chcę mówić, że się nie da. W polskiej koszykówce jest za dużo ludzi twierdzących, że się nie da... Pojawił się ktoś kto twierdzi inaczej, ma wizję i spore plany. Zastanawiam się tylko czy plk.tv nie przerośnie kosztowo PLK. Przynajmniej w nakreślanej obecnie, robiącej duże wrażenie formie. Oczywiście ta tv nie musi się zwracać bezpośrednio z reklam w transmisji i ewentualnych opłat użytkowników. Może się też zwracać przez lepszą dostępność i wizerunek ligi, co powinno się przełożyć na nowych sponsorów dla klubów jak i PLK.


Puchar Polski

Pojawiają się krytyczne głosy w kontekście formuły tych rozgrywek. Niskiej ich rangi. Mówi się o braku kwalifikacji do europejskich pucharów. Nie jestem jednak przekonany czy przywrócenie tego uprawnienia cokolwiek zmieni. W sytuacji kiedy zespołów mających możliwości i chęci startowania w pucharach jest mniej niż palców jednej ręki... Dla klubów 2. ligi, 1. ligi i większości ekstraklasy nie będzie stanowiło to żadnej różnicy. Rok temu Puchar wygrała Kotwica. Można spytać w Kołobrzegu dlaczego nie grają w pucharach...

Dokąd przepustkę mógłby dawać PP? Maksimum do eliminacji EuroCup, a najpewniej do EuroChallenge. W ostatnich latach na trzeci europejski puchar zdecydował się tylko Śląsk Wrocław w sezonie 2005/2006. W sezonie 2008/2009 w trzecich rozgrywkach grali również Czarni Słupsk, ale najpierw stali przed możliwością wywalczenia awansu do EuroCup.

To co moim zdaniem najbardziej przeszkadza w budowaniu rangi pucharu Polski to fakt, że właściwie nikt tych rozgrywek nie ogląda. We Wrocławiu miałem okazję obejrzeć tylko szybkie odpadnięcie Śląska Wrocław z Doralem Nysa Kłodzko. Poza tym rozgrywki nie istnieją w telewizji, a zasada, że gospodarzem meczu jest zespół z niższej ligi, również zmniejsza liczbę widzów na trybunach.

W tv pojawi się tylko finał rozgrywek. Transmisja z półfinału Turów-Anwil właśnie podczas pisania tego tekstu zaskoczyła mnie w TVP Wrocław. O transmisji nie poinformowała ani strona rozgrywki.pzkosz.pl, ani oficjalna strona Turowa... Informację zamieścił tylko Anwil Włocławek - mecz można obejrzeć także w TVP Bydgoszcz.

Jeśli chodzi o pozytywy to dla mnie jednym z większych plusów PP jest możliwość jaka stanęła przed młodymi graczami Tempcoldu AZS Politechnika Warszawska. Ponitka i Michalak z rocznika '93 grali i wygrali z Czarnymi Słupsk, grali i przegrali z Polonią Azbud Warszawa. Bez Pucharu Polski nie byłoby takiej możliwości.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Gortat drugi w głosowaniu kibiców

Pau Gasol bezapelacyjnie wygrał plebiscyt na gracza roku FIBA Europe. 12. miejsce zajął Marcin Gortat, ale w głosowaniu kibiców doszło do dużej niespodzianki, gdzie MG13 przegrał tylko z Gasolem. Wyniki głosowania kibiców poniżej.

Pau Gasol 9815
Marcin Gortat 8837
Erazem Lorbek 7046
Dirk Nowitzki 5370
Novica Velicković 4783
Ersan Ilyasova 4525
Hidayet Turkoglu 4479
Milos Teodosić 4058
Rudy Fernandez 4022
Juan Carlos Navarro 3892
Igor Rakocević 2024
Tony Parker 2011
Nikola Peković 1936
Vassilis Spanoulis 1903
Ioannis Bouroussis 1417
Lior Eliyahu 1032

Niełatwo rozpoznać przyczyny tego sukcesu. O argumentach sportowych ciężko tutaj mówić. Marcin w Orlando wciąż jest tylko solidnym rezerwowym. Pełno go w czołówkach wielu klasyfikacji statystycznych z EuroBasketu, ale był wtedy również w samej czołówce zawodników spędzających najwięcej czasu na parkiecie. Do tego wszyscy widzieliśmy, że z jego grą nie było tak różowo, jak mogłyby na to wskazywać cyferki.

Jedno jest pewne. Takie wyniki są dowodem niesamowitego daru przekonywania do siebie ludzi jakim dysponuje Marcin. Głosowało tyle osób, albo odpowiednia liczba osób potrafiła konsekwentnie co 24 godziny oddawać swój głos.

Nie widać typowej dominacji greckich głosów w tego typu plebiscytach. Być może dlatego, że głosowanie na stronie FIBA Europe nie dotarło do zbyt wielu fanów. Dla porównania najlepsi - Jasikevicius i Bodiroga - w plebiscycie na najlepszych graczy ostatniej dekady Euroligi mają już uzbierane ponad 40000 głosów.

niedziela, 14 lutego 2010

Puchary - "Szesnastki" na półmetku

W pucharach europejskich za nami półmetek drugiej rundy. Formuła „szesnastek” powoduje, że zarówno w Eurolidze, jak i Pucharze Europy sytuacja jest taka sama – do „Ósemki” w formule play off awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy.

W Pucharze Europy już nas nie ma, ale wciąż walczy ekipa Macieja Lampego, Uniks Kazań. Mimo porażki z Walencją zespół ze wschodniej Rosji nadal ma szansę na awans z grupy J. Polski podkoszowy po pierwszym bardzo dobrym występie przeciwko Galatasaray Stambuł, nieco przygasł i gra w kratkę. Szalony styl kazańców bardziej eksponuje gwiazdy obwodowe (Marko Popović, Terrell Lyday). Lampe nie otrzymuje zbyt wielu dobrych podań pod kosz i stara się nadrabiać rzutami z dystansu, ale na razie tylko dwie próby na 12 znalazły drogę do kosza. Średnia w ataku nie zachwyca (10,3), ale zważywszy na zagwieżdżenie ekipy i wspomniany styl gry, ta sytuacja nie dziwi. Cieszy za to aktywność łodzianina w walce na tablicach (średnio 10 zbiórek), a ostatni mecz z Hapoelem (13 zebranych piłek) był pod tym względem imponujący. Oby wkład Polaka w dalsze wyniki był jeszcze większy, bo Uniks powinien powalczyć o drugie miejsce premiowane grą w kolejnej rundzie.

Jedynie dwie drużyny nie zaznały goryczy porażki w Last 16, a są to Crvena Zvezda Belgrad (grupa L) i Bilbao (K). Baskowie zawodzą w lidze i grę w Pucharze Króla zawdzięczają jedynie przywilejowi gospodarza. Niemniej w Eurocup trudno znaleźć dla nich pogromców, w czym nie przeszkodziła nawet zmiana trenera. Z kolei „Czerwona Gwiazda” straciła swego kapitana, Tadiję Dragicevica, ale gra jakby ze zdwojoną energią. Kibiców pamiętających Olivera Stevicia z polskich boisk cieszyć może fakt, że popularny „Oli” awansował do pierwszej piątki Zvezdy i jego gra znów przypomina to, czym zjednywał sobie fanów we Wrocławiu i Włocławku. W przerażająco mocnej grupie I każda opcja jest możliwa. Nawet odpadnięcie lidera, Joventutu Badalona (prowadzi w tabeli tylko różnicą małych punktów) i awans ostatniego w tabeli Le Mans. Jeśli dodamy do tego krojone na miarę Euroligi składy Arisu Saloniki i Alby Berlin, dostaniemy rywalizację do ostatniej syreny kolejki szóstej.

Jeśli chodzi o odpadanie liderów, to ciekawie robi się w Eurolidze. Broniący tytułu Panathinaikos (grupa E Top 16) przegrał wszystkie trzy pierwsze mecze w „Szesnastce” i stoi tuż nad przepaścią. W czwartek lokalny rywal, Maroussi zagrał dla Pao, pokonując Partizana Belgrad, ale osłabieni kontuzjami mistrzowie zebrali cięgi w Barcelonie i na awans do play off będą musieli ostro zapracować, m. in. w rewanżu z Serbami w Belgradzie (pierwszy mecz – w Atenach) wygrali podopieczni Dusko Vujosevicia). Dla postronnych kibiców tak czy inaczej będzie ciekawie. Jeśli mistrzowie odpadną, powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, gdy „Koniczynki” również broniąc trofeum pożegnały się z Euroligą w fazie t16. Jednymi ze sprawców tej sensacji byli zresztą belgradczycy. Jeśli zaś dziesiątkowani kontuzjami podopieczni Zeljko Obradovicia jednak awansują, obejrzymy thriller na miarę „Szklanej pułapki” lub”Predatora”.

Lepiej niż dobrze radzi sobie Asseco Prokom. Gdynianie tym razem, cytując klasyka, nie realizują de Coubertina nastawiając się jedynie na udział w Top 16 - oni chcą w nim zaistnieć. Wysokie wygrane nad Unicają Malaga i Żalgirisem Kowno (dobrze nam się ostatnio gra z Litwinami) dają świetny start do walki o „Ósemkę”. Porażka z CSKA nie odbiera im szans na sukces. Jedynie seria błędów na początku czwartej kwarty oraz czapa Wiktora Hriapy na Qyntelu Woodsie mogą nieco zachwiać pewność siebie mistrzów Polski. Kluczowe będą jednak mecze z Litwinami (wyjazd) i Hiszpanami (dom) i to tam rozstrzygnie się być albo nie być Asseco w play offach. Tym razem naprawdę czuć świeże mięso, ale zwierzyna ciągle może się wyrwać. Rywale mają problemy – finansowe (Żalgiris) i kadrowe (Malaga), ale ciągle są to ekipy na wskroś nieobliczalne. Warto zwłaszcza uważać na Unicaję, która teraz ma półtora tygodnia przerwy w lidze (nie gra w turnieju o Puchar Króla) i jeśli dobrze wykorzysta ten czas, może wrócić do gry znacznie groźniejsza, niż dotąd.

Zadziwia Partizan. Wygrywa z faworytami, ale przede wszystkim rokrocznie odradza się, mimo że bogatsi niczym sępy wyrywają co smaczniejsze kąski z ich świeżo upolowanego mięcha. Do tego w trakcie sezonu doszła kontuzja Aleksa Maricia, centra tak kluczowego, że niejeden team zachwiałby się po takiej stracie. Tymczasem Partyzanci znaleźli idealnych dla siebie Amerykanów, a w hierarchii przesunęli do góry młodego, patyczkowatego Czecha Jana Vesely' ego, który najlepsze mecze w sezonie rozegrał przeciw Barsie i Pao. Zgadnijcie, kogo wyrwą hieny dzielnym gepardom podczas letniego polowania.. Zanim do tego dojdzie, mam nadzieję, że młodzi Serbowie i spółka wycisną z tego sezonu, ile się da i nieraz napędzą stracha wielmożnym na europejskich dworach.

Świetne wrażenie robi w tym sezonie Barcelona. Zespół prawdziwie galaktyczny, pełen gwiazd i autentycznego rozmachu w grze.. Z wyjątkiem porażki w Belgradzie (nieco kontrowersyjnej) Duma Katalonii nie przegrała meczu w Eurolidze. Wydaje się zresztą jakby szykowała coś jeszcze na kolejne fazy rozgrywek, a głównych rywali (Pao, Real Madryt) pokonuje z elegancją i z uśmiechem na twarzy. Niesamowita głębia składu pod koszami (Erazem Lorbek, Boni N'Dong, Terrence Morris, Fran Vasquez), urodzony snajper Juan Carlos Navarro wszechstronny Pete Mickeal oraz Ricky Rubio, który z miejsca przejął kontrolę nad tym interesem - oto zespół na miarę końcowego triumfu.

Bez porażki w fazie Top 16 są za to ekipy CSKA Moskwa i Olympiakosu Pireus. „Czerwoni” pokonali w lidze ateńczyków i wreszcie wyglądają na zdolnych, by wykonać mistrzowski skok. Poza tym, tak silni, jak w obecnie, już dawno nie byli. Przed sezonem stracili Lynna Greera, a w trakcie rozgrywek pożegnali się z nietrafionym nabytkiem z NBA Vonem Waferem. Zrównoważyl to jednak chyba najlepszy gracz sprowadzony latem z NBA do Europy (Linas Kleiza), a na dodatek kilku zawodników ze starego składu poprawiło swoje osiągnięcia w porównaniu z poprzednim sezonem. Należą do nich gwiazdorzy, jak Josh Childress, czy Yotam Halperin, ale też rezerwowi, jak objawienie naszego Eurobasketu, Milos Teodosić. Tym sposobem potęga stała się jeszcze silniejsza niż była i to bez dokonywania rewolucji w składzie. Może stabilność połączona z trafionym transferem da im oczekiwany od ponad dekady triumf.

Czy ktoś może zagrozić Grekom? Cibona Zagrzeb, mimo dobrej gry w Vitorii i Pireusie konsekwentnie przegrywa, tak więc o drugie miejsce powalczą Chimki i Caja Laboral. Baskowie ciągle przebudowują zespół po stratach poniesionych przed sezonem. Nie pomagają w tym kontuzje – chroniczne problemy Brada Olesona, czy ostatni uraz Tiago Splittera. Absencja tego ostatniego pozwoliła jednakże na wprowadzenie do gry Liora Eliahu, nieco zagubionego izraelskiego talenciaka z Maccabi Tel Awiw. Nadal jednak zespół nie funkcjonuje tak sprawnie jak rok temu, a w meczu bezpośrednim miejsce w szyku pokazały mu Chimki. Drugi mecz tych ekip w Rosji może być decydujący.

Z kolei CSKA, mimo odejścia architekta sukcesów, Ettore Messiny oraz Lorbka, nadal wygrywa, a siłą jej obwodu wciąż są najwięksi spece od game winnerów na Starym Kontynencie, jak Ramunas Siskauskas, Trajan Langdon, czy JR Holden. Pod koszami, obok nieco schematycznych, Saszy Kauna i Dimitrija Sokołowa na coraz większą gwiazdę wyrasta wspomniany Hriapa. Wychowanek zespołu o dźwięcznej nazwie Chimik Engels wreszcie wyszedł z cienia zagranicznych i rosyjskich gwiazd, jak Lorbek, Andrej Kirilenko, czy Matjaz Smodis i wreszcie decyduje o wynikach „Armii Czerwonej”. Pod jego wodzą, „Armiejcy” nadal zgłaszają aspiracje do gry w Final Four, ale wiele zależeć będzie też od klasy niemal żółtodzioba wśród trenerów na tym poziomie, Jewgienija Paszutina.

W grupie śmierci (F) ujemny bilans notuje Real. Nowe dziecko Ettore Messiny wygląda na jeszcze niedojrzałe do wielkich sukcesów. Fani „Królewskich” powinni liczyć na to, że projekt wielkiego Włocha i szefów klubu jest rozpisany na okres dłuższy, niż jeden sezon, bo ten czas może być zbyt krótki na budowę drużyny na miarę triumfu w Eurolidze. Brakuje tam też kropki nad i pod koszami. Niby są nieźli zawodnicy, ale nie ma takiego wszechstronnego dominatora, jak David Andersen, Matjaz Smodis, czy Lorbek, by wspomnieć tylko zawodników, z jakimi współpracował do niedawna Messina. Rywalami Realu są kluby walczące o powrót na top (Maccabi Tel Awiw, Efes Pilsen Stambuł) lub wytrwale się do niego dobijające (Montepaschi Siena). Sytuacja jest tu analogiczna jak w eurocupowej grupie I. Różnice między zespołami są minimalne i lider może się zmieniać co kolejkę. Stabilnością imponuje Siena, w której korekty składu są zawsze minimalne i dobrze dopasowane do koncepcji trenera Simone Pianigianiego. Z kolei Maccabi po kolejnej rewolucji przed sezonem zebrało spore pokłady talentu (atletyczni Alan Anderson i D'Or Fisher, inteligentny Chuck Eidson i in.) i odzyskało charyzmatycznego coacha, Piniego Gershona. Groźny jest także Efes, który sprowadził chyba maksymalną liczbę gwiazd i czeka na eksplozję ich mocy. Na półmetku rywalizacji nadal trudno wskazać dwóch faworytów do gry w „Ósemce”. Nieobecność na tym etapie Realu byłaby sporą niespodzianką.

piątek, 12 lutego 2010

Basket w telewizji - tym razem pozytywnie

Ostatnio w notce telewizyjnej głównie sobie ponarzekałem na dolę kibica koszykówki, szukającego transmisji z meczów. Teraz będzie coś pozytywnego, bo zawsze trzeba szukać jasnej strony Księżyca, a poza tym, jakiś tam przełom, czy może przełomik (ocenimy to po pewnym czasie) na naszych oczach się dokonuje.

Od dzisiaj przez dwa tygodnie będziemy się pasjonować występami mistrzów sportów zimowych podczas Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. Tą ogólnie radosną nowinę mąci jednak fakt, ze dla fanatyków szaleństw z pomarańczową piłką oznacza to rozbrat z koszykówką na antenie stacji związanych z telewizją publiczną n okres około miesiąca. Życie nie znosi jednak próżni, a liga polska na żadnym poziomie rozgrywek nie zapada w zimowy sen. Co może więc zrobić kibic basketu chcąc odpocząć od śnieżnego szaleństwa?

Po pierwsze zagląda do sieci, bo tam ma nas czekać prawdziwa rewolucja. Jacek Jakubowski, prezes Polskiej Ligi Koszykówki zapowiada nawiązanie współpracy z serwisem Esport.tv, za pośrednictwem którego mamy obejrzeć mecze, których z różnych względów nie puści TVP. Na pierwszy ogień ma pójść sobotni hit 20 kolejki PLK, czyli starcie Anwilu Włocławek z Polpharmą Starogard Gdański. W Starogardzie „Farmaceuci” pod wodzą grającego genialny mecz Tony' ego Weedena zatrzymali wiceliderów ekstraklasy. Czy teraz nadejdzie czas zemsty? Początek meczu o 18 i na tą też godzinę zapowiada nam się pierwsza sieciowa transmisja z PLK. Oglądając spakowaną w poszczególne kwarty relację z meczu na szczycie 1 ligi jestem pozytywnie zaskoczony jej jakością. Szczerze mówiąc nie umywa się do niej to, co prezentuje choćby serwis Sportitalia.com prezentujący NBA i Euroligę. Mam nadzieję, że zainteresowanie sobotnim meczem będzie duże i przetestuje serwer polskiej strony. W końcu im nas będzie więcej, tym lepiej.

Mieszkanie w dawnej stolicy polskiej koszykówki, mimo braku we Wrocławiu PLK, ma swoje zalety. Jeśli przeziębienie nie zamieni się w coś grypopodobnego, wybieram się do wysłużonej, ale wciąż klimatycznej Kosynierki, by obejrzeć w akcji młodych graczy Śląska. Tym razem Kuba Parzeński i spółka zostaną przeegzaminowani przez lidera 2 ligi, ekipę AZS -u Szczecin. Wyjazdowe spotkanie w Łowiczu nie było dla wrocławian udane, ale po wygranej we własnej hali nad Politechniką Opole apetyty nieco wzrosły. Może tym razem hala wreszcie się zapełni? Mecz rozpoczyna się o 16, więc mam nadzieję, że komunikacja miejska w weekend pozwoli mi wrócić do domu na 18..

Na deserek w niedzielę liga ACB. Tym razem euroligowa Unicaja Malaga podejmie byłą drużynę Michała Ignerskiego, Cajasol Sewilla. Następcy polskiego skrzydłowego radzą sobie całkiem nieźle, zajmując miejsce w pierwszej czwórce ligowej tabeli, a na dodatek do Earla Calloway'a, Tyrone'a Ellisa, czy Dusko Savanovicia dołączył były snajper Walencji, Ruben Douglas. Podopieczni Aito Garcii Renesesa czeka więc mocne przetarcie przed kolejnymi meczami w Eurolidze i patrząc po wynikach, wydaje się, że ich głównym atutem jest własna hala. Początek spotkania o tradycyjnej dla Polsatu Sport Extra 12.30.

Mecz w Maladze to zresztą ledwie rozgrzewka przed maratonem z Pucharem Króla. Od czwartku osiem najwyżej notowanych ekip w ACB rozegra ten prestiżowy turniej. PSE ma pokazać po jednym meczu we czwartek i piątek (ćwierćfinały), oba półfinały oraz finał. O szczegółach będzie jeszcze okazja napisać przed samym turniejem, ale już dziś warto sobie zarezerwować czas, zwłaszcza że zarówno Euroliga, jak i Puchar Europy przez najbliższy tydzień pauzują. Nawet bez tych atrakcji będzie ciekawie. Jakaś olimpiada w telewizji? Ee, tam..

PS. Strona PLK,pl zapowiada, że sobotni mecz skomentuje dla nas duet starych znajomych, Adam Romański - Mirosław Noculak. Oficjalka ligi także umożliwi obejrzenie spotkania. Oby więcej takich wiadomości..

PS2 Mój błąd. Jak wyszperał Michał mecz Śląska przesunięto na niedzielę (godzina 16). Siła przyzwyczajenia..

czwartek, 11 lutego 2010

Kadra 2010 - pierwsza rekrutacja

Za trochę ponad pół roku startują eliminacje do EuroBasket 2011 na Litwie. Sezon ligowy w pełni - pora na pierwsze przymiarki do składu reprezentacji Polski w tym roku. Nie znamy jeszcze ostatecznego wyboru selekcjonera kadry i to dość dobrze się składa, bo będzie można pomówić o składzie w abstrakcji od tego, czy dany trener przekona danego gracza, czy dany zawodnik będzie ulubieńcem danego selekcjonera...

Szeroka grupa zawodników będąca w okolicach szerokiego składu reprezentacji jest dość powszechnie znana wszystkim kibicom. Zacznę więc od selekcji negatywnej. A tutaj oparłbym się na tym, żeby w reprezentacji nie grali Maciej Lampe i David Logan, albo przynajmniej, żeby nie grali obaj na raz. Polska kadra w 2009 roku niestety była przykrym do obserwowania obrazkiem zmieszania ludzi w pełni oddanych grze Polski na EuroBasket oraz takich, którzy wykazali minimum wysiłku, żeby z tej kadry nie zostać wyrzuconym (patrz: stawienie się na kadrze, pojawianie się na treningach itd.).

Jeśli ktoś nie poczuł tego, czym były mistrzostwa w Polsce i nie miał w sobie odrobiny samodyscypliny, żeby nie zabalować w środku turnieju (a później np. zaprezentować wspaniałe 6/23 z gry w Łodzi...), to czy jakakolwiek gra polskiej reprezentacji jest w stanie wywołać u niego odpowiednią motywację? Że o graniu eliminacji z takimi rywalami jak Gruzja, Belgia, Bułgaria czy Portugalia nie wspomnę? W takich przypadkach nie wierzę w którąś tam szansę i plosem paniom ja jus nie bede. Nie na takim poziomie sportowym i nie w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z dorosłymi ludźmi...

Nie chcę po raz kolejny oglądać reprezentacji zawodzących gwiazdorów, którym średnio zależało. Nie chcę reprezentacji z zagotowanymi na ławce Koszarkiem i Szewczykiem, którym zależało bardzo i sportowo mogli dać więcej, czy Dylewiczem i Kitzingerem zagotowanymi, ale przed ekranem telewizora...

9. miejsce było niezłe. Same porażki z pierwszą czwórkę ME i rewelacją pierwszych dwóch faz to nie jest tragedia. Ale wszystko inne w tej reprezentacji pozostawiło dość smutny obraz. Jeśli będziemy budować reprezentację tak jak przed EuroBasketem, jeśli będziemy zbierać wszystkich byle legitymowali się polskim paszportem, jeśli będziemy dawać zagranicznemu trenerowi "Amerykanina wszystkoroba", to ta reprezentacja nigdy nie zrobi niczego więcej. I podobnie jak ostatnio będzie rozpadać się jak domek z kart na pierwszej napotkanej przeszkodzie...

Katzurinowi dano czynnik rozleniwiający - Logana. Trener w dwie sekundy wymyślił system "Logan będzie robił wszystko, a Szubarga będzie napędzał atak - olejmy Koszarka i Kitzingera" i na tym właściwie skończył się cały pomysł. Po Litwie skończyli się również Logan i Szubarga, których ta rola na takim poziomie przerosła. Nie było odpowiedzi na zmianę sytuacji, bo nikt nie pomyślał o budowaniu spójnego zespołu, bo ktoś ławkę wyrzucił z kadry, albo nie dał jej grać.

Fragment o ostatniej kadrze je spory po pierwsze po to, żeby wyjaśnić, dlaczego pewnych zawodników w reprezentacji nie chciałbym już oglądać. A po drugie ważniejsze - bez dostrzeżenia tamtych błędów, bez wyciągnięcia wniosków nie będzie lepszej reprezentacji Polski. To czy David czy Maciek są sportowo za słabi na naszych eliminacyjnych rywali, w ogóle tutaj nie jest kwestią, bo nie są za słabi. Chodzi o to, żeby już tego lata rozpocząć budowanie spójnego zespołu, z którego będziemy mogli być dumni po mistrzostwach na Litwie. Grupki zawodników bez motywacji, z potencjałem i paszportem jeszcze niczego wielkiego w rozgrywkach reprezentacyjnych nie osiągnęły.

Kończąc już to długie słowo wstępne. Thomas Kelati nie ma paszportu, więc na razie temat dla mnie istnieje. Istnieją jednak dwie rzeczy, które odróżniają go od Logana, a mogą czynić jego obecność w kadrze lepszą. Otrzymanie obywatelstwa przez Thomasa nie jest uzależnione od jego deklaracji gry w reprezentacji, a mimo to taką chęć deklaruje. Styl gry to drugi bardzo ważny czynnik. Choć ja bym sobie życzył, żeby trener reprezentacji i związek w końcu skupił się na naszych zawodnikach, zdolnym pokoleniu na obwodzie, a nie ciągłym szukaniu wzmocnień zagranicznych. Ale do rzeczy. Jak wygląda stan naszej reprezentacji na dziś?


PG: Łukasz Koszarek, Krzysztof Szubarga, Tomasz Śnieg
R: Robert Skibniewski

Łukasz Koszarek jest absolutnym numerem jeden reprezentacji i swego rodzaju dramatem było to, że Muli Katzurin nie widział go takim przez ostatnie dwa lata. Łukasz już w latach 2006-2007 świetnie dowodził reprezentacją Andreja Urlepa. Na ostatnim EuroBaskecie był właściwie jedynym graczem, który nie zawiódł w Łodzi - na tle kolegów wypadł dobrze. A szczególnie dobrze na tle Szubargi, dla którego atak pozycyjny na tym poziomie, to było niejednokrotnie walenie głową w mur. Robert Skibniewski pozostaje u mnie jako rezerwa poza składem pomimo niezłego sezonu w Czechach przede wszystkim dlatego, że utrzymywanie w reprezentacji trzech rozgrywających jednego pokolenia w dłuższej perspektywie będzie szkodliwe. Szczególnie, że czekający za plecami Tomasz Śnieg prezentuje już spore umiejętności (główna wada to słaby rzut z dystansu, półdystans nie budzi żadnych zastrzeżeń), ale przede wszystkim dużą dojrzałość w prowadzeniu gry. Dalej w kolejce czekają Nowakowski i Łączyński jeśli w końcu poradzi sobie z kontuzjami.


SG: Kitzinger, Zamojski, Berisha
R: Kikowski, Logan

Na ten moment najlepszym polskim rzucającym obrońcą jest Iwo Kitzinger. Bardzo wszechstronne umiejętności, nieustępliwość i dużo gry w tym sezonie. Do gry powrócił Przemek Zamojski, nie widać śladów kontuzji. Do końca sezonu powinien w pełni udowodnić, że na miejsce w kadrze zasługuje. Berisha to nasza przyszła wielka gwiazda - miejmy nadzieję. Już dziś posiada umiejętności, które powinny dać mu miejsce w składzie reprezentacji. Całą trójkę łączy wszechstronność, dobry obrona i cechy charakteru, które powinny sprawić, że mogą wnieść sporo do reprezentacji od swojego pierwszego występu. Iwo i Przemek mają też doświadczenie na wysokim poziomie.

Udany sezon ma Adam Waczyński, ale u niego pewne wątpliwości pozostawia obrona szczególnie na pozycji SG i to na poziomie międzynarodowym. Nie jestem też przekonany czy w jego wypadku wchodzenie do kadry nie byłoby dłuższym procesem. Na rezerwie pozostawiam jednak Kikowskiego. Stawiam go niżej od Zamojskiego i Berishy z dość prostej przyczyny - po udanych dla siebie sezonach 2007/2008 i 2008/2009 nie zaistniał w reprezentacji w przekonujący sposób. A to co jest charakterystyczne dla jego występów Ljubljanie, to przede wszystkim to, że gra mało.


SF: Ignerski, Chyliński
R: Zamojski, Waczyński

Kandydatura Ignerskiego chyba nie budzi żadnych wątpliwości. Co do rezerwowego dla niego zawodnika - w Polsce dominują typowi gracze defensywni z bardzo słabymi umiejętnościami w ataku. To za mało na reprezentację. Krzysztof Roszyk z sezonu na sezon wygląda co raz słabiej. Jedyne rozwiązanie to Michał Chyliński, który w odróżnieniu od naszych klasycznych niskich skrzydłowych charakteryzuje się wszechstronnością. Tutaj niejako w tym wyborze można przyznać rację Katzurinowi. W rezerwie omawiani wcześniej Zamojski i Waczyński.


PF: Szewczyk, Dylewicz
R: Witka, Kulig

Tutaj chyba najmniej komentarza. Szymon i Filip są najlepsi na tej pozycji. Na rezerwie Witka i Kulig, który jest trzecim punktującym trzeciego zespołu ligi. Tutaj wybór kompletnie zależy od oczekiwań trenera co do stylu gry i doświadczenia.


C: Gortat, Hrycaniuk, Łapeta
R: Lampe

Pozycja Gortata jest oczywista. Adam Hrycaniuk gra doskonały sezon. Poza nim i Łapetą nie ma właściwie już żadnego większego wyboru wśród centrów. Jedynie Tomek Kęsicki mógłby się okazać tutaj jakąś konkurencją. Bardzo ciekawą możliwością jest tutaj gra Gortata i Hrycaniuka obok siebie. Dominacja w defensywie i na zbiórkach mogłaby zmiażdżyć naszych eliminacyjnych rywali.


Podsumowując. Silna drużyna reprezentacyjna na najbliższe 2 lata wyglądałby tak:

PG Koszarek, Szubarga, Śnieg
SG Kitzinger, Zamojski, Berisha
SF Ignerski, Chyliński
PF Szewczyk, Dylewicz
C Gortat, Hrycaniuk, Łapeta

Z rezerwami w przypadku kontuzji czy odmów gry: Skibniewski, Kikowski, Logan, Waczyński, Witka, Kulig, Lampe.

środa, 10 lutego 2010

Medal PLK - ile znaczy?

Wielokrotnie, kiedy zastanawiam się, którzy polscy gracze mają jakiś medal PLK, a którzy nie mają żadnego, dochodzę do wniosku, że jeśli jest się Polakiem, który siedzi w naszej lidze przez jakiś czas, to naprawdę trzeba się napocić, żeby choć jednego krążka nie mieć na koncie - czytaj być zupełnie przeciętnym, bądź słabym graczem. Wniosku w drugą stronę, że jeden medal - bądź nawet kilka - bezwzględnie świadczy o klasie i talencie zawodnika zdecydowanie nie da się obronić.

Tę pierwszą tezę postanowiłem skonfrontować ze statystykami. Testowaną grupą są polscy koszykarze z aktualnych składów klubów PLK, którzy rozegrali w tym sezonie powyżej 5 spotkań ze średnią powyżej 5 minut na parkiecie i nie są debiutantami.

Takich zawodników jest obecnie 66 z czego aż 30 (45%) ma na swoim koncie przynajmniej jeden medal naszej ekstraklasy. Co warto zauważyć przed tym sezonem ubyło nam trochę medalistów (Dylewicz, Koszarek, Hyży, Cielebąk, Mróz), a limit dwóch Polaków utrzymuje w grze wielu polskich graczy na słabym jak na ekstraklasę poziomie.

Jaki procent graczy-niedebiutantów urodzonych do danego rocznika włącznie to medaliści?

1975 - 100%
1976 - 89%
1977 - 80%
1978 - 67%
1979 - 67%
1980 - 59%
1981 - 59%
1982 - 53%
1983 - 49%

Dane podałem do rocznika '83, gdyż uznałem, że gracze w tym wieku mieli sporo czasu, żeby na medal się gdzieś załapać. Zawodników-niedebiutantów z rocznika '83 i starszych bez medalu jest dziewiętnastu: Żurawski, Miszczuk, Robak, Zabłocki, Arabas, Mikołajko, Balcerzak, Łuszczewski, Kowalczuk, Żytko, Przybyszewski, Białek, Malczyk, Wichniarz, Seweryn, Majewski, Witos, Sarzało, Metelski. Poza Zbigniewem Białkiem brakuje znaczących nazwisk i graczy pierwszego planu. Musiałaby się też zdarzyć niewyobrażalna katastrofa, żeby obieżyświat Seweryn nie został medalistą w tym sezonie. Pewne szanse na medal mają też przedstawiciele Polpharmy czy Czarnych.


Ciekawostki i wnioski, które nasunęły się przy okazji robienia statystyk:

1. Najlepsi Polscy gracze w lidze bez medalu to Krzysztof Szubarga, Konrad Wysocki i Zbigniew Białek. Dwaj pierwsi mają duże szanse nadrobić to już tym sezonie. Trzeci jest trochę pechowy. Zaczynał od Czarnych, później był zagranicą, leczył kontuzje, albo trafiał na dwa lata bez medalu we Włocławku, co ostatni raz miało miejsce w okresie 95-98.

2. Pięć i więcej krążków ma tylko pięciu koszykarzy. Weterani: Adam Wójcik, Mariusz Bacik, Andrzej Pluta i Leszek Karwowski, Krzysztof Roszyk oraz multiwicemistrz - Robert Witka.

3. Medale w każdym kolorze mają wspomniani wcześniej: Bacik, Pluta, Karwowski, Roszyk oraz dodatkowo Milicić (a także grający w Czechach Robert Skibniewski). Adam Wójcik mając 8 złotych i 5 srebrnych na brąz nigdy się nie załapał.

4. Licząc już z debiutantami w chwili obecnej w składach klubów PLK jest 85 zawodników z polskim paszportem, którzy rozegrali ponad 5 spotkań ze średnią ponad 5 minut. Standardowa liczba takich graczy w składzie to 5 albo 6. Oczywiście za dwóch robi Polonia 2011, która ma ich 12. Tylko czterech takich koszykarzy mają Czarni i Anwil. Sytuacja jest o tyle różna, że w Słupsku czekają na polskie obywatelstwo Mantasa Cesnauskisa. Anwil natomiast po stracie Barycza zostaje z czwórką: Szubarga, Pluta, Chanas, Wołoszyn oraz Glabasem nieliczącym się w rotacji. Kontuzje tudzież problemy z faulami Polaków mogą skutecznie zniszczyć włocławianom bardzo dobrze zapowiadający się jak na razie sezon...

5. Co było gdyby w drugiej kwarcie musiał grać zawodnik rocznika '87 lub młodszy? Mamy 17 takich zawodników notujących powyżej 5 występów i 5 minut gry. 7 to przedstawiciele Polonii 2011, 3 Polonii Azbud, 3 Kotwicy, 2 Asseco Prokomu, po jednym ma Znicz, Polpharma. Bez nakazu regulaminowego tacy gracze w górnej części tabeli poza Gdynią i Starogardem w ogóle nie są darzeni zaufaniem przez trenerów. Z trójki Kulig, Łapeta, Kostrzewski znaczącą rolę ma tylko ten pierwszy.

wtorek, 9 lutego 2010

Video: Zastal - MKS

Do marca nie ujrzymy PLK w telewizji. Dlatego chciałbym zaproponować obejrzenie spotkania na szczycie 1. ligi pomiędzy Zastalem Zielona Góra a MKS-em Dąbrowa Górnicza. Spotkanie dostępne jest w bardzo dobrej jakości, z dobrym komentarzem na stronie telewizji internetowej esporttv.pl

Mecz odbył się w sobotę w Zielonej Górze. Zastal podejmował MKS - lidera 1. ligi, do którego miał 2 punkty straty w tabeli i 26 punktów różnicy do odrobienia w spotkaniach bezpośrednich. Liderzy przyjechali do Zielonej Góry bez swoich dwóch podstawowych zawodników na pozycji "1" i "2" - Szczypki (31 min, 11.2 pkt) i Basińskiego (33 min, 8.6 pkt) - przez co nie mieli większych szans w starciu ze wzmocnionym w stosunku do pierwszego pojedynku Zastalem.

Marek Piechowicz dwoił się i troił, ale bez większego wsparcia w ataku od swoich kolegów niewiele mógł zdziałać. Od samego początku spotkania zielonogórzanie kontrolowali wynik meczu, głównie za sprawą świetnie spisującego się Grzegorza Kukiełki (24 pkt, 8/11 za 2, 1/4 za 3). Otrzymał niezłe wsparcie od pozostałych kolegów z doświadczeniami z ekstraklasy (Fliegera, Raczyńskiego, Jarmakowicza) i to w zupełności wystarczyło na zwycięstwo. Nie udało się jednak pomimo 21 punktów przewagi w pewnym momencie odrobić strat z Dąbrowy Górniczej.

Było to piąte zwycięstwo z rzędu Zastalu grającego w tym składzie i wydaje się, że w końcu nic nie stanie im drodze do awansu do PLK. MKS ciężko oceniać po spotkaniu w osłabieniu. Zapraszam do obejrzenia.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Co tam, Panie, w telewizji?


Łukasz Michniewicz:

Pod koniec stycznia dowiedzieliśmy się o nominacji nowego prezesa Polskiej Ligi Koszykówki. Z enuncjacji medialnych prezesa Jacka Jakubowskiego, wiemy, że efekty swoich działań chciałby widzieć za dwa lata. Pewne sprawy trzeba jednak rozpocząć od razu i lepiej, by wyniki również nadeszły szybko. Do nich należy kwestia umowy na transmisje telewizyjne.

Liga musi być widoczna w telewizji i coś musi się w tej sprawie zmienić, Tymczasem teraz nadchodzi czas Igrzysk Olimpijskich w Vancouver i pokazująca ligowe mecze telewizja publiczna wszelkie siły przerzuca do Kanady. W ostatni weekend do przygotowań olimpijskich doszedł tenisowy mecz Pucharu Federacji z udziałem sióstr Radwańskich. W efekcie nie obejrzeliśmy żadnego meczu 19 kolejki PLK, a było co oglądać, zwłaszcza na Pomorzu. Ciekawy pojedynek w Starogardzie Gdańskim, zacięte starcie w Kołobrzegu, niespodzianka w Koszalinie - nie tylko po fakcie można się mądrzyć pisząc, że któreś z tych spotkań warto było pokazać telewidzom. Niestety nie pokazano żadnego z nich i to jest problem. Warto też dodać, jeśli ktoś nie zauważył, że na TVP Sport emitowano do niedawna magazyn koszykarski „Za trzy” Od dwóch tygodni już go nie ma. Powodem „zawieszenia” audycji jest oczywiście olimpiada, ale ci, którzy interesowali się tematem dłużej pamiętają, że cztery lata temu po igrzyskach w Salt Lake City „Za trzy” już na antenę nie wróciło..

Możliwość przeprowadzenia relacji z meczu tenisa z udziałem najlepszych polskich tenisistek, w tym 9 rakiety na świecie, to rarytas, ale takie wydarzenie i tak nie umywa się do Igrzysk Olimpijskich, nawet tych zimowych, w których nie odnosimy taki imponujących ilościowo sukcesów, jak latem. Swoją drogą, wszystko zmierza do wyrównania tych proporcji. Nie to jest jednak kluczowe. Każda stacja ma prawo do kształtowania własnej hierarchii transmisji telewizyjnych, kierując się oglądalnością, gdyż z tego żyje. PLK ma wszakże własny interes, który musi zabezpieczyć bez względu na wszystko. Umowa ze stacją telewizyjną powinna gwarantować określoną ilość i jakość transmisji z każdej kolejki niezależnie od sytuacji. W taki weekend jak ostatnio, kontrakt powinien gwarantować możliwość przesunięcia spotkania „telewizyjnego” na inny dzień. O czym my tu jednak mówimy, skoro obecnie żadnej umowy nie ma.

Nie jest to, póki co, zarzut pod adresem nowych władz ligi. One są ciągle na etapie pierwszych prac i zapoznawania się z rzeczywistością, którą muszą zacząć zmieniać na lepszą. Warto jednak zaznaczyć, że współpraca z telewizją (zwłaszcza publiczną) była koszmarem poprzedniego szefostwa ekstraklasy. Odwoływane transmisje, zastępowane obradami komisji śledczych, spychanie na coraz trudniej dostępne kanały i dziwne pory nadawania - te atrakcje towarzyszyły prezesowi Januszowi Wierzbowskiemu i jak widać towarzyszyć będą także i nowej miotle w PLK.
Dzisiaj podkreśla się, że dla PLK nie ma lepszego partnera, niż TVP, bo inne stacje nie mają miejsca i czasu antenowego na ligę koszykarską. Najlepszy naturalny kontrkandydat, Polsat ma mocno przeładowane portfolio, w którym o łaskę telewidza walczy mocno promowana siatkówka, boks zawodowy, Formuła 1 oraz piłka nożna, dla której trzeba było zorganizować oddzielny kanał tematyczny. Wejście na tak trudny teren byłoby niczym przeniesienie psa domowego na terytorium afrykańskich drapieżników. Wszakże moim zdaniem, jeśli byłby jakikolwiek pozytywny odzew ze strony stacji Zygmunta Solorza na ofertę ekstraligi, warto o tego partnera zabiegać. Marka najlepszego sportowego kanału w Polsce (Polsat Sport) robi wrażenie. Pozostaje jeszcze tylko TVN ze swoją „Enką”, ale w tym wypadku powstaje pytanie o dostępność zasięg NSportu, który stałby się platformą polskiej koszykówki.

Nie przesądzam, która z tych opcji byłaby najlepsza dla naszej ligi. Myślę, jednak że jak mawia klasyk „warto rozmawiać” z jak najszerszym gronem potencjalnych partnerów, by nie dać sobie znowu wcisnąć bubla i zostać z nim na kolejne lata. Polska liga i cała nasza koszykówka potrzebuje profesjonalnej oprawy telewizyjnej i ta kwestia musi być rozwiązana równolegle z pozyskaniem sponsora tytularnego. Marzeniem byłoby uzyskanie dostępu do którejś ze stacji otwartych i zagwarantowanie sobie transmisji z meczu kolejki za pośrednictwem takiego medium (TVP Info, Tv4). Podobne udogodnienia dla magazynu ligowego wydają się być niezbędne. Niestety konkurencja rośnie w siłę, a czas ucieka. Do dyscyplin wymienionych w akapicie powyżej, dochodzi rosnąca w siłę piłka ręczna. W tej sytuacji pierwsza liga zawodowa w Polsce walczy o telewizyjny, ale i fizyczny byt. Jako telewidzowie możemy ją wesprzeć, ale kluczowe decyzje muszą zapaść w siedzibie PLK. Trzymajmy kciuki, by tym razem była optymalna, bo kolejny błąd może ją drogo kosztować..


Grzegorz Magiera:

Dodam trochę od siebie.

Po pierwsze. Powrót do Polsatu ma sens tylko w jednym wypadku - gwarancji transmisji w TV4. Można co dwa lata skakać z Polsatu do TVP i z powrotem - w ten kompletnie nic z tego nie wyniknie. Polsat już raz udowodnił, że nie chce promować koszykówki - kiedy szef Polsatu Sport wyrzucał PLK z TV4 mówił, że może jak kiedyś popularność wróci, to porozmawiamy o powrocie do anteny ogólnopolskiej. Ta popularność miała sama wrócić? Może przez reprezentację, którą Polsat Sport zakonspirował Polsacie Sport? Z takim podejściem basket nie osiągnie niczego w Polsacie.

Nawet jeśli TVP jest obecnie niewiele lepsza, to na niej trzeba oprzeć strategię transmisji w telewizji konwencjonalnej. Konsekwentnie współpracować z jednym partnerem.

Po drugie. Ze skupienia całych praw do transmisji w rękach PLK i dania wyłączności TVP powinny wynikać jakieś zalety. Nie wynikają żadne. Jeśli nie uda się w krótkim czasie poprawić sytuacji z telewizją publiczną, PLK powinna rozdysponowywać tylko prawo pierwszeństwa do transmisji. Jeśli TVP chce pokazać wszystkie 7 spotkań kolejki, to proszę bardzo. Jeśli nie chce, transmisjami, którymi wzgardziła, kluby powinny dysponować swobodnie - poprzez telewizje otwarte, zamknięte, ogólnokrajowe, regionalne, własne platformy do transmisji internetowych czy rozwijający się rynek telewizji internetowych (w tym sportowych).

Powinno się stworzyć jakieś rozsądne pakiety praw - tak jak ma to miejsce w przypadku ekstraklasy piłkarskiej. Zdawanie się na łaskę i niełaskę jednej telewizji w obecnym stanie popularności basketu nie przynosi niczego dobrego. W skrajnym przypadku można by postawić na zupełną samodzielność klubów. W czasach słabych transmisji w TVP Śląsk Wrocław był pokazywany w TV4 a Anwil Włocławek w Polsacie Sport. Dziś siłę przebicia na anteny ogólnopolskie miałby Asseco Prokom, zapewne nadal Anwil Włocławek, pozostałe kluby miałyby wciąż możliwość dostępu do ośrodków regionalnych TVP, warszawskie Polonie choćby do TVN Warszawa a już zupełnie wszyscy do wszelkich możliwości transmisji w sieci. I szczerze mówiąc nie jestem przekonany czy sumaryczny efekt nie byłby o wiele lepszy od obecnego.

I nawet jeśli miałby rozpocząć się płacz, że niektóre kluby nie mogłyby sobie na to pozwolić, to przecież pojawiałyby się w transmisjach pozostałych klubów. Ile klubów TVP pokazała tylko raz? PBG Basket nie pojawił się w tym sezonie na krajowej antenie ani razu. A przecież przy możliwościach finansowych tego klubu organizowanie regularnych transmisji internetowych przy pomocy redboxtv.pl czy jakąkolwiek inną drogą w internecie nie sprawiłoby żadnego problemu. Dzięki domniemanej sile skupienia praw do transmisji w jednych rękach, jeden z bardziej hojnych sponsorów koszykówki w Polsce nie został ani minuty wypromowany w tv. Jak w takich warunkach wchodzić w sponsoring klubu PLK?

Po trzecie. Mam ogromną nadzieję, że w planie podnoszenia standardów Jacka Jakubowskiego znajduje się projekt czegoś co dziś moglibyśmy nazwać plk.tv. Oczywiście nie od razu Kraków zbudowano. Nie oczekuję od początku czegoś na poziomie euroleague.tv czy acb.tv. Warto by było jednak taki projekt rozpocząć - zacząć od rzeczy małych i wraz z upływem czasu, rozpoznaniem zainteresowania go rozszerzać. W plk.tv można by zacząć od udostępniania meczów transmitowanych przez TVP. Na kluby narzucić obowiązek przygotowywania kilkuminutowych skrótów ze spotkań we własnej hali. Część klubów robi to niezależnie, ale spójna promocja tych materiałów wśród kibiców zupełnie nie istnieje. Później można pomyśleć o prostych streamach nawet z jednej kamery, z czasem dodać komentarz, w dalszej perspektywie zbudować nawet osobną redakcję. Za produkt na dobrym poziomie pobierać opłaty.

Oczywiście nie jest to sposób na przyciągnięcie rzeczy fanów do PLK. Ale zacznijmy od dbania o obecnych fanów, a nowi się pojawią...

niedziela, 7 lutego 2010

Polska tenisowa, czyli porozmawiajmy o promocji

W komentarzach pod poprzednią notką wywiązała się ciekawa dyskusja na temat wyrzucenia PLK z ramówki przez spotkanie naszych tenisistek. Dzięki za fajne i trafne uwagi, oraz przepraszam, że nie odpisałem w tamtym miejscu, ale postaram się to zrobić notką – żeby nie rozwalić się z komentarzem na pół strony i przy okazji poruszyć kilka tematów dokładniej. I być może sprowokować dalsze rozważania z udziałem większej ilości osób.

Początek wszystkiemu dał Łukasz, który deprecjonując wszystko wokół stwierdził, że kosz pada na pysk. Po pierwsze już padł. I to dawno. Ale nieważne. Przede wszystkim cudów po naszej rodzimej Telewizji nie należało się spodziewać. Ona zawsze wszystko olewała, jak nadchodziła jakaś duża impreza, typu właśnie olimpiady. Dlatego to, że i tym razem tak jest nie powinno dziwić. A co do tenisa, to bym polemizował. Jasne – kiedyś ten sport był bardziej elitarny, ale mieliśmy Wojciecha Fibaka, potem Magdalenę Grzybowską, którzy chyba odbili się w pamięci kibiców. A teraz mamy Radwańską, która dość szybko się wspięła na wyżyny oraz deblistów, którzy grają chimerycznie, ale w miarę skutecznie. I przed letnimi Igrzyskami zostali uznani za nadzieje medalowe – dlatego byli promowani. Jak wiadomo, rodzima telewizja nie ma praw do transmisji Wielkiego Szlema, więc wykorzystała jedną z niewielu okazji do pokazania również tej dyscypliny. Która de facto jest teraz chyba bardziej oglądaną aniżeli koszykówka. Więc poszedł prosty bilans pod tytułem „Tenis ściągnie więcej widzów? No to dawajcie Agnieszkę!”.

Czy Puchar Davisa czy Konfederacji jest popularniejszy, nie będę dyskutował. 80% ludzi bardziej interesuje się szybszym i mocniejszym tenisem męskim. Jednak w naszym kraju jest tak, że obywateli ciekawią rzeczy, w których można zobaczyć triumfujących rodaków. I to nie w deblu (świetna para Kubot – Marach, czy wspomnieni Frytka i Matka), który powoli zaczyna interesować tylko samych graczy i ich rodziny. Ale w singlu, który jest tysiąc razy bardziej prestiżowy, lepiej opłacany i lepiej pokazywany. A tutaj niestety na żadnym męskim przedstawicielu nie możemy położyć nadziei na efektowne występy w wielkich turniejach. Nie oszukujmy się – ludzie czytają, słuchają, oglądają, mimo że średnio się znają. Większość nawet nie zna specjalnie realiów, ale jak im się powie, że „nasz” walczy o półfinał Wimbledonu, to się tym zainteresują. A jak się powie, że Kubot odpadł w 1/8 AO, co jest wielkim sukcesem, to na nikim nie zrobi się wrażenia.

A argument, że gramy z Belgią, która jest mniejszym krajem kompletnie do mnie nie trafia. W ręczną walczyliśmy z Islandią, a w kosza największy ostatnio sukces to triumf nad Litwą. Małe kraje potrafią się wyspecjalizować w jakiejś dziedzinie i być naprawdę mocne. A co do składu – przypadkowych odbiorców to mało obchodzi. Oni włączają telewizor, żeby zobaczyć nasze zawodniczki, niekoniecznie w rywalizacji z Henin, czy Clijsters…


A teraz o koszykówce. Temat tłuczemy na tym blogu prawie że cyklicznie, co jakiś czas. Ale może warto powtarzać, bo to sprawa ważna. Żeby w dyscyplinie zespołowej ludzie zainteresowali się rodzimymi rozgrywkami, sukcesy musi odnosić reprezentacja. Teraz każdy Polak wie, że piłka ręczna to szczypiorniak albo czym jest przekroczenie linii trzeciego metra. I to nie dlatego, że chodzili od wieków na spotkania AZS-u Częstochowa, czy Vive Kielce. Po prostu reprezentacje, mające świetnych i dobrze „sprzedających się” trenerów odniosły sukces. Dały poczucie narodowej dumy, przywiozły medale, pokazały walkę i mobilizację niezależnie od sytuacji kadrowej, czy wyniku. I po obejrzeniu takich zawodów w telewizji można stwierdzić „kurcze, a może warto się przejść na ligę?”. W siatkówkę zostały wpompowane gigantyczne pieniądze jeśli chodzi o promocję i reklamę. Ręczna pozostaje na razie daleko w tyle, ale rzesze fanów ma.

Natomiast basket to dwa ważne zwycięstwa i potem degrengolada z meczu na mecz. Pisałem już o tym kiedyś – wcale nie chodziło tylko o wynik. Ale o pokazanie walki przez pełne 40min, przez każdego zawodnika. O zaangażowanie, a nie sensacyjne newsy o nocnych wypadach do klubów czy Fast food-ów. Niestety, ale EuroBasket przegraliśmy jeśli chodzi o promocję. I to wysoko. A sukces z Litwinami był szeroko opisywany, komentowany, fetowany. Pamiętam jak w pracy trudno było mi się ogarnąć, bo każdy pytał o mecz, o bilety na Turcję, itp. itd. A kilka dni później co się stało? „Szkoda, bo fajnie pograli z tymi Litwinami…”. Było pięć minut, które w sposób dość spektakularny zaprzepaszczono.

Kwestia ciekawa – poruszony został temat Polaków. A obecny Prokom to drużyna, w której ważną rolę odgrywa choćby Hrycaniuk. Walczą jeszcze Zamojski czy Szczotka. Ale problem leży gdzieś indziej. W latach ’90-tych i na przełomie tysiącleci, gdy koszykówka świętowała swój najlepszy czas, większość najlepszych grała w naszym kraju. I rzadko zmieniała kluby. Powiedzmy sobie wprost – trio Zieliński – Tomczyk – Wójcik nadal wielu ludziom będzie się kojarzył ze spektakularną drużyną Śląska. I to nawet bez wielkich sukcesów na arenie europejskiej (w porównaniu chociażby z obecną sytuacją Prokomu). To oni byli przez wiele lat idolami wrocławskiej młodzieży, która chciała iść ich śladem. Oraz kibiców doceniających przywiązanie do barw, oddanie drużynie oraz wyniki i masowo przychodzących do Hali Ludowej. Teraz tego nie ma i nie będzie – zdecydowana większość obecnie patrzy na kasę, a nie na barwy. A tak nie zbudujemy lokalnie potężnych ośrodków koszykarskich, które będą mogły się rozprzestrzeniać na cały kraj.

Wydaje mi się, że problemem też jest skład PLK. I naprawdę nie mam wiele do zarzucenia drużynom, które się do niej prawnie dostały, należy im się to miejsce i grają. Ale mam wrażenie, że Legia, Śląsk, ŁKS, jakaś drużyna z Górnego Śląska, Zastal, czy Spójnia mogły by dać lidze potrzebnego kopa. Tylko, że na razie jest to nierealne, zwłaszcza w przypadku tych dwóch pierwszych drużyn. Liga potrzebuje uznanych marek i decentralizacji z Pomorza na cały kraj. Może jednego, a nie dwóch ośrodków na wschodzie, większych i przyjaźniejszych hal, czy jednej, a nie dwóch Polonii. Podoba mi się propozycja darmowych dzikich kart dla większych ośrodków i mam nadzieję, że będzie to robione z głową. Żeby nagle tabela nam się nie rozrosła do np. osiemnastu zespołów. A co z tego wyjdzie – zaczniemy ostatecznie oceniać za dwa lata, bo prośbę o taki czas na działanie wysforował nowy prezes ligi…

piątek, 5 lutego 2010

Będzie dobrze

Wszyscy obserwujemy dość nieciekawy sezon w PLK. Świetnie spisujący się i robiący historyczne wyniki w Eurolidze Asseco Prokom, w ekstraklasie nie pozostawia złudzeń swoim przeciwnikom. Bardzo dobrą pracę wykonuje Igor Griszczuk w Anwilu, dobrą Bogicević w Polpharmie. O reszcie poza posiadającą swoją specyfikę Polonią 2011 ciężko coś pozytywnego powiedzieć. Kluby mają kłopoty finansowe, a te bogatsze z niezłymi pieniędzmi mają kłopoty z efektywnym ich wydawaniem. Liga od półtora roku nie ma sponsora, od wielu lat nie miała zarządzania z jakąkolwiek wizją poza próbą dotrwania do kolejnego sezonu. Ogólny poziom sportowy słaby - przeciętni obcokrajowcy, przeciętni Polacy. Pozytywem jest jedynie przebijające się młode pokolenie. Nie tylko to z Polonii 2011.

Przez otaczającą nas szarą ligową rzeczywistość dominują negatywne prognozy na przyszłość. Przekonanie, że lepsze czasy w ligowej koszykówce odeszły na dobre i że właściwie obecny poziom ekstraklasy jest takim, od którego nie damy rady znacząco się odbić. Uważam, że będzie zupełnie inaczej. Moim zdaniem sezon 2010/2011 będzie wyraźnie lepszy od obecnego. Dlaczego? O tym poniżej w sześciu głównych punktach:


1. Wzrost PKB

EBOR - Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju szacuje wzrost przyrostu PKB w Polsce z 1,4% w 2009 roku do 2,3% w 2010 oraz 3% w 2011. Są to świeże liczby sprzed trochę ponad tygodnia. Innych danych nie będę przytaczał, bo to nie o dziesiąte części procenta chodzi. Kluczem jest fakt, iż w 2010 i kolejnych roku stan polskiej gospodarki się polepszy. Powinno się to przełożyć pozytywnie na PLK. Oczywiście nie w każdym klubie budżety urosną - chodzi o ogólną tendencję.

Nie można także twierdzić, że 2,3% to genialne tempo czy, że zmiana z 1,4 na 2,3 jest niesamowicie wielka. Nie o to jest tutaj sednem. Kluczowe dla PLK jest to, że przed ubiegłym sezonem przedsiębiorstwa były na etapie szalonego cięcia kosztów, niepewności w kwestii własnej przyszłości i obawy (dość nielogicznej) przed kolejnym wielkim załamaniem gospodarki. Przed kolejnym sezonem będziemy w zupełnie innej sytuacji i to powinno sprawić, że pieniądze będą przekazywane do sportu o wiele chętniej.


2. Spadek kursu euro i dolara

Tutaj ciężko mówić o jakiejś pewności. Ten punkt umieściłem jako drugi tylko dlatego, żeby dokończyć wątek gospodarczo-finansowy. Faktem jest, że większość prognoz mówi o umacnianiu się złotówki w ciągu 2010 roku szczególnie w stosunku do euro. Kluby PLK interesuje wciąż jednak bardziej dolar, ale tutaj też powinna wystąpić tendencja spadkowa. Bardzo prawdopodobne jest, że przyszły sezon zaczniemy z wyraźnie niższym niż dziś kursem obu najważniejszych walut na świecie, a ich średnie dla sezonu 10/11 będę niższe niż dla 09/10. Taki rozwój wypadków będzie oznaczał tylko jedno - tańszych obcokrajowców dla polskich klubów. A poziom graczy zagranicznych jest jednym z kluczy dla poziomu całej ligi.


3. "Gorzej być nie może"

Oczywiście zawsze może być gorzej - każdy z nas jest w stanie to sobie wyobrazić. Poziom PLK spada już drugi rok, ale poziom żadnej ligi nie może spadać w nieskończoność. I choć jakość naszych rozgrywek charakteryzuje od jakiegoś czasu bardzo duża zmienność (z różnych przyczyn), istnieją dla PLK pewne widełki, z których ma bardzo nikłe szanse wypaść. Podobnie sprawy mają się w przypadku każdej innej ligi. Liga włoska na przestrzeni XXI wieku notowała właściwie ciągły spadek - z najlepszej w Europie stała się zaledwie czwartą - ale nie sprawiło to, że stała się słabsza niż choćby nasza rodzima. Ciężko jest sobie wyobrazić, żeby np. liga czeska miała kiedykolwiek prześcignąć Polską, albo prześcignąć na stałe.

Moim zdaniem jesteśmy blisko dolnych widełek tak jak byliśmy w sezonie 2005/2006 i przychodzi pora na odbicie. Spoglądając na historię ostatnich 20 lat ligi można założyć, że do sezonu 2003/2004 włącznie poziom rósł. Kraj się transformował i sport także się transformował. Liga stopniowo otwierała się na obcokrajowców, kluby zmieniały sposób funkcjonowania z amatorskiego na półprofesjonalny (niestety do dziś ciężko mówić o pełnym profesjonalizmie w klubowej koszykówce). Później między sezonami 03/04 a 04/05 oraz 04/05 a 05/06 notowaliśmy spadek. Kolejne dwa lata aż do najlepszego w historii sezonu 2007/2008 poziom się podnosił. I od tamtej pory mamy kolejne dwa lata spadku. Od sześciu lat poziomem ligi rządzą dwuletnie cykle spadków i wzrostów - kolej na wzrost.


4. Nowy zarząd, nowy duch

Zupełnie niezależnie od oceny fachowości Jacka Jakubowskiego i Grzegorza Bachańskiego oraz długoterminowych terminowych efektów ich pracy - takie zmiany zawsze wywołują w pierwszym okresie pozytywne efekty. Już za kilka tygodni mamy zobaczyć nową stronę oficjalną ligi, ale jakiś większych widocznych zmian można się spodziewać właśnie dopiero w przyszłym sezonie. Jeśli uda się sprowadzić sponsora do ligi to przyniesie to oczywiste korzyści - zwolnienie klubów z pewnych obciążeń finansowych, być może dodatkowe pieniądze, a przede wszystkim środki na promocję ligowego basketu. Jeśli się nie uda - jak to słusznie zauważył prezes Ludwiczuk: PLK jest w o tyle dobrej sytuacji, że nie ma sponsora tytularnego, którego mogłaby stracić... Również bez sponsora ciężko będzie zrobić coś gorzej nowemu prezesowi od jego poprzednika.


5. Regulacje, wymogi licencyjne

Jedną z kluczowych spraw jest oczywiście polski limit. I wszystko wskazuje na to, że szalony pomysł Romana Ludwiczuka o trzech polskich zawodnikach wciąż na parkiecie nie ma szans realizacji. Prezes Jakubowski opowiada się za stabilizacją i pozostanie obecnego limitu dwóch Polaków jest najbardziej prawdopodobne.

Jeśli mówimy o ruchu rodzimych graczy z ligi i do ligi nie ma tutaj zbyt wielkiego pola do zmian. Przepis o dwóch Polakach ściągnął do PLK praktycznie wszystkich, których powrotu lub przybycia od lat oczekiwaliśmy (Chyliński, Wysocki, Kęsicki, Storożyński, Tomaszek, Hlebowicki). Także nie bardzo jest komu do ligi wracać. Liczę głównie na Kikowskiego i być może "Czechów" - Hyżego i Skibniewskiego. "Włosi", "Hiszpan" i "Rosjanin" chyba do Polski wracać nie zamierzają - choć różne sytuacje mogą jeszcze się wydarzyć. W drugą stronę też nie bardzo widać, kto miałby się z Polaków obecnych dziś w lidze niesamowicie wypromować zagranicą (odpaść może przede wszystkim David Logan).

Także w kwestii limitu zapowiada się raczej stabilizacja i brak zmian z małym krokiem naprzód w postaci rozwoju czołowych bohaterów młodego pokolenia.

Co do pozostałych regulacji - podniesione wymogi licencyjne, szczególnie w zakresie budżetu minimalnego, to też kolejna sprawa, która powinna przyczynić się do rozwoju. Choćby miało to tylko wyrzucić z ligi najsłabsze finansowo kluby - i tak poziom ligi się podniesie.


6. Ciekawe kluby w przedsionku ekstraklasy

Chodzi tu w pierwszej kolejności o głównych kandydatów do sportowego awansu z 1. ligi - Zastal Zielona Góra i MKS Dąbrowa Górnicza. Pierwszy klub od lat puka do ekstraklasy, ale wciąż nie może przebić się przez fazę play-off. O sile zespołu stanowią znani z parkietów PLK Marcin Flieger, Grzegorz Kukiełka, Jarosław Kalinowski, od lat związany z klubem Marcin Chodkiewicz oraz ściągnięci w trakcie sezonu Mateusz Jarmakowicz, Maciej Raczyński i Tomasz Wojdyła. Awans? Jeśli nie teraz to kiedy? Poza aspektem sportowym - w Zielonej Górze powstaje właśnie hala na 5000 widzów.

W Dąbrowie Górniczej pierwsze miejsce w tabeli ze znanym z Anwilu liderem - Markiem Piechowiczem. Po awansie Górny Śląsk w końcu miałby klub, gdzie można by wprowadzać zdolnych graczy z regionu, który ma spory potencjał w tym zakresie. Do tego MKS ma do dyspozycji nową halę z 2004 roku o pojemności 3000 widzów.

Kolejny ciekawy klub to ŁKS Sphinx Petrolinvest Łódź. Pełną nazwę podałem nieprzypadkowo, aby wskazać na potencjał sponsorów. Jest też potencjał wielkości miasta, liczby kibiców, których można przyciągnąć do wielkich hal MOSiR-u (7000) czy Atlas Areny (12000). Jeśli nie uda się awansować może ŁKS w końcu zdecyduje się na dziką kartę, która dla dużych ośrodków być może będzie darmowa.

Z takiej karty mógłby skorzystać Śląska Wrocław - gdyby powrócił. Choć zdaje się, rozsądniej jest w tej chwili założyć, że nie stanie się to w tym roku... Powrót Spójni Stargard Szczeciński także mógłby być pozytywnym wydarzeniem.



Podsumowując w skrócie - będzie dobrze.

czwartek, 4 lutego 2010

Bloger 2009 roku

Od dziś do 24 lutego nasz blog bierze udział w głosowaniu konkursu Bloger 2009 roku organizowanego przez portal wiadomosci24.pl.

Zagłosuj na mnie - Bloger 2009 roku - Wiadomosci24

Zgłoszenie nie było naszą inicjatywą. Zrobił to ktoś za nas, za co bardzo temu anonimowemu promotorowi naszego bloga dziękujemy. Choć nie jesteśmy przekonani czy nasz blog do końca przystaje do kategorii Życie.

Mimo to będziemy wdzięczni za każdy głos. To tylko jedno kliknięcie i potwierdzenie głosu poprzez e-mail. Na stronę głosowania można dostać się poprzez powyższy zielony baner.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Lepiej grają bez "Gigantów"

Tydzień temu w dość ponurym nastroju pisałem na temat meczu „Gigantów” we wrocławskiej Hali Ludowej. Przygnębienie towarzyszyło mi oglądaniu źle wypromowanego widowiska wśród zmęczonej, znudzonej publiczności. Przykre było też zakończenie meczu, przegranego przez naszą kadrę z grającymi na luzie obcokrajowcami, na których poziom narzekają grona eksperckie. Minął jednak tydzień, wróciła do gry liga i jakoś powiało lekkim orzeźwieniem.

Ekipa reprezentująca w owym spotkaniu Polskę, to w zasadzie rezerwy kadry narodowej plus nadzieje na przyszłość, bo z tego grona w Eurobaskecie udział wzięło pięciu koszykarzy – David Logan, Krzysztof Szubarga, Michał Chyliński, Robert Witka i Krzysztof Roszyk. Pozostali dzielili się na wspomniane dwie grupy. Iwo Kitzinger i Adam Hrycaniuk, to już otrzaskani ligowcy, z których ten pierwszy zdaniem wielu powinien był znaleźć się w składzie na wrześniowy turniej. Z kolei Adam Waczyński, Tomasz Śnieg, Adam Łapeta, Damian Kulig i Dardan Berisha, to młodzież z roczników 87-89', stanowiąca chyba największe nadzieje na przyszłość polskiej ekstraklasy.

Porażka bolała, ale tak po prawdzie mecz został odbębniony i wróciliśmy do rywalizacji ligowej. Teraz każdy gra na poważnie, bo niekiedy „o życie”, czyli utrzymanie w PLK i to właśnie z takich występów powinniśmy rozliczać naszych koszykarzy, a nie spoglądając na jakieś quasi cyrkowe popisy w niedopracowanych widowiskach. A zakończona wczoraj kolejka była dla naszych kadrowiczów całkiem przyjemna.

Znów wygrała Polonia 2011. W środku tygodnia pokonała Turów Zgorzelec, co było wydarzeniem sensacyjnym, ale zwycięstwo nad Zniczem Jarosław może się okazać ważniejsze. Nieraz już zdarzało się, ze młoda ekipa dokonywała cudu, bijąc „na pełnej mobilizacji” faworyta, by potem przegrać kluczowe spotkania z rywalami w walce o utrzymanie, czy awans i celu nie zrealizowała. Mecz w Jarosławiu może świadczyć o tym, że zespół Mladena Starcevicia takiego scenariusza nie wypełnia.

Największa kopalnia reprezentacyjnych talentów nie potrafiła się odnaleźć w PLK. Przegrywała fizycznie z silniejszymi przeciwnikami lub brakowało jej doświadczenia, by „dowieźć” prowadzenie do końcowej syreny. Gra zespołowa warszawian wydawała się nieco toporną i przejrzystą jak czytanka w pierwszej klasie. Obecnie widać postępy, jest więcej dokładności w akcjach dwójkowych, nieco solidniejsza obrona, a woli walki młodzieży nie brak. Do tego funkcjonuje wymienność – wiadomo, młodzi gracze są chimeryczni – jeśli jednak każdego dnia ktoś inny weźmie na siebie ciężar gry, zespół ma szansę na sukces. Wczoraj przy słabszej postawie Berishy swoje torpedy z daleka odpalił Piotr Pamuła, którego nie speszyła obecność ojca -trenera na trybunach. Klasą dla siebie jest Leszek Karwowski, a do jego poziomu stara się dorównać Śnieg. Inżynier nie ma może ambicji reprezentacyjnych, ale dla młodszych klegów jest już prawdziwym profesorem. Coraz bardziej przydatny staje się Marcin Kolowca, choć potencjału reprezentacyjnego u niego nie widzę.

Na forach internetowych pojawiają się głosy, że Znicz gra słabiej, bo „kasa się nie zgadza”. Nie wiem, jak jest, ale wydaje mi się, że tacy Amerykanie z Jarosławia pracują na swoją przyszłość w Europie i nie stać ich na celową fuszerkę. Jeśliby było coś nie tak, zwyczajnie by wyjechali, jak trójka z Kotwicy rok temu. Dla mnie budujące było, że Śnieg i spółka nie pękli przed groźnymi w grze 1 na 1 Jeremy' m Chappellem i Keddrikiem Mays' em, wymazując z pamięci lanie od tego drugiego sprzed tygodnia na „Gigantach”. Charakter w tej grze to podstawa.

Poza Polonistami świetny mecz zagrał inny uczestnik wrocławskiej imprezy, Adam Waczyński. Na niego, tak jak na cały Poznań spada w tym sezonie mocna krytyka. Marnowanie potencjału, gra bez pomysłu i przeciętność przy pustawych trybunach. O zmianę tego ostatniego nadal będzie ciężko, ale sam Waczyński w starciu z byłymi kolegami z Asseco Prokomu zagrał mecz sezonu - 19 punktów (6/9 z gry), do tego 6 asyst i po 2 zbiórki przechwyty. Koledzy dostosowali się do niego i choć nie dali rady mistrzom, to jednak pokazali, że jeszcze nie wykupują biletu powrotnego do 1 ligi.

Liderujący Anwilowi Krzysztof Szubarga godnie zastępuje na Kujawach Łukasza Koszarka. Tym razem mimo problemów z plecami został bohaterem meczu z AZS -em Koszalin trafiając decydujący rzut. 8 punktów, 1 asysta i 1 przechwyt to nie jest szał, ale były gracz Noteci Inowrocław nadal ma duży wpływ na wyniki swojego zespołu. Na tym polega bycie szefem. Spośród ludzi związanych z kadrą we włocławskim pojedynku najokazalej radził sobie Andrzej Pluta, ale jego w reprezentacji już nie zobaczymy. Spośród pozostałych Polaków słabsze zawody rozegrał Kamil Chanas, ale inny zawodnik niegdyś szerokiej kadry, Bartłomiej Wołoszyn rozegrał najlepszy mecz od miesiąca, ale przy rosnącej konkurencji (zwłaszcza tej warszawskiej) musi wejść na wyższy poziom regularności, by myśleć o występach z orzełkiem na piersi.

Większe problemy mają nasi kadrowicze ze Zgorzelca. Najpierw porażka z młodą Polonią, a teraz najlepszy spośród nich, Robert Witka przeciwko czerwonej latarni, Sportino uciułał mało imponujące 5 oczek. Widać, że cały zespół ze Zgorzelca potrzebuje jeszcze czasu i mocnej ręki Andreja Urlepa. Na razie jej dotyk źle wpływa na Ronniego Thompsona,ale to temat na inny wpis..

W Gdyni kolejny mecz z optymalnym wykorzystaniem czasu przez Adama Hrycaniuka. 6 punktów, 5 zbiórek, asysta i przechwyt w niecałe 13 minut. Pod okiem Tomasa Pacesasa rośnie następca Filipa Dylewicza – człowiek drugiego planu, wspierający gwiazdy i zbierający bezcenne doświadczenia w walce z najlepszymi graczami w Europie. Oby młodzi, jak powoli odbudowujący swoją formę Przemysław Zamojski oraz Mateusz Kostrzewski czy Adam Łapeta nadal konsekwentnie dostawali swoje szanse na grę. Wszyscy mają ten sam problem – zmieniają największe gwiazdy ligi i na każde wejście na boisko muszą ciężko zapracować. Oby jak najczęściej im się to udawało.

Powyżej wspominałem o graczach uzupełniających naszą potencjalną kadrę w sierpniowych eliminacjach do Eurobasketu 2011. Jutro mam nadzieję obejrzeć w akcji Macieja Lampego, a więc gracza jak najbardziej formatu pierwszej piątki reprezentacji. Polski podkoszowy odbudowuje swoją karierę w Kazaniu, a jutrzejszy mecz Pucharu Europy z Walencją będzie dobrym testem tego, na jakim etapie tej odbudowy się znajduje. Jego rywalem będzie Thomas Kelati, a więc potencjalny kadrowicz, jeśli wszelkie formalności zostaną dopełnione.. Mecz w Kazaniu ma pokazać drugi kanał Eurosportu od godziny 16.58. Nie przegapcie tego spotkania, bo będzie się dużo działo.