czwartek, 15 grudnia 2011

Ligowe przemyślenia

Przebrnęliśmy przez półmetek pierwszej fazy rozgrywek. W tak zwanym międzyczasie ekipa zbyt silna na rodzime rozgrywki – Prokom Gdynia – dzięki większym możliwościom godnie reprezentuje nas w Eurolidze. Nawet, wykorzystując znaczne osłabienie Olimpii Lublana, odniósł pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach. Dodając do tego fantastyczny bilans 3-4 w Pucharze VTB trudno polemizować z fantastyczną i niewątpliwie zgodną z duchem sportu decyzją o darowaniu gdynianom pierwszej rundy rozgrywek.

A teraz na poważnie. Nie jest dobrze w tej naszej lidze – i o tym wie każdy. Wręcz zaryzykuję stwierdzenie, że tak dziwnie i kiepsko nie było już od dawna. Mimo starań, aby – cytując klasyka – żyło się lepiej. Zapewne nie poruszę tutaj wszystkich tematów, nie chcąc zanudzać Was własnymi deliberacjami w kwestiach, które nie zostaną wyczerpane w 100%. Zresztą są to problemy, o których można rozmawiać naprawdę długo. No ale do rzeczy – co zwraca uwagę po tych lekko ponad dwóch miesiącach grania w PLK?


1. „Nowa jakość” ligi kontraktowej

Panie i Panowie – mamy ligę kontraktową! Miało nie być spadków, stabilniejsza sytuacja i rozwój klubów. Miały być rzetelne weryfikacje, stawianie na młodzież, duże hale i tak dalej. W skrócie – profesjonalnie i coraz lepiej. Takie nasze NBA. A jak jest?

Spadków może nie być, bo kluby same polecą. Ledwo dwa miesiące pograli w Łodzi Amerykanie – niedawno ŁKS opuścił ostatni z nich. Kasy nie ma w Warszawie, czego efektem dramatyczna konferencja z koszulką „SOS”. I to mimo braku naprawdę regularnego grania na pustawym Torwarze – a przecież w założeniach większość meczów miała się tam odbywać. W Poznaniu gra drużyna wyglądająca na zmontowaną za niewiele więcej niż trzecioligowy Śląsk. A mimo to wygrywa, za co szacunek dla trenera i zawodników. Zresztą ten pierwszy sam wspominał, że kasy zbytnio nie ma. No więc ja się pytam – na co idą w tych drużynach dwa miliony złotych? A jeśli ich nie było gwarantowanych, to czemu zostały dopuszczone? Mało mieliśmy przykładów w poprzednich latach? Śląsk wycofany, Unia Tarnów i Sportino przegrywające wszystko jak leci.. Ale jak widać lepiej iść na rękę z myślą „może dadzą radę”. Całe szczęście, że w tym roku nie dopuszczono Polonii, bo jeśli na jedną ekipę w stolicy nie ma kasy, to co by było, gdyby grały dwie..

Od razu mówię – to nie musi być wina ligi. Mogło to być przypadkiem, niekorzystnym zbiegiem wydarzeń, etc. Ale my tu rozmawiamy o faktach. Miało być lepiej, a jest jak nigdy – po dwóch miesiącach grania aż 3/13 ligi skrajnie nie ma pieniędzy. Zatem czekam na rozwój „planu naprawczego” w Warszawie oraz mam nadzieję, iż nie zaczną się sypać informację o zaległościach w innych klubach. Bo, jak wspominałem wielokrotnie – dla mnie nie jest rozwiązaniem sytuacja, w której klub reguluje długi w lipcu. Jako pracownik, nie chciałbym dostawać pensji po 4-5 miesiącach, tylko w miarę na bieżąco. I do tego powinniśmy dążyć, jeśli chcemy ligi profesjonalnej, a nie powalającej na kolana poziomem pod tytułem „coś tam wygramy, potem Amerykanie out i jakoś to będzie, byle do lipca”.


2. Prokom

Temat poruszony już na starcie, ale nie sposób o niego nie zahaczyć. Bilans łączny przygód w pucharach? 4-12. Z czego trzy triumfy w lidze VTB i jeden w Eurolidze. Faktycznie warto było ten zespół zwalniać z pierwszej rundy rozgrywek. Warto było niszczyć założenia sportowej rywalizacji mówiące o równych szansach. Warto, niewątpliwie..

Ogólnie gdynianie nie zachwycają. Skład średni, kasy mniej, więc zapewne dużym ułatwieniem jest brak konieczności grania kolejnych meczów w Polsce. A ponieważ wszyscy w klubie mają tym sposobem – mam nadzieję pierwszy i ostatni sezon – więcej czasu, to z niego korzystają. Na przykład Tomas Pacesas postanowił nam zrobić konkurencję i pisze bloga. A przynajmniej uzewnętrznia swoje myśli, bo co do jego umiejętności tak doskonałej polszczyzny pisanej nie wszyscy są przekonani. Prawdę mówiąc nie sposób ocenić procent faktyczności zarzutów stawianych tam przez Pacesasa – choćby ze względu na mój brak wejścia w fakty i prawdziwe realia PZKosz, czy ligi w kwestiach formalnych w ostatnich paru latach. Jednak trudno nie przyznać w wielu miejscach racji. Niewątpliwie część zarzutów ma charakter ogólników, bądź nieco propagandowego spojrzenia. Dziwi kompletny brak reakcji – jak czytałem, komentarz będzie „na spotkaniu prasowym”. Wszystko fajnie, ale czemu ładnie sklecone zdania usłyszą dziennikarze przy herbatce, zamiast szeroko pojęta opinia publiczna? Czy my naprawdę mamy aż tylu kibiców koszykówki w kraju, że nie warto do nich skierować otwartej riposty na zarzuty, zasłaniając się pogawędką z dziennikarzami w stolicy?

W 1717 roku miał miejsce w Polsce tak zwany sejm niemy. Przypominam – wtedy posłowie nie byli dopuszczeni do głosu, aby przypadkiem nie zerwać obrad i nie przeszkodzić w odczytywaniu kolejnych uchwał. Cisza była traktowana jako akceptacja. Porównanie jest oczywiście nieco absurdalne, nie mam pojęcia czemu mi się skojarzyło. Proszę też nie brać tutaj żadnych analogii, a przemyśleć efekt. Brak odzewu oznaczał negatywne konsekwencje dla kraju. Teraz brak odzewu z PZKosz przez część jest traktowany jako „nic nie mówią, czyli pewnie tak jest”. Pytanie – na ile tak jest, co tak jest i dlaczego tak jest. I czemu to Tomas Pacesas zaczyna dyskusję – na razie w kształcie monologu – na temat jakości funkcjonowania związku.

Oj dużo mają czasu w tej Gdyni, dużo..


3. PLK TV

Miało być lepiej. Na razie jest więcej, czy z czasem przyjdzie jakość? I jak już przyjdzie, to czy jeszcze ktoś będzie miał ochotę to oglądać? Dla porównania powiem, że niedawno derby Wrocławia, pomiędzy WKS-em a WKK można było śledzić w sieci – wprawdzie bez komentarza, ale jak wieści gminne niosą - z dźwiękiem, bez zacięć i płynnie.

Pytanie główne brzmi – dlaczego powiększenie ilości transmisji aż tak bardzo uderzyło w ich jakość? Dlaczego często powierzenie swoich dwóch godzin z życia wiąże się z oglądaniem czarnego ekranu, buforowania, i meczu w wersji „album fotograficzny”? Przyznam, że osobiście wolałbym sytuację mniejszej ilości transmisji, ale naprawdę doskonałej jakości. Warto najpierw postawić właśnie na nią, zainteresować potencjalnych odbiorców – mamy ligę kosza w necie, fajna jakość, zapraszamy. A potem próbować jak najwięcej meczów wcisnąć do sieci. Bo obecnie sam mam wątpliwości, czy chcę oglądać PLK w sieci i zdarza mi się zapominać o kolejnych transmisjach.


4. Ogólny poziom

Cóż – moim zdaniem spadł. Szkoda utraty takiego zawodnika jak Lawal. Zapewne spadł również przez brak Prokomu w rozgrywkach. Ale problemy finansowe w Łodzi, Warszawie czy Poznaniu dobrze robią innym. Śląsk – mimo średnio zbilansowanego składu – idzie w górę. Siarkę oraz Kotwicę ogląda się momentami naprawdę przyjemnie, a przecież nie są budowane za kolosalne pieniądze. Najbardziej męczy mnie Trefl, czyli drużyna, której ciężko nie kibicować „na papierze”, odpuszczając wątek regionalnych animozji. Fantastyczny Koszarek, niezły budżet, wydaje się zbilansowany skład i wielka porażka. Seryjnie wtapiane końcówki, przestoje w grze, momentami widoczny brak takiego instynktu zabójcy – żeby dobić rywala, który jest blisko desek. Sopocianie na razie nie wyglądają wybitnie, loty obniżył Turów – i dzięki temu na czele tabeli znaleźli się koszykarze Czarnych.

Podoba mi się na pewno gra Polaków. Dużo fajnych występów rodzimego „narybku” w barwach Politechniki, dobrze odnalazł się Karnowski. Świetny sezon gra całe trio rozgrywających – Koszarek, Szubarga i Skibniewski. Ten element z całą pewnością trzeba uznać za atut tych dwóch miesięcy.


5. Hale

Od 2013 roku ma być ponoć wymóg 2500 miejsc w obiekcie. I tak patrząc teoretycznie, to wymóg ten spełnia całe trio „finansowych ryzykantów”. Oczywiście w Poznaniu kontynuują grę na obiekcie przypominającym większą salę gimnastyczną, warszawiacy przenieśli się na Koło. Ale możliwości są. A taki Turów stoi raczej na straconej pozycji – chyba, że postawi telebim na ul. Maratońskiej i tam machnie kilkaset krzesełek, a liga to uzna.

Wymóg hali jest dla mnie ważny. Nowoczesne obiekty, przyjemny odbiór w telewizji – to wszystko musi być zrealizowane, niewątpliwie. Ale chwilowo są chyba ważniejsze problemy i – ku mojej lekkiej rozpaczy – temat wielkości hal nie powinien być traktowany priorytetowo. Bo wolę stabilny finansowo Turów, niż leżący ŁKS. Z całym szacunkiem dla tego drugiego, bo wizyta na hali – a zwłaszcza doping zaserwowany przez 9 tysięcy kibiców – zrobiły na mnie wrażenie.

Problem jest też inny. W Sopocie, na Torwarze, czy w poprzednich latach w poznańskiej Arenie – dość trudno było o komplety. A mecz, gdy na trybunach połowa krzesełek jest pusta – nie jest jakiś atrakcyjniejszy, niż ten grany w „kurniku”. Ani na żywo, ani w telewizji. Dlatego może warto najpierw znaleźć realne pomysły na wzrost koniunktury, a dopiero potem wprowadzać obowiązki większych obiektów?


6. Wątek wrocławski

Trudno pominąć ten aspekt. Na obu frontach Śląsk radzi sobie coraz lepiej. W II lidze jest liderem – co raczej nie zaskakuje. Dodatkowo teraz drużynę wzmocni znany Rafał Glapiński. Natomiast w ekstraklasie sześć porażek ma na swoim koncie tylko czołowa piątka. Plus wrocławianie. A w niej jest osłabiony Zastal. Szanse na awans do „top 5”, co daje niesamowitą gratyfikację w postaci zobaczenia na żywo i z bliska wielkich gwiazd europejskich parkietów, reprezentujących Prokom. Warto jednak pamiętać o silnej grupie pościgowej – każdy mecz teraz ma niemal podwójne znaczenie. Już jutro wrocławianie zagrają w derbach z Turowem, który również będzie szukał zwycięstw po kilku wpadkach. Atutem wydaje się fakt, iż większość spotkań rundy rewanżowej rozegranych zostanie w Orbicie. Minusem – że mecz z Anwilem nie odbędzie się jednak w Hali Ludowej, co wydaje się marketingową porażką.


Tekst może jest nieco pesymistyczny. Dlatego w nadchodzącym tygodniu postaram się – ale nie obiecuję – o coś pokazującego, że fajną mamy ligę. I ogólnie nie ma co się smucić. A tymczasem zapraszam na najbliższą kolejkę ligową – od Wrocławia, przez Sopot (Trefl – Anwil), aż po Łódź (ŁKS – Czarni). Na pewno będzie się działo. Pytanie – czy sensacyjnie, czy efektownie, czy może w kolejnych wpisach na blogach..

6 komentarze:

Marek pisze...

Niestety ale... bardzo dobre podsumowanie. Poziom PLK w ostatnich latch się obniżył. Jako kibic koszykówki mam nadzieję, że niebawem doczekamy się popularności i poziomu naszych siatkarzy (wczoraj Zaksa wygrała w Lidze Mistrzów z Trentino - to jakby Śląsk wygrał Z FC Barcelona lub inną piłkarską potengą). Nikt mi nie zabroni marzyć...

Anonimowy pisze...

NIE dla graczy Asseco Prokom w Meczu Gwiazd PLK
http://www.facebook.com/events/247364658663539/

Anonimowy pisze...

Panie Michale więcej odwagi ,ztego tekstu nic nie wynika a jedynie brak pańskiej stanowczości ,wszystkie tematy potraktowane są nijak przepraszam ale wygląda to tak jakby się Pan bał wszyskich dookoła.

Michał Rodziewicz pisze...

Tekst jest podsumowaniem, a nie próbą dowalenia każdemu, na kogo mam ochotę krzywo spojrzeć. Bądź spojrzenia na jeden temat i wałkowania każdego jego aspektu. Przykro mi więc, jeśli został odebrany jako strach przed wszystkim i wszystkimi.

Anonimowy pisze...

Rzeczy należy nazywać po imieniu ,jak coś jest złe to złe i koniec, trzeba to twardo wyartykuować.Liga kontraktowa-śmiech,nikt do tego nie dorósł,ani kluby ani liga.Prokom katastrofa w każdym calu,to do czego doprowadził Paczesas polski klub to katastrofa -trzeba o tym pisać i nie bać się Paczesasa.Paczesas pisze prawde i fakty i albo się to popiera albo jest się w układzie ,albo jest się ciotką.Hale TV to margines,problemem jest poziom ligi,który pikuje w dół przez idiotów zatrudnianych przez idiotów.

Gharas pisze...

Zgadzam się z kierunkiem, w jakim toczy się to podsumowanie, ale równocześnie zgadzam się z Anonimowym - zbyt mało stanowczości jest w tym tekście. Sprawy w lidze wyglądają obecnie tak źle, że przedstawienie ich w negatywnym świetle jest jak najbardziej na miejscu. Uważam, że jak już się o takich rzeczach pisze, to trzeba dowalić, bo "niedowalenie" wygląda na próbę obrony, a chyba nie to było celem tego tekstu.

Liga źle wykonuje swoje pomysły (nie powiem, że pomysły są złe. Mogą być nawet dobre, tylko nie w takim wykonaniu).

Brak promocji widać wszędzie, ani TBL sobie nie radzi, ani poszczególne kluby, głównie w dużych miastach.
Czy widzieliście we Wrocławiu jakąś reklamę Śląska?? Sam jestem pełen podziwu w jaki sposób do Orbity drugi raz zawitał komplet publiczności, a do HS przyszło więcej ludzi, niż mieści się w Orbicie. Taki sam poziom marketingu pewnie jest w Poznaniu i Warszawie i coraz mniej się dziwię, że koszykówka to dyscyplina niszowa, dla małych miast - tak samo jak siatkówka. A z małych miast nie będzie wielkich pieniędzy.
Uważam, że podstawową zmianą powinno być skrojenie dobrej oferty dla dużych miast - dla Warszawy, Poznania, Krakowa, Wrocławia, Łodzi - ulga w opłacie licencyjnej nie wystarczy. Tylko w ten sposób przyjdą pieniądze, które pozwolą rywalizować z europejskimi potęgami.