czwartek, 29 grudnia 2011

Polacy a przepisy

Ostatnio wytworzyła się dyskusja na temat reglamentowania ilości rodzimych zawodników w zespołach PLK. Całkowicie pomijając ważne w ogólnym rozrachunku elementy, takie jak ilość zespołów, budżety rzeczywiste, przepisy Unii Europejskiej czy „czwarty paszport, po prababci”, proponuję przyjrzeć się pięciu teoretycznie możliwym scenariuszom. Zapewne, na upartego, można opracować więcej wizji, jednak na potrzeby tego tekstu wprowadzam ograniczenie. Na koniec sonda, w której proszę Was o wzięcie udziału według własnego zdania – głównie po to, żeby poznać zdanie większości. Chodzi tu o to, jaki system – według Was – najbardziej by pomógł polskiej koszykówce. Tyle wstępem, teraz meritum.


Wariant 1: Formuła „teraz Polska”

Brzmi irracjonalnie? Być może. W tym wariancie zakładamy całkowite zamknięcie granic, bądź innymi słowy „obowiązek posiadania w składzie meczowym 12-tu Polaków”. Problemy są oczywiste – nie mamy zbyt dużo rodzimych zawodników na wystarczającym poziomie, żeby liga była atrakcyjna. Być może nagle urząd paszportowy otrzymałby kolejne wnioski o wydanie obywatelstwa. Faktem jest, że przenieślibyśmy przepisy z niższych klas rozgrywkowych do PLK. Przez ilość Polaków teoretycznie mogłaby zmaleć cena poszczególnych, bo nie byliby aż takim dobrem (czym innym jest chęć posiadania fajnego Polaka w pierwszej piątce, a czym innym sytuacja, gdy w takowej musimy mieć samych Polaków). Ponadto istnieje ryzyko, że wraz ze spadkiem poziomu odpłyną Ci ambitniejsi, chcący się rozwijać.


Wariant drugi: Obecny system

Chodzi tu głównie o zapis obowiązku dwóch Polaków na parkiecie. Model – moim zdaniem – sensowny przy mniejszej ilości drużyn w lidze. Obecnie najlepsi polscy zawodnicy w większości występują poza granicami. Tym sposobem poziom ligi się obniża, bo więcej minut muszą grać słabsi. A często doświadczeni, wręcz „wieloletnie niespełnione talenty”. Co za tym idzie – korzyści w rozwoju nie mamy. Za to regularne podróże, co sezon do innego klubu owszem. Sztuczny wymóg wciskania Polaków daje dodatkowo fantastyczną szansę agentom na poszukiwania tak zwanych podwójnych paszportów gdzieś daleko za granicami – co całkiem niedawno punktował Grzesiek. Dodatkowo, większa ilość drużyn = większa ilość Polaków na parkiecie. Przy ograniczonej podaży tych niezłych, zainteresowanych naszą ligą, nie wpływa to dobrze na poziom drużyny. Dodatkowo zmniejsza ilość pieniędzy na dobrych obcokrajowców.


Wariant trzeci: Ograniczenie ilości non-PL w składzie meczowym

Podstawą jest tu założenie typu „w składzie meczowym musi znajdować się ośmiu Polaków”. Oczywiście liczbą można dowolnie modelować. Chodzi o brak wymagań co do ilości zawodników z PL na parkiecie. Plusy? Mniejszy wpływ pojedynczych Polaków na kształt drużyny w każdej minucie meczu nieco powinien obniżyć ich wymagania płacowe. A jednocześnie konieczność posiadania przykładowo ośmiu zawodników z naszym paszportem w składzie. To daje potencjalną opcję, wedle której większą rolę odgrywają obcokrajowcy – ale jednocześnie ogranicza ich ilość, tym sposobem niejako wymuszając patrzenie na jakość przy podpisywaniu umów. Obniżenie stawek Polaków (bo już nie są tacy drogocenni) przy możliwości kontraktowania niewielu graczy zza granicy wymusza porządne szukanie wśród drużyn liczących na medale. I może ograniczyć różne zaciągi graczy na rezerwę wprost z Bałkanów, czy krajów nadbałtyckich.


Wariant czwarty: Mieszany

Podobny wariant jest stosowany na przykład w Hiszpanii. Chodzi w nim o znaczne ograniczenie zawodników spoza UE (czyli np. Amerykanów) oraz wprowadzenie obowiązku rodzimych graczy. A po parkiecie biega ten, kto chce. Model ogranicza możliwość tasowania składem i zatrudniania pełnego gremium graczy europejskich. A jednocześnie daje swobodę gry tymi, którzy na to zasługują. W naszych realiach istnieje ryzyko nakupowania tańszych graczy z Bałkanów, dopełnienia dwoma Amerykanami i tym sposobem wyzerowania liczników rodzimych zawodników – którzy będą siedzieli na ławie. Chyba, że ktoś podpisze naprawdę dobrych Polaków, robiących różnicę.


Wariant piąty: Formuła Open

Jak sama nazwa wskazuje, nie ma ograniczeń. Kupujesz kogo chcesz, na boisku gra ten, kogo wybiera trener. Zero regulacji. Oczywiście można tutaj dokładać jakieś obostrzenia (np. 6 Polaków w składzie), ale mówimy o suchym wariancie Open, bez zmian.


Tyle pokrótce. Ponieważ średnio podoba mi się obecny system, to obawiam się, iż nieco subiektywnie go opisałem. Niemniej każdy się domyśli o co chodzi i jakie są przesłanki ogólne. Tak więc macie Państwo za sobą pięć alternatywnych sposobów postępowania. Przed zagłosowaniem w sondzie proszę wziąć pod uwagę to, jaki wariant będzie najlepszy dla PLK. Nie dla ogółu, nie patrząc globalnie – ale mierząc się z własnymi problemami, słabościami, ale i silnymi stronami.


Jaki wariant przepisów byłby Twoim zdaniem optymalny dla PLK?
Formuła \"Teraz Polska\"
Obecny system
Ograniczenie ilości non-PL w składzie meczowym
Mieszany
Formuła Open
Inny


1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Problemów jest kilka. Po pierwsze słabe szkolenie, a po drugie presja wyników.

Jeśli ktoś jest przeciętnym lub miernym koszykarzem, to nawet setki minut na parkiecie nic nie dadzą. Niezłym, młodym koszykarzom też żaden trener nie dałby szansy, bo jest presja wyniku. Trenerzy są rozliczani z wyników w najbliższej perspektywie, więc co ich obchodzi, czy Polak X, czy Y ma zbierać doświadczenie, które zaprocentuje za 3 lata, skoro trenera może już w tej drużynie dawno nie być.
W Hiszpanii biega dużo cudzoziemców, ale dobrych. Młodzi Hiszpanie muszą się naprawdę wykazać, żeby przebić się do składu. I oni to robią, bo szkolenie młodzieży jest u nich bardzo dobre. I takie coś daje dużo więcej niż miejsce w składzie za darmo.
Taki model byłby świetny, gdyby do Polski przyjeżdżali naprawdę dobrzy cudzoziemcy.

Czyli najważniejsze jest postawić na ulepszenie szkolenia młodzieży. Jak będą dobrzy to ich częsta gra będzie naturalną koleją rzeczy. Grzebanie w przepisach jest sztuczne i nieskuteczne.