Po dwóch kolejkach fazy Last 16 Pucharu Europy (chyba nigdy nie przekonam się, by pisać w polskim tekście Eurocup), sześć zespołów nie zaznało jeszcze goryczy porażki. Nie ilość jest jednak istotna, ale skład tego grona. A jest w nim przynajmniej jedna niespodzianka.
Nikogo, choćby średnio zainteresowanego koszykówką w Europie nie szokuje pewnie fakt obecności w gronie niepokonanych takich drużyny, jak Walencja, Chimki, czy Spartak Sankt Petersburg. Odkąd wszystkie czołowe drużyny hiszpańskie występują w Eurolidze spadkobiercy Pamesy znajdują się a priori wśród faworytów do zwycięstwa na zapleczu EL. Przejście na dłuższy kontrakt w Eurolidze Realu Madryt spowodowało też, że kluby rosyjskie, poza nie mają, poza Walencją zbyt wielu groźnych rywali do końcowego triumfu w Pucharze Europy. Wśród najlepszych drużyn powinien znaleźć się także Litewski Poranek (Lietuvos rytas), ale w arcymocnej grupie L Litwini potknęli się w pierwszej kolejce na Lokomotiwie Kubań.
Ten ostatni wynik na pierwszy rzut oka może budzić lekkie zaskoczenie. Wszak LR to dwukrotny zwycięzca PE, niedawny uczestnik Euroligi, zaś Lokomotiw debiutuje na tym poziomie rozgrywek. Nie jest to jednak klub całkiem anonimowy. Organizacja ta jest następcą Lokomotiwu Mineralnyje Wody, swego czasu dość poważanego uczestnika nieistniejącego już Pucharu Koraca. Mało tego, rok temu zespół z Kubania wygrał Puchar EuroChallenge, nieco lekceważoną, trzecią co do ważności imprezę pucharową w Europie. Przede wszystkim jednak warto spojrzeć na obecny skład tej ekipy, by przekonać się, że nie mamy do czynienia z jakimś Kopciuszkiem, Jerry Massey, Primoż Breżec, Lionel Chalmers, Ali Traore, czy Rod Blakney z niejednego pieca jedli chleb i wiedzą jak wygrywać w europejskich pucharach. Pokonanie rytas i Alby Berlin nie gwarantuje jeszcze udziału w fazie play off, ale jest mocnym sygnałem, że drużyna pod wodzą Bożidara Maljkovicia nie będzie biernie przyglądać się wydarzeniom w Pucharze, ale chce je kształtować.
Lokomotiw to jednakże żadna niespodzianka przy ekipie Nymburka. Etatowi mistrzowie Czech, nazywani niekiedy na wyrost tamtejszym Prokomem, dotąd rzadko wybijali się ponad europejską solidność. Po rządach Mulego Katzurina pozostał tam na stanowisku „głównego” jego asystent, Ronen Ginzburg. Pod jego wodzą Nymburk przebił się do Last 16 z bilansem 5-1, a dziś nadal czeka na pogromcę w już nieco mocniejszym towarzystwie. Można zawsze narzekać, że Czesi mają szczęście do rywali (Groningen, słabszy niż przed laty Aris Saloniki i Rudupis w pierwszej rundzie, a dziś Ryga, Gravelines), ale do rozegrania pozostaje naszym sąsiadom dwumecz z Walencją i wówczas wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane. Na razie ekipa z, min. Drew Naymickiem, Lamayne'm Wilsonem, Tre Simmonsem i grupą reprezentantów Czech radzi sobie bardzo dobrze i sam jestem ciekaw, dokąd zajdzie w bieżącym sezonie.
Z grona faworytów wypadł Asvel Villeurbanne. Koniec lokautu był równocześnie sygnałem dla Tony'ego Parkera i Ronniego Turiafa, by wrócić za ocean. Wraz z ich odejściem, na przedmieściach Lyonu została drużyna waleczna, ciekawa, ale już nie tak mocna, by dominować w Pucharze. Marnie wyglądają też szanse Alby Berlin, innej przebrzmiałej potęgi lat 90, ale jej problemem jest rywalizacja w grupie śmierci z LR, Benettonem Treviso i przywoływanym już Lokomotiwem. Albatrosy nie szokują swoim składem i jeśli trener Gordon Herbert czegoś szybko nie wymyśli, przygoda pucharowa zakończy się dla stołecznej drużyny na fazie Szesnastki. Kolejna wielka firma, Benetton, udanie sprawia problemy wielkim faworytom i choć przegrała wczoraj w Wilnie, widać że dobrze wpływa na jej grę taktyka dawnej legendy parkietów, Saszy Djordjevicia. Duży nacisk na defensywę, wykorzystywanie wysokiej inteligencji boiskowej zawodników w ataku, to wszystko sprawia, że trudno gra się przeciwko włoskiej drużynie. Ekipa Lietuvos rytas musiała wspiąc się na wyżyny swoich możliwości ofensywnych, by przełamać opór graczy z Treviso. Rewanż we Włoszech powinien być ekscytującym widowiskiem. Szkoda, że młody polski podkoszowy, Jakub Wojciechowski nie znajduje uznania w oczach serbskiego szkoleniowca i wchodzi jedynie na epizody. Grając w takim systemie, mógłby wnieść ciekawe doświadczenia do gry naszej kadry narodowej.
Za to etatowy reprezentant Polski, Thomas Kelati był jednym z najlepszych graczy Chimek w starciu z Asvelem. Automatyzm ruchów i pewna ręka dały mu pierwszeństwo wśród strzelców swej drużyny, a konkurencja jest w podmoskiewskiej ekipie bardzo mocna. Mimo usztywniacza na kolanie (pamiątka po kontuzji z ubiegłego roku) widać, że Tomek sygnalizuje lepszą dyspozycję przed kluczowymi fragmentami sezonu. Oby dotrwał w dobrej formie i zdrowiu do lata, bo podczas eliminacji do Eurobasketu dobrze mieć do dyspozycji doświadczonych liderów kadry.
Grające na trzech frontach (Puchar Europy, VTB, liga krajowa) i mające tam duże ambicje zespoły z Rosji oraz Litwy (LRW) zaczęły fazę Top 16 bardzo powoli, szafując ostrożnie swoimi siłami. W Chimkach widać nieco węższą rotację pod koszami, a pozyskany niedawno Marjonas Petravicius przez problemy z płucami może nie wspomóc zespołu w wymaganym stopniu. Mimo problemów jest to jednak ciągle mocny zespół jak na zaplecze Euroligi, a trener Rimas Kurtinaitis (mimo niezbyt wysokich not u naszego koszykarza-komentatora Radosława Hyżego) wie, jak się zdobywa trofea. W grupie J nie aż tak mocnych rywali dla rosyjskich faworytów, jak w grupie L, tak więc metoda małych kroków do celu powinna przynieść dobre rezultaty. A raczej musi, gdyż droga do Euroligi przez ligę rosyjską to, w świetle tego, co prezentuje w tym sezonie niezniszczalna CSKA Moskwa, wygląda na daleką i wyboistą.
Za tydzień warto będzie śledzić pojedynek Nymburka z Walencją (grupa I) i Chimek z Donieckiem (grupa J), zaś w grupie L każdy mecz jest hitem, tak więc i tym razem mecze Kubania z Benettonem oraz Lietuvos rytas z Albą powinny dostarczyć dużej dawki dobrego basketu.
0 komentarze:
Prześlij komentarz