Najpierw pewnie pokonali Jaworzno i Doral Kłodzko. Potem po dramatycznej końcówce ograli pierwszoligową Dąbrowę. Aż wreszcie wczoraj, po swoim najlepszym meczu w tym sezonie, Śląsk wyeliminował z rozgrywek o Puchar PZKosz grającą ligę wyżej Rosę Radom. Niemal pełna hala, świetna atmosfera, naprawdę solidna gra przez całe czterdzieści minut i wynik sugerujący niemal deklasację. Trener Karol chyba nie prowadził jeszcze seniorskiej drużyny we wrocławskiej Kosynierce. Ten pierwszy raz okazał się smutny i bolesny.
Miałem sporo obaw przed tym meczem. Wrocławianie wprawdzie od początku traktowali te rozgrywki bardzo poważnie – chcieli się sprawdzić na tle pierwszoligowców oraz pokazać, że idą w dobrym kierunku. Jednak na ich drodze stanęła naprawdę solidna przeszkoda. Wzmocniona znanymi nazwiskami jak Radke, czy Iwo Kitzinger (obecnie Marcin Kosiński). A na ławce trenerskiej człowiek nie tak dawno temu uważany za jednego z lepszych rodzimych szkoleniowców, człowiek od tak zwanych „zadań specjalnych” – Mariusz Karol. Obawy sprowadzały się również do tego, że Śląsk bardzo chciał – a wtedy nie zawsze wszystko wychodzi. A jednak w środę z każdą kolejną minutą można było mieć wątpliwości, kto gra w której klasie rozgrywkowej.
Nie ma co opisywać całego meczu. Kluczowa okazała się druga połowa, na czele z celnym rzutem Radosława Hyżego przez pół boiska na koniec trzeciej kwarty (ta euforia na trybunach !). Z meczu na mecz rotacja wrocławian wydaje się coraz lepsza. Niezaprzeczalny jest oczywiście również aspekt własnej hali, w której jak na razie koszykarze Śląska nie przegrali z nikim. Dlatego tak ważne dla losów awansu może się okazać utrzymanie pozycji lidera w tabeli po rundzie zasadniczej.
Po raz kolejny Norbert Kulon pokazał, jak wiele zmieniła w jego grze poprawa rotacji. Starsi zawodnicy są w tej drużynie bardzo ważni, jednak inny schemat piątek, częstsze zmiany dają okazję do wykazania się. Najbardziej na tym korzysta wspomniany Kulon oraz Wojtek Leszczyński. Gorzej z Bodzińskim, jednak tutaj do przeskoczenia jest większa konkurencja i nadal chyba przesadna niechęć trenera. Chociaż te kilka minut to i tak minimalna poprawa. Jak mawiają – step by step. Jednocześnie cała drużyna pokazuje sens inwestowania w starszych, doświadczonych graczy. Bo co by dał takiemu Kulonowi kolejny sezon gry z juniorami o utrzymanie? Zdecydowanie mniej, niż teraz – grając o awans, walcząc w pucharze, pełniąc całkiem sensowną rolę w rotacji. Oraz mając do czynienia codziennie z gośćmi, którzy grali w poważnych rozgrywkach. To wszystko w Śląsku jest, a juniorska drużyna chwilowo przebija się przez III (czyli de facto czwartą) ligę.
Czas na akapit o Rosie. Imponująco wygląda osiemnaście punktów Iwo (będę stosował stare imię, wybaczcie – przyzwyczajenie)? Cóż – aż jedenaście z nich zdobył w ostatniej kwarcie, przy przewadze Śląska powyżej dziesięciu oczek. Wcześniej głównie pokazywał mało biegania, mało skuteczności oraz niechęć do wyciągnięcia ręki po niedokładnym podaniu partnera (piła poszła w aut). Drugi „znany”, to oczywiście Hubert Radke. Cóż za występ – można rzec na piątkę. Pięć punktów, pięć zbiórek i pięć fauli. Zasłynął wygrażaniem sędziemu palcem oraz burą od trenera po przewinieniu dyskwalifikującym. Swoistą „suszarkę” trenera Karola słyszano chyba aż na Rynku – mimo, że w hali cicho nie było. Pewnie, że się czepiam, ale jeszcze jeden element – zespół z Radomia był mało „sportowy” w momentach, gdy im nie szło. Na czele z próbą rzucenia piłką w głowę jednego z wrocławian. Nie wiem, ile kasy wpompowano w Rosę, ale wygląda na drużynę strasznie przepłaconą. Pełną zawodników uważających się za świetnych (fakt – rzut z półdystansu po zatrzymaniu w kontrach mieli doskonały), bez jakiejś wielkiej sportowej złości, ambicji, walki. Jeśli tak grają w lidze – to nie wróżę sukcesów w fazie play-off.
Warto było przyjść na ten mecz. Zobaczyć wypełnioną halę, dobry doping i najlepszy w tym roku mecz wrocławian. Fajną rotację, świetną skuteczność, niezłe rozegranie. Wszystko przyzwoicie funkcjonowało, chociaż nie da się ukryć jednego – Śląsk nadal ma problemy w ataku pozycyjnym. Jak może biegać, napędzać grę – jest bardzo dobrze. Jak trzeba coś mozolnie układać, zaczynają się schody. Miejmy nadzieję, że tylko ze względu na fakt, iż nowy rozgrywający gra z zespołem oficjalne mecze niecały miesiąc. A pocieszający jest fakt, że mimo tego naprawdę solidna pierwszoligowa drużyna wyjeżdża z Wrocławia z bagażem ponad dwudziestu punktów. Dlatego mam nadzieję, że Śląsk dostanie prawo organizacji bezpośredniego starcia o Puchar.
Final Four rozgrywek ma się odbyć w połowie lutego. Nieznana na razie jest lokalizacja (same pary zostaną wylosowane 30.01). Prócz Śląska w walce o trofeum zostały Stal Ostrów, Basket Pleszew oraz Start Gdynia. Jak widać na placu boju pozostał jeden pierwszoligowiec oraz dwie drużyny z wielkimi aspiracjami na awans. Zresztą - razem ze Śląskiem, te trzy zespoły jeszcze rok temu grały w jednej grupie II ligi. A już w sobotę przed wrocławianami najtrudniejszy wyjazd do końca tej rundy – udadzą się do Chorzowa, na starcie z Albą. Jeśli zagrają tak, jak w środę – o niesamowicie cenne dwa punkty można być spokojnym.
0 komentarze:
Prześlij komentarz