piątek, 6 stycznia 2012

Torey i Ivan. Ronald i Giedrius.

Nie macie deja vu? Wrażenia, że po raz drugi obserwujecie podobną historię? Jacek Winnicki drugi sezon z rzędu zbudował swoje rozegranie w podobny sposób - dwóch zupełnie różnych, uzupełniających się zawodników. Po raz kolejny wydaje się, że za szukaniem gracza uzupełniającego niekoniecznie poszła jakość i dobro zespołu.

Zacznijmy jednak od analogii Thomas-Koljević a Moore-Gustas. Amerykanie to mało znani znani zawodnicy na dorobku, którzy do Turowa przybyli jako gwiazdy nisko renomowanych lig (Holandia, Słowacja). Obaj są świetnymi rozgrywającymi. Obaj poza myśleniem o podaniu, są również szalenie wszechstronni i wspierają zespół we wszystkich innych elementach. Nie chcę porównywać ich ogólnego poziomu. Torey na polskich parkietach był zawodnikiem kompletnym, żeby nie powiedzieć totalnym, a w przypadku Ronalda najważniejsza część sezonu dopiero przed nim.

Europejscy PG Turowa to natomiast zawodnicy ze świetnymi pozycjami w CV (Olympiacos/Bilbao, Zalgiris/Litwa). Za to ciężko nazwać ich rozgrywającymi. Obaj są świetnymi strzelcami, którzy potrafią kreować przede wszystkim własny rzut, a nie grę zespołu. Trochę lepsze rozegranie Koljevicia jest kompensowane problemami z zaakceptowaniem rezerwowej roli. Ostatecznie doprowadziły one do tego, że Turów grał ostatnie play-offy z jednym rozgrywającym.

Ubiegły sezon zakończył się zdominowaniem Koljevicia przez Thomasa. Kiedy nastąpił przełom? We Włocławku w 13. kolejce. Koljević drugi raz zagrał w pierwszej piątce po świetnym meczu z Czarnymi. Zszedł z parkietu po 5,5 minuty przy stanie 13:6 dla Anwilu. Potem pojawił się już tylko na krótko na przełomie 3. i 4. kwarty. W międzyczasie Torey praktycznie w pojedynkę wygrał Turowowi mecz - 23 punkty, 8/12 z gry. Było po Koljeviciu. Winnicki ufał już tylko Thomasowi.

W tym sezonie sytuacja wygląda trochę inaczej. Bardzo długo w pierwszej piątce wychodził Gustas. To miejsce stracił niedawno, natomiast miejsce na parkiecie w ważnych końcówkach - już wcześniej. Poniżej zaprezentowane są dane na ten temat, gdzie podany jest czas w końcówce meczu, jaki Litwin spędzał na ławce. Niestety nie ma dostępnego play-by-play z meczów Eurocup, które pokazałyby jeszcze gorsze liczby dla Gustasa. Tutaj pozostaje jedynie moja własna obserwacja ze spotkania z Albą w Zielonej Górze, gdzie Giedrius grzał ławę podczas 4. kwarty i dwóch dogrywek. Wtedy na parkiecie szalał Moore.


Kotwica 1:42 (5 fauli) S5
@PBG S5
Śląsk S5
@Zastal 5:16 S5
AZS 5:21 S5
@Siarka S5
AZS Politechnika S5
ŁKS 11:26 S5
Anwil 1:17 S5
@Trefl 3:28 w Q4, wrócił w OT za Jacksona (5 fauli) S5
@Buducnost bd S5
Czarni 4:41 S5
Dexia bd S5
@Polpharma 8:06 S5
@Alba bd S5
@Kotwica Moore nie grał od 2. kwarty (uraz?) S5
Alba ponad 20:00 S5
PBG 12:04 S5
Buducnost bd
@Śląsk 4:00
Dexia bd S5
Zastal 5:41
Siarka


W historii Moore-Gustas można wyróżnić dwa przełomowe mecze. Pierwszy to porażka po dogrywce w Sopocie. Tam zaufanie trenera w końcówkach stracił Gustas. Po świetnym starcie sezonu grał słaby mecz. Nie grał też przez ostatnie 3,5 minuty czwartej kwarty. W dogrywce 5. faul złapał Moore, ale mimo to w jego miejsce Winnicki nie wprowadził Gustasa - tylko Jacksona. Dopiero, gdy ten także miał 5 fauli na koncie, Litwin dokończył spotkanie na parkiecie. Po tym meczu Gustas nadal miał miejsce w wyjściowym składzie, ale w decydujących momentach przeważnie siedział na ławce kosztem Moore'a.

Drugi przełom to wybuch formy Ronalda, który miał miejsce 6. grudnia we wspominanym triumfie nad Albą po dwóch dogrywkach w Zielonej Górze. Zapoczątkował on trwającą do dziś serię 7 meczów Amerykanina, w których zdobywa 10 lub więcej punktów. To wszystko w sytuacji, gdy wcześniej osiągnął taki wynik w 3 z 16 meczów.

Moore od meczu z Albą notuje średnio 16.6 pkt, 43.5% z gry, 5.3 as, 5 zb w 27 minut na parkiecie - dla porównania Torey w ubiegłym sezonie. Gustas w analogicznym okresie - 5.7 pkt, 39.4% z gry, 1.3 as, 1.1 zb w 19 minut.

Wszystko wskazuje na to, że Moore zdobył na dobre zaufanie trenera Winnickiego, a Gustas wręcz odwrotnie. Jedno czego nie mogę zrozumieć - dlaczego trener Turowa mając w 7-meczowym półfinale z Treflem świetne porównanie między PG jakimi są Torey i Giedrius, stwierdził, że dobrze byłoby mieć tego drugiego i to w pierwszej piątce?

0 komentarze: