czwartek, 5 stycznia 2012

Wrocławski wielki tydzień

Dzieje się! Weszliśmy w Nowy Rok niemal z rozpędu. Wszędzie podsumowania, wszędzie analizy, nawet u nas zdarzyła się sonda. Tymczasem w stolicy Dolnego Śląska coś miłego dla wszystkich. Przez najbliższy tydzień ilość wydarzeń koszykarskich może powalić niejednego. Zwłaszcza tych, których niespecjalnie interesują wojny między Śląskami i rozważania, który jest prawdziwszy.


Zacznijmy od.. tego ekstraklasowego. Dzięki fenomenalnemu kalendarzowi, wrocławianie zagrają trzy mecze w przeciągu siedmiu dni na własnym parkiecie. Biorąc pod uwagę ten zbieg okoliczności może warto było sprzedawać bilety łączone – na przykład „do biletu na Anwil wejściówka na ŁKS za 2 złote”. Bo na siedemnaście godzin do spotkania zeszło niecałe sześćset biletów, które leżały w sprzedaży. A przecież jeszcze konkursy. Ale wróćmy do meritum.

Do Wrocławia przyjadą kolejno: ŁKS, Anwil, Trefl. Dwa z tych spotkań zagramy w środku tygodnia. Tylko włocławian się uda zobaczyć w niedzielę. Szkoda, że nie w Hali Ludowej, mimo szumnych zapowiedzi jakiś czas temu. Jednak temperatura powinna rosnąć, a szczyt osiągnąć na koniec. Dla mnie bez wątpienia najciekawszym rywalem będzie Trefl. Mam nadzieję zobaczyć zespół ambitny, świetnego Koszarka i przede wszystkim – nie rozczarować się, jak meczem z Politechniką. Oczywiście wygrana cieszyła, ale ogólny poziom widowiska był marny.

ŁKS Łódź na chwilę obecną jest wielką kłodą rzuconą w ligę kontraktową. Pomysł, który coraz więcej osób uważa za nietrafiony – w tym czasie i miejscu – dostaje regularne ciosy. Łodzianie, po trzech miesiącach ligi, już grają samymi Polakami. Nie mają kasy, powoli mają coraz mniej kibiców, nie widać perspektyw. Ale wiadomo – liga kontraktowa to bardzo dobry poziom i „jeszcze będzie przepięknie”. Cóż – pozostaje czekać. A w tym oczekiwaniu wyglądać trenera Rajkovicia wpuszczającego na parkiet młodych graczy. I to nie w trzydziestej piątej minucie, przy stanie „plus dwadzieścia”. Bo wtedy to nikt się wiele nie nauczy. Nie ukrywajmy – jeśli nie dziś, to kiedy ci młodzi mają pograć w PLK? Jak będą musieli, bo coś się zdarzy i trzeba będzie zatrzymać Prokom?

Drugi mecz, to święta wojna. Przez dyskusje o procencie Śląska w Śląsku, nieco wyblakła. We Włocławku nie było wielkich emocji, na trybunach też raczej spokojnie. Tym razem może być inaczej, przede wszystkim ze względu na wrocławian. Grają o wiele lepiej, mają za sobą bardzo udaną serię meczów, pną się w tabeli ku pierwszej piątce. Zwycięstwo z Anwilem może ich postawić w bardzo dobrej sytuacji. Czy się uda? To już w niedzielę. Swoją drogą jak nietypowo – wreszcie pójdę na mecz w PLK w weekend. Pytanie dnia? Czy Edwards się obrazi, czy znowu zacznie grać jak z nut.

Ostatni rywal to Trefl. Wiadomo, zespół o którym powiedziano wszystko. Zespół, na którego terenie Śląsk zaczął tak naprawdę dobrze grać i odrabiać straty – sensacyjnie wygrywając w Ergo Arenie. Tym razem sopocianie powinni być mocniejsi, chociaż na wyjazdach specjalnie nie błyszczą. To będzie drugi w przeciągu kilku dni ciekawy pojedynek rodzimych rozgrywających. Jednak, z całym szacunkiem dla Krzysztofa Szubargi, dużo bardziej interesujący. Czy Skiba poradzi sobie z Koszarem? Czy, nawet nie radząc sobie w obronie, może poprowadzić Śląsk do kolejnego triumfu? O tym wszystkim przekonamy się już niedługo.


Ale prócz PLK gra oczywiście Śląsk w II lidze. Brzmi pewnie mniej ciekawie, ale jednak dwa, wysoce hitowe mecze powinny znowu zogniskować część Waszej uwagi na tej drużynie. Najpierw, bo już w sobotę, wrocławianie wyjadą do Ostrowa na wielki mecz ze Stalą. Rewanż za pierwszą rundę, powrót do przeszłości – zwał, jak zwał. Pewne jest jedno – to drugie spotkanie głównych faworytów do awansu. A jeśli goście wywiozą dwa punkty, będą niemal pewni pierwszego miejsca po rundzie zasadniczej. Na razie mają dwa zwycięstwa przewagi, ale trudne wyjazdy do Ostrowa, czy Chorzowa. Czy gospodarzom pomogą ściany i jak zwykl głośni kibice? O tym przekonamy się już w sobotę, gdy w kameralnej (oczywiście nie jeśli chodzi o warunki II – ligowe) hali przy ul. Kusocińskiego zmierzą się kandydaci do awansu z grupy B.

Jednak już we wtorek wydarzenie równie ciekawe. Do Kosynierki przyjedzie lider I ligi (wraz z dwoma innymi zespołami) – MKS Dąbrowa Górnicza. Wszystko to w ramach dziwnego Pucharu PZKosz. W Śląsku trochę wspominano, że fajnie by było zajść jak najdalej. Trudniej o większą przeszkodę, w chwili gdy o puchar nie gra PLK. Fakty są proste – Śląsk może w rok 2012 wejść z wielkim przytupem, może średnio, a może zacząć od brutalnego falstartu. Oczywiście pozostaje oczekiwać, że prezenty wrocławianie już porozdawali i teraz pokażą pazur.


Rozkład jazdy:

5.01. Śląsk - ŁKS

7.01. Stal Ostrów - Śląsk

8.01. Śląsk - Anwil

10.01. Śląsk - MKS Dąbrowa

11.01. Śląsk - Trefl


Podsumowując. Mamy siedem dni. W tym czasie obie wrocławskie drużyny zagrają pięć spotkań. Poza tym z ŁKS-em trudno upatrywać wyraźnych faworytów. Optimum? Oczywiście komplet zwycięstw. Tak na dobry początek roku. Dla obu klubów. Niech liczy się fakt, że koszykówka znów jest we Wrocławiu w regularnym wydaniu.

5 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nie nazywałbym hali w Ostrowie kameralną ;]

Michał Rodziewicz pisze...

Określenie nie dotyczy II ligi, myślałem w szerszym kontekście ogólnej polskiej koszykówki. A cóż - wielka to ona nie jest. A na żywo, zatłoczona, wydaje się jeszcze mniejsza.

Anonimowy pisze...

Słowo kameralny nie oznacza mały... Bardziej odnosi się do atmosfery, co nijak się ma do pojedynku Stal-Śląsk. Ale już się nie czepiam sorry ;P

Anonimowy pisze...

W sobotę gra jeszcze Wkk z Doralem. Wkk to też wrocławska drużyna.

Anonimowy pisze...

lubię placki